Jak dobrze żyć? To prostsze niż myślisz, ty też potrafisz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 stycznia 2017
Jak dobrze żyć? To prostsze niż myślisz, ty też potrafisz
Fot. iStock / SrdjanPav

Można przejść przez życie tak, by minęło nam ono niepostrzeżenie, albo solidnie dało się we znaki. Można widzieć w ludziach głównie wrogów, a w sobie ofiarę ich złych intencji. Ale można też żyć dobrze, to znaczy tak, by mieć poczucie komfortu psychicznego, spełnienia i równowagi. I to wcale nie jest takie trudne…

Jak żyć dobrze – krótki poradnik dla początkujących

1.Nie zapominaj nigdy, że masz poczucie humoru

Otaczaj się też ludźmi z poczuciem humoru. Uśmiech i umiejętność obracania trudnych momentów w żart o wiele częściej pomaga nam przetrwać niż spowoduje niezręczną sytuację. Pamiętaj o tym, gdziekolwiek jesteś.

2. Jeżeli coś jest warte twoich łez, prawdopodobnie jest też warte śmiechu

Pielęgnuj umiejętność patrzenia na rzeczy z perspektywy. Dystans pozwoli ci zobaczyć szerszy obraz sytuacji i zrozumieć, że to, co teraz przysparza ci smutku, za jakiś czas będzie tylko wspomnieniem, ciekawą historią.

3. Innych ludzi naprawdę nie obchodzi, w co się ubierasz i jaką masz fryzurę

Więc wybieraj to, co lubisz i to, w czym się dobrze czujesz.

4. Nie bądź tchórzem

Jeśli idziesz przez życie niespokojny, przestraszony, z poczuciem bezsilności, nigdy nie osiągniesz satysfakcji, nawet z tych najmniejszych sukcesów. Prawdopodobnie ograniczysz też sobie możliwości ich osiągania, bo nie umiesz sięgać „po swoje”.

5. Nie kłam

To prawda jest kluczem do udanych relacji z innymi i z samym sobą.

6. Pamiętaj o prawach karmy

Dobro uczynione innym naprawdę do ciebie wróci, to inwestycja, która się – prędzej czy później – opłaci.

7. Nie używaj strony biernej

Nie mów: „To będzie zrobione, to się załatwi”. Powiedz: „zrobię to”, a następnie dotrzymuj słowa.

8. Szczyt zawsze jest stromy i śliski

Na dole jest bezpiecznie. Pytanie: gdzie chcesz być? Potrafisz wyjść ze swojej strefy komfortu? Zdecyduj i spakuj swoje walizki odpowiednio do decyzji, jaką podjąłeś.

Jak dobrze żyć? To prostsze niż myślisz, ty też potrafisz

Fot. iStock / SrdjanPav

9. Pamiętaj, że pojęcie miłości zmienia się z wiekiem

Na samym początku naszej drogi wpadamy w pułapkę nieosiągalnego ideału. Kiedy jesteśmy bardziej dojrzali, częściej zakochujemy się „świadomie”. Czasem warto poczekać.

10. Władza nad innymi to możliwość przekonywania głupich ludzi do robienia mądrych rzeczy

Ale też inteligentnych ludzi, do robienia głupich rzeczy. Dlatego władza jest niebezpieczna.

11. Sherlock Holmes powiedział: „Praca jest najlepszym antidotum na smutek, mój drogi Watsonie.”

Słuchaj Sherlocka.

12. Każdy chce szybko zdobyć miłość, szczęście i stracić na wadze

Oprócz tego, że miłość dostajesz od rodziców w chwili urodzenia, a szczupła sylwetka często zależy od genów, nie ma wielu życiowych dróg „na skróty”. Na większość rzeczy musisz sobie zapracować. Miej tego świadomość, a będzie ci łatwiej.

13. Pomóż tym, którzy teatralnie błagają o twoją litość i osaczają cię swoimi problemami

Zachęć ich do tego, by skupili się na czymś innym niż oni sami.

14. Jeśli pomagasz, bądź dobry, a nie uprzejmy

Dobro jest działaniem celowym, ale i angażującym uczuciowo. Akty dobroci wymagają ofiarności, także emocjonalnej. Pobieżna i powierzchowna uprzejmość to zwykłe mydlenie oczu.

15. Tylko zły majster wini swoje narzędzia za niepowodzenia

Jeśli coś ci nie wychodzi, niezależnie w jakiej dziedzinie życia, bierz za to odpowiedzialność. Szukaj przyczyny najpierw w swoim działaniu, potem na zewnątrz.

16. Zawsze możesz przestać

Zawsze. Niezależnie od tego, co robisz.

P.S. To nieprawda, że żyje się dla innych. Żyje się dla siebie samego, ale dobrze żyć, to nie krzywdzić innych i nie pozwolić im krzywdzić siebie.  Pewnego dnia umrzesz. Do tego czasu, należy zrobić wszystko co możliwe, aby cieszyć się życiem.


Źródło: psychologytoday.com


Wstyd mi za ciebie Polsko…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
6 stycznia 2017
Fot. iStock / bamlou
Fot. iStock / bamlou

Masz dosyć tego co tu i teraz. Wyjeżdżasz z pomysłem na nowe życie, na biznes. W nowym mieszkaniu rozpakowujesz kartony. Jesteś anonimowy, ale szybko się aklimatyzujesz, poznajesz nowe ulice, budynki, ludzi. Masz sąsiadów, którzy się do ciebie uśmiechają, którzy mówią „dzień dobry”. Pani w sklepie wie już wie, jaki chleb kupujesz co rano. Ze starszym panem, z którym spotykasz się niemal codziennie w drodze do pracy, dyskutujesz na różne tematy. Ty tłumaczysz, on słucha i odwrotnie. Dobrze ci. Zaczynasz czuć się trochę jak u siebie.

Ale pewnego dnia wychodząc z autobusu ktoś cię szturcha, dostajesz z pięści prosto w twarz, ktoś kopie cię w brzuch, ktoś w głowę… Coś krzyczą, ale do ciebie docierają tylko strzępki samogłosek. Zupełnie nie wiesz, co się dzieje… Próbujesz się podnieść, a ludzie omijają cię szerokim łukiem, nikt nie pomaga, nikt nie wyciąga ręki. Nie rozumiesz, co się stało. Masz nadal portfel, telefon. Nikt nie pyta czy wezwać karetkę, nikt nie dzwoni po policję. Kiedy próbujesz pytającym wzrokiem znaleźć kogoś z tłumu, kto odpowie ci na pytanie „dlaczego?”, każdy spuszcza wzrok, odwraca się i idzie dalej w swoją stronę…

Innego dnia, gdy idziesz ulicą ktoś cię popycha, upadasz. Mija cię grupka młodych chłopaków, śmieją się. Gdzieś już z oddali słyszysz: „wypie*dalaj”, kiedy próbujesz zebrać rozsypane na chodniku jabłka. Dziewczynkę, która chce ci pomóc, mama łapie za rękę i ciągnie na drugą stronę ulicy.

W kolejce w sklepie słyszysz: „się ku*wie delicji zachciało” i już wiesz, że to w twoją stronę. Że każde „spie*dalaj”, „szmato”, „dziwko”, ku*wo” kierowane jest wprost do ciebie.

Ktoś wybija szybę w twoim sklepie, salonie kosmetycznym. Ktoś łamie krzesła w twoim lokalu, obraża ciebie i gości.

Nagle przestajesz być po prostu kimś z osiedla, anonimowym, kto świetnie sobie radzi, kimś kto dobrze poczuł się w obcym przecież dla niego miejscu. Nie jesteś po prostu sąsiadem, kolegą z siłowni, koleżanką z basenu. Przestajesz być kimś z wielu, kimś kto jak inni chodzi po ulicy, robi zakupy, wychodzi do kina.

Próbujesz zrozumieć, co się stało. Dlaczego nagle zaczyna się ciebie traktować jak trędowatego, jak kogoś, kto jest zagrożeniem? Zaczynasz się bać, bo nie wiesz, czy wychodząc wieczorem znowu ktoś cię nie zaczepi, może pod osłoną nocy będzie odważniejszy.

A później dowiadujesz się, że twoją znajomą zgwałcono, czytasz o tym w internecie, a pod artykułem komentarze, że dobrze tej suce, że do gazu z nią, że na stosie palić powinni, że wszystkie powinny zostać potraktowane tak samo, bo na nic więcej nie zasługują, chyba, że zgnić gdzieś na zimnej podłodze.

A przecież nic nie zrobiłaś. Nic nie zmieniłaś.

Ale oni już cię nienawidzą. Już toczą z tobą niewidzialną wojnę, już ostrzą sobie zęby i noże, plują jadem, używają coraz to więcej niewybrednych słów, komentarzy, życzą ci coraz to gorszego.

Dlaczego?

Nie ma znaczenia, czy jesteś:

– „jeb*nym katolem”

– „pojeb*aną feministką”

– „brudasem”

– „ciapatym”

– „liżącym d*pę pisowcem”

– „judaistyczną świnią”

– „sku*wysyńskim lewakiem”

Nie ma znaczenia komu sprzyjasz, z kim sypiasz, skąd pochodzisz, w co wierzysz. I tak w tym kraju znajdzie się ktoś, kto będzie cię nienawidził ze wszystkich sił i myśli swoich. Bo tak. „Bo tak i ch*j”. Bo ktoś sobie coś dopowie, wrzuci cię do jednego worka z tymi, którzy zagrażają bezpieczeństwu, którzy defraudują, zabijają, mordują, gwałcą, okradają. Tak naprawdę, co ich obchodzi, kim jesteś, co myślisz, co czujesz. Gówno ich obchodzi. Oni już i tak wszystko wiedzą. I tak zwyzywają, obrażą, upokorzą, zagrożą.

Wstyd mi. Wstyd mi, bo choć będę krzyczeć, ile sił w płucach, choć będę stukać w klawiaturę, ile sił w palcach, wiem, że to nic nie zmieni. Że odezwał się głos nienawiści, który znajduje wielu wyznawców. Nagle staliśmy się państwem podziału na gorszych i lepszych, na czystych i brudnych, na wierzących i niewierzących, na czarnych i białych. Nagle wielu stało się wyznawcami jedynej i słusznej teorii zero-jedynkowej. Gdzie nie ma nic poza. Nic na granicy, wyjątków, niczego, co można objąć zalanym falą złości i nienawiści rozumem.

Nie chcę brać w tym udziału. Nie chcę się kręcić w tym kole obelg, udowadniania kto ma większą rację, kto na więcej zasługuje i kogo skąd przegonić.

To nie my pamiętamy, dokąd prowadzi nienawiść, podobno każde pokolenie powinno dotknąć koszmaru wojny… My mamy szczęście. Na razie. Aż sami sobie nie skoczymy do gardeł, aż przestaniemy patrzeć sobie w oczy, tylko walić na oślep jak idzie za kolor skóry, za poglądy, za to w kogo wierzymy, bądź nie wierzymy, za to kogo kochamy, a kogo nie w imię jedynej akurat najgłośniej krzyczącej słusznej racji.

Milczenie jest przyzwoleniem. Brak reakcji – akceptacją.

Nie usiądę do stołu z kimś, kto bez jakiejkolwiek refleksji używa słów: „ciapaty”, „brudas”, wyjdę, gdy usłyszę o „jeb*nych katolach”, „lewakach”. Tak, wiem, że na tym, kto mówi, nie zrobi to żadnego wrażenia, ale ja nie chcę w tym uczestniczyć.

Ty też jeszcze nie musisz.


„Moja dupa, moja sprawa, skoro ja mogę nadal spać spokojnie i zwyczajnie patrzeć na siebie w lustrze, to w czym problem?”

Anika Zadylak
Anika Zadylak
5 stycznia 2017
Fot. iStock / gremlin
Fot. iStock / gremlin

– Miłość? I co mi z niej, do gara mi nie włoży, ani nie kupi nowej torebki. Dzięki temu, że przestałam się z nią cackać, wakacje spędzam za granicą i stać mnie praktycznie na wszystko. Wystarczy tylko pojechać do odległego o 80 km miasteczka i przez kilka godzin być kimś innym. Koleżanka mi podpowiedziała, wiedziała, że do mnie może z tym przyjść, bo nigdy specjalnie nie ukrywałam, że lubię pieniądze. Szczególnie te łatwe. Bo co jest trudnego w tym, że rozkładasz nogi przed starszym kolesiem, który mógłby być nawet moim dziadkiem. Pijesz drinka, zamykasz oczy i odwalasz swoje. Nawet kiedy jest nieprzyjemnie, bo mam obleśnych klientów. Ważne, że mają wypchany po brzegi portfel i chętnie dzielą się ze mną jego zawartością. Mi nie jest z tym źle, nikt poza tą kumpelą, która mnie w to wciągnęła, nie wie. Mój chłopak też nie. Po co z nim jestem? Bo on mnie kocha, a mi jego obecność kompletnie nie przeszkadza. Serio, są ludzie którzy uczuć nie stawiają na pierwszym miejscu. Może dlatego, że sami ich za wiele nie posiadają.

Magda jest dla mnie fenomenalnym zjawiskiem. Bo kiedy jej słucham, patrzę na jej pewne gesty, dostrzegam, że ta dziewczyna niczego nie naciąga. I choć jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe, widzę, że jest jej dobrze z samą sobą. Mimo tego, że zdarzenia, o których mi opowiada, nie należą do najprzyjemniejszych. Niektóre są wręcz obrzydliwe. Bo jak myśleć inaczej, kiedy piękna, nieco ponad 20-letnia dziewczyna, bez śladu skrępowania i żalu opowiada o tym, że ma klientów, którzy każą jej być wyuzdaną dziwką rodem z najostrzejszych filmów pornograficznych.

– Moi rodzice to tacy zwyczajni ludzie, tacy prości. Wszystko szablonowo i jak Bozia nakazała. Najpierw ślub, potem łóżko. I to najlepiej po ciemku, i nie częściej jak raz w miesiącu. Potem dzieci, praca i życie dla kogoś. Tak, przez kilkanaście lat na to patrzyłam, jak mojej matce nie chciało się nawet porządnie uczesać, a co dopiero kupić nową kieckę, czy gdzieś wyjść. I nie wynikało to z jej lenistwa, tylko z ciągłego zmęczenia, bo zawsze były ważniejsze sprawy. Zawsze najpierw ja i mój brat, potem ojciec i dom, praca i na końcu okazywało się, że dla siebie nie ma już czasu. I siły przede wszystkim. Wkurzało mnie to, że się narobi i gówno z tego ma, bo niby biedy nie klepaliśmy, ale szału też nie było. A ja zawsze chciałam się wyróżniać, być inna, lepsza. A to się wiąże z hajsem. Nigdy nie dałam sobie wmówić, że pieniądze nie dają szczęścia, że są ważniejsze sprawy. Albo, że do wszystkiego można dojść samemu. Mam się uczyć, zapieprzać na zmywaku na te studia, bo rodzice nie mają mi z czego dać i wszystko tylko po to, żeby potem zrywać truskawki czy plewić ogórki u jakiegoś bogatego rolnika w Holandii? No tak, a ilu twoich znajomych pracuje w swoim zawodzie i w tym kraju po ukończeniu szkoły? Zresztą, każdy ma swój sposób i wizje na życie. Ja się nikomu nie mieszam w to, co robi. Więc moją też sprawą jest, jak sobie zarabiam. Przynajmniej nie muszę sobie wiecznie wszystkiego odmawiać, liczyć każdy grosz i gnić w ciasnym pokoiku, na wynajęcie którego musiałabym zapieprzać pół miesiąca na kasie w markecie. Nie czuję się prostytutką, bo to ja wybrałam sobie swoich sponsorów, ja ustalam zasady gry, wszystko mam pod kontrolą.

Czy zdarza mi się czegoś odmówić? Szczerze to nie, przecież nawet jeśli obleśny to i tak tylko seks, ja robię swoje, on jest zadowolony. Ja zresztą też, kiedy już potem sama liczę zyski. Jeśli koleś proponuje coś ostrzejszego od razu zastrzegam sobie wyższą stawkę, dużo wyższą. Nie sprzedaję się za parę złotych, jak laski, które łapią tiry na głównej wylotówce. Tak, mam poczucie tego, że jestem od nich lepsza, bo robię to w pięknym, zresztą też opłacanym nie przeze mnie mieszkaniu. I  dyskretnie, bo panowie, którzy mnie bzykają, zazwyczaj mają żony. Ba! Nawet wnuki i nie bardzo im zależy na rozgłosie, a nawet utracie często wysokich stanowisk. A, że szukają wrażeń z młodszą, zadbaną i bardzo otwartą dziewczyną? A co mnie to obchodzi, że kogoś tam zdradzają czy krzywdzą. Sami do mnie dzwonią, ja nikogo nie namawiam i nie naciągam. Wyrobiłam sobie dobrą markę, mogę przebierać w propozycjach, odrzucać lub wymagać. Tak, jestem pewna siebie, bo znam swoją wartość. Skoro ja się potrafię poświęcić do tego stopnia, że muszę to czasem odchorować, to oni mają słono za to płacić. To czysty i uczciwy układ.

Kiedy Magda odpala papierosa, zastanawiam się, czy w ogóle zadawać to pytanie. Bo co właściwie oznacza fakt, że niektóre spotkania musi odchorować? Pozwala się krzywdzić? Ciężko mi uwierzyć, w lekkość z jaką opowiada mi o sobie i o tym, czym się zajmuje. I dlaczego właściwie od dwóch lat jest ze swoim oficjalnym chłopakiem, którego znają nawet jej rodzice? 

– Mam kilku zaufanych klientów, dużo starszych za to też bardzo majętnych. I szczodrych, choć nie ukrywam, że też wymagających. Bywają brutalni, bo akurat taką mają wizje, żeby traktować mnie jak rzecz. Mam jednego, który uwielbia kiedy udaję, wyrywam się i błagam, żeby przestał, bo podnieca go wizja gwałtu. Nie zrobiłby tego nikomu świadomie, ale ze mną może urzeczywistnić swoje zboczone wizje. Mam takich, którzy lubią mi przyłożyć albo wpychać we mnie przedmioty tzw. „zabawki” i rajcuje ich mój, nie ukrywam, ból. Nie będę zmyślała, że szczególnie to uwielbiam albo, że mi to nie przeszkadza. Ale wizja dobrych pieniędzy skutecznie zagłusza moje obawy. Wiem, jak to brzmi, ale nie jest to dla mnie problem, taka widocznie jestem.

A z Mariuszem, moim chłopakiem, jestem już dość długo, spotykamy się, sypiamy ze sobą, jesteśmy jak każdy, zwyczajny związek. Nie pyta mnie, skąd stać mnie na wszystko, pracuję zawodowo, czasem ściemniam wyjazdy służbowe, za które rzekomo płacą mi dużo więcej. Jego to nie bardzo interesuje, a dla mnie to idealna sytuacja. Po co go mam? Trochę dla przykrywki, żeby ciągle w domu nie wysłuchiwać, że już czas się z kimś związać, założyć rodzinę. On jest, matka to widzi i cierpliwie czeka na wnuki ( śmiech). A ja mam święty spokój i mogę robić swoje. Myślę, że on mnie kocha, gdyby mu nie zależało, to by ze mną nie był. Kasa go przy mnie raczej nie trzyma, bo on sam dobrze zarabia. Niestety dla mnie, to wciąż za mało. Nie mam poczucia tego, że go oszukuję, czy zdradzam. Bo czym jest zdrada? Dla mnie seks nigdy się w tym pojęciu nie mieścił, a emocjonalnie przecież do tych gości nie podchodzę. Ja jestem ich zabawką, dziewczynką do dobrej zabawy, a oni moim źródłem utrzymania. To przecież takie proste.

Zastanawiam się, jak zakończyć tę rozmowę. Czego życzyć takiej dziewczynie, jak Magda. Mimo tego, co dziś od niej usłyszałam, nie zauważyłam nawet krzty poczucia winy, pretensji czy wstydu. Nie ma w niej zażenowania, żadnej refleksji czy wyrzutów sumienia. To by oznaczało, że albo tacy ludzie jak ona faktycznie istnieją, albo coś lub ktoś do takiej sytuacji doprowadził. 

– Napisz wszystko tak, jak ci opowiadam. Inaczej, to nie będzie tekst o mnie, a ja, jak widzisz, nie widzę w swoim życiu niczego złego. Nikogo nie obwiniam za tę sytuację, bo sama do niej dążyłam, sama jej chciałam. Anonimowa zostaję tylko dlatego, że mieszkam w małym miasteczku i pewnie gdyby to wypłynęło, spalono by na stosie moich rodziców. Bo ja mam to głęboko gdzieś.  Spakowałabym się i po prostu wyniosła, stać mnie przecież. Ale ani rodzice, ani w ogóle nikt z moich bliskich, którzy tu mieszkają, nie zrobili mi niczego złego, żebym miała im robić teraz piekło z życia. Bo wiem, że tak by właśnie było, ludzie przecież nie daliby im żyć. Choć zawsze mnie to bawi, bo pewnie połowa z nich, gdyby była w położeniu finansowym moich klientów, też by tak chciała. A druga połówka, chętnie wyrwałaby się z pieluch, szarości czterech ścian i ciągłego podliczania, czy starczy do końca miesiąca. I jestem pewna tego, co mówię. Bo mimo swojego młodego życia, niejedno już widziałam i nic nie jest w stanie mnie zadziwić czy zaskoczyć. No, może obłuda, którą wolimy się karmić niż po prostu, robić to, na co mamy ochotę. No bo powiedz, moja dupa moja sprawa, skoro ja mogę nadal spać spokojnie i zwyczajnie patrzeć na siebie w lustrze, to w czym problem? A co będzie kiedyś? Po co się teraz tym martwić, planować czy snuć domysły. W razie czego będzie mnie stać na dobrego psychiatrę. Ale jakoś nie sądzę, żeby kiedykolwiek był mi potrzebny. Jestem świadoma swoich wyborów. A jak poczuję, że już nie chcę, że gna mnie do innego życia, to po prostu z tym skończę. Tak, wierzę, że skoro mogę żyć tak jak teraz, to będę też potrafiła być kimś innym. Skoro można być luksusową prostytutką, to można też być „normalnym” człowiekiem. Cokolwiek to znaczy.

 


Zobacz także

Fot. iStock / marinovicphotography

5 kroków ku emocjonalnej niezależności. Prawdziwe szczęście jest wtedy, gdy masz poczucie kontroli nad życiem

Slow life podczas urlopu

Slow life podczas urlopu? Może właśnie wtedy uda się tobie zwolnić…

pokoj

Mamo, tato to jest ładne! Czy warto inwestować w design dla dzieci?