„Jemu się nie układało, mnie też nie. Tyle jest przecież takich historii, że prawdziwą miłość odnajduje się po czasie, kiedy ważne decyzje są już dawno za nami”

Magdalena Lis
Magdalena Lis
24 kwietnia 2017
Fot. iStock / teksomolika
Fot. iStock / teksomolika

Mieszam łyżeczką w kubku z herbatą. Na kuchence gotuje się obiad, po południu upiekę ciasto drożdżowe. W pokoju obok siedzi mój chłopak, nawet ze sobą nie rozmawiamy. Działam mechaniczne, jestem oderwana od rzeczywistości to co dzieje się tu i teraz średnio mnie obchodzi. Mam kochanka, kocham mężczyznę, z którym nigdy nie będę, bo on wybrał żonę. Cierpię, choć jak to mówią – na własne życzenie.

Życie na własny rachunek

Mieszkam w małej popegeerowskiej wsi, w rejonie gdzie jest duże bezrobocie. Skończyłam technikum cukiernicze, dorabiałam u sąsiada na gospodarstwie. Rozglądałam się za jakimś zajęciem, które miało mi zagwarantować etat i stały zarobek. Udało mi się. Okoliczne przedsiębiorstwo prowadziło rekrutację, dostałam się i zaczęłam tam pracować.

To była moja pierwsza praca, strasznie się cieszyłam. Radość niesamowita, bo żyłam wciąż na garnuszku mamy, a ten był bardzo lichy. To nic, że praca miała być zmianowa, na produkcji. Pomyślałam, że przecież inni tak pracują to i ja mogę. No i kasa też całkiem fajna. Przez pierwszy tydzień poznawałam swoje obowiązki. Przez drugi ludzi. Kiedy okazało się, że moją najlepszą koleżankę też przyjęli ucieszyłam się. Nie byłam już kompletnie sama w tłumie zupełnie obcych mi ludzi, miałam z kim porozmawiać, we dwie zawsze raźniej, no i czas szybciej mijał.

Po dwóch miesiącach poznałam całą załogę. Były żarty, plotkowanie. Z każdym byłam na „ty”. Któregoś wieczoru na portalu społecznościowym dostałam wiadomość od Marka, kolegi z pracy. Chciał się spotkać, poza pracą i porozmawiać.

Niezobowiązująca przyjaźń

Zgodziłam się, miałam ochotę na to spotkanie. Mój związek od dawna się sypał. A w spotkaniu z Markiem nie widziałam nic złego. Oj głupia byłam, wiem teraz o tym. Spotkaliśmy się w parku, po pracy. Wtedy zauważyłam, że on ma takie piękne, duże, szare oczy. Pracował ze mną na jednej zmianie, razem ze swoim bratem bliźniakiem. Wszyscy się mylili, kiedy widzieli ich razem, ja nie, nigdy. Marek miał łagodniejsze rysy twarzy, był weselszy i zabawniejszy. Miał to coś. Choć może tylko ja to dostrzegałam.

Zaproponował mi spacer „bez podtekstów”. Spotkaliśmy się. Miał dla mnie kwiaty. Dobrze nam się rozmawiało. Nie spodziewałam się, że po jednym spotkaniu zechcę go widzieć kolejny raz, nie tylko w pracy.

Odrobina magii

Spotkaliśmy się nazajutrz. Marek przyjechał po mnie, miał być kolejny spacer po parku, ale  się rozpadało. Zaproponował, że po prostu pojedziemy przed siebie, porozmawiamy. Zatrzymał się na autobusowej zatoczce, przysunął do mnie, chciał niby podziwiać moje długie włosy. Chwalił ładne perfumy. Aż w końcu mnie pocałował.

Obrzeża miasta, ciemno, wiatr wiał, deszcz wygrywał melodie na szybach. Byłam przy nim jak zaczarowana. Czegoś takiego dawno nie czułam. Trudno było nam się rozstać. Każdy musiał wracać do swojego szarego świata, który przytłaczał. Tylko przy sobie mogliśmy być swobodni. Dwie artystyczne dusze, które znalazły się po tak długim czasie. Pasowaliśmy do siebie idealnie.

Kochanie, mam żonę

W pracy byliśmy dyskretni. Marek uśmiechał się tylko, kiedy mnie mijał. Za każdym razem, gdy przechodził obok mnie, czułam na sercu ciepło. Ukradkowe spojrzenia, uśmiechy, spotkania w magazynie, wszystko odbywało się tak, żeby nikt nie widział. To była codzienność, w którą coraz bardziej się angażowaliśmy. Nie do końca rozumiałam, dlaczego z tą przyjaźnią musimy się, aż tak mocno ukrywać. Tego samego wieczoru usłyszałam od Marka, że jest żonaty. A jego żona pracuje razem z nami, w tej samej firmie, tylko w sąsiedniej hali i na innej zmianie.

Zamarłam. Żona? Nie wiedziałam, co powiedzieć. Taki młody mężczyzna i ma żonę, było to dla mnie zupełnie nierealne, wręcz niedowierzałam. Musiałam mieć czas do przemyślenia, poukładania tego bałaganu, który miałam właśnie w głowie. Nie rozumiałam, dlaczego nie powiedział mi o tym wcześniej. Mówił: “nie układa im się, to nie jest to, za wcześnie podjąłem decyzję o małżeństwie”. Kto bierze ślub w wieku 18 lat?! Był siedem lat po ślubie.

Nie odchodź ode mnie

Uznałam, że należy skończyć tę znajomość. Marek jednak był nieugięty. Nalegał na spotkanie. Mówił, że nigdy do nikogo nie czuł tego, co czuje do mnie. Uległam jego namowom po raz kolejny.

Wyłączyłam wszystkie moralne wartości, które były dotąd w mojej głowie. Jemu się nie układało, mnie też nie. Tyle jest przecież takich historii, że prawdziwą miłość odnajduje się po czasie, kiedy ważne decyzje są już dawno za nami.

Popołudnie spędziliśmy u niego. Żona w pracy, świece zapalone, wino w kieliszkach, nasz mały raj. Seks, euforia, tysiąc myśli, co będzie dalej. Setki rozważań, czy damy radę pokonać wszystkie przeciwności, które na nas czekają.

Spotykaliśmy się, kiedy tylko czas nam na to pozwalał. Nawet moja mama musiała jakoś to przełknąć. Jej jedyna córka spotyka się z żonatym mężczyzną. Poznała go nawet. Sama stwierdziła, że przy nim jestem zupełnie inna. Byłam jedną wielką radością. I tak też właśnie się czułam.

Bez happy endu

Skończyłam swój dotychczasowy związek z chłopakiem. Dla niego. On miał powiedzieć żonie.

Rozpętało się u niego piekło. Żona nachodziła mnie w domu, w pracy utrudniała wszystko i mi i jemu. Przecież ona jest z domu dziecka, miała trudne życie, jak on mógł jej coś takiego zrobić – takiego zdania była jego rodzina. On  zaczął się zastanawiać. Były łzy, dużo łez. Jej, moje, jego. Tylko w duszy pytałam siebie, gdzie jego obietnice, że będzie ze mną? Co ze słowami, że nie wyobraża sobie życia beze mnie? Przecież zapewniał że to ja powinnam być przy nim, nie ona.

Postanowił – zostaje z żoną. Mój świat legł w gruzach. Znów zostałam sama, bez chęci do życia. Nie chciałam jeść, nie mogłam spać. Dwa miesiące zajął mi powrót do rzeczywistości. Chodziłam do pracy, mijałam jego żonę, wszystko przypominało mi jego. Z czasem wszystko  wracało do normy. Tak mi się wydawało.

Nie mogę cię zapomnieć

Pewnego dnia po pracy pod drzwiami mieszkania znalazłam list, wielkiego pluszaka i bukiet kwiatów. Marek błagał o spotkanie, a mną targało tysiąc wątpliwości. Pojechałam, podejmując decyzję w ostatniej chwili, czekał na mnie przy tamtej zatoczce, na której wszystko się kiedyś zaczęło. Wszystko wróciło. Emocje, które próbowałam w sobie stłumić, odezwały się ze zdwojoną siłą. Uśmiechnął się i przytulił. Zrozumiałam jedno – nie umiem żyć bez niego.

Jesteśmy kochankami

Jak jest dzisiaj? Spotykamy się, a on nadal ma żonę. Nauczyłam się ukrywać głęboko uczucia. Każdego dnia muszę udawać, że Marka w moim życiu nie ma. Wiem, że przyjdzie taki dzień, kiedy będzie musiał całkiem zniknąć z mojego życia, kiedy ja wyjdę za mąż albo on będzie miał dziecko. Na tą chwilę nazwijmy rzeczy po imieniu – jesteśmy kochankami.


Tak naprawdę, to po co nam właściwie przyjaciel?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
25 kwietnia 2017
Fot. Pixabay /  cherylholt  /
Fot. Pixabay / cherylholt / CC0 Public Domain

Bywa, że myślimy sobie: „nikt nam nie jest potrzebny, wszystko mogę sam”. Jeżymy się na innych ludzi, bo zostaliśmy zranieni, skrzywdzeniu, czujemy się oszukani. To często rodzi w nas bunt, że po co mi właściwie drugi człowiek, po co przyjaciel, skoro ta relacja niesie więcej złego niż dobrego.Tyle tylko, że z czasem zaczynamy dostrzegać te prawdziwe przyjaźnie, nie te na chwilę, nie te po coś i dla czegoś. Z tłumu spotkanych w naszym życiu ludzi wychodzi nam naprzeciw jedna może kilka osób i wiemy, że to właśnie na nich możemy polegać, że oni nigdy nas nie zawiedli, zawsze byli. I kiedy patrzymy z perspektywy czasu na tę przyjaźń nagle zaczynamy rozumieć wiele rzeczy, zaczynamy widzieć, jak ta przyjaźń była nam niezbędna, jak potrzebna, jak wiele wniosła do naszego życia.

Co zawdzięczamy przyjaźni?

– to kim jesteśmy

Ta przyjaźń wieloletnia nas kształtuje, nie pozostaje bez wpływu na nasz rozwój, na naszą osobowość. Przyjaciel, to ktoś kto kompletnie bezwiednie wpływa na nas z pewnością mocniej i wyraźniej niż zwykli ludzie, których w życiu spotykamy. Uczymy się od niego pewnych rzeczy, przejmujemy jakieś nawyki, dzięki niemu stajemy się lepsi.

– to gdzie jesteśmy

Bo przyjaciel inspiruje, popycha nas do przodu. To ktoś, kto kopnie nas w tyłek i powie: „No ruszaj, będzie dobrze”. I wiemy, że mamy w nim oparcie, że w przypadku porażki, ale też sukcesu nigdy nie będziemy sami.

– z kim jesteśmy

Przyjaźń czyni nas uważniejszym na drugiego człowieka, sprawia, że stajemy się bardziej empatyczni, wrażliwsi. To relacja, na której opiera się później wiele naszych innych znajomości, która stanowi fundament tego, jak traktujemy innych ludzi.

– jak siebie widzimy

Jeśli nasza przyjaźń jest prawdziwa, to ona wspiera nasze poczucie wartości. Bo przyjaźń akceptuje nasze „dziwactwa”, to kim jesteśmy naprawdę. Przy prawdziwym przyjacielu nie musimy nikogo udawać, nie musimy się korygować, starać się być kimś innym niż w rzeczywistości. Przyjaciel akceptuje nas takimi jakimi jesteśmy, z wadami, słabościami i wariacjami. Mając przyjaciela wiemy, że wszystko z nami w porządku, bo jest ktoś, kto nas zna i od nas nie uciekł.

– jak wiele rozumiemy

Ile nocy, ile godzin przegadałyście z przyjaciółką? Ile te rozmowy wam dały, jak pozwoliły spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy. Bo przyjaciel nie poucza, nie pokazuje, co masz zrobić, on próbuje zrozumieć – sytuację w jakiej jesteśmy, naszą motywację, a my podążając za nim, sami zaczynamy się sobie przyglądać, zaczynamy widzieć siebie jego oczami, zmienia się nasza perspektywa i często otwierają szeroko oczy.

– jak ważne są nasze priorytety

Bo przyjaźń też je kształtuje. Przecież nie spotykamy tylko tych szczerych i prawdziwych przyjaciół. Każdy z nas uwikłał się pewnie choć raz w toksyczną przyjaźń, gdzie więcej było w niej złego niż dobrego. Te przyjaźnie w ogólnym rozrachunku też są nam potrzebne, bo uświadamiają nam nasze granice, których nie chcemy by ktoś przekraczał. Bo pokazują, co tak naprawdę jest dla nas ważne, co stanowi wartość i w którym momencie należy powiedzieć: STOP.

– to, że nigdy nie będziemy sami

Choćby nie wiadomo, jak źle działo się w naszym życiu, choćbyśmy byli nie wiadomo jak nieszczęśliwi, to jednak mając prawdziwego przyjaciela, mamy pewność, że nigdy, ale to nigdy w życiu nie jesteśmy sami. Że choćby on był na krańcu świata, możemy zadzwonić i tak naprawdę niczego nie tłumaczyć, bo on będzie wiedział wszystko po naszych pierwszych dwóch słowach.

– to, że usłyszymy prawdę o sobie

Kto lubi słyszeć, jaki jest? Nikt. A dlaczego, bo często rodzi się w nas bunt, bo nie czujemy, że to jest szczere, prawdziwe, bo gdzieś w środku intuicja podpowiada nam, że ktoś mówi takie rzeczy o nas, by nas skrzywdzić. A przyjaciel? Przyjaciel może powiedzieć wszystko i my to przyjmiemy, rozważmy, przegadamy z nim. Ta relacja rozwija nas, uczy wiele o nas samych, każe się zmierzyć ze swoimi wadami, czy słabościami i to nie dlatego, że ktoś chce nas zmienić.

Dzisiaj myślę sobie, że przyjaźń jest tą jedną z najważniejszych rzeczy w naszym życiu, bo stawia przy nas człowieka, który daje nam wsparcie, który kiedy nam brakuje sił, jest naszą siłą. Który, gdy się boimy, jest naszą odwagą. Który, gdy się cieszymy, cieszy się razem z nami, a gdy płaczemy, on też płacze, aby po chwili wytrzeć nam łzy.


Jak odświeżyć garderobę na wiosnę bez wydawania majątku? Zapytałyśmy o to stylistkę

Redakcja
Redakcja
24 kwietnia 2017
Fot. iStock/prostooleh
Fot. iStock/prostooleh

– Wiosną budzi się w nas naturalna potrzeba zmian. Dłuższe dni, promienie słońca i czas spędzony na świeżym powietrzu dodają nam energii i zachęcają do podejmowania wyzwań – twierdzi Agnieszka Seidel, stylistka. – To również idealny moment na odświeżenie, bądź zupełną metamorfozę swojej garderoby, bowiem pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy pozytywnie wpływa na naszą psychikę – dodaje. Zapytałyśmy Agnieszkę o porady i poszukałyśmy u niej pomocy. Bo jak to zrobić bez wydawania majątku?!

Postanowienie – jest. Motywacja? Również. To co teraz?

Od czego zacząć wiosenne porządki w naszej garderobie? – Moim klientkom proces zmian polecam rozpocząć od gruntownego przeglądu szafy. Jeśli wykonujesz go bez pomocy stylistki, warto poprosić o wsparcie przyjaciółkę, na której szczerą opinię możesz liczyć – radzi stylistka. Przypomina także o najważniejszym, czyli uzbrojeniu się w cierpliwość, determinację i zdrowy rozsądek.

Ja dodałabym jeszcze, że powinnyśmy się pozbyć sentymentu. Chyba każda z nas ma takie rzeczy, których szkoda wyrzucić. Bo: bo kosztowały majątek, bo przeżyłam w tym wiele pięknych chwil, bo nie założyłam jej jeszcze ANI RAZU.

I nie oszukuj się. Raczej jej już nie założysz.

Otwierasz szafę i zadajesz sobie pytanie. Jakich ubrań przede wszystkim powinnaś się pozbyć? Agnieszka Seidel radzi, aby bez skrupułów i żalu pozbyć się wszystkich rzeczy, które są:

  • zniszczone, bądź kiepskiej jakości
  • nieodpowiednie dla naszej sylwetki
  • w kolorze, który nie pasuje do typu naszej urody
  • nie czujemy się w nim komfortowo
  • w złym rozmiarze.

Jesteś twarda i się zawzięłaś. Ze łzami w oczach żegnasz swoje rzeczy. Rozstanie zawsze jest ciężkie – nawet z ubraniami. Jednak jest wyjście, które może uratować twoje rzeczy przed wylądowaniem w koszu. – Rzeczy, które odrzuciłyśmy, możemy sprzedać. A zarobione pieniądze przeznaczyć na zakup nowych – radzi Agnieszka Seidel. I jest to naprawdę świetny pomysł.

Możesz także umówić się z przyjaciółkami na wymianę ciuchów przy winie lub kawie. Niech każda z was przyniesie to, czego szkoda jej wyrzucić i co się jeszcze nadaje do noszenia.

Ok. Przegląd szafy zrobiony. I co teraz?

Oczywiście czas na to, co kobiety kochają najbardziej. Czas na zakupy. Jak się do nich przygotować? – Porządki w szafie pozwoliły ustalić, czego brakuje w twojej garderobie. Teraz warto zrobić listę potrzebnych rzeczy, dzięki czemu twoje zakupy będą sprawne, ekonomiczne i przyjemne – mówi Seidel.

Jak jednak kupić potrzebne rzeczy i nie stracić przy tym majątku? Stylistka zwraca uwagę, że podczas zakupów ciuchów, najważniejsza jest świadomość. – W zmianie garderoby i budowaniu własnego stylu kluczowa jest świadomość własnej sylwetki, jej mocnych i słabych stron. Najczęstszym z błędów jest wybór złego rozmiaru ubrań – i apeluje do wszystkich kobiet. – Nie ma rozmiarów małych i dużych, są tylko dobre i złe dla naszej sylwetki! – warto o tym pamiętać.

Dodaje także inne korzyści z realnej oceny. – Świadomość własnego ciała i stylu pozwoli ci uniknąć kupowania rzeczy, które kompletnie do ciebie nie pasują. Oszczędzasz czas i pieniądze – a o to przecież chodzi, prawda?

Co jeszcze pozwoli nam wyglądać dobrze i nie zrujnuje naszego portfela?

Ekspertka zwraca uwagę na jakość. Kobiety często popełniają ten błąd, że wolą mieć w szafie więcej ciuchów gorszej jakości. – Podczas zakupów stawiaj również na jakość. Ubrania i dodatki wykonane z dobrych gatunkowo materiałów, zwłaszcza te o klasycznych fasonach, posłużą ci latami – twierdzi. – Najmodniejsza bluzka, jednak kiepsko uszyta, nigdy nie będzie prezentować się dobrze. W tym wypadku zastosowanie znajduje zasada „mniej znaczy więcej”: stawiamy na jakość ubrań, a nie na ich ilość. Pamiętaj również, że znana marka, czy wysoka cena nie zawsze idą w parze z jakością produktu – dodaje.

Jak jednak zachować zdrowy rozsądek, gdy trendy zmieniają się jak w kalejdoskopie, a marki co rusz proponują nam same „must have” sezonu? – Nie dajmy się zwariować! – uśmiecha się Agnieszka. – Trendom warto się przyglądać, choćby z uwagi na fakt, że w pewnym sensie stanowią odbicie dyskursu społeczno-kulturowego. Trendy powinny nas inspirować, zachęcać do zabawy modą. Traktuj je jak propozycje, a nie przymus i wybieraj wyłącznie te zgodne z twoim stylem, osobowością i sylwetką – i dodaje, żeby zaufać słowom Coco Chanel: „Moda przemija, styl pozostaje”.

Chcesz jednak, żeby Twoja garderoba poczuła wiosnę za grosze? – Postaw na dodatek! Ciekawe buty, oryginalna torebka, czy biżuteria o ciekawej formie odmienią nawet najprostszą stylizację. Połącz je z białą koszulą i jeansami, czy klasycznym trenczem – takie rozwiązania zawsze się sprawdzają – i nie da się nie zgodzić z Agnieszką Seidel. Jednak niech to będą kolorowe rzeczy, które wpiszą się w kolory wiosny.

Należą do nich m.in. groszkowa zieleń, czyli greenery, która została uznana za kolor roku 2017, soczysta cytryna, kobieca fuksja i romantyczny błękit.

Co jednak, jeśli uważasz, że z danym kolorem w ogóle ci nie po drodze? – Sprawdź jego różne odcienie, a na pewno pozytywnie się zaskoczysz – i uwierz. Agnieszka Seidel wie, co mówi. Jak jeszcze możesz ożywić swoją garderobę? – Wybierz print! Jeśli nie czujesz się zbyt pewnie w łączeniu wzorów, postaw na print w jednym elemencie garderoby. Reszta stylizacji niech będzie stonowana, monochromatyczna.

A co zrobić, aby starym stylizacjom dać drugie życie?

– Jest wiele trików, które służą odświeżeniu stylizacji. Czasami wystarczy podwinąć nogawki spodni, rozpiąć mankiety koszuli, założyć sweter tyłem naprzód, zawiązać przy torebce apaszkę, czy założyć dwa różne kolczyki, by uzyskać zupełnie inny, świeży efekt – radzi stylistka. – Moda i styl nie znają wieku, czy rozmiaru. Nie bój się eksperymentować, przekraczaj własne granice, baw się modą. Zasada jest jedna: masz czuć się wyjątkowo i atrakcyjnie – dodaje na koniec.

Jak widzisz zmiana garderoby nie wymaga ogromnych pieniędzy. Najważniejsza jest świadomość sylwetki i swoich kształtów, dzięki czemu nie będziesz kupować niepotrzebnych rzeczy, które rzucisz na dno szafy. Wiosną nie bój się eksperymentować z kolorem i printem. Mogą one pojawiać się na dodatkach, które dostaniesz za niewielkie pieniądze. Śledź także różne profile na Facebooku, gdzie dziewczyny organizują wymianę ubrań – za niepotrzebną rzecz będziesz mogła dostać nową, która ożywi twoją garderobę.


Zobacz także

Fot. iStock/Marjan_Apostolovic

Widziałam jak ją gnało, jak ciągnęło w stronę mroku, bólu i złudnego, naćpanego szczęścia. Moja córka, narkomanka

Fot. iStock / Homunkulus28

Rada Przejrzystości zmieniła opinię. Naprotechnologia już jest w porządku, in vitro niekoniecznie

Najbardziej kocham swoje dzieci, gdy… śpią u dziadków

Najbardziej kocham swoje dzieci, gdy… śpią u dziadków