Kochasz? Idź ze swoim mężczyzną na Gwiezdne Wojny…

Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
12 stycznia 2018
Gwiezdne Wojny Ostatni Jedi
Fot. Screen z YouTube /DisneyFilmy
 

Jest taki film, niepodobny do innych pod każdym względem. Film, któremu wybacza się wszystko: przydługą fabułę, infantylne potwory,  irracjonalne wątki. Dość powiedzieć, że film ten jest jedynym obrazem filmowym, który łączy pokolenia od ponad 40 lat! Tak, tak, pierwsza część filmu do kin weszła w 1977 roku…  I kiedy mogłoby się wydawać, że zapowiadana ostatnia część (a może wcale nie) „Gwiezdne Wojny. Ostatni Jedi”, nie jest w stanie już nas niczym zaskoczyć, ani tym bardziej porwać nasze serca – dzieje się coś zupełnie odwrotnego.

Być może to właśnie siła bohaterów tego filmu. Bo kiedy ginie Han Solo i wydawać by się mogło, że sam Chewbacca już nie wystarczy, nagle okazuje się, że i po ciemnej stronie mocy ciągle tli się ziarenko dobra. To niebywałe, że film, który z taką konsekwencją wbija nam do głowy od lat odwieczną prawdę o nadziei, która umiera ostatnia, w ostatniej części wchodzi pod skórę jeszcze mocniej:

„Wygramy nie wtedy, kiedy będziemy walczyć z przeciwnikami, ale wtedy, kiedy będziemy ratować tych, których kochamy…”

Nie sposób o tym zapomnieć. Film obejrzałam w towarzystwie swojego sześcioletniego synka, który nie zamknął buzi do końca seansu, a na widok lodowych lisków i słodkich porgów  (nie, nie mam pojęcia czy to ptak o pysku surykatki, zadku lemura, czy jeszcze co innego, generalnie ptakowaty (gdyby ktoś miał inne skojarzenia, to proszę wpisywać w komentarzach ) – otwierał je coraz szerzej. Oj wiedzą tam w wytwórni Lucasfilm, jak zawładnąć naszymi umysłami. 🙂 Nie dość, że dzieciom mieszają w głowach, mężczyznom odbierają rozum, to jeszcze nas, kobiety wystawiają na próbę. Już po wcześniejszej części Gwiezdnych Wojen – Przebudzenie Mocy wiedziałam i ja, że moc tego filmu wróciła, bo zwyczajnie na widok podstarzałego Harrisona Forda i ś.p. Carrie Fisher zwyczajnie się popłakałam… Kto płakał razem ze mną, wie o czym piszę. I jestem w stanie nawet zaryzykować stwierdzenie, że to jedyna seria, która nie tylko łączy pokolenia, a robi coś znacznie więcej – łączy przede wszystkim kobiety i mężczyzn. Reszta jest kwestią gustu i ciągłych kompromisów. Tutaj zabawa jest wspólna. A jeśli z jakichś powodów, wasz mózg nie ogarnia tego fenomenu i w dalszym ciągu nie przyszło wam do głowy, by zaprosić Waszego faceta na Gwiezdne Wojny,  zróbcie to! Koniecznie. 🙂

Na film zaprasza

logo-Multikina

StarWars_filmweb_zaslepka


Każdy z nas jest w pewnej części Exterminatorem, ale mało kto jest gotowy na wszystko

Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
12 stycznia 2018
Fot. Materiały prasowe
 

Miałeś kiedyś marzenie? Kim chciałeś zostać? Piłkarzem, piosenkarką, nauczycielem, gwiazdą rocka, kierowcą rajdowym…? Mhh, i co teraz robisz. Sprzedajesz pseudo kredyty, co miesiąc ściubisz na ratę za zeszłoroczne wakacje i kanapę z sieciówki? Eh, wstajesz i zasypiasz na tym szarym bloskowisku. Mijasz tych samych, „nudnych”, popielatych ludzi, przechodzisz przez to samo skrzyżowanie i wiesz już, że wszystko się spiep*yło, że miało być inaczej? A może już z tym nie walczysz? Wchłonęła cię ta szarość i martwe marzenia?

Jednak każdy w swoim życiu dostaje bardzo wiele „drugich” szans. I wcale nie trzeba w wieku 40-tu lat rzucić wszystkiego i zostać gitarzystą. Największą sztuką jest umieć je dostrzec w sobie i w innych ludziach. Trzeba „zobaczyć”. Być może dobrym impulsem, by ujrzeć swoje życie na nowo, będzie wizyta w kinie…

Gdy wybierałam się do kina, byłam pełna sprzecznych emocji. Polskie kino nie raz rozczarowało już widza, ale tym razem uległam pewnej magii. Genialna gra aktorska pierwszego i drugiego planu w połączeniu z bardzo żywą i bliską wszystkim historią – czego więcej chcieć? Do tego cudowna muzyka, ponieważ cała akcja muzyką żyje. Producenci nie poskąpili środków na selekcję bliskich nam utworów.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Na pierwszy rzut oka fabuła jest dość zaskakująca, a może nawet abstrakcyjna.

Czwórka przyjaciół po trzydziestce, osadzona w swoich statecznych i przewidywalnych życiach, pod wpływem impulsu reaktywuje death metalowy zespół. Zespół, który dawno temu był marzeniem kilku młodych chłopaków.

Niezwykłe marzenie kilku chłystków, „wieśniaków” – jak o sobie mówią, mieszkających w zapomnianej przez świat, stolicy ziemniaka…  Bloki, kilka sklepów, mała agencja bankowa, salon sukien ślubnych. Ot, takie małe, polskie miasteczko, jakich wiele. A w nim historie, jakich wiele. Ktoś zapomniał o kimś innym, ktoś codziennie wykonuje swoją znienawidzoną pracę, hoduje rybki, ktoś nigdy nie dorósł, a jeszcze ktoś inny dorósł tak bardzo, że nie zauważył nawet, że wcale nie musiał rezygnować ze swojej pasji, radości, przyjaciół.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Kiedy czwórka byłych przyjaciół (byłych, bo jak to w życiu bywa, ich drogi rozeszły się dawno temu) spotyka się na pogrzebie Cypka, piątego członka i kumpla z dawnej paczki, dzieje się coś bardzo ważnego. Każdy z nich za sprawą śmierci przyjaciela, musi skonfrontować się ze swoją rzeczywistością, z sobą samym. Bo może, gdyby Exterminator „żył” i Cypek byłby z nimi, nie musiałby jechać na wyspy na budowę…

Genialne kreacje aktorskie Roguckiego i Czeczota sprawiają, że film „Gotowi na wszystko. Exterminator” staje się lustrem każdego z nas. Główna rola Marcysia, zagrana przez Pawła Domagałę, to majstersztyk. Marcyś, wieczny chłopiec,  w koszulce i w bluzie, zarywający noce by „popykać” w ulubioną grę na Amidze… niebawem stanie przed wyborem: dorosnąć czy stracić ukochaną kobietę. Trudne wybory i poszukiwania, czekają na każdego – jak to w życiu bywa.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W wyniku splotu kilku wydarzeń, panowie po dziesięciu latach postanawiają reaktywować Exterminatora… I wcale nie czeka ich wielki fejm. Jest i zabawnie i wzruszająco. Za sprawą pani burmistrz, Exterminator musi nieco zrewidować swój repertuar i ruszyć w trasę po festynach (w towarzystwie chóru emerytek).

Serdecznie polecam tę produkcję. I chyba warto obejrzeć ją więcej razy, bo pełna jest ukrytych znaczeń i wiedzy o nas samych. Tak od siebie różnych, a jednak podobnych.

Na film zaprasza

logo-Multikina

ohme_multikinoexterminator

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe


A ty masz misia w sercu?

Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
Bardzo Kobiecy Blog Filmowy
20 grudnia 2017

Jest coś nieprawdopodobnie wzruszającego w tym miśku na punkcie którego cała Anglia oszalała. Zazdrościmy Londynowi niebieskich drzwi „Notting Hill”, Roalda Dahla, zazdrościmy księżnej Diany, ale Paddington, ze swoją niefrasobliwością i szukaniem dobra w ludziach, to prawdziwy skarb.
To drugi filmowy, grudniowy rodzynek na którego nie sposób nie wybrać się z rodziną. Bo jak człowiek czasem przypomni sobie, co znaczy i jak dużo znaczy rodzina, od razu jakoś mu i na sercu radośniej. A Paddington jak nikt wie, co znaczy rodzina. I jeszcze zna się na marmoladzie z pomarańczy. Próbowaliście czasem zrobić w domu? Uwierzcie, dla tego przepisu warto wybrać się na ten film po stokroć! Paddington zdradza sekretny przepis swojej cioci więziennemu kucharzowi, zbirowi zresztą. I jak nie trudno się domyśleć, miś, który jak zawsze w wyniku dziwnych okoliczności trafia za kratki, swoim dobrym sercem i smakiem marmolady z pomarańczy odmienia rzezimieszków i zwyczaje więzienne na zawsze. A kiedy rodzina rusza na pomoc, to trzeba się mieć na baczności. Trzeba przyznać, że oprócz wyjątkowo wartkiej historii i śmiesznych zwrotów akcji, film, a z nim miś Paddington, uczy nas, rodziców, bo czasem nie o dzieci chodzi, ogromnej sztuki jaką jest … okazywanie wdzięczności. Czy Wasze dzieci potrafią być wdzięczne? Same się tego z pewnością nie nauczą, a misia w sercu powinien mieć każdy …PB2_12733PB2_11966_nP2-trailer-grabs-4

 

Na film zaprasza

logo-Multikina

 

paddington1020x450