Im dłużej na to patrzę, tym staję się twardszy… Wiem, że przyjdzie taki dzień, kiedy nie będę już w stanie żonie pomóc…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
28 września 2016
Fot. iStock/annedde
Fot. iStock/annedde

Są małżeństwem 12 lat. Ile jeszcze przed nimi? Może miesiąc? Może pół roku, a może tylko kilka dni. I to nie dlatego, że się sobą znudzili, że on zdradził, a ona się poddała. To jest historia jakich niestety wiele. – Bolało ją podbrzusze podczas zbliżenia, a ból był na tyle uporczywy, że dała się w końcu namówić do wizytę u lekarza. To był listopad, dwa lata temu. Wtedy nie wiedzieliśmy, że kobiety, u których zdiagnozowano raka jajnika żyją około dwóch lat…

On ma 34 lata, ona jest dwa lata starsza. Mają dwie córki – 11-latkę i 9-latkę. Normalny dom. On kierowca ciężarówki, dużą część czasu spędzał w trasie. Mieszkają niedaleko Poznania. Taka szczęśliwa rodzina ze swoimi drobnymi problemami, jakich wiele wokół nas.

– Kiedy żona trafiła do lekarza okazało się, że ma dwa guzy – jeden 19-, drugi 16-centymetrowy… Bardzo szybko trafiła na stół operacyjny, już wtedy stwierdzono, że to złośliwy nowotwór. Dla mnie jednak rak nie był wyrokiem, bo sam jestem po nowotworze tarczycy. Wycięto guza, przeszedłem leczenie i właściwie nie pamiętam, że chorowałem. Więc kiedy usłyszałem o chorobie żony, pomyślałem: „Damy radę, nic złego się nie stanie, to MOŻNA leczyć”.

Dostała chemię, sześć cykli. Przecież jak chemia i leczenie, to znaczy, że wszystko będzie dobrze. Odetchnęli z ulgą, zaczęli planować kolejne miesiące, wspólne lata. Jednak żonie Grzegorza towarzyszył nieustannie niepokój. – Badała obecność komórek rakowych w swoim organizmie… Po pół roku od ostatniej chemii nastąpił nawrót choroby. To jeszcze nie było najgorsze. W głowie miałem nieustannie jedną myśl: „To walczymy dalej, nie damy się”. No przecież nie można było załamać rąk, usiąść i nic nie robić…

Kolejna chemia. Kolejne sześć cykli. Znowu wypadły już odrośnięte włosy, znowu samopoczucie żony Grzegorza spadło poniżej jakichkolwiek norm… On postanowił nie oddawać jej rakowi, nie widział w ogóle takiej opcji. Przecież to kobieta jego życia, matka jego córek. Tak, on wie, że rak jajnika wykryty tak późno to wyrok. A przecież żona co roku się badała, chodziła do lekarza… Jak to możliwe, że w jej ciele rosły dwa ogromne guzy, o których nikt nie miał pojęcia. Od lekarza usłyszał, że zwykłe badanie nic nie wykazywało… Cytologia mogłaby zaalarmować o stanie jego żony. Cytologia, którą państwo refunduje kobietom co trzy lata… Trzy lata z rozwijającym się nowotworem? Jakie są szanse na przeżycie?

W marcu skończyła się ta druga chemioterapia. A oni budowali dom, który właściwie był już na ukończeniu, czekał na swoich mieszkańców. Ten dom, to był synonim tego co nowe i lepsze. Choroba, cierpienie i śmierć miały zostać na starych śmieciach. Tu miało być już tylko lepiej. Przeprowadzali się tuż przed wakacjami …. A ona wiedziała, że ma kolejny nawrót choroby. Dwa miesiące po chemii poziom komórek rakowych ponownie wzrósł. Była za słaba, by przyjąć kolejne dawki chemioterapii. Organizm wycieńczony nie miał nawet czasu się zregenerować, odpocząć, zebrać siłę do kolejnej walki…

Rak zaatakował jelita. – Miała boleści, problemy z jedzeniem i trawieniem. W końcu ją zoperowano, wprowadzono stomię. Półtora miesiąca później dostaliśmy zielone światło na kolejną chemię. Przyjęła pierwszy cykl… czy uda się z drugim? Nie mam pojęcia, jest słaba… zmęczona, cały czas przyjmuje morfinę w zastrzykach.

Grzegorz podkreśla, że walczą razem. Dzieci wiedzą, że mama jest chora, wiedzą, że raczej nie wyzdrowieje. – Czasami codziennie z córkami o tym rozmawiam. Dziewczynki były pod opieką psychologa, który stwierdził, że na dzisiaj dobrze sobie radzą w tej sytuacji. Staramy się ich nie obciążać, żyją szkołą, koleżankami, i swoimi rzeczami. Nie uciszamy ich w domu, zresztą żonie, choć zmęczona, one w ogóle nie przeszkadzają… wręcz przeciwnie.

Im dłużej na to patrzę, tym staję się twardszy… Wiem, że kiedyś przyjdzie taki dzień, że zabraknie środków i sposobów na to, żeby żonie pomóc i przyjdzie to najgorsze, ona też jest tego świadoma… Ja już swoje wypłakałem, choć kiedy rozmawiamy o tym, co dziś już chyba nieuniknione nadal trudno powstrzymać mi łzy… Nie wiem, czy w ogóle można się na to przygotować.

Córkom tłumaczymy, że na świecie nie jest kolorowo, że pięknie jest tylko w bajkach. Codziennie żyjemy ze świadomością końca… Cieszę się, kiedy żona wstanie z łóżka, pochodzi trochę, gdy coś zje. Staramy się nie myśleć, że przyjdzie w końcu ten najgorszy dzień… Na przetrwanie najlepiej zajmować się codziennymi sprawami, żeby nie dołować chorego i samego siebie…

Grzegorz od sierpnia nie wyjechał ciężarówką do pracy. Co cztery godziny robi żonie zastrzyk. – Zostało mi jeszcze trochę dni opieki na dziećmi… Będę rozmawiał w pracy o kolejnych wolnych dnia…  Nie wyobrażam sobie wyjechać w trasę na cztery dni. No jak mógłbym ją zostawić…

To nie jest tak, że siedzę z założonymi rękami. Nowotwór mojej żony to ten sam, który ma Kora – Olga Jackowska. Lek, o który było tyle szumu, a który może uratować życie chorych kobiet, bo działa także na przerzuty pochodne od raka jajnika od 1. września jest refundowany. Nie kosztuje już 23 tysięcy złotych, bo na tyle wyceniono życie także i mojej żony. Kiedy spytałem lekarza prowadzącego o możliwość zamówienia leku, zbył mnie wymijającą odpowiedzią. Dzwonię po fundacjach, organizacjach chcąc się dowiedzieć czegoś więcej. Dla mnie lekarze to ignoranci, to ci, którzy traktują nas z wyższością. Tak wiem, pewnie są chwalebne wyjątki, ale ja na takich nie trafiłem… Ani moja żona nie miała takiego szczęścia. Jedynie organizacje wspierające chorujące kobiety i ich rodziny podchodzą do nas ludzko, rozmawiają, rozumieją i oferują swoje wsparcie.

Ucieka nam czas… Żona ma przerzuty na otrzewnej. Właściwie nie wiem, ile czasu jeszcze mamy. Jest pani wierząca? Bo ja chyba jednak wątpię, a żona wierzy i czeka na cud… A ja nie umiem, nie potrafię i nie mogę odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego? Po co? W jakim celu ona doświadcza tak ogromnego cierpienia. Jak powiedzieć moim córkom, że jej choroba ma jakiś głębszy sens? One chcą mieć mamę – zdrową, uśmiechniętą która będzie chodzić na ich szkolne występy! A ja? Ja chciałbym, aby tych naszych wspólnych kolejnych dni było jak najwięcej… by trwały jak najdłużej…

Ruszyła Ogólnopolska Kampania Społeczna Diagnostyka Jajnika pod hasłem: „Twoja historia nie musi być złośliwa”. Historia Grzegorza i jego żony niestety złośliwa jest… Badajmy się, myślmy o sobie, a jeśli nie o sobie to o naszych najbliższych, którzy chcą, żebyśmy byli przy nich i z nimi jak najdłużej…

 


Ból porodowy – jak sobie z nim radzić i czy warto się go całkowicie pozbywać?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
28 września 2016
Ból porodowy - jak sobie z nim radzić i czy warto się go całkowicie pozbywać?
Fot. iStock / ArtisticCaptures

Dla większości kobiet poród w pierwszej kolejności kojarzy się z bólem. Im bliżej rozwiązania tym częściej przyszłe mamy zastanawiają się czy bólu porodowego można uniknąć. Spora część z nich, pod wpływem strachu, podejmuje decyzje o cesarskim cięciu. Ale na początku warto zadać sobie pytanie, skąd w ogóle bierze się ból porodowy i jaką rolę spełnia. Odpowiedzi i porad udziela położna Martyna Mączka, Ambasadorka kampanii społeczno-edukacyjnej „Położna na medal”.

Potrzebny ból

Ból porodowy i to, w jaki sposób się go odczuwa to sprawa bardzo indywidualna. Jednak ból porodowy to szczególny rodzaj bodźca, który ma swój cel. Skurcz macicy rozchodzi się jak fala, która wywołuje rozwieranie się szyjki, więc działa pewną siłą, energią. Szyjka macicy która jest gotowa do porodu musi być miękka, skrócona. Oznacza to, że macica musi wykonać pewną pracę, która ją do takiego stanu przygotuje. Swoim podopiecznym często powtarzam słowa bardzo mądrej położnej – Iny May Gaskin – że dobrze jest myśleć nie o tym, że mamy skurcz, ale o tym, że mamy do czynienia z falą energii. Brzmi to znacznie lepiej dla każdej kobiety, ale również poniekąd jest w tym sporo racji. Dzieje się to często za sprawą skurczy przepowiadających. Czasem zdarza się, że taka nieregularna praca macicy poprzedza właściwą akcję porodową. Jako położna mam pełną świadomość, że dolegliwości te potrafią być uciążliwe i skutecznie zmęczyć rodzącą przed właściwą akcją porodową.

Jak przyszłe mamy mogą niwelować ból i poczucie dyskomfortu? Na pewno warto, żeby maksymalnie dużo wypoczywały, szczególnie, jeśli bóle doskwierają im w nocy. Dobrze jest także próbować odciągnąć uwagę od poczucia bólu próbując zajmować się innymi sprawami. Nie zaszkodzi także długa, relaksująca kąpiel, napar z melisy albo zjedzenie ulubionego dania.

Co zrobić, żeby go zmniejszyć

Same skurcze porodowe pierwszego okresu – czyli związane z rozwieraniem szyjki – powodują pewien ucisk na nerwy. Dodatkowo, następuje przy nich zwężanie naczyń krwionośnych, co odpowiada za okresowe niedotlenienie. Procesy zachodzące w organizmie przyszłej mamy powodują, że produkty spalania podrażniają zakończenia nerwowe i dlatego potęgują ból. Co możemy zrobić w takiej sytuacji? Przede wszystkim, regularnie oddychać i próbować rozluźniać każdy, nawet najmniejszy fragment naszego ciała. Napinając się, zatrzymując powietrze, zaciskając usta nakręcamy spiralę dolegliwości bólowych. Położne zazwyczaj zwracają uwagę, aby kobieta miała otwarte usta i spokojnie oddychała. Można w tym celu nabyć specjalny przyrząd do rozluźniania mięśni twarzy i prawidłowej techniki oddechowej, który za rodzącą pamięta o rozluźnieniu. W między czasie korzystajmy z wszelkich udogodnienie, które będą nam proponowane – worki sako, piłki, drabinki, prysznic, imersja wodna w wannie. Dla wielu kobiet trudne bywają bóle pleców, które również mają pochodzenie uciskowe. Powoduje je główka dzidziusia, która uciska na nerwy okolicy kości krzyżowej pleców. W tej sytuacji skutecznie może pomóc elektrostymulacja, masaże i uciski tej okolicy. W okresie rozwierania, kiedy ciężarnym trudno się rozluźnić i zapanować nad falą energii, która je zalewa, polecam skorzystanie z gazu, który potocznie nazywany jest gazem rozweselającym. Prawidłowa inhalacja da przyszłej mamie poczucie rozluźnienia i lekkiego odrętwienia przy jednoczesnym zachowaniu poczucia kontroli nad sytuacją.

Pomocny instynkt

Kiedy rozwarcie osiągnie około 10 cm, dziecko musi pokonać kanał rodny, co wiąże się z uczuciem nacisku, rozpierania krocza, pośladków i odbytu. Z czasem pojawia się spontaniczny odruch parcia. Tutaj bardzo ważna jest inicjatywa matki do przyjmowania najwygodniejszej pozycji i pomagania dziecku przechodzenia przez kanał rodny, aż do jego urodzenia. Przez cały okres porodu ból porodowy pełni funkcję informacyjną, kieruje instynktownymi zachowaniami, które pozwalają zachować fizjologię porodu. Żadna położna nie powinna być przeciwnikiem znieczulenia zewnątrz oponowego i na życzenie pacjentki powinno być jej ono podane. Jednak swoim zachowaniem na sali porodowej położne próbują pomóc w przejściu przez okres i akcję porodową w pełni bezpiecznie z fizjologicznego punktu widzenia dla matki i dziecka.

Paradoksalnie, fale energii, które zwane są bólem porodowym są sprzymierzeńcem każdej rodzącej. Bez nich nie byłoby postępu porodu. Kierują naszym ciałem i sterują zachowaniem. Przy wsparciu bliskiej osoby i pomocy położnej, przyszłe mamy potrafią doskonale poradzić sobie z całą akcją porodową. Podejście zadaniowe, kontrola własnego ciała i współpraca przede wszystkim z samym sobą, a także słuchanie przydatnych wskazówek pokazuje, jak silna potrafi być każda z rodzących kobiet.

Autorka: położna, Martyna Mączka, zwyciężczyni 2. edycji konkursu Położna na Medal


Trzecia edycja kampanii Położna na medal_Partnerzy merytoryczniPołożna na Medal to prowadzona od 2014 roku kampania społeczno-edukacyjna zwracająca uwagę na kwestie związane z koniecznością podnoszenia standardów i jakości opieki okołoporodowej w Polsce poprzez edukację i promocję dobrych praktyk. Istotną kwestią kampanii jest również podnoszenie świadomości społecznej na temat roli położnych w opiece okołoporodowej.

Jednym z kluczowych elementów kampanii jest konkurs na najlepszą położną w Polsce. Zgłoszenia do tegorocznej, trzeciej edycji konkursu przyjmowane są od 1 kwietnia do 31 lipca 2016 r. Głosy na nominowane położne można oddawać od 1 kwietnia do 31 grudnia 2016 roku. Nominacje i głosy odbywają się na stronie www.poloznanamedal2016.pl

Patronat honorowy nad kampanią i konkursem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych. Patronat merytoryczny sprawują: Polskie Towarzystwo Położnych, Fundacja Rodzić po Ludzku oraz Stowarzyszenie Dobrze Urodzeni. Mecenasem kampanii jest marka Alantan Plus.


Jesteś beksą? Bardzo dobrze, bo to zdrowo sobie czasem popłakać

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
28 września 2016
smutek

Nie becz. No, nie rycz już. Powstrzymywałaś kiedyś łzy na siłę, próbowałaś je stłumić, żeby nie wyjść na zbyt wrażliwą? Niepotrzebnie. Jest co najmniej kilka powodów, by czasem porządnie się wypłakać!

Dlaczego łzy są dla nas ciebie dobre:

1. Bo usuwają zanieczyszczenia z twoich oczu. Odfiltrowują toksyny z tkanek ciała i jego organów.

2. Lizosomy zawarte we łzach zwalczają wirusy i bakterie.

3. Nawilżając oczy, łzy poprawiają ostrość widzenia.

4. Kiedy płaczesz, uwalniana jest enkefalina, peptyd opioidowy o działaniu podobnym do działania morfiny. Jest to naturalny środek uśmierzający ból.

5. Dzięki łzom rozładowujesz negatywne emocje.

Zatem nigdy nie bój się płakać, a przy najbliższej okazji, nie żałuj sobie chusteczek! :)


 

Źródło: brightside.me

 

 


Zobacz także

slushy

Szukasz orzeźwienia na letnie wieczory? Spróbuj (bez)alkoholowe slushy

Fot. iStock/pkazmierczak

Rodzinne wakacje nad morzem. Jaki hotel wybrać, żeby każdy z was był zadowolony?

fot. iStock/ wundervisuals

Feministka ze mnie taka, jak z Pani Premier fashionistka… Jest w „feminizmie” coś takiego, co odstrasza nawet kobiety