Jak przeżyć Święta i nie zwariować. Czyli, co możesz zrobić już teraz, aby mentalnie się do nich przygotować

Karolina Krause
Karolina Krause
20 grudnia 2016
Fot. iStock/svetikd
Fot. iStock/svetikd

Okres świąteczno-noworoczny to moment, gdy możemy zauważyć, jak bardzo różnimy się między sobą. Dla jednych Boże narodzenie to magiczny czas, gdy choć przez chwilę możemy poczuć się jak dziecko. Wrócić do rodziny, do domu, gdzie czeka na nas ktoś, kto nas wesprze, przytuli, porozmawia. Dla drugich, to okazja do chwilowego zawieszenia broni, do wyjaśnienia tego co było między nami nie tak. Są jednak także takie osoby, którym Święta kojarzą się jedynie ze stresem. I mają ku temu swoje powody.

Mogą to być stresy związane ze zwiększonymi wydatkami, albo obawy przed spotkaniem z osobami, za którymi wcale nie tęsknimy przez cały rok. Martwi nas chroniczny brak czasu, a tu jeszcze trzeba sałatkę przygotować, ciasto upiec, pierogi ulepić, prezenty kupić i tak dalej…Innym z kolei sen z powiek spędza myśl o pochłonięciu całej masy dodatkowych kalorii, bo przecież, z takim uporem, zrzucałyśmy je przez wiele miesięcy. Nie mówiąc już o próbach podsumowania minionego roku, po których przyszły wydaje nam się znacznie mniej optymistyczny.

W efekcie doprowadzamy, że okres, który powinien być dla nas świętowaniem, chwilą oddechu od trudności dnia codziennego, staje się dla nas utrapieniem. Wychodząc naprzeciw takim problemom, Steve Siebold, trener motywacyjny oraz autor książki „Jak myślą bogaci”, sugeruje byśmy zawczasu przygotowali się do zbliżających się Świąt. Oto kilka jego porad na to, by zminimalizować związany z nimi stres:

Przygotuj plan działania

Co tak naprawdę stresuje cię w nadchodzącym okresie? Postaraj się określić, z czego konkretnie wynikają twoje zmartwienia. Nazwij swoje lęki a następnie zapisz je na kartce. Na ich podstawie opracuj plan działania, który pomoże ci przetrwać ten czas.

Jeśli tym, czego najbardziej się obawiasz są relacje z rodziną, przygotuj się na to, co możesz usłyszeć. Tak się niestety składa, że ci, których trzymamy najbliżej serca, potrafią wbijać w nie szpilkę dotkliwiej niż ktokolwiek inny. Przypomnij sobie te słowa, które zraniły cię najbardziej. To boli, ale nie tak, jak zaboli wówczas, gdy ta osoba znowu zrobi to przy wszystkich. Jednymi z najtrudniejszych relacji są te z naszymi rodzicami. Brak krytyka czy brak akceptacji z ich strony sprawia, że czujemy się jak małe dzieci. Sęk w tym, że nie jesteśmy już dziećmi. A ich słowa, nie muszą być dla nas wyrocznią. Jeśli więc, podczas takiego spotkania usłyszysz na przykład, że jesteś nieudacznikiem, bo nie masz pracy, zastanów się ile jest w tym prawdy. Pomyśl ile udało ci się osiągnąć w innych sferach swojego życia. Może masz już dzieci, kochającego partnera, dom, a w poprzedniej pracy i tak się nie odnajdywała? Nie musisz wcale odpowiadać, na takie zarzuty. Ważne byś wiedziała, że to nie jest prawda. To co myśli o tobie dana osoba, to już jej/jego zamartwienie. Nie twoje.

Zrób tak z każdym kolejnym scenariuszem. Opracowanie strategii działania pozwala nam przejąć kontrolę nad naszym stresem. Odbiera moc, przyszłym szkodliwym czy niechcianym wydarzeniom. To samo tyczy się wydatków i problemów związanych z zadbaniem o figurę. Może trzeba przeanalizować zeszłoroczne rachunki i zwrócić uwagę na to, gdzie przeholowaliśmy. Wypisać wszystkie rzeczy, które mamy w tym roku do kupienia, ustalić określony budżet. I co najważniejsze – nie przekraczać go nawet o złotówki! Nie chcesz, by ta wigilia była jednym z ostatnich posiłków, jakie zjesz przez najbliższe 3 dni? Spróbuj przygotować do jedzenia coś, po czym nie będziesz miała aż takich wyrzutów sumienia.

Zarezerwuj czas dla siebie

Chciałabyś poczuć magię tych świąt ale czujesz, że to wszystko zwyczajnie cię przytłacza? Przychodzisz po pracy do domu i nie chcesz nawet myśleć o tym, co jeszcze masz na dziś do zrobienia? Znajdź chwilę czasu tylko dla siebie – nie tylko od święta, ale przez cały rok.

Każdego dnia daj sobie pół godziny na to co cię relaksuje. Choćby się paliło i waliło – wyjdź z domu. Pójdź na spacer do lasu czy przynajmniej parku i pozwól, by pierwszy powiew wiatru zdmuchnął z ciebie nadmiar tych negatywnych emocji. Albo posłuchaj relaksującej muzyki, przeczytaj kilka stron z twojej ulubionej książki. Zrób cokolwiek co pozwoli ci poczuć, jak dobrze jest być tylko w swoim własnym sosie. Pomoże ci to oczyścić umysł i nabrać sił do działania.

Fot. iStock

Fot. iStock

Pozwól sobie na odmowę

Nie zależnie od tego czy jest to matka, siostra, kuzynka, przyjaciółka czy twój szef. W okresie przed Świątecznym każdy coś od ciebie chce, ale nie musisz się na to wszystko zgadzać. Mniej odwagę na to, by od czasu do czasu powiedzieć „nie”, bez wyrzutów sumienia.

Święta to czas zbiorowych nadużyć. Każdy kogoś nadużywa, ponieważ nikt nie ma wystarczająco dużo czasu, by sprostać wszystkim stawianym nam wymaganiom. Bo przecież praca sama się nie zrobi, dom musi być wysprzątany na błysk, a do tego kumpel z pracy, pyta, czy nie mogłabyś mu pomóc. Ale ty nie odmówisz, bo jak? A potem sama będziesz musiała poprosić kogoś o pomoc. I tak błędne koło się zamyka. Dopóki nie powiemy STOP i nie przerwiemy tego nieskończonego łańcucha. Starając się zadowolić wszystkich wokół nadużywasz przede wszystkim siebie, swoich sił i możliwości. Pozwól więc sobie na odmowę. To normalne, że nie na wszystko możesz znaleźć czas.

Trzymaj się swojego rozkładu

Kiedy już uda nam się wszystko w miarę dobrze zaplanować, nagle pojawia się sporo „dodatkowych” opcji. Myślimy sobie wtedy, że to tylko jeszcze jedna mała rzecz, a to co zostało do zrobienia, najwyżej przeniesiemy na jutro. Tylko, że na jutro już mamy całą stertę nowych zdań i ani minuty na to, by jakoś móc je przesunąć. To doprowadza do tego, że cały nasz plan bierze w łeb. A my same wpadamy w panikę.

Aby do tego nie dopuścić trzymaj się sztywno swojego planu. Może nie jest on jakoś oszałamiająco ciekawy, ale przynajmniej pozwoli ci zredukować stres i spędzić tych kilka dni w radosnej, rodzinnej atmosferze. A o to przecież właśnie ci chodziło. Czyż nie?

 


Źródło: charaktery.eu


Co potrafi zniszczyć idealny związek? Warto czasami przyjrzeć się uważniej

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 grudnia 2016
Co potrafi zniszczyć idealny związek? Warto czasami przyjrzeć się uważniej
Fot. iStock/Pekic

– Byliśmy małżeństwem od pięciu lat. Mieszkaliśmy w dużym mieście. Wiadomo młodzi, po studiach, głodni sukcesu, awansu i pracy dającej satysfakcję – opowiada Marzena. – Wydawało mi się, że złapaliśmy Pana Boga za pięty, kiedy mąż zaczął pracę w nowo otwartym w Polsce banku, a ja pracowałam w sieci dużych marketów dopiero wchodzących na nasz rynek. Budować coś od postaw, to było coś. Urodziłam dziecko, oczywiście szybko wróciłam do pracy, jeśli chciałam awansować. Zresztą mieliśmy priorytety – szybko się „dorobić” – mieszkanie, samochód, jak najmniej uwikłać się w kredyt. Tyle tylko, że zaczęliśmy się ze sobą mijać. Zauważyłam, że warczymy na siebie, nie rozmawiamy normalnie. Mijamy się w korytarzu między łazienką a sypialnią i nawet nie mamy czasu się przytulić, spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć: „kocham”.

Marzena wspomina, że z cieszącego się sobą małżeństwa stali się przeszkadzającymi sobie nawzajem ludźmi, z wiecznymi pretensjami, że buty nie tak ustawione, masło nie na tej półce w lodówce. – Nawet nie wiem, kiedy tak się stało. Pamiętam tylko wieczory, kiedy Rafał wybywał na siłownię – bo musiał rozładować stres, a ja zasypiałam z synkiem w pokoju nie mając siły nawet posprzątać po kolacji. Myślałam: przesilenie, później, że zmęczenie i wakacje wystarczą, żeby nabrać sił. I faktycznie w wakacje było cudownie – przez pierwszy tydzień. W drugim zaczynaliśmy się kłócić, atmosfera gęstniała. Rafał został dyrektorem oddziału banku, ja byłam odpowiedzialna za znalezienie i nabywanie nieruchomości pod nowe sklepy w całej Polsce. Oboje – duża odpowiedzialność, obowiązki i oczekiwania szefów. Tylko napięcie między nami rosło. Wymienialiśmy się tylko SMS-ami, albo telefonami, kto odbierze syna z przedszkola, zrobi zakupy, czy spóźni się jednak do domu, bo musi zostać dłużej. Nie mogłam już tak funkcjonować. Nie wiem, przyszedł moment, kiedy coś we mnie pękło. Usiadłam wieczorem naprzeciwko Rafała pytając: „Co się z nami dzieje?”. To była trudna rozmowa. Rozłożyliśmy wszystko na czynniki pierwsze, zamiast rzucać w siebie nawzajem oskarżeniami przyjrzeliśmy się wszystkiemu, co dzieje się wokół. Nie obyło się bez łez, bez początkowych pretensji, ale w końcu zrozumieliśmy, że to co zabija nas – naszą rodzinę, związek, to stres, w jakim żyjemy.

Kilka dni szukałam rozwiązania. Wiedziałam, że ograniczenie godzin pracy, zmniejszenie obowiązków jest zwyczajnie niemożliwe. „Rezygnuję z pracy” – powiedziałam i poczułam ulgę. Płakałam jak dziecko, że to takie proste, że jak mogliśmy się tak zatracić…

Przeliczyliśmy oszczędności, skalkulowaliśmy wszystko i… chyba nie było wyjścia, wiedzieliśmy, co dla nas jest najważniejsze. Rafał postanowił poszukać innej pracy. To wtedy padł pomysł wyprowadzenia się za miasto, zwolnienia tempa – na wsi życie toczy się innym rytmem…

Rafał dostał propozycję pracy na drugim końcu Polski. „Jedziemy” – postanowiliśmy. To wyglądało na szaleństwo, na ucieczkę, ale wtedy już wiedzieliśmy, że chcemy postawić na nas, na siebie, na to wszystko, co niemal straciliśmy.

Brzmi jak bajka? Ta historia wydarzyła się naprawdę. Marzena z Rafałem i synem wyprowadzili się, znaleźli dom na wsi, 15 kilometrów od niedużego już tak jak wcześniej miasta. Ona hoduje kury, on założył własną działalność. Ona zawsze marzyła o salonie kosmetycznym, z ekonomisty stała się „panią od paznokci” i dobrze jej z tym. On rzeźbi w drewnie, ma coraz więcej zamówień.

Uratowali to, co dla nich było najważniejsze – siebie nawzajem, swoją miłość. Na pytanie, co było przyczyną wszystkiego co złe w ich związku, Marzena dzisiaj bez zastanowienia odpowiada: – Stres, dzisiaj dostrzegam wszystkie jego symptomy i ucząc się na błędach czasami mówię znajomym – zobaczcie, gdzie leży prawdziwa przyczyna kryzysu w waszym związku.

Jakiś czas temu podczas rozmowy ze znajomą psycholog usłyszałam: „To co widzimy to tylko czubek góry lodowej, który wystaje nad powierzchnią wody, nie widzimy tego co pod wodą”. I faktycznie tak jest. Pobieżnie interpretujemy rzeczywistość, nie znajdujemy czasu na refleksję, na zatrzymanie się. Wszystko jest czarne albo białe – koniec i kropka. Pewnie Marzena z Rafałem rozwiedliby się, gdyby nie potrzeba włożenia głowy pod wodę, dotknięcia istoty tego, co się między nimi działo. Nie oni byli winni, żadne z nich. Winna byłą sytuacja, do której sami doprowadzili. Tyle, że obudzili się, nim ich statek rozbił się o górę lodową…

A wy? Spoglądacie czasem pod wodę? Stres potrafi zniszczyć niejedną miłość, a jego symptomy nie są niczym nadzwyczajnym, dotykają wszystkich.

– kiedy nie mamy dla siebie czasu

nie spędzacie czasu sami ze sobą, tak prawdziwie. Nie znajdujecie go na wspólne zjedzenie kolacji – nawet w domu, na zagranie w kiedyś ulubioną waszą planszówkę, a może w kości. A wystarczyłoby obiecać sobie, że codziennie zjecie razem śniadanie. Nie w biegu, nie latając między kuchnią a łazienką – wspólnie mogąc spojrzeć sobie w oczy.

– kiedy brak intymności, a seks jest coraz rzadszy

bez intymności, bez seksu możemy być parą przyjaciół, kumpli. To intymność wprowadza naszą relację na wyższy poziom. Jasne, że z czasem jest jej mniej, ale nie można o tym zapominać i warto rozmawiać.

– kiedy ze sobą nie rozmawiamy

nasza komunikacja sprowadza się jedynie do krótkich i ostrych odpowiedzi. „O co ci chodzi”, „daj spokój”, „znowu się czepiasz”. Tak nie da się budować związku – musimy rozmawiać, mówić o swoich uczuciach, potrzebach i lękach.

– kiedy wolimy spędzać czas z innymi niż ze sobą

unikamy siebie obawiając się konfrontacji. Spędzamy czas z dziećmi, ze swoimi zwierzętami, ze znajomymi, zagłuszamy w ten sposób wszystko to, co nosimy w sobie. Jeśli twój partner poświęca się swojej pasji hobby, kosztem waszego związku – może to być niepokojący sygnał.

– kiedy irytuje nas druga osoba w najdrobniejszych szczegółach

nagle przeszkadza nam chrapanie, drapanie się po głowie, sposób mówienia. Drażni nas wiele szczegółów zachowania partnera. I to nie jest tak, że przestaliśmy kochać, że teraz dostrzegamy wady – bardzo często przyczyną takiego stanu jest właśnie stres.

– kiedy jedno z nas nadużywa alkoholu

drink na rozładowanie emocji, lampka wina na lepszy sen staje się rytuałem, bez którego trudno się obejść, a zwracanie uwagi powoduje złość i agresję. To niepokojący sygnał.

Łatwo się rozwieść, rozstać – teraz, to właściwie żadnej problem, wręcz przeciwnie z myślą o „lepszym życiu, na które zasłużyłam” porzucamy miłość. Czy jednak zawsze znamy powód rozstania, czy przyjrzeliśmy się sobie? Czy zajrzeliśmy pod wodę, kiedy na horyzoncie ukazała się góra lodowa?


Nie zadawaj wrażliwym osobom tych 8 pytań. A jeśli jesteś wrażliwcem – nie odpowiadaj na nie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
20 grudnia 2016
Fot. iStock / BrianAJackson
Fot. iStock / BrianAJackson

Może ty jesteś typem wrażliwca, a może jest ktoś nim w twoim otoczeniu. Szczególna wrażliwość bywa uciążliwa, przysparza nam wiele stresu i napięcia. Bycie wrażliwcem nie zawsze jest czymś przyjemnym i dla innych zrozumiałym. Może właśnie dlatego – z powodu braku zrozumienia, osoby wrażliwe muszą stawać przed raniącymi ich pytaniami. Czasami lepiej się zastanowić chwilę dłużej, ugryźć się w język, niż chlapnąć coś zupełnie niepotrzebnego.

Jeśli jesteś wrażliwcem – nie przyjmuj się tymi pytaniami. A jeśli znasz bardzo wrażliwą osobę – po prostu zadawanie tych pytań sobie odpuść.

Dlaczego jesteś taka emocjonalna?

To jak pytanie w stylu: czemu jesteś kobietą? No taka jestem, po prostu. I uwierz czasami chciałabym czuć inaczej, słabiej, mniej. Niestety, nie da się.

Musisz wszystko robić tak wolno?

Po tym można poznać wrażliwą osobę, która na wykonanie pewnych rzeczy zwyczajnie potrzebuje więcej czasu i nie jest to efektem lenistwa. Wręcz przeciwnie, po prostu natłok zadań może ją przytłoczyć.

Naprawdę musisz sobie robić kolejną przerwę?

Wrażliwe osoby są bardzo dokładne w tym, co robią. Potrzebują złapać oddech, oderwać się na chwilę, by nabrać dystansu do pewnych rzeczy. Stąd częsta potrzeba zrobienia sobie kilku przerw przy wykonywaniu jednego zadania.

Musisz tak sobie komplikować życie?

Nadwrażliwcy nie chcą komplikować sobie życia, oni są po prostu bardziej świadomi i wrażliwi na trudności, które składają się na życie. Potrzebują wsparcia i zrozumienia, a nie krytyki.

Czy ty tylko potrafisz narzekać?

Narzekanie to nasza przywara narodowa, do której powinniśmy być przyzwyczajeni. Ale nie wiedzieć czemu, kiedy narzekają wrażliwcy, jakoś bardziej nas to irytuje. Może dlatego, że sobie nie dajemy przyzwolenia na smutek, na dołowanie się, na który oni sobie pozwalają. My musimy do przodu i z uśmiechem. Wrażliwe osoby wiedzą, że nie da się tak cały czas.

Nie za dużo przypadkiem myślisz/czujesz?

Żeby to tak od nich zależało. Tak po prostu się dzieje, że uczuć i myśli wrażliwcy mają w nadmiarze. Bardziej się przejmują, bardziej angażują, mają zdecydowanie mniejszy dystans do wielu rzeczy. Uwierz – próbują to zmienić, ale czasami po prostu zwyczajnie się nie da, bo dzięki swojej emocjonalności potrafią więcej dostrzec, są bardziej uważni.

Nie brakuje ci przypadkiem przyjaciół?

Co to za pytanie? Osoby z dużą wrażliwością budują bardzo intymne i bliskie relacje, a jak wiadomo, nie z każdym da się takie zbudować, poza tym wymagają one dużego zaangażowania. To, że ktoś nie ma wielu przyjaciół, nie oznacza, że był złym przyjacielem. Mało grono w zupełności wystarcza.

Fot. iStock

Fot. iStock


Zobacz także

Fot. iStock/fotostorm

4 powody, dla których MUSIMY w końcu zadbać o siebie. Dołącz do konkursu „Przytul siebie”

Arch. prywatne

„To nie do końca jest tak, że się wsiada i jedzie. Oczywiście można pojechać w teren, tyle, że można już stamtąd nie wrócić”

Inteligencja emocjonalna - sprawdź czy ja masz QUIZ

Sprawdź swój poziom inteligencji emocjonalnej [QUIZ]