Jeść czy nie jeść, czyli świąteczny ból głowy

Magda Jarzębowska psychodietetycznie
Magda Jarzębowska psychodietetycznie
14 kwietnia 2017
Fot. iStock / M_a_y_a
Fot. iStock / M_a_y_a

Przed nami czas świątecznych dni, który nierozerwalnie łączy się z suto zastawionym stołem. I choć tę tradycje tu i ówdzie, ci i owi starają się przełamać, trzyma się ona mocno.

A zatem, świętowanie to synonim siedzenia przy stole i zaspokajania potrzeb podniebienia. Ci, którzy do tej pory próbowali się ograniczać, walcząc z nadmiarem kilogramów przeżywają prawdziwe katusze stając przed dylematem – jeść czy nie jeść.

Większość w końcu ulega rzucając do kąta swoje postanowienia. Kąt musi być koniecznie ciasny, żeby z niego te postanowienia nie wyszły, powodując dyskomfort podczas delektowania się smakołykami.

Wcześniej czy później jednak pojawia się refleksja, która pociąga za sobą sznur utkany z poczucia winy. Poczucie winy, niczym kokon owija szczelnie winowajcę, aby ten przypadkiem nie próbował się wymigać od odpowiedzialności.

Skoro dał się ponieść poezji smaku, musi teraz zejść do piekła wyrzutów sumienia. I tak kończy się świąteczna idylla.

Czy to Święta Zmartwychwstania, Bożego Narodzenia, czy po prostu imieniny cioci Heli, weekend majowy lub wesele Tomka – wszystkie one psują szyki odchudzającym się. Wszystko było by prostsze, ( czytaj odchudzanie) gdyby nie ten świąteczny czas.

Kiedy podejmujemy postanowienie o zmianie nawyków żywieniowych, optymistycznie zakładamy, że oto trwać będziemy w nałożonych przez siebie ramach, bez względu na okoliczności. Założenie to z gruntu jest fałszywe i faktycznie krzywdzące osobę, która takie założenie przyjmuje.

Zamykając się na świąteczny czas, unikając go, bojąc się go – najczęściej tylko wzmagamy pragnienie, przeżywamy poczucie niesprawiedliwości ( inni mogą, ja nie), czujemy się wyalienowani, co gorsza niezasługujący na oddech od codzienności ( nawet jeśli to oddech z pełnym żołądkiem). A czas świąt przecież, to zatrzymanie się, chwila inna od powszedniości, zazwyczaj uroczysta i połączona wiecznym węzłem z celebracją pożywienia.

Skoro tak jest, dlaczego nie włączyć tego czasu do planu swojej zmiany ( lub odchudzania – jeśli ktoś woli), czy dobre nawyki żywieniowe oznaczają wieczny post.

Nic bardziej błędnego – tu tak, jak wszędzie obowiązuje zasada równowagi. Samokontrola,w tym także wola, będzie miała łatwiej, jeśli święta będziemy traktować jak święta.

I słyszę już te głosy, że przyzwolenie na jedzenie uruchomi lawinę. A czy lawiny nie uruchomi zakaz ? Skoro i tak, większość się złamie i przy tym stole zasiądzie, tyle że z poczuciem wstydu i winy.

W takiej sytuacji łatwiej stracić panowanie nad sobą, ponieważ gdy już zaczniemy jeść, nie chcemy pamiętać o tym, co do tej pory przed jedzeniem nas powstrzymywało. A te wszystkie oskarżenia pod swoim adresem, w czymś po fakcie pomogą? Raczej chyba tylko w pogorszeniu samooceny.

Dlatego nie dziwcie się, że jestem zwolenniczką świętowania, bez wyrzutów sumienia, bez względu na etap zmiany nawyków. Bo przecież świętowanie nie oznacza brak hamulców w jedzeniu ( te najczęściej zawodzą, jeśli stawiamy sobie zakazy) – oznacza przyzwolenie na radość, by potem z nabytą siłą, powrócić na obraną drogę. Zauważcie na koniec, jak powraca się po porażce ( „miałam nie jeść a najadłam się, jestem do niczego”), a jak po mile spędzonym czasie – chyba z większą ochotę i siłą


Otyłość to nie problem, tylko jego objaw

Magda Jarzębowska psychodietetycznie
Magda Jarzębowska psychodietetycznie
19 kwietnia 2017
Fot. iStock / Rostislav_Sedlacek
Fot. iStock / Rostislav_Sedlacek

Jak często zdarza Ci się słyszeć słowa ?

– Boli, weź tabletkę przeciwbólową !

– Wzdęło Cię, znam świetny preparat przeciwko wzdęciom !

– Jesteś zestresowana, weź coś na uspokojenie!

No i w końcu : Utyłaś, to schudnij !

Tak jak ból jest tylko objawem tego, że coś niepokojącego dzieje się w organizmie. Tak nadmierne kilogramy – to krzyk ciała, że dzieje się coś złego w ciele, duszy bądź środowisku życia. Dlatego najczęściej polecana dieta odchudzająca jest jedynie przysłowiową tabletką przeciwbólową – na ból zęba. Nie usuwa przyczyn problemu, często go potęgując. Pewnie znasz osoby, które mimo licznych diet, jakim się poddawały – wyglądają wciąż tak samo, lub jeszcze gorzej. To znaczy chudną owszem, by za czas jakiś przytyć ponownie, jeszcze więcej. To osoby, które uwierzyły, że wystarczy schudnąć aby pozbyć się problemu. Nie chcę, w tym miejscu pisać o licznych wadach „kuracji” odchudzających, których jestem zagorzałą przeciwniczką, jedynie podkreślić ich jałowy charakter w walce z plagą współczesności.

NIE WYLECZYMY NIKOGO Z OTYŁOŚCI, JEŚLI BĘDZIEMY SKUPIAĆ SIĘ NA REDUKCJI WAGI

To tak, jakbyśmy całą energię kierowali na to, by ząb już nie bolał, nie myśląc o tym, jak go uzdrowić. Uzdrowienie zęba, to z jednej strony usunięcie źródła choroby, z drugiej działania profilaktyczne – by pozostał zdrowy jak najdłużej. Znając przyczyny jego złego stanu, zwiększamy szansę na to, że będą to działania skuteczne. Podobnie z nadmierną ilością kilogramów, która najczęściej ma, dające się odnaleźć i nazwać przyczyny. Analiza tych przyczyn i dobrze opracowany plan zmiany – to pierwszy krok do sukcesu. Spadek wagi powinien być skutkiem działań podjętych na podstawie planu, a nie celem samym w sobie.

Dlatego uważam, że nie sposoby redukcji wagi powinny zaprzątać głowy specjalistów – a skutecznej diagnozy. Umiejętność analizy zebranych danych, i wspólne z klientem stworzenie planu działania, to podstawa na bazie, której można rozpocząć właściwą terapię. Coraz częściej tak się dzieje, chociaż w mojej ocenie wciąż za rzadko.

Dobry specjalista to osoba ciekawa Twoich problemów, patrząca na nie w sposób całościowy, która nie oddziela duszy od ciała. Problem otyłości jest problemem całego człowieka. Im więcej specjalista chce się dowiedzieć, w tym lepszych rękach jesteś.

GDZIE SZUKAĆ PRZYCZYN PROBLEMU Z NADMIAREM KILOGRAMÓW?

Coraz więcej wiemy o otyłości, przede wszystkim to, że przyczyny mogą być bardzo różne, lub wiele z nich może nakładać się na siebie.

Powinniśmy, więc szukać ich w ciele, psychice i środowisku.

Szukając ich w ciele warto rozważyć stan mikroflory jelitowej, stan układów hormonalnych, niedobory składników odżywczych, obciążenie organizmu toksynami, pasożytami, przyjrzeć się zdiagnozowanym chorobom, przyjmowanym lekom.

Analizując środowisko dobrze jest przyjrzeć się stopniu jego zanieczyszczenia, używanej na co dzień chemii ( zarówno tej do utrzymania domu w porządku, jak i tej służącej do codziennej higieny, pielęgnacji ciała). Nie mniej ważny jest styl życia ( praca, odpoczynek – aktywność ) oraz jedzenia ( jego jakość, ilość, regularność, złe i dobre nawyki). W końcu warto popatrzeć na najbliższą rodzinę (pierwotną), na jej przyzwyczajenia, przekonania dotyczące życia, jedzenia, szczęścia oraz wygląd jej poszczególnych członków.

Człowiek, nie zapominajmy o tym – obdarzony jest jedyną w swoim rodzaju ( odróżniającą go od reszty) psychiką, na którą składa się wiele skomplikowanych elementów. Obszary, które warto przeanalizować to: odczuwanie i podatność na stres, umiejętność radzenia sobie z emocjami, umiejętność zachowania równowagi między realizowaniem potrzeb innych a swoich, umiejętność zachowywania równowagi między pracą a odpoczynkiem, samoocena, wiara w osiąganie założonych celów, umiejętność odraczania gratyfikacji, poczucie sprawstwa i wiele innych.

Tylko całościowa analiza oraz umiejętność wskazania możliwych powodów problemu z nadmiarem kilogramów, pozwoli Ci wejść na ścieżkę prowadzącą do ich usunięcia. Jeśli będziesz pracować nad usunięciem przyczyn problemu, żadne diety odchudzające nie będą Ci potrzebne. Fakt, że droga do poradzenia sobie z problemem nie zawsze jest łatwa, zazwyczaj wymaga podejmowania wielu działań i zmiany dotychczasowego myślenia o sobie, świecie itp. Ale dobra wiadomość jest taka, że wejście na drogę zmiany i dojście do celu zależeć będzie przede wszystkim od Ciebie. Czas zatem poznać przyczyny swoich problemów z wagą i przejąć kontrolę nad ich usuwaniem. Kiedy przejmiesz kontrolę nad swoją drogą poczujesz, że żyjesz i już nigdy nie będziesz chciała oddać jej w ręce choćby najlepszego specjalisty od metamorfozy w siedem dni.


To Ty jesteś ekspertem od tego, czego Ci potrzeba

Magda Jarzębowska psychodietetycznie
Magda Jarzębowska psychodietetycznie
28 września 2016
Fot. iStock/vladans
Fot. iStock/vladans

Stałam przed ścianą poradników na temat zdrowego odżywiana się i stylu życia i czułam, że kręci mi się w głowie. Wszystkie książki pięknie wydane, kuszące, wiele z nich zawiera wartościową treść. Pomyślałam, że Internet też pęka w szwach od stron inspirujących do zdrowego odżywiania, fantastycznych przepisów kulinarnych i osób które motywują do zmian.

Jak to możliwe, że w zalewie tak wielkiej ilości porad, tak trudno mi znaleźć taką, która zainspiruje do działania, zmiany na lepsze – nie na chwilę, ale już na zawsze.

Być może odpowiedź kryje się w tym, że nie wsłuchuję się w swoje osobiste potrzeby, tylko patrzę na to, co powinnam robić  i jak. Płynę z prądem, który niesie mnie poprzez mody i chwilowe trendy. Jeśli mówią, że gluten jest zły przestaję go jeść, nawet jeśli mi nie szkodzi. Jeśli wszyscy ćwiczą z Chodakowską mimo, że nie znoszę takich ćwiczeń – ćwiczę i ja. I sadzę zioła na balkonie mimo, że mieszkam przy ruchliwej ulicy – bo przecież swoje najzdrowsze.

Może zamiast skupiać się na tym, co mogę wybrać z setki oferowanych pomysłów na siebie, powinnam skupić się na tym czego, tak naprawdę potrzebuję, co jest dla mnie ważne. Choć przez głowę przebiega myśl, że ja nie wiem, co jest dla mnie ważne – bo ta informacja zawsze przychodziła z zewnątrz ( najpierw od rodziców, potem od rówieśników, mediów itd) zaczynam się nad tym głęboko zastanawiać.

Mam 40 lat, rodzinę, niezależność zawodową, niezłe zdrowie, ciągle nowe pomysły – może trochę mało czasu na ich realizację, ale mam do nich dystans. Mam przyjaciół na których mogę liczyć w trudnych chwilach.

Czego mi potrzeba? Kilku nowych ciuchów i nowej fryzury, by poczuć się atrakcyjne, trochę spokojnych chwil, niezakłócanych krzykami dzieci i ich naglącymi potrzebami. Może więcej uwagi męża, goniącego za pracą i pieniędzmi. Większej odporności na jesienne chłody. Ale nie potrzebuję spektakularnych zmian, nie chcę robić przemeblowania w moim życiu. Bo nawet jeśli jest w nim rutyna, to ja tę rutynę lubię, czuję się w niej bezpiecznie, z niej czerpie siły do działania. Lubię  co rano usiąść z kubkiem kawy w ręku i zastanowić się na tym, co czeka mnie dnia dzisiejszego, jakie mam plany. I nie oddałabym tej mojej niezależności za żadne obietnice sukcesu, jeśli wiązałyby się z jej utratą. Potrzeba mi jeszcze równowagi w stosunku mieć do być. Aby przestać zależeć tak bardzo od rzeczy. To pewnie znak mijającego czasu i naturalnej ewolucji w stronę duchowości. Potrzeba mi jeszcze troski o własną przestrzeń, gdy ktoś próbuje ją naruszyć, poprzez narzucenie mi swojej woli, krytykę, pretensję czy wymuszenie na mnie opowiedzenia się po jakiejś stronie. Chcę mieć prawo do nieposiadania zdania lub zachowania go dla siebie. To są dla mnie rzeczy ważne, teraz to czuję. Im dłużej myślę czego  mi potrzeba – tym więcej emocji pojawia się we mnie i zaczynam, nie tylko rozumem ale i sercem je wszystkie obejmować. To nie są złe emocje, nie ma w nich złości czy lęku. Czasem tylko pojawi się smutek, że zbyt rzadko ze sobą rozmawiam. Robi się tego coraz więcej, napływają nowe myśli – ale nie zmącone niczym płyną swobodnie.

Kiedy kończę zbieram je wszystkie i już wiem, za co chciałabym się zabrać, w pierwszej kolejności, aby zacząć realizować swoje potrzeby, także te dotyczące odżywiania. Bo to, co jem wypływa z tego, jaki mam do siebie stosunek. To co jem, jest manifestacją tego, co wiem o sobie i swoich potrzebach.

A czy TY wiesz czego potrzebujesz, czy znasz swoje prawdziwe myśli i emocje. Kiedy ostatni raz odbyłaś szczerą rozmowę z samą sobą. Im więcej o sobie wiesz,  tym łatwiej odnajdziesz się w gąszczu proponowanych stylów życia, porad –  bo czujesz, które są dla Ciebie, z których warto czerpać inspirację. Nie zwrócisz,  więc uwagi na Pana, który wie lepiej czego ci potrzeba, nawet jeśli najpiękniej uśmiecha się z okładki książki i najszybciej na świecie odchudza swoich klientów.

Nie uwierzysz niebieskookiej blondynce, że tylko taki rodzaj śniadań jest wartościowy – bo wiesz po jakim pokarmie czujesz się najlepiej, co daje ci moc na resztę dnia.

Chyba, ze tego nie wiesz. Wróć zatem do początku i zacznij od pytania –  czego ci tak na prawdę potrzeba.