Kłamstwo

on, czyli ja
on, czyli ja
27 marca 2017
 

Bardzo często przyłapuję moją byłą żonę na kłamstwie. Zazwyczaj macham ręką.. bo i co tu powiedzieć? „wiem, że kłamiesz głupia babo?”. Co to da? Dzieci poniosą konsekwencje, że cokolwiek mi mówią. Już raz usłyszały, że nie wolno im powtarzać.

Przykład z dzisiaj… Doskonale wiem, że nie była z córką u lekarza. Na ostatni sms już nie odpowiedziała.

 

klamstwo


Najlepszy Tata.. i co z tego?

on, czyli ja
on, czyli ja
20 czerwca 2017
 

Zebranie w szkole podsumowujące kończący się właśnie rok. Oczywiście, że Biologicznej Matki Moich Dzieci nie ma. Oczywiście, bo w tym roku nie zaszczyciła nas swoją obecnością ani razu.

Po zebraniu podchodzi do mnie Pani Wychowawczyni…

 

Czy pan wie, że syn dotarł w poniedziałek do szkoły około południa i to bez mundurka? Jak wszedł do klasy to powiedział.. “proszę się nie dziwić, jestem teraz u mamy”.

Pani Wychowawczyni próbuje zachować na tyle opiekuńczą postawę, że udaje że nic się nie stało.

Syn jednak wie, że się stało, bo nie daje rady ogarnąć potem wszystkiego co dzieci robiły rano. Pracowały na tekście. On nie znał tekstu.. to jak miał pracować?

Kolejnego dnia przyszedł do szkoły – i jak twierdzi Pani Wychowawczyni – oświadczył: “proszę zobaczyć. jestem u Taty. Mam mundurek i jestem punktualnie”.

 

Jasne, jasne, jasne.. jedna jaskółka wiosny nie czyni. Oczywiście, że nie. Nie należy robić problemu. Kazdemu mogło się zdarzyć. Przecież każdy może mieć gorszą noc, zaspać, cokolwiek.

Gorzej, że właśnie tak było przez ostatni rok szkolny. Spóźnienia – non stop. Brak prac domowych, brak mundurka, brak, brak, brak.

Nie chciało się jej nawet wypełnić kart czytania dzieciaka, który dzięki nim dostaje nagrody.

 

Młody pochłania książki. Rodzice muszą jedynie podpisać się, dając potwierdzenie, że faktycznie tak się dzieje w domu.

Od listopada – ani jednego podpisu. Ani k.. jednego.

Pani Wychowawczyni przyznała, że to wbrew zasadom, bo potrzebne są podpisy, ale młody dostanie dyplom.

 

Na koniec uścisnęła mi dłoń i oświadczyła, że “każde dziecko chciałoby mieć takiego Ojca jak ja”.

I co mi k.. z tego? Czy to powód do dumy?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Update.

on, czyli ja
on, czyli ja
21 marca 2017
 

Przez lata naszego – nieudanego – małżeństwa, oboje byliśmy przekonani, że dużą winę ponosi moja była teściowa (szkoda czasu na szczegóły, to już historia).

Ostatnio z dużym zdziwieniem zorientowałem się, że o wiele łatwiej mi się z nią porozumieć niż z byłą żoną.

Byłem przekonany, że jak już nie będziemy musieli na siebie patrzeć, że jak już zapomnimy o urazach, to będziemy mogli spokojnie porozumiewać się na płaszczyźnie “wspólnik” w projekcie: dzieci.

Nic bardziej mylnego. Skoro nie jestem już mężem, to znaczy, że nie trzeba odpowiadać na maile, smsy, telefony. To znaczy, że można mieć mnie w dupie itd..

Wiem, wiem.. zawsze taka była, ale teraz (z dala od tego zatrutego źródła) widzę to bardzo wyraźnie.

A wracając do teściowej, to albo:

  • zobaczyła, że jednak dużo robiłem w domu i nie do końca jestem “chamem i burkiem”
  • stwierdziła, że lepiej mieć we mnie sojusznika

Oczywiście obie wersje są możliwe jednocześnie.

Wczoraj – po sytuacji z “osobą nieuprawnioną” zadzwoniła właśnie była teściowa.

Przeprosiła 3 (sic!) razy za zachowanie córki i stwierdziła, że “powinna się leczyć na nogi, bo na głowę już za późno”.