Kobiety potrzebują więcej snu niż mężczyźni bo ich mózgi pracują ciężej! To udowodnione naukowo

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
25 lipca 2016
Fot. iStock/Yuri_Arcurs
 

Wreszcie! Badania dowodzą, że kobiety potrzebują więcej snu niż mężczyźni, bo są… mądrzejsze. I to jest fakt naukowy. No, dobrze… niezupełnie o to chodzi.

W każdym razie, udało się udowodnić, że aktywność mózgu kobiet jest o wiele bardziej złożona niż aktywność mózgu mężczyzn. Kobiety dużo częściej robią kilka rzeczy w tym samym czasie, są (a zmuszają je do tego okoliczności) wielozadaniowe. Uruchamiają w ten sposób więcej obszarów mózgu niż mężczyźni (nawet ci zajmujące wysokie i odpowiedzialne stanowiska), co skutkuje większą ogólną potrzebą snu. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta. Według eksperta snu i badacza Johna Horne’a z Uniwersytetu Loughborough w Anglii,  im więcej korzystamy z mózgu w ciągu dnia, tym bardziej wymaga on regeneracji podczas snu.

Badania wykazały, że kobiety potrzebują około 20 minut więcej snu niż mężczyźni. Wynika  z tego, że kobiecy mózg jest nie tylko bardziej zapracowany, ale tez lepiej „wyćwiczony”, natomiast mózg mężczyzny starzeje się szybciej (bo mniej trenuje).

Tak więc, drogie panie, od dziś to ON wstaje pierwszy i przygotowuje poranną kawę. A my, przesuwamy wskazówki budzika o kolejne pół godziny słodkiej drzemki.


 

Źródło: livehack.org


Chcesz odbudować pewność siebie? Przestań używać tych sześciu słów!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 lipca 2016
Fot. iStock/macniak
 

Do znudzenia powtarzamy, że pewność siebie się buduje, nikt się z nią nie rodzi. Można się zapisać na warsztaty, przeczytać setki książek i nadal chować się w sobie myśląc, że ktoś inny ma bardziej rację niż my i nie walczyć o swoje racje.

A gdyby tak na samym początku, zamiast szukać kogoś, kto nas tej pewności nauczy, zacząć od siebie? Zwyczajnie. Zacząć myśleć inaczej niż zazwyczaj. Ba, przestać używać w konkretnych sytuacjach kilku słów. To nie magia, żadne czary mary. Naprawdę to, co mówimy wpływa na budowanie naszej pewności siebie.

„Może”

„Może mi się uda”

„Może spróbuję”

„Może spytam”

„Może coś zrobię”

„Może” to słowo, które nie wskazuje ani braku woli, ani kierunku działania. Właściwie używając tego słowa – nic nie wiadomo. Czy coś zrobię, czy jednak nie. To najczęściej używane słowo w planowaniu różnych rzeczy, nawet tych najprostszych. „Może pójdę do kina” – a gdyby tak po prostu podjąć decyzję na TAK lub NIE. „Nie pójdę, bo nie mam ochoty, siły”. Spróbuj planując dzisiejszy dzień „może coś zrobię” z niego wykluczyć, a zastąpić konkretną decyzją.

„Zazwyczaj”

„Zazwyczaj to działa”

„Zazwyczaj tak to robię”

„Zazwyczaj tak myślę”

Słyszysz, co mówisz? „Zazwyczaj” to słowo, którym akceptujesz rzeczy takimi, jakie są, bez potrzeby zmiany, bez próby podjęcia jakiś alternatywnych działań. Godzisz się na to, co zastane i nie idziesz do przodu. Gdyby tak dodać: „Zazwyczaj tak myślę, ale tym razem spróbuję jednak inaczej” – to pokazuje, że jest w tobie chęć poznania nowego, chęć rozwoju, niegodzenia się na to, że pewne rzeczy czy zasady są, z którymi niekoniecznie się zgadzasz. „Zazwyczaj” to oznaka lenistwa, a gdyby tak zaryzykować?

„Niemożliwe”

„Niemożliwe, żeby to się udało”

„Daj spokój, to niemożliwe, ja tego nie zrobię”

„Tak się nie uda, to niemożliwe”

Tak zamykasz sobie drzwi do sukcesu. Z góry skazujesz siebie nie porażkę, sama podkopujesz sobie wiarę we własne możliwości. Dlaczego to robisz? A gdyby tak od tego „niemożliwe” przejść do „być może to jest możliwe”, żeby skończyć na: „tak, to można zrobić”? Korzystaj ze swoich umiejętności, uwierz w siebie, próbuj. Nie skazuj się z góry na porażkę nawet nie podejmując walki.

„Podejrzewam”

„Podejrzewam, że tu może być jakiś haczyk”

„Podejrzewam, że ktoś mu pomagał”

„Podejrzewam, że on nie do końca miał czyste intencje”

Jeśli podejrzewasz, to znaczy, że nie ufasz. Podejrzenie rodzi wokół negatywne emocje – przede wszystkim strach, masz poczucie tworzenia intrygi. Taki stan nie wpływa na ciebie pozytywnie. Przestań się domyślać i tworzyć teorie na temat innych osób czy sytuacji. Masz wątpliwości, spytaj wprost, nie naddawaj treści gestom, czy słowom.

„Potrzebuję”

„Żeby zmienić pracę, potrzebuję skończyć kurs…”

„Potrzebuję nowej pracy, żeby zmienić swoje życie”

„Żeby zmienić swoje życie, potrzebuję zmienić mieszkanie”

To słowo używane w takim kontekście to ciągłe usprawiedliwianie braku działania z naszej strony. To ciągłe szukanie wymówek, by nic nie robić, by nie ruszyć z miejsca, by zawsze znaleźć wytłumaczenie: „Przecież ja chcę coś zrobić, chcę coś zmienić, ale potrzebuję…”. To takie przeciągnie chęci zrobienia czegoś, może czas skończyć z wymówkami?

„Martwię się”

„Martwię się, że mi się to jednak nie uda”

„Obawiam się, że klient będzie niezadowolony”

„Martwię się, że nie podołam”

Kiedy się martwisz, to projektujesz w głowie najgorszy z możliwych scenariuszy, przez co odczuwasz strach i niepokój. Myślisz o tym, co się wydarzy zakładając negatywny wynik twoich działań, czy decyzji. Skup się na pozytywnych aspektach. Wyobraź sobie uśmiechniętego klienta, zadowolonego szefa i siebie zadowoloną z tego, co zrobiłaś. Jeśli nie potrafisz – skup się na tym, co tu i teraz musisz zrobić, nie wybiegaj myślą do przodu. Masz do zrobienia projekt, do wykonania obowiązki – na tym się skoncentruj. Nie myśl o tym, co z tego może się wydarzyć.

Tak niewiele tak wiele może zmienić. Nasze nastawienie, postrzeganie siebie. Spróbuj budować pewność siebie, naprawdę warto.


Albo wstań, zabierz płaszcz i odejdź, albo zostań i pogódź się ze sobą. Ze sobą – nie z nim

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
25 lipca 2016
Fot. iStock/A75

Jestem tam. Stoję w progu mieszkania i otwieram jej drzwi. Patrzę na napuchnięta od płaczu twarz, wciągam powietrze, wypuszczam – wejdź. Jestem z nią. Nie pierwszy raz przyszła w tym stanie szukając w kubkach mojej kuchni ukojenia, w spokojnym tykaniu zegara nad salonową rogówką resetu głowy. Po raz kolejny upokorzona, skrzywdzona, rozbita pyta mnie, dlaczego on ją tak traktuje, a ja już sama nie wiem co odpowiadać. Przecież przechodzimy przez wytarty schemat od zarania dziejów, mam wrażenie, a już na pewno systematycznie, odkąd zaczęli tworzyć związek.

Wydawałoby się, że wkładanie ręki po sam łokieć do wrzącej, buzującej na piecu wody jest wykluczone, a odruchy obronne mamy wypracowane do perfekcji. Że nie polejesz otwartej rany spirytusem i nie zjesz kilograma soli na raz. Wydawałoby się. Oczywiste teorie zaczynają tracić na ważności, kiedy wplączemy w nie uczucia i mnóstwo emocji. Dlaczego my, kobiety, nie potrafimy odważnie stanąć przed lustrem, otrzepać spodni po zaliczonej kolejnej glebie i stwierdzić – Nie, to koniec. Ewidentnie nie umiem jeździć na tym rowerze?

Klasyczny, żeński przypadek szukania porozumienia z mężczyzną nikogo już nie dziwi

Jak świat światem – ona z Wenus, on z Marsa i nieustanna, dziejowa próba łączenia biegunów, kończąca się w dwójnasób, życie. Nasze odmienne umysły przypominają dwie zupełnie rożne figury geometryczne, a cała zabawa w kobietę i mężczyznę, w związek, to podjęcie próby wciśnięcia trójkątnego klocka w kwadratowy otwór. Wybierając oczywiste ułożenie może się nie udać, ale kiedy się odpowiednio tym klockiem manipuluje, pod odpowiednim kątem wciśnie boki – istnieje realne prawdopodobieństwo sukcesu.

Standardowo wpisane w rejestr przywiązanie, oddanie, lojalność, dużo, naprawdę dużo miłości, niekiedy zastępują gry uliczne na poziomie Mario Brosa i Tekkena. I tak oto stoisz na środku dużego skrzyżowania, patrzysz, jak się dwoje dorosłych ludzi okłada parasolką, albo ona jemu daje przy wszystkich w mordę zalana łzami. Jedziemy razem, ale zatrzymaj się. Tu mnie wysadź. Tylko mnie nie goń. Jak to? Dlaczego za mną nie biegniesz?! Niezła schizofrenia, nieadekwatne postrzeganie, wynaturzowiona ocena rzeczywistości. Patrząc na wszystko z boku odnosimy wrażenie, że albo cofnęliśmy się w czasie i grzecznie czekamy na drugi język polski w poniedziałek na korytarzu osiedlowej podstawówki, albo obserwujemy popis zbiegów z miejskiego psychiatryka, którzy dają sobie po razie i ciągną za już odpowiednio przerzedzone włosy.

Rozmawiam z nią już kolejną godzinę. Wysłuchuję jak płacze, jak nie rozumie za co to wszystko tak wygląda

Obiecuje i zarzeka się, że ostatni raz pozwoliła sobie tak wyglądać i dać się dotkliwie upokorzyć. Ale i ona i ja wiemy, że jak przychodziła do mnie wczoraj, jest dzisiaj, będzie i jutro. W tej całej smutnej historii albowiem, dochodzi jeszcze jeden niepokojący czynnik, który potęguje marazm sytuacji i nie daje mi wierzyć, że kiedyś  wygrzebie się z gówna.

Adrenalina podtrzymuje akcję jej serca. Wiem to. Wbija dożylnie wielką strzykawkę emocji niezbędnych do życia i kiedy nie ma go obok, kiedy się totalnie nic nie dzieje i mogłaby czuć się bezpieczna, zaczyna wariować. Dusi się jak z zarzuconą na usta plastikową torbą i rozpaczliwie woła o pomoc.

Ona tak naprawdę nie chce się uwolnić, albo do tej pory nie zdaje sobie sprawy, że problem leży w samej niej. Jedyne, co masz ochotę jej wyklarować, i na co szeroko otworzyć oczy, to ona sama i wszystkie utopione w niej problemy. Na końcu języka dusisz: – A co jeżeli sama jesteś sobie oprawcą i świadomie godzisz się na wycieranie twarzy brudną ścierką?

A co jeżeli inne niż to – życie obok statecznego faceta, wypady za miasto, zawsze odbierane od ciebie telefony, punktualność i obowiązkowa obecność na obiedzie u twojej mamy, to nuda, przeżytek i ty tego, po prostu, nie chcesz?

A co jeżeli postawię przed tobą to, o czym mówisz, że chciałabyś mieć, a ty mi pospolicie podziękujesz, bo to nie to, o co w ci życiu chodzi? Myślisz, że jesteś pokrzywdzona. Obudź się, krzywdzisz się sama. Tyle ile razy los wyciągał do ciebie wszystkie ręce, a ty ostentacyjnie łapałaś tamtego za nogi. Jesteś chorym człowiekiem przyjaciółko, czyjaś matko, kochanko. Jesteś bardziej zapętlona niż ci się wydaje, bo sznurowadła i od twojego buta wciągnęły się w ten kosmiczny babol. Więc przestań gadać, że boli, że ci źle i nie wiesz za co to wszystko. Albo wstań, zabierz płaszcz i odejdź, albo zostań i pogódź się ze sobą. Ze sobą – nie z nim.

Odejście łatwiejsze niż się wydaje wrasta do rangi pierwszej wycieczki na Słońce…

… a ona idealnie podgrzewa sytuację i dolewa oliwy do ognia. Dla tej kobiety nie liczy się spokój i stateczność, chociaż głośno mówi, że jej tego brakuje. Ma dwie zupełnie rożne osobowości, które chociaż żyją obok siebie, w jednym ciele, to zupełnie się nie zauważają. Cisza i spokój utęskniony od dawna, ciepłe kapcie i dwa tysiące ósmy odcinek jakiejś codziennej telenoweli, plus King Bruce Lee  – karate mistrz i najlepsza rola damska w granej od dawna w życiowej operetce. Pani potrzebuje do funkcjonowania emocji jak powietrza w ilościach nieopisanych, Pani o tym wie?

Nieważne jakich, nie istotna jakość, mają być, bo inaczej zaczyna Pani kręcić nosem. Czyżby ludzkość wyhodowała podgatunek zdolny do wiecznego oszukiwania własnych potrzeb i wmawiania sobie, że zmiana charakteru drania na potulnego misia, to życiowa misja? A co, jeżeli to kobiety są draniami?

Trzeba się odessać od źródła kabaretu i teatru wyjątkowo niskich lotów, bo będąc bacznym obserwatorem ciężko stwierdzić, komu współczuć mocniej. Łapię za rękę uwięzione ciało dziewczyny, która wpadła po czubek głowy w ruchome piaski i im mocniej się rusza, tym szybciej schodzi na dno. Łapię ją i staram otworzyć głowę, zrobić porządki, poukładać na półkach, wykonać dwa ratunkowe wdechy. W myśl zasady – ile włożysz tyle dostajesz, czy przypadkiem ona sama nie jest autorką powolnego osiadania na mieliźnie?

Wylecz się z siebie, a będzie ci łatwiej wyleczyć się z niego. Po prostu.


awatar-michalinaMichalina Grzesiak – żona własnego kumpla z podstawówki, mama Krystyny i Jerzego. Prywatnie dziewczyna z biura, właścicielka najstarszego samochodu w galaktyce, jedyna taka, co do tej pory nie wie jak korzystać z funkcji Repost na Instagramie i nie ma Snapa. Odkąd została matką, zaczęła pisać na łamach własnego bloga, który systematycznie od blisko trzech lat dzieli społeczeństwo na wiernych czytelników i zagorzałych przeciwników. Bardzo przeciętna kobieta z bardzo normalnym nastawieniem do życia. Nie ma dla niej wyższej wartości niż dzieci, kochająca się rodzina i mocna kawa rano.


Zobacz także

Powinnaś się wstydzić! Serio? Co robi z nami wstyd

Woda w kranie: 6 mitów, w które wierzyłaś

Kilka zaskakujących powodów, dlaczego ludzie oszukują i zaczynają zdradzać