„Kocham cię i marzę o dniu, w którym od niej odejdziesz, bo zasługujesz na więcej”. Nieoczywisty list miłosny do ukochanego

Listy do redakcji
Listy do redakcji
17 lipca 2018
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Drogi K.,

jesteś moim przyjacielem, kumplem, najbliższą osobą, jaka kiedykolwiek pojawiła się w moim świecie. Pewnie w to nigdy nie uwierzysz, ale jesteś mężczyzną mojego życia. Kocham Cię. Wierzę, że o tym wiesz. Mimo wszystko, mimo, że robię wiele, byś tego nie odkrył,  nie sposób tego nie poczuć. Ale masz swoją żonę, świata poza nią nie widzisz. I zostaniesz z nią, choć ta miłość więcej ci przynosi cierpienia niż szczęścia. Pytasz, skąd mogę to wiedzieć? Od ciebie. Przecież mówisz mi to codziennie, gdy między zdaniami, przemycasz gdzieś kilka słów o was. Widzę to w twoich oczach, kiedy próbujesz mi wytłumaczyć jej zachowanie. Jakbym chciała, żebyś wyzwolił się z tego uczucia. Bo cię kocham, bo wiem o tobie wszystko, bo pragnę byś był szczęśliwy.

Wcale nie ze mną. Z kimś zupełnie innym, z kimś, kto przyniesie ci wszystko to, na co zasługujesz. Choć marzę o życiu z tobą, pewnie nigdy nie będziemy razem. Zawsze przegram moją walkę z nią, z A.. Nie wytrzymam tej konkurencji. Nie wiem, jak to się dzieje, że ona jest ode mnie silniejsza.

Chciałabym ci powiedzieć tylko kilka rzeczy i mam nadzieję, że one cię uratują, że w porę wycofasz się z tego związku, że odejdziesz. Że zrozumiesz jaka powinna być kobieta, którą jeszcze kiedyś pokochasz.

Po pierwsze, pamiętaj, że masz prawo być zmęczony, kiedy codziennie wracasz do domu po pracy. Masz odpowiedzialne stanowisko, często zostajesz w biurze po godzinach, a codziennie wracasz do miejsca,  w którym panuje chaos i bałagan. Kiedy ona ma te „swoje dni” , znajdujesz wszędzie kubki po herbacie i jej notatki porozrzucane w nieładzie na podłodze i na biurku. Znów nic nie napisała. Będzie leżała bez słowa zawinięta w koc, gapiąc się w okno albo zrobi ci awanturę, tak, że rano sąsiad w windzie będzie znów patrzył na ciebie ze współczuciem. Ale ciebie to nie obchodzi, tak bardzo ją kochasz. Ty to wszystko zniesiesz, przetrwasz. Obiad, którego w domu wtedy nie dostaniesz, zamówisz w restauracji na rogu, jej ulubionej. I będziesz karmił ją małymi widelcami jagodowego ciasta, kiedy usiądzie ci na kolanach taka smutna, zrezygnowana.

Masz prawo wymagać od swojej partnerki, by poszła do pracy. Nie musisz „fundować” jej życia u twojego boku. To, że sobie nie radzi, nie oznacza, że może żyć jak pasożyt, korzystając jedynie z twoich pieniędzy. Małżeństwo to wspólne dbanie o wasze bezpieczeństwo, a nie tylko twoje dbanie o to, by jej wszystko zapewnić. Postaw jej jakieś warunki, jakieś ultimatum. Niech wie, że musi coś ze sobą zrobić, bo inaczej odejdziesz. Ona potrzebuje takiej motywacji, by cokolwiek zmienić. Może powinieneś wyrzucić ją z domu? Wiem… Nie zrobisz tego. Za bardzo ją kochasz.

Masz prawo pragnąć bliskości w związku z kobietą, z którą zdecydowałeś się dzielić swoje życie. Ale ty cierpliwie znosisz każde „nie teraz”, wszystkie „nie dzisiaj”. Okrywasz ją szczelnie ciepłą kołdrą, chowasz przed całym światem, żeby choć na chwilę miała przy tobie schronienie. Naprawdę długo tak jeszcze wytrzymasz? Przyjmiesz jedynie to, co zdecyduje ci się dać?

I choć znów narzeka, że wygląda okropnie i że powinna się zabić, mówisz jej, że dla ciebie nie ma na świecie piękniejszej kobiety. Nie tylko mówisz, tak właśnie myślisz. Odgarniasz z rozgrzanych policzków mokre od łez włosy i całujesz piegowaty nos. Bo wierzysz, że twoja miłość jej pomoże. Że przetrwacie.

Drogi K., mój jedyny, wspaniały mężu. Trwasz przy mnie w mojej chorobie od siedmiu lat. Widzisz jak jest nas dwie. To moja choroba sprawia, że z najlepszej przyjaciółki staję się kimś, kto cię odrzuca, odtrąca i krzywdzi. Masz prawo oczekiwać od tej, którą nazywasz swoją miłością, by okazywała ci czułość i ciepło, kiedy masz gorsze dni. Pewnie nie pisałbyś wtedy do mnie listów o tym, jak ci ciężko czasem kochać. O tym, że modlisz się o dzień, w którym wyzdrowieję. Dzień, w którym znów będziemy szczęśliwi. Czasem, gdy znów jestem twoją przyjaciółką, bardzo wierzę w to, że kiedyś dam ci szczęście.


Co to znaczy, jeśli lubisz być sam. Naukowcy znają odpowiedź

Redakcja
Redakcja
18 lipca 2018
Fot. iStock / BalazsKovacs
 

Nie jesteśmy wyrozumiali dla samotników. Wydaje nam się, że to nienaturalne, lubić samotność i dobrze się czuć w swoim własnym towarzystwie. Samotnikom przypina się łatkę dziwaków i stara się ich na siłę wciągnąć do towarzystwa. A co mówią o kochających samotność naukowcy?

Co to znaczy, jeśli lubisz być sam

1. Tak naprawdę lubisz ludzi, a twoje związki z nimi są „poważne”

Introwertycy (i inni „samotnicy”) lubią ludzi, jeśli mają dość czasu, aby starać się ich zrozumieć (i jeśli ludzie mają dla nich wystarczająco dużo czasu). Ich rozmowy są głębokie, tak jak ich relacje z bliskimi. Samotnik jako partner może być trudny i niezastąpiony jednocześnie.

2. Jesteś otwarty na innych

Choć stereotypowo uważa się samotników za osoby zamknięte w sobie. To błąd. Milczenie zazwyczaj oznacza u nich analizowanie, a nie dystans. Wielu samotników kocha ludzi i jest ich bardzo ciekawa, lubi być blisko, pozostając na uboczu i obserwując.

3. Nie jesteś neurotykiem

Większość samotników wcale nie jest neurotyczna. Neurotyzm uniemożliwia prawidłowe funkcjonowanie w kontekście społecznym. Ty nie masz na tym polu większych problemów.

4. Umiesz słuchać, kiedy trzeba

Samotnicy są świetnymi słuchaczami. To jedna z umiejętności godnych pozazdroszczenia w naszym bardzo głośnym świecie. Pomaga dotrzeć do odbiorców, niezależnie od tego, czy mówisz publicznie, bierzesz udział w spotkaniu, negocjujesz lub nawiązujesz kontakt z przyjacielem.

5. Bywasz nadpobudliwy

Wynika to z tego, jak funnkcjonuje twój mózg, ale również  z tego nagromadzenia myśli i uczuć, którymi zazwyczaj nie dzielisz się łatwo z innymi.

Samotniku, masz coś dla innych – umiejętność słuchania. Miej również coś dla siebie – naucz się mówić o swoich emocjach.


Na podstawie: powerofpositivity.com

 


Uzależnieni od związków, uwięzieni w potrzebie kochania

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
17 lipca 2018
„Nie rozumiesz, że cię kocham i chcę mieć ciebie tylko dla siebie?”. Życie z zazdrością
Fot. iStock / SilviaJansen

Uzależnienie od związków, nie jednej, konkretnej miłości staje się, tuż obok samotności, coraz bardziej powszechną „chorobą” XXI wieku. Jak to się dzieje, że porzucamy swoją godność i poczucie wartości, by żyć z emocjonalnym przywiązaniem, które jest zarówno toksyczne, jak i destrukcyjne?  

Ludzie uzależnieni od związków uczuciowych nigdy nie stworzą zdrowej i szczęśliwej więzi: tworzą jedynie układ, w którym partner staje się ich zakładnikiem. Na co dzień, sami budują sobie więzienia z poczucia bycia niedocenianym, z cierpienia, które dawno już sprawiło, że pozbyli się zasad moralnych i swoich wartości.

Jak to zwykle bywa z wszystkimi innymi rodzajami uzależnień, niełatwo jest zrezygnować z nawyku, który staje się ostrą potrzebą: być częścią czyjegoś życia, sprawić za wszelką cenę, by dzięki nam ktoś czuł się spełniony i usatysfakcjonowany. Kiedy mózg przyzwyczaja się do tej dynamiki, tego substytutu miłości lub tego zatrutego narkotyku, bardzo trudno jest oderwać się od rutyny.

Jacy są ludzie uzależnieni od związków?

To może być każdy z nas. Uzależnieni mają swoją pracę, swoje osobiste środowisko, swoje upodobania, swoje pasje, zalety, wady. Czasami nie widzimy, że nasz związek zaczyna przybierać cechy uzależnienia.  Istnieją dwa typy ludzi uzależnionych od relacji.

Typ 1 odnosi się do tych, którzy wciąż muszą pozostawać w związku. Ich zasada brzmi: „nie zakochujemy się w tym, kogo chcemy, ale w kim aktualnie możemy; ważne jest, aby kochać, mieć kogoś „.

Typ numer 2 to ci, którzy trzymają się kurczowo związku, od samego początku. Nie porzucą go, i nie ma znaczenia, czy ta relacja jest dla nich bolesna, krzywdząca. W rezultacie uzależnieni typu 1 i 2 mają wspólną cechę: lęk przed samotnością, brakiem wyraźnej tożsamości, brakiem poczucia własnej wartości, ciągłym poszukiwaniem uczuć i brakiem akceptacji innych. To popycha ich w kierunku ekstremalnych zachowań, gotowi są ponieść każdą cenę, by utrzymać relację.

Jak to się dzieje, że uzależniamy się od miłości? Jest prawie tak samo jak wtedy, gdy nadużywamy uzależniającej dla nas substancji. Mózg potrzebuje tej dawki obsesyjnego przywiązania, tej naszej substancji odżywczej, która przynosi nam ulgę. W ten sposób stopniowo stajemy się niezdolni do regulowania naszych zachowań, zaczynają się zaburzenia lękowe, zaburzenia odżywiania, czy nawet próby samobójcze.

Jak się uwolnić od uzależnienia

Jak w każdym, innym przypadku chorobliwej zależności, musimy zauważyć i zaakceptować problem. Bądźmy szczerzy wobec siebie i zauważmy, że coś jest nie tak. Otwórzmy oczy i ćwiczmy realizm emocjonalny.

Należy zrozumieć, że psychiczną i emocjonalną bazą każdego związku jest szacunek dla partnera i szacunek do samego siebie. Bez nich nie zasługujemy ani na miłość, ani na bycie kochanym. Ten, kto nie szanuje samego siebie, zmierza ku katastrofie. Trzeba zrozumieć, że przywiązanie, obsesyjna potrzeba posiadania kogoś za wszelką cenę i w każdej sytuacji, niszczy nas jako ludzi i niszczy cały nasz potencjał.

Bardzo często zamieniamy nasze pragnienia w potrzeby. Za zwrotem „chcę być kochany” zazwyczaj kryją się więc potrzeby, o które należy zadbać w pierwszej kolejności.


Na podstawie: nospensees.fr


Zobacz także

Jak szybko żyjesz? Rozwiąż nasz QUIZ i dowiedz się, czy jesteś żółwiem, kotem, czy może królikiem?

Oni z pewnością zasługują na miano super ludzi!!! Obejrzyj koniecznie

Masz dość zbędnych kilogramów? A gdyby tak zadbać o dietę bogatą w błonnik? Zobacz, jakie to proste