Jeszcze będziesz kochać, jeszcze będziesz kochana, obiecuję… Pułapki i korzyści nowych związków po rozstaniu

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
21 września 2018
Fot. iStock / martin-dm
 

Po każdym rozstaniu przychodzi ten moment, kiedy chcesz znów czuć sercem bliskość, ciepło i namiętność. Chcesz znów być dla kogoś – i by ktoś był dla ciebie. Ale tym razem jest inaczej. Inaczej miłość rozumiesz i innych uczuć pragniesz – i jedyne co dzwoni w twojej głowie to pytanie: „czy jeszcze będę kochać, czy jeszcze będę kochana”? Będziesz, obiecuję. Ale zanim będziesz gotowa, musisz wiedzieć, że nie każdy rodzaj relacji uzdrowi twoją duszę.

W twoim życiu po rozstaniu pojawią się relacje namiętne i emocjonalne. Każda inna, nowa. Każdej będziesz doświadczać zupełnie inaczej. I każda z nich może przynieść ci wiele dobrego albo schwytać cię na chwilę w pułapkę. Może dziś mi nie uwierzysz, ale zaraz po rozstaniu, nie każdy długotrwały i  poważny związek pomoże ci się uzdrowić. Jeszcze będzie na to czas.

Namiętność i uczucia – pułapki i korzyści nowych związków po rozstaniu

Każdy człowiek po traumie rozstania zaczyna uczyć się na nowo tworzyć relacje z innymi. Dwa najpopularniejsze typy relacji odbudowujących, to relacja namiętna i terapeutyczna. W sprawach sercowych możemy pójść o krok dalej i zobaczyć, że związki, które zaczynamy tworzyć po rozstaniu czy rozwodzie, mogą mieć charakter namiętny lub uczuciowy.

Najczęściej zaczynamy tworzyć relacje namiętne. nagle, po wszystkich trudnych i złych doświadczeniach, zjawia ktoś, kto wreszcie rozumie. Kto w jednej chwili podnosi z kolan twoją pewność siebie, poczucie bezpieczeństwa. Iskrzy między wami jak w elektrowni. Wreszcie poznajesz moc dobrej komunikacji, zrozumienia, empatii, szczerości i dawno nieodczuwanej namiętności.

Z czasem taka relacja może przerodzić się w poważny związek, jednak pamiętaj, że klucz do twojego wylizania ran po rozstaniu, nigdy nie jest ukryty w drugiej osobie. Właśnie dlatego pierwsze związki „na nowo”, oprócz korzyści, jakie bez wątpienia ci dają, mają ukryte pułapki. Czy da się w nie nie wpaść? Hmm, chyba nikt nie odważyłby się na jednoznaczną odpowiedź, ale warto wiedzieć, gdzie na tym etapie odbudowy, możesz utknąć, a gdzie się wzmocnić.

Autorzy bestsellerowej książki „Rozwody i rozstania. Sprawdzony program odbudowy życia” wyróżniają 8 pułapek i korzyści, które czekają na ciebie w nowym związku po rozstaniu.

Pułapka: Przeniesienie odpowiedzialności za swoją namiętność

Zastanów się, czy nie przypisałaś temu związku zbyt wysokiego priorytetu – w równaniu z całą resztę swojego życia. Często łatwo dostrzegamy to obserwując swoją relację z dziećmi – nie patrz na to przez pryzmat „wyrodnego rodzica”, tylko przyjrzyj się temu, jak z powodu nowej relacji ułożyła się twoja hierarchia rzeczy ważnych w życiu. Nowy związek daje ci potężnego kopa dobrych emocji – chcesz, żeby to trwało już wiecznie. Ekscytacja nowym partnerem każe myśleć ci, że nie możesz bez niego żyć.

Pamiętaj jednak, że jesteś dopiero w środku swojej drogi. Nie możesz przenosić całej odpowiedzialności za swoje szczęście na nową miłość. Twoje szczęście, buduje zdecydowanie więcej czynników i relacji. Korzystaj z tego dobra, które daje ci miłość i zakochanie, ale nie rezygnuj z reszty życia.

Korzyść: Twój osobisty rozwój

Wchodząc w nowy związek współtworzysz jego środowisko i warunki – to bardzo cenna lekcja bycia sobą i budowania własnego poczucia wartości.

Pułapka: Zaburzenie trzeźwego osądu

Nie przeceniaj swojego partnera. Prawdopodobnie jesteś jeszcze niepewna swojej wartości dla potencjalnego partnera – no naturalne skoro przeżyłaś bolesne rozstanie lub rozwód. Największą pułapką jest wpuszczanie do swojego życia w sposób bezkrytyczny każdego, kto okaże ci zainteresowanie.

Pamiętaj, że partner postawiony na piedestale wcale nie musi czuć się komfortowo. W zdrowej relacji oboje powinniście być w związku równoprawni. Łatwo możesz też wpaść w toksyczną relację, bojąc się ponownego rozstania. Pamiętaj, że żadna miłość nie powinna wzrastać na cierpieniu i bezgranicznym poświęceniu. Miłość za wszelką cenę, zawsze (prędzej lub później) komuś odbija się czkawką.

Pułapka: Uciekanie w przyszłość

Skoro jest ci dobrze i znów poczułaś motyle w brzuchu możesz zacząć zbyt często uciekać w przyszłość. Planować, marzyć, wyobrażać sobie, jak rozwinie się ten związek. Cudownie, ale pamiętaj, że nie możesz spędzić życia w wehikule czasu. Żeby stworzyć dobrą, zdrową relacje musisz żyć TU i TERAZ.

Korzyść: Praca nad komunikacją

Jeśli znalazłaś swoją bratnią duszę, bardzo dużo zyskasz w tej relacji. Otwierasz się i wiele czasu w nowym związku spędzasz na rozmowach. To bardzo ważny etap w twoim życiu. Uczysz się na nowo, jak budować z drugim człowiekiem intymność.

Pułapka: Przekonanie, że nic lepszego już cię nie może spotkać

Uważasz, że twój nowy partner jest tym „jedynym”. Niekoniecznie musi być wyjątkowy, ale olbrzymi plecak wypełniony doświadczenia z okresu rozstania każe ci się bać. Oczekiwania społeczeństwa, twój lęk przed ponowną utratą i wciąż żywe wspomnienia uczucia samotności, mogą popychać cię do utrzymywania relacja za wszelką cenę.

Twoja ekscytacja wynika po części z twojego własnego rozwoju – właśnie uwolniłaś się z okalającej skorupy. Być może w innych związkach nie poczujesz już tak intensywnych emocji, ale mogą być dla ciebie wiele bardziej pozytywne i budujące. Nie zakładaj, że nic innego już cię w życiu nie spotka. Pamiętasz, jeszcze niedawno myślałaś tak o życiu w pojedynkę…

Korzyść: Nauka zdrowej relacji. Dobry związek to najlepsze „laboratorium rozwoju”*

Po rozstaniu musiałaś się wiele o sobie nauczyć, zbudować od zera część swoich emocjonalnych filarów. Być może przepracowałaś swoje emocjonalne rany czy schematy, które wpędzały cię w toksyczne relacje. Każda nowa relacja na tym etapie życia, będzie dla ciebie nieoceniona i dobra – nauczysz się w niej jeszcze więcej o sobie. Z pewnością ten związek będzie bardzo róznił sie od tego, z którego odeszłaś, dlatego będzie ci w nim bardzo dobrze.

Pułapka: Utrata równowagi

Kiedy zalewają cię te wszystkie emocje, za którymi tak długo tęskniłaś, łatwo jest stracić równowagę. Nawet nie zauważysz kiedy zaczniesz inwestować wszystko, co masz w relację swoim kosztem. Jesteś spragniona sukcesu w miłości, chcesz znów czuć, że już zawsze będzie dobrze – i nie ma w tym nic dziwnego. Pamiętaj, że bez względu na to, czy jesteś w związku czy nie, po rozstaniu musisz przede wszystkim odbudować siebie.

Nie przedkładaj nad to nowej relacji, to zawsze kończy się źle. Najpierw ulecz serce, potem pozwól mu fruwać. Inaczej upadnie z bardzo wysoka i znów się poobija.

Jeszcze będziesz kochać, jeszcze będziesz kochana, obiecuję… Nie wywieraj na sobie żadnej presji.


Na podstawie: *”Rozwody i rozstania. Sprawdzony program odbudowy życia”, Bruce Fisher, Robert Alberti,


Pyszne przepisy z dyni. Wypróbuj koniecznie karpatkę albo tartę

Redakcja
Redakcja
22 września 2018
Fot. iStock/yulkapopkova
 

Dynia to jedno z najbardziej wszechstronnych warzyw. Z jej miąższu można stworzyć pożywną zupę, pyszne racuchy i placki, a także słodki sernik. Dodatkowo, bogata jest w witaminy A, B1, B2, C, PP, jak również magnez, fosfor, żelazo, wapń. Co ciekawe 100 g produktu zawiera jedynie 28 kcal. Jest więc smaczna, zdrowa i dietetyczna, dlatego warto mianować ją królową naszej jesiennej kuchni.

Dynia, sprowadzona została do Europy dopiero w XV wieku, jednak bardzo szybko zyskała liczne grono miłośników. Zajadali się nią zarówno chłopi, jak i przedstawiciele wyższych klas. Jej szerokie zastosowanie cenione jest po dziś dzień. Jej miąższ i pestki wykorzystuje się m.in. do produkcji mąki oraz oleju. To zdrowotne warzywo można jeść na wiele sposobów – także na słodko.

Dyniowe muffinki z figami

Mat. prasowe

Składniki:

  • 250 g mąki pszennej

  • 50g mąki orkiszowej

  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia Delecta

  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej Delecta

  • 170 g cukru

  • szczypta soli

  • skórka otarta z cytryny

  • 2 duże jajka

  • 300 g dyni piżmowej

  • 50 ml mleka

  • 150 g oleju kokosowego

  • 120 g pokrojonych orzechów laskowych Bakalland

  • 120 g pokrojonych rodzynek Bakalland

  • 120 g pokrojonych fig Bakalland

  • 1 opakowanie pestek dyni Bakalland

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180⁰C (bez termoobiegu). Dynię kroimy w plastry i pieczemy około 30 minut na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Następnie, studzimy, okrajamy skórki i miksujemy blenderem. Mąkę przesiewamy z sodą i proszkiem do pieczenia. Dodajemy cukier, sól, skórkę z cytryny i bakalie. W drugiej misce za pomocą rózgi mieszamy jajka, mleko, stopiony olej kokosowy i puree z dyni. Mokre składniki przelewamy do suchych, mieszamy łyżką do momentu, gdy nie będzie widać suchej mąki. Przygotowujemy formę do muffinek wykładając papilotkami do których wylewamy ciasto, a wierzch posypujemy pestkami dyni. Całość wstawiamy do piekarnika na około 20 minut, pieczemy do suchego patyczka. Aromatyczne babeczki gotowe!

Złotko na słodko – karpatka dyniowa

Mat. prasowe

Składniki:

Ciasto:

  • 1 opakowanie ciasta karpatka Delecta

  • 250 ml wody

  • 125 g margaryny

  • 4–5 jaj (w zależności od wielkości)

  • 3 łyżki kakao

Nadzienie:

  • 500 ml wody

  • 450 g mrożonej lub świeżej dyni

  • 1 opakowanie cukru cynamonowego Delecta

  • szczypta soli

  • 200 g masła lub margaryny

  • 1 opakowanie galaretki smak pomarańczowy Delecta

  • 1 opakowanie cukru wanilinowego Delecta

Dekoracja:

  • ½ szklanki cukru

  • płaska łyżka masła

  • 1 opakowanie pestek dyni Bakalland

Pomysł na jesienny deser w niecodziennym wydaniu? Dyniowa karpatka!

Przygotowania zaczynamy od rozgrzania piekarnika do temperatury 220oC (bez termoobiegu). Dwie tortownice o średnicy około 24 cm wykładamy papierem do pieczenia. Wodę gotujemy z margaryną, dodajemy zawartość torebki z ciastem i kakao, rozcierając masę. Do chłodnej masy wbijamy jaja i miksujemy na najwyższych obrotach 5 minut. Ciasto przekładamy do blaszek, rozsmarowując na papierze. Pieczemy około 25 minut do uzyskania złocistego koloru. Dynię myjemy i wydrążamy środek z pestkami, a następnie obieramy i kroimy w kostkę. Kostkę dyni wsypujemy do garnka i podgrzewamy na małym ogniu z odrobiną wody. Następnie dodajemy cukier cynamonowy, szczyptę soli i przykrywamy pokrywką, dusząc na średnim ogniu. Gdy kawałki dyni się rozpadną, miksujemy masę za pomocą blendera na gładki krem. Jeśli purée zawiera nadmiar wody – odparowujemy na palniku, mieszając bez przykrycia przez kilka minut. Zawartość torebki z kremem mieszamy w 200 ml wody, a pozostałą wodę zagotowujemy. Do gotującej się wody wlewamy rozprowadzony proszek. Całość chwilę gotujemy, energicznie rozcierając ewentualne grudki, a następnie odstawiamy do wystudzenia. Do ciepłego, lekko wystudzonego purée dyniowego wsypujemy galaretkę i dokładnie mieszamy. Obie masy miksujemy razem, dodając na koniec porcjami miękki tłuszcz. Cukier wysypujemy na patelnię z grubym dnem, pozostawiamy do czasu całkowitego roztopienia. Gdy zacznie brązowieć dodajemy masło, energicznie mieszając. Pestki dyni rozkładamy na papierze do pieczenia i zalewamy karmelem. Gdy przestygnie – łamiemy na kawałki. Na dolną warstwę wystudzonego ciasta wykładamy przygotowany krem, przykrywam górną warstwą ciasta. Wierzch karpatki posypujemy kawałkami dyni w karmelu. Pycha!

Tarta z dynią

Mat. prasowe

Składniki:

Ciasto:

  • 1 opakowanie ciasta kruchego Delecta

  • 1 jajko

  • 100 g zimnej margaryny

  • 1‒2 łyżki mąki pszennej do podsypania

Nadzienie:

  • 700 g dyni

  • 200 ml śmietany 30%

  • 3 żółtka

  • 2 łyżki cukru

  • 1 łyżka cynamonu

  • 0,5 łyżeczki soli

  • 1 kopiasta łyżka brązowego cukru

  • garść krojonych migdałów Bakalland

Dynia świetnie sprawdza się w tartach na ciepło, a dodając do niej odrobinę cynamonu i brązowego cukru rozgrzeje nawet najchłodniejsze spojrzenie!

Na początku nagrzewamy piekarnik do temperatury 190°C (bez termoobiegu). Formę na tartę o średnicy około 24 cm smarujemy tłuszczem lub wykładamy papierem do pieczenia. Mieszankę do wypieku ciasta kruchego szybko wyrabiamy z jajem i margaryną. Formę wyklejamy ciastem i lekko nakłuwamy widelcem. Wkładamy do piekarnika i pieczemy przez 15 minut. Ciasto wyjmujemy z piekarnika i pozostawiamy do lekkiego ostudzenia. Umytą, obraną i pozbawioną pestek dynię kroimy w dużą kostkę. Migdały siekamy nożem na drobne kawałki. W wysokiej misce mieszamy śmietanę, żółtka, cukier i migdały. Masę wylewamy na podpieczony spód tarty. Na krem wykładamy kawałki dyni. Całość posypujemy brązowym cukrem z solą. Tartę zapiekamy w piekarniku przez 30 minut. Proste, prawda? 😊

Ciasto dyniowo-karmelowe

Mat. prasowe

Składniki:

Ciasto:

  • 1 opakowanie kruchego ciasta Delecta
  • 1 jajo
  • 100 g masła

Nadzienie:

  • 800 g obranej i pokrojonej dyni
  • 125 g serka mascarpone
  • 2 jaja
  • 120 g cukru trzcinowego muscavado
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

Dekoracja:

  • 1 puszka masy krówkowej Bakalland
  • 1 opakowanie migdałów blanszowanych Bakalland

Ciasto dyniowe w duecie z polewą karmelową i migdałami. Czy można lepiej zacząć popołudnie? Przygotowujemy formę do tarty wysmarowaną masłem i wysypaną mąką oraz blachę z wyposażenia piekarnika wyłożoną papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzewamy do temperatury 180 °C (bez termoobiegu). Mieszankę do ciasta miksujemy z jajem i masłem, a następnie zagniatamy do połączenia się składników. Ciasto odkładamy do lodówki na 30 minut. Dynię przekrojoną na ćwiartki pieczemy na blasze, do miękkości (około 30-40 minut). Schłodzone ciasto rozwałkowujemy, wykładamy nim formę, nakłuwamy widelcem i wstawiamy do piekarnika na 15 minut. Upieczoną dynię miksujemy blenderem, a następnie dodajemy do niej serek, jajka, cukier, mąkę ziemniaczaną i jeszcze raz blendujemy. Masę dyniową wylewamy na podpieczony kruchy spód i pieczemy kolejne 50 minut. Odstawiamy do wystudzenia. Kajmak podgrzewamy w rondlu cały czas mieszając. Wystudzone ciasto polewamy kajmakiem i dekorujemy posiekanymi migdałami – pysznie!

Więcej słodkich inspiracji można znaleźć na www.delektujemy.pl


Małgorzata Kalicińska: W dojrzałym związku trzeba umieć powiedzieć: „Wybaczam, ale ja też nie jestem bez winy”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
21 września 2018
Małgorzata Kalicińska/mat. prasowe

Dojrzała miłość to taka, w której potrafimy powiedzieć sobie: „Odpuść” i naprawdę to zrobić. Czy taka miłość może być piękna, wznosząca, inspirująca? Czy nie zamyka się w schemacie i nudzie? Małgorzata Kalicińska przekonuje nas, że na miłość jest czas w każdym wieku. Ona sama takiej doświadcza, podobnie jak bohaterka jej książek – Marianna, z którą spotykamy się w najnowszej powieści autorki: „Miłość na walizkach”.

Ewa Raczyńska: Ile jest Małgosi Kalicińskiej w Mariannie, bohaterce ostatnich Pani książek?

Małgorzata Kalicińska: Cóż, odpowiem dyplomatycznie: skądś wiedzę o ludziach dojrzałych trzeba czerpać, a wiadomo, że najlepiej z własnych i bliskich doświadczeń. Bardzo chciałam napisać romansidło, tymczasem ktoś z miłych znajomych powiedział, że stałam się ambasadorką osób bardzo dojrzałych. Nie wiem, dlaczego wszyscy unikamy słowa „starych”, mój kolega nie pozwala mi mówić o sobie, że jestem stara, więc dobrze, jeszcze nie jestem, ale kroczę tą drogą. Gdzieś ten napis „meta” majaczy się w oddali, choć, jak powiedziała przepięknie Zofia Kucówna: „Starość jest wyborem”, więc ja chyba jeszcze nie wybrałam. Nie chciałam też, żeby Marianna za wcześnie wybierała, choć czuje się bardzo dojrzała.

Nie musimy udawać, że jesteśmy młodsi niż w rzeczywistości?

Jest jeden z takich kanałów telewizyjnych, który na siłę zajmuje się odmładzaniem kobiet i robieniem wszystkiego, żebyśmy koniecznie wyglądały na o wiele młodsze. Ja nie mam nic przeciwko zabiegom medycyny estetycznej, ale każda z nas powinna pamiętać, że jest gdzieś gruba czerwona linia, którą trudno przeoczyć. Należy uważać, bo za tą linią zaczynamy być kobietami, o których się mówi „dzidzia-piernik”. Ja się tego boję jak ognia i w zasadzie nie chciałabym zostać „dzidzią-piernik”. Natomiast bardzo mi się kiedyś spodobał tekst, który fruwał po internecie, a mówił o tym, że małe dziewczynki robią to, co im mama każe. Starsze, to, co podpowiadają im rówieśnicy, później liczy się dla nas opinia publiczna, to, co powie mąż. Aż w końcu przychodzi taki moment, kiedy ja jestem JA, kiedy robię to, co JA uważam za słuszne, fajne i nie liczę się z tym „co ludzie powiedzą”. Do tego trzeba dorosnąć, trzeba uzyskać własną suwerenność, im wcześniej do niej dotrzemy, tym lepiej.

Jaka jest dojrzała miłość?

To zależy, jak sami ją sobie urządzimy. Czasami bywa zimna jak na Spitsbergenie – niby się kochają, ale ta miłość opiera się na przytykach, awanturkach, kąśliwościach. Znam taki związek i patrząc na nich myślę sobie: „O mój Boże, jacy wy biedni jesteście”. A na przeciwległym brzegu możemy dostrzec taką jesienną miłość, która jest dobra i spokojna. Szczególnie, kiedy zaczynamy sobie zdawać sprawę, że tak naprawdę nie wiemy, ile nam razem jeszcze czasu zostało. Wobec tej świadomości i widocznego gdzieś daleko na horyzoncie napisu „meta”, chcemy ten czas wspólnej wędrówki uczynić fajnym, żeby było nam ze sobą ciepło, czule, bez tych wszystkich złośliwości, bez tych: „bo ty zawsze”, „bo ty nigdy”.

Kasia Miller mówi, że dwoje ludzi jest po to, żeby zawsze ktoś był winny tego, że nam źle w życiu.

Zgadza się, to u niektórych par jest udręczające. Jednak myślę, że po to są fajne i mądre książki, między innymi te Kasi Miller, żeby sobie w pewnym momencie uświadomić: „Rany boskie, co ja wyprawiam”.

Ja, co prawda, nie należę do osób cichych i potulnych, bo bywa, że zaciekle walczę o własne zdanie, ale coraz częściej spoglądam na wyimaginowaną makatkę, na której jest napisane: „Odpuść”. I wydaje mi się, że to jest najważniejsza rzecz u dorosłych par: szacunek, czułość i umiejętność odpuszczania. Mój wujek mówił: „Lepiej mieć spokój niż rację” i ja się dzisiaj pod jego słowami dwoma rękami podpisuję. Zdarza się, że mam ochotę wejść w jakiś dłuższy dyskurs, że chcę bronić swojego zdania, a jednak myślę sobie: „Przestań, odpuść”. Widzę, że mój mąż też ćwiczy ten temat. Świetnie o tym napisała Kasia Nosowska w swoich mini felietonach.

Jeżeli miałabym być takim rodzajem edukatorki (choć tu sobie oczywiście schlebiam), chciałabym pokazać w swojej książce – być może ciut wysłodzonej, jak naprawdę może być w dojrzałym związku, bo mało mamy takich wzorców, w których jest dobrze. Niech one pojawiają się w filmach i właśnie w książkach. ,

Dojrzały związek nie musi być nudny?

Oczywiście, że nie. Mój mąż jest moim przyjacielem, powiernikiem, oparciem, życiowym partnerem, mieszkamy daleko od Warszawy, jesteśmy na siebie skazani, ale jest nam z tym bardzo dobrze. Bardzo lubimy razem poznawać świat. Nauczyliśmy się tego w Korei Południowej i od dziesięciu lat nie wyobrażamy sobie żeby było inaczej. Oczywiście, że jest fantastycznie, gdy pojawiają krewni i znajomi królika, kiedy możemy spędzić czas z innymi ludźmi. Uważam, że każdy z nas ma prawo do własnych światów i zainteresowań, nawet do swoich tajemnic, bo dlaczego by ich nie mieć? Przypominają mi się słowa Krystyny Jandy. Ktoś kiedyś ją spytał, czy w związku należy zachowywać absolutną szczerość i absolutnie o wszystkim sobie mówić. Chodziło oczywiście głównie o romanse, bo przecież o prześwietleniu piersi czy jąder powinniśmy sobie mówić.

Krystyna Janda odpowiedziała anegdotę, którą kiedyś usłyszała od swojej babci: „Krysiu, nie przesadzajmy z tą szczerością, bo ona czasami może zabić. Jak cię mąż zaskoczy w łóżku z kochankiem, to zaprzyj się, że nie znasz tego pana”. To dowcip, ale wrócę do tezy – miejmy swoje światy, swoje sekrety, nie uwieszajmy się jedynie na naszych partnerach, pamiętając jednak, żeby nigdy nie skrzywdzić drugiego człowieka.

To zaleta dojrzałych związków? Więcej wiemy, więcej doświadczenia mamy i wiemy czego chcemy?

Zgadza się. W każdym takim związku pierwsze skrzypce gra zaufanie i szacunek – to są dwa stare zapomniane słowa i sposoby realizacji związku, które dają hiper mocną podstawę.

Oczywiście, można się bardzo kochać, unosić się erotycznie pod same niebiosa, ale jeśli nie ma zaufania i szacunku, to prędzej czy później to wszystko się przewróci i może rozsypać.

Między innymi też dlatego, w najnowszej części Marianny, zamieściłam prawdziwe historie osób, które się ze sobą rozstały, a później do siebie wróciły. Wydaje mi się to ciekawym zjawiskiem, bo jak wiemy rozstań i rozwodów jest całe mnóstwo, ale rzadko mówi się o tych, którzy po pewnym czasie do siebie wracają. Marianna zbiera materiały o rozstaniach i powrotach do swojej książki historie, na które trafia nie są wyssane z palca, one naprawdę się wydarzyły. Kapelusze z głów, proszę państwa, dla tych par, które potrafiły się zejść, wybaczyć i wieźć fajne, nowe, wspólne życie.

To duża umiejętność spojrzeć na siebie i w siebie z zupełnie innej perspektywy…

Tak. Umieć powiedzieć: „Wybaczam, ale ja też nie jestem bez winy”, bo jednak ona zazwyczaj leży po obu stronach. Warto się zastanowić nad sobą, pomyśleć – choćby w przypadku zdrady, dlaczego on czy ona poszli na inne podwórko, czego tutaj, między nami zabrakło?

Marianna jest bohaterką, która daje nadzieję…

Za to mnie lubią czytelniczki. Mam monetę zwrotną, bo w mailach, które kobiety piszą do mnie, nierzadko czytam: „Pani Małgorzato, zaczytałam się, zrozumiałam, zmieniłam trochę w swoim życiu i teraz jest lepiej”. To znaczy, że wpłynęłam pozytywnie na czyjeś życie, to jest nieprawdopodobna odpowiedzialność, dlatego staram się głupio nie pisać. Takie słowa czytelniczki to wielka nagroda.

Pokazuje Pani zupełnie zwyczajne życie, być może to daje odwagę kobietom, by jeszcze ruszyć w to życie, bo coś na nie czeka?

Tomasz Jastrun napisał kiedyś felieton o kobietach pełnych nadziei, które się logują na portalach randkowych, ponieważ cały czas są spragnione miłości, mają nadzieję, że jeszcze z kimś ułożą sobie życie. I najpierw piszą o tym swoim ideale elaboraty, w rzeczywistości okazuje się, że nie ma faceta, który pomieściłby wszystkie ich oczekiwania, pasowałby do ideału. Po jakimś czasie zaczynają wykreślać z tej listy to i owo, aż pewnego dnia zostaje tylko jedna prośba do losu: „żeby był”. Myślę, że podobnie jest ze starszymi panami. Pragniemy ideału sami ideałami nie będąc. Gdy to zrozumiemy łatwiej będzie otworzyć się na kogoś kto jest po prostu fascynująco inny.

Sama Pani mówi, że nie jest łatwo napisać powieść o zwykłym życiu.

Dokładnie tak jest. Z „żyli długo i szczęśliwie” nie zrobi się powieści, a jeśli ktoś to zrobił, należy mu się korona laurowa i uścisk dłoni prezesa. Wszędzie muszą pojawić się jakieś zakręty losu, byleby nie przesadzić, jak scenarzyści paradokumentów, którzy tak wikłają życie bohaterów, że aż się w głowie kręci. Z pedagogicznego punktu widzenia, to jest straszne, bo te programy wpływają na część naszego społeczeństwa, któremu się wydaje, że widzi w telewizji jakieś wzorce. I później dzieci odzywają się do rodziców w sposób chamski, podobnie rozmawia się w małżeństwie. Za moich czasów kręciło się uroczego 40-latka… Bez chamskich odzywek i wulgaryzmów.

Wracając jednak do Marianny miałam jeszcze jedną misję – chciałam pokazać moim czytelniczkom, jak piękny jest świat. Chciałam wzbudzić w nich ciekawość. Teraz mamy dwie możliwości poznawania tego świata – albo odłożyć do skarbonki i samemu pojechać, albo zamiast tych durnych paradokumentów, obejrzeć takie programy, które chociaż wirtualnie pozwolą nam pograsować po tym świecie. Teraz naprawdę można podróżować za nieduże pieniądze.

Można marzyć i marzenia realizować.

Oczywiście. I nie wpadajmy w przesadę z tym „nie stać mnie”. Teraz wraz z kroczącym feminizmem strzelamy focha i mówimy, że „facet nie będzie nas utrzymywał”! Pewnie, że nie, ale jak się podzieli? Książkowy Antoni, który jest bardziej majętny, mówi Mariannie „Przestań, nie zamieniajmy naszej wspólnej relacji w księgowość. Ja mam pieniądze i bardzo chętnie ci je rzucę do stóp. Będę z tobą podróżował, bo dla mnie to frajda, bo dzięki temu zobaczymy razem zachód słońca, a nic tak nie smakuje, jak wspólne zachwycanie się światem”. Można samemu, ale samemu jest smutniej, podróżujmy z kimś kochanym – mężem, przyjaciółką. Świat uczy i zachwyca. Ja to wiem!

 Najnowsza powieść Małgorzaty Kalicińskiej ukazała się nakładem Wydawnictwa Burda Książki.


Zobacz także

Nowe, niebezpieczne wyzwanie Tide Pod Challenge! Zobacz, w co może się „bawić” twoje dziecko

Czy współczesna rodzina jest w kryzysie?

Czy współczesna rodzina jest w kryzysie?

Życie po trzydziestce jest o niebo lepsze, obiecuję!

Życie po trzydziestce jest o niebo lepsze, obiecuję!