I po co tak głupio marzymy, by być tam, gdzie nas nie ma?

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
30 grudnia 2016
Fot. iStock / Kosamtu
Fot. iStock / Kosamtu

Dawno, dawno temu dobry znajomy opowiedział mi pewną historię o rodzinie swojego przyjaciela. Ojciec tej rodziny we wczesnej młodości przeżył wielką i nie do końca skonsumowaną miłość.

To była zdecydowanie miłość jego życia! Miłość do Marysi – dziewczyny z długimi i jasnymi warkoczami.  Życie tak się jednak potoczyło, że ożenił się z inną kobietą.

Urodziły się dzieci.

Minęły lata.

Dzieci urosły.

Wyprowadziły się z domu, a zaraz potem umarła żona.

Po pogrzebie, w rodzinnym domu przy stole zgromadziły się dzieci ze swoimi rodzinami. Ojciec rozejrzał się i popatrzył na nich wszystkich (Ha! Na pewno znacie to uczucie. Wzruszenie połączone z niedowierzaniem zaczyna się  gdzieś tam w okolicy wątroby i unosi się wyżej aż do gardła.  To już? Tak szybko? Nie tak dawno pchałem przed sobą czerwony wózek mojego najstarszego syna a teraz..?)

Zazwyczaj milczący, stojący z boku i taki trochę nieobecny ojciec odezwał się nagle głośno i zdecydowanie.

– A teraz idę szukać mojej Marysi.

Cała rodzina wstrzymała oddech, a najmłodszej córce łyżka z rosołem wypadła gwałtownie z ręki.

…..

(Halo, halo! Czy ktoś z was rzucił teraz wszystko i pobiegł szukać swojej Marysi?)
Ojciec co prawda odnalazł starą (sic!) miłość, ale okazało się, że jest zupełnie inna niż myślał. No niestety kompletnie go rozczarowała.

Aż chciało by się zapytać – i po co tak głupio marzymy, by być tam, gdzie nas nie ma?

…..

A jednak większość z nas wciąż marzy.  Niezależnie od wieku, płci czy sytuacji życiowej.

Patrzymy na świat przez różowe okulary. Bujamy w obłokach. Myślimy o niebieskich migdałach.

Są i tacy, którzy wierzą, że wszystko zaczyna się od marzeń. Na przekór życiowym kłopotom, brzydkiej pogodzie, krzywej minie szefa  i smutkom zimowym. Bo przecież za generowanie marzeń odpowiada prawa półkula kontrolująca myślenie artystyczne i twórcze. Fantazje są wiec zdecydowanym przejawem naszej kreatywności.

Kiedy byłam dorastającą dziewczynką marzyłam o dżinsowej spódnicy. Spódnicy z wycieranego dżinsu i z rozcięciem z tyłu. Późne lata osiemdziesiąte, czas Dirty Dancing. Wymarzoną spódnicę miała jedna-taka dziewczyna w równoległej klasie, która dodatkowo miała już swojego (pierwszego!) chłopaka.  Nie wiem jak mój tato to zrobił, ale spełnił moje Wielkie Marzenie. Byłam doskonale szczęśliwa – wieczorem układałam moją cudowną spódnicę obok łóżka gładząc ją czule.

Spełnianie marzeń miało wtedy całkiem osiągalny smak.

Czy dziś marzę?

Tak! Czasem zakładam różowe okulary i odlatuję na ten słynny słoneczny drugi koniec świata. Wymykam się  z mojego życia. Na chwilę albo na dłuższy czas. Po drodze do sklepu, na jogę, do warzywniaka. Zostawiam kubek z niedopitą kawą i śladem różowej szminki. Jak Sandra Valentine – bohaterka książki. I znikam bez śladu

A tutaj  znowu deszcz w grudniu. Na wierzch wychodzi to co bure i zgniłe – nasila się nerwowe oczekiwanie. Na święta, na wiosnę, na słońce, na nowy i lepszy rok. Wyże i niże baryczne. Topnieją niedoszłe tej zimy śniegi.

Dokądkolwiek idę, jestem tam, gdzie jestem.

A jednak lubię swoją małą ojczyznę i panią na stacji benzynowej, która tak zawsze zabawnie zdrabnia:

– Fakturkę wystawić, będzie gotóweczką albo inaczej sobie Pani życzy.

Na rajskiej plaży czy też patrząc w bure niebo pod szkołą moich dzieci  jestem wciąż tą samą osobą. Tym samym umysłem, oddechem, ciałem.

Czasem jednak smażąc naleśniki intensywnie myślę o odległych wyspach. Kiedy byłam małą dziewczynką marzyłam o poznaniu sobowtóra mieszkającego dokładnie po drugiej stronie Ziemi. Wiszącego głową w dół i zwróconego stopami ku moim stopom. Wyobrażałam sobie tą moją odwrotność jako zawadiacką dziewczynkę, rezolutną, o innym kolorze skóry ale z wielkimi piegami. Ha! Czy jest to w ogóle możliwe, te piegi na ciemnej jak ziarno kakaowca skórze?  I nagle okazało się, że w moich marzeniach nie jestem odosobniona. Atlas Wysp Odległych Judith Schalansky i historia Kapitana Henry Waterhouse, który odkrył w 1800 roku Wyspy Antypodów i obliczył, że leżą one dokładnie na południku zerowym, po drugiej stronie Greenwich. Uznał je więc za małego sobowtóra Wysp Brytyjskich. Nic się jednak nie zgadza. Wyspy Antypodów to kraj niezamieszkały, klimat surowy i chłodny, morze groźnie obija się o górzysty ląd. Nieprzyjazny ląd. Biedny Kapitan Waterhouse.

Wyglądam przez okno, właśnie pada deszcz ze śniegiem a u mojej Sobowtórki bezbrzeżny błękit i rajska plaża. Na pewno tak jest! Dobrze jest wrócić na taką wyspę smażąc dwudziestego piątego naleśnika.

Marzysz? Ale zawsze z wielką radością wracaj.  I gdziekolwiek jesteś – bądź!


 

szoster-awatarKatarzyna Szota-Eksner prowadzi szkołę jogi Yogasana i współtworzy projekt Sunday is Monday, nawołujący do dbania o siebie. Jak Polska długa i szeroka namawia kobiety do szukania (mimo wszystko!) siły w sobie! I do… spełniania marzeń! Dziewczyna ze Śląska :)

 

 

 

 


Chciałam uspokoić dłużników alimentacyjnych – znajdziecie sposób na uniknięcie nowego prawa… Ale moi drodzy – kobiet już nie zatrzymacie! Bójcie się

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 grudnia 2016
Fot.  Screen z FacebookaDzielny Tata
Fot. Screen z FacebookaDzielny Tata

Nagle na alimenciarzy padł blady strach. Bo okazuje się, że rząd dotrzymał obietnicy o wziął się za prawo alimentacyjne, bo ukrócić zabawę w kotka i myszkę między tymi, którzy alimentów nie płacą a tymi, którzy próbują je ściągnąć.

Oto ci, którzy dotąd byli wręcz bezkarni, poczuli się wręcz urażeni. Co więcej w dość dosadny sposób pokazali, jacy to są pokrzywdzeni porównując się do tych ludzi, którzy w czasie wojny trafili do obozu w Oświęcimiu. Bo nagle ktoś o niewybrednym, jak się okazuje, poczuciu humoru umieścił w sieci grafikę – bramę wjazdową do obozu a nad nią napis: „Praca na alimenty czyni wolnym”… Zrobiło mi się niedobrze.

Fot. Screen Facebook/Dzielny Tata

Fot. Screen Facebook/Dzielny Tata

Ale od początku. Wczoraj rząd przyklepał zmianę w artykule 209 kodeksu karnego, która znosi znamię „uporczywości”. Otóż dotychczas kara pozbawienia wolności lub grzywny dotyczyła tylko tych dłużników alimentacyjnych, którzy uporczywie unikali płacenia zasądzonych pieniędzy na swoje dzieci. Sądy różnie ową „uporczywość” interpretowały pozostawiając otwartą bramę (nie, jak się niektórym panom wydaje do obozu pracy) dla dłużników, którzy kpiąc sobie z prawa i ze swoich dzieci wpłacali raz na pół roku po 100 złotych alimentów, gdzie tym samym nikt nie mógł im zarzucić, że nie płacą, bo przecież płacą i chcą na „miarę swoich możliwości”, a raczej potrzeby tak, by kary uniknąć.

I nagle ZONK. Zmiana uderza w urocze drugie małżeństwa, kolejne związki, nowe dzieci. Nagle oburzeni ojcowie budzą się,  że jak to? Na nowe bluzki, kosmetyki i sukienki swoich byłych zołz-żon płacić nie będą. Tyle tylko, że ci sami panowie zapominają, że ich byłe żony pracują, zarabiają i dzięki ich sku*wysyńskiemu nierzadko zachowaniu stanęły na nogi, odbudowały pewność siebie, odzyskały poczucie własnej wartości. Jednego się nie pozbyły, wyrzutów sumienia, że dzieci, które zostały pod ich opieką nie mogą mieć wszystkiego, bo pomimo pracy na dwa, czy czasami trzy etaty zwyczajnie na owo wszystko nie starcza.

W Polsce ponad milion dzieci nie otrzymuje alimentów, zadłużenie alimentacyjne sięga obecnie niemal 11 miliardów złotych. I tak, ja wiem, że dochodzi do niesprawiedliwych sytuacji, że są matki, które mszczą się na byłych mężach ograniczając im kontakty z dziećmi. Że są takie, które biorą alimenty, a dzieci chodzą w podartych butach. Ale nie o tym dzisiaj piszę.

Dzisiaj piszę o tych, którzy zbladli ze strachu i już nie udają ze spokojem, że piją jedynie kawę przez osiem godzin w swoim byłym miejscy pracy, gdzie pracodawca zatrudnia ich na czarno, a bo niech „głupia c*pa tak ma”. Tyle, że to nie o tę głupią c*pę chodzi, ale o dzieci. I o odpowiedzialności tych, którzy gdzie włożyć wiedzieli, ale jakby z tym jednym uciekającym plemnikiem część mózgu im odjęło, o poczuciu odpowiedzialności nie wspomnę.

Znajoma pisze mi: „Napisałam wczoraj mojemu dłużnikowi o zmianie prawa, odpisał: „grozisz mi?”. Odpowiedziałam, że gdyby płacił, nie byłoby rozmowy”. A on nie płaci od wielu lat, jak wielu innych. I obojętnie, czy to polityk, poseł, czy samorządowiec, czy budowlaniec – wszyscy w tym zadłużeniu powinni być równi. Równi wobec prawa i równo ponosić konsekwencje swojej kompletnej ignorancji. Każdy z nich powinien obowiązkowo spojrzeć w oczy swojemu dziecku. Stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, którego sprowadził na świat, a o którym nie chce pamiętać. Powinien powiedzieć „przepraszam”, bo na pieniądze te dzieci już dawno przestały liczyć porzucone przez ojców i przez rząd, który dotąd uważał problem zadłużenia alimentacyjnego za marginalny.

Jednak przyszedł czas na zmiany. Na zmiany w kodeksie karnym. Okazuje się, że w nowym roku, jeśli dłużnik będzie zalegał z alimentami w wysokości braku ich wpłaty za co najmniej trzy miesiące, zostanie wezwany na przesłuchanie i poinformowany, iż grozi mu kara pozbawienia wolności lub zapłata grzywny. Ale spokojnie, nasze prawo nie jest dla dłużników alimentacyjnych aż tak okrutne, mogą oni wykazać się dobrą wolą i uniknąć kratek, jeśli w ciągu 30 dni uregulują zaległość względem swoich dzieci.

I panowie prawo prawdopodobnie nie będzie działać wstecz… To znaczy, że dług się nie zmniejszy, a czy nie będzie się powiększał?

Chciałam uspokoić dłużników alimentacyjnych, którzy swoją sytuację po zmianie prawa porównują do ludzkich tragedii tych, którzy trafili do obozów koncentracyjnych. Panowie – głowa do góry nie będzie tak źle. Zmiana prawa nie daje dzieciom żadnej gwarancji, że one pieniądze otrzymają. Wy pewnie już dyskutujecie, jak znaleźć lukę w nowym prawie, jak uspokoić pracodawców, którzy zatrudniają was na czarno, jak powiedzieć swoim matkom, partnerkom, nowym żonom, żeby o nic się nie martwiły, bo skoro kombinowaliście przez tyle lat, to teraz na pewno też coś wymyślicie.

I pewnie tak się stanie. Żadna z kobiet, z którymi rozmawiałam, nie wierzy, że odzyska pieniądze, które jej dzieciom należą się zgodnie z WYROKIEM SĄDU, a nie na podstawie jej czy dzieci widzimisię.

Ale wy i tak macie to w d*pie prawda? Trochę się przestraszyliście, znowu oczernicie wszystkie kobiety wsadzając je do jednego worka „dziwek i wyzyskiwaczek, które tylko czyhają na waszą kasę”.

Chciałabym, żebyście wiedzieli jedno: to się już zaczęło, kobiety wyszły z ukrycia, zaczynają domagać się praw dla siebie, dla swoich dzieci, przestają być ofiarami wiecznie was usprawiedliwiającymi. Odważyły się mówić o tym, co nie jest dla nich łatwe. Wiedzą, jak działać, gdzie uderzyć, by kolejne drzwi się otworzyły. Dwa lata temu mówiono im, że nic nie wskórają. A jednak. Jeden maciupki kroczek został zrobiony w tej wielomilowej trasie.

Bójcie się. One się już nie boją. Nie odpuszczą. A społeczeństwo zaczyna was widzieć takimi, jakimi jesteście – złodziejami okradającymi własne dzieci, państwo i każdego z nas, bo to my spłacamy wasz dług. Nie czujcie się już zbytnio bezpieczni.


25 „zdrowych” nawyków, które prędzej ci zaszkodzą, niż pomogą

Żaklina Kańczucka
Żaklina Kańczucka
30 grudnia 2016
Fot. iStock / Neyya
Fot. iStock / Neyya

Wiele zostało powiedziane na temat zdrowia i urody. Pamiętamy o szkodliwym wpływie używek, stresu i niedosypiania. Biegamy, odwiedzamy kluby fitness i przyglądamy się etykietom na produktach. Szukamy ekologicznych rozwiązań w trosce o przyrodę i własne zdrowie. 

To bardzo dobra zmiana, która większości się przysłuży. Są jednak przypadki, w których rygorystyczne przestrzeganie pewnych nawyków, wbrew pozorom nie wychodzi nikomu na zdrowie. I mało kto o tym wie, że chcąc dla siebie zdrowszego, bardziej świadomego życia, robimy coś zupełnie odwrotnego.

25 pozornie zdrowych nawyków

1. Lekkie smoothie zamiast śniadania

Brzmi dobrze, bo przecież zalet smoothie nie trzeba nikomu przybliżać. Pyszne, zdrowe, kolorowe i lekkie, może się wydawać idealnym zamiennikiem dla tradycyjnego śniadania. A dlaczego tak nie jest? Bo jeśli stawiasz na lekkie smoothie oparte jedynie na owocach i odrobinie mleka czy wody, twój organizm nie dostaje wystarczającej ilości substancji, potrzebnych do rozkręcenia się z działaniem od rana. Owszem, owoce zawierają moc cennych witamin, ale również cukier i jeśli musisz zaczynać od nich każdy dzień, koniecznie wzbogać je o orzechy i awokado zwierające zdrowe kwasy tłuszczowe i białko, karmiące mózg.

2. Odsypiasz w weekendy

W sumie to nic dziwnego, że po serii pobudek o 6 rano w tygodniu, chcesz się dobrze wyspać. Jednak zbyt długie zaleganie w łóżku do południa nikomu nie służy. Za długi sen zaburza rytm dobowy i sprawia, że zamiast wypoczynku wstaje się z bólem głowy i trudno jest się zorganizować, a w poniedziałek wrócić do pobudkowego kieratu.

3. Wskakujesz od razu na wyższy poziom w nowym sporcie

Ambicja to wspaniała rzecz, jednak niecierpliwość i pomijanie pewnych stopni wtajemniczenia w ćwiczeniach, przyniesie marne skutki. Choćby w takiej jodze, która na pierwszy rzut oka wydaje się prosta do opanowania. Niestety, bez przejścia od początku do zaawansowania (w każdym sporcie), można się zniechęcić lub wpoić sobie niepoprawny schemat wykonywanych ćwiczeń.

4. Wyrzucasz z diety wszelkie węglowodany

Bo strach, bo tuczą i nie pasują do fit stylu życia. A węglowodany to nie samo zło, ale dobre źródło energii dla ciała. Jeśli chcesz ograniczyć ich spożywanie, zapomnij o białym pieczywie, oczyszczonym ryżu czy kaszy. Sięgaj na zdrowie po wypieki z mąki z pełnego przemiału i niełuskane ziarna. Pamiętaj także, że węglowodany z dobrych źródeł i towarzyszący im błonnik dobrze wpływa na zdrową mikroflorę bakteryjną.

5. Na wszelki wypadek stosujesz diety eliminacyjne

Jeśli bez wskazań lekarskich porzucasz wszystko co zawiera mleko lub gluten, to nie tyle działasz profilaktycznie przed powstaniem nietolerancji czy alergii, ile przede wszystkim bardzo zubażasz swoją dietę o wiele składników odżywczych. Wprowadzenie diety eliminacyjnej, zawsze należy konsultować ze specjalistą, nie wprowadzać jej na własną rękę, bo może przynieść więcej szkody, niż pożytku.

6. Wybierasz podrasowane jogurty

Wydaje ci się, że jogurt owocowy, jest tym samym co z owocami. Lepiej przyjrzyj się etykiecie i poszukaj, ile właściwie jest tam owoców, a możesz się bardzo zdziwić. Więcej aromatów i cukru niż gruszki czy truskawek. Jeśli chcesz dobry jogurt, kup zwykły, bez zagęstników i innych dodatków i zmiksuj z owocami. To będzie naprawdę zdrowy, owocowy jogurt.

7. Uprawiasz sport każdego dnia

To bardzo zły pomysł, by każdego dnia chodzić na siłownię czy biegać po parku. Wbrew pozorom to nie pomoże w szybszym chudnięciu czy budowaniu masy mięśniowej, a spowoduje zmęczenie organizmu i gorsze efekty, bo mięśnie potrzebują czasu na regenerację, czego codzienne treningi nie zapewniają.

Ćwiczenia i dieta, a szczególnie ich umiejętne łączenie to klucz do sukcesu. Zapomnij o słomianym zapale, sprawdź jak wytrwać na diecie i w ćwiczeniach.

Fot. iStock / Georgijevic

8. Jadasz szybkie, kupne sałatki

Sałatka robiona w domu to dobry pomysł na lekki posiłek. Ale gdy urywasz się każdego dnia w przerwie w pracy i w barze kupujesz sałatkę z gotowym sosem, ryzykujesz figurę. Licz się z tym, że sos do takiej sałatki będzie tłusty i kaloryczny, zapewne podrasowany sztucznymi dodatkami. Sałatkę przygotuj w domu i polej oliwą z oliwek, dodaj ziół, czosnku, przypraw, i to rzeczywiście wyjdzie na zdrowie.

9. Raczysz się herbatą przed snem

Herbata, koc i książka to fantastyczny rytuał, który jednak ma swój jeden, wcale nie taki mały, minus. Niezależnie czy pijesz zieloną, czerwoną czy czarną herbatę, poza ich zdrowotnymi właściwościami, doładowujesz się także sporą dawką kofeiny, która zakłóca zasypianie.

10. Sięgasz po diety na chybił trafił

Podążasz za modą na kolejne diety a efektu — nie licząc efektu jo-jo — nadal brak? Nic dziwnego. Dieta, by była skuteczna wymaga nie działania na „hurra”, ale omówienia z dietetykiem czy lekarzem, jeśli ma przynieść wymierne i trwałe efekty. W innym przypadku początkowe sukcesy związane z rygorystycznym przestrzeganiem zasad pójdą w las wraz ze zniechęceniem i dowolnym naginaniem pod siebie zasad diety.

11. Zmuszasz się do jedzenia pewnych warzyw

Owszem, brukselka jest zdrowa, ale nie każdy ją lubi. Nie musisz zjadać jej z zatkanym nosem i zamkniętymi oczami, bo tak trzeba. Wymień ją na inne warzywa albo potraktuj np. na gorąco masłem, by ulepszyć jej smak. Jedzenie na siłę czegokolwiek nie zmieni twojego podejścia do warzyw i diety, nadal to będzie przymus a nie trwały wybór wynikający z chęci.

12. Białko nie tylko po treningu

Po treningu białko jest ważne, ponieważ wspiera budowę mięśni. I o.k., ale to po treningu. Gdy przesadzasz i sięgasz po shake’i białkowe częściej i kładziesz poza tym dwa razy dziennie nacisk na ryż i pierś z kurczaka, pracujesz na kłopoty. Po dłuższym czasie takiego odżywiania ryzykujesz wystąpieniem kwasicy metabolicznej, a przy nadmiarze wapnia, tworzą się kamienie nerkowe, hamowane jest wchłanianie żelaza i cynku.

13. Wywalasz wszystkie słodycze z diety

Ograniczenie cukru w diecie jest bardzo dobrym wyborem. Cukier jest niezdrowy i powoduje wiele problemów z funkcjonowaniem organizmu. Jednak ograniczaj go z głową i nie rezygnuj z każdego produktu, który go zawiera. Szybko dopadnie cię głód i twoje starania pójdą na marne. Lepiej z głową ograniczyć słodkie, niż pęknąć po miesiącu niepatrzenia w ich kierunku.

Fot. iStock/ wundervisuals

Fot. iStock/ wundervisuals

14. Omijasz ciężary na siłowni

Jeśli omijasz na siłowni podnoszenie ciężarów, bo uważasz, że to zajęcie dla mężczyzn, być może popełniasz błąd. Nie bój się, podnoszenie ciężarów buduje mięśnie, ale nie uczyni cię po miesiącu ćwiczeń facetem. Mięśnie ci nie przerosną, bo do tego potrzeba sporo testosteronu, obfitej specjalnej diety, procedur treningu i dobranych suplementów.

15. Zbyt często sięgasz po detoks

Oczyszczanie organizmu jest dobre, ale raz na jakiś czas, nie na codzienną dietę. Zamiast stałej poprawy funkcjonowania metabolizmu, stosując dietę odmówisz organizmowi ważnych składników odżywczych, takich jak białka, zdrowe tłuszcze i błonnik. Dopadnie cię niedobór energii i zamiast podkręcenia, twój metabolizm spowolni, gdy organizm będzie się starał się zachować składniki odżywcze, których potrzebuje.

16. Obierasz owoce ze skórki

Zapewne robisz to z przyzwyczajenia lub z obawy o konserwanty i chemię, które mogą znajdować się na skórce. Lepiej dobrze wyszoruj owoce, niż pozbywaj się skórki, bo właśnie w niej i tuż pod nią, jest najwięcej cennych substancji odżywczych.

17. Nie jesz przed treningiem

Jeśli omijasz posiłek przed treningiem, nie tyle oszczędzasz sobie uczucia ciężkości w jego trakcie, ile po prostu odcinasz sobie źródło energii. Brak energii natomiast wpływa na mniej efektywne ćwiczenia oraz nieprzyjemności takie jak zawroty głowy. Lepiej zjeść lekki, pełnowartościowy posiłek na godzinę, dwie przed treningiem, niż rezygnować z niego zupełnie.

18. Sięgasz po wino dla relaksu przed snem

Aby się odstresować, lepiej spać, zapomnieć o problemach, sięgasz po lampkę lub dwie czerwonego wina. Niestety, wino, które ma pozytywny wpływ na zdrowie, zamiast pomagać zasnąć, jak każdy inny alkohol zaburza sen i nocną regenerację. Codzienne picie wina czy innego alkoholu to również ryzyko wpadnięcia w uzależnienie.

19. Nie rozgrzewasz się przed ćwiczeniami

Tak może jest i szybciej, ale i bardziej ryzykownie. Nierozciągnięte mięśnie są bardziej podatne na kontuzje, poza tym brak rozgrzewki nie oznacza, że w tym samym czasie zrobisz np. na sali więcej ćwiczeń.

Fot. iStock / gregory_lee

Fot. iStock / gregory_lee

20. Wierzysz reklamom

I wybierasz produkty oznaczone jako fit, slim, light czy „zdrowe dla serca”. Reklamy są od tego, byś zwróciła uwagę na zalety produktu, jednak nie wierz im ślepo. Po prostu czytaj etykiety, bo na nich wynika, czy dany produkt rzeczywiście jest tak zdrowy, jak obiecuje slogan reklamowy.

21. Jesteś wierna tylko jednemu rodzajowi ćwiczeń

I wiele na tym tracisz, bo np. stawiając jedynie na ukochane cardio, pomijasz zalety innego rodzaju ćwiczeń. Połączenie różnego rodzaju ćwiczeń w treningu jest dobre, ponieważ pomaga zwiększyć masę mięśniową, zmniejszyć tkankę tłuszczową i zwiększyć ilość spalanych w stanie spoczynku kalorii.

22. Od lat trzymasz w szafie za małą parę spodni

Po to, by mieć miarę i wyznacznik tego, jaki rozmiar chciałabyś znów móc na siebie założyć. Zamiast się zadręczać, oddaj te nieszczęsne spodnie. Niestety, im więcej masz lat, tym bardziej zmienia się sylwetka i jej proporcje. Nie licz na to, że po dójce dzieci ot tak wskoczysz w jeansy z liceum.

23. Ćwiczysz tylko przed wielkim wyjściem

Zaczynasz zabawę ćwiczenia na kilka dni „przed” licząc, że cudem poprawisz sylwetkę i łatwiej ukryjesz po kilku dniach brzuszków tę nieszczęsną fałdkę tłuszczu. To tak nie działa, nie licz więc na cud. Chcesz efektów, to trenuj regularnie.

24. Przyjmujesz witaminy omijając warzywa i owoce

Chcąc poprawić odporność, sięgasz po preparaty witaminowe. Pamiętaj tylko, że co prawda one nie powinny nikomu zdrowemu zaszkodzić, a może nawet pomogą, jednak syntetyczne witaminy nie wchłaniają się tak jak te z owoców i warzyw. Jeśli próbujesz nakarmić się tabletkami prowadząc złą dietę, niewiele ci to da.

25. Ważysz się każdego dnia

To zrozumiałe, że chcesz być na bieżąco z utratą wagi, by móc monitorować swoje postępy. Codzienne ważenie nie jest dobrym pomysłem, za to jest szansa, że wpędzi cię ono we frustrację, bo dzień po dniu nie zaobserwujesz spadku masy, ale raczej jej wahania. Raz w dół, raz w górę z zależności od pory dnia, obfitości posiłku, zmian hormonalnych, które zachodzą w organizmie w cyklu miesięcznym. Wystarczy ważyć się raz w miesiącu, a jeśli kontrolujesz masę ciała ze względów zdrowotnych, rób to nie częściej niż raz w tygodniu.


źródło: www.womansday.com


Zobacz także

Fot. iStock  / lokisurina

Kompletujemy kosmetyczkę z makijażystką gwiazd do 80 i 140 zł. Sprawdź, które kosmetyki są naprawdę potrzebne (i fajne!)

Fot. istock/SIphotography

Czy naprawdę wszyscy jesteśmy hejterami ?

Rozwiązanie akcji "List do męża"

Dołącz do naszej nowej akcji: „List do męża”. Wypełnijmy przedświąteczny czas miłością