Kiedy kobieta decyduje, że to koniec, to już nie zmieni zdania

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 kwietnia 2018
depresja
 

Jesteś cierpliwa i wyrozumiała. Jesteś w stanie wiele wytrzymać, przeczekać, zrozumieć, zanim podejmiesz decyzję o rozstaniu, zanim odejdziesz. Wielu mężczyzn odeszłoby już dawno, oni nie radzą sobie z takimi sytuacjami. Doszłaś jednak do punktu, w którym nie możesz dłużej tolerować tego, co dzieje się w twoim związku. Sprawy zaszły zbyt daleko, twoja cierpliwość została wyczerpana. Nie ma już odwrotu.

Co się działo wcześniej, że nie byłaś w stanie podjąć tej decyzji? Nie, to nie chodzi o niezdecydowanie. Chodzi o twoją zdolność do wybaczania wszystkiego, na przekór rozsądkowi, o twoje tolerowanie tych jego strasznych zachowań. Ale jest taki moment, kiedy widzisz, że wszystkie twoje granice (tak, masz te granice!) zostały przekroczone. Wtedy nie będziesz niezdecydowana. Kiedy zdecydujesz, że masz dosyć, odejdziesz na zawsze. On nie będzie w stanie już zrobić nic, by to zmienić.

Możesz czekać, dawać szansę, obserwować. Sparzyć się – raz, drugi, trzeci. Możesz czuć się z jego powodu źle, możesz cierpieć, patrzeć na to, jak on rujnuje ci życie, jak marnuje twój czas. A mimo to, on, w jakiś magiczny sposób, ciągle potrafi sprawić, że wybaczasz, że starasz się nie pamiętać, jak cię zranił. Ale kiedy naprawdę podejmiesz decyzję, przestaniesz tolerować wszystkie jego porażki i ten negatywny wpływ na twoje życie. Odejdziesz. Jego dziwna moc nad tobą przeminie. I nie będzie w stanie już zrobić nic, by cię zatrzymać. Zrozumie, że nigdy nie powinien brać twojego przywiązania, twojej miłości, ciebie, za pewnik.

I może zrozumie także, że nie traktował cię tak, jak na to zasługiwałaś, że był zbyt pewny siebie i okrutny dla twoich emocji. A może nie. Miał szansę cię zatrzymać, zanim będzie za późno. Miał szansę wszystko naprawić. Nie skorzystał z niej. Jasne, że będzie próbował przekonać cię, że źle robisz, odchodząc. Że popełniasz życiowy błąd, bo nigdzie nie znajdziesz już nikogo, kot by cię tak kochał. Nie słuchaj go. W głębi dobrze wiesz, że to nieprawda.

Wahasz się, bo ciągle kochasz. Ale też zastanawiasz się, jak to możliwe, że kochasz. Jak to możliwe, że można kochać kogoś, kto rani. Czy może coś jest z tobą nie tak, jeśli go kochasz? Nie, to nie jest twoja wina, że obdarzyłaś go uczuciem.

Nie będzie łatwo z tym całym odchodzeniem. Masz wątpliwości, masz wspomnienia, masz serce. Ale przede wszystkim, masz to, co przed tobą. Musisz patrzeć w przyszłość, przed siebie, do przodu. Zostaw przeszłość za sobą jako część twojej osobistej historii, coś, co cię tworzy, wzmacnia trudnymi doświadczeniami. Tam, gdzie patrzysz, jego już nie widać. To jest nowy początek, nowy start, który sobie dałaś. Twoja szansa na lepsze życie, niekoniecznie w związku

Możesz jeszcze o nim myśleć, możesz mieć momenty, w których zastanawiasz się, czy na pewno dobrze zrobiłaś. Możesz płakać wiczorami lub na wspomnienie wspólnuych chwil, jego słów, jego dotyku. Nie wiń się za to, nie ma w tym nic złego, ani dziwnego. Podarowałaś mu przecież kawałek swojego życia, zaoferowałaś mu siebie. To, co teraz czujesz, wszystkie twoje wątpliwości są naturalne i ważne. Poradzisz sobie z nimi, z czasem będzie ich coraz mniej. Ale jeśli do niego ciągle wracasz, to znaczy, że jeszcze nie podjęłaś decyzji.


Nieustannie się o coś martwisz? 10 nieoczywistych cech tych, którzy nadmiernie się zamartwiają

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
22 kwietnia 2018
Fot. iStock / Marjan_Apostolovic
Fot. iStock / Marjan_Apostolovic
 

„Czy wyłączyłam żelazko?”, „Czy dobrze się zachowałam?” – takie pytania w twojej głowie pojawiają się dość często? Nieustannie coś analizujesz, o czymś myślisz, martwisz się, a znajomi mówią o tobie, że bywasz nieobecna? 

Być może należysz do osób, które nadmiernie się zamartwiają? Teraz martwisz się, że tak faktycznie jest? Oto kilka charakterystycznych rzeczy dla tak zwanych „myślicieli”.

Unikanie konfliktu

Nieustannie zajęty umysł nie lubi konfliktu, ponieważ wywołuje on niepokój, prowadzi do pytań, zmartwień, obaw, lęków… Dla „myślicieli” konflikt jest wyjątkowo niewygodny, ponieważ daje im kolejny powód do myślenia. Jeśli zamykasz się i wycofujesz w momencie kłótni, być może należysz do tej grupy.

Wiercenie się

Kiedy twój umysł ściga się myślami, twoje ciało stara się za nim nadążyć. Dlatego często czujesz, że nie możesz spokojnie usiedzieć na miejscu. Wiercisz się, stukasz palcami, nucisz pod nosem, kręcisz włosy na palcu, jednym słowem – cały czas musisz coś robić.

Zadawanie zbyt wielu pytań

Wyjaśnianie pewnych rzeczy czy sytuacji jest dla ciebie niezwykle istotne, ponieważ sprawia, że przestajesz o tym nadmiernie myśleć i się o nie martwić. Dlatego bywasz bardzo dociekliwa próbując poznać fakty i szczegóły różnych spraw.

Układanie planu

Lubisz mieć określony jasno plan dnia? Osoby nadmiernie zamartwiające się planują każdy szczegół dnia, by móc ocenić ryzyko, zmniejszyć stres i upewnić się, że wszystko przebiega tak płynnie, jak to tylko możliwe. Każda zmiana w planie wywołuje stres.

Nieustanne przepraszanie

Czy usłyszałaś kiedyś, żebyś przestała przepraszać, bo naprawdę nie ma za co? Jest ci przykro, choć nie bardzo wiesz z jakiego powodu? Martwisz się, że ktoś może być zdenerwowany, rozczarowany, zły lub zirytowany, nawet jeśli nie ma ku temu powodów. Przeprasza, choć to wbrew logice, bo chcesz, żeby było lepiej, byś mogła przestać o tym myśleć.

Przesadne reagowanie

Ci, którzy zamartwiają się zbyt dużo, reagują przesadnie na różne sytuacje. Wpadają w euforię lub rozpacz. Wynika to z niepewności, zmartwień i pragnienia, by wszystko było doskonałe. A kiedy nie może takie być, następuje wybuch emocji. Działa to jak mechanizm obronny.

Obsesyjne wyszukiwanie informacji

Źle się czujesz? Planujesz wycieczkę? Zastanawiasz się, jaka będzie pogoda? Dla znalezienia odpowiedzi na zajmujące twój umysł rzeczy, jesteś w stanie przeczytać wszystkie strony w internecie, poznać jak najwięcej szczegółów, uspokoić się i spróbować pójść dalej. Dobra wiadomość jest taka, że bywasz ekspertem w wielu kwestiach.

Bycie cały czas na bieżąco

Należysz do osób, które nie wyobrażają sobie odłączyć się na chwilę od internetu, telefonu. Nieustannie sprawdzasz wiadomości, musisz wiedzieć, co się dzieje na świecie, u twoich znajomych na Facebooku czy Instagramie, tylko tak jesteś spokojna, że wszystko masz pod kontrolą i o nic w danym momencie nie musisz się martwić.

Nadinterpretowanie zachowań innych

Ci, którzy martwią się, myślą, analizują bardzo często szukają drugiego dna w tym co, ktoś im powiedział, jak się zachował. Jeśli nie uśmiechnął się – jesteś przekonana, że cię nienawidzi. Jeśli się śmieje, to myślisz, że jakiś wariat. Jeśli nie zastałaś gdzieś zaproszona, czujesz się przegrana. Obsesyjnie zastanawiasz się, co znaczyły gesty, spojrzenia? Odpuść, częściej niż ci się wydaje rzeczy są takimi, jakimi je widać i nie potrzebują dodatkowej interpretacji.

Bycie takim człowiekiem jest niezwykle trudne. Ciągle się martwisz, że coś jest nie tak, obawiasz się, że jesteś niewystarczająco dobra. Żeby sobie pomóc warto rozmawiać z najbliższymi, zwierzać się ze swoich lęków i wątpliwości, z pewnością otrzymasz wsparcie od tych, którzy cię kochają.


„Przestań go szarpać”, czyli o tym jak jesteśmy agresywni wobec własnych dzieci

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
21 kwietnia 2018
Fot. istock / LorenzoPatoia
Fot. istock / LorenzoPatoia

Niedziela, słoneczny dzień, ojciec z trzylatkiem wychodzą z kościoła. Tata trzyma dziecko za ucho i wykręca je mocno, za karę. Ma swoje powody: dziecko uciekało mu podczas mszy. Do mężczyzny podchodzi kobieta, mówi spokojnie, ale stanowczo: „Proszę pana, tak nie wolno, to potwornie boli.” Tata nie mówi nic, po chwili pojawiają się dziadkowie chłopca i biorą go na spacer. Ojciec oddycha głośno, wraca do kościoła na spotkanie komunijne starszego dziecka. Trzylatek ufnie chwyta za rękę babcię. Jest już spokojny.

Szarpanie, popychanie, krzyki, klapsy… Każdego dnia jesteśmy wobec naszych dzieci agresywni. Przelewamy na nie nasze frustracje, traktując jak katalizatory emocji. Dzieci są „wygodne” – nie mogą się obronić, nic nikomu nie powiedzą (nie wystąpią przeciw nam, bo jesteśmy dla nich najważniejsi, mimo wszystko) i można im wmówić, że są odpowiedzialne za nasze emocje. To okropnie smutne, to okrutne. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak nasza nieporadność wpłynie na życie tych osób, które kształtują się pod naszą opieką? Czy rozumiemy, że przekazujemy im błędną definicję miłości i troski o bliską osobę?

Jasne, że czasem puszczają nam nerwy. Widzę często zmęczone matki pchające wózki z niemowlęciem i prowadzące za rękę krzyczące przedszkolaki i zbuntowane, starsze dzieci. Słyszę rozmowy pełne agresji i braku szacunku. Uwagi, komentarze, zaczynające się od słów: „Ile razy jeszcze mam ci powtarzać…”, a kończące się stwierdzeniem „Jesteś… (niegrzeczny, okropny, beznadziejny, głupi).

Widzę ojców, którzy podczas spacerów krzyczą na swoje dzieci, bo: zepsuł się rowerek, bo dziecko spadło z rowerka, bo upuściło lody, po które on stał w kolejce całe dziesięć minut, bo dziecko jest śpiące i płacze, bo chciałoby się iść powspinać na placu zabaw, a on zaplanował coś innego, a córka się z tego nie cieszy tak, jak powinna, bo „znowu jest jakiś problem”.

Agresywni rodzice nie rozumieją, że dziecko potrzebuje czasu, cierpliwości, zrozumienia dla jego potrzeb i tego, żeby je wysłuchać. Nie pojmują, że to, co dasz, to i z powrotem dostaniesz. Wydaje im się, że dyscyplina i fizyczny bądź emocjonalny ból to klucz do wychowania, bo wychowanie dziecka to dla nich umiejętność sprawienia, by było posłuszne i dało im „święty spokój”. Nie, to nie jest zbyt surowa ocena.

Przedszkole mojego syna, kilka minut po ósmej. Zdenerwowana mama prowadzi bardzo zaspanego czterolatka na zajęcia. Właściwie nie prowadzi, tylko popycha mocno przed siebie. Za każdym razem, gdy dotyka ramienia syna, przelewa na niego całe napięcie, całą złość.

Tego dnia, po południu, gdy będzie odbierała dziecko do domu, wychowawczyni zwróci jej uwagę: „Franek znów dziś bił kolegów, kiedy tylko coś mu nie odpowiadało. Proszę zwrócić na to uwagę”. Zdziwiona wzruszy ramionami: „Naprawdę nie wiem, skąd u niego ta agresja. W domu trzymamy go krótko”…

Zanim kolejny raz szarpniesz, popchniesz, obrazisz swoje dziecko, zatrzymaj się, weź głęboki oddech. Pomyśl.


Zobacz także

Fot. iStock/nd3000

6 sygnałów, że twój mąż wziął z tobą emocjonalny rozwód. Naprawdę niczego nie zauważyłaś?

Fot. iStock/myshkovsky

Kupiłam bilet, nie próbuj mnie zatrzymać. Zbyt długo odkładałam swoje szczęście na później. Ja żona, matka

Fot. iStock/portishead1

Co mówi twoje ciało? 20 sygnałów, które wysyłasz innym poprzez gesty