Kinga Rusin krytykuje polską reprezentację piłki nożnej

Redakcja
Redakcja
19 czerwca 2018
Fot. Screen z Instagrama kingarusin
 

Dzisiaj wszyscy żyją jednym – mecz Polska – Senegal. Nawet ci, których na co dzień nie interesuje piłka nożna prędzej czy później ulegają presji wspólnego kibicowania. W końcu to mundial, który budzi nasze marzenia, pragnienia, który ma pokazać, że Polska jest zdolna do rzeczy wielkich – jak patetycznie by to nie zabrzmiało. 

Ale tak mamy – jesteśmy krajem, który nieustannie czeka na swój wielki dzień, nawet jeśli chodzi o piłkę nożną. Trzymamy kciuki za naszą reprezentację, wierząc, że pokażą się z jak najlepszej strony. Cóż, fala krytyki spadła na nich jeszcze przed pierwszym meczem i t ze strony… Kingi Rusin. I nie chodzi wcale o skład reprezentacji czy jej ustawienie na boisku na mecz z Senegalem, ale o… delfiny. Kinga Rusin znana jest z tego, że bardzo często zabiera głos w sprawie ochrony zwierząt, zwraca uwagę na zbrodnie człowieka przeciw naturze. Czym narazili się polscy piłkarze? Otóż dwa dni temu w ramach relaksu i odpoczynku od treningów odwiedzili delfinarium, czym narazili się dziennikarce, która na swoim Instagramie napisała:

Serio? Nasi piłkarze „relaksowali” się w delfinarium??? Jak można się relaksować w delfinarium wiedząc to, co cywilizowany świat wie już od dawna!? Delfinaria to miejsce powolnej śmierci, w strasznych cierpieniach jednych z najpiękniejszych, najdelikatniejszych i najrozumniejszy ssaków na Ziemi! To miejsce gdzie na ich cierpieniu zarabia się kasę! A to wszystko dla rozrywki i „relaksu” bezrefleksyjnej gawiedzi! Jaki to przykład dla milionów młodych fanów, dla których nasi piłkarze to prawdziwi bohaterowie i wzór do naśladowania!? Delfiny w delfinariach najczęściej pochodzą z krwawych połowów w Taiji w Japonii oraz z Wysp Salomona, co pokazał oscarowy dokument „Zatoka delfinów”. Na każdego złapanego delfina przypada co najmniej kilka innych zabitych (nawet 10 osobników), połowa nie przeżywa stresu w transporcie i „procedur adaptacyjnych”, kolejne umierają w ciągu dwóch lat, wreszcie te najbardziej odporne dożywają w niewoli średnio 6 lat (na wolności ok 20 lat). Delfiny na wolności nurkują do głębokości 300 metrów i przepływają dziennie do 200 km. W niewoli zamknięte są na kilkunastu metrach płytkiego basenu. W konsekwencji muszą zaprzestać używania swojego kluczowego zmysłu – echolokacji bo ultradźwięki odbite od ścian basenu powodują ich dezorientację i nasilają tylko stres. Pamiątkowe zdjęcie z delfinem na brzegu basenu to dla niego tortura szczególnie kiedy leży na brzegu basenu z ogonem do góry (ulubiona poza turystów). To stan, w którym w nienaturalnej pozycji ma przeciążone wnętrzności. Jednocześnie przeżywa silny stres, gdyż kojarzy się mu to z wyrzuceniem przez morze na brzeg – sytuacją będącą dla niego śmiertelnym zagrożeniem. W niewoli są karmione mrożonkami, więc by uzupełnić niedobory wody wpycha się im do pysków szaluch z wodą. Na wolności delfiny nie piją wody, bo płynów dostarczają im upolowane ryby. Szkodzi im skład chemiczny wody (bo często nie jest to woda morska), hałas muzyki oraz urządzeń filtracyjnych. Bezpośrednim efektem takiego środowiska są choroby skóry i oczu oraz stres, depresja i agresja. W cywilizowanych krajach delfinaria się zamyka…

 

Serio? Nasi piłkarze „relaksowali” się w delfinarium??? Jak można się relaksować w delfinarium wiedząc to, co cywilizowany świat wie już od dawna!? Delfinaria to miejsce powolnej śmierci, w strasznych cierpieniach jednych z najpiękniejszych, najdelikatniejszych i najrozumniejszy ssaków na Ziemi! To miejsce gdzie na ich cierpieniu zarabia się kasę! A to wszystko dla rozrywki i „relaksu” bezrefleksyjnej gawiedzi! Jaki to przykład dla milionów młodych fanów, dla których nasi piłkarze to prawdziwi bohaterowie i wzór do naśladowania!? Delfiny w delfinariach najczęściej pochodzą z krwawych połowów w Taiji w Japonii oraz z Wysp Salomona, co pokazał oscarowy dokument „Zatoka delfinów”. Na każdego złapanego delfina przypada co najmniej kilka innych zabitych (nawet 10 osobników), połowa nie przeżywa stresu w transporcie i „procedur adaptacyjnych”, kolejne umierają w ciągu dwóch lat, wreszcie te najbardziej odporne dożywają w niewoli średnio 6 lat (na wolności ok 20 lat). Delfiny na wolności nurkują do głębokości 300 metrów i przepływają dziennie do 200 km. W niewoli zamknięte są na kilkunastu metrach płytkiego basenu. W konsekwencji muszą zaprzestać używania swojego kluczowego zmysłu – echolokacji bo ultradźwięki odbite od ścian basenu powodują ich dezorientację i nasilają tylko stres. Pamiątkowe zdjęcie z delfinem na brzegu basenu to dla niego tortura szczególnie kiedy leży na brzegu basenu z ogonem do góry (ulubiona poza turystów). To stan, w którym w nienaturalnej pozycji ma przeciążone wnętrzności. Jednocześnie przeżywa silny stres, gdyż kojarzy się mu to z wyrzuceniem przez morze na brzeg – sytuacją będącą dla niego śmiertelnym zagrożeniem. W niewoli są karmione mrożonkami, więc by uzupełnić niedobory wody wpycha się im do pysków szaluch z wodą. Na wolności delfiny nie piją wody, bo płynów dostarczają im upolowane ryby. Szkodzi im skład chemiczny wody (bo często nie jest to woda morska), hałas muzyki oraz urządzeń filtracyjnych. Bezpośrednim efektem takiego środowiska są choroby skóry i oczu oraz stres, depresja i agresja. W cywilizowanych krajach delfinaria się zamyka…

Post udostępniony przez Kinga Rusin- Official Profile (@kingarusin)


W każdym związku przychodzi moment na pytanie: „Co dalej?”. W miłości nie ma miejsca na niezdecydowanie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
19 czerwca 2018
Fot. iStock/NiseriN
 

To nie był „typowy” związek. Ona po rozwodzie, on „dziwoląg” z bagażem związkowych, niezbyt pozytywnych doświadczeń. Oboje poranieni, nieco smutni. Takie dwie dusze, które chyba los ku sobie pchnął. Poznali się przez wspólnych znajomych, ale nikt nie próbował ich ze sobą swatać. Nikomu by nie przeszło do głowy, że mogliby być parą. Bo też różnili się od siebie, nawet fizycznie. Ona drobniutka, energiczna, z milionem pomysłów na minutę. On wysoki brunet, wyciszony, wycofany obserwator. A jednak zaiskrzyło.

Umówili się na kawę, potem na spacer, na długą rozmowę. Odkryli, że to im obojgu przynosi radość, że oboje tego chcą. Zaryzykowali, jeszcze raz. Pierwsze kilka miesięcy potoczyło się bajkowo. Zero presji, zero udawania. Oni naprawdę kochali się takimi, jakimi siebie widzieli. Kochali prawdziwych siebie. To była dobra, pozytywna relacja.

Fajnie było znów zobaczyć uśmiech na jej twarzy, szczęście w jego oczach. Dobrze było widzieć, że są sobie potrzebni. Martwiło mnie tylko jedno. Mówiono, że się spotykają, ale nigdy, że „ze sobą są”. Jakoś trudno było nazwać, „określić” tę relację.

Chyba nigdy nie funkcjonowali oficjalnie jako para. Nie wiem nawet czy sami tak o sobie mówili, choć słowa miłości padały między nimi często i choć tę miłość było między nimi widać. W czułości jego gestów, kiedy poprawiał jej włosy, w milczącym spojrzeniu pełnym uczucia i troski, gdy patrzyła mu w oczy. Na poziomie emocji działali na siebie uspokajająco, w seksie znaleźli spełnienie. I rzeczywiście, spotykali się, u niej, u niego, wyjeżdżali razem na urlop – oboje uwielbiali zwiedzać nowe kraje, kochali góry. Ta miłość do gór to kolejna rzecz, która ich połączyła.

Minęło półtora roku, a oni zaczęli się od siebie oddalać. Widywali się coraz bardziej, po obu stronach nastąpił spadek zaangażowania. Ale uczucia zostały i żal też. Potem po prostu przestali się spotykać.

Rozmawiałam z nią kilka dni temu. Znów smutna, znów samotna i przygnębiona. Stęskniona za nim. Za nimi. Za jakąś pewnością, którą na chwilę dała jej ta relacja. Długo o nich myślałam. I o tym, co mi wtedy powiedziała. I o tym, czy jeszcze kiedyś spróbują do siebie wrócić, ale tak naprawdę. Mają ze sobą kontakt, rozmawiają, dzwonią. Została po nich sentymentalna przyjazń.

Ten związek się rozpadł, bo żadne z nich nie umiało podjąć decyzji „co dalej?”. Dlaczego tak się stało? Nie wiem. Ale zabrakło im odwagi, to pewne. Żyć ze sobą „naprawdę”, dzielić to życie na pół ze wszystkimi jego troskami i radościami, w zdrowiu i w chorobie, choć niekoniecznie „z papierkiem” – to zupełnie co innego niż jedynie karmić się obietnicą takiej przyszłości. Zwłaszcza, jeśli jest ona nie do końca sprecyzowana.

W każdym związku przychodzi moment na słowa „co dalej?”. Inaczej sytuacja przestaje być rozwojowa, relacja stoi w miejscu, zabija ją frustracja, niepewność i lęk o przyszłość. Kochać to wziąć odpowiedzialność za drugą osobę, powiedzieć jej „nie bój się, ja będę z tobą”. Kochać to budować wspólny świat, a nie tylko bawić się uczuciem i egoistycznie cieszyć z tego, że jesteśmy dla kogoś najważniejsi. Bo nadchodzi chwila, w której to przestaje wystarczać, w której pragniemy z tobą osobą stabilizacji, choćby najbardziej szalonej, ale wspólnej. W której któreś z tych dwojga bierze drugie za rękę i zaczyna rozmowę o tym, jak nadać ramy szczęściu. Gdy lęk ustępuje pola mobilizacji i realizowaniu naszego „razem”.


Piroliza i czyszczenie parą – czyli jak w łatwy sposób pozbyć się zanieczyszczeń z piekarnika

Redakcja
Redakcja
19 czerwca 2018
Fot. istock / fcafotodigital

Czyszczenie piekarnika to zmora niejednego kucharza – zaschnięte reszki jedzenia, pozostałości potraw na ruszcie czy tłuszcz osadzający się na ścianach piekarnika to zabrudzenia szczególnie trudne do usunięcia. Na szczęście na rynku dostępne są urządzenia z programami ułatwiającymi czyszczenie, m.in. z funkcją pirolizy i czyszczenia parowego. Sprawdź, jak działają te programy, oraz poznaj propozycje piekarników Candy, w których wykorzystano te funkcje.

Funkcja Pirolizy i Aquactiva (czyszczenia parą) to rozwiązania, które pozwalają pozbyć się nawet najtrudniejszych zabrudzeń. Dzięki tym dwóm funkcjom bez trudu zachowasz piekarnik w nieskazitelnej czystości. Sprawdź, jak dokładnie działają.

Piroliza – czyszczenie piekarnika wysoką temperaturą

Czyszczenie za pomocą Funkcji Pirolizy umożliwia wypalenie na popiół zaschniętych resztek żywności i tłuszczu w bardzo wysokiej temperaturze – około 500°C. Piekarniki Candy oferują dwa preinstalowane programy pirolizy:

  • ECO PYROCLEAN – program do regularnego czyszczenia niewielkich zabrudzeń.
    Cały program trwa około 90 minut.
  • SUPER PYROCLEAN – program do intensywnego czyszczenia silnych zabrudzeń.
    Cały program trwa około 120 minut.

Po zakończeniu procesu pirolizy wystarczy przetrzeć wnętrze piekarnika miękką ściereczką. Piekarniki z Funkcją Pirolizy posiadają specjalną uszczelkę, która ogranicza uciekanie ciepła z wnętrza piekarnika. Obudowa urządzenia jest dodatkowo izolowana termicznie, aby proces był bezpieczny dla zabudowy urządzenia.

Eksperci Candy sugerują, by stosować program PYROCLEAN zaraz po zakończeniu pieczenia, dzięki czemu można wykorzystać wysoką temperaturę pozostałą w piekarniku i zmniejszyć zużycie prądu.

Aquactiva – czyszczenie piekarnika za pomocą pary wodnej

Czyszczenie parą Aquactiva to hydrolityczny sposób na oczyszczenie piekarnika łatwo, szybko i bez szkody dla środowiska. W piekarnikach wyposażonych w tę funkcję znajduje się specjalny pojemnik z wodą, która po podgrzaniu zamienia się w parę wodną. Gorąca para skutecznie zmiękcza zanieczyszczenia, które znajdują się w piekarniku, i ułatwia ich usunięcie. Cały proces trwa jedynie 30 minut. Na zakończenie wystarczy przetrzeć piekarnik miękką ściereczką.

Eksperci Candy zalecają regularne korzystanie z programu czyszczenia parą dla uzyskania najlepszych efektów.

Propozycje piekarników od Candy

Piekarniki Candy (Pop Evo FCPK626XL oraz Elite FCEK826XL) to urządzenia dla tych, którzy dbają o nieskazitelną czystość kuchni i cenią sobie każdą wolną chwilę. Piekarniki wyposażone są w podwójny system czyszczenia – Aquactiva i Piroliza, dzięki którym pozbycie się zanieczyszczeń nigdy nie było tak proste.

  • Piekarnik Elite FCEK826XL – to urządzenie o pojemności 68 l z 9 funkcjami pieczenia. Piekarnik posiada innowacyjny programator dotykowy, który pozwala na szybkie i łatwe ustawienie czasu trwania i zakończenie pieczenia. Odpowiednio zaprojektowane prowadnice teleskopowe zapewniają bezpieczne wyjęcie gotowej potrawy z piekarnika.
  • Piekarnik Pop Evo FCPK626XL – to urządzenie o pojemności 68 l, posiadające 9 funkcji pieczenia, cyfrowy programator dotykowy oraz specjalnie zaprojektowaną prowadnicę teleskopową. W piekarniku warto zwrócić uwagę na powiększoną grzałkę grillową, umieszczoną w wewnętrznej, górnej części piekarnika, która pozwala na uzyskanie większej powierzchni grzejnej – dzięki temu potrawy są równomiernie upieczone.

Candy Elite FCEK826XL

Candy Elite FCEK826XL

Candy Pop Evo FCPK626XL

Candy Pop Evo FCPK626XL

Więcej informacji o piekarnikach z podwójnym systemem czyszczenia znajdziesz na stronie: www.candy.pl.


Artykuł powstał we współpracy z Candy.


Zobacz także

Jak uratować nieudany makijaż lub zabieg kosmetyczny domowymi sposobami?

Konkurs „Poczuj się dobrze w swojej skórze”

Przestań przepraszać za to, jak wyglądasz. Pokochaj swoje ciało takim, jakie jest i bądź z niego dumna