Jeśli z góry założysz, że dzień będzie dla ciebie stresujący, to choć nic się nie wydarzy – taki właśnie będzie – dowodzą naukowcy

Redakcja
Redakcja
9 lipca 2018
Fot. iStock/puhhha
 

Budzisz się i od razu czujesz jakiś niepokój, pojawia się przekonanie, że to będzie stresujący dzień? I choć próbujesz z siebie „strzepnąć” to wrażenie, zrzucając być może na zły sen, na niedospanie, to jednak, jest to coś więcej niż emocjonalna mgiełka.

Najnowsze badania pokazują, że ci, którzy budzą się spodziewając się stresującego dnia, mogą mieć problem z funkcjami poznawczymi w ciągu całego dnia.

Aby przetestować swoją hipotezę, zespół Hyuna z Pennsylvania State University zwerbował 240 osób w wieku od 25 do 65 lat do wzięcia udziału w dwutygodniowym eksperymencie. Każdego dnia uczestnicy byli pytani o odczuwanie stresu: rano – czy spodziewają się nerwowego dnia, później jeszcze pięciokrotnie o sam poziom stresu i wieczorem, czy myślą, że kolejny dzień będzie stresujący.

Oprócz oceny bieżącego lub przewidywanego stresu, każdy członek grupy musiał także wykonać wiele testów pamięci w ciągu dnia zapamiętując układy kropek na siatce.

Pod koniec eksperymentu naukowcy odkryli, że ci, którzy rano zakładali, że czeka ich duży stres, mieli problemy z pamięcią roboczą w ciągu dnia. Podobnie, jeśli ktoś wieczorem uważał, że kolejny dzień będzie dla niego trudny.

Okazuje się jednak, że jedyną rzeczą, której można się obawiać, wydaje się być sam strach – ponieważ naukowcy twierdzą, że nawet jeśli stresujące doświadczenia, którego się boisz, nigdy się nie wydarzy, to jednak wewnętrznie je prognozując, ograniczasz zasoby swojej pamięci.

Oczywiście, że możemy przewidywać pewne rzeczy, zanim się one staną, by móc przygotować się na jakieś wydarzenia, jednak okazuje się, że one bardziej nam szkodzą niż pomagają.

Podobnie jak uważa się, że śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia, tak badania sugerują, że emocjonalna perspektywa poranka jest ważną, samonapędzającą się podstawą do tego, jak może wyglądać reszta naszego dnia.

Dlatego, jeśli myślisz, że twój dzień będzie stresujący, poczujesz tego skutki, nawet jeśli nic się nie wydarzy. Więc może zamiast zakładać najgorsze, wyluzuj, odpuść, uśmiechnij się do siebie i po otwarciu oczu pomyśl – ten dzień będzie niesamowicie fantastyczny!


„Chcę być dumna i szczęśliwa, że w objęciach jednej ręki mam swój cały świat”

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
9 lipca 2018
Fot. iStock / ljubaphoto
 

Droga Mamo!

Na początku mojego listu chciałabym Cię uświadomić, że bardzo mi Ciebie brakuje i choć jestem poza domem już prawie pięć lat to każdego dnia myślę o Tobie i nie przestaję tęsknić. Mimo, że mam niecałe szesnaście lat, zdążyłam nauczyć się samodzielności i poznać życie w dobrym i złym znaczeniu. 

Odkąd pamiętam, w domu nie było lekko. Sytuacja finansowa bywała fatalna. Nie było nas stać na normalne jedzenie, a co dopiero na przyjemności. Również przemoc i używki, które zażywał Twój były partner, który miał zastąpić nam ojca, którego obecności i miłości nie zaznaliśmy w swoim życiu, były nieuniknione. Spoglądałam na jego stan i podejście do Ciebie ze strachem w oczach i pewnego dnia pomyślałam, że może zacznę funkcjonować tak samo, bo przecież „swój swojemu” nic nie zrobi. Do tej pory żałuję tej decyzji. 

W domu swój czas poświęcałaś na zamartwianie się, co dziś będzie przyczyną awantur i nastawiałaś się na to psychicznie, przez co czas dla nas miałaś ograniczony, a właściwie prawie w ogóle go nie było. Z biegiem czasu zaczęłam to wykorzystywać wiedząc, że przejmujesz się czymś zupełnie innym. Chciałam również wyrwać się od tej monotonii i problemów, które panowały u nas w domu i zaczęłam uciekać, znikać na noce z nieodpowiednim o wiele starszym towarzystwem, które ciągnęło mnie na dno. 

Jako jedenastoletnie dziecko zaczęłam pić, zażywać narkotyki, kraść, wdawać się w bójki. Kilka miesięcy później trafiłam do domu dziecka, gdzie zaczęłam się zastanawiać „jak by to było, gdyby mogło być inaczej”, ale było już za późno. Zaczęło brakować mi znajomych, którzy ściągnęli mnie na dno, po czym nie zastanawiali się nawet, co się ze mną dzieje. Na tamten moment tego nie zauważałam i uciekałam z placówki.

Po trzech miesiącach trafiłam do młodzieżowego ośrodka socjoterapii, z którego po miesiącu zostałam karnie przekierowana do młodzieżowego ośrodka wychowawczego. Tam już nie było tak łatwo jak sobie wyobrażałam. Wszystkie dziewczyny starsze, dyscyplina, nowe zasady, konsekwencje i nowe życie, do którego nie umiałam się przyzwyczaić. Jako dziecko w takim miejscu zaczęłam coraz częściej myśleć o Tobie. Co robisz, czy jesteś bezpieczna. Gdy zasypiałam, marzyłam o tym, jak mnie przytulasz, rozmawiasz ze mną, o wspólnych wyjazdach, których nigdy nie było. Wyobrażałam sobie, że osiągam jakieś sukcesy, a ty jesteś ze mnie dumna. Ale to były tylko moje pragnienia, marzenia. Zdawałam sobie sprawę, że nie da się cofnąć czasu i między nami nie będzie tak dobrze już nigdy, bo wszystko, co dobre i złe zostaje w naszej głowie już na zawsze, a w naszym wypadku tych dobrych sytuacji było bardzo mało i nie było, czego wspominać z uśmiechem na twarzy. 

Obiecałam sobie, że w przyszłości nie pozwolę na to, by moje dziecko musiało przeżywać to co ja, bo to nic dobrego zaznać takiego życia, jakie prowadziłam dotychczas. Bywały czasy, kiedy żyłam na ulicy, bo po prostu tak wolałam. Wybrałam używki i ucieczki z ośrodków, były dla mnie codziennością. Wtedy też myślałam o Tobie i o tym jak żyjesz. Pewnego razu poczułam się bardzo źle, więc przyszłam do Ciebie. W ten sam dzień poszłam do lekarza i okazało się, że zostanę mamą. Wszystko od tej pory się zmieniło i choć sama nie wierzyłam w siebie, że wyjdę z tego bagna, ten mały skarb, który noszę pod sercem, dał mi motywację na zmianę. To dla niego chcę być lepsza!

Już za cztery miesiące maluszek przyjdzie na świat i boli mnie to, że nie chcesz dać mi szansy, tym bardziej, że sama zostałaś młodą mamą, bo byłaś starsza ode mnie tylko o rok. W domu sytuacja diametralnie się zmieniła, masz partnera, który dba o to, by było dobrze, sama masz pracę, a przeszkodą jest dla Ciebie to, by wziąć mnie z dzieckiem pod swój dach. Przykro mi, ale walczę o to, by zostać z maluszkiem w domu dziecka, gdzie przebywam, bo nie wyobrażam sobie tego, by mogli nas rozdzielić. Z autopsji wiem, że rozłąka dziecka z matką to coś najgorszego. Choć ojciec mojego dziecka się wypiera i chce zostawić mnie z tym wszystkim samą, to chcę stworzyć mojemu dziecku najlepsze życie, jakie tylko mogę. Zależy mi na tym, bym każdego dnia mogła cieszyć się, że mam przy sobie całe moje szczęście i być dumna, że w objęciach jednej ręki mam swój cały świat. 

Chcę być przy każdym jego płaczu, słyszeć jego oddech, śmiech, pierwsze słowa… Obserwować każdy jego uśmiech, to jak się rozwija, jak stawia pierwsze kroki i cieszy się życiem. Pragnę każdego dnia czuć bicie jego serduszka, troszczyć się, obdarzać bezwarunkową miłością, jakiej nigdy nie zaznałam. Mimo młodego wieku chcę być cudowną mamą, taką, na jaką zasługuje każde dziecko. Mam nadzieję, że mi się to uda.

Jeśli zobaczysz, że nie jestem taka zła, może zechcesz mi pomóc. No, bo wiesz mamo… Sama będąc matką na pewno byłabym pewniejsza, że mając Cię przy sobie, lepiej sobie poradzę w macierzyństwie. Jeśli jednak będzie inaczej, to wiedz, że się nie zamierzam się poddać. Będę walczyć o szczęście mojego dziecka do końca! Ale choć jest między nami jak jest, to nie zwątpię w Ciebie!

Pamiętaj, że nie każdy, kogo skreślasz Ty, skreśla Ciebie. Zawsze będziesz dla mnie wspaniałą kobietą, bo już wiem, co przeżywałaś nosząc mnie pod sercem dziewięć miesięcy. Po tych wszystkich ciężkich przeżyciach i tak się nie poddałaś i nadal przy mnie jesteś. Może nie jest tak, jakbym tego chciała, ale wiem, że po tych wszystkich latach, gdy sprawiałam Ci problemy, nie mogę oczekiwać cudów. To, że przy mnie nadal jesteś, ma dla mnie ogromne znaczenie. Za to co dla mnie robisz bardzo Ci dziękuję. Dziękuję za każdą chwilę spędzoną wspólnie, wsparcie na miarę Twoich możliwości, cierpliwość i motywację, którą mnie obdarzasz. Jest między nami ciężko, choć lepiej niż było, ale mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej. Nic nie zmienia faktu, że Ty zawsze będziesz moją mamą, a ja Twoją córką. 

Na końcu mojego listu jeszcze raz przypominam ci, że bardzo za Tobą tęsknię i mimo lat, które spędziłam bez Ciebie, nadal czuję potrzebę byś była przy mnie. Bardzo za Tobą tęsknię. Przesyłam pozdrowienia, i pamiętaj, że bardzo Cię kocham!

Twoja córka


 

✔️List został napisany w ramach ogłoszonego przez Fundację po DRUGIE konkursu literackiego zorganizowanego we współpracy z firmą kosmetyczną BANDI i Stowarzyszeniem Ladies First
✔️ Dziewczęta z placówek resocjalizacyjnych, socjalizacyjnych, domów dziecka i rodzin zastępczych przesłały do nas ponad 60 niezwykłych prac i zgodziły się podzielić ich treścią z szerszą publicznością.
✔️Działanie jest realizowane w ramach kampanii społecznej Czytamy dla mamy

#młodzież #podrugie #budujemydom #matkanastolatka #czytamydlamamy


Kluczowa różnica między związkami, które się rozpadną, a tymi, które się rozwiną w trwałą relację

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
9 lipca 2018
Fot. iStock/filadendron

Pamiętacie scenę z filmu „Jerry Maguire”, w której główny bohater mówi do swojej żony: „Uzupełniasz mnie”? Są dwa dobre powody, dla których jesteśmy w związku. Albo czujemy, że ktoś jest naszą drugą połową i bez niego nie jesteśmy kompletni lub widzimy w kimś dobro, który motywuje nas do tego, byśmy sami stawali się lepsi.

Poświęć chwilę, by zastanowić się nad swoim związkiem lub tym, w którym chciałbyś być – i twoją motywacją. Jeśli zdarza się, że masz z kimś silną więź, czujesz natychmiastowe porozumienie, czujesz, że ktoś trafia w twoje serce tak, jak nikt inny wcześniej tego nie zrobił, uważasz, że spotkało cię coś wyjątkowego – odnalazłeś swoją bratnią duszę. Jednak oczekiwanie, że druga osoba jest naszym dopełnieniem niesie ze sobą kilka niebezpieczeństw. Po pierwsze, może doprowadzić do współzależności, w której to polegamy na naszej połówce w kwestii wszystkich naszych potrzeb. Zamiast dorastania i uczenia się, opieramy się na tej osobie, aby nadrobić to, czego nam brakuje. Nie dojrzewamy, a nasza relacja pozostaje w stagnacji. Jednak zdrowe relacje charakteryzują się pewnym delikatnym rodzajem współzależności . Zamiast „dopełniać” nas, nasi partnerzy „uzupełniają” nas. W tego typu relacjach stoimy razem ręka w rękę i jesteśmy otwarci na siebie. Doceniamy mocne strony naszego partnera i korzystamy z wzajemnego dawania sobie z siebie i otrzymywania wsparcia. Rozwijamy się indywidualnie i jako para.

Jeśli jak Jerry Mcguire uważasz, że druga strona cię dopełnia, twoja motywacja jest ukierunkowana na samego siebie. Cenisz partnera w sposób instrumentalny , ponieważ cię dopełnia. Prawdopodobnie, jeśli przestanie cię dopełniać, ty przestaniesz go kochać.

Jeśli jednak twój związek opiera się na dobroci, gdy cenisz w partnerze jego  charakter, starasz się również „naprawić sam siebie”. Druga osoba wywołuje w nas ciepłe uczucia, otwiera nasze serca i przenosi naszą uwagę z siebie samego na innych.

Dlatego właśnie związki zbudowane na podziwie dla dobrego charakteru partnera mają o wiele większe szanse się rozwinąć i trwać w najlepsze, podczas gdy te oparte na dopełnianiu nie mają mocnego fundamentu.


Na podstawie: psychologytoday.com

POLKA NA DIECIE BANER

 


Zobacz także

Pozwól sobie na upadek. Czasem inna perspektywa pozwala dostrzec nowe możliwości

Czy mamy dziś czas na DUCHOWOŚĆ? Czy wolimy uciec niż zastanowić się, co takiego dzieje się w naszym życiu

10 rzeczy, które świadczą o tym, że wcale się nie starzejesz, tylko dojrzewasz