„Nie jestem jednak w stanie odpowiadać za SPIE*DOLONY program po „reformie” edukacji”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
14 listopada 2017
Fot. iStock / karalon
Fot. iStock / karalon
 

Wydawałoby się, że skoro rok szkolny rozbujał się na dobre, to każdy się przyzwyczaił, do zmian, do reformy, do tego, co nowe, a jakby trochę jednak stare. Pewnie taką nadzieję ma Ministerstwo Edukacji Narodowej, czekają, aż minie burza, aż dyskusje się skończą i wszystko pójdzie zgodnie z ich wizją i myślą edukacyjną.

Co chwilę jednak wychodzą pewne „kwiatki”. A to w podręcznikach błędy albo dziwiące rodziców przykłady, a to nauczyciele bez pracy, a to przeładowany program dla klas siódmych (i pewnie nie tylko). Reforma się jednak toczy, to nic, że w słabo wyposażonych klasach, to nic, że w szkołach, które do dziś są remontowane, żeby dostosować się do nowo panujących warunków. Nasze dzieci nadal uczą się na pamięć definicji, których za chwilę pamiętać nie będą, ale dla zaliczenia sprawdzianu na blachę wykuć muszą. Eh.

Kilka dni temu na Facebooku ukazał się wpis Kai Malanowskiej – polskiej pisarki, felietonistki, ale też nauczycielki, w którym w odpowiedzi na list jednego z rodziców zaapelowała, by wszelkie skargi i uwagi kierować do MEN, być może listy rozwścieczonych rodziców zmuszą ministerstwo do zastanowienia się nad obecnym programem edukacji… Czemu nie spróbować?

MÓJ OSOBISTY APEL DO RODZICÓW UCZNIÓW:

Parę dni temu dostałam od rodzica jednego z moich uczniów list następującej treści:

„Dzień dobry, po ostatnim sprawdzianie mam pewne niezrozumienie poziomu wiedzy jaką powinno posiadać dziecko. Nie rozumiem podejścia do nauki, która sprowadza się do szczegółów do opanowania np. co powoduje białko w substancji międzykomórkowej kości??? Kolejne hasło, które było dla mnie sporym zaskoczeniem to definicja kwasu mlekowego. Wg mnie nie wpływa to w żaden sposób na rozumienie procesów, a wyłącznie uczenia się na pamięć, co nie rozwija naszych dzieci a sprowadza się wyłącznie do ćwiczenia pamięci bez zrozumienia stosowanych pojęć.”

Pomijam mało przyjemny ton listu. Przyzwyczaiłam się. Rodzice w stosunku do nauczycieli przyjmują zazwyczaj dwie postawy: roszczeniową bądź czołobitną. Nie sadzę, żeby dało się to zmienić. Nie jestem jednak w stanie odpowiadać za SPIER**LONY program po „reformie” edukacji. Szanowni rodzice, jest gorzej niż przewidywałam w czerwcu. Gorzej niż jawiło mi się to w najczarniejszych snach. Dzieci, które przyjęliśmy do 7 klasy przychodzą do nas z gigantyczną dziurą w wiedzy biologicznej. Nigdy nie miały chemii ani fizyki, nie rozumieją podstawowych pojęć przyrodniczych, a wiedza o świecie u większości jest radosną mieszaniną mało sensownych eksperymentów i ciekawostek o zwierzętach i roślinach, jakie wchłonęły na lekcjach biologii w podstawówce. Nie umieją się uczyć, ani samodzielnie notować. Tymczasem obecne 7 klasy mają obowiązek realizować program byłej 2 klasy gimnazjum, czyli fizjologię i anatomię człowieka. Bez godziny lekcyjnej poświęconej na wytłumaczenie czym jest proces spalania, fotosynteza, rozmnażanie ale też dyfuzja, osmoza, cząsteczka, związek chemiczny itp. Jak mają zrozumieć pojęcie komórki i tkanki? Jak mają pojąć czym są aminokwasy, białka i cukry, skoro dopiero zaczynają chemię? W jaki sposób zrozumieć proces oddychania?

Nie twierdzę, że program byłego gimnazjum był dobry. Wręcz przeciwnie. Zawsze uważałam, że jest przeładowany, z bezsensownym wymogiem uczenia na pamięć tysięcy szczegółów, bez możliwości przeprowadzania z dziećmi eksperymentów i obserwacji (bo nie starczało na nie czasu). Ale dostawaliśmy nowych uczniów i zaczynaliśmy z nimi od początku. Mogliśmy ich spokojnie przeprowadzić przez 3 lata stanowiące spójną całość. Korelacja między przedmiotami przyrodniczymi kulała, ale przynajmniej w zarysie istniała. Nie miałam poczucia, że zmuszam uczniów do wkuwania na pamięć wiedzy, która jest dla nich nie do zrozumienia. Dziś staram się wycinać z obecnie obowiązującego programu ile mogę, ale to niewiele pomaga. Podstawa programowa jest z gruntu zła. Nie da się jej dostosować, obawiam się, że nie dokona tego najlepszy nawet belfer.

Na list od rodzica odpisałam, prosząc, żeby swoje skargi i pretensje kierował do Ministerstwa Edukacji Narodowej. Nie, nie było to agresywne odbicie piłeczki tylko całkiem poważna i grzeczna prośba. Wszystkich rodziców na FB proszę o to samo. Piszcie do MENu!!! Może jeżeli zostaną zasypani tysiącami listów od rozwścieczonych rodziców przemyślą nowy program i zaproponują nam coś lepszego niż napisany na kolanie dokument, który nadaje się tylko do kosza.

W efekcie reformy edukacji najbardziej cierpią dzieci. Uwierzcie mi, jestem nauczycielką. Moi uczniowie są przerażeni i zagubieni, a do liceum pójdą niedouczeni.

Z poważaniem
Kaja Malanowska


Uzależnienie kobiet od alkoholu. 8 szkodliwych mitów, w które nie można wierzyć

Redakcja
Redakcja
14 listopada 2017
Fot. iStock/Martin Dimitrov
Fot. iStock/Martin Dimitrov
 

Alkoholicy kojarzą się przede wszystkim z osobami z marginesu społecznego, brudnymi, żebrzącymi o kilka złotych na kolejny trunek. Taki pogląd panuje od lat, choć w rzeczywistości, kwestia uzależnień, szczególnie wśród kobiet, nie jest taka oczywista. Problem jest tym trudniejszy, bo uzależnienie od alkoholu, leków, narkotyków czy nikotyny jest wyjątkowo demokratyczne i dotyka bez względu na wiek, płeć i status społeczny.

Granica między okazjonalnym piciem alkoholu a uzależnieniem jest cienka

Nie zawsze łatwo jest rozpoznać ten czas, gdy wieczorna lampka wina zamienia się w kolejne, aby ostatecznie stać się nie relaksującym dodatkiem do wieczoru, ale jego treścią i jedynym sensem. Najczęściej bliscy otwierają oczy na problem, gdy zdecydowanie picie wykroczyło poza granicę normalności. Każdy z nas ma inne predyspozycje psychiczne, które pozwalają na bardziej bądź mniej skuteczną kontrolę swoich czynów. I każdy inaczej stara się tłumaczyć swoje działania. Poza tym, w świadomości społecznej funkcjonuje wiele mitów, które wypaczają obraz uzależnionej kobiety i utrudniają świadome podejście do tematu. Co jest prawdą, a co mitem?

 8 szkodliwych mitów o kobiecym alkoholizmie, w które nie można wierzyć

1. Większość alkoholiczek pochodzi z marginesu społecznego

Osoba uzależniona nie musi się wpisywać w najgorszy obraz osoby zdegenerowanej i odtrąconej przez rodzinę i społeczeństwo. Panie sprzątaczki, nauczycielki czy dyrektorki wielkich firm, mogą mieć wspólny mianownik pod postacią uzależnienia. A wtedy w czystym domu, często w luksusowych wnętrzach, a nie tylko „na melinie”, rozgrywają się ludzkie dramaty. W czerwonych szpilkach, eleganckich oprawkach okularów i z kluczykami do nowego auta w ręku. Przeważająca większość osób uzależnionych od alkoholu  należy do powszechnie szanowanych obywateli posiadających pracę i rodzinę.

2. Tylko upijanie się kobiety świadczy o jej problemie

To kolejny, szkodliwy mit, jakoby alkoholiczka musiała pić do utraty kontroli nad swoimi zachowaniami. O problemie alkoholowym zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet nie świadczy urwany film co wieczór, ale sam fakt, że nie są oni w stanie wytrzymać bez  butelki piwa czy lampki wina. Nie ilość wypijanego alkoholu, ale gorączkowe poszukiwania trunku, odczuwanie dyskomfortu i towarzysząca stale myśl, czy będzie przy czym „się zrelaksować”, świadczy o problemie z uzależnieniem.

3. Alkoholiczki piją codziennie

Nie, wcale nie muszą pić codziennie. Alkoholiczki mogą pić raz na jakiś czas, a następnie odstawić alkohol, po czym do niego wracać. Tutaj nie ma jednej reguły, bo jedna kobieta będzie piła codziennie mniejsze ilości alkoholu, a inna, wraz z postępem choroby, będzie wpadać w ciągi alkoholowe przerywane okresami abstynencji, które mogą trwać od kilku dni do kilku miesięcy.

4. Kobiety nie uzależniają się tak, jak mężczyźni

To nieprawda. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni są w stanie uzależnić się od alkoholu lub innych substancji psychoaktywnych. Nawet gdy każdy sięga po inny rodzaj trunków alkoholowych, to ciągle to samo uzależnienie. Najtańsze wino i whisky z górnej półki uzależniają tak samo.

5. Uzależnione kobiety przekazują dzieciom chorobę w genach

W tym przypadku nie da się odziedziczyć nałogu, jednak w genach można przenieść pewną skłonność do uzależnień, choć raczej jest to związane ze wspólnymi cechami charakteru. O wiele większym zagrożeniem jest sam fakt przebywania dziecka w środowisku osób uzależnionych.

6. Kobieta powinna sięgnąć dna, aby sama zechciała się leczyć

Czasem mówi się, że trzeba upaść na samo dno, aby móc się od niego odbić. Jednak nie jest to dobre myślenie, tym bardziej, że kobiety dłużej i lepiej ukrywają przed światem problem z nałogiem, więc później są diagnozowane i leczone. W rzeczywistości im wcześniej uzależniona osoba dostanie pomoc, tym bardziej prawdopodobne jest, że leczenie zakończy się sukcesem. Problem tkwi w tym, że kobiecie trudniej zdecydować się na leczenie, ze względu na poczucie winy i wstyd. Jednak te, które angażują się w proces terapeutyczny, robią to mocniej i wykazują wyższą motywację do zdrowienia.

7. Kobiety piją przede wszystkim z nudów lub dla relaksu

Obrazek kobiety, która sięga po kolejną lampkę wina wieczorem z nudów lub dla relaksu po ciężkim dniu, jest mocno naciągany. Najczęściej kobieca sfera emocjonalna powoduje, że nie radząc sobie ze swoimi lękami i obawami, sięgają one po alkohol. Piją w samotności, co pogłębia ich lęki, powoduje poczucie winy.

8. Zdrowie uzależnionych kobiet i mężczyzn cierpi tak samo

Uzależnienie od alkoholu u kobiet pojawia się zdecydowanie szybciej, niż u mężczyzn. W dodatku, kobiecy organizm szybciej odczuwa konsekwencje nadużywania alkoholu, np. uszkodzenie wątroby, mózgu czy serca ujawnia się wcześniej i są bardziej nasilone, niż u mężczyzn. Alkohol u kobiet wchłania się do krwiobiegu szybciej , a tym samym do mózgu i innych narządów wewnętrznych powodując ich uszkodzenie. Alkohol w organizmie kobiety ma wyższe stężenie, ponieważ kobiety mają mniej płynów ustrojowych, a więcej tkanki tłuszczowej, więc nawet jeśli kobieta pije tyle co mężczyzna, przyjmuje więcej alkoholu. Kobiety także silniej odczuwają towarzyszące nałogowi symptomy psychiczne, takie jak lęk czy depresja, co często pogłębia przymus sięgnięcia do kieliszka, by odczuć ulgę.

 

źródło: terapiauzaleznien.info.pltwoja-nadzieja.pl, www.health.harvard.edu


Masz dobre serce, pomagasz innym i czujesz… że jesteś wykorzystywana? Czas powiedzieć STOP

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
14 listopada 2017
Fot. iStock /  franckreporter
Fot. iStock / franckreporter
 

Większość z nas ma zakodowane w głowie, że trzeba pomagać innym ludziom. W zdrowych relacjach takie postępowanie niesie korzyści dla obu stron. Jedni są szczęśliwi, ponieważ otrzymali pomoc, a drudzy czują się lepiej, ponieważ sprawili komuś radość. Oczywiście zdarzają się jednostki, które widzą sens swojego istnienia w pomaganiu innym. Tylko… czy to aby na pewno zawsze kończy się dobrze?

Wszyscy wiemy, że dobrze jest czynić dobro. Czasem jednak coś może wymknąć się spod kontroli. Od jakiegoś czasu masz wrażenie, że wszystko co robisz, robisz dla innych? A może wydaje ci się, że ludzie zaczynają wykorzystywać twoje dobre serce i szczerą chęć niesienia pomocy? Z dnia na dzień robisz się coraz bardziej smutna, sfrustrowana i nieszczęśliwa? Zabrzmi to strasznie, ale chyba nadeszła pora, żeby zastanowić się nad zmianą swojego zachowania. Ewidentnie musisz odzyskać równowagę. Pomagaj, owszem. Ale z głową.

Dlaczego zaczęłaś być tak pomocna?

Być może nie pamiętasz, kiedy to wszystko się zaczęło. Najprawdopodniej jednak wiązało się z jakąś nagrodą. Pomogłaś komuś i miałaś z tego powodu jakieś profity. Nie musiały to być rzeczy materialne, ale chociażby dobre słowo czy lepsze samopoczucie. Zastanów się, ile razy słyszałaś: „Traktuj innych tak, jak sama chciałabyś być traktowana”. Zdrowy egoizm naprawdę nie jest zły.

Boisz się, że nie sprostasz oczekiwaniom innych?

Przez ostatnie lata systematycznie przyzwyczajałaś innych, że jesteś na każde ich skinienie. Zawsze zwarta i gotowa, by nieść pomoc komuś w potrzebie. Boisz, że gdy teraz wykażesz się asertywnością, zawiedziesz kogoś. Prawda będzie brutalna – tak, zorientują się, że coś jest nie tak. Mogą cię odepchnąć. To z kolei może wpłynąć na twoją samoocenę. Nie daj się tym gierkom.

Co dostajesz w zamian?

Tak, to bardzo miłe uczucie, być uznawanym za kogoś, na kim zawsze można polegać. Cieszy cię, że w gronie znajomych uchodzisz za osobę pomocną i troskliwą. Pytanie brzmi – czy ci wszyscy ludzie zdają sobie sprawę z tego, jak wiele czasu i energii kosztuje cię taka postawa? Doceniają to? Mówią o tym? Oferują pomoc tobie?

Jest różnica między czynieniem dobra, a uzupełnianiem pustki

Nie ma nic złego w bezinteresownej pomocy, jeśli sprawia ci ona radość. Zastanów się jednak, czy twoje zachowanie nie maskuje przypadkiem twoich prawdziwych potrzeb. Być może lgniesz do ludzi i tylko w ten sposób potrafisz zaskarbić sobie ich sympatię? Czas przeanalizować, na ile bycie pomocnym wpływa na twoje poczucie własnej wartości.

Zadbaj o siebie i własne potrzeby

Jedno, proste pytanie – kto dba o ciebie? Kto ci pomaga? Na kogo możesz liczyć? Nie potrafisz nikogo wskazać? Cóż, najwyraźniej to ty stałaś się opiekunką innych. Uważaj, teraz będzie jeszcze smutnej. Nadszedł czas, żebyś zatroszczyła się o samą siebie. Kiedy stawiasz potrzeby innych przed swoimi, dajesz jasny sygnał, że twoje potrzeby nie są tak ważne jak ich, że twoje potrzeby mogą poczekać, że poświęcenie czasu dla siebie jest samolubne. BŁĄD!

Oceń swoje priorytety

Jeszcze ktoś nie zdążył dokończyć zdania, a ty już oferujesz swoją pomoc? A zastanowiłaś się, czy nie koliduje to z twoimi planami i priorytetami? Zanim na cokolwiek się zgodzisz, sprawdź plusy i minusy tej decyzji. Masz prawo żyć swoim życiem.

Zredukuj liczbę osób, którym pomagasz

Skup się na tych, którzy są ci najbliżsi – mąż, dzieci, rodzice. Postaraj się zrozumieć, że nie dasz rady zadowolić wszystkich. Oczywiście nie oznacza to, że powinnaś odwrócić się plecami do przyjaciółki, która przeżywa ciężkie chwile lub jest w bardzo trudnej sytuacji. Chodzi o to, żebyś nie spalała się tam, gdzie nie potrzeba.

Naucz się żyć z czyimiś fochami

Nikt nie lubi, gdy ktoś jest niezadowolony z jego postępowania. Wolimy udawać, że wszystko jest w porządku lub działać tak, żeby nikogo nie urazić lub nie zawieść. Pobudka! Tak się nie da. Pogódź się z faktem, że ktoś się obrazi.

Pewnie teraz przeszło ci przez myśl, jak miło byłoby następnym razem powiedzieć „nie” zamiast „tak”. Być może nawet to sobie wyobraziłaś. Co poczułaś? Wstyd czy ulgę?

Źródło: Psychology Today


Zobacz także

Fot. Screen z YouTube / TVP VOD

Fryzury idealne na lato, czyli Pytanie na Śniadanie znowu rozbawiło nas do łez. Po sylwestrowym makijażu, kolejny hit specjalistów TVP

fot. iStock/berdsigns

Bezinteresowne lwice. Silne kobiety, które nigdy się nie poddają

Fot. iStock/BERKO85

„W pierwszym momencie pomyślałem, że mnie ta akcja nie dotyczy”. Męski głos #metoo