Na Justynę Żyłę wylewa się internetowy hejt. Najpierw kochanka męża, teraz sesja do Playboya

Redakcja
Redakcja
30 maja 2018
Fot. Facebook /Justyna Żyła
Fot. Facebook /Justyna Żyła
 

Justyna Żyła kilka miesięcy temu wywołała narodową dyskusję na temat jej męża – skoczka narciarskiego i ich małżeństwa. Publicznie ujawniła, że Piotr Żyła ją zdradza. Wcześniej nie chciała ujawniać szczegółów swojego prywatnego życia, ponieważ nie chciała zakłócać sezonu sportowego męża.

Jedni żałowali żony, inni skoczka. Skoro sprawa wypłynęła i stała się publicznym dobrem, każdy dawał sobie prawo do oceny sytuacji małżeńskiej państwa Żyła. Ale to już było. Tymczasem o Justynie Żyle nie przestaje być cicho. W ostatnim czasie pozowała do sesji w Playboyu. Z tej okazji na swoim Instagramie umieściła jedno zdjęcie opatrzone cytatem:

„Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie.Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia.A jeśli nie potrafisz mnie znieść, kiedy jestem najgorsza to cholernie pewne, że nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza”. M.Monroe

W komentarzach nie brakuje przykrych dla Justyny Żyły słów: „Masakra wstydzę się za to że kobiety się tak zachowują !!! Na karierze Piotrka kariere sobie robić haha ale co to za poziom? Żenada .. brak mi po prostu słów !! Dramat żenada dno porażka wszystko co najgorsze”. „Cóż za parcie na szkło”. „Nikt normalny swoich, aż tak osobistych spraw nie wylewa w świat… Pusta dziewczyna tylko okazuje swoją dziecinność takim zachowaniem… I właśnie po tym zachowaniu można stwierdzić, że Piotr i tak długo czekał z tą decyzję, żeby kopnąć ją w d…. 😥”. Eh. Internety są bezlitosne – może czasami warto po prostu zamilknąć i nic nie mówić lub pisać. To z pewnością dotyczy każdej ze stron.  

Góraaaluuu, czy Ci niee żaaaaal… #JustynaZyla #PiotrZyla #Playboy Post udostępniony przez Franciszek Smóda (@franciszeksmoda)


Dajmy wolność naszym piersiom! Dziś Międzynarodowy Dzień Bez Stanika

Redakcja
Redakcja
30 maja 2018
Fot. iStock/razyph
Fot. iStock/razyph
 

Chyba żaden dzień nie ucieszył mnie tak jak dzisiejszy. Mało mnie interesują te wszystkie święta w stylu: Dzień Pocałunku, Dzień Życzliwości, Dzień Uśmiechu. Super, że są, ale jakoś nie mam potrzeby obchodzić ich hucznie. 

Cóż, zdecydowanie inaczej rzecz się ma z Dniem Bez Stanika – i to międzynarodowym. Nie ma nic przyjemniejszego niż zrzucenia z siebie biustonosza, kiedy musimy się w nim cisnąć cały dzień. Potrafię ściągnąć już w aucie po oficjalnym spotkaniu, żeby móc odetchnąć pełną piersią. Ostatnio znajoma spytała mnie: „Wiesz, co jest najlepszego w pracy zdalnej?”. Jasne – to, że do pracy nie musisz zakładać stanika!

Współczuję szczerze tym kobietom w dużych rozmiarach, którym trudno jest doświadczyć tej przyjemności. Inna moja przyjaciółka z miseczką jak główka niemowlaka (przepraszam, nie pamiętam tej numeracji), z biustonoszem się nie rozstaje i z zazdrością patrzy, gdy z ulgą oddycham uwalniam się od swojego.

Jasne, że dobry stanik do podstawa, ale nawet ten najbardziej wygodny w końcu mnie zaczyna irytować. Drogie panie – dla tych, które kochają chodzić bez biustonosza, ale nie wiedzą, czy im wypada – dzisiaj zrzucamy staniki, dajemy wolność naszym piersiom. Poza tym zaczął się weekend – lampka schłodzonego wina, brak biustonosza – czy można zacząć go lepiej?


Uzależnieni od pomagania. Dlaczego niektórzy ludzie muszą stale „naprawiać innych”

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
30 maja 2018
Fot. iStock/gpointstudio
Fot. iStock/gpointstudio

Jeśli jesteś naturalnym opiekunem, ludzie często powierzają ci swoje sekrety, nawet jeśli dobrze cię nie znają. Posiadasz zespół cech, które sprawiają, że łatwo ci zaufać. Znajomi mówią, że u ciebie czują się jak w domu. Bezpiecznie. Tobie to schlebia, przyjmujesz to. Aż przychodzi moment, kiedy czujesz, że nie sprawia ci to już radości. Nic dziwnego, dałeś tak wiele innym, że nie zostało już wiele dla ciebie. A jednak nie potrafisz przestać…

Dlaczego niektórzy ludzie muszą stale „naprawiać innych”

Bo pomaganie innym ludziom może stać się uzależniające. Może się nam obsesyjnie wydawać, że jedynym sposobem na pokazanie swojej miłości (również sobie) jest pochylenie się nad problemami innych.  Możesz wpaść w pułapkę pomagania i przejmować na siebie obowiązki bliskiej osoby, możesz spłacać jej długi i pożyczać jej pieniądze, możesz swatać ją kilkanaście razy, bo czuje się samotna i całkowicie zapomnieć o sobie.

A wdzięczność ludzi, których rzekomo „naprawiamy”, przekonuje nas, że postępujemy słusznie. Będziesz stale „męczennikiem”, będziesz obsesyjnie analizować, jak każdy twój wybór może wpłynąć na twoich bliskich. A dzieje się tak dlatego, że w tej niezdrowej wersji opieki, nasze rozumienie miłości zostało wypaczone. Miłość czy przyjaźń wyglądają dla nas jak nieustanny ciąg poświęcenia.

Czasami miłość wymaga od nas zainwestowania naszej energii i czasu w ukojenie czyjegoś bólu. Ale nie w 100 procentach czasu. Zdrowy „opiekun” nie tylko zaspokaja potrzeby innych, ale także dba o swoje własne.

Dziel się swoimi talentami i zasobami. Hojnie poświęcaj innym swój czas i uwagę. Ale nie możesz wylać magicznego płynu na rany każdej osoby chodzącej po planecie. To nie jest twój obowiązek. Zaufaj, że nie musisz dać całego siebie „wszystkim”, by zyskać ich uznanie i zaufanie.


Na podstawie: tinybuddha.com

 


Zobacz także

Fot. Pexels / Unsplash  / CC0 Public Domain

Pokaż, jaką masz dłoń, a powiem ci kim jesteś

„It happens”

„It happens” – pobudka dla wszystkich, którzy nie biorą tego problemu na poważnie

Fot. iStock/PeopleImages

Naturalne środki na stres