Kochana Siostro! Dziękuję ci nie tylko za to, że jesteś, lecz także za to, że pokazałaś mi, jak być kobietą, jak żyć i cieszyć się każdym dniem

Anna Wójtowicz
Anna Wójtowicz
3 czerwca 2017
Fot. iStock/DariaZu
Fot. iStock/DariaZu
 

To obok matki najważniejsza kobieta w życiu kobiety, która ją ma. Siostra, to słowo, które nosi w sobie duże pokłady emocji i uczuć, kojarzy się z miłością, przyjaźnią, zaufaniem, tęsknotą oraz – nierzadko – zazdrością. To osoba, bez której nie wyobrażasz sobie życia, a te kobiety, które jej nie mają, żałują, że nie poznały smaku siostrzanej więzi. Za co jesteśmy wdzięczne osobie, z którą spędziłyśmy kawał życia? I to nieważne, w jakich relacjach, bo wiadomo, że życie różnie się układa i można mieć do siebie pretensje, nie mieć kontaktu, jednak mimo wszystko, jest to dalej ktoś ważny w życiu. Co dla ciebie zrobiła? Z co możesz jej podziękować i być jej wdzięczna?

Możesz ją jawnie krytykować, a ona i tak będzie cię kochać i cię nie opuści

Wiele rzeczy, które ona robi, nie są zgodne z twoimi przekonaniami. Możesz krytykować ją za lekkomyślne podejście, nierozsądne (twoim zdaniem) decyzje oraz życie chwilą bez myślenia o konsekwencjach i przyszłości. Denerwowało cię, kiedy ty przed maturą zarywałaś noce, a ona przed swoimi egzaminami zamiast kuć, zapraszała koleżanki, z którymi plotkowała i głośno się śmiała. A mimo wszystko dobrze jej poszło i dostała się na wymarzone studia. Wiele razy przeprowadzałaś z nią poważne rozmowy, że powinna się mocniej przyłożyć do nauki, a ona zawsze odpowiadała, że życie ma się tylko jedno, a młodość tak szybko mija… I choć używałaś często mocno słów, ona tylko na chwilę się na ciebie obrażała i wychodząc trzaskała drzwiami, ale zaraz wracała i mocno się do ciebie tuliła. Bo wiedziała, że się o nią martwisz i chcesz dla niej jak najlepiej.

 Nauczyła cię zdrowej rywalizacji

Siostry często ze sobą rywalizują. O uwagę rodziców, o lepsze wyniki w nauce, o to, która jest ładniejsza i mądrzejsza. Jednak choć możesz czuć się źle i być zazdrosna, kiedy jej się udaje, a tobie nie, to w głębi duszy cieszysz się z jej sukcesów. Bo w końcu to twoja siostra, która nie chce cię skrzywdzić, a jedynie chce sprostać swoim ambicjom i być spełnioną kobietą. Dlatego pamiętając, jak się czujesz w tych momentach, chcesz być lepsza. Jej sukcesy cię motywują do zmiany i pracy nad sobą.

W  dzieciństwie przeżyłyście wiele niezapomnianych chwil

Pamiętasz wspólne wakacje u dziadków? Zapach siana, ogniska nad stawem i wyprawy na jagody? Z nikim nie przeżyłaś tyle, co z nią. Teraz, kiedy prowadzicie dorosłe życie, a dzieciństwo jest dla was daleką przeszłością, lubicie siąść przy kawie, wziąć zdjęcia i wspominać. Nie brakuje przy tym wzruszeń i śmiechu, którego nie możecie powstrzymać. Czujecie się tak, jakbyście na nowo przeżywały tamte chwile i przygody. W tych momentach jesteście sobie szczególnie bliskie, bo łączy was coś, czego nikt nigdy wam nie odbierze.

Fot. iStock/Sasiistock

Fot. iStock/Sasiistock

 

Zawsze cię rozumiała, bo przechodziła w domu to samo, co ty

Kłótnie, utrata pracy któregoś z rodziców, zdrada, choroba bądź rozwód – to tylko niektóre sytuacje, które mocno wpływają na psychikę członków rodziny, a przede wszystkim na dzieci. Muszą się one odnaleźć w nowej sytuacji, często zostają pozostawione same sobie, bo rodzice muszą uporządkować swoje sprawy. W tych momentach rodzeństwo powinno być dla siebie oparciem i trzymać się razem. – Kiedy tata wyjechał za granicę, mocno to przeżyłam. Runął mój cały bezpieczny świat. W tym momencie najważniejsza stała się siostra, która czuła to samo, co ja, chociaż rozstanie przeżywałyśmy na różny sposób. Ja często płakałam, ona udawała twardą. Ale zawsze wtedy, kiedy było mi naprawdę smutno, mocno mnie tuliła. Wiedziałam, że to pomaga nie tylko mi, lecz przede wszystkim jej. Tej twardej i nieokazującej słabości dziewczynie – mówi 30-letnia Zosia. – Jestem jej za to wdzięczna, że odważyła się przełamać i była przy mnie wtedy, kiedy jej potrzebowałam. Bez niej bym tego nie przeżyła…

 Poznałaś dzięki niej wartościowych ludzi

Twoja siostra przebywała w innym towarzystwie niż ty i dzięki temu nawiązałaś wartościowe znajomości. Wiesz, że możesz liczyć na ich pomoc, której ci nie odmówią. Bo siostra ich przyjaciółki jest dla nich ważna i zawsze pod ich opieką. Nigdy nie zapomną, jak wpadałaś do pokoju i z uśmiechem wyjawiałaś tajemnice i kompromitujące sytuacje z życia siostry.

Godzinami słucha o twoim ukochanym dziecku i jego dniu

– Cześć, co słychać?- pytasz. – U mnie dobrze, ale wyobraź sobie, że Marysia w nocy… – twoje rozmowy z siostrą zaczynają się zazwyczaj w ten sposób? Wiesz, że tylko ona wysłucha godzinnych zachwytów nad tym, co twoje dziecko robiło w nocy, co jadło i jak śmiesznie się zachowało na placu zabaw.

Nauczyła cię być kobietą

W przeszłości mogłaś mieć wiele kompleksów. Cierpiałaś z tego powodu, ale  wstydziłaś się powiedzieć o nich przyjaciółkom, dlatego zwierzałaś się siostrze, której ufałaś. Ona cię zawsze wspierała i dodawała otuchy. Przyznałaś się jej, że masz niską samoocenę – a ona wtedy pracowała nad tobą tłumacząc ci, że jesteś wartościową osobą, która ma wiele do zaoferowania. Kiedy przybrałaś na wadze i źle się czułaś sama ze sobą – chodziła z tobą na basen i ćwiczyła w domu. Dzięki niej wyrosłaś na świadomą siebie kobietę i za to jesteś jej wdzięczna.

Pogoniła tego dupka, który złamał ci serce

Była przy tobie, kiedy miałaś złamane serce. I nie przepuściła temu dupkowi, który na dyskotece poszedł odprowadzić do domu nową koleżankę, która bała się wracać sama. Zaplanowała zemstę, bo nie mogła patrzeć, jak cierpisz po tym nic nie wartym typie, który nie zasługiwał na tak wspaniałą dziewczynę, jak ty. To dzięki niej nie wróciłaś do niego i nie zmarnowałaś sobie życia.

A ty za co jesteś wdzięczna swojej siostrze? Powiedziałaś jej kiedyś o tym? Jeśli ona nie wie od ciebie tego, co dla ciebie zrobiła, może właśnie nadszedł ten moment, kiedy powinnaś jej wyznać: tak się cieszę, że ciebie mam i że jesteś. A najbardziej jestem ci wdzięczna za… Otwórz się i swoje serce. Bo siostra to jeden z największych skarbów, jakie masz:)


Ile człowiek może znieść zła, cierpienia, ciężaru? Życie nie zawsze toczy nam się z górki, czasem musimy biec pod prąd

Magdalena Lis
Magdalena Lis
3 czerwca 2017
Fot. iStock/Goxy89
Fot. iStock/Goxy89
 

Mój pierwszy mąż był taksówkarzem. Miał taką zasadę, że pracował tylko za dnia, nocki brał w wyjątkach sytuacjach. Nasze małżeństwo niczym nie wyróżniało się z tłumu. Jak większość młodych na dorobku mieliśmy na głowie kredyt, na co dzień pracę, wakacje raz w roku i co któryś weekend spędzany w najbliższym przyjacielskim gronie.

Pierwszym sygnałem ostrzegawczym niosącym złe nowiny były powroty męża tuż nad ranem. Wyjątkowo często zastępował kolegę, biorąc w miesiącu nawet po dziesięć nocek. Któregoś poranka wzięłam do ręki jego telefon, a on niby w żartach natychmiast mi go zabrał.

Znałam na pamięć te wszystkie żarty dotyczące taksówkarzy, traktujące ten zawód jako mający predyspozycje do zdrady. Wierzyłam jednak, że to niemożliwe, żeby mnie mogło coś takiego spotkać. Przecież mąż mnie kochał, cieszył się naszym wspólnym życiem, domem, rodziną. Miesiąc później dowiedziałam się, że tymi dodatkowymi nocami to owszem kursował, do sąsiedniej miejscowości do osiem lat od siebie młodszej pani.

Rozwód załatwiliśmy szybko i sprawnie, mąż mnie częściowo spłacił, wyprowadziłam się do matki. Kolejne kilka lat spędziłam sama. Jedynym czego bardzo mocno żałuję i żałowałam, jest fakt, że nie mam dzieci, do końca życia będzie mnie to bolało.

Niech żyje bal

Do czasu rozwodu byłam osobą bardzo towarzyską, później z biegiem czasu zaczęłam unikać ludzi. Kiedy koleżanka poinformowała mnie o zbliżającym się balu absolwentów na który zostałam zaproszona struchlałam. Oczyma wyobraźni widziałam swoje piękne koleżanki, którym życie się dobrze poukładało. Bałam się konfrontacji ze znajomymi ze szkolnych lat, przecież od ostatniego spotkania tak wiele czasu już minęło. O czym miałam im opowiadać? Że jestem bezdzietną rozwódką, która do tego na przełomie ostatnich lat sporo przytyła? Mimo stawianych przeze mnie oporów znajomi nie dali za wygraną, postawiłam wszystko na jedną kartę spakowałam walizkę i wyjechałam.

Podczas wieczornej kolacji dosiadł się do mnie mój kolega Marek. Pocałował mnie w oba policzki na przywitanie. Przetańczyliśmy razem całą noc, dzięki niemu wręcz brylowałam w towarzystwie, dawno się tak nie śmiałam. Kiedy wracaliśmy nad ranem taksówką do hotelu nie miałam pojęcia gdzie nam uciekły te ostatnie godziny. Ta noc mogła nie mieć dla mnie końca. Po raz pierwszy od bardzo dawna czułam się szczęśliwa.

Nie ma na co czekać

Marek był wdowcem, ojcem nastoletniej córki Kingi, mieszkał w Rogalinie pod Poznaniem. Jego żona zmarła kilka lat wcześniej, chorowała na stwardnienie rozsiane. Szybko postanowiliśmy, że nie ma na co czekać, przecież młodsi już nie będziemy. Zamieszkaliśmy wszyscy razem, wraz z moją matką u niej w domu. Wiedliśmy spokojne małżeńskie życie, Kinga wcześnie zaszła w ciąże, wnuk Marka wnosił wiele radości do naszej rodziny. Tuż przed chrzcinami małego Fabiana mój mąż przeszedł rozległy zawał. Modliłam się, by wyszedł z tego cało.

Sanatorium

Lekarz zalecił Markowi miesięczny pobyt w sanatorium. Nigdy nie rozstawaliśmy się na tak długi okres czasu. Wiedziałam, że to dla jego dobra. Czy byłam zazdrosna? Trochę. Ale jednocześnie też powtarzałam sobie, że jego pobyt tam będzie upływał głównie na zabiegach i odpowiedniej rehabilitacji. Odrzucałam kłębiące się w mojej głowie scenariusze, że kuracjusze organizują tam wieczorki z tańcami, że taki pobyt to siedlisko romansów. Odwiozłam Marka na miejsce, zostałam do wieczora, spacerowaliśmy po parku otaczającym budynek. Po czułym pożegnaniu nadszedł czas by się rozstać. Mąż zapewniał mnie o swoim uczuciu, do domu wróciłam późno w nocy, zmęczona, ale szczęśliwa.

Do you speak english?

Mój mąż zawsze był mężczyzną atrakcyjnym i bardzo zadbanym. Kiedy po miesiącu nieobecności wrócił do domu, miałam wrażenie, że promienieje. Szybko wrócił do pracy w firmie, w której od lat pracowaliśmy razem. Zdecydowani zmienił swój tryb życia oraz przyzwyczajenia. Często wyglądał na zamyślonego, był jakby nieobecny duchem. Zaczął pilnie uczyć się angielskiego, zapisał się na prywatne lekcje oraz zakupił dodatkowo kurs domowy. Sytuacja w domu zrobiła się napięta. Kiedy próbowałam dociekać, czy coś go gryzie, czy może coś się stało momentami wybuchał agresją. Czepiał się mnie, zaczął wytykać mi moje wady. Awantury były na porządku dziennym, a każda o nic. O seksie nie było mowy, bo Marek był nieustannie zmęczony. Wiedziona złym doświadczeniem którejś nocy postanowiłam przejrzeć jego telefon. Powód niechęci mojego męża do mnie miał na imię Marlena i mieszkał w Aberdeen, w Szkocji.

Kumulacja

Przeżycie drugiego rozwodu było dla mnie totalnym końcem świata. Całe życie pragnęłam stabilizacji, tego, żeby wszystko miało swoje miejsce, a tu nagle kolejne rozstanie na które nie byłam gotowa. Chciałam dać mężowi szansę, chciałam mu wybaczyć, pragnęłam by wrócił, ale on już podjął znaczące decyzje. Dziś wiem, że mieszka Szkocji wiodąc spokojne szczęśliwe życie. Wolałabym, żeby mnie tak jednorazowo zdradził. Żeby to był alkoholowy wybryk, chwila zapomnienia, niezobowiązujący skok w bok. Tymczasem on się zwyczajnie zakochał. Strasznie mnie to bolało.

Kiedy myślałam, że najgorsze już za mną to poważnie zachorowała i w ciągu niecałych trzech miesięcy zmarła moja mama. Odeszła kobieta która była moim wielkim oparciem, moim wszystkim, moją opoką. Straciłam kogoś kogo kochałam najbardziej na świecie. To zdarzenie przypłaciłam ogromnym załamaniem nerwowym. Dziś wiem, że wpadłam w depresję.

To nie ma sensu

Jedyne o czym wtedy myślałam, to ile człowiek może znieść zła, cierpienia, ciężaru? Przeżyłam dwa rozwody, śmierć matki, i jedyne o czym marzyłam to odejść z tego świata. Wzięłam kilka tabletek na migrenę, całe moje zapasy, całość popiłam winem. Nie pamiętam kiedy zasnęłam. Znalazła mnie szwagierka, bo pilnie czegoś ode mnie akurat zupełnym przypadkiem potrzebowali. Przytomność odzyskałam w szpitalu, widząc przy łóżku zapłakaną rodzinę. Od lekarzy wiem, że gdyby znaleźli mnie chwilę później mogłoby być po mnie. Dotarło do mnie, do jakiego kroku się posunęłam. Dziś żyję, bo wiem, że na świecie są jeszcze dobre anioły. Nikt mnie tak bardzo nie wspierał w tamtym czasie jak moja najbliższa rodzina.

Pod prąd

Życie nie zawsze toczy nam się z górki, czasem musimy biec pod prąd. Wiem, że chcąc odejść byłam egoistką, bo mimo wielu strat wciąż mam wokół siebie osoby, dla których jestem ważna, które mnie kochają. Pani psycholog do której zostałam skierowana ze szpitala wyjaśniła mi, że myśli samobójcze należy zawsze traktować poważnie. Nie obarczyła mnie winą za ten krok, pokazała, że wymagam wsparcia i pomocy. Dziś staram się z uśmiechem patrzeć przyszłość, bo wciąż jest mi dany największy dar, którym jest życie.


Emocje i postawy, które niesłusznie określamy jako negatywne

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
3 czerwca 2017
Fot. iStock/Borut Trdina
Fot. iStock/Borut Trdina

Podobno nie ma złych emocji, są tylko te, które przeżywamy w niewłaściwy sposób lub nie umiemy sobie z nimi odpowiednio poradzić. Często jednak pewne uczucia i postawy traktujemy jako gorsze, mówimy, że są złe, negatywne i tym samym nie pozwalamy sobie na bycie autentycznym i szczerym – bo przecież człowiek nie składa się z samych radości, uniesień i wzruszeń! Mieszka w nas także smutek i złość, pojawia się uczucie zagubienia, upór czy bunt- ważne, by nie wypierać ich, pozwolić sobie na ich przeżywanie i dostrzec rolę, jaką pełnią w naszym życiu.

Złość

Złość to uczucie z fatalnym PR-em. Mawiamy, że szkodzi piękności, unikamy jej okazywania, udajemy, że nas nie dotyczy i w ogóle jej nie odczuwamy. A przecież każdy z nas ma prawo do złości! Gdy widzimy niesprawiedliwość lub sami jej doświadczamy, gdy ktoś nas oszukuje lub przekracza pewne granice, coś nam nie wychodzi pomimo naszych starań, pojawia się właśnie złość i nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej. Mało tego, tłumienie w sobie tego uczucia prowadzi do jego spotęgowania i narastania wewnętrznego napięcia i frustracji. Lepiej spotkać się ze złością oko w oko, pozwolić sobie na jej okazanie i wyzwolić się z niej – poczujemy się lepiej, zdrowiej i będziemy gotowi, by iść dalej.

Smutek

Uczucie to jest normalną, ludzka reakcją na spotykające nas przykre wydarzenia. Nikt nie lubi być smutnym, ale każdy od czasu do czasu jest. I choć świat dookoła powtarza „keep smiling”, zachęca do pozytywnego myślenia i czerpania radości z każdej chwili, to smutek, płacz, odczuwany żal i poczucie straty pozwalają na oczyszczenie się, wewnętrzne katharsis, emocjonalne odrodzenie. Uczucia te są także sygnałem dla innych – oto ja, wrażliwa, empatyczna, otwarta na emocje. Oto ja – człowiek.

Egoizm

Nikt z nas nie chce, by inni postrzegali go jako egoistę, choć dla własnego dobra, każdy z nas powinien nim po trochę być! Pozytywny egoizm to nic złego – to, że lubisz siebie, akceptujesz własne niedoskonałości i wady, dbasz o swoje potrzeby i od czasu do czasu stawiasz je na pierwszym miejscu, jest wręcz konieczne dla zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia. Jeśli nikogo nie krzywdzisz swoim zachowaniem to nie musisz się martwić – walcz o swoje marzenia, realizuje pragnienia i ciesz się życiem!

Bunt

Jaki byłby świat bez buntowników i rewolucjonistów! To oni popychają go do zmian, inspirują i motywują. Nie bój się zatem uczucia buntu, który zrodził się gdzieś wewnątrz ciebie – to jasny sygnał, że pora coś zmienić, że jakaś sfera życia przestała ci odpowiadać i wymaga modyfikacji. Zasady są ważne, ale czasami warto je złamać, by odkryć nową jakość i zrobić krok do przodu.

Zagubienie

Czujesz się zagubiona? Wspaniale, bo to oznacza, że przed tobą czas odkrywania, zmian i szukania nowej drogi. Choć poczucie zagubienia nie jest przyjemne, to nie sposób go uniknąć. Każdy człowiek napotyka w swoim życiu na momenty przełomowe, kryzysy, które zmuszają go do zmiany swojej dotychczasowej drogi i obrania nowego kierunku. A to prowadzi do rozwoju, nowych doświadczeń, zwiększania swojego potencjału i poszerzania wiedzy na temat samego siebie.

Podejmowanie ryzyka

Ryzyko kojarzy nam się z niebezpieczeństwem, czymś groźnym i niepewnym. Jedni unikają go za wszelką cenę, inni szukają, gdzie tylko można i wychodzą mu naprzeciw z radością. Pewne jest jedno – nie da się przejść przez życie bez podejmowania jakiegokolwiek ryzyka! Towarzyszy ono każdej zmianie, innowacji, nowości i wcale nie jest niczym złym. Kto nie ryzykuje, ten nie odnosi sukcesów – komfort i bezpieczeństwo są ważne, ale mały dreszczyk niepewności i skok adrenaliny to dopiero życie!

Lenistwo

W dzisiejszych czasach bezczynne siedzenie i leniuchowanie traktowane jest wręcz nagannie – nauczyliśmy się być ciągle zajęci, w biegu, w wiecznym niedoczasie i ze zbyt dużą ilością obowiązków. A przecież każdy z nas potrzebuje chwili odpoczynku i wyłączenia się z życia! Przestańmy ganić się za to, że leżymy po prostu gapiąc się w niebo zamiast gonić za kolejnym projektem i odhaczać punkty z listy rzeczy do zrobienia – takiego lenistwa potrzebuje od czasu do czasu nasz umysł! Potraktujmy to jako przerwę techniczną i inwestycję w siłę do działania, kreatywność i zdrowie psychiczne – brzmi znacznie lepiej, prawda?

Upór

Bycie upartym wcale nie oznacza, że jesteś zamknięta na sugestie i dobre rady innych, ale że trzymasz się wyznaczonego celu i dążysz do realizacji zamierzonych planów. To oznaka twojej wewnętrznej siły, determinacji i niesłabnącej motywacji. Jeśli nie stoisz przy swoim zdaniu jedynie dla przekory lub by nie dać innym satysfakcji, ale czujesz, że jesteś na dobrej drodze i pomimo różnych podpowiedzi, a nawet przeciwności losu, powinnaś się jej trzymać, to idź za głosem intuicji i zaufaj swoim przeczuciom.


Zobacz także

Fot. Hotel Marina Club Destination SPA

„Mamoooo, ja się nudzęęęęę”. Spraw, by ten rodzinny wyjazd był inny niż wszystkie

Fot. iStock/wundervisuals

„Moja dusza lubi domowy, dwudaniowy obiad o stałej porze i przewidywalność zdarzeń”

"W imieniu dzieci skazanych na życie". List Agaty Komorowskiej

„W imieniu dzieci skazanych na życie”. List Agaty Komorowskiej