„Jesteś dobrą przyjaciółką, bo można przy tobie błyszczeć”. Czy rywalizacja wyklucza przyjaźń?

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 grudnia 2015
Fot. iStock / Eva Katalin Kondoros
Fot. iStock / Eva Katalin Kondoros
 

Dużo piszecie o wsparciu kobiet, bliskości, sile jaką może dać druga kobieta. Zastanawiam się: czy ja żyję w innym świecie. Albo inaczej: czy mój świat się zmienił?

Ostatnio zapytałam kogoś na czym polega przyjaźń między kobietami, jak ją rozpoznać. Usłyszałam, że to poczucie bezpieczeństwa, wymiana, dobra energia, którą czuje się po spotkaniu z przyjaciółką.

Ja mam poczucie, że najbliższa mi do niedawna kobieta nie jest moją pokrewną duszą, ale rywalką. Że chce się poczuć lepiej moim kosztem, nawet jeśli robi to nieświadomie.

Przykład z dzisiaj. Cztery nieodebrane połączenia w ciągu kilku minut. Cała Magda. Potrafi milczeć tygodniami, nie odpowiadać na wiadomości. Ale jeśli sama chce kontaktu– nie odpuści. „Nie ma większej egocentryczki” powtarza mój mąż. „Nie lubicie się, jesteście inni. Czy to powód, żeby ją oceniać?” – broniłam jej długo. Ale przestałam.

Punkt zwrotny, dwa lata temu, wakacje w Czarnogórze. Magda przyjeżdża z nowym narzeczonym, ja z mężem, jest też kilkoro naszych znajomych. Słońce, plaża, wino. Ale nie odpoczywam. Moja przyjaciółka zajmuje sobą całą przestrzeń. Głośno mówi, śmieje się, nawet kocha się tak, że wszyscy słyszymy. Kolorowe sukienki, i codzienne: „Ja robię kolację, tym razem serwuje bakłażany w sosie musztardowym i sernik mojej babci. Oszalejecie”.

Czy ona zawsze musi być w centrum zainteresowania?” złości się mój mąż. To dla mnie duży problem – ich wzajemna niechęć. On się na nią złości, ona nim pogardza. A ja po środku, „Związek ma kipieć od emocji. Seks, namiętność, pasja. Nie godzę się na półśrodki” słyszę od Magdy. „Zależy co jest dla kogo ważne, ja stawiam na stabilizację” odpowiadam szczerze. Parska śmiechem. „Akurat. Jeszcze zobaczysz”. Wtedy, w Czarnogórze, są moje urodziny: „Życzę ci, żebyś znalazła wielką miłość”. Patrzę oszołomiona. „No co?” – tłumaczy się. „Ten wyjazd tylko mnie upewnił, że to z Adamem to nie pasja. Nie pasujecie do siebie. Mówię ci to, bo jestem prawdziwą przyjaciółką”. Zatyka mnie.

Po wyjeździe nie odzywam się do niej kilka miesięcy. Do szafki wsadzam wspólne zdjęcie. Kiedyś byłyśmy, jak siostry. Emocjonalne, trochę szalone. Nagły wyjazd do Krakowa, bo chciałyśmy zaszaleć na Kazimierzu. Powrót o świcie, żeby zdążyć na zajęcia na ósmą. Wciąż nowi ludzi. I słynne kolacje w naszym wynajmowanym mieszkaniu. Znajomi wspominają je do dziś. Nie czułam się od niej gorsza, choć czasem słyszałam: „Ona tobą rządzi”, „Zachowujesz się przy niej, jak szara myszka”, „Nie ufaj jej, nawet nie wiesz, co o tobie opowiada”. Nie wierzę w to, choć często czuję, że na imprezie musi poderwać każdego faceta i jeśli ja komuś się podobam to wydaje się zdziwiona. I chce natychmiast zwrócić tego kogoś uwagę na siebie.

Po Czarnogórze przypominam sobie te dawne opinie. I pierwszy raz się z nimi zgadzam. Było idealnie, bo żyłam tak, jak chciała. Gdy byłam w nią wpatrzona. Gdy przestałam – zaczęła mnie niszczyć.

Pierwsza rysa na naszej przyjaźni to właśnie mój mąż. Człowiek żyjący pasją, historyk. Na pierwszej randce dyskutował ze mną o powstaniu styczniowym. I oparł się Magdzie, choć czarowała go, jak każdego faceta, powtarzając jednocześnie: „Dbaj o Gosię, jest taka dobra, delikatna”. „Fajną mam przyjaciółkę, dopytywałam potem. „Trochę pusta” uśmiechnął się. „Bzdury” wykrzyknęłam. Magda miała wiedzę, świetnie się uczyła, zazdrościłam jej ambicji. Potem zrozumiałam: Adam ją rozgryzł. I wiedza nie ma nic do tego. Jej świat kręcił się wokół pieniędzy, które chciała mieć, kolejnych chłopaków, którzy zaspokajali jej potrzeby. Gdy tracili pracę, mieli problemy – bez skrupułów odchodziła. I ciągle powtarzała: „ja to, ja tamto”.

Gdy zobaczyła, że nie oczarowała Adama – zaczęła go nie lubić. „Jest chyba nudny, co?, „A jak wasz seks?”. Nie potrafiłam się zbuntować. Wciąż tłumaczyłam: nie jest nudny, seks mamy super, kocham go. Potem wspólnym koleżankom zaczęła opowiadać, że jestem z nim tylko dla poczucia bezpieczeństwa. „Po co to mówisz?!” krzyczałam. „Słuchaj koleżanek! Przytakują ci, a wiesz co naprawdę myślą? Że wcale nie jest przystojny! Że beznadziejnie się ubiera i ma krzywe zęby”. Przez nią dostawałam paranoi. Unikałam spotkań, odsunęłam się od starych znajomych. I wciąż chciałam jej udowodnić, że Adam jest fajny, że jesteśmy szczęśliwi.

Druga rysa na naszej przyjaźni. Moje urodziny, dostałam propozycje awansu. Ale pod wieczór dzwoni zapłakana Magda. „Boję się, że mnie zwolnią”. Od dawna mówiła o problemach w firmie. „Muszę do niej pojechać” tłumaczę Adamowi. Kiwa głową, ale jest zły. Już któryś raz zostawiam go, bo Magda potrzebuje. Jadę na drugi koniec miasta. Siedzę do nocy. Rozmawiamy tylko o niej– nawet nie pamięta, że mam urodziny. „Awansowałam”– mówię już wychodząc. Mruży oczy. „Hmmm….nie wiem czy nadajesz się do zarządzania. Bycie szefem to sztuka. Ale oczywiście życzę powodzenia” w sekundę podcina mi skrzydła. W samochodzie lecą mi łzy. Przecież zawsze powtarzała: „Jesteś mądra, ale musisz bardziej przeć do przodu”.

Życzy Ci dobrze, dopóki nie masz szans tego osiągnąć” twierdzi Adam. Znów się na nią żalę, potem czuje się wstrętną i nielojalną przyjaciółką. Nie ma już między nami szczerości. Jest napięcie, rywalizacja. Taki obrazek. Siedzimy w kawiarni. „Lecimy do Grecji. Cieszę się na rodzinny wyjazd” mówię, bo wiem, że ją to zaboli – jest teraz sama. „Umówiłam się z bardzo przystojnym instruktorem snowboardu” wypala ona. Wie, że uwielbiam jeździć na desce i mam żal do Adama, że nie chce się nauczyć – kiedyś nieopacznie się z tego zwierzyłam.

Czy tak wyglądają spotkania z przyjaciółką? Z każdego wracam zmęczona. Czuję się gorsza. „Powinnaś schudnąć, zaniedbałaś się przy Adamie” rzuca. Zaraz dodaje: „Przecież się o ciebie troszczę”. „Rany, kiedy zrobicie remont?” wpada do naszego mieszkania i od razu komentuje. We wszystkim jest troska. Ona chce dla mnie dobrze. Ale ja tego nie czuję. Kiedyś wprost powiedziała: „Fajnie być twoją przyjaciółką, bo łatwo przy tobie błyszczeć”.

Kilka razy próbowałam z nią porozmawiać: „Nie zachowuj się, jak dziecko. Jesteśmy dorosłe” bagatelizuje moje obawy. Po to, by dzień później dzwonić i – jak nastolatka opowiadać o swoich podbojach miłosnych. Jestem zmęczona, zmęczona, zmęczona. Co dalej?

W telefonie siedem nieodebranych połączeń. I SMS. „Możesz się odezwać?! Potrzebuję cię”. Ostatnim razem gdy tak napisała, znów wszystko rzuciłam. Tylko, że potem wypomniała: „Nie uważasz, że to dziwne, że zawsze wybierasz mnie, a nie rodzinę? Czy to nie dowód, że czegoś ci brakuje?”.

Łączy nas przeszłość, sentyment, to, że ja wciąż czuję, że ona jest dla mnie ważna. Jednocześnie mam dość bycia publicznością jednego aktora. Jestem tym zmęczona, mam wrażenia, że nie wynika to z kompleksu niższości (wbrew temu co sugeruje Magda, nie czuje się od niej brzydsza czy mniej atrakcyjna)tylko z tego, że ona stawia się wyżej ode mnie.

Czasem postanawiam: „Koniec kontaktów. Wolę mniej kolorowe znajomości, za to pewne i stabilne”. Potem ona znowu dzwoni i ulegam. Wtedy się gubię: może mi się wydaje, może to moje paranoje?

Kompletnie nie wiem co robić. Czuję się bezradna i jest mi przykro, że nie czuje się bezpiecznie z własną (kiedyś?) przyjaciółką.

G.


Jak zostać początkującym narciarzem

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 grudnia 2015
Fot. Pixabay/Hans / CCO
Fot. Pixabay/Hans / CCO
 

– Jak nauczyłeś się jeździć na nartach – pytam znajomego. – E tam, oglądałem slalom gigant na Eurosporcie – odpowiedział.

Ja wiem, że pisanie o nartach w tę pogodę może wywołać pewne zdumienie. A u wytrawnych narciarzy nawet irytację, ale wszyscy liczymy, że śnieg w końcu spadnie i ci, którzy lubią, oddadzą się narciarskim szaleństwom. A ci którzy nie potrafią, a jednak korci ich trochę, żeby spróbować – do dzieła. Nie oglądajcie się na swoje czy obce dzieci, które śmigają po stoku, jakby urodziły się z przypiętymi do nóg nartami.

Akurat spędzam czas ze znajomymi, którzy są świetnym przykładem na to, że narty można założyć w każdym wieku, bez względu na to, czy się wcześniej jeździło, czy tak jak oni – nigdy.

Grunt to obyć się z tym sportem

Pytam więc, co by doradzili tym wahającym się i stroniącym od nart. I najważniejsze to chcieć. Reszta przyjdzie sama. – Co prawda oglądałem slalom gigant, ale też jest mnóstwo filmików instruktażowych w internecie. To taka niby teoria na sucho, ale naprawdę dużo daje. Masz takie poczucie, że chociaż trochę wiesz, o co w tym chodzi.

Można? Można – jak widać. Co prawda można też wybuchnąć pustym śmiechem na taką radę, ale uwierzcie, że ten, kto ją weźmie sobie do serca zakładając narty po raz pierwszy w życiu, będzie miał o milion obaw mniej. Wiem, co mówię – widziałam jak ów znajomy pierwszy raz w życiu zjeżdżał ze stoku.

Sport drogi, więc nieosiągalny

I tu bym się kłóciła z tą teorią. Sama tak myślałam – narty, buty, gogle, kask. Kogo na to stać. Przede wszystkim czy stać przeciętną polską czteroosobową rodzinę? Kiedy to cała czwórka chce jeździć i narty nie są widzimisię tylko jednej osoby? Dopóki nie sprawdzisz – nie wypowiadaj się. Wypożyczalni sprzętu narciarskiego pod każdym stokiem jest całe mnóstwo.

Gdyby dobrze się rozejrzeć, to można naprawdę za 20 złotych wypożyczyć cały sprzęt dla jednej osoby. A jak jeszcze dobrze i miło porozmawiacie, to można liczyć na jakiś rabat. I ja szczerze polecam na początek pojeździć na wypożyczonym sprzęcie, sprawdzić, czy w ogóle się to nam spodoba. A za rok wrócić ze swoimi nartami.

Lekcja z instruktorem

Znajomy od Eurosportu nigdy nie uczył się jeździć z instruktorem. Za to ja i owszem. Że drogo, że się nie opłaca? To znowu – sprawdźcie najpierw. My w kilka dorosłych osób wzięliśmy sobie lekcję. Pojęcie lekkie o jeżdżeniu mieliśmy, ale chcieliśmy dostać kilka fachowych porad. Jeśli zorganizujesz sobie grupę z instruktorem – koszty dzielisz między wszystkich. Tym sposobem nie płacisz – przypuśćmy stu złotych, tylko 50. Dość znacząca różnica.

I co z tego, że w szkółce jeżdżą same maluchy? I co, że czasami nawet lepiej od ciebie? Nigdy nie zapomnę, jak my w pięć osób, w odblaskowych kamizelkach wjeżdżaliśmy na taśmie z nartami, by zjechać te kilkanaście metrów z instruktorem. Przy czym rozmiar buta narciarskiego jednego z nas równał się z długością nart tych najmniejszych. Cóż, znajomy, który jeździł obok na desce, jak nas na tej taśmie zobaczył – udawał, że nie zna :) Też mi coś :) My mieliśmy niezapomniane wrażenia.

Orczyk, pokraka i takie tam

Pamiętaj – każdy z tych śmigających po stoku – no może z wyjątkiem dzieci, wyglądał na początku jak pokraka. Każdy uczył się jeździć i miał problem z odpięciem nart. A orczyk jawił im się jak najgorsze zło. Nie ty pierwsza i uwierz – nie ostatnia, zatrzymasz orczyk, za tobą ustawi się wydłużająca kolejka do wjazdu, kiedy ty będziesz usiłować poddać się sile krążka włożonego między nogi i podtrzymującego cię za pupę. Ale przecież ty też musisz się nauczyć, jak inni kiedyś. Potraktuj to jak zabawę, jak możliwość pośmiania się z samej siebie, nabrania dystansu. Genialne doświadczenie.

A kiedy już stwierdzisz, że kurcze było fajnie. Kiedy będziesz dumna, że do połowy stoku udało ci się wjechać orczykiem, a zsiadając z kanapy (tak, tak – skorzystasz z kanapy na dłuższym wyciągu) tylko raz się wywaliłaś, to przyjdzie taka refleksja – że za rok może jeszcze raz?

I wtedy zacznij się rozglądać za sprzętem. Nie, nie w sklepie sportowym, gdzie nawet cena przecenionych butów narciarskich potrafi przyprawić o zawrót głowy – pamiętam, jest was czwórka, ale na portalach, gdzie jest wiele ogłoszeń sprzedaży sprzętu używanego. Uwierzcie, że za naprawdę nieduże pieniądze (dobre buty z nartami za 250 złotych można spokojnie dostać) kupimy w ciągu roku narciarski sprzęt.

Największa frajda jest w tym, że próbujemy czegoś nowego, że podejmujemy wyzwanie i że samym sobie udowadniamy, że potrafimy się jeszcze czegoś nauczyć. Znajomi, którzy najpierw kupili cały sprzęt na narty, pooglądali slalom gigant w telewizji i nigdy wcześniej na nartach nie jeździli, złapali bakcyla. Że tyłek trochę boli od upadków, że wydaje ci się, że nie masz siły wstać po raz kolejny? Nart są naprawdę świetną przygodą, trzeba tylko spróbować.


„Nie rozumiem dlaczego nas, facetów obwinia się za to, że odchodzimy. Przestałem kochać, mam żyć w kłamstwie?”

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
28 grudnia 2015
Fot. Unsplash /
Fot. Unsplash / / CC0 Public Domain

Wojtek odezwał się do mnie kilka miesięcy temu, po tym jak napisałam artykuł o mężczyźnie w jego wieku (około 35 lat), w podobnej sytuacji życiowej. Obaj porzucili żony dla innej kobiety, obaj mieli dzieci w wieku przedszkolno-szkolnym. „To ja odszedłem, ale była żona też się do tego przyczyniła” mówił Paweł, bohater artykułu.

Wojtek napisał: „U mnie to samo. Nie rozumiem dlaczego nas facetów obwinia się za to, że odchodzimy. Przestałem kochać, mam żyć w kłamstwie? Potem mówi się, że faceci romansują i nie potrafią podejmować decyzji.  Ja ją podjąłem. To było dla mnie trudne, ale zrobiłem to z szacunku do siebie, żony i kobiety, w której się zakochałem. Nie nienawidzę mojej żony, mam wrażenie, że to ona nienawidzi mnie. Długo próbowałem ją rozumieć, ale z czasem zrozumiałem, że nie ma eleganckich rozstań. Jesteśmy już po dwóch stronach barykady. Ona będzie miała do mnie zawsze żal, że ją zostawiłem, ja zawsze będę uważał, że zdecydowałem się na mniejsze zło. Nie szukam dla siebie usprawiedliwienia, ale chciałbym, żeby kobiety, mężczyźni też, wiedzieli, że czasem miłość się kończy. Że nie warto być ze sobą z przyzwyczajenia, dla dzieci, bo to jest niszczące dla obu stron”.

Katarzyna Troszczyńska: Parę miesięcy temu napisałeś, że mimo problemów jesteś pewien swojej decyzji o odejściu. Wciąż tak jest?

Wojtek: Tak. Choć wiem jaką ponoszę za to cenę. Ja, ale też moja eks żona, dzieci. To nie jest tak, że facet skreśla porzuconą kobietę, że ona nic dla niego nie znaczy.  Może jacyś wariaci tak robią. Magda jest matką moich dzieci, przeżyłem z nią ponad dziesięć lat, kochałem ją. Zdarza mi się być w jakimś miejscu i nagle poczuć: tu byłem kiedyś z nią, byliśmy wtedy tacy szczęśliwi.  Są też cechy za którą wciąż moją żonę podziwiam. Jest czułą matką, jest bardzo zorganizowana, mądra. Ma fajną energię, jest cholernie pracowita.

Skoro jest taka fajna to dlaczego ją zostawiłeś?

Zostawiłem ją, bo zakochałem się w innej kobiecie. Zakochałem się w innej kobiecie, bo Magda odpuściła mnie jako faceta. Bo o wszystko wciąż miała pretensje, bo nie chciała miesiącami seksu, bo kłóciliśmy się o każdy drobiazg. Gadam czasem z kumplami, wiem, że nie jestem wyjątkiem. Bo przeczytaniu tamtego twojego tekstu pomyślałem: rany, jak bardzo to o mnie. Czyli w zasadzie wszyscy mamy pretensje o to samo. Brak czasu, czułości, rozmowy. Był taki moment w naszym życiu, że gadaliśmy tylko o dzieciach, o domu. „Wynieś śmieci”, „Dlaczego zostawiłeś tu rzeczy?!”, „Zapłać rachunek”.

Moja eks żona ma  w sobie coś z dyktatora. Jest bardzo niezależna, czym się szczyci, a ja nie wiem czy to jest zaleta w związku. Bo ona stawia bardzo wysoko sobie poprzeczkę, ale też innym. I to bywa nie do zniesienia. Sorry, ale ja nie rozumiem dlaczego spodnie czy kubek muszą mieć tylko jedno miejsce, a jak nie są na miejscu to jest afera. To się nie mieści w moim pojęciu szczęśliwego życia. Magda wyobraziła sobie, jak ma wyglądać jej egzystencja. Ma być poukładana, ogarnięta, od do. Długo się na to godziłem, ale w pewnym momencie poczułem, że się duszę. Aż nie mogłem złapać tchu. „Nie chcę tego porządku, tej przewidywalności, tego ciśnienia” myślałem. I myślałem jeszcze, że chcę żyć inaczej.

Wtedy pojawiła się ta druga?

Nie. Najpierw długo byłem po prostu smutny. Dużo pracowałem, bo Magda lubiła pieniądze. Nie chcę teraz jej oskarżać, ale oczekiwała, że będę ambitny, że przyniosę kasę, nowe projekty. Jednocześnie wymagała, żebym zajmował się dziećmi. Prawda jest taka, że wracałem po dziesięciu godzinach użerania się z szefem i nie miałem siły. Miałem takie ciśnienie w firmie, że chciałem wykąpać synka bez komentarzy, że źle coś robię, że czegoś nie dopilnowałem. Więc może nie chodzi o to, że nie nie chciałem czegoś robić, ale jej komentarze odbierały mi chęci. Prawda była taka, że bylem non stop krytykowany i przez szefa i żonę, a chciałem spokoju.

Może twoja żona była wkurzona, że sama daje radę. Łączyła pracę z domem?

Łączyła. I co z tego? To znaczy jeśli myślisz, że to jest fajne, gdy żyjesz z ideałem to ja ci powiem, że to nie jest fajne. Ona robiła non stop ciśnienie. Pamiętam moment przełomowy. Na raka umarła moja ukochana ciotka, która właściwie mnie wychowywała. Byłem przy jej śmierci, trzymałem ją za rękę, słyszałem jak ostatni raz nabiera powietrza. To jest niesamowite jak umierają ludzie. Ciocia rzucała się po łóżku, oddech był krótki, urwany. Potem godzinę czekaliśmy na lekarza, który potwierdzi zgon. Widziałem jej kości obleczone skórą i zrozumiałem,  że życie jest za krótkie, by tak wegetować. Ciężka praca, stres, piękne mieszkanie, syn, córka, z zewnątrz kolorowy obrazek, a ja nie czuję się sobą. „Chodź, kochanie” mówiłem do Magdy. A ona: „nie teraz, jestem zajęta, posprzątałbyś lepiej”. Seksu prawie nie mieliśmy „Jestem spięta, zmęczona, później” tłumaczyła. I ok. Tyle, że później nie nadchodziło, a ona była zmęczona wciąż. Nie dziwię się – jeśli ktoś musi mieć perfekcyjnie zadbany dom, ogarniętą pracę, musi zrobić wszystko sam to jak ma mieć siłę, żeby zrelaksować się w łóżku.

Miała do ciebie pretensje?

Nieustająco. Tym bardziej zdziwiłem się, że potem tak walczy o mnie, że chce, żebym został. Spytałem nawet: „Przecież ty wciąż mnie krytykowałaś, dla ciebie to rozstanie też będzie dobre, nie spełniam twoich oczekiwań”. A ona, że to nie tak, że kocha. Tyle, że to kocham było za późno. We mnie już coś pękło. Dlatego doradziłbym innym kobietom, żeby to „kocham” mówiły wcześniej.

A wcześniej mówiłeś co ci nie pasuje?

Nie, i to pewnie był mój błąd. Mówiłem: „wyluzuj”. Albo się kłóciliśmy. Nigdy nie usiadłem i nie powiedziałem, jak chcę żyć. Chociaż jak teraz pytasz, to wydaje mi się, że próbowałem. Mieliśmy takich przyjaciół. Chaos w domu, wolne zawody. Ona bardzo mi się podobała, bo jak on próbował coś na siłę ogarniać, mówiła; „weź się wyluzuj, proszę”. Kiedyś powiedziałem Magdzie, że moglibyśmy się uczyć od nich takiego podejścia do życia. Prychnęła i powiedziała, że jeśli oczekuję czegoś takiego, to od razu możemy się rozwieść.

Ta druga pojawiła się i…..

… nie zdarzyło się nic spektakularnego. Na początku. Karolina nie jest tak piękna jak Magda. Nie było też takiego „wow” miłosnego. Pracujemy w jednej firmie, zeszliśmy na papierosa. Fajnie nam się gadało. Czułem jej zainteresowanie. Rany, dawno nie widziałem takiego spojrzenia. Chyba to ona napisała pierwszego SMS–a. Potem zaprosiłem ją na kawę. Długo trzymaliśmy dystans. Głównie rozmawialiśmy. Magda potem napisała: „Ta suka, uwiodła cię”. To nieprawda. Facet nie może być uwiedziony jeśli nie chce. Myślę zresztą, że to ja uwiodłem Karolinę. Przede wszystkim zaczęliśmy pisać.

Po pół roku zorientowałem się, że to jej opowiadam o najbardziej intymnych sprawach. Że jestem zmęczony, znudzony, że mam dość. Pierwszy raz w życiu miałem na to przestrzeń, bo żona nienawidziła słabości. Pamiętam swój epizod depresyjny. Nie spałem, miałem napady lęków, nie chciało mi się nigdzie wychodzić, choć zawsze miałem energię i siłę. Nasza przyjaciółka, psycholog powiedziała, że to depresja. Magda zaśmiała się: „depresja to wymysł. Dlaczego ja nie mogę mieć depresji?!”

Robisz z niej nieempatycznego potwora. Wiesz o tym?

Nie, może ty jesteś empatyczna i wiesz, że depresja jest chorobą, ona nie wiedziała. Ale to  pokazuje jaki ma charakter. I ja nie mówię, że jest zła, czy nie da się z nią żyć. Ja zrozumiałem, że nie chce z nią żyć.

Już słyszę, jak inne kobiety piszą: „Stary, życie to odpowiedzialność”

Tak, ale nie kosztem siebie. Jestem odpowiedzialny – zostawiłem jej nasze mieszkanie, samochód. Może na mnie liczyć zawsze jeśli chodzi o dzieci, płacę duże alimenty, choć dzieci tak samo dużo czasu spędzają u mnie. Zawaliłem, tak, ale ona też.

Kiedy odszedłeś?

Po pół roku przyjaźni poszedłem z Karoliną do łóżka. Dwa tygodnie później powiedziałem Magdzie, że nasz związek nie ma sensu.

Co zrobiła?

Najpierw się wściekła, potem, gdy zobaczyła jak wyciągam walizki, prosiła i błagała, żebym został. Czułem się strasznie, okropnie, bolało mnie wszystko, ale wiedziałem, że tak będzie lepiej dla nas. Nie chciałem patrzeć na jej cierpienie. Próbowałem ją pocieszać. Słabe to jest, gdy po długich miesiącach pustki zakochujesz się w kimś innym. Gdy już czujesz w sobie tę moc, nadzieję. I daję ci ją ktoś inny, a ty musisz jeszcze zamknąć stary etap. I wiesz, jak kogoś ranisz. Każdy kto kogoś porzucał chyba wie jak to boli.

A rodzina, dzieci? Nie chciałeś pójść na terapię?

Nie. Coś pękło. To znaczy myśmy poszli na terapię, ale ja wyraźnie powiedziałem, że w terapii chodzi o to, żebyśmy ustalili zgodnie co z dziećmi, jakie mamy wobec siebie oczekiwania. Ale już jako byli małżonkowie.

Jak jest teraz?

Trochę się uspokoiło.Wiem od przyjaciół, że Magda jest w lepszej formie. Straszne było to, gdy słyszałem, że bierze leki, nie może wstać z łóżka. Ale myślałem tylko o jednym: dlaczego nie kochała mnie wcześniej? Dlaczego potrzebowała odejścia, by zrozumieć? Pamiętam, że pół roku przed poznaniem Karoliny prosiłem ją, żebyśmy wyjechali. Powiedziała, że nie ma czasu, że szkoda pieniędzy. Tego się nigdy nie mówi przy okazji rozstań. Że ta porzucana osoba też popełniała błędy. Jeśli ona nie miała dla mnie czasu, to jak mogliśmy być dobrym małżeństwem?

Pragniesz miłości – musisz o nią dbać. Nie ma innej opcji. Ja teraz bardzo dbam o swoją. Moim marzeniem jest to, żeby dzieci mi wybaczyły. Jest mi przykro, że nie wyszła mi rodzina. Że to się nie udało. Ale nie mogę i nie chcę brać za to sam całej odpowiedzialności. Mam nadzieję, że przeczyta to Magda. I nie tylko Magda. Słabe jest to, że osoba porzucająca stawiana jest zawsze w roli potwora, a ona czasem po prostu ratuje siebie. Nie wiem czy byłbym dobrym ojcem gdybym był wściekły i nieszczęśliwy. Teraz jestem dużo lepszym. W ogóle jestem dużo lepszym człowiekiem. Bo żyję tak jak chciałem.


Zobacz także

Mat. prasowe

Ta szminka jest moja, ale ty też możesz ją mieć. Jest idealna!

Fot. iStock/olegbreslavtsev

Planujesz ślub i wesele? Nie popełniaj tych błędów!

Fot iStock/Anchiy

10 rzeczy na temat miłości, które powinien wiedzieć każdy, kto kocha. Psychologia miłości