Jeśli facet, to tylko starszy i błagam nie przekonujcie mnie, że jest inaczej

Listy do redakcji
Listy do redakcji
10 maja 2017
Fot. iStock/YakobchukOlena
Fot. iStock/YakobchukOlena

Pokłóciłam się z koleżankami niemal na śmierć i życie. I to o co? O facetów! Masakra. Hasłem, że jeśli facet, to tylko starszy wywołałam taką dyskusję, że niemal skoczyłyśmy sobie z pazurami do oczu. Dlatego też postanowiłam o tym napisać.Oczywiście wszystko zaczęło się od romansu jednej z nas z młodszym o prawie 15 lat kolegą z pracy. Usłyszałyśmy, że po pierwsze jest genialnym kochankiem, co to i z trzy razy w nocy bez problemu może. Po drugie, że przy nim czuje się pożądana i piękna. Po trzecie, że może z nim śmiać się do rozpuku, że ją rozśmiesza, jest dowcipny, elokwentny. Po czwarte, że ona przy nim jakby miała z 20 lat mniej. I tu jak dla mnie miarka się przebrała. No bo jeśli chodzi o to, żeby czuć się o 20 lat mniej nie trzeba mieć młodszego kochanka i taki argument, to raczej objaw strachu przed starzeniem się.

Nie rozumiem zachwytów nad młodszymi facetami. Zawsze pojawia się: bo ma więcej energii, więcej pomysłów, jest pełen zapału, pozytywnego myślenia. Kochane, ale czy wasz facet/mąż, który dzisiaj jest w waszym wieku albo ciut starszy, nie był taki, gdy poznałyście? Czy te 20 lat temu nie tryskał energią i humorem? Czy nie zachwycił was ciekawością świata, swoimi planami, marzeniami? Czy seks nie był wtedy cudowny?

Żeby było jasne. Nie jestem kobietą, której w życiu wszystko wyszło. Niestety. Ale po rozwodzie przez chwilę wpadłam w sidła takiego młodszego faceta. Piałam dokładnie tak, jak ta moja przyjaciółka. Że ach i och. I jaki on cudowny, wspaniały. Tyle, że gówniarz. I oczywiście, że to może być urocze i że można takiemu matkować, ale nikt mi nie powie, że w większości przypadków (daleka jestem od generalizowania) to faceci, którzy w starszych kobietach szukają:

a) swoich matek

b) potwierdzenia swojej męskości, skoro potrafią zaspokoić tę bardziej doświadczoną i starszą

c) sięgnięcia po zakazane, zwłaszcza, gdy ona jest mężatką

Czasami jest to związane z jakimś podziwem, że ona starsza na niego spojrzała, to koi ich niezaspokojone zachwytów ego. Później będą się chwalić o ile od nich starsza babka, poszła z nimi do łóżka. Słyszałam takie rozmowy, uwierzcie dla kobiet dzisiaj zachwycających się młodszymi kochankami, to nic miłego.

Jak było w moim przypadku? Klasyczne połączenie potrzeby, by mu matkować z potrzebą mówienia mu, jaki jest wspaniały. Te pyszne obiadki, te wyprane gacie, ognisko domowe wychuchane i ja po latach kiepskiego seksu w małżeństwie odkrywająca dzięki niemu na nowo swoją kobiecość – idylla. Do czasu. Kiedy okazało się, że właściwie to ja robię wszystko, a on wszystko ma w głębokim poważaniu. Ta jego dotychczas urocza szczeniackość zaczęła mnie trochę mierzić. Te buty rozwalone w przedpokoju, ciuchy rzucone na podłodze w łazience. Wpadał, kiedy jemu było wygodnie, kiedy jemu pasowało. Zasada była jedna – przychodził, gdy nie było dzieci. Tego też nie mógł zrozumieć z czasem. Nie rozumiał, gdy mówiłam mu, że nie mogę im wywracać życia do góry nogami, że mam potrzebę poświęcania im maksimum mojej uwagi, nawet na razie kosztem tego nazwijmy to „związku”. Żałuję, że my się od razu tylko na seks nie umówiliśmy. Ale ja z poczuciem styrania życiem potrzebowałam tego powiewu świeżości, tylko z czasem coraz częściej miałam wrażenie, że dzieci u ojca, a ja w domu z jeszcze jednym… Żadnych wyjść na kolację, do kina, nigdy nie poznałam jego znajomych, choć później zdałam sobie sprawę, że wcale mi na tym nie zależało.

Szybko zabrakło nam tematów do rozmów, nasza relacja opierała się na seksie i na kłótniach o to, że ja jednak jestem dla niego za mało. Kiedy mu powiedziałam, żeby spadał na drzewo, poczułam tak niewypowiedzianą ulgę, jakbym się balastu pozbyła. To, co miało mnie unosić, niebezpiecznie ciągnęło w dół i w chorą zależność.

I pewnie też dlatego cała dyskusja o wyższości starszych facetów nad młodszymi się rozpętała. Bo dzisiaj jestem z mega fajnym facetem, już kilka lat i nigdy nie było mi lepiej. Jest 8 lat ode mnie starszy, też po przejściach, ale wiecie po czym poznać klasę – po tym, jak mówi o swojej byłej żonie, jak dobre relacje mają.

Starszy facet to niewyczerpane źródło realnego zachwytu. Bo ma dystans do siebie, potrafi z siebie żartować. Nie szuka dziury w całym, pierdoły nie urastają dla niego do ogromnego problemu, który trzeba wykrzyczeć. Niestety młodszym facetom tego zdecydowanie brakuje. Są za nami lata świetlne w każdym obszarze naszego życia. Brakuje im doświadczenia, obycia. Wierzę, że będą świetnymi partnerami, ale dla młodszych od siebie kobiet, bo dopiero im będą mogli pokazać swoją prawdziwą wartość, a nie szukać jej potwierdzenia w oczach starszej od nich partnerki.

Nie chciałbym przez cały taki związek zastanawiać się, co będzie, gdy to ja się zestarzeję, a on wtedy zrozumie, że te 30-latki patrzą na niego z ogniem w oczach, bo jest starszy, dojrzały, budzi zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. One będą młode, on pewnie koło 40-tki, a ja? Różnie może być. Nie chciałabym żyć w takiej powracającej niepewności i nieustannej pracy nad tym, by udowadniać mu jemu swoją atrakcyjność.

Poza tym, nie potrzebuję młodszego faceta, żeby przy nim cieszyć się życiem i czuć się o 20 lat młodziej. Kogo chciałabym oszukać? Siebie? Jego? Mam tyle lat, ile mam. A na ile się czuję? Na pewno nie czuję się staro, ale też nie chcę być podlotkiem, co to nagle w wieku ponad 40-tu lat ubiera miniówki, wsiada do terenowego auta, śpi pod namiotem i w weekend wskakuje na rower przejeżdżając 180 km. No nie, to już mam za sobą. Lubię namiot – ale też lubię odpocząć w bardziej komfortowych warunkach. Lubię, jak mój facet o mnie dba, jak rozumie, że też mam swoje życie, swoje dzieci. Lubię, gdy nie jest nachalny, gdy daje mi przestrzeń do złapania oddechu, Lubię, gdy jest, nawet gdy go nie ma. Tak potrafią starsi faceci, faceci dojrzali. Którzy nie boją się, że zdradzimy ich za rogiem, bo są świadomi swojej wartości. Męscy i silni i na nich można się wesprzeć.

A seks? Seks też może być cudowny. I choć kiedyś nie myślałam, że to powiem, to jednak – seks ze starszym facetem to inna bajka, to inny poziom wtajemniczenia. To inna jakość – dla mnie osobiście lepsza od tamtej, z młodszym.

Pewnie dlatego nigdy nie zrozumiem zachwytu nad młodszymi facetami i związków z nimi… To złudne budowanie poczucia wiecznej młodości… A co, gdy on powie: „Sorry, ale jesteś za stara”. Nie chciałabym nigdy martwić się, że to usłyszę. Zdecydowanie to ja wolę być tą młodszą.


Otyłość zaczyna się w głowie. 10 dowodów na to, że mózg może sprzyjać tyciu

Redakcja
Redakcja
10 maja 2017
Fot. iStock / evgenyatamanenko
Fot. iStock / evgenyatamanenko

W przypadku, gdy choć raz zmagałaś się z problemem tycia, na pewno zastanawiałaś się, z jakiego powodu właściwie przybierasz na wadze? Być może problem tkwi w predyspozycjach genetycznych lub chorobach, które spowalniają metabolizm. A może po prostu nie potrafisz pohamować się z tłustymi i słodkimi potrawami, co mści się na swoim ciele.

Przyczyna łapania zbędnych kilogramów może wynikać nie tylko ze słabej psychiki czy chorującego organizmu. Ogromne znaczenie dla tego problemu ma przede wszystkim mózg.

A wszystko to może być winą mózgu, ponieważ: 

1. Mózg kocha przyzwyczajenia

Mniej istotne, czy są one dobre, czy złe, mózg uwielbia regularność. Zakorzeniony sposób myślenia nie pozwala na podejmowanie innych decyzji, szczególnie gdy mamy pod ręką to, co tak bardzo kochamy. Za zamiłowanie do smaku niezdrowej żywności i zbyt częste jej spożywanie, w wielu przypadkach odpowiada wdrukowany od najmłodszych lat wzorzec wyniesiony z domu rodzinnego.

2. Tworzy zaburzenia ośrodkowego układu nerwowego

W wielu przypadkach po prostu zawodzi kontrola głodu i sytości, sprawowana w organizmie przez ośrodkowy układ nerwowy, a w nim podwzgórze, węchomózgowie, układ limbiczny, twór siatkowaty, kora mózgowa, jądra migdałowate. Gdy w mózgu następują różne zachwiania ze strony neuroprzekaźników (serotonina, noradrenalina, dopamina), zaczynamy jeść zbyt dużo.

3. Wykazuje impulsywność 

Impulsywność mózgu, czyli skłonność do poszukiwania silnej stymulacji oraz gwałtownych zachowań, wynika z różnicy w grubości kory mózgowej. Osoby impulsywne mają większą skłonność do podejmowania ryzykownych decyzji i niskiej samokontroli, więc narażeni są bardziej na uleganie pokusom.

4. Cierpi z przepracowania 

Mnogość zadań, jakie każdego dnia wykonuje nasz mózg jest niewiarygodna. A przecież ten organ nie ma ani chwili zupełnego spoczynku, bo nawet gdy odpoczywamy czy śpimy, nasz organizm kierowany przez mózg pracuje, procesy myślowe również mają miejsce. Więc gdy mózg jest przepracowany, co może wynikać ze zbyt wielkiej ilości aktywności, chcąc odwrócić uwagę od istotnych zadań, skupia się na przyjemnościach, łatwiej im ulegając.

5. Ma ograniczone zasoby 

A dokładniej jego skłonność do nieustawicznej pracy na wysokich obrotach, nie jest stale taka sama. W wyniku konieczności podejmowania poważnych decyzji wyczerpuje  rezerwy siły woli. A słabsza wola oznacza łatwiejsze poddanie się przyziemnym pokusom.

6. Tworzy się błąd przewidywania

Czyli sytuacja, w której mózg tworzy przekonanie, że jesteśmy w stanie pokonać pokusę, a jednak sięgamy po zakazany owoc mimowolnie. Mózg się myli w odbiorze rzeczywistości, co skutkuje powstaniem uczucia zdziwienia tym, co się stało i jednocześnie lekceważenia skłonności do przejadania się.

7. Wykazuje podatność na uzależnienia

Mózg szybko uzależnia się od działania używek, w tym także od dużych ilości cukru i tłuszczu w pożywieniu. Szczególnie osoby o słabszej samokontroli są podatne na ich działanie. Tendencję do przejadania się wykazują również osoby cierpiące z powodu silnego uczucia nudy, samotności i stresu. Aby poluzować towarzyszące napięcie wewnętrzne, ludzie ci często sięgają po żywność bogatą w cukier i tłuszcz, co zapewnia tymczasową emocjonalną ucieczkę od odczuwalnego dyskomfortu.

8. Odczuwa głód cukru

Mózg stanowi mniej więcej 2% masy ciała, a zużywa prawie 1/4 dostarczanej organizmowi energii. To bardzo dużo, więc by nie skończyło się mu paliwo, „zmusza nas” do ładowania akumulatorów. Mózg żywi się głównie glukozą, bez której komórki nerwowe zaczynają szybko obumierać. Z tego powodu w czasie intensywnego wysiłku umysłowego pojawia się nieposkromiona ochota na słodycze, które przecież są bardzo kaloryczne.

9. Reaguje na obecność bodźców smakowych/zapachowych

To, co nazywamy samokontrolą może szybko zniknąć, po zjedzeniu nawet najmniejszej ilości fast foodów. Wystarczy, że przejdziemy obok ulubionej restauracji czy cukierni, poczujemy zapach, zobaczymy szyld reklamowy i w naszej głowie rodzi się przemożna chęć na zjedzenie czegoś zakazanego. To odczuwamy nawet nie tyle jako pokusę, ile po prostu przymus.

10. Uspokaja poczucie winy

Żeby uspokoić poczucie winy, które często odczuwamy podczas jedzenia niezdrowej żywności, wymyślamy wymówkę, aby tymczasowo uciszyć niewygodne poczucie kontroli. Wtedy pojawiają się myśli pt. „tylko dziś zjem kawałek, a i tak od jutra wracam na ścisłą dietę”. Niestety efekty zazwyczaj są inne niż te zamierzone.


 

źródło: www.powerofpositivity.com, vitalia.pl


„Poznaj, by zrozumieć”. A ty, mamo, znasz mnie chociaż trochę?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
10 maja 2017
Fot. iStock / martin-dm
Fot. iStock / martin-dm

Cześć mamo,

czasem myślę, że ty mnie w ogóle nie kochasz. Nie płacz, wiem, że chcesz powiedzieć: „jak możesz tak mówić?!”, że jestem straszna, ale to nie tak. Pewnie gdybym miała tyle tyle lat co ty, umiałabym to wszystko inaczej nazwać. Usiadłabym w fotelu i używała innych słów podczas rozmowy, mówiła, że „boli mnie twoja nieuważność”, „że coś jest dla mnie ważne i chciałabym, żebyś to uszanowała”. Ale jeszcze tego nie potrafię, dlatego płaczę, albo udaję, że mnie nie obchodzisz. Czasem krzyczę, nie jestem pewna dlaczego, ale wtedy czuję wszystko tak mocno, a jednocześnie tak trudno mi o tym mówić.

W moim „nie kochasz” kryje się bardzo wiele. Jest tam twój szlaban na spotkania z Aśką, to że nie chciałaś słuchać moich wyjaśnień. Twój lęk przed moją seksualnością, którą ograniczasz do drżenia bym przypadkiem seksu nie uprawiała i „nie wpadła”.

W tym „nie kochasz mnie” mieści się każda rozmowa, której nie chciałaś przeprowadzić ze mną w obawie, że nie znajdziesz dość argumentów, by mi czegoś zabronić. Twój brak czasu na to, by nauczyć mnie być kobietą, która lubi siebie. Zresztą, nieważne, jak mogłabym lubić siebie, skoro nawet ty nie lubisz mojego towarzystwa.

W każdej „szpilce” – bo tak mówisz o moich słowach – którą ci wbijam, kryje się jakaś różnica między nami. Wiesz mamo, ja cię bardzo kocham. I chciałabym, żebyś mi pomogła. Ja nie miałam nigdy 35. lat, nie umiem spojrzeć na to wszystko z twojej perspektywy, ale ty miałaś przecież 16-cie, prawda? Spróbujesz sobie przypomnieć mamo, co wtedy widziałaś?

Kocham cię, twoja córka

A co znalazłoby się w liście od twojego dziecka? Zastanawiałaś się nad tym?

Wiecie, czego boję się najbardziej? Za każdym razem, gdy wydaje mi się, że moje dzieci stwarzają jakieś problemy, myślę sobie: „A co będzie, gdy dorosną?”. Czy poradzę sobie? Bo tak bardzo nie chciałabym zapomnieć o czymś ważnym, przeoczyć tego, co dla mnie wydaje się zwykłe i oczywiste, a dla nich będzie końcem świata.

Dziecko dorasta i to przeraża nas najbardziej. Bo nagle okazuje się, że wysiłek, jaki musimy włożyć w budowanie z nim relacji, jest naprawdę duży. Musimy słuchać i odpowiadać, nie pomogą już żadne triki, żeby kupić sobie trochę czasu na niewygodne tematy. Co gorsza, nasz słodki maluch zamienia się w ostrego krytyka, który zmusza nas do skonfrontowania się z tym, że często uciekamy, nie wiemy lub nie chcemy wiedzieć, bywamy głusi lub zbyt mało czuli na potrzeby drugiego (a przecież ukochanego!) człowieka. Twój nastolatek każe ci zrobić porządny rachunek rodzicielskiego sumienia. I wiecie co? Jeśli jest w nas choć odrobina chęci do tego, by z naszym dzieckiem żyć szczęśliwie i jeszcze nauczyć je najlepiej, jak tylko potrafimy, co znaczy szczęśliwie, to najwyższy czas, by przypomnieć sobie, że:

  • też kiedyś byliśmy młodzi, a świat wyglądał dla nas zupełnie inaczej,
  • też czuliśmy mocniej i intensywniej to, co nam się przydarza,
  • też uczyliśmy się naszych własnych emocji,
  • też trudno było nam spojrzeć z innej perspektywy,
  • też brakowało nam pewności siebie,
  • też potrzebowaliśmy zrozumienia, a nie ciągłych pouczeń,
  • też chcieliśmy być ważni, wyjątkowi, docenieni.

W okresie adolescencji dzieje się tak wiele, że trudno dziwić się typowym dla nastolatków zachowaniom. Bo przecież często sami – zbyt zajęci, zagonieni, sfrustrowani, wcale im tej przemiany nie ułatwiamy. Nie potrafimy pogodzić się z całkowitą utratą kontroli nad jeszcze wczoraj „dzieckiem” i jednocześnie oczekujemy, że nagle stanie przed nami w pełni ukształtowany, racjonalny, dojrzały i odpowiedzialny „dorosły”.

Pamiętajmy, że to długa droga. Każdy z nas kiedyś nią szedł

Genialne spostrzeżenia w swojej nowej książce „Nastolatki pod lupą. Poznaj by zrozumieć” zawarła dr Aleksandra Piotrowska (tak, będę was gorąco namawiać do lektury :) ).

„(…) często dorośli nie mają świadomości, co się w tych dorastających dzieciach dzieje. Czego rodzice oczekują, pohukując na nastolatka przy rówieśnikach? Skruchy? Całowania po rączkach i mówienia „przepraszam bardzo”? Ten prędzej przybierze luzacką postawę i pozornie bardzo spokojnym tonem spyta: „Już? Już skończyłeś?”. A w środku rozpada się na części z bezsilności i walczy ze sobą, żeby się nie rozpłakać. Jednak mało uważny dorosły, a większość z nas taka jest, co widzi? Aroganckiego, bezczelnego gnojka, który go nie słucha i jeszcze pyskuje”.*

Bo żeby zrozumieć warto wiedzieć, co dzieję się z dzieckiem (i wcale nie mam na myśli studiowania szablonowych poradników), trzeba przypomnieć sobie, co tak naprawdę stoi za każdym „bo ty nic nie rozumiesz” i nauczyć się rozumieć nasze dzieci. Starsze, z innymi potrzebami, marzeniami i lękami. One zmieniają się tak jak my.

Gorąco polecam wam jeszcze raz lekturę tej książki, zapewniam, że jest do połknięcia przy popołudniowej kawie (lub dwóch). Lekka i forma rozmowy prowadzi nas niespostrzeżenie przez najważniejsze zagadnienia i bardzo dobrze ułatwia dostrzeżenie tych wszystkich zmian i problemów w naszym życiu.

Świetna książka, która uczy nas, rodziców „patrzeć”.

9788380733237

Dziś premiera! Książkę znajdziecie na stronie wydawnictwa: zielonasowa.pl.

*Fragment z książki „Nastolatki pod lupą. Poznaj by zrozumieć”,  dr Aleksandra Piotrowska, Ewa Świerżewska, Wydawnictwo Zielona Sowa, 2017


Zobacz także

Fot. iStock/Chris Bernard Photography Inc.

Nieważne co założysz, ważne byś czuła się dobrze

Fot. iStock / stock_colors

Zdradziłam. Tak bardzo pragnęłam tych wszystkich drobiazgów, które w naszym domu już dawno zniknęły

Fot. iStock / AzmanL

Rozwiązanie konkursu „Magia SPA we dwoje”