Idealna kawa? Każdy ma na nią swój własny sposób. Ja swoją przygotowuję w domu!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
11 grudnia 2017
Fot. iStock/SPmemory
Fot. iStock/SPmemory
 

Mój tata miał swój rytuał parzenia kawy. Ponad 30 lat temu to właśnie kawa była produktem deficytowym i tata powtarzał przez lata, że żadna inna później nie smakowała mu tak, jak ta zdobyczna po długim staniu w kolejkach. 

A przecież cudowny aromat kawy kojarzy się nam często z domem, z ciepłem i relaksem. Sama długo szukałam tej idealnej dla siebie małej czarnej (choć z odrobiną mleka jednak). Próbowałam różnych „sztuczek” – od tej zwykłej rozpuszczalnej, przez mieloną w młynku, aż po czajniczek do zaparzania kawy. W końcu znajomi zaczęli mnie namawiać na kupno ekspresu.

I faktycznie – ekspres do kawy, który wcześniej kojarzył się jedynie z dobrymi kawiarniami, zacząć być dostępny nawet w marketach za niewygórowaną cenę. Na saszetki, na kapsułki – kto jaki by chciał. A ja zawsze miałam problem… Bo mi ta kawa z domowych ekspresów rzadko kiedy smakowała. Poważnie, nie żebym jakoś specjalnie wybrzydzała, ale często miała zapach plastiku, była zbyt mocna i taka sama właściwie dla wszystkich. A przecież każdy z nas lubi inną kawę. Inną też pije o poranku, inną po południu.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Człowiek się jednak uczy przez całe życie – przynajmniej ja jestem tego doskonałym przykładem, bo w końcu, pomimo moich oporów, szukania, pytania, czytania opinii, w naszym domu zagościł ekspres do kawy. I to ekspres przez duże E, bo Krups EVIDENCE EA892D. Mój mąż żartował, że pewnie będzie tak duży, że miejsca dla niego zabraknie, ale jakież było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że ekspres wygląda zupełnie niepozornie i wcale nie przestrasza swoimi gabarytami. Na pewno nie trzeba dla niego szukać specjalnego miejsca w kuchni. Jak to ja – ze sceptycyzmem i niedowierzaniem przyglądałam się temu cudowi. No ale – raz kozie kawa. Kto nie ryzykuje, ten nie pije kawy, więc czemu by nie spróbować. Rzadko mi się zdarza, że brakuje mi słów, ale powiem wam jedno –  ten ekspres to R E W E L A C J A. Naprawdę, nie ma tu krzty przesady. Ja, która nie wierzyła, że w domu można przygotować kawę tak dobrą,  jak z popularnych kawowych sieciówek – musiałam odszczekać wszystkie moje wątpliwości. Bo:

  • po pierwsze – ekspres jest niesamowicie intuicyjny. Nie lubię czytać instrukcji, głowić się, który przycisk wcisnąć, żeby czegoś nie zepsuć, a tu wystarczył jeden rzut oka na kartkę, na ekspres i wszystko jasne, jaką kawę chcesz, na jaką masz ochotę
  • po drugie – rodzaje kaw, ich proporcje możesz regulować i dostosowywać do własnych potrzeb, tak naprawdę każdy może dostać inna kawę – mocniejszą, słabszą, z większą bądź mniejszą ilością mleka
  • po trzecie – ekspres do ciebie przemawia – nie żeby mówił, ale każdy jasny komunikat można przeczytać na wyświetlaczu, dla mnie jest to bardzo ważne, bo ja nigdy nie pamiętam, kiedy co czyścić, uzupełniać, i tak dalej
  • po czwarte – tu mój mąż pokochał ekspres, bowiem ma on połączenie bluetooth – ściągasz sobie aplikację, dzięki której możesz zaparzyć sobie kawę jeszcze leżąc rano w łóżku (tylko wieczorem podstaw filiżankę); poza tym aplikacja informuje, kiedy należy ekspres odkamienić, kiedy zmienić filtr wody (a tak – samodzielnie wykonujecie test na jej twardość – rewelacja); faceci to w większości gadżeciarze, więc ta opcja na pewno ich przekona
  • po piąte – ekspres, choć nie wygląda – można ustawić na zrobienie dwóch kaw, co w domowych ekspresach rzadko się zdarza
  • po szóste – jest tak łatwy w obsłudze, że chętnie dzieci z niego korzystają przygotowując sobie ciepłe spienione mleko na śniadanie, ale też robiąc nam kawę
  • po siódme – ekspres zapamiętuje twoje ustawienia, czyli jeśli zmieniasz trochę proporcje tradycyjnego capuccino, ekspres pamięta, jaka twoja ulubiona wersja i dopóki jej nie zmienisz, zawsze taką przygotowuje
  • po ósme – jest prosty w czyszczeniu, nie ma zakamarków, skrytek, czy przycisków, które jak to w kuchni lubią zbierać brud – dla mnie jest to niezwykle ważne.

Przepadłam. Uwielbiam kawę z tego ekspresu. Mieliśmy niesamowitą frajdę odkrywając jego funkcje i możliwości. A przygotowanie spersonalizowanej kawy jest dla mnie atutem nie do przebicia.

Jeszcze sama nie zdążyłam wszystkich rodzajów kaw przygotować i posmakować. Ale obiecuję, że zrobię to w najbliższym czasie i wam o tym napiszę. Szukacie prezentu na Gwiazdkę? Piszcie list do świętego Mikołaja z życzeniem o ten właśnie ekspres!

image1 (1)


Jak Kamila Rowińska uczy swoje dzieci dyscypliny finansowej?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
11 grudnia 2017
Fot. Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe
 

Jak rozmawiać z dziećmi o pieniądzach? Jak postępować? Kupować im wszystko o co poproszą? Dawać kieszonkowe? Odmawiać i mówić „nie mam pieniędzy“, ustalać limity czy dawać dzieciom możliwość zarobienia?

Wielu rodziców zastanawia się nad tym jaką wybrać formę postępowania z dziećmi w kwestii finansów. Niezależnie od tego jaką kwotą pieniędzy dysponują zawsze jednak ustalają jakiś limit po którym zaczynają mówić „wystarczy“. Tak jak z jedzeniem słodyczy, dla dobra dzieci, warto zachować rozsądek, tak samo w kwestii pieniędzy warto wybrać optymalną formę ich dysponowania.

Do napisania tego artykułu skłoniły mnie refleksje jakie mam po rozmowach z Czytelnikami mojego bestsellera „Kobieta Niezależna”. Wielu z nich ma swoje przekonania na temat pieniędzy, które pochodzą jeszcze z dzieciństwa. Niektóre z nich są szkodliwe i blokują ich w osiąganiu stabilizacji finansowej.

  • Pierwsza grupa to ludzie, którzy przekonani są, że jeśli czegoś pragniesz, to trzeba wziąć na to kredyt i to kupićSpłacać przez kilka lat, a kiedy czas spłaty kredytu się kończy, można już wybierać kolejną rzecz której się pragnie. I tak w kółko. Samochód, telewizor, komputer, meble kuchenne, kanapa itp.  Bo tak robili rodzice. Twierdzą, że nie mają pieniędzy, aby oszczędzać.
  • Druga grupa, to Ci, którzy po otrzymaniu wypłaty wydają bez większego zastanowienia pieniądze. Restauracje, kino, sushi z dowozem do domu, nowe ubrania, fryzjer itp. a pod koniec miesiąca robią kopytka na obiad lub zaciągają debet na karcie.
  • Są też tacy, którzy każdą zarobioną złotówkę oszczędzają i kiedykolwiek nie spojrzą na coś co im się podoba, mówią do siebie „nie mam pieniędzy“.Nigdy nie kupują sobie rzeczy dobrej jakości, ponieważ przekonani są, że to dla innych. Kupują za to, dużo rzeczy tanich, których w większości nie potrzebują.
  • Czwarta grupa, to ludzie, którzy zarabiają i od razu wydają na wszystko, co ich zdaniem jest najlepsze, ponieważ przekonani są, że na to zasługują i cały wszechświat będzie ich wspierał w tym, aby pieniądze zawsze były. Jakoś to będzie…
  • Piąta grupa to ludzie, którzy zawsze odkładają część swoich dochodów na poczet inwestycji, niezależnie od tego ile zarabiają. Nie kupią telewizora, nie pojadą raz na wakacje, nie wyprawią hucznego wesela, będą rozważnie dysponować pieniędzmi, ponieważ kluczowe jest planowanie budżetu, oszczędzanie i inwestowanie części swoich dochodów.

Sposób w jaki myślimy o pieniądzach w dużej mierze wpływa na sposób postrzegania ich przez nasze dzieci

Jakie przekonanie na temat pieniędzy przekazali Ci Twoi rodzice?

Jaki ma to wpływ na Twoją aktualną sytuację finansową?

Pierwszą rozmowę na temat pieniędzy ze swoim synem Olafem przeprowadziłam kiedy miał 5 lat i zwyczaj proszenia mnie w każdym sklepie o kupienie czegoś.

Nie chciałam za każdym razem odpowiadać „Nie mam pieniędzy“, ponieważ to nie byłaby prawda i kiedy następnego dnia kupiłabym coś dla siebie szybko zostałoby mi to wypomniane. Natomiast spełnianie każdej zachcianki doprowadziłoby do zawalenia całego naszego domu zabawkami i nie byłoby wychowawcze.

Pewnej soboty przeprowadziliśmy ważną rozmowę w taki oto sposób:

  1. Rozłożyłam zabawkowe pieniądze z gry Eurobusiness  na stole i poukładałam czyste kartki. Kolejno zaczęłam podpisywać kartki, a Olaf na nich rysował: mieszkanie, samochód, przedszkole, jedzenie, ubrania, paliwo, lekcje angielskiego, edukacja, wakacje, wyjścia do kina, oszczędności, Pani Krysia (pani, która sprzątała wtedy w naszym domu), lekarstwa, fryzjer, prezenty urodzinowe dla kolegów z przedszkola, klocki Lego itp.
  2. Kiedy już każda kartka była podpisana, pytałam kolejno Olafa; co sądzi o każdym z naszych wydatków? Twierdził, że każdy jest potrzebny. Nie chciał się zamienić z Panią Krysią na sprzątanie, przestać jeździć samochodem do przedszkola, zrezygnować z kina, jedzenia. Nie doszedł też do wniosku, że ostrzygę go lepiej niż fryzjer, ani że on mnie lepiej uczesze :)
  3. Na każdą z kartek położyłam kupkę zabawkowych pieniędzy, aby pokazać mu rząd wielkości.
  4. To, co zostało powiedziałam, że możemy przeznaczyć na oszczędności i przyjemności.

 Dzięki temu bardzo łatwo rozmawiało nam się później o pieniądzach, ponieważ rozumiał, że nie spadają z nieba i są ściśle powiązane z moim czasem pracy oraz moją edukacją.

Kolejna rozmowa o pieniądzach pojawiła się, kiedy 7-letni Olaf zaczął rozmyślać o kieszonkowym. Ponownie wróciliśmy do tematu pieniędzy i długo z mężem zastanawialiśmy się nad tym, czy dziecko, które ma zapewniane wszelkie potrzeby finansowe takie jak: prywatna polsko-angielska szkoła, zajęcia dodatkowe, wakacje, wypady weekendowe, wycieczki szkolne z kieszonkowym na pamiątki, upragnione klocki, prezenty, powinno jeszcze dostawać kieszonkowe? I kiedy powinien nastąpić moment kiedy samodzielnie doświadczy zarabiania pieniędzy?

Sięgnęłam pamięcią do mojego dzieciństwa. W moim przypadku nie było szansy na kieszonkowe, zarabiałam pieniądze już będąc dzieckiem. W szkole podstawowej zainwestowałam z koleżanką z ławki w komiksy i prowadziłyśmy wypożyczalnię komiksów. Zarobek wystarczał na zakup ptysia na dużej przerwie. Najbardziej jednak pamiętam dzień, kiedy chciałyśmy koniecznie iść na dyskotekę szkolną. Wstęp kosztował 5000 zł. Czyli dzisiejsze 5 zł.

Przeprowadziłyśmy szybką analizę naszych możliwości i wyraźnie wyszło nam, że na komiksach to my na tą imprezę nie zarobimy. Wracając ze szkoły zauważyłyśmy, że na skrzyżowaniach chłopcy myją szyby. Zainspirowane, najbliższą sobotę spędziłyśmy w Gliwicach na ulicy Toszeckiej usiłując umyć komuś szyby. Celowo piszę „usiłując“ ponieważ wszyscy nam odmawiali! Chyba nie wyglądałyśmy wiarygodnie :) Na szczęście pod koniec dnia, kiedy już po raz setny pytałyśmy czy możemy umyć komuś szybę, jeden z kierowców zgodził się i zapytał, na co zbieramy. Opowiedziałyśmy mu, że musimy nazbierać 10.000 zł (10 zł) na bilety na dyskotekę szkolną. Tak go to rozbawiło, że dał nam te pieniądze:)

Dziś zarówno ja, jak i moja koleżanka z ławki prowadzimy własne biznesy.

Po przemyśleniu sprawy Olaf (po odrobieniu zadania domowego i wykonaniu domowych obowiązków, które już są ustalone) dostał możliwość zarabiania pieniędzy, zamiast otrzymywania dodatkowego kieszonkowego.

Pozostało jeszcze ustalenie;

  • Jaką pracę można mu zaproponować?
  • Ile powinien zarabiać?
  • Jak zachęcić go do oszczędności?

Doszliśmy do wniosku, że może rozpakowywać suszarkę z prania i układać rzeczy do kosza na prasowanie. To zajęcie, które zajmuje max. 5 min. Wykonuje się je średnio co drugi dzień, co daje możliwość stałego dochodu :)

Przedstawiłam Olafowi zakres obowiązków w tej pracy i rozpoczęliśmy negocjacje. Syn zaproponował 10 zł za jednorazowe rozpakowanie suszarki. Wytłumaczyłam mu, że niania w Warszawie zarabia 15 zł za godzinę pracy i jego propozycja jest zbyt droga w stosunku do jego kompetencji i czasu pracy. Negocjowaliśmy, aż stanęło na kwocie 2 zł. Ustaliliśmy, że może to być kwota 2 zł, pod warunkiem, że 1 zł idzie do jego portfela, a druga złotówka na jego konto w banku. Jak będzie starszy i będzie miał pomysł na swoje inwestycje, to będzie mógł uzbieraną kwotę wyciągnąć, a jak nie, to będzie cieszył się z odsetek.

Po miesiącu: Dwadzieścia rozładowań, 20 zł na koncie bankowym, 20 zł  w portfeliku.

 

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

To, co chcę uzyskać przekazując mu swoją filozofię na temat pieniędzy, to przekonanie że,

  • jest wystarczająco zdolny, aby samodzielnie zarabiać pieniądze,
  • warto negocjować,
  • inwestowanie w edukację jest ważne,
  • ZAWSZE trzeba odłożyć pieniądze na inwestycje, nawet jeśli zarobiło się 2 zł!

Kolejne lata przyniosą kolejne wyzwania w tej dziedzinie :). Olaf ma 8 lat młodszego brata Bruna. Zabawkowe pieniądze po raz kolejny zostaną wyłożone na stół.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Chcesz więcej na ten temat? Zobacz moje książki i video na temat pieniędzy, sukcesu i biznesu!

Video „6 kroków do zbudowania stabilizacji finansowej” z Kamilą Rowińską >>

Książka „Kobieta Niezależna. Poznaj tajniki kobiet sukcesu!” >>

Książka + DVD (9 nagrań video) „Zasługujesz na sukces! Zarób swój pierwszy – i kolejny – milion!”  >>

PrezentKamilaRowinska

kamilarowinska2017_1Kamila Rowińska – Trener, coach i autorka książek o tematyce coachingowej i biznesowej, m.in. bestsellera pt. „Kobieta Niezależna”. Prywatnie żona i mama dwójki dzieci.

Ukończyła kierunek Zarządzania Przedsiębiorstwem na Politechnice Śląskiej, kolejno udała się do Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie, które przy Wyższej Szkole Psychologii Społecznej utworzyło kierunek – Coaching.

Przez 13 lat ze spektakularnymi sukcesami budowała swój biznes zarządzając zespołem sprzedażowym 3500 osób. W 2010 r. zdecydowała się założyć Rowińska Business Coaching i skoncentrować na wspieraniu innych w zwiększaniu ich efektywności osobistej i biznesowej.

Od tego czasu przeprowadziła setki szkoleń i sesji coachingowych. Tysiącom osób pomogła uwolnić swój potencjał, odnaleźć motywację, zwiększyć pewność siebie, samodyscyplinę i wykształcić umiejętności przywódcze.


Wierzysz w miłość idealną? Jesteś na dobrej drodze do zniszczenia swojego związku

Redakcja
Redakcja
11 grudnia 2017
Fot. iStock/Geber86
Fot. iStock/Geber86

Para doskonała? Nie wiadomo, czy taka istnieje, bo każdy ma inny przepis na idealny związek. Życzymy sobie, by rozumieć się z partnerem w pół słowa, mieć podobny gust, pasje i marzenia. Marzymy o wielkich uniesieniach, doskonałym dopasowaniu, życiu bez kłótni, zazdrości i podejrzeń. Wierzymy, że zgadzanie się ze sobą w każdej kwestii gwarantuje szczęście i długie, zgodne życie we dwoje. 

Życie pisze przewrotne scenariusze i oczekiwanie perfekcyjnego związku jest nierealne, a nawet szkodliwe. Zbyt wiele par — zarówno w krótszym, jak i dłuższym stażem — wpada w pułapkę wierząc, że istnieje „idealny związek”.

Sami tworzymy nierealne oczekiwania

W większości porównujemy swoje relacje z relacjami innych, do czego prowokują portale społecznościowe. Znajomi chwalą się wspaniałymi rzeczami, które robią dla nich ich partnerzy — kwiaty, kolacje, szalone wypady. Zazdrościmy tego nie pamiętając, że relacje w mediach społecznościowych są filtrowane i widać tylko cudowne urywki wielkiej miłości. Zapominamy, że nikt nie publikuje zdjęć z ich kłótni i nie obnaża poczucia samotności. To sprawia, że próbujemy ukształtować swoich partnerów na wzór tego, co widzimy u innych. Jednak opierając się o nierealistyczne oczekiwania, stawiamy wymagania, które po prostu są zbyt wysokie. A gdy partner nie może ich spełnić, jesteśmy rozczarowani „miłością”, która nie sprostała marzeniom.

4 kroki, które pomogą realnie podejść do związku

Sama miłość nie wystarczy i nadmierne oczekiwania niszczą związki. Pary, które myślą w ten sposób rozczarowują się, rozstają i szukając szczęścia gdzie indziej, popełniają te same błędy. Mają nadzieję znaleźć kogoś, kto pasuje do ich formy, nie wiedząc, że wymagają zbyt wiele. Jeśli ty również wierzysz w miłość idealną, możesz zrobić wiele, by w porę zmienić swoje oczekiwania względem partnera.

1. Nie każ się mu domyślać

Obniżając swoje wymagania nie chodzi o to, by było ci obojętne, co oferuje co partner. Ale by dojść z nim do porozumienia, mów otwarcie o tym, czego oczekujesz i wypracujcie kompromis.

2. Bądź ze sobą uczciwa

Czy jeśli pracujesz i nie masz na nic innego sił i czasu, czy możesz wymagać, by partner w każdej wolnej chwili organizował wasz wspólny czas? Nie oczekuj od partnera, że wykona wszystko to, na co tobie brakuje sił czy chęci. Wykreśl ze swojej listy wymagań to, czego sama nie jesteś wstanie dla niego zrobić.

3. Zostaw na liście tylko uzasadnione oczekiwania

Fakt, że ty możesz sprostać wyśrubowanym oczekiwaniom, nie oznacza to, że twój partner także jest w stanie. Bądź sprawiedliwa i zostaw na liście tylko to, co jest wam naprawdę do szczęścia potrzebne.

4. Zapomnij o wizji pary idealnej

Przestań gonić za idealną relacją. Nadmierne oczekiwania sabotują nie tylko twojego partnera, ale ciebie i twój związek. Realistyczna relacja jest pełna wyzwań i wymaga kompromisów, na czym powinnaś się skupić.

źródło: www.lifehack.org


Zobacz także

Fot. Snapwire/  /lizzie guilbert  /

A jeśli wszystko, czego chcesz, to proste i „zwyczajne” życie?

Dekoracje ślubne z efektem WOW!

Dekoracje ślubne z efektem WOW!

Fot. iStock / RazoomGames

Świnia, pochwa i pomidor. 8 tajemnic dotyczących kobiecego ciała, o których nie wszyscy słyszeli