Koty, paski i babcine odblaski. 4 outfity, które musisz wypróbować jesienią

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
14 września 2016
4 outfity, które musisz wypróbować jesienią
Screen Facebook / Dolce&Gabbana
 

Wrześniowe południe w Nowym Jorku, niemiłosierny upał dawał się we znaki wszystkim. Jednak tabuny niestrudzonych, ubranych w futra, bluzy i kurtki puchowe ludzi buszowały po mieście. „Wariaci!”- można by pomyśleć. New York Fashion Week rządzi się jednak swoim prawami. Na miano wariata zasługuje raczej Kayne West, który kazał swoim modelkom stać w upale w kurtkach i butach z plastiku do kolan. Efekt? Dziewczyny mdlały, nogi się gotowały, a w pokonaniu ostatnich metrów wybiegu pomagali widzowie. Całe szczęście, żeby wyglądać modnie wcale nie trzeba zakładać na siebie wynalazków męża Kim Kardashian. Outfity na jesień i zimę 2016/17 to przede wszystkim dobra zabawa!

Kocia mamo, pokaż się!

Nie ma takiej siły, która zrzuciłaby koty na drugie miejsce w kwestii popularności na Instagramie i innych mediach społecznościowych. Bo czy może być coś piękniejszego od oglądania słodkich kociaków na YouTube zamiast pracowania? Okazuje się, że może! Koty na sukienkach, swetrach, kolczykach i torebkach! Projektanci na całym świecie uznali, że należy nam się trochę optymizmu na co dzień. A umówmy się, nie ma możliwości, żeby nie uśmiechnąć się na widok dziewczyny w czerwonej sukience w złote kociaki! Nie chodzi jednak tylko i wyłącznie o wizerunek słodkich pupili, ale także o zwierzęce wzory. Nasza ulubiona panterka, która w Polsce przerodziła się w synonim braku klasy i kiczu powinna zostać odczarowana! Przepis na to jest dość prosty. Wystarczy zestawić „kocie” wzory z bardzo neutralnymi ciuchami. A przy okazji dbać o jakość materiału. Panterka na poliestrze zawsze będzie wyglądać gorzej od tej na lejącej się organzie.

Screen YouTube Le Bazar Des Tendances

Screen YouTube Le Bazar Des Tendances

Szalona pasiara

Mityczne opowieści mówią, że poszerzają. Wystarczy jednak odpowiedni fason, dobry rozmiar, a paski pomogą nam podbić świat. W wersji prosto z Paryża są klasyczne – biało-czarne, ewentualnie w połączeniu z granatem. Tym razem projektanci stawiają na optymistyczne nastawianie nas do rzeczywistości, zwłaszcza jesienią. A skoro mamy już koty, to dlaczego nie kolorowe paski na każdym elemencie garderoby? Doskonale znamy horyzontalne pasy, ale pora na odrobinę szaleństwa. Zamiast kolejnych prostych, klasycznych ciuchów, postaw na patchwork! Kto powiedział, że paski nie mogą być naszyte tylko i wyłącznie po bokach spódnicy? A może wolisz połączyć ulubione kolory w jednej stylizacji? Nie ma problemu! Paski są do tego idealnym narzędziem! W kolekcji Joseph, projektanci zaproponowali ubieranie swetra w paski do szalika w ten sam wzór. Najlepszym elementem zaskoczenia będzie szalik wykonany własnoręcznie – nikt nie będzie takiego miał! Przy całym tym szaleństwie warto jednak pamiętać o różnych strukturach materiałów, doda to efektu trójwymiarowości, a ciuchy nie zleją się w jedną kolorową całość.

Aksamitne sny na jawie

Aksamit od dawna kojarzył nam się tylko i wyłącznie z romantycznymi, gotyckimi klimatami, które były zarezerwowane tylko i wyłącznie na wieczorne i nocne podboje. Skoro wszędzie nastał czas zmian, pora na kolejną z nich. Trzeba przyznać, wygląda na całkiem dobrą zmianę! Oto aksamitne materiały wychodzą z ukrycia i zaczynają panować na wszelkich możliwych ubraniach i akcesoriach. Ba! Są teraz dostępne w każdym odcieniu tęczy! Różowe, białe, fioletowe? Nie ma problemu! Pomimo wszelkich rewolucji, aksamit nie zmienił w sobie wielkich wymagań. Ten piękny materiał wymaga specjalnego traktowania. Najlepiej nosić go z metalowymi akcesoriami, które będą nadawać wyrazistości. Trzeba także pamiętać, że aksamitne buty to więcej stresu niż radości z noszenia. Dlatego hulaj duszo, ale aksamitne piekło jednak istnieje – nazywa się czyszczenie.

Babcine przygody w zestawie

Ah te nasze kochane babcie! Nie ma nic lepszego od ich wypieków czy domowych obiadów. Okazuje się, że lepszej szafy od babcinej nie znajdziemy! Projektanci już od kilku sezonów inspirują się garderobami starszych pań, ale w tym sezonie, przeszli samych siebie. Czy to znaczy, że kreatywni ludzie na najwyższym szczeblu świata mody chcą, żebyśmy wyglądały jak nasze babcie? Nie do końca. Pomimo tego, że na wybiegach pojawiają się wszelcy faworyci nestorek rodów, mają w sobie coś z młodości. A konkretnie są to kolory. I pewność siebie, która musi towarzyszyć ich noszeniu. Bo przecież nie każda z nas zdecyduje się na założenie ogromnego, moherowego swetra czy spódnicy we wzór, który bardziej pasowałby na meble. Dobra wskazówka? Nikt nie każe nam kopiować z wybiegów w skali 1:1. Ten wielki moherowy sweter załóż do dżinsów, a spódnicę do białego t-shirtu. Babcia będzie z ciebie dumna! Karl Lagerfeld także.


Kogo bać się mocniej? Fundamentalizmu islamskiego, czy mojego własnego, ojczystego, chrześcijańskiego?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 września 2016
Fot. iStock/Arthit_Longwilai
Fot. iStock/Arthit_Longwilai
 

Droga Redakcjo,

Mam troje wspaniałych dzieci. Codziennie rano wstaję z matczynego obowiązku i nieopisanej miłości,  podaję im herbatę, po bułce, koniecznie z szynką, czeszę włosy, myję buźki. Rozmawiamy od samego świtu o świecie, życiu, staram się wlać w  głowy jakąkolwiek mądrość tak, żeby  nigdy nie można im było przykleić łaty ignorantów, kłamców, chamów i idiotów. Dzień w dzień całuję córki i dopinając guzik w ich bluzkach oznajmiam wyraźnie „jesteście piękne, jasne?!” tak, żeby nigdy nie dały sobie wmówić inaczej. Zawiązując synowi buty krzyczę  „jesteś najlepszy właśnie taki, nie zmieniaj się”, żeby nigdy, NIGDY, nie padł ofiarą prania mózgu. Ciężka batalia rodzica, moje i męża systematyczne wywody o wartościach, o szacunku, miłości do ludzi i zwierząt, o, k*rwa jego mać, dialogu (!!!), który ma naprawić wszystko, a którym to posługiwać się mają moje dzieci jak językiem ojczystym, zostaje w jednej chwili zmyty przez wielką falę nienawiści, która trzaska mi potomstwo po mordach jak szmaciane kukły. Zaglądam do Internetu, a tu ojciec z gnatem, pozuje na tle Jezusa Miłosiernego, na piersi Lech i Maria Kaczyńscy, na dłoni wytatuowany krzyż, a pod nogami jego dziecko trzymające figurkę orła.

Fot. Screen z Facebooka #jestemchrzescijaninem

 

Tak Redakcjo, tego samego, za którego łapią się z dumą ludzie, którzy zdrowo smakują pojęcie „patriotyzm”. Za Orła mojego. Waszego. Za Orła Białego.  Myślę sobie, to jest zorganizowana akcja, to ma nas otrząsnąć, na nogi postawić, oczy pootwierać na oścież. Niemożliwe, że stanął przede mną ten zlepek symboli bez drugiego, głębokiego dna. Nie wierzę, że ktoś to robi na serio. Doczytuję, jak w transie, dochodzę do sedna i oczom moim ukazuje się to:

„Myśleniem współczesnego świata kierują dziś w głównej mierze media społecznościowe. Dlatego też zapraszamy Was do włączenia się do akcji #jestemchrzescijaninem! Zamieszczajcie w mediach społecznościowych swoje zdjęcia z napisem „Jestem chrześcijaninem” oraz, co bardzo ważne, z jakimś rodzajem broni. (W Polsce ze względu na spuściznę komunizmu i posoborowego, pacyfistycznego katolicyzmu dostęp do broni palnej jest niezwykle utrudniony, dlatego też zachęcamy do zdjęć choćby z wiatrówką.) To będzie bardzo jasny sygnał dla świata, że chrześcijanie, choć miłujący swoich wrogów i dążący do pokoju ze wszystkimi, będą się bronić w razie ataku. „

Nogi mi się ugięły, i cofnęło śniadanie. Jakim prawem ja, Chrześcijanka, wrzucona zostałam mimochodem do tego wora zmutowanej nienawiści, która niczym żółć, kwas, cholera wie co jeszcze, zalała niewielkie głowy biednych ludzi ze zdjęcia, a teraz woła do mnie z monitora komputera, że niby jestem gorsza i głupsza, bo zupełnie nieświadoma czyhających zewsząd zagrożeń. Że wierzę w pojednanie, że chcę kochać bliźniego swego, ja kretynka!

I dosyć mówię. Mam dosyć straszenia. Dosyć podszeptów na rynku pod domem, drapiąc zwinnie w pomidorach, że z południa nadciąga na dom horda wyposzczonych Islamistów, którzy zgwałcą mi córki i zarżną synów. Może i po to tu idą, ale ja już nie chcę tego słuchać. Rzygam lękiem, nie ma we mnie więcej, mocniej już nie mogę. Niedosypiać, popłakiwać, przytulać dzieci, że aż podduszać. Ubierać cieplej póki jest w co. Wracać do domu z zapałem większym w obawie, że zaraz go stracę. Litości. Nie ma we mnie już zapasu lontu, który tlić się będzie następnych kilka lat. Afer. Zamachów. Wybucham tu i teraz. Basta.

Mówię „do widzenia” rzucanej jak najlepsze mięso w czasach totalnego głodu informacji, że tego mam nienawidzić, a tamtego kochać, że jako Chrześcijanin tylko mnie się życie należy, a innych powinnam wybić. Przepych, za dużo! Informacji o wojnie, co to nie jest moja więc mam mieć ją w dupie, o Ruskich, co to wojny wywołują i nikogo nie szanują, o uchodźcach z naostrzonymi siekaczami wskakującymi chłopakom na polskie TIRy, że biją też już nie chcę słuchać – ja to już wszystko słyszałam. Wystarczy. W skali lęku przeskoczyłam o trzy.

I co to do cholery znaczy „Polska posoborowa” i „pacyfistyczny katolicyzm”? Czy ja tu obcuję z całym zastępem zamkniętego oddziału psychiatrycznego? To znaczy przepraszam, zamiast pączka i parówki dzieciakom do szkoły mam wręczać teraz naboje? Pistolet? Nóż w klasach 1-3 wystarczy? A potem biegać na oślep jak amerykańskie kobiety, matki, bez jednego buta, bo drugi zgubiły już dawno w biegu z domu do szkoły, i zdrapywać z chodnika ciała moich dzieci bo #jestemchrzescijaninem, panem porządku wszechrzeczy? To strzelam? Niech mnie ktoś zatrzyma na tej abstrakcyjnej karuzeli, czuję, że spadam. Nie moja historia to wasze bajanie. Nie generalizujcie. Od mojego Chrześcijaństwa to wy się odpie*dolcie. Znamy chyba innego Jezusa.

Czym się właściwie różnicie, koledzy Polacy jedyni, czyści, Chrześcijanie, od kolegów Talibów brudasów, Islamistów, terrorystów? Broń trzymacie lufą za wschód, podczas gdy oni na zachód? Łbów poobcinanych między paluchami nie dzierżycie? Jeszcze?!  No pytam się was, jedyni ‘prawdziwi”, cośmy się w jednych chowali narodzie, czym się różnicie od wroga, przed którym się tak bronicie? W takt których wyższych reguł chcecie wyrżnąć legiony? W imię Chrystusa? Nie bluźnijcie. „”Chrześcijanie, choć miłujący swoich wrogów i dążący do pokoju ze wszystkimi, będą się bronić w razie ataku” wiecie jak się nazywa ten bełkot? To jest hipokryzja. Esencja.

Jestem oburzona. Racjonalnie nie potrafię pojąć, w którą stronę to wszystko galopuje. Patrzę na swoją trzodę, jak grają w ogrodzie w piłkę, jak pakują się na rower bezpieczni, weseli, i coraz głośniej wybrzmiewa we mnie pytanie – kogo bać się mocniej? Fundamentalizmu Islamskiego, czy mojego własnego, ojczystego, chrześcijańskiego?


Moringa lekiem przyszłości na raka? Ta roślina posiada niesamowite lecznicze właściwości

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
14 września 2016
moringa
Fot. iStock / SuradechK

Nowotwory to choroby, które leczy się z trudnością. W zależności od rodzaju nowotworu i stanu chorego rokowania bywają różne. Jednak niezależnie od szans na wyleczenie danego nowotworu, nadal poszukuje się skutecznego leku, który zatrzyma tę chorobę.

Poszukiwania nie zwężają się jedynie do próby odnalezienia odpowiedzi w syntetycznych lekach z laboratorium. Wielkim zainteresowaniem cieszą się również rośliny, które wykazują się wieloma dobroczynnymi działaniami dla zdrowia ludzi. Jedną z roślin, której naukowcy przyglądają się z coraz większą uwagą, jest drzewo o nazwie Moringa.

Drzewo o niesamowitych właściwościach

Istnieje około 13 różnych gatunków Moringa, ale najbardziej odżywcza z nich wszystkich jest Moringa oleifera. Drzewo to w medycynie naturalnej wykorzystywane jest od ponad 5000 lat. Pierwotnie rosło w północnych Indiach, a dziś występuje w całej Azji, Afryce i Ameryce Południowej. Cechuje się licznymi, prozdrowotnymi właściwościami — jego liście zawierają wszystkie niezbędne aminokwasy, kwasy tłuszczowe oraz wiele witamin i składników mineralnych. Podobnie jak pozostałe części rośliny, liście działają odżywczo i przeciwzapalnie. W medycynie naturalnej przy pomocy Moringa leczono około 300 chorób,  m.in.: astmę, czerwonkę bakteryjną, epilepsje, reumatyzm, zawroty głowy, choroby bakteryjne i pasożytnicze. Moringa działa jak środek bakteriobójczy, antybiotyk, antidotum na jad skorpiona i pająka. Naukowcy do tej pory potwierdzili wiele jej zastosowań, a prace zataczają coraz szersze medyczne kręgi.

moringa

Fot. iStock / SKunevski

Cudowny środek na raka?

Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego w Południowej Karolinie zajęli się działaniem przeciwnowotworowym, które opiera się na działaniu cytotoksycznym rośliny. Okazuje się, że liście Moringa są toksyczne dla żywych komórek rakowych. Wynika to z zawartości silnych związków przeciwnowotworowych takich jak:

  • kaempferol (kemferol) — przeciwutleniacz obecny w jabłkach, brokułach, fasoli, herbacie i truskawkach. Zatrzymuje rozprzestrzenianie się komórek rakowych i zmniejsza stan zapalny.
  • rhamnetin — znajduje się w goździkach, kupkówce, zielonych warzywach, rocznym piołunie. Wykazuje potencjał do niszczenia  raka prostaty.
  • isoquercetin — zawierają go czerwone winogrona, cebula, wiśnie, żurawina, pomidory. Oddziałuje na raka pęcherza moczowego.

Związki przeciwrakowe obecne są w liściach i korze, a z powodu obecności eugenolu, istnieją nadzieje, że Moringa jest dobrym lekiem przeciwnowotworowym na raka skóry, kości, białaczkę, raka żołądka i prostaty. Wyciąg z tej rośliny dostępny jest w internecie pod postacią kapsułek lub proszku.


źródło: www.lifehack.orgbonavita.pl

 


Zobacz także

23798824_1904121476267895_1302368455_o

Zrobiliśmy te same zakupy w Lidlu, Biedronce, Tesco i Netto. Gdzie zapłaciliśmy najmniej? [TEST]

Fot. iStock/ASIFE

50 rzeczy, które masz i za które powinnaś być wdzięczna, a które bierzesz za pewnik

Fot. iStock/RossHelen

Chcesz przeprowadzić wiosenny detoks? Poznaj 8 mitów dotyczących oczyszczania organizmu