Jak mądrze wspierać siebie? Zacznij od dawania sobie tego, czego oczekujesz od innych

Karolina Krause
Karolina Krause
11 stycznia 2017
Fot. iStock/draganab
Fot. iStock/draganab

Każda z nas marzy o tym, że pewnego dnia odnajdzie tę wyjątkową osobę, która okaże się naszą bratnią duszą. Zaspokoi nasze najskrytsze potrzeby i jak nikt będzie potrafiła nas zrozumieć. Patrycja Załug, dyplomowany coach pewności siebie, autorka programu warsztatów „Codziennie Pewna Siebie” , podpowiada jak taką, bratnią duszę odnaleźć w samej sobie.

Zacznij od szczerości

We wspieraniu siebie, ważne jest to w jaki sposób traktujesz siebie na co dzień. Jeżeli każdego dnia troszczysz się o siebie i dbasz o to, by zaspokajać swoje prawdziwe potrzeby i realizujesz skryte pragnienia, masz szansę na to by być szczęśliwą i czuć się dobrze sama ze sobą. Warto przy tym pamiętać, że zarówno nasze potrzeby jak i emocje mają tendencję do ciągłej zmiany, dlatego tak istotne jest, byśmy były stale obecne i uważne na to, co dzieje się w naszym wnętrzu.

Samoaktualizacja i szczerość wobec własnych uczuć daje nam poczucie oparcia – świadomość , że możemy na siebie liczyć. Jeśli czujesz, że coś ci nie odpowiada, albo nie jest dla ciebie dobre, nie udawaj, że jest inaczej. To powoli ci mocno stać na własnych nogach, nawet jeśli z jakiegoś powodu, nie możesz w tym momencie polegać na swoich bliskich (bo na przykład są gdzieś daleko, albo są czymś zajęci). Liczenie na to, że druga osoba będzie mogła nam zawsze dać wszystko, czego potrzebujemy, jest nierealne i przysparza nam wielu cierpień w związkach.

Przypowieść o pękniętym dzbanie

Pewien nosiwoda w Indiach miał dwa ogromne dzbany, w których codziennie przynosił wodę ze strumienia do domu swojego pana. Jeden z dzbanów docierał pełny, zaś drugi miał pęknięcie i udawało się donieść tylko połowę jego pojemności. […] Biedny pęknięty dzban był pełen wstydu w związku ze swą wadą i smucił się tym, że jest w stanie wykonać tylko połowę tego, do czego został stworzony. […] Pewnego dnia nad strumieniem przemówił do nosiwody. – Wstyd mi bardzo i chcę cię przeprosić. […]Przez pęknięcie na mojej powierzchni woda wyciekała przez całą drogę do domu twojego pana. [ Widząc jego zmartwienie nosiwoda odparł]– Proszę cię byś się przyglądał dokładnie naszej drodze. […] Czy zauważyłeś, że kwiaty rosną tylko po twojej stronie ścieżki? Jest tak dlatego, że wiedziałem o twojej wadzie i wykorzystałem ją. Zasiałem kwiaty po twojej stronie dróżki, a ty codziennie je podlewałeś wyciekającą wodą. Przez dwa lata mogłem zbierać przepiękne kwiaty i stawiać je na stole mojego pana. Więcej

Czego uczymy się o wsparciu, z tej przypowieści? Zamiast gonić za ideałami , naucz się dostrzegać perfekcję w tym, jaka jesteś. Widzieć swoje słabości, jako potencjalną, mocną stronę. Kiedy przestajemy walczyć z tym, co czujemy i wściekać się na nasze „wady”, czyli – pozwalamy sobie na bycie sobą – energia, którą do tej pory kierowaliśmy przeciwko nam, popycha nas w kierunku nowych możliwości.

Złap dystans

Czasami wydaje nam się, że powinniśmy z tymi, naszymi emocjami coś zrobić , jakoś się ich pozbyć, zagadać., czymś przykryć. Jednak najskuteczniejszym sposobem na to, by„uwolnić się” od ciężaru danego uczucia, jest jego głębokie przeżycie. Znacznie łatwiej jest nam to zrobić, gdy jednocześnie spokojnie oddychamy. Im głębszy oddech, tym głębiej czujesz. Gdy następnym razem najdą cię silne emocje, nic z tym nie rób – skup się jedynie na tym, by zarejestrować wszystkie doznania i myśli, jakie się w tobie pojawiają. Patrząc na to z boku, jakbyś obserwowała myśli drugiej osoby, pozwalasz by między tobą a twoimi myślami wytworzył się dystans.

Paradoksalnie ten dystans zbliża nas do to tego, kim naprawdę jesteśmy. Dzięki temu możemy spojrzeć na siebie okiem dobrego przyjaciela. Co poradziłabyś najlepszej przyjaciółce, gdyby przeżywała to samo, co ty? Jak radziłabyś jej o siebie zadbać?

Bądź dla siebie dobra

Bardzo często też zdarza nam się narzekać na to, że nasi bliscy nas nie wspierają. Oczekujemy, że sami domyślą się, czego nam trzeba, chociaż same często nie wiemy co to jest. Najwyższa pora,a byś zastanowiła się , jak chciałabyś by ktoś się o ciebie zatroszczył. Może tym, za czym najbardziej tęsknisz jest uwaga, albo zależy ci na tym by ktoś w końcu cię docenił/wysłuchał/pocieszył (niepotrzebne skreślić), czy po prostu zaakceptował, taką jaka jesteś. Zapisz to o czym właśnie pomyślałaś.

Gdy twoja lista będzie już gotowa, spójrz na nią, jak na list pisany do samej siebie. Jeśli chcesz mądrzę się wspierać, zacznij od dawania sobie tego, czego oczekujesz od innych. Zaskoczy cię, jak szybko twoi bliscy, pójdą za tym przykładem , obdarowując cię tym samym.

Stań się swoją bratnią duszą, a więc:

1. Twórz wspierające myśli

Pozytywne, życzliwe myśli na swój temat, służą utrzymywaniu się błogostanu w naszym ciele.

2. Słuchaj swojego ciała

Dobra kondycja ciała (ale też stan relaksu) pomaga nam sprawniej poradzić sobie z czekającymi wyzwaniami. To w niej możemy znaleźć bezcenne dla nas oparcie.

3. Dawaj sobie emocjonalne wsparcie

Tak często, jak tylko możesz, pozwalaj sobie na pełną ekspresję swoich uczuć w zdrowy dla ciebie i twojego otoczenia sposób. Pamiętaj o oddychaniu!

4. Buduj i dbaj o relację z samą sobą

Każdego dnia traktuj siebie z serdecznością i miłością. Szanuj swoje decyzje, myśli i uczucia. Wspieraj siebie w tym, co przeżywasz, dając sobie jednocześnie wszystko to, czego potrzebujesz, dzięki czemu stajesz się pełnią siebie.

Źródło: focus.pl


Synowie samotnych matek. Jak brak ojca wpływa na relację matka – syn

Karolina Krause
Karolina Krause
11 stycznia 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic

Mówią o nich „mój mały mężczyzna”. Z dumą podkreślają to ostatnie słowo, a oni z dumą je przyjmują. W końcu każdy chłopak chciałby poczuć się męski. Zwłaszcza wtedy, kiedy tego wzoru męskości ciągle poszukuje, gdy zabrakło kogoś, kto mógłby mu pokazać, co to tak naprawdę oznacza. Co zabiera nam ojciec, którego nigdy nie było? I jak jego brak wpływa na relację matki z synem?

Co piąte dziecko urodzi się w tym roku ze związku poza małżeńskiego. Coraz więcej jest także kobiet, które decydują się wychowywać potomstwo samodzielnie. Bo facet, albo nie „nadaje się” do roli ojca, albo „nie jest gotowy” na założenie rodziny.

Po co nam ojciec?

Z psychologicznego punktu widzenia dziecko ma ojca po to, by móc bezpiecznie oddzielić się od mamy. W pierwszych latach życia tworzy się bowiem między nimi wręcz symbiotyczna relacja (zacierają się granice: mama to ja, ja to mama). Tata jest więc przewodnikiem, który pozwala dziecku pewnie ruszyć w świat, odkrywać go i eksplorować. Dla chłopca jest to jednocześnie autorytet, ale też i rywal, bowiem zagraża tej wyjątkowej więzi z matką. Może on więc próbować wykluczyć ojca i nie ma się temu co dziwić. W końcu każdy chciałby mieć mamę tylko dla siebie. Ważne jest jednak, by na tym etapie (5-6 lat) dziecko uzyskało od obojga rodziców informację, że to oni tworzą związek, a ono jest ich kochanym, ale zawsze dzieckiem. To pomaga mu odnaleźć swoje miejsce w rodzinie i znosi z niego obowiązek „wspierania” mamy, jako jej partnera.

Ojciec to także dla chłopca obraz mężczyzny, czyli po części także jego samego. Kiedy go zabraknie (jest fizycznie albo psychicznie nieobecny w życiu dziecka), może zrodzić w się w nim poczucie, że on w jakiś sposób powinien go zastąpić – pełnić funkcję dorosłego mężczyzny w domu. Zdając sobie jednocześnie sprawę, że nie jest w stanie tego ciężaru udźwignąć, co godzi w jego poczucie własnej wartości. Z jednej strony postrzega siebie jako partnera mamy (czuje się za nią odpowiedzialny) a z drugiej strony wie, że jest na to za mały, że nie sprosta tej roli. Jako dorosły facet, może mieć więc problemy z samooceną i wyrobieniem sobie męskiej tożsamości. Nie będzie bowiem do końca pewien, jaki ten mężczyzna powinien w zasadzie być – tak w związku, jak i na co dzień.

Życie w diadzie

Cała ta sytuacja zaburza także sposób postrzegania swego syna przez matkę, która nieświadomie zaczyna traktować go jak pośrednika. Choć najczęściej działa to w dwie strony. Często te kobiety długo nie decydują się na wejście w kolejny związek, przez co dłużej niż inne trzymają swoich synów przy sobie. Wyjeżdżają z nimi na wakacje, chodzą razem na przyjęcia (nawet, gdy mają swoje naście lat). Mówią o nich „mój mały mężczyzna”. Z dumą podkreślając to ostatnie słowo, a oni z dumą je przyjmują. W końcu w takim wieku każdy facet, chciałby poczuć się męski. W środku są jednak rozdarci – nie chcą zostawić matki, a jednak boją się, że jeśli tego nie zrobią to coś ich ominie.

To nie tak, że te matki tego nie widzą. One podświadomie wysyłają po prostu dziecku sprzeczne komunikaty. Pytają „Dlaczego się nie ożenisz”, a zaraz potem „Co ja bez Ciebie zrobię…”. I tak trwają w tej diadzie „matka – syn”, nawzajem przeganiając swoich potencjalnych partnerów i partnerki.

Skutki poczucia winy

Taka kobieta może dodatkowo zmagać się z poczuciem winy, za to, że dziecko musiało wychowywać się bez ojca. Często stara się więc go jakoś mu zastąpić – być jednym i drugim – przez co staje się jeszcze bardziej nadopiekuńcza i ubezwłasnowalniająca. Nie stawia mu wymagań stosownych do jego wieku, albo przeciwnie stawia mu poprzeczkę za wysoko, bo przecież musi być silny. Nie może się mazać. Co oczywiście będzie miało później swoje przełożenie na jego relacje z kobietami. Bo albo da sobie wejść na głowę, rezygnując kompletnie z własnego zdania, albo nauczy się, że samym swoim istnieniem powinien uszczęśliwiać partnerkę. A potem przychodzi z dziwnie, że to nie wystarczy, że trzeba jednak coś zrobić: mieć własne pieniądze, zajmować się domem, poświęcać jej uwagę. Prędzej czy później dochodzi więc do zgrzytów, które mogą doprowadzić do zerwania związku.

Jak się odciąć? Usamodzielnić?

Przede wszystkim to syn powinien w końcu odejść od matki, a żeby to zrobić musi najpierw uporządkować swoją relację z ojcem. Jeśli ten ojciec odszedł, ale jednak żyje, może należałoby go odszukać, porozmawiać z nim? Takie spotkania nigdy nie są łatwe, zwłaszcza gdy po raz kolei zdarzy się nam doświadczyć odrzucenia, albo gdy okaże się, że nie tak go sobie wyobrażaliśmy. Kiedy widzimy, że jest nieszczęśliwy lub co gorsza szczęśliwy, ale z inną rodziną. Mimo to nawet te przykre spotkania mogą pomóc nam coś przeżyć i zakończyć. Dojść do pewnych wniosków, dokończyć ten niepełny obraz ojca w naszej głowie, obraz samego siebie.

Źródło: wysokieobcasy.pl


W Polsce każdego dnia 2 tysiące kobiet staje się ofiarą przemocy domowej. Czy rząd chce się wycofać z konwencji antyprzemocowej?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 stycznia 2017
W Polsce każdego dnia 2 tysiące kobiet staje się ofiarą przemocy domowej. Tymczasem rząd chce się wycofać z konwencji antyprzemocowej
Fot. iStock / knape

Bił ją przez 14 lat. Pierwszy raz uderzył jeszcze przed ślubem. Odeszła, to był dla nie sygnał, że nie może z nim być. Ale on przybiegł z kwiatami, płakał, przepraszał, tłumaczył, że nie wie, co go opętało, że to przez jego trudne dzieciństwo, wymagającego ojca, który nie znosił sprzeciwu.

Uwierzyła, bo kochała. Postawiła warunek: jeszcze jeden raz i koniec i nie ma drogi powrotu. Nikomu nie powiedziała, że ją uderzył, po co denerwować rodziców, stawiać go w złym świetle. Przecież to tylko incydent, nic nie znaczący.

Chodzili za rączkę na spacery, z miłością patrzyli sobie w oczy. Była najszczęśliwsza na świecie. Miała 24 lata, kończyła studia, planowali swoją przyszłość. Ślub wzięli, bo on naciskał, chciał ją mieć dla siebie, tłumaczył: „skoro się kochamy, to na co czekać”. Starszy o pięć lat, odpowiedzialny, poważny, pracujący, stać go było na utrzymanie żony, rodziny. Imponował jej tym i taki opiekuńczy. Nigdy nie doświadczyła tyle czułości i takiego poczucia bezpieczeństwa od strony mężczyzny, ojciec odszedł gdy miała 9 lat. Czasami dzwonił, aż przestał…

„Gdzie byłaś?” – trzask, myślała, że złamał jej szczękę po tym, jak wymierzył jej policzek, gdy tylko zamknęła drzwi mieszkania. Przyklękła oszołomiona. Padł koło niej na kolana z przerażeniem w oczach, przekluczył drzwi, jakby bał się, że ucieknie. „Martwiłem się, zrobiło się późno” – mówił szeptem próbują ją objąć, a ona przywarła do drzwi. Nie chciała, by ją dotykał. Nie wiedziała, co się stało. Wyszła z koleżankami do kina, mówiła mu, oddała pracę magisterską i poszły ten fakt świętować… Wstała i poszła do łóżka, leżała w ubraniu. Nie przyszedł do niej, rano czekała na nią kawa, drożdżówka i róża w wazonie. Musiał wyjść, jak tylko usłyszał, że wstaje.

Nie wiedziała, co zrobić. Wstydziła się, w końcu wszyscy mówili, że są takim cudownym małżeństwem, że tylko pozazdrościć. I co? Miała powiedzieć, że to wszystko to farsa?

Zaproponowała mu terapię, odmówił stanowczo: „Nie jestem czubkiem”. Mówiła, że się go boi, że nie wie, na co go stać, że uderzył ją po raz drugi, nie wie, czy to się nie powtórzy. Dzisiaj wie, że to właśnie wtedy powinna odejść, a nie wierzyć, że ona go naprawi, że mu pomoże. To wtedy skazała się na bycie ofiarą.

Bił ją, gdy zobaczył, że do domu z pracy podwozi ją kolega ze szkoły, bił, gdy wracała kilka minut później z zakupami, bił, gdy nie odbierała od niego telefonu w pracy. Na nic zdały się tłumaczenia, że miała zebranie, spotkanie. Kiedy wpadał w szał nie słuchał, co ona mówi. Bił na oślep, a ona rano dzwoniła do pracy, że nie przyjdzie, bo się źle czuje. Do lekarza po L4 szedł on, rodzinny ich znał, jakoś tak bez problemu zwolnienie wypisywał nawet jej nie widząc.

A później płakał, przepraszał. Jak na karuzeli: miłość i szczęście mieszały się ze strachem i nienawiścią. Bo ona go kochała i nienawidziła jednocześnie. Nienawidziła tego, kim się stawał, kiedy ją bił. Kochała każdego innego dnia.

Pierwszą ciążę od początku zagrożoną poroniła. Nosił ją na rękach do łazienki, podsuwał pod nos do jedzenia wszystko to, co lubiła. Wiózł do szpitala, gdy krwawiła, gdy płakała i nie mogła się uspokoić. Do ich domu wdarł się głęboki smutek. Ona ze zwieszoną głową, szurająca kapciami, bez życia… On chodzący wokół niej jak na palcach, powtarzający, że wszystko się ułoży, że będzie dobrze. Nie było. Wróciła do pracy, zamknęła się w sobie jeszcze bardziej.

Wrócił stary domowy rytm… Kiedy odmówiła seksu, ciągnął ją za włosy do sypialni, zgwałcił, a ona nie czuła nic. Rano spakowała się i pojechała do swojej matki. „Twoje miejsce jest przy mężu” – usłyszała. On przyjechał do niej z kwiatami, wiedziała, co powie, co zrobi. Wiedziała też, że ulegnie, że nie ma siły się przeciwstawić. Nie potrafiła. Matka uścisnęła ją na do widzenia: „Wszystko będzie dobrze, córeczko” – powiedziała.

Okazało się, że jest w ciąży. Kazał jej od razu iść na L4, nie mogła wychodzić z domu, kazał jej leżeć, gdy po cichu płakała, przytulał ją, pocieszał. Była jak skała. Zamroziła uczucia, emocje. Myślała, żeby tylko wytrwać, przeczekać, że jak pojawi się dziecko, to pewnie wszystko się zmieni. On się zmieni, ona będzie inna. Bo to może jej wina? Może to ona go prowokuje. W końcu bił ją zawsze, gdy coś zrobiła nie tak, jak on chciał.

Dzisiaj Mateusz – jej syn ma 12 lat. Uciekła, gdy w jego oczach zobaczyła strach, gdy rzucił się na ojca krzycząc, żeby dał jej spokój. Dzwoniła po policję, zrobiła obdukcję, założyli jej niebieską kartę, ale i tak była sama. Zrezygnowała z pracy, gdy połamał jej nogę. Nie miała siły, nie chciała go prowokować, wybrała siedzenie w domu – myślała, że będzie bezpieczniej.

Cztery lata temu, rano, gdy on wyszedł do pracy wzięła syna i się wyprowadziła. Z jedną torbą, z tornistrem pełnym książek. Miała 38 lat, a czuła się jak staruszka. Bolało ją całe ciało… Wyciągnęła kartkę z adresem domu samotnej matki, którą wetknął jej w rękę policjant szepcząc: „Uciekaj, nim cię zabije”. Wtedy zrozumiała, że to może się zdarzyć. Że on może ją zabić. Przecież nie raz traciła przytomność, topił ją w wannie. Co wtedy z jej synkiem? Kto się nim zajmie.

Dlaczego opowiedziała mi swoją historię? Bo trafiła na ludzi, którzy jej pomogli, na specjalistów, którzy się nią zajęli – od adwokata przez psychologa, urzędników, aż po kobiety w tej samej co ona sytuacji. Były dla siebie wsparciem. Kiedy pytam dlaczego 14 lat w tym trwała, usłyszałam: „A gdzie miałam pójść. Gdzie teraz pójdą te wszystkie dziewczyny, które są ofiarami, ofiarami w zaciszu własnych domówi? Kto da im wsparcie, kto pozwoli im zdobyć się na odwagę, by zmienić swoje życie?”.

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar poinformował, że Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad wycofaniem się naszego kraju z tzw. konwencji antyprzemocowej, tj. konwencji Rady Europy mówiącej o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Konwencja zobowiązuje do wsparcia prawnego i psychologicznego ofiar, tworzenia schronisk, ośrodków wsparcia, ścigania sprawców gwałtów,  oprawców. W Polsce co piąta kobieta jest ofiarą przemocy domowej, doświadcza jej rocznie około 800 tysięcy kobiet, czyli dwa tysiące kobiet dziennie…

RPO otrzymał pismo z datą 03.01.2017 roku informujące, że do Pełnomocnika Rządu do spraw Równego Traktowania wpłynął 28 listopada 2016 roku projekt wniosku przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości mówiący o wypowiedzeniu konwencji wraz z uzasadnieniem. Opublikowane pismo przez RPO wywołało burzę, zwłaszcza, że jeszcze dwa miesiące temu premier Szydło zapewniała, że projekt wycofania się naszego kraju z konwencji nie jest w ogóle dyskutowany i w rządzie nie ma miejsca.

Poprosiliśmy o komentarz Ministerstwo Sprawiedliwości, otrzymaliśmy następującą odpowiedź:

„Ministerstwo Sprawiedliwości informuje, że rząd nie podjął żadnego postanowienia w sprawie wypowiedzenia i aktualnie nie pracuje nad wypowiedzeniem Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy domowej sporządzonej w Stambule 11 maja 2011 r., ratyfikowanej za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie w dniu 13 kwietnia 2015 r. Nie podjął również jakiegokolwiek postanowienia w zakresie wycofania się z ochrony praw kobiet i dzieci, które padają ofiarą przemocy domowej oraz w żadnym przypadku nie planował, ani nie planuje odmawiania pomocy ofiarom takiej przemocy.

Wypowiedzenie Konwencji nie znajduje się również w planie rządowych prac legislacyjnych i programowych.

Ochrona przed przemocą, w szczególności dzieci i osób starszych jest priorytetem działań podejmowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Rząd podejmuje działania zmierzające do objęcia ochroną wszystkich ofiar przemocy domowej. Ministerstwo Sprawiedliwości na bieżąco monitoruje też przepisy prawa służące ochronie przed przemocą, w tym monitorowane są zobowiązania Polski w tym zakresie wynikające z umów międzynarodowych”.

Gdzie leży prawda? Wniosek jest, czy go nie ma? Skąd sprzeczne informacje? Wraz z moją bohaterką czekam, jak to określiło Ministerstwo: na działania zmierzające do objęcia ochroną wszystkich ofiar przemocy domowej, bo jak na razie rząd działa trochę wbrew temu, co mówi wycofując chociażby dotacje na Centrum Praw Kobiet – fundację wspierającą ofiary przemocy… Co w zamian? Na razie cisza.


Zobacz także

Fot. Materiały prasowe

Jak sprawić by twoje dziecko osiągnęło sukces? To może być prostsze niż myślisz!

Fot. Screen/ You Tube

Brawo JOHNSON’S! Jeszcze nikt nie zrobił takiej reklamy! Bo każde dziecko – zdrowe, czy chore jest najważniejsze dla swojej mamy

Fot. Snapwire/  /lizzie guilbert  /

7 rytuałów kobiecego szczęścia. Czy dbasz o ich jakość?