Hanna Bakuła: „Dlatego dziewczyny: założyć najkrótsze mini świata, szpilki, pomalować usta, udawać niemowę i mamy powodzenie jak w banku”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
7 lutego 2016
Fot. Archiwum prywatne
Fot. Archiwum prywatne
 

Słynie z kontrowersyjnych opinii, zwłaszcza tych na temat mężczyzn. Uważa, że faceta można wytresować, a w walce o męską uwagę zawsze wygrywa najkrótsza mini.  Mówi o sobie: „Z powodu bycia malarką portrecistką i posiadania swoistej nadwzroczności, widzę znacznie więcej niż inni”*. Z Hanną Bakułą rozmawiamy o kobietach – czy nadal chcemy być zdobywane i wiagrostaruszkach, którzy jako nieliczni potrafią jeszcze flirtować.

Ewa Raczyńska: Na rynku ukazała się gra karciana „Kuchnia i seks – flirt towarzyski”, której jest Pani pomysłodawczynią. Skąd pomysł na tę grę? Czy my już nie umiemy flirtować?

Hanna Bakuła: Tak się składa, że do flirtowania potrzebne są dwa obiekty erotyczne i tu jest pewien problem, bo mężczyźni nie tracą już czasu na flirt. Dzieje się tak, ponieważ obecnie jest dość duża łatwość dostępu do kobiet bez flirtowania. Kobiety stały się łatwe, seks nie stanowi tabu żadnego. Przystojny mężczyzna nie musi się w ogóle starać o kobietę. No, chyba, że jest to wyjątkowej urody córka miliardera.

„Flirt towarzyski” jest wzruszającym ukłonem w stronę czasu, kiedy mężczyźni zalecali się jeszcze do kobiet, czego już niestety nie robią. Chyba, że są studentami wydziałów humanistycznych lub młodymi poetami.

„Flirt towarzyski” napisałam, aby przypomnieć że coś takiego jak flirt w ogóle istniało. Stworzyłam go  z Pawłem Lorochem – świetnym dziennikarzem kulinarnym. Okazuje się, że wszelkie określenia kuchenne mogą mieć dwuznaczne, w tym erotyczne znaczenie, jak choćby „Czy lubisz zimne nóżki?” albo „Suflet ci opadł”. Ta gra ma bardzo duże zabarwienie emocjonalno – erotyczne.

Kiedyś mężczyźni zdobywali kobiety flirtując z nimi bez potrzeby używania kart.

Flirt nie służył tylko do zdobywania kobiet, był raczej sposobem na męską autoprezentację. Mężczyzna pokazywał, że jest mega inteligentny, finezyjny. Ale teraz nie ma to już żadnego sensu, bo dzisiaj facet musi pokazać, że ma mieszkanie i dostęp do konta.  Kobietom teraz najmniej chodzi o intelekt. I tu też tkwi tajemnica powodzenia staruszków-wiagruszków. Ci starsi panowie flirtują, zalecają się, prawią komplementy, a 30. lat młodsze dziewczynki łapią się na to i potem mają takiego dziadka.

Ta stara szkoła flirtu w ich przypadku się sprawdza. Nie potrzebują kasy na koncie?

Wystarczy, że jest podstarzałym znanym reżyserem, z dawnych lat. Dziadek, który jest nikim, musi mieć konto, dziadek mądry konta mieć nie musi.

Wystarczy, że umie flirtować?

Komplementy, drobne prezenty, romantyzm, znajomość budowy ciała kobiety – bo dziadek wie, gdzie kobieta ma łechtaczkę, a jego wnuk już niekoniecznie. To wystarczy, żeby kobiety wchodziły w takie związki.

A młodsi, choćby po trzydziestce? Pani zdaniem zupełnie nie flirtują?

Kiedyś kobiety 40-letnie były babciami i nie flirtowały, bo nie wypadało. Kobiety dopiero ostatnio zdobyły się na zryw istnienia po 50-tce, a teraz już i po 60-tce – ta granica się przesuwa. Choć chciałabym nadmienić, że granica męska przesunęła się do 90. lat z hakiem. Mężczyźni uważają, że są piekielnie atrakcyjni i mogą flirtować aż do śmierci, czego im serdecznie życzę.

A z drugiej strony nie sądzę, żeby bardzo młode osoby chciały tracić czas na flirtowanie, skoro można wydzwonić seksualnego partnera, który się pojawi za 15 minut w naszym domu. Więc po co flirtować? Znam wiele osób korzystających z portali, za pośrednictwem których można umówić się na seks. Byłam świadkiem, jak jeden z moich kolegów przez taki portal dowiedział się, że 300 metrów od jego domu jest chętna do prokreacji samiczka. Po wymianie kilku zdawkowych pytań typu: „Co cię kręci”, jechał do niej i ona od razu szła z nim do łóżka.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

A my mówimy, że niby chcemy być zdobywane…

Ja to jeszcze byłam zdobywana. Jako młoda dziewczyna dostawałam maskotki i kwiatki. Nie było wtedy SMS-ów. Miałam adoratora, który codziennie pisał do mnie list i wysyłał go pocztą. A ja codziennie czekałam na listonosza.

Jeżeli chcemy być zdobywane, nie możemy być aż tak łatwe. Bo nikt nie zdobywa otwartej furtki. Myślę, że zdobywa się wyjątkowo mądre i atrakcyjne dziewczyny, które nie są aż tak chętne, żeby iść do łóżka i chętne do tego, by mężczyzna je lekceważył. Uważam, że młode dziewczyny – im obszerniejszy jest portfel faceta, tym mniej się szanują. One się nie cenią, one sobą handlują. Cenienie się jako obiekt erotyczny nie polega na handlu To są metody muzułmańskie: jak się ma dużo kasy, to się żonę kupuje. Natomiast jak się nie ma kasy,  to używa się portali randkowych i bez żony też można sypiać z kimś codziennie i kto wie, czy nie fajniej, bo bez zobowiązań.

Co by Pani poradziła młodszym dziewczynom?

Powiedziałabym, że trzeba bardzo o siebie dbać, dobrze wyglądać, dużo wiedzieć i dużo czytać, by być interesującą osobą nie tylko ze względu na mini, w której występujemy. Ale jest pewne ryzyko, bo konkurencja czuwa. Co z tego, jeśli pani nie będzie łatwa, a wszystkie koleżanki będą. I co, jak pani powie „nie”, a obok będzie stała kolejka dziewczyn, które powiedzą, że one i owszem „tak”. Jeżeli brak wielkiej miłości, to po prostu tego typu zaloty nie mają sensu.

Problem tkwi chyba jeszcze w czym innym, dajemy się łatwo zdobywać, bo boimy się stygmatu „starej panny”.

To nie tak. „Stara panna” to nie stygmat – a jednak dziewczyny tak uważają. Jeżeli wszystkie nie weźmiemy się do roboty i nie przestaniemy potępiać koleżanek, które są same, to nic się nie zmieni. Ja jestem singielką, miałam czterech mężów, znakomicie sobie radzę z mężczyznami, niemniej jednak uważam, że nie ma takiego mężczyzny, z którym chciałabym być w tej chwili, więc jestem sama.

Ale my swojej wartości szukamy jednak w oczach mężczyzny. Szukamy tego jedynego, byle szybciej z nim być…

Jeszcze on musi chcieć… Rada jest taka, żeby zdawać się tylko na siebie, liczyć tylko na siebie, przejmować się tym, co my myślimy, dbać wyłącznie o siebie, nie być żadną mamuśką jak mamuśka, nie być przyjaciółką, dobrą koleżanką i raczej wymagać, niż dawać. Bo ja z doświadczenia wiem, że w wyścigu o faceta, który nie jest w nas zakochany, wygrywa zawsze najkrótsze mini.

Prawdziwe niestety…

Jak byłam młoda, a właściwie jeszcze kilka lat temu, wydawało mi się, że jeśli pokażę się jako inteligentny człowiek, będę mądrzejsza od mężczyzny, albo tak mądrą jak on (w jego pojęciu), to ten on się we mnie zakocha. A jest wręcz odwrotnie – to odstrasza. Kobiety powinny pamiętać, że one zawsze powinny być mniej bystre od mężczyzny, bo oni nie chcą mieć do czynienia z kobietami, które mogą ich w jakikolwiek sposób weryfikować. Dlatego dziewczyny: założyć najkrótsze mini świata, szpilki, pomalować usta, udawać niemowę i mamy powodzenie, jak w banku. A potem, jak już usidlimy faceta, możemy pomaleńku wprowadzać elementy równości płci na naszą korzyść oczywiście. Ale na początku to nie ma najmniejszego sensu, bo i tak nikt się na nas nie pozna. Chyba, że staruszek, jeżeli się lubi przygłuchych, siwych lub łysych facetów, to jest to idealny sposób. Dziadek doceni, zaflirtuje i nawet kupi fiołki.


*cytat z książki Hanny Bakuły: „Jak zostać ogierem na całe życie”

Baner H.Bakula


Jej twarzy, jej oczy, widzę szczęście na jej twarzy i wiem, że takie samo dobija się na mojej

Listy do redakcji
Listy do redakcji
7 lutego 2016
Fot. Unsplah/Simon Hattinga / CCO
Fot. Unsplah/Simon Hattinga / CCO
 

Pierwsze spotkanie

JA: Jeszcze tylko ostatnio spojrzenie w lustro; jest dobrze, mogę wychodzić. Szczęście, że umówiłam się niedaleko domu, dzięki temu spóźnię się tylko pięć minut. Wychodzę.
Nie wychodzę, muszę odebrać telefon. Mama. Martwi się. Uspokajam ją, jednak zanim się rozłączyła, zdążyła już zasiać ziarenko niepokoju. Bo czy to dobry pomysł umawiać się z kimś, kogo się w ogóle nie widziało? A wiadomo kto to jest? Może jakiś oszust nie daj Boże! Jakby to nie można znaleźć sobie chłopaka w jakiś tradycyjny sposób! Można mamo, ale ja jakoś nie miałam szczęścia.
Wzdycham i wreszcie wychodzę.

ON: Niecierpliwie spoglądam na zegarek, dwie po siódmej. Chyba już powinna być? Co robić? Może zadzwonię do niej? Nie, pomyśli, że jestem mało tolerancyjny. Chce mnie sprawdzić. Kobiece gierki. Ciekawe jaka będzie? Na zdjęciu uśmiechała się tak sympatycznie. To dlatego do niej napisałem. Ten uśmiech i oczy.

Wiercę się na ławce. Obok leży róża dla niej. Herbaciana, nie lubię czerwonych. Rozglądam się. Nawet nie wiem, z której strony nadejdzie. Nie powiedziała mi, gdzie dokładnie mieszka, zresztą ja i tak nie znam tego miasteczka. Dwanaście po siódmej. Może nie przyjdzie?

Jest! To chyba ona? Wysoka. Ładne nogi. Patrzy na mnie. Uśmiecha się. Tak, to na pewno ona! Wychodzę jej naprzeciw. Z wrażenia zapominam o róży, która spada mi pod nogi. Podnoszę ją i podaję jej.

JA: Jestem zdenerwowana. Nie dość, ze się spóźniłam, to jeszcze zaczęłam mieć wątpliwości, czy dobrze robię. A jak mama ma rację? Jaki może być ten facet poznany przez Internet?
Zauważam go z daleka. Czeka na mnie. Patrzy w moja stronę. Brunet, okulary, miła twarz. Czuję, że mi się przygląda. Uśmiecham się, żeby ukryć skrępowanie.
O, róża. Herbaciana! Nie lubię czerwonych róż!

Ten dzień

ON: Zaraz po przebudzeniu wyglądam przez okno. Nie pada. Oddycham z ulgą. Wiem jak Ani zależy na tych zdjęciach w plenerze. Co teraz? Kwiaty! Musze pamiętać o kwiatach. Jedziemy po nie z moim drużbą.
Nie stresuję się, wiem, że będzie dobrze. Wszyscy wokół biegają, jak nakręceni. Ja jestem spokojny. Czas się ubierać. Zaraz! A gdzie kwiaty do butonierki? Były na pewno!

JA: Fryzjer. Godzina spóźnienia. Kosmetyczka. Zapisała mnie na te samą godzinę, co inną klientkę. Tata. Zapomniał, że miał odwieźć mamę. Tren. Nie chce się zapiąć. Ciekawe, co jeszcze się wydarzy…

ON: Jej twarzy, jej oczy, widzę szczęście na jej twarzy i wiem, że takie samo dobija się na mojej.

JA: Patrzę na niego i wiem, że to jest nasza chwila. Teraz liczymy się tylko My. Stoimy na wprost, jakbyśmy byli sami na świecie. Uśmiechamy się, kiedy mówimy słowa przysięgi.


 

Akcja „Moja pierwsza miłość”

Pierwsza miłość jest wyjątkowa, to zauroczenie, motyle w brzuchu, ta szeptana na ucho przyjaciółki tajemnica. Niepewność, ciekawość i radość. Zakochując się po raz pierwszy mamy wrażenie, że unosimy się nad ziemią.

Luty to taki czas, kiedy na chwilę przystajemy w naszej miłości. Może dlatego, że nie obchodzimy Walentynek, a może właśnie dlatego, że je obchodzimy. Jedno jest pewne. W tym zimowy miesiącu o miłości myślimy bardziej niż zwykle. Dlatego  chciałybyśmy was zachęcić do wspomnienia waszej pierwszej miłości. Zakochania, zauroczenia. Odkurzenie w pamięci tych wyjątkowych chwil. To z pewnością są piękne historie.

Zapraszamy – włączcie się do naszej akcji „Pierwsza miłość”. Napiszcie do nas opisując swoją pierwszą miłość. My najciekawsze listy nagrodzimy i opublikujemy. Powspominajcie z nami <3

i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski


 WEŹ UDZIAŁ W ZABAWIE TUTAJ (klik)


Boli? Przeklnij sobie soczyście! Doskonały, darmowy i dostępny od ręki środek przeciwbólowy

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
7 lutego 2016
Fot. Pixabay / Geralt /
Fot. Pixabay / Geralt / CC0 Public Domain

– No nie wytrzymam, K**a mać, pie***ony młotek! – a potem to już tylko – #$%^&$#*&^^%^$ – i jakoś tak mniej boli paluch utłuczony młotkiem…

Czy to w ogóle możliwe? Tak!

Podobno damom nie przystoi, a i zacny dżentelmen nie puści wiązanki w towarzystwie, a gdyby tak terapeutycznie? Hmm?

Na szczęście nauka pędzi na ratunek wszystkim rzucającym mięsem. Już nie musicie się obarczać poczuciem winy za kilka rzuconych w sytuacji ekstremalnej k*rw czy i innych członków… Niejaki dr  Richarda Stephensa z Keele University, podczas budowy szopy trafił własnie młotkiem w palec – co natchnęło go do przeprowadzenia eksperymentu.

Eksperyment przeprowadzono na grupie 64 studentów. U ochotników, którzy przeklinali odnotowano zmniejszoną wrażliwość na ból.

Przebieg eksperymentu
Podczas eksperymentu studenci przeszli dwie próby podczas których mieli zanurzyć dłoń w lodowatej wodzie i wytrzymać najdłużej jak to możliwe. W pierwszej próbie mieli w czasie trwania eksperymentu powtarzać serię wulgaryzmów, podczas drugiej zaś przeklinać nie mogli, mieli powtarzać ciąg słów opisujących stół.
Wyniki były zaskakujące. Jednoznacznie udowodniły, że przeklinając człowiek może lepiej znieść bodźce bólowe.

Przeklinający wytrzymali średnio o 40 sekund dłużej (bez przeklinania wynik wynosił zaledwie ok. 1 minuty).

Podczas przeklinania wzrasta poziom adrenaliny – a ta jest doskonałym środkiem przeciwbólowym.


Źródło: BBC


Zobacz także

Fot. iStock/SrdjanPav

Jakie myśli, takie emocje, a jakie emocje, taka też i kondycja naszego ciała. Nieoceniona siła niemyślenia

Kilka zwykłych pytań, dzięki którym twój związek będzie szczęśliwy

Przewidzieć katastrofę. Kilka sygnałów, że nie będziesz z nim nigdy szczęśliwa

Fot. iStock/kynny

Jak będzie wyglądało twoje życie miłosne w 2018 roku? Sprawdź swój chiński znaku zodiaku i przeczytaj