Im mniej, tym więcej. Dlaczego warto postawić na minimalizm?

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
13 września 2017
Fot. iStock/wundervisuals
Fot. iStock/wundervisuals
 

Nie bez powodu mówi się, że porządek w domu skutkuje porządkiem w głowie. Nadmiar rzeczy i przedmiotów wprowadza do naszego życia przepych i chaos. Trudno więc odnaleźć harmonię i wewnętrzny spokój ducha, gdy czujemy się przytłoczeni. Mowa tu nie tylko o niepotrzebnych dobrach materialnych, ale także o toksycznych znajomościach czy niekończącej się liczbie spraw do załatwienia. Czy minimalizm może być sposobem na szczęście?

Wielu z nas minimalizm kojarzy się z ascetycznym stylem życia. Tymczasem dla osób, które zdecydowały się pójść tą drogą, minimalizm oznacza świadome kupowanie produktów i nawiązywanie relacji. Jest filozofią życia, która zakłada, że przeorganizowanie otoczenia, ułatwia uporządkowanie całego życia – również sfery emocjonalnej. Co ciekawe, staje się coraz popularniejsza wśród osób młodych, które wychowane zostały w czasach konsumpcjonizmu.

Nie mam się w co ubrać

Mąż Karoliny zawsze narzekał na jej zakupoholizm. – Oboje dobrze zarabialiśmy, więc kupowałam wszystko, na co miałam ochotę. Buty, torebki, kosmetyki, nowe dodatki do mieszkania, garnki, bibeloty i inne pierdoły. Bardzo lubiłam też okazje i promocje – opowiada. Wszystko się zmieniło, gdy urodziła dziecko, a w mieszkaniu pojawiły się dziecięce ubrania i akcesoria. Wtedy zrozumiała, że w domu jest po prostu wszystkiego za dużo. W rozmowie z mężem żartowała, że czas chyba wybudować dom, ale szybko wybił jej ten pomysł z głowy. – Po prostu musiałam części rzeczy się pozbyć. I to z bólem serca – wspomina. Już w trakcie porządków w szafie zrozumiała jednak, jak wiele niepotrzebnych rzeczy nagromadziła. Dysponowała czterdziestoma sukienkami, a i tak „nie miała w co się ubrać”.

Część rzeczy oddała, inne wyrzuciła lub sprzedała. Zmiany w życiu wprowadzała stopniowo, trwało to miesiącami. Oprócz pozbywania się przedmiotów, zaczęła też analizować to, co kupuje. Gdy spodobały jej się buty na wystawie, dawała sobie 5 dni na decyzję. Przez ten czas mogła zastanowić się, czy faktycznie ich potrzebuje, czy są warte swojej ceny i czy nadal tak bardzo jej się podobają. Jak twierdzi, w 99 proc. sytuacji ostatecznie rezygnowała z zachcianki. – Moja rada? Rób dokładne listy zakupów. Ale nie tylko tych spożywczych. Zapisuj też swoje fanaberie. Jestem przekonana, że po kilku tygodniach część z nich sama wykreślisz – twierdzi Karolina, która zakupami wynagradzała sobie sukcesy i porażki. Szacuje też, że ilość dóbr materialnych w swoim otoczeniu zredukowała o 50 proc.

Posiadanie jako cel w życiu

U Izy było nieco inaczej. Pochodzi z biednej rodziny, gdzie nigdy się nie przelewało. Celem jej życia szybko stało się „posiadanie”. Dzięki ciężkiej pracy udało jej się osiągnąć wysokie stanowisko. Nadrabiała więc wszystkie braki z dzieciństwa. Przecież w końcu mogła sobie pozwolić na drogie ubrania, buty, perfumy. W jej mieszkaniu nie brakowało stylowych mebli i dodatków. Nie narzekała również na brak towarzystwa – w jej blasku chciało się skąpać wiele osób. Wszystkie te relacje były mniej lub bardziej toksyczne. Ciągle też pracowała od świtu do nocy, by regularnie spłacać kredyt hipoteczny. – Wpadłam w matnię. Tylko pracowałam i wydawałam pieniądze. Miałam mnóstwo rupieci, które wcale mnie nie cieszyły. Byłam przytłoczona obowiązkami i wtedy wpadła mi w ręce książka „Magia olewania” Sarah Knight. Po jej przeczytaniu zaczęłam interesować się minimalizmem – opowiada Iza.

W odróżnieniu od Karoliny, Iza najpierw zaczęła porządkować swoje życie emocjonalne. Przeanalizowała listę znajomych i odrzuciła ludzi, za którymi nie przepada oraz energetycznych wampirów czy osoby, z którymi rzadko się kontaktuje. Później zastanowiła się nad dodatkowymi zleceniami, które wykonuje po pracy – czy faktycznie są potrzebne? Gdzie podział się czas na jej pasje i zainteresowania? Porządkowanie przestrzeni wokół nastąpiło na samym końcu i było dla niej zdecydowanie najtrudniejsze. – Wzięłam wolne w pracy. Chciałam rozprawić się ze wszystkim jednego dnia. Wszystkie swoje ubrania i dodatki rozłożyłam na łóżku i zaczęłam segregować – opowiada. Ponad połowa jej szały trafiła na aukcje w internecie.

Wolność wyboru

Karolina i Iza doszły do temu samego punktu, choć obie różnymi drogami. Obie w pewnym momencie zrozumiały, że w ich życiu czegoś jest za dużo – rzeczy, problemów, ludzi, obowiązków. – Moja mama mówiła, że porządek łatwiej jest utrzymywać niż go robić. Myślę, że to dotyczy też głowy. Pozbycie się nadmiaru rzeczy uczyniło mnie jednocześnie wolną. Minimalizm, który ja praktykuję, pozwala mi swobodnie decydować o tym, co i kto znajduje się wokół mnie – wyjaśnia Karolina.

Zdaniem Izy, podążanie za wszystkimi trendami, sprawiło, że zapomniała kim jest i czego od życia oczekuje. Przedmioty, które przez ostatnie lata nagromadziła, symbolizowały jej kompleksy. Dziś buduje swoje „JA” od nowa. – Oczywiście, że kupuję czasem ubrania i gadżety. Teraz jednak robię to w pełni świadomie. Nie wiem, ile mam przedmiotów osobistych. Na pewno mniej niż kiedyś, ale więcej niż 100, jak to się czasem mówi. I nie, nie spakuję całego swojego dobytku do jednej czy dwóch walizek – mówi Iza.

Karolina i Iza niczym nie są przesadnie oszczędne. Nie przeliczają każdego grosza. Żadna z dziewczyn nie wyrzekła się dóbr materialnych. Żadna też nie odmawia sobie drobnych przyjemności. Każda na swój sposób dojrzała jedynie do ich redukowania. Wtedy bowiem smakują lepiej. Nadmiar i przesyt tego, co materialne prowadził do nudy. Teraz stawiają na jakość, dzięki czemu ich doznania zyskują na intensywności. W każdej dziedzinie. Zyskały też czas. Dla bliskich i dla siebie. Na realizację swoich pasji i marzeń. Bo wspomnienia są cenniejsze niż nowe sukienki.

 


Jak pożegnać to, co kochasz. Nie myśl, że coś ci zabrano, pomyśl o tym, ile dostałeś

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
13 września 2017
Fot. iStock/Viktor_Gladkov
Fot. iStock/Viktor_Gladkov
 

Kiedy dzwoni telefon, być może już to przeczuwasz, już wiesz. I dzieje się dziwnie, bo choć przecież się przygotowywałeś, nigdy nie jesteś gotowy na takie rozstanie. A może wcale się tego nie spodziewałeś, może ta wiadomość spadła na ciebie nagle, zdarzyła się jak koszmarny przypadek. Umarł ktoś bliski, ktoś kto jeszcze wczoraj uśmiechał się do ciebie i mówił, że życie jest piękne, ale trudne i czasem boli. Ktoś, o kim myślałeś, że będzie „zawsze”, albo że to ty odejdziesz pierwszy. I nagle, choć otoczony bliskimi, zostajesz całkiem sam. Bo nikt ci nie pomoże zrozumieć „dlaczego?”. Nikt nie zabierze od ciebie tej pustki, samotności i bólu.

Cierpisz. Niezależnie od tego, w co wierzysz – tu już go nie zobaczysz. Część ciebie (bo ci, których kochasz zawsze stają się po trochu częścią ciebie) znika, ale nie bezboleśnie, tylko tak, jakby ktoś ją bezlitośnie wyrwał. Fizycznie odczuwasz to całym sobą. Pytasz. Zadajesz tysiące pytań, choć wiesz, że nie ma na nie odpowiedzi. Chcesz się ratować, więc słuchasz innych, zachłannie, starając się odkryć, zrozumieć tajemnicę życia.

Mówią ci: zobacz, tak jest lepiej. „Tam” (gdzieś w innym wymiarze, w innej przestrzeni) jest mu lepiej, on jest już po tej stronie, gdzie nic nie boli, gdzie jest się szczęśliwym. A może bezdusznie powtarzają, że takie jest właśnie życie – ono polega na pożegnaniach z tymi, którzy są nam najbliżsi. Mówią tak i mówią, a ty zaprzeczasz, bo się na to nie zgadasz, bo czujesz się oszukany, okradziony, skrzywdzony. Myślisz, że nie wiesz jak teraz będziesz żyć. Że sobie nie poradzisz, albo że wcale nie chcesz sobie poradzić. Zbuntujesz się, ale nic ci po tym buncie. On już niczego nie zmieni.

Mówią, że ból minie, że wszystko będzie tak, jak dawniej. Ale ty wiesz swoje. Nic już nie będzie jak dawniej, nawet jeśli znów zaczniesz się uśmiechać, znów poczujesz głód i smak ulubionych dań. Nawet jeśli przyjdzie do ciebie miłość.

Nie myśl o tym, jak wiele straciłeś. Że jej/jego już nie ma. Pomyśl o tym, jak wiele dostałeś. Od dziś, już do końca bądź wdzięczny:

Za rozmowy, te niekończące się, długie, te „o wszystkim i o niczym”, o rzeczach ważnych i błahych. O miłościach i smutkach, o szczęściu i o tym, co w życiu się naprawdę liczy. Ile się o sobie dowiedziałeś, ile zrozumiałeś? Na ile łatwiej było ci potem stawić czoło trudnościom i problemom, o których myślałeś, że nigdy im nie sprostasz?

Za uważność, taką, która sprawiała, że chciałeś mówić. Za herbatę z cytryną i ciasto, albo kawę wypitą wspólnie w tej małej kawiarni na rogu.

Za spotkania, podczas których czułeś, że dopóki ten ktoś cię rozumie, wszechświat ma sens.

Za dobro i uśmiech, dzięki któremu wiedziałeś, że byłeś WAŻNY, a twoja obecność sprawia komuś radość.

Za coraz cichsze i słabsze „halo” w słuchawce telefonu, które sprawiało, że nawet będąc daleko, mogłeś się poczuć jak w domu.

Za prezenty, drobne i niespodziewane, kupowane zawsze z myślą o tobie, ale nigdy nie przypadkiem, czy dlatego, że „była taka promocja”.

Za wielki, ścienny kalendarz, na którym na czerwono zaznaczono datę twoich imienin i urodzin, jakby były najważniejszymi datami w całym roku.

Za miłość, przyjaźń, której byś nie poznał gdyby nie on/ona…

Za to, że wiesz kim jesteś, znasz swoje korzenie. Za tysiące opowiedzianych historii o tym jaki byłeś, kiedy byłeś mały i jak wtedy wyglądał cały świat.

I wiesz jeszcze za co?

Za ciche mruczenie do poduszki, gdy było ci źle, za wierność, którą widziałeś w bursztynowych, ufnych oczach.

Bo naprawdę nieważne, czy dziś na ręku umiera ci „tylko” ukochane zwierzę, czy żegnasz się z kimś najbliższym. Istotą radzenia sobie z bólem po stracie tych, których kochamy, jest umiejętność bycia wdzięcznym za to, czego dzięki nim doświadczyłeś.


Niby tak samo, a jednak inaczej. To, co robicie w łóżku, wiele mówi o waszych relacjach

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
13 września 2017
Fot. iStock/AleksandarNakic
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Pierwsze problemy w związku z reguły są subtelne. Zakradają się po cichu, stopniowo oddalając partnerów od siebie. Przejawiają się na różne sposoby i w przeróżnych okolicznościach. O ile szybko zwracamy uwagę na powtarzające się kłótnie, wyrzuty i pretensje, rzadko zauważamy problemy, które przejawiają się w sferze seksualnej, bądź z niej samej wynikają. A to właśnie one mogą nam wiele zdradzić na temat relacji w związku. Oto 7 sygnałów ostrzegawczych.

Pragniesz „czegoś więcej” w łóżku, ale nie umiesz tego określić

To pierwszy znak, że między wami coś nie gra. Najczęściej chodzi o sferę emocjonalną. Niby wszystko jest w porządku, uprawiacie regularnie seks, jednak nie jest on tak namiętny jak kiedyś. Być może nie czujesz się pożądana? Albo partner już tak bardzo cię nie pociąga? Mogą mieć na to wpływ wasze codzienne relacje, natłok obowiązków i problemów. Zastanów się, czy brakuje ci łóżkowych eksperymentów czy może są między wami skrywane jakieś żale.

Partner woli zająć się swoimi sprawami, niż uprawiać z tobą seks

Twój mężczyzna wieczorami ogląda seriale, zamiast zainicjować seks? Bardzo możliwe, że w ciągu dnia czuje się krytykowany i niedoceniany. Zadowolenie partnerki w łóżku jest dla panów bardzo ważne. Ta postawa, wynikająca z ogromnej miłości, zanika jednak, gdy czują się niepewnie w związku. Mogą więc unikać współżycia, by nie narazić się na odrzucenie lub wyśmianie, które spotyka ich notorycznie.

Przestajesz dotykać swojego partnera

Kobiety dobrze wiedzą, jak ważny w związku jest dotyk. To one najczęściej potrzebują fizycznej bliskości, choćby w formie przytulenia. Jednak kiedy w sferze seksualnej coś im nie pasuje, unikają dotykania swojego partnera. Boją się, że w tej sposób zaproszą partnera do łóżka. To samo można też zaobserwować w trakcie współżycia. Kobiety, które starają się unikać zarówno dotykania partnera, jak i jego dotyku, mogą w ten sposób sygnalizować problemy w relacji.

Starasz się, by partner jak najszybciej osiągnął orgazm

Jeśli czasy, gdy delektowałaś się seksem, dawno minęły, nie wróży to niczego dobrego dla waszego związku. Kobiety, którym przestało zależeć na partnerze, często wciąż zgadzają się na seks, ale tylko po to, by go zadowolić i „odhaczyć” jeden ze swoich obowiązków. Co więcej, same nie oczekują zaspokojenia.

Uprawiacie seks zgodnie z harmonogramem

W dzisiejszych czasach wszyscy są zabiegani. Trudno więc znaleźć czas na igraszki z partnerem, gdy trzeba zarabiać pieniądze, ogarniać dom i opiekować się dziećmi. Jeśli jednak chodzicie do łóżka dlatego, że „badania amerykańskich naukowców dowiodły, że należy kochać się X razy w miesiącu”, coś jest nie tak. Po prostu uprawiacie seks, bo wydaje wam się to konieczne, a nie dlatego, że akurat odczuwacie taką potrzebę. Dostosowywanie się do pojęcia „zdrowego życia seksualnego” skutkuje brakiem intymności, mniejszą przyjemnością i nieustannym poczuciem obowiązku.

Ciągle o coś walczycie

Niektóre problemy w związku wymagają rozwiązań, inne walki – nie oszukujmy się. Jeśli jednak nieustannie toczycie ze sobą boje, być może zbyt rzadko chodzicie do łóżka. Seks wyjątkowo mocno scala ze sobą partnerów. Dzięki temu nie czują się jak sparingpartnerzy w codziennym życiu.

Jesteście zmęczeni, rozdrażnieni i łatwo się irytujecie

Choć seks zalicza się do aktywności fizycznych, doskonale relaksuje i dodaje energii. Hormony szczęścia spowodują nie tylko to, że wypełnianie codziennych obowiązków stanie się łatwiejsze i przyjemniejsze. Przede wszystkim poprawią się wasze relacje. Zły nastrój często bowiem powoduje błędne koło – jesteście rozdrażnieni, zmęczeni i nic wam się nie chce. Ostatnie więc na co macie ochotę, to wygibasy w łóżku. Pamiętajcie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia.


 

Źródło: MindBodyGreen

 


Zobacz także

Fot. iStock

50 sposobów na szczęśliwe życie. Sposób 2 – Polub swoje odbicie

Fot. iStock/deimagine

8 rzeczy, których swoją córkę nauczy tylko silna matka. Niezbędnik na trudne czasy

Jak być silnym psychicznie? Tego można się nauczyć

Jak być silnym psychicznie? Tego można się nauczyć