„Żartujesz, przecież P. nie jest asystentką, co robi karierę przez łóżko! To jest facet!”. A ty co, baba jesteś?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
18 grudnia 2015
Fot. iStock / Voyagerix
Fot. iStock / Voyagerix
 

Poszliśmy na lodowisko. Tłum dzieci i rodziców, muzyka tak głośna, że żeby ze sobą porozmawiać, trzeba ją przekrzyczeć. Co chwila ktoś upada, ktoś mały płacze, a ktoś duży zarzeka się: „do jasnej cholery to pierwszy i ostatni raz jak tu z tobą przyszedłem”. Oglądam się odruchowo na tego ostatniego ktosia. Duży, elegancki facet w modnej kurtce i fantazyjnie zawiązanym szaliku w kratkę pochyla się nad wyjącym sześciolatkiem. – Yyyyy, tata, ale pupa boli… – szlocha maluch, któremu od mrozu zamarzną zaraz gile z nosa. – Wstawaj, przestań się mazgaić – komenderuje ojciec. – Co ty BABA jesteś?!
To urocze zdanie doprowadza mnie zbyt często niestety do szewskiej pasji. Cóż robić, kobiety są takie emocjonalne… Jak nie płaczą z byle powodu to się wściekają, bo mają okres, zespół napięcia przedmiesiączkowego, albo od tak, po prostu. Tak już są skonstruowane, prawda? Reguła oczywista i szalenie utrudniająca życie. Jak to komu? Mężczyznom, oczywiście. Skoro jednak już operujemy stereotypami, dlaczego by nie pójść „ po całości”? Jest przecież tyle innych, typowo „babskich” zachowań i zagrywek, które można zaobserwować także u panów!

Mam znajomego, niezbyt zdolna bestia, ale całkiem przystojna obiektywnie rzecz ujmując. Na kierownicze stanowisko w swojej firmie P. awansował w takim tempie, że pod wrażeniem było całe biuro. No bo jak to się właściwie stało? Na pewno rzeczywiście bardzo szybko. Najpierw był zagraniczny wyjazd w asyście pani prezes, choć z językiem obcym u faceta „obco” jak cholera. Potem to już codziennie na biurku przełożonej świeża kawa (1/4 mleka i dietetyczny słodzik), a na twarzy P. uśmiech jak u Tołdiego z „Gumisiów”. I oczywiście niezbędne konsultacje, poprzedzone wypowiedzianym władczym tonem przez panią prezes: „Potrzebuję cię, za 10 minut w konferencyjnej!”.

– To może on z nią coś wiesz… – mrugnęła nieraz porozumiewawczo koleżanka P. z biura do niejednego kolegi. A niejeden kolega obruszył się bardzo i odparował coś w rodzaju: „No chyba żartujesz, przecież P. nie jest jej asystentką! To nie jest taka Kaśka z finansowego, co robi karierę przez łóżko! Przecież to jest facet!”. Koleżanka P. uśmiecha się więc tylko litościwie do swoich kolegów i kiwa głową. No tak, P. to nie baba, co wskakuje przełożonemu do łóżka. P. po prostu cierpliwie pnie się po szczeblach biurowej kariery, zdobywa nowe doświadczenie i jest dyspozycyjny…

U K. sytuacja nie przedstawia się tak różowo. Jeżeli chodzi o karierę, to K. utknął kilka lat temu w martwym punkcie. Jego firma (trzecia już) nie rozwija się tak, jakby tego chciał, wspólnik go oszukał i K. ma teraz problem żeby ludziom w ogóle zaufać. Biuro prowadzi w domu, najczęściej z kanapy w swoim gabinecie. Zamyśla się często, a te jego myśli są jak czarne, gradowe chmury. Lepiej wtedy nie podchodzić, bo awantura gotowa. K. musi się wtedy natychmiast odstresować, włącza sobie ulubione filmy, wychodzi piłkę pokopać. Żona K. to długo rozumiała, bo ona w ogóle jest bardzo wyrozumiała. Udziela mu ciągle pożyczek „na wieczne nieoddanie”, wspiera jak umie, dopinguje i całuje czule w głowę. Jej biznes działa świetnie, w firmie zatrudniła już 50 osób.

Dzięki temu K. stać na to by zapewnić rodzinie życie na poziomie, zagraniczne wakacje i dwupiętrowy dom z fajnym ogrodem. Ostatnio jednak coś się zmieniło. Żonie ta sytuacja zaczęła trochę doskwierać. Zwłaszcza, że jej mąż na zewnątrz zachowuje się trochę inaczej niż w domu. Skutecznie buduje swój wizerunek człowieka sukcesu i odpowiedzialnej za wszystko głowy rodziny. Długo prosił, by żona na ten temat wypowiadała się „ostrożnie” i nie chwaliła za bardzo swoimi osiągnięciami. – No, bo jak to wygląda, że ty zarabiasz więcej – mówił – Jeszcze ktoś pomyśli, że baba utrzymuje faceta i w ogóle całą rodzinę. – A nie jest tak? – zdenerwowała się w końcu ona. – Płacę rachunki, twój ZUS, szkołę dzieciom, a z mojej karty idą wszystkie większe zakupy… – Nie no, to chwilowa sytuacja. – zarzekał się on. – Poza tym, o mężczyźnie tak się raczej nie mówi.

Więc już prawie od dziewięciu lat o K. się raczej tak nie mówi, a jego żona wcale nie utrzymuje całej rodziny. No już. Nie bądźmy małostkowi.

Stereotypowych powiedzonek o kobietach i mężczyznach jest mnóstwo, szafujemy nimi bezmyślnie na prawo i lewo utrwalając myślenie schematami. Nie powiem do swojego syna „ Nie bądź baba, przestań się mazgaić”. I nie zwrócę uwagi córce mówiąc „Dziewczynka powinna być grzeczna”. Zbyt często słowa robią nas zakładników niewygodnych sytuacji.


Kochani rodzice, tego mi nie mówcie. Zacznijcie żyć własnym życiem!

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
21 grudnia 2015
Fot. Flickr / Donnie Ray Jones / CC BY
Fot. Flickr / Donnie Ray Jones / CC BY
 

Drodzy rodzice! Oświadczam, że lat 18 ukończyłam znacznie wcześniej niż w zeszłym roku. Niebawem nawet skończę je drugi raz. Ale ja nie o tym chciałam… W telewizji mówili, że w święta trzeba mówić prawdę, bo to oczyści atmosferę przy wigilijnym stole. Mamo, masz genialną figurę! Tato, z wiekiem jeszcze wyprzystojniałeś. Kocham was bardzo. Denerwujecie mnie jak cholera.

Ale damy radę. To będzie naprawdę udany rok, jeśli tylko:

1. Przestaniecie mnie pytać o to, kiedy zmienię pracę na (waszym zdaniem) lepszą.

Jestem szczęśliwa, spełniona i tak, do jasnej Anielki, odczuwam satysfakcję, bo żyję w zgodzie sama ze sobą. Robię to, co kocham i nie zamieniłabym tego na nic innego. Nie pożyczam od was pieniędzy, bo „mi nie starcza do pierwszego”, nie narzekam i nie skarżę na szefa-kretyna. Więc o co chodzi?

P.S. Argument „przecież to dla twojego dobra” jest poniżej pasa. Moje dobro potrzebuje czegoś innego, niż ciągłe porównywanie do kuzynki Renatki, która w swojej korporacji pnie się po szczeblach kierowniczej kariery. I co z tego, że w swoim futurystycznym mieszkaniu postawiła ostatnio dizajnerską kanapę? Renatka nie ma nawet czasu, żeby wieczorem usiąść z książką i kubkiem herbaty na tej kanapie. A ja mam. I czas i książkę i kubek z herbatą. A kanapę sobie kupię. Kiedyś.

2. Przestaniecie mi przypominać, że ciocia Grażynka ma urodziny i wydzwaniać z pytaniem, czy już złożyłam jej życzenia.

Jestem bardzo dużą dziewczynką i sama odpowiadam za kontakty z członkami naszej rodziny. Tak między nami mówiąc, ciocia Grażynka też jest bardzo dużą dziewczynką i niezłą małpą, przy okazji. Czy aby na pewno jej zaawansowany wiek i wysoki poziom cholesterolu usprawiedliwiają każdy złośliwy przytyk? Nie musicie się za mnie wstydzić 😉 Ja też nie muszę;) Ale ciocia Grażynka to czasem powinna…

3. Przestaniecie zwracać się do moich dzieci słowami „no co ta mama zrobiła najlepszego”

A jeśli już tak mówicie, to nie wmawiajcie im potem, że przecież „rodzice są od wychowywania, a dziadkowie od rozpieszczania. Bo się gnomy buntują i wyprowadzają do was trzy razy w tygodniu, a już bankowo przy okazji porządków w pokoju. Jeśli nie przestaniecie, to ich w końcu do was puszczę. I będziecie musieli sobie przypomnieć jak to jest z dwójką dorastających (teraz dzieci dorastają wcześniej) i skonfrontować wasze bogate doświadczenie z końca wieku XX z rzeczywistością wyzwań pedagogicznych XXI wieku.

4. Przestaniecie podejrzewać, że w moim małżeństwie jest coś nie tak

Nie jesteśmy gołąbkami pokoju, wiecie to. Kiedy zadzwoniłaś wczoraj mamo, akurat się pokłóciliśmy. No dobra, wcale nie o to kto kogo kocha bardziej. Poszło o coś banalnego;) O te banały drzemy koty kilka razy w miesiącu. To chyba lepsze niż darcie kotów o sprawy istotne, prawda? Ile razy wyprowadzałeś się z domu, tato? Ile razy żądałaś rozwodu, mamo? Ile razy słyszałam, że żyć bez siebie nie możecie i nie będziecie? Dziękuję, u nas w porządku, w tym roku rozwodu nie będzie :).

5. Przestaniecie wracać do przeszłości i wybiegać w przyszłość wyciągając za mnie wnioski

Gdyby tylko moje życie potoczyło się inaczej. Tamten kierunek, nie ten, tamten facet, nie ten… I jeszcze tamta „zagranica”, nie ta. Renatka urządziła się w życiu lepiej? Renatkowe „lepiej”  to dla mnie zupełnie „byle jak”.  Kocham swoje życie, swoje błędy i decyzje! Kocham swój brak kanapy i marzenia o tym, co kiedyś nastąpi. A decyzje podejmuje świadomie.  Jestem szczęśliwa, a przecież tego chcecie najbardziej, prawda? Hobby sobie znajdzcie, błagam.

Mamo, Tato! Świąt wesołych wam życzę. Bez trosk i napięć. I luzu jeszcze takiego, nie tylko od święta. Zapomnijcie o Renatkach i o Grażynkach, cieszcie się wnukami i tym, że po prostu – jest OK.  Naprawdę możecie zacząć już żyć waszym życiem:)


„Kiedyś, jak coś się zepsuło, to naprawialiśmy. A teraz wyrzuca się stare”. Zadbaj o siebie, o dzieci, nie o niego – miałyście prawo odejść

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
12 grudnia 2015
iStock/ Joey Boylan
iStock/ Joey Boylan

Odchodzenie nie jest złe. Czy złe może być coś, co daje wolność? Wiem, co zaraz powiecie: „Jak można odejść i zostawić żonę z dziećmi, przyjaciela w potrzebie, rodziców w chorobie?!”. Takie są ludzkie wybory, taka jest ludzka natura. Ja mam na myśli odchodzenie, które jest ratunkiem, szansą na życie dla siebie, dla dzieci. Nie, nie na „lepsze życie”. Na życie po prostu. Bo to, co zostawiasz za sobą, to często tylko trwanie w niemocy, które z oddychaniem pełną piersią ma tyle wspólnego, co plany na przyszłość świątecznego karpia w sklepowym akwarium.

Dlaczego nie odejdziesz?

Sąsiadka ma męża. Cudowny, szarmancki człowiek. Na zewnątrz. Bo w domu to kawał przemocowego skurczybyka. Ale przecież choroba „dwóch twarzy” to w polskiej rodzinie nic nowego. Więc, gdy sąsiadka po każdej awanturze przemyka skulona po zakupy, i przypadkiem spotka któregoś z mieszkańców bloku – zawstydzona spuszcza wzrok: – Wszystko w porządku, tak, oczywiście.

Dzieci? Nauczyła je tego już dawno: „Pamiętajcie, to nasza sprawa, innym nic do tego”. Mały Kacper mówi: „Nie, to nie tata krzyczał, film głośno oglądaliśmy. Mama? Nie, nie płakała”. Znacie ten wstyd? Wstydzę się, bo w mojej rodzinie nie jest pięknie. Mój ukochany okazał się człowiekiem z olbrzymim problemem. A teraz ten problem niszczy i mnie i moje dzieci. Ale ja tego głośno nie powiem, nie obnażę tę „strasznej” prawdy.

Tuż pod skórą, a jednocześnie gdzieś głęboko we mnie tkwi, wszczepiony jeszcze w dzieciństwie chip Matki Polki. Kobiety „od poświęceń”. TEJ ODPOWIEDZIALNEJ ZA WSZYSTKO. Tej, która przychodzi na świat z poczuciem winy. Tej, która, kiedy ON się uspokaja, mówi do niego: „Daj, zapiorę ci tę koszulę.” A potem siada do lekcji z dziećmi.

– Dlaczego nie odejdziesz, nie zostawisz go? – pytam moją sąsiadkę, kiedy już obie przestajemy udawać, że wierzymy w codzienne, wieczorne kino akcji. – No co ty, nie poradziłabym sobie bez niego – odpowiada otwierając szeroko zielone oczy. – Poza tym on jest w głębi duszy dobry, pogubił się tylko trochę. Bardzo nerwową ma pracę, wiesz?

I co, że przed ołtarzem?

Najmilsza sąsiadko, proszę cię, przestań udawać. Wiem, w oszukiwaniu najbliższych jesteś już mistrzynią. Stworzyłaś na wasz temat przepiękną historię. Pewnie tak ci łatwiej „jakoś żyć”. Ale ty nie musisz żyć „jakoś”. Nie uśmiechaj się teraz tym wyuczonym, sztucznym uśmiechem, przecież widzę jak drży ci broda. Nie usprawiedliwiaj, nie tłumacz, nie wstydź się za niego. To ON powinien się wstydzić. Masz prawo odejść. Nie musisz walczyć, gdy on nie walczy o was.

No dobrze, wiem, przysięgałaś. Przed ołtarzem, rozumiem – to dla ciebie ważne. Jeśli potrzebujesz rozgrzeszenia, ja cię rozgrzeszę. Bóg, w jakiegokolwiek wierzysz, też jest po twojej stronie. Przecież on dobrze wie, że cierpienie nie uszlachetnia, cierpienie pozostawia blizny. Nierozerwalność małżeństwa? Ten niewidzialny węzeł, który spętał ci życiowe plany, odebrał radość, wiarę we własne siły i energię naprawdę da się przeciąć!

Twoja przyjaciółka, M., uroczyście oświadczyła w urzędzie, że zrobi wszystko, by jej małżeństwo było zgodne. Ten jej „on” też oświadczył. Ale dziś pamięta o tym rzadko, bo zbyt często przytomność umysłu odbiera mu alkohol. Więc przyjaciółka chce odejść, zabrać dzieci i żyć. Ale jej matka mówi: „Tylko dziwka zostawia męża”.  Więc M. wciąż brak odwagi. A kiedy jest dobrze, jeździ z dziewczynkami i mężem na niedzielne obiady do rodziców. Podczas gdy jej mama żartuje sobie z zięciem i częstuje go szarlotką, M. zamyka się w łazience i dusi w sobie spazmatyczny płacz. Cicho, ciszej. Przecież TERAZ jest OK.

Droga mamo M., tak właśnie budujesz w swojej córce poczucie winy, tak skazujesz ją i swoje wnuczki na życiową katastrofę. Tak przykładasz rękę do jej nieszczęścia.

Zadbaj o siebie, o dzieci, nie o niego

Kochana M. – jesteś silniejsza niż myślisz. Masz prawo odejść. To jest twoje życie, a nie życie twojej matki. Jeśli się dobrze rozejrzysz, zobaczysz, że są wokół ludzie, którzy ci pomogą. Na początek napisz do mnie. Że bez niego nie dasz rady? Więc które z was „ciągnie” tę rodzinną łajbę na dno? W Internecie krążą głębokie filozoficznie memy. Na jednym obrazku para staruszków obejmuje się czule, a napis brzmi: „Kiedyś, jak coś się zepsuło, to naprawialiśmy. A teraz wyrzuca się stare i zastępuje czymś nowym.”. Zgoda, jeśli tylko ta druga osoba w tę naprawę angażuje tyle samo silnej woli co ty, walcz, naprawiaj. Ale nie rób tego pod żadnym pozorem, gdy z drugiej strony woli brak. W imię czego chcesz się tak poświęcić?…

Matko Polko, Żono Polko, czy usłyszałyście kiedyś odchodząc, że jesteście słabe, bo nie walczycie do końca o „swojego mężczyznę”? Zabolało, prawda? Niepotrzebnie. Ten, kto odważył się zarzucić słabość matce, która zabiera dzieci i ucieka od agresywnego męża, nie jest wart ani sekundy uwagi. Nigdy nie zrozumie, ile siły, odwagi i determinacji kosztuje taka decyzja. Ktoś, kto śmie powiedzieć, że słaba jest żona, która odchodzi po ciężkiej i nierównej, przegranej walce z nałogiem partnera, nie ma serca.  A życie zna jedynie z filmów i seriali o bajkowych zakończeniach.

Miałyście prawo odejść. Odchodzenie jest OK.