Jesteś czymś więcej niż listą swoich sukcesów i porażek. Powtarzaj sobie codziennie, że…

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
30 września 2016
Fot. iStock / DaniloAndjus
Fot. iStock / DaniloAndjus

„W życiu nie chodzi o to, aby przeczekać burzę, tylko o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu”, a wtedy każdy dzień będzie dla nas obietnicą czegoś dobrego.

Zbyt często zapominamy o sobie, poddajemy się zbyt surowej ocenie – jednocześnie hołubiąc swoją zdolność empatii wobec drugiego człowieka. Dlaczego? Przecież jesteś tak samo ważna, jak każdy inny człowiek. Dlatego warto wziąć w ryzy swojego wewnętrznego krytyka i nie zapominać o tym, że wszyscy zasługujemy na to, żeby się nie krzywdzić. Nigdy nie zapominaj o tym, że to, kim jesteś, co robisz, ma znaczenie i że wcale nie  musisz biec po żaden medal.

Powtarzaj sobie codziennie, że…

1. Zasługujesz na miłość.

2. To co robisz, jest ważne i ma znaczenie.

3. Potrafisz bardzo wiele, a najwięcej możesz się jeszcze nauczyć.

4. Nie ma drugiego takie człowieka, jak ty.

5. To na czym się skupiasz – rośnie w siłę. Tylko od ciebie zależy jak to spożytkujesz.

6. Kierunek, w którym zmierzasz, jest o wiele ważniejszy niż prędkość.

7. Pamiętaj, że nie jesteś nieomylna, ale też nie musisz mieć zawsze racji.

8. Jeśli nie masz siły wstać lub iść, posiedź sobie chwilę.

9. Wiele rzeczy możesz w życiu zastąpić czymś innym. Rzeczy, nigdy ludzi.

10. Problemy można rozwiązać.

11 .Popełnione błędy bywają cenniejsze od sukcesów.

12. Bądź z siebie dumna.

13. Chwal się przed sobą – żadna inna pochwała nie powinna być dla ciebie ważniejsza. Ty zawsze będziesz ze sobą żyć!

14. Nie wszystko musisz robić idealnie.

15. Nie warto stawać do wyścigu z innymi, lepiej stworzyć sztafetę.

16. Możesz realizować swoje marzenia.

17. Masz wiele do zaoferowania światu.

18. Dbanie o siebie – to nie egoizm.

19.Nie każdy dzień twojego życia będzie piękny, ale każdego dnia możesz odnaleźć coś pięknego.

20. Nikt nie ma prawa decydować za ciebie.

21. Nie musisz jechać do Tybetu, żeby się „uwolnić”, na początek wyłącz na godzinę telefon.

22. Kroki, które zmieniają twoje życie, nie muszę być ogromne. Czasem zajdziesz dalej stawiając najmniejszy kroczek w życiu.

23. Jest różnica między związkiem a zależnością. Pamiętaj o tym w miłości.

24. Lepiej zadzwonić do kogoś pięć razy za dużo niż o ten jeden raz za późno…

25. „Młodość jest potwornie ciężkim przypadkiem i chyba nie ma nikogo, kto by z tego wyszedł bez powikłań” – Agnieszka Osiecka

26. Celebruj rzeczy małe, piękne.

27. Nie trać czasu na ludzi, którzy cię nie szanują i krzywdzą.

28. Nie walcz dla zasady, walcz tylko dla siebie.

29. Nie szukaj na siłę problemów.

30. Znajdź dla siebie czas- tak samo jak dla innych ludzi, których kochasz.

31. Jesteś czymś więcej niż listą swoich sukcesów i porażek.

32. Niczego ci nie brakuje. Jesteś idealna właśnie taka, już jutro będziesz idealna trochę inaczej.

33. Zmieniaj się, żyj, odczuwaj.

34. Jedyną złą decyzją może być ta, której nie podejmiesz.

35. „Przy­jaciel to człowiek, który wie wszys­tko o to­bie i wciąż cię lubi” – Elbert Hubbard

36. Swój sukces mierz jedynie szerokością swojego uśmiechu – nie podziwu innych osób.

37. „W życiu nie chodzi o to, aby przeczekać burzę, a o to, aby nauczyć się tańczyć w deszczu” – Mahatma Gandhi

 


Zmiany? Jakie zmiany, w sytuacji kobiet niewiele się zmieniło. Wiem, co mówię

Anika Zadylak
Anika Zadylak
30 września 2016
Fot. iStock/Tharakorn
Fot. iStock/Tharakorn

– Napisz, że rozmawiasz z kimś, kto ma ponad 70 lat, z kimś, kto swoje przeżył. Napisz, że ja całe swoje ciężkie życie czekałam na wolność, na możliwość samodzielnego podejmowania decyzji. I teraz mi tak cholernie wstyd  i żal tych kobiet, które na ulice muszą wyjść, żeby ktoś je zauważył i wysłuchał. I z takim uczuciem przegranej przyjdzie mi w końcu odejść, bo bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, że ten marsz niewiele zmieni. Zrobią, co chcą, tak jak wszystkie lata wstecz robili. Nie będą nas pytać o zdanie, nie wysłuchają naszych historii. Obudzisz się dziewczyno za parę chwil, już w całkiem innym kraju. W kraju, gdzie za ciebie i wbrew tobie zapadną jedne z najważniejszych decyzji, bo te o życiu. Twoim i twojego dziecka. Ale to nie ty będziesz mogła zrobić wedle swojego sumienia.  Bo to oni przecież nim są, naszym sumieniem. Wiedzą lepiej, czują to, co my czujemy, bo jak mam to inaczej rozumieć?  Boże, ile razy ja się już tak przebudzałam. Za każdym razem, ze zdumieniem przecierając oczy, że znowu ktoś, zrobił coś bez mojej wiedzy. Po prostu zdecydował, za wszystkich.  I kazał mi z tym żyć.

Wiesz, kiedy słyszę o tym, że kobiety wychodzą, że walczą, że szarpią się o swoje racje, chce mi się wyć. Jestem z czasów, gdzie mówiono o nas „siła narodu”, gdzie dostawałyśmy odznaczenia i ordery zasług. Za prace ponad siły, za harówkę i poniżania. To teraz o tym głośniej się mówi, ludzie się niby mniej boją, do sądu pójdą, na ulicę wyjdą. Tylko to i tak najczęściej o kant dupy rozbić, bo u nas wolność jest tylko formalna, a w rzeczywistości sama wiesz jak jest. Za głośno coś powiesz lub do nieodpowiedniej osoby, to się pogrążysz, pozbawisz pracy, nasłuchasz o tym, jaką jesteś niewdzięcznicą. Że wpuścili nas do sejmu i do innych ważnych instytucji, a my tylko wojujemy, wiecznie nam źle, ciągle czegoś żądamy. A pomyśl tak po ludzku, na chłopski rozum jak to mówią, ileż to te rządzące kobiety zwojowały do dziś? Kto bierze pod uwagę ich pomysły, ich sugestie? Sporadycznie i zazwyczaj w błahych sprawach, w porównaniu do tego, co tak naprawdę jest dla nas ważne. Rozumiesz? Bilans się zgadza, baby w rządzie teoretycznie są, mają prawo głosu itd. A, że i tak gówno z tego, bo nikt nas nie traktuje poważnie, to już inna historia. A ta jak wiesz, ta  lubi się powtarzać, wiec tkwimy w tym błędnym kole, gdzie oficjalnie jesteśmy bardzo ważne a w praktyce, chuj z nami. My mamy gotować, prać, rodzić, czy nam się to podoba, czy nie i najlepiej się nie odzywać.

Leżę w szpitalu już ponad dwa tygodnie i słyszę, różne komentarze. Wiesz jak o was mówią, o młodych dziewczynach, które nie godzą się na szastanie ich honorem, sumieniem, ciałem i życiem? Nie powtórzę ci, bo mi to przez gardło nie przejdzie, nie są to słowa poparcia i zrozumienia.  Śmieją się z nas, że w dupach nam się od dobrobytu przewraca, że za mało roboty mamy, za mało dzieci rodzimy. Bo jakbyś się przy piątce narobiła codziennie, to by ci sił na strajkowanie nie starczyło. Odechciałoby ci się krzyczeć o zakazie aborcji, żądać szacunku, prosić o wsparcie. Zresztą, oni na to liczą, bo wiedzą, że tym razem znowu z nami wygrają. Bo co myślisz, że nas takie tłumy w poniedziałek wyleją? Nie wyjdzie większość, bo wie, że straci pracę. I nie ma, co się dziwić, krytykować. Za co potem dzieci wykarmisz, jak cię z roboty, za ten marsz wyleją?

Czy tam, choć jeden idiota od tej ustawy się zastanowił, co robi? Przecież każda z nas, każda, która jest zmuszona, tak zmuszona przez los, do dokonania wyboru usunąć czy urodzić, ma przesrane od początku do końca. Bo weź kobietę, która wie, że urodzi nieuleczalnie chore dziecko. Wie, że ono będzie wymagało opieki 24h na dobę, przez całe życie, a nikt przecież wieczny nie jest. Wie też, że skaże to dzieciątko na cierpienie, niewyobrażalny ból, gnicie za życia. I rozważa usunięcie w takim przypadku, które też jest dla niej traumą na całe życie. To powiedz teraz czy nie jest tak, że cokolwiek nie zrobi, w którą stronę nie pójdzie, nie znajdzie dobrego rozwiązania. Bo z konsekwencjami i tak zostanie sama, z wyrzutem sumienia, również. Co jeden z drugim o tym wiedzą, mają jakieś pojęcie, o czym w ogóle mówią? Kim są ci, którzy mówią mi, co powinnam zrobić. Panem Bogiem? Przecież nawet On w Biblii mówi, żeby żyć zgodnie ze swoim sumieniem.

Dlaczego nie usiądą nad inną ustawą. Huczą, że płód to już człowiek od pierwszych sekund, nieważne, że z gwałtu, że nic nie winne, że trzeba rodzić, dawać szansę. A kto i jaką szansę daje tym dziewczynom, które trafiają na pogotowie z rozerwanymi narządami płciowymi? Bo pięciu kolegów zachciało się nią zabawić, a że było im mało to jeszcze wepchnęli butelkę, okaleczyli i upodlili ją do granic. Zapewni jej ktoś opiekę psychologa i psychiatry? Pomoże podjąć, słuszne według niej decyzje? A gdy urodzi, kto ją zapyta czy sobie radzi, czy czegoś nie potrzebuje? Słyszymy, że dzieci chore to też ludzie. Oczywiście, nikt tego nie neguje. Tylko, że jak już się takie urodzą, to matki żebrzą o 1% podatku, piszą listy błagalne do fundacji, bo państwo na leczenie daje im 156 zł zasiłku pielęgnacyjnego. Tak było wcześniej i tak jest nadal, że same sobie jesteśmy zostawiane. I tak jak kiedyś z zagrożeniem życia, lądowałyśmy w podziemnym fotelu ginekologicznym,  tak nadal będziemy to robić. Tylko, z jakim obciążeniem, dla nas, dla lekarzy, którzy się tego podejmują. Mi nie chodzi o masowe, bezmyślne aborcje, bo się zabezpieczyć jedna z drugą nie umie, albo jej się nie chce. Nie popadajmy w skrajności i paranoje. To jest poważny problem, ważą się losy tysięcy kobiet i lekarzy, w tym kraju. A ja mam ciągle wrażenie, że tu chodzi o jakieś polityczno-kościelne zagrywki, a nie o drugiego człowieka.

Mówią, że wszystko idzie do przodu, że czasy coraz lepsze, że zmiany. Jakie zmiany dziewczyno? Taki mi obrazek utkwił w pamięci, jak moja prababcia staruszka, młodego księdza, gówniarza takiego, w pierścień całowała. Niby tak odległe lata temu to było, a popatrz, jakie nadal realne. Bo oto kościół, ma w tym kraju najwięcej do powiedzenia, znowu musisz pierścienie całować, inaczej będziesz wyklęta, pozbawiona statusu człowieka. A  żona jednego z działaczy katolickich w tym kraju twierdzi, że gdyby jej 12 letnia córka przyszła do domu z brzuchem, uznałaby to za dar od Boga. I najgorsze jest, że nie ona jedna wierzy w brednie, które wygłasza. W XXI wieku nadal rządzi nami ciemnogród, gdzie inności seksualne najchętniej palono by na stosie, a kobiety po aborcji zrzucano w przepaść. Gdzie ksiądz z ambony krzyczy, żeby tępić zabójczynie, bo tak są nazywane kobiety, które z różnych względów dokonały aborcji. I straszą małe dzieci, obrazkami martwych, zdeformowanych, niby siłą wyciągniętych płodów.

Przecież to wszystko, o chorobę psychiczną zahacza. Jestem smutnego zdania, że z nami się nikt nie liczył wtedy, nie liczy teraz, i nigdy nie będzie. Nas można zgwałcić, potem zmusić do urodzenia, a sprawca dostanie 5 lat i wyjdzie po trzech, za dobre sprawowanie, bo mamy przeludnione więzienia. Żyjemy w pieprzonym obłędzie, no, bo jeśli liberałowie akceptują kulturę, gdzie formalnie kobieta jest niewolnicą, to gdzie ten liberalizm? I jak potem ci ludzie, mają bronić praw kobiet w naszej kulturze? Zresztą, po co wzniosłe hasła. Pielęgniarki, żeby dostać godną pensje za swoją ciężką i odpowiedzialną pracę, musiały odejść od łóżek pacjentów. I nie zostały bohaterkami. Mówili o nich, że suki bez serca, bo narażają czyjeś życie. A nad ich życiem, ktoś się pokłonił, zastanowił?

Szczur to takie stworzenie, które niby jest wolne, a przez  całe swoje bycie na ziemi, ukrywa się i ucieka.  Robi coś w podziemiu, z dala od oczu innych, od sędziów i katów. Ścigany, odtrącany z odrazą, jak my teraz, za swoje inne poglądy.   I wiesz, ja przez te wszystkie lata tu, marzyłam o czasach, kiedy przestanę być szczurem a zacznę człowiekiem. Ale kiedy patrzę na czarny tłum kobiet, zniszczonych przez system, zniewolonych, pozbawionych godności i możliwości wyboru, to myślę, że może i dobrze, że umrę niedługo. Bo nie doczekałam się jednak, upragnionych czasów. Gdzie wolność, nie będzie tylko pustym słowem na transparencie.


Kasia Kowalska: „Nie ukrywam, że należę do silnych kobiet i czasem mężczyźni mnie zawodzą”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
29 września 2016
Mat. prasowe/Kasia Kowalska
Mat. prasowe/Kasia Kowalska

Kiedyś śpiewała „A to co mam”, a coś optymistycznego raczej nigdy do niej nie pasowało. Mówi o sobie, że wspięła się na najwyższy szczyt dołowania się. Teraz postanowiła z niego zejść i zacząć żyć jednak inaczej. Czy to siła skończonych już 40-lat, dojrzałość, miłość? Rozmawiamy z Kasią Kowalską o zmianach, które zaszły w postrzeganiu przez nią świata. 

Ewa Raczyńska: Nie dłubać w przeszłości, wyrzucić złe wspomnienia, przekonanie, że będzie lepiej – to wszystko można usłyszeć w Twoim najnowszym singlu. Czyżby Kasia Kowalska znalazła receptę na pogodniejsze życie?

Kasia Kowalska: Zdecydowanie tak. Od jakiegoś czasu ze strony osób, którzy pracują z ludźmi – psychologów, terapeutów, trenerów personalnych słyszę, że kobieta po 40-tce ma największą moc, która jest wynikiem jej życiowego doświadczenia, nabrania dystansu do świata. Ona sama jest dojrzała, ukształtowana, potrafi głośno mówić o tym, czego potrzebuje, a czego nie. Ma taką  dużą świadomość siebie. I ja, dziś będąc kobietą po 40-tce z tym wszystkim się zgadzam. Myślę, że moje doświadczenia, moja dojrzałość ma wpływ na to, jaka teraz ja jestem. I dzisiaj już wiem, że pewnych rzeczy nie da się wcześniej załatwić, nie da się ich zaretuszować i przeskoczyć.

To trochę tak, jak ze skakaniem na wuefie w szkole przez kozła. W życiu każdy z nas musi spróbować przeskoczyć przez tego swojego kozła, poradzić sobie z tą swoją przeszkodę, która go blokuje, hamuje. To jednak wymaga czasu, wymaga pokory, wymaga przyjęcia tego, co jest, ale też szukania dobrych rzeczy. Ja w końcu wyznaję filozofię nieuciekania od problemów i od ludzi, którzy mi te problemy stwarzają. Dzisiaj uważam, że oni są moimi nauczycielami. Każda relacja trudna dla mnie – czy to damo-męskich, czy też inna sprawiała, że uruchamiała się we mnie tendencja do ucieczki, zawsze kończyło się zawsze tak samo. A przecież po coś się z daną osobą w życiu spotykamy, chociażby po to, żeby móc przepracować rzeczy, które są w nas, bo każdy z nas pełen jest wspaniałych rzeczy, ale też pełen tych zdecydowanie mniej wspaniałych. Tylko im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, im szybciej to zaakceptujemy, przepracujemy, to będzie nam po prostu w życiu lżej.

I jest Tobie lżej?

Wiesz, ja przez ostatnie dwa lata bardzo mocno weszłam w pracę nad sobą. I to zarówno w aspekcie fizycznym, jak i duchowym. Zaczęłam od fizycznego i to mi dało taki piękny budulec i siłę do pracy duchowej, pracy nad sobą. I pewnie stąd te wszystkie przemyślenia. Kurczę, dlatego też zależało mi, żeby ta nowa piosenka była pewnym zwrotem dla wszystkich nie tylko kobiet, ale w ogóle tych, którzy żyją. Bo ja mówię o takich rzeczach oczywistych, tyle tylko, że właśnie te najbardziej oczywiste najtrudniej nam zaakceptować i wprowadzić w życie. Może klepanie o takich osobistych sprawach, jak choćby o tym, że nie dłubać w przeszłości, nie rozpamiętywać tego co było, jest czymś banalnym, ale sama po sobie wiem, że czymś bardzo trudnym. Bo ja też złapałam się na tym, że z jednej strony wracam do tego, co było, a z drugiej wybiegam w przyszłość kompletnie nie skupiając się na tym, co jest teraz, w tej chwili, w której właśnie jestem.

Zrozumienie tego, to ciężka praca, dla mnie oczywiście też, a dla mnie pisanie i tworzenie muzyki jest nadal przede wszystkim pewnym rodzajem głębokiej terapii.

To teraz widzisz szklankę do połowy pełną, ale już bez trucizny?

Podoba mi się to powiedzenie Woody’ego Allena, bo to on powiedział, że widzi szklankę do połowy pełną, tyle tylko, że jest ona wypełniona trucizną. Ja myślę, że bliższa dzisiaj jestem powiedzeniu: „jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”, bo w 80% jesteśmy kowalami własnego losu. Oczywiście nie mówię tu o przypadkach, gdy ktoś jest przez życie potraktowany niesprawiedliwie, bo choruje ciężko na coś, czego nie da się wyleczyć. To są ekstremalne przypadki i tutaj nie ma mocy, nie jesteśmy w stanie tego pokonać zrozumieć i zaakceptować.

Mat. prasowe

Mat. prasowe/Kasia Kowalska

Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek może naprawdę być szczęśliwy. To my sami decydujemy o tym.  Jeśli wybieramy opcję bycia nieszczęśliwym, to jest w nas po prostu jakaś tendencja do tego, żeby się nieustannie dołować.

Ja jestem, a raczej byłam mistrzynią dołowania się. Wydaje mi się, że doszłam tu do pewnego mistrzostwa, wspięłam się na Mount Everest dołowania się i szczerze – wydaje mi się, że już wyżej się nie da. Ale przyszedł na szczęście taki dzień, kiedy postanowiłam spojrzeć z tego Mount Everestu w dół i stwierdziłam: kurczę, świat jest naprawdę piękny, a ja wcale nie muszę siedzieć na tym szczycie ledwo oddychając, tylko mogę zejść, porobić niezwykłe proste rzeczy i nacieszyć się czymś normalnym.

W zrozumienia tego wszystkie bardzo pomógł mi mój syn. Ignacy wprowadził do mojego życia dużo obowiązków, takich naprawdę przyziemnych i to też zweryfikowało mój czas wolny i ograniczyło zdecydowanie czas, który mogłam poświęcić na dołowanie się. Nie mogłam mieć go tak dużo i musiałam pokazywać Ignacemu, że mama jest silna, bo jest, ale o tym zapomniała na jakiś czas. Każda kobieta zapomina o tym, że jest silna.

Lubisz kobiety?

Ja w ogóle jestem fanką kobiet, dużo większą niż mężczyzn. Oczywiście faceci są nam potrzebni, ale z własnych obserwacji widzę, że kobiety są naprawdę silne, wspaniałe i jak sobie coś postanowią to do tego dążą. Są wytrwalsze, nie poddają się tak łatwo. Tak też dzisiaj siebie postrzegam, jako wojowniczkę, a nie jako osobę, która poddała się nastrojowi i zrezygnowała z życia. Nie mam nawet czasu na to, żeby tak myśleć, choćby z tego względu, że jestem obserwowana przez ośmiolatka, który czerpie ze mnie wzór, a ja chcę być dla niego jak najlepszym wzorem.

Inne jest to Twoje drugie macierzyństwo? Olę urodziłaś mając niewiele ponad 20 lat, Ignacy pojawił się w Twoim życiu, kiedy miałaś 35 lat.

Tak, wiadomo, że jest inne, choć w zasadzie chyba nie można tego nawet porównać. Inne jest ze względu na to, że mam to doświadczenie inne. Kiedy patrzę jak jest dziś, a jak było kiedyś, to na pewno teraz jest mi dużo łatwiej. Ale też nie mogę powiedzieć, że macierzyństwo po 30-tce jest o wiele lepsze. Nie wiem, nie mając tego pierwszego dziecka nie wiedziałabym tylu rzeczy, które wiedziałam przy Ignacym.

Mówisz, że przeszłaś życiowy detoks…

Tak, zaczęło się od chronicznych zapaleń i przeziębień i chorób, które odbierały mi zdecydowanie chęć do życia. I pewnego razu wylądowałam u bardzo zacnego trenera, który jako pierwszy się ze mną nie cackał, tylko powiedział: „Dziewczyno weź się za siebie, musisz w końcu zrobić dla siebie coś konkretnego, bo będzie z tobą krucho”. I nie wiem dlaczego, ale wtedy go posłuchałam i to poskutkowało tym, że zaczęliśmy razem ćwiczyć, rozpisaliśmy sobie plan, co chcemy osiągnąć krok po korku. I tak wzięłam udział w biegu na 10 km, później przebiegłam półmaraton, a w końcu też i maraton. I dzisiaj wiem, że to wszystko jest możliwe, że każda rzecz, jaką sobie zaplanujemy jest do osiągnięcia i nie mówię tu tylko o kwestiach sportowych, czy fizycznych. Potrzeba tylko chęci. Dzisiaj biegam regularnie, już nie jakieś długie dystanse, jednak świadomość tego, co potrafię, jakie własne ograniczenia i słabości byłam w stanie pokonać, działa bardzo na psychikę. Dzisiaj wiem, że to kwestia nastawienia.

Mat. prasowe

Mat. prasowe/Kasia Kowalska

A jednak, praca nad własną fizycznością, wzmacnia też naszą psychikę?

Tak, bo mamy kontakt przede wszystkim ze swoim ciałem, czujemy ból, zmęczenie, naciągnięte łydki. Przez wiele lat nie miałam w ogóle kontaktu ze swoim własnym ciałem. Natura dała mi dość szczupłą sylwetkę, pewnie też dlatego nigdy się na tym nie skupiałam. Jednak w życiu nie chciałabym wrócić do tego, jak wyglądałam 10 lat temu, bo teraz jestem o wiele sprawniejsza i pewniejsza siebie.

Wiesz, w ogóle sport trzyma PESEL bardziej w ryzach, zatrzymuje dosyć poważnie proces starzenia. Naprawdę tyle, co ja dostaję teraz komplementów, to nigdy tylu nie słyszałam. Myślę, że to aura człowieka, który prowadzi zdrowy styl życia.

Czyli najpierw trening fizyczny, praca nad ciałem, a potem praca nad sobą? Otwarcie mówisz o swojej psychoterapii.

Oczywiście, uważam, że za błogosławieństwo fakt, że terapia jest teraz powszechnie dostępna i że możemy z niej korzystać. Wiem po sobie, że czasami wystarczy jedno, dwa zdania na ileś tam sesji, ale coś w tobie kliknęło i ci pomogło w sposób znaczący. Trzeba tylko mieć odwagę i chcieć troszczyć się siebie. Nikt bardziej niż my same się o nas nie zatroszczy. I mówię to w kontekście kobiet, które, tak uważam, mają dużo więcej obowiązków i pracują o wiele ciężej niż mężczyźni na swój sukces. I jeśli jeszcze do tego dołożyć te nasze kobiece obciążenia, zmiany, emocjonalność i wrażliwość, gdy cały nasz świat składa się z tysięcy kolorów, to bardzo ważne jest, aby się nie wstydzić o siebie dbać.

Poza tym uważam, że każda droga, która pomaga dotrzeć do siebie, poczuć i zaakceptować siebie, czy to jest terapia, czy to jest bieganie, czy pływanie, joga, cokolwiek – to jest bardzo dobrze zainwestowany pieniądz i czas w nas samych.

Co wpłynęło na te zmiany, które w Tobie zaszły, w Twoim postrzeganiu świata?

Na pewno to moje drugie macierzyństwo, uprawienie sport, ograniczenie używek, z którymi z wiekiem organizm coraz ciężej sobie radził. Czyli taka totalna trzeźwość i kontrola ciała i ducha. Podstawą do zmian było przede wszystkim zmiana odżywiania się, sport i tak zwany detoks.

Powiedziałaś kiedyś, że do nagrywania piosenek inspirują cię nieudane związki z mężczyznami. Z tą nową płytą też tak było?

Zdecydowanie nie. Teraz inspiruję się sama sobą i chyba na tym polega wyjątkowość tej płyty. Oczywiście uwielbiam mężczyzn, pracuję z nimi od ponad 20 lat, z samymi facetami w zasadzie i mam z nimi fajne relacje. Można powiedzieć, że ich trochę znam. Ale nie ukrywam, że należę do silnych kobiet i czasem mężczyźni mnie zawodzą dlatego, że jestem od nich silniejsza. Ale to ich nie umniejsza. Po takich doświadczeniach skupiam się raczej na tym, że bardziej doceniam wtedy siebie, na tym co mogę zrobić sama dla siebie. I robię to nie oglądając się na kogoś drugiego.

Teraz dbam bardziej o siebie, nie tracę czasu na dylematy, czy on mógł to zrobić, a dlaczego ja to zrobiłam. Wolę wziąć daną decyzję w swoje ręce i iść do przodu już tego nie roztrząsając na miliony kawałków. Życie jest za ciekawe, żeby tak się drapać i męczyć.

Oczywiście moja ścieżka nie należała do najłatwiejszych… Pewnie miałam taką misję w życiu, żeby o tym opowiadać i być może przez te moje opowiadania paru osobom zrobiło się lżej. Jeśli tak się stało, a wiem, że się stało, to było warto.

Teraz jestem na ścieżce, na której chcę przekazać kobietom, że są o krok od poczucia się naprawdę zajebiście, tylko muszą wziąć się za siebie, zadbać, myśleć o sobie i poświęcić sobie swój czas.

Ostatnio najczęściej w Twoją stronę pada pytanie: gdzie byłaś przez ostatnie osiem lat. Nie masz ochoty powiedzieć: dbałam o siebie, w końcu pomyślałam o sobie?  

Teraz niebywanie postrzega się przez pryzmat niechodzenia na różne imprezy, a ja na nie chodzę i chodzić nie będę. W ogóle rzadko wychodzę, bo inne rzeczy są dla mnie ważniejsze od pokazywania się. Ale taki jest teraz świat,  jak nie byłaś to znaczy, że cię nie ma. A ja jestem, tyle tylko, że u siebie w domu.

Osiągnęłaś stan równowagi? Masz poczucie, że tu i teraz to jest miejsce, w którym chcesz być?

Mam poczucie, że jestem na właściwiej ścieżce, ale ona jest kręta i zawiła i z pewnością nie jest łatwa. Bo moje życie nie jest łatwe, bo gdyby było tylko przyjemne, byłoby nudne. A ja lubię wyzwania i każda moja miłość, każdy mój związek zawsze dla mnie takim wyzwaniem był. Dzisiaj jestem na ścieżce, która daje mi możliwość rozwoju i dostrzegania wielu ciekawych rzeczy, o których kiedyś nie chciałabym się wiedzieć, nie wiedziałabym też o nich, gdybym czuła się tak w pełni super ze sobą i w swoim życiu. Mogę dzisiaj powiedzieć, że widzę światełko w tym tunelu, ale ten tunel jest jeszcze długi.

 


Zobacz także

Fot. iStock / wundervisuals

Żeby życie kochać jeszcze bardziej! Podsumowanie akcji „Kocham podróże, kocham swobodę”

Fot. Screen z YouTube/ vyganews com

Moda męska lat 70-tych. Tego nie „odzobaczysz”…

intercyza

Żona będzie mogła odmówić mężowi seksu tylko z L4?! Szokująca intercyza. Uciekajmy przed takimi facetami!