Klęska może być cenną lekcją. Pamiętaj o 9 rzeczach, aby łatwiej podnieść się z emocjonalnej porażki

Redakcja
Redakcja
15 maja 2018
Fot. iStock/kupicoo
Następny

Porażki i przykre incydenty są nieuniknionymi elementami naszego życia. Dobra passa nie będzie nam towarzyszyła zawsze i przyjdzie czas, aby przyjrzeć się swojemu życiu, przeanalizować to, co się nie udało. Porażka to nielubiana siostra sukcesu, której wszyscy staramy się unikać, choć jest to z góry spisane na straty.

Skoro nie da się uciec przed niepowodzeniami, najważniejsze jest, aby po każdym, nawet najbardziej spektakularnym i bolesnym upadku znaleźć w sobie siły i chęci na podniesienie się z kolan.

Dobra strona niepowodzeń

Mimo iż wydaje się, że porażki przynoszą jedynie rozczarowanie, frustrację, złość czy gniew, to mogą mieć one niezwykłą moc sprawczą. Zmuszają nas do zatrzymania się i przemyślenia tego, co się stało. Dzięki nim zdobywamy mądrość, doświadczenie, testujemy odwagę, uczymy się czym jest sprawiedliwość, a także umiar w decydowaniu. Niepowodzenia powodują że podchodzimy do wielu rzeczy z dystansem i podejmujemy kolejnym razem bardziej świadome decyzje. Porażka może być naprawdę czymś dobrym, choć aby tak na nią spojrzeć, najczęściej potrzeba po prostu czasu i uspokojenia emocji.

W zależności od siły charakteru, niepowodzenia jednych zatrzymują jedynie na chwilę, a drugich zupełnie przygniatają. Najważniejsza jest obiektywna ocena sytuacji, nierozdrapywanie ran.

Jeżeli przytrafi się porażka, po której ciężko jest się otrząsnąć, warto pamiętać o kilku rzeczach, które ułatwią powrót do emocjonalnej równowagi.

9 rzeczy potrzebnych, aby podnieść się z emocjonalnej porażki

1. Przypomnij sobie jak daleko zaszłaś

Jeżeli do tej pory dotykały ciebie różne przeciwności losu, z których byłaś w stanie wyciągnąć wnioski i zebrać siły do dalszego działania, to jest właśnie najjaśniejsza strona porażki. Każda, nawet przykra nauka, pozwala przezwyciężać inne trudności.

2. Porzuć oczekiwania

Akceptując to, co się stało, umożliwisz sobie wyciągnięcie prawidłowych wniosków z danej lekcji. Odrzucając wygórowane oczekiwania i nazywając po imieniu rzeczywistość przestaniesz postrzegać w różne niepowodzenia jako rzecz ostateczną. Potraktuj to jako naturalną część procesu uczenia się życia.

3. Nie staraj się wszystkiego kontrolować

Zwróć uwagę na to, jakie możliwości otrzymujesz od życia. Nie staraj się złapać wielu srok za ogon, skup się na najważniejszych rzeczach, zostaw to, co nie jest dla ciebie tak bardzo istotne. Poczujesz się lżejsza.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Kolory wpływają na nastrój, sen oraz … seks. Które z nich działają na naszą korzyść?

Redakcja
Redakcja
15 maja 2018
Fot. iStock/Vasyl Dolmatov
Fot. iStock/Vasyl Dolmatov
 

Kolory zdecydowanie wpływają na nasz nastrój i odczucia. Mogą nas relaksować, wprowadzać dobry humor, a także sprawić, że odczujemy niepokój, staniemy się bardziej nerwowi. Szczególnie istotne są kolory, którymi otaczamy się w ulubionych pomieszczeniach.

Szczególną uwagę warto zwrócić na kolory, które królują w sypialni, bo w tej przestrzeni spędzamy większość czasu, nie tylko w nocy. Co ciekawe kolor wpływa nie tylko na humor, ale  także na jakość relaksu i snu oraz na nasze życie seksualne. Jedne mogą skutecznie pobudzać, drugie zniechęcać do chwil intymności.

Kolory, które wpływają na nastrój, sen oraz … seks

1. Biel — zabójca nastroju

Białe ściany może i kojarzą się z czystością, ale również z biurem, miejscem pracy, co nie rozbudza w nas wyjątkowej energii seksualnej. Biały kolor jest najmniej sprzyjający życiu seksualnemu.

2. Odcienie beżu, jasnych brązów — dla duszy i ciała

Odcienie delikatnego brązu dobrze wpływają na libido tworząc ciepłą, przytulną atmosferę i sprzyjają bliskości. To poczucie bezpieczeństwa sprawia, że łatwiej nawiązuje się intymne kontakty. Według badań, pary usypiające w pokojach w kolorze karmelu uprawiają seks średnio 3 razy w tygodniu.

3. Czerwień — złudny kolor namiętności

Czerwień nazywana jest kolorem miłości, ale wbrew temu wcale nie sprzyja erotyzmowi. Ściany w kolorze czerwieni mogą przytłaczać,  drażnić, wywoływać agresję i powodować niepokój. Takie rozchwianie przekłada się negatywnie na życie seksualne.

4. Fiolet — morderca dobrego snu i erotyzmu

Otaczanie się fioletowymi kolorami w sypialni może powodować problem z głębokim relaksem, tendencjami do koszmarów oraz pewną nerwowość. Ten kolor zdecydowanie nie sprzyja budowaniu atmosfery odprężenia i fizycznej bliskości.

5. Niebieski i zielony — dobrze się wyśpisz

W niebieskiej sypialni statystycznie śpi się dłużej, niż w sypialniach pomalowanych na inne kolory. Niebieski obniża ciśnienie krwi, działa relaksująco i zapobiega zaburzeniom snu, gwarantuje pozytywny nastrój podczas wstawania. Jeśli niebieski nie należy do ulubionych kolorów, podobną funkcję spełni ciemna zieleń. Przypomina ona las, ma kojący i harmonijny wpływ na psychikę, pomaga zebrać energię na następny dzień.

źródło:  www.instyle.de


Cały świat wmówi ci, że nie masz prawa do swojego cierpienia… Masz blizny, których nie widać, więc jak o nich mówić?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
14 maja 2018
Następny

Mimo, że miałam wszystkie klasyczne symptomy i cechy psychologiczne kogoś, kto był maltretowany, zajęło mi dużo czasu, aby zrozumieć i poskładać w całość to, co mi się przydarzyło. Przez wiele lat myślałam, że wcale nie jest „tak źle”. W końcu nie było na to żadnych fizycznych dowodów, a przynajmniej nie takich, jak siniak czy złamana ręka. Nie miałam też za sobą żadnej dramatycznej historii, takiej, która mogłaby być materiałem na film lub książkę. Ludzie, którzy mi „to” zrobili też nie byli typowymi „oprawcami”, takimi, o jakich czyta się w gazetach lub słyszy w telewizji.  Gdybyś ich spotkał, pomyślałbyś, że byli normalnymi ludźmi.

Przemoc, której doświadczyłam, nie była niczym spektakularnym. Wyobraź sobie wiele lat subtelnych kłamstw, manipulacji i zabijania twojego poczucia wartości. Wyobraź sobie lata emocjonalnego zaniedbania. I to, jak ktoś po cichu, ale konsekwentnie przekracza twoje granice wytrzymałości i niszczy twoją osobowość. Ktoś, kto patrzy z zewnątrz, tego nie zauważy. Gdybyś spróbował opisać to innym, popatrzyli by na ciebie z powątpiewaniem, mówiąc, że dramatyzujesz, wymyślasz. I w końcu sam zacząłbyś wątpić w siebie, w te doświadczenia.

Pamiętam, jak wracałam do domu ze szkoły. Dość szybko pozwalano mi wracać samej. Inne dzieci były odprowadzane przez rodziców, a ja z kluczem na szyi biegłam bojąc się, że za krzakiem pod klatką czai się duch bez głowy. Potem ten duch zmienił się w postać niebezpiecznego mordercy, o którym nasze sąsiadki mówiły pod blokiem. Kiedy z płaczem opowiadałam o tym mamie, śmiała się ze mnie. „Wymyślasz bzdury” – słyszałam. I czułam jak odsuwa mnie od siebie. Mnie – biedne, małe przestraszone dziecko. Od tej pory tłumiłam lęk. Każdy rodzaj lęku.

Od urodzenia wpajano mi, że jestem odpowiedzialna za to, czego doświadczam. Przez większą część mojego życia uważałam, że coś jest ze mną nie tak, skoro powoduje tak skrajne reakcje u najbliższych mi osób. A jednak w ich towarzystwie, czułam się niespokojna i fizycznie wręcz chora. Kiedy to okazywałam, nazywano mnie „zbyt wrażliwą”, kiedy wyrażałam uczucia jakiegokolwiek rodzaju kazano mi je natychmiast tłumić. Dziś okazuje się, że całe moje dzieciństwo było takie poranione. Że doświadczyłam molestowania seksualnego, choć wtedy nie miałam takiej świadomości.

Taty właściwie nie było. Ale kiedy był, kiedy sobie przypominał, zazwyczaj przeglądał jedynie moje zeszyty i robił te swoje uwagi. One bolały najbardziej. Krzywe literki, złe rozwiązania zadań z matematyki… Mówił o nich w taki sposób, że czułam, że właściwie mówi o mnie. „Śmierdzące, brudne, beznadziejne, głupie”… – to nie były moje zeszyty, to byłam ja.

Kiedy zaczęłam dorastać, zainteresował się mną w inny sposób. Przychodził wieczorem, kiedy mama brała prysznic. Kazał mi stawać przed sobą i podnosić koszulkę. Patrzył na mnie długo, jakby oceniał. Mówił, że musi sprawdzić, czy nie przyniosę mu wstydu. To trwało trzy lata, potem się skończyło. I już właściwie nie zwracał na mnie uwagi. Nie wiedziałam wtedy, co było gorsze: jego obecność, czy jego brak obecności.

Mam głębokie poczucie, że przypadku przemocy psychicznej i zaniedbania emocjonalnego, osobom, które tego doświadczyły odmawia się prawa do przeżywania cierpienia. Odmawia się im tych doświadczeń, przez co bardzo trudno im zdefiniować, co jest prawdziwym problemem w ich życiu.

Odmawia się im możliwości opowiedzenia swojej historii. Odmawia się im pomocy ludzi, którzy im wierzą. Odmawia się im systemu sprawiedliwości, który mógłby im pomóc. Często przekonanie, że ktoś im tę krzywdę wyrządził zostaje z nich siłą wyparte. W końcu sami zaczynają temu zaprzeczać. Skutki są katastrofalne, bo winy szukasz wtedy w sobie. Cierpisz może nawet bardziej niż osoby, które doświadczyły traumy jawnie. Masz blizny, których nie widać, więc jak o nich mówić?

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Fot. iStock

Sztandarowe zdania manipulatora – miej się na baczności, gdy je słyszysz!

Fot. iStock / AzmanL

Nie taka siłownia straszna! Jak przygotować się na pierwszy trening?

Fot. iStock/tatyana_tomsickova

„I nie płacz już, bo tym razem jeszcze wrócę. Obiecuję…”