Grażyna na all inclusive, co to na miejscowy manicure się zdecydowała… O matko, i jak żałowała!

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
12 sierpnia 2017
Arch. prywatne
Arch. prywatne

Miałam opisać swoje wycieczki w Turcji, ale hitem są paznokcie, które przebiły wszystkie wrażenia, więc będzie o manicure w moim hotelu all inclusive. A  zaczęło się od tego, że odprysnął mi lakier. Ten kto ma lekką nerwicę jak ja, wie że to droga do piekła, bo w ciągu godziny jestem w stanie zdrapać lakier z całej reszty (myśl o tym jednym nie daje mi spokoju). Obdarowana ulotką od pana prowadzącego zakład fryzjerski na parterze mojego hotelu, gdzie normalnie za żadne skarby bym się nie wybrała, pokornie jednak w tej sytuacji idę zapytać czy zgodnie z ulotką mają usługę manicure.

Jestem ciekawa czy pan wciśnie mnie w kolejkę oczekujących, bo wyobrażam sobie, że w tak wielkim hotelu nie ja jedna straciłam paznokcia.

Niepokój mój wzbudza już fakt, iż miły starszy pan (bez cienia ironii to piszę) oferuje usługę w każdej chwili. Muszę poczekać tylko, aż pani manikiurzystka przyjdzie z drugiego hotelu. Ok, umawiamy się za godzinę, jestem dobrej myśli.

Punktualnie schodzę podekscytowana, że będę miały nowy manicure, myślę nad kolorem i zapominam o swoich niepokojach.

Pani jeszcze nie ma, ale pan okazuje się być całkiem na bieżąco w sprawach damskiego paznokcia i ustala ze mną, że to shilac i przynosi dziesięć różowych pudełek, które działają na zasadzie zasysania palca do środka. W  środku jakiś aceton czy coś. Śmieję się, że w Polsce robią to inaczej, tłumacząc panu jak, a jednocześnie oglądam jego fryzury ślubne, bo pan okazuje się być starym fryzjerem, który czesze od lat głównie Angielki do ślubu.

Pytam, po co tu biorą śluby, ale to już zbyt skomplikowany angielski, a wiec oglądamy te fryzury w różnych katalogach podpisanych rocznikami i zastanawiam się, ile już z nich jest po rozwodzie. O ironio jedna.

Różowe zassawki zaciskają mi palce tak, że krew nie dopływa, bo mija ponad 20 minut, a pani nie ma. Widząc moje zmagania z plastikiem, pan wyciąga jeden z moich palców ze środka i swoim długim paznokciem próbuje zdrapać mój shilac (tylko jeden ma długi, chyba do tego właśnie celu…).

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Ani rusz. Hard shilac – komentuje i dolewa płynu. Już prawie nie mam czucia. Po kilku minutach wpada na pomysł, by jednak zrobić to po polsku, więc wyjmuje mnie z różowego uścisku i wkłada palce w folię zalewając je żrącym płynem. Modlę się tylko o to, by pani szybko przyszła.

Moje modlitwy zostają wysłuchane i wpada pani w jego wieku (bardziej spodziewałam się młodej Turczynki o długich różowych tipsach) i zasiada od razu do pracy. Chyba go ochrzania za te folię (po turecku) i wyciąga mój paznokieć sprawdzając swoim czy shilac schodzi.

Po wpływem solidnego drapnięcia lakier schodzi. Ufff. Tłumaczę panu, by nie czuł się broń Boże niekomfortowo (lubię go), że my kobiety lepiej się znamy na manicure.

Czyżby?!!

Mój stan emocjonalny jest jeszcze stabilny, gdy pani wyciąga miskę z pilnikiem, watą, zmywaczami i czterema lakierami niedomkniętym lub podklejonymi taśmą klejącą.

Najpierw zdrapuje swoim paznokciem wierzchnią warstwę, a potemzZ impetem szoruje pilnikiem po moim pięknym chabrowym kolorze i w ciągu kilku minut doprowadza moje paznokcie do stanu zero. I tu dopiero zabawa się zaczyna.

Pan tłumaczy, bym wybrała lakier  z palety: jaskrawego różu, czarnego, cekinowego biorę czerwony. W takich warunkach klasyka sprawdza się najlepiej (nawet nie wiem jak bredzę). Pan jednocześnie zwraca uwagę na mój wypłowiały od słońca blond, sugerując że chętnie poprawiłby co nie co. Babciu kochana, co z nieba na mnie patrzysz, chroń mnie!

Na stół wjeżdża maszyna do schnięcia, lakier, utwardzacz – powinno być dobrze. Zamaszystym ruchem, jak malarz malujący na płótnie krajobrazy, pani (dosłownie) zalewa mój paznokieć pokaźną warstwą czerwonego lakieru, nie szczędząc boków, opuszków i swoich palców. Wszystkie wyjścia za linijkę usuwa swoim paznokciem, podobnie jak wcześniej stary lakier.

Myślę sobie: „będzie dobrze, użyje patyczka z acetonem, jakoś to usunie potem”. Jednak jestem hiperoptymistyczna.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

Przy drugiej warstwie nie widzę poprawy i suszę paznokcie w coraz większej histerii, oglądając jednocześnie zdjęcia syna wnuczki i całej rodziny, a wiec stając się emocjonalnie zaangażowana, co wyklucza w moim przypadku jakąkolwiek asertywność.

Wiem już, że są małżeństwem od 40 lat, on prowadzi ten salon, ona „maluje” paznokcie. Żyją z tego oni i rodzina syna. Synowa jest leniwa, a syn dorabia, ale mało. Najkochańsza jest pięcioletnia wnuczka, która rzeczywiście słodko wygląda na zdjęciu (chcę taką!).

Co dalej… Jestem w totalnej panice, gdy babcia mojej słodkiej zabiera się za trzecią warstwę, oblewając boki i nie zważając na moje zapewnienia, że dwie warstwy wystarczą w zupełności. Its bjutiful- mówię i uśmiecham się najlepiej jak potrafię, ale pani jest w malarskim szale i skrobie pędzlem boki pustej już butelki (nie dziwne, jak pewnie zużywa pół tubki na jeden manicure). Pan widząc moje przerażenie tłumaczy, że pani potem usunie te boczne zalania (lejter, lejter, okej). Niby się uspokajam.

Wyciągam jak z puszki farby swoje palce, a proces czyszczenia, jak się okazuje, polega na wbijaniu przez panią pilnika w boczne skórki i czyszczenia mokrą chusteczką opuszków palców. Wiadomo, że nie da się usunąć plam na skórkach tuż przy paznokciu, ale ja jestem już wykończona jak dziecko po ataku histerii.

– Ol rajt? – pyta. A ja na myśl o pilniku, który przy czyszczeniu jednocześnie zdarł trochę świeżo nałożonego lakieru, rezygnuję z dalszych uwag. Robię zdjęcie różowych zassawek na pamiątkę, uśmiecham się głupio i potwierdzam swoją wizytę na pedicure jutro na 11.00!!!!!

Klara: – Mamo, dziwnie to wygląda? – Co? – Twoje paznokcie. Serio???

Z pozdrowieniami dla moich wspaniałych manikiurzystek Marzenki i Kasi z Brwinowa, miss u dziewczyny! Grażyna.

Arch. prywatne

Arch. prywatne

 

 

 


„Kiedy krzyczysz, że nie możesz się dodzwonić, pomyśl, że właśnie rejestruję innego pacjenta”. Rzeczywistość pielęgniarki

Listy do redakcji
Listy do redakcji
12 sierpnia 2017
Fot. iStock/Clerkenwell
Fot. iStock/Clerkenwell

Drogi pacjencie/pacjentko czasem przechodzisz samego siebie mówiąc do nas, pracowników przychodni, że swoje ciężkie dupy posadziły na stołkach, że jesteśmy wredne, niedouczone, mamy pizdowaty wyraz twarzy itp.

Więc proszę, zanim podejdziesz do rejestracji, weź głęboki oddech, pomyśl, że na naszym miejscu może być Twoja żona, matka, córka. Pomyśl, że my naprawdę chcemy Ci pomóc, że wiemy często, jak cierpisz i robimy wszystko, co w naszej mocy, żebyś był/była przyjęta do lekarza specjalisty. Ale miej na uwadze również to, że dany specjalista może nam kazać zarejestrować 20 osób, bo jest po 24 godzinnym dyżurze w szpitalu i nie jest w stanie więcej, a mimo to i tak zapytany przez pacjenta nie odmówi pomocy.

Proszę uszanuj również to, że do rejestracji obowiązuje jedna kolejka, że pracownik, który was obsługuje, musi skupić się na danym pacjencie bo często zależy od tego jego zdrowie i dalszy przepływ informacji między pacjentem a lekarzem lub pielęgniarką, że pomieszczenie służbowe jest dla pracownika, że kiedy krzyczysz kolejny raz, że się nie możesz dodzwonić, bo ciągle jest zajęte, pomyśl, że właśnie dlatego ponieważ rozmawiam i rejestruję innego pacjenta.

Nie obrażaj nas – bo uwaga – my to wszystko słyszymy. Tak, jest nam przykro ponieważ nikt z nas nie znalazł się z przypadku w tym miejscu, tylko dlatego, że kocha swoją pracę i mimo wszystko lubi ludzi i wierzy w to, że ludzie z natury nie są źli.


Siostry od kuchni polecają: Grzanki z szynką parmeńską, grillowaną cukinią i miętową fetą

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
12 sierpnia 2017
Fot. Siostry od Kuchni
Fot. Siostry od Kuchni

Jak zawsze przepis brzmi pysznie!

Czas przygotowania: 40min

Składniki:

  • 1 cukinia
  • 1 duża cytryna
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • duża garść zielonego groszku (świeżego lub mrożonego)
  • 1 duża bagietka lub 2 małe
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 opakowanie fety
  • 2 garści świeżej mięty
  • 1 opakowanie szynki parmeńskiej (ok. 6-7 plastrów)
  • świeżo zmielona sól i pieprz

Wykonanie:

Cukinię umyć i poszatkować wzdłuż na cienkie plasterki. Cytrynę sparzyć i dokładnie umyć, a następnie skórkę z cytryny zetrzeć na tarce a sok wycisnąć. Szynkę parmeńską porwać na niewielkie kawałki. czosnek obrać i przekroić wzdłuż na połówki. Miętę posiekać.

Plasterki cukinii włożyć do miski, dodać sok z cytryny, 1 łyżkę oliwy z oliwek, doprawić solą i pieprzem, dokładnie wymieszać i odstawić.

Groszek wrzucić do wrzątku i gotować 1 minutę, po czym wyjąć groszek sitkiem i przełożyć do zimnej wody. Odcedzić.

Rozgrzać patelnię grillową na średnim ogniu. Bagietki pokroić na ukośne kromki, posmarować z obu stron oliwą i grillować z każdej strony ok 2-3 minut, aż będą lekko przypieczone. Gdy kromki bagietki będą jeszcze ciepłe, natrzeć je czosnkiem.

Cukinię odsączyć, pamiętając, by powstałą marynatę zachować, a następnie rozłożyć cukinię na rozgrzanej patelni i grillować ok. 1 minuty z każdej strony.

W misie blendera umieścić fetę, marynatę z cukinii, miętę, skórkę z cytryny, doprawić pieprzem i wszystko dokładnie zmiksować.

Grzanki posmarować fetą a na niej ułożyć cukinię, kawałki szynki parmeńskiej i groszek. Udekorować listkami mięty.

Fot. Siostry od kuchni

Fot. Siostry od kuchni

Zajrzyjcie koniecznie na bloga „Siostry od kuchni” i śledźcie na bieżąco ich poczynania na Facebooku!

18492427_10209141583683180_1950963320_n (1)


SIOSTRY OD KUCHNI, CZYLI

siostryKRZYSIA – na co dzień pracująca zawodowo, zabiegana mama dwójki dzieci. Mimo braku czasu odnajduje czas na swoją największą pasję, jaką jest gotowanie. Pewnie dlatego, że kocha dobre jedzenie. Zodiakalny Koziorożec, a więc konsekwentna w działaniach oraz bardzo ambitna i wnikliwa. Każde danie, które tworzy jest w 100% przemyślane, ale jej artystyczna wyobraźnia dokłada odrobiny szaleństwa i kulinarnej spontaniczności… Uwielbia kawę…ale tylko parzoną w kawiarce, a dobre ciacho to raj dla jej podniebienia. Lubi testować nowe przepisy i nie boi się eksperymentować.

EWKA – Można powiedzieć, że to człowiek orkiestra – znajdzie pasję w każdym zajęciu. Twardo stąpa po ziemi, mówiąc że nie ma rzeczy niemożliwych i z powodzeniem realizuje założone cele. W swojej pracy zajmuje się prowadzeniem projektów informatycznych, gdzie wykorzystuje i rozwija swoje menadżerskie zdolności. Uwielbia podróżować i odkrywać smaki lokalnych kuchni. Kocha kuchnię włoską i w tej dziedzinie chce się rozwijać, ale z sentymentem wraca rownież do polskich smaków znanych z dzieciństwa. Gotowanie i wypieki sprawiają jej ogromną przyjemność. Dzięki jej zdolnościom organizacyjnych każdy ruch w kuchni jest zawsze przemyślany, dzięki czemu przygotowanie dań trwa chwilę.


Zobacz także

Fot. iStock

To musisz wiedzieć. Co „siedzi” w organicznych kosmetykach?

typ męskiej urody

Mężczyźni wolą blondynki, a kobiety…? Polki mają swój ulubiony typ męskiej urody

Fot. Pixabay / unsplash /

5, odkrytych na nowo, faktów o męskiej agresji, złości i pojęciu męskości