Gratulujesz mi odwagi? Błąd. Od dziś już nigdy nie będę sama. Moja samotność się skończyła

Magdalena Lis
Magdalena Lis
10 stycznia 2017
Gratulujesz mi odwagi? Błąd. Od dziś już nigdy nie będę sama. Moja samotność się skończyła
Fot. iStock

– Kiedyś myślałam, że nie potrafię w miłość. Że nie potrafię w kochanie. Że jest to poza mną, że mnie to przerasta, że nie jest mi to dane. Że może taki mój los, bo zwyczajnie za to, co robię, na nic nie zasługuję. A teraz wiesz, kiedy patrzę na nią, na to jej zdjęcie, i widzę, jak się do mnie uśmiecha, to mięknie mi serce. Wiem, ty nie zobaczysz tego, to widzi tylko matka, kiedyś to zrozumiesz. I niby to jest tylko zdjęcie USG i to takie pomazane, niby takie czarno białe, żadne trzy, czy cztery de, bo na to mnie nie stać akurat, bo tego nie przewiduje państwowa służba zdrowia. I niby to niewiele, a ja się wgapiam w tę czarno – białą fotkę i już wiem, że potrafię. Wiem, czym jest miłość, ta najprawdziwsza, wiem, czym jest kochanie. Wiem, że mam jej całe pokłady i że je wykorzystam, najmocniej jak potrafię.

Renata do Anglii wyjechała tuż po maturze. To był rok 2005 i wielki bum na emigrację. Chciała być jak jej koleżanki, wierzyła, że świat stoi przed nią otworem. Jako jedyna przez całe liceum nie miała chłopaka. Wierzyła, że tam na obczyźnie się to najzwyczajniej w świecie zmieni. Studia? Nie teraz, może kiedyś, zresztą matka zawsze się z niej śmiała, że gdzie tam ona do studenckiego świata. Myślała więc, że wyjedzie, że zazna lepszego życia, że tam pieniądze rosną na drzewach. Że jest łatwiej, inaczej, nie to co w naszym smutnym kraju. Załapała się do pracy w hotelu jako pokojówka. I dostała drugi etat, więc wieczorami stała za barem. To tam go właśnie poznała.

– Potencjalnie moja historia zaczyna się i kończy nieszczęśliwie. Przynajmniej znajdują się tacy życzliwi, którzy próbują mi to wmawiać. No wiesz, najpierw żonaty facet, który potem i tak cię zdradzał, a na koniec dzieciak w drodze. To taka trochę moja głupota. A trochę zwyczajna chęć, by być kochaną. Wiesz, mimo wszystko nigdy nie żałowałam, że go jednak poznałam.

Arek często przesiadywał w restauracji, w której Renata pracowała. Przychodził tam z laptopem i potencjalnie on sam też pracował. Tak przynajmniej jej się wydawało. Dopiero później dowiedziała się, że bywał tam często, bo i ona była. Miły, szarmancki, zagadywał. Zostawiał napiwki, w końcu zaproponował wspólną kawę. A ona się zgodziła.

– Ten romans trwał prawie jedenaście lat, z przerwami. Zakochałam się w żonatym mężczyźnie. Pewnie zaraz zapytasz, na co liczyłam? Czego chciałam? Tego nie wiem… Może miłości? Akceptacji? Stabilnego życia, zamiast którego zafundowałam sobie huśtawkę. Na własne życzenie.

Renata nigdy nie mogła liczyć na wspólną gwiazdkę z Arkiem, wspólnie spędzoną Wielkanoc, wyjazd na wczasy czy kino w Walentynki. No bo jak, a co powie na to żona? Przez wszystkie lata ich relacji, którą bała się nazywać związkiem, była mu wierna. Choć cieszyła się powodzeniem wśród wielu mężczyzn, miała swoje kryzysy, kiedy chciała rzucić wszystko w cholerę, jednak każdą nową znajomość odrzucała. Bo przecież ona kochała jego a on ją. I proste.

Mimo świadomości tego, na co się zdecydowała, zaczęła miewać się jakoś gorzej. Przez ostatni czas płakała prawie każdego dnia. Bolało ją, że nie może mieć go tylko dla siebie. Bolało ją, że mieszkał  z żoną. Jakiś czas temu nie wytrzymała i wróciła do kraju. Chciała się oderwać od tej angielskiej codzienności, choćby na chwilę.

– Kiedy zaczął mi się spóźniać okres zrzuciłam to na stres, i zmianę klimatu. Że mogę być w ciąży? Absolutnie nie przypuszczałam. Po pierwsze się zabezpieczaliśmy, po drugie, sytuacja była niepewna i niewiadoma. Zrobiłam test, jeden, drugi. Ich wynik mówił ewidentnie to samo. Będę miała dziecko. A właściwie to będziemy.

Arkowi o wszystkim powiedziała jeszcze tego samego dnia. Liczyła na jakiś cudowny zwrot akcji, na jakieś rzucone hasło – kochanie, to wspaniale. Jak chciała, tak dostała.

– Powiedział mi, że się cieszy, że wyprowadzi się od żony, i żebym wracała. Że złożył już pozew, że załatwią to w kraju, że wszystko będzie jak trzeba. A ja kolejny raz mu w to wszystko uwierzyłam.

Po powrocie zamieszkali w końcu razem i przeżywali drugą – pierwszą miłość.

– Było cudownie, codziennie mówił mi, jak bardzo mnie kocha. Nas, mnie i jego. Bo on był przekonany, że to będzie syn, choć mówiłam mu, że to ósmy tydzień, że nic nie wiadomo, i żeby się nie nastawiał.

Arek był kierowcą, często więc pracował w delegacjach. Na weekendy jednak zawsze wracał do domu. Nigdy nie znikał na dłużej niż pięć dni, aż nagle okazało się, że ma jakiś ważny wyjazd, że nie będzie go koło miesiąca. Ale skoro zniosła wieloletnie bycie kobietą drugiego planu, to czymże jest miesiąc bez niego? Przecież zaraz będą rodziną. Że stanie się coś złego? Tego nie podejrzewała.

– Wrócił tuż przed moimi urodzinami, jakiś taki nieswój. Zrobiłam mu kolację, nawet nadmuchałam balony, żeby go przywitać. A on usiadł, zjadł, i zasnął. Nawet ze mną za bardzo nie rozmawiał. Powiedział: „jestem zmęczony, muszę odreagować. To był ciężki czas”. Cmoknął mnie w czoło i tyle go widziałam.

Renata była daleka od szpiegowania, ale kiedy zasnął, coś ją tknęło i sięgnęła po jego telefon. Arek nie był w żadnej delegacji, był u innej kobiety, i nie była to jego wciąż obecna jeszcze żona.

– To, co zobaczyłam, zrujnowało moje życie. Skrzynka pełna wiadomości i wyznań, które fundował innej kobiecie. Pisał, że ją kocha, że daje mu szczęście, że jest jedyna, piękna wyjątkowa. Nawet się nie wymigiwał, nie tłumaczył, nie kajał. Powiedział mi tylko, że się zakochał i żebym go zrozumiała. I to, żebym alimentami się absolutnie nie martwiła. Bo on zapłaci.

Chciałam mu dać czas, próbowałam przekonać, mówiłam, że chcę, by zaopiekował się mną i naszym dzieckiem. Ale Arek żył już innym życiem.

Ta cała sytuacja sprawiła, że trafiłam do szpitala z zagrożoną ciążą… Musiałam leżeć.

Nigdy bardziej nie pragnęłam tego dziecka niż właśnie wówczas, kiedy poczułam, że mogę je stracić.

Bałam się każdego bólu brzucha. Wsłuchiwałam się w swój organizm jak nigdy. Każdy kolejny dzień ciąży był takim moim małym zwycięstwem. Odliczałam dni, tygodnie, i błagałam moją małą istotkę, żeby mnie nie zostawiała.

Sytuacja się unormowała i Renata wyszła ze szpitala. Powoli wraca do stabilizacji emocjonalnej. – Był taki moment, że nie chciałam żyć. Powiedziałam rodzinie, że jestem w ciąży, matka mi wykrzyczała, że nie tak mnie wychowała. Nie akceptowała sytuacji, w której  się teraz znajduję. I nie akceptuje nadal. Tylko powiedz, czy mnie ktoś zapytał o zdanie, co ja mam do zaakceptowania?

Arek zapytał, ile jej potrzeba pieniędzy, bo wie, ile kosztuje wyprawka. Kontaktuje się z nią tylko w formalnych sprawach – ile, i na kiedy. O dziecko nie pyta w ogóle.

– Przedwczoraj zadzwoniła do mnie kuzynka, usłyszałam: ‘gratuluję’ i podziękowałam. A ona dodała, że głównie gratuluje mi odwagi, bo jestem w ciąży i jestem sama. Tylko wiesz co, ja nie jestem już sama. Ja byłam sama przez większość życia. Za sześć tygodni na świat przyjdzie Zosia, a ja już wiem, że moja samotność właśnie się skończyła. Silna jest z niej dziewczyna, lekarz prognozuje, że będzie miała prawie cztery kilogramy. I uwierz mi, to będą najlepsze dodatkowe kilogramy, jakie udało mi się uzyskać w życiu.


W pułapce umysłu. 10 błędów, które popełniasz w swoim myśleniu

Karolina Krause
Karolina Krause
10 stycznia 2017
W pułapce umysłu
Fot. iStock/mustafaipek34

Całkiem niedawno miałam okazję rozmawiać ze znajomą na temat długości trwania terapii indywidualnej i samego sensu chodzenia do psychologa. „Bo przecież wygadać, to ona się może przyjaciółce”, a tu potrzebna jest pomoc na „już”, „teraz”, „zaraz”. Czy nie lepiej byłoby więc udać się do kogoś, kto przepisze nam odpowiednie tabletki i od razu będzie po sprawie? Oczywiście kwestia tego, kiedy sytuacja wymaga leczenia farmakologicznego, a kiedy terapii, to temat wymagający dłuższego wyjaśnienia, skupmy się więc na tym dlaczego „ta terapia tyle trwa”.

I znowu można by na ten temat napisać książkę, ale w gruncie rzeczy sprawa rozchodzi się o podstawowe błędy myślenia. Każdy z nas w swoim codziennym funkcjonowaniu popełnia określoną ilość takich błędów. W zależności od tego, ile tak naprawdę ich jest (jak bardzo zniekształcone jest nasze myślenie) i w którą stronę się „odchylają”, możemy mówić o względnej normie lub zaburzeniu psychicznym (depresji, nerwicy, narcyzmie itd.). Sposób, w jaki patrzymy na świat: na samych siebie, na innych ludzi, kształtuje się na przestrzeni wielu lat. Nie da się go zatem zmienić od razu, do tego potrzeba czasu i osoby, która będzie potrafiła nakierować nas na właściwą drogę.

Niekiedy udaje się to osiągnąć samemu. Pamiętasz te wszystkie „momenty olśnienia” w swoim życiu? Chwile, w których mówiłaś sobie na przykład, że „od dzisiaj nigdy już nie będę oceniać innych ludzi”? Ważne doświadczenia, wnioski, do których dochodzimy po pewnym czasie, sprowadzają nasze myślenie na właściwe tory i sprawiają, że eliminujemy utrwalone wcześniej błędy. Zobacz ile z nich w dalszym ciągu zdarza ci się popełniać.

10 błędów, które popełniasz w swoim myśleniu na co dzień:

Uogólnianie

Pojawia się, gdy wydaje nam się, że odkryliśmy zasady jakimi rządzi się ten świat i wszyscy jego mieszkańcy. Używamy wtedy wielkich kwantyfikatorów, mówimy że „wszyscy policjanci biorą w łapę”, „jak nie wie jak jeździć, to na pewno baba”, „nikt normalny nie lubi płacić podatków”. Nie dopuszczając przy tym do głosu myśli, że w ogóle mogło by być inaczej. Do tego „każdy wyjątek potwierdza regułę”, zamykając nas w błędnym kole.

Etykietowanie

Odgórne stwierdzenie, że coś (lub ktoś) jest jakieś. To prawdopodobnie najczęściej występujący błąd w naszym mentalnym słowniku. „Ania jest złą matką”, „Maciej jest nieudacznikiem”, „Ale jestem głupia”. Razem z przylepioną sobie lub innym etykietką, zmienia się nasz sposób patrzenia na daną osobę. Etykietowanie często idzie bowiem w parze ze skłonnością do nadmiernego uogólniania. Co sprawia, że zaczynamy przypisywać komuś cechy, których wcale nie posiada. Bo skoro „Adam jest PIS’owcem”, a „Wszyscy PIS’owcy to fanatycy i katole” to znaczy, że już wyrobiliśmy zdanie na jego temat. Mimo, że Adam w wielu kwestiach nie zgadza się postulatami Kościoła.

Myślenie dychotomiczne (fałszywy dylemat)

Zawężanie swojego pola widzenia do dwóch skrajnych możliwości czy sposóbów wyjścia z danej sytuacji (z czego żaden nie wydaje się być w pełni satysfakcjonujący). „Człowiek jest albo dobry albo zły”, „Szklanka jest albo do połowy pełna albo do połowy pusta”, „Jeśli mnie nie posłucha to się rozstajemy”, „Albo będę mieć nudną, ale za to dobrze płatną pracę, albo będę szczęśliwa i biedna”. Nie dopuszczamy do siebie istnienia trzeciej opcji, czegoś „pomiędzy”, bo to zaburzyło by naszą perspektywę, zmusiłoby nas to zrewalidowania naszych poglądów. A to znacznie trudniejsze niż wybieranie mniejszego zła.

Iluzoryczna korelacja

Doszukiwanie się przesłanek tam, gdzie ich nie ma. „To, że mi nie odpisuje, na pewno znaczy, że mnie zdradza”. A, czy przypadkiem nie chciałabyś, żeby właśnie tak było? Mieć powód do tego, by z nim zerwać? Bo przecież nie może być tak, że wszystko między wami dobrze się układa. Wtedy byłoby za dobrze, czyż nie? Dotyczy to zarówno korelacji negatywnych, jak i pozytywnymi.

Te drugie często wiążą się z tak zwanymi uzasadnieniami emocjonalnymi. „Skoro czuje się przy nim tak cudownie, to musi być wspaniały człowiek”.

Personalizacja

To przypisywanie sobie zbyt dużej mocy sprawczej. Wydaje nam się, że bez nas świat się zawali. „Ten dom beze mnie w życiu by normalnie nie funkcjonował.”; „Pewnie powiedziałem coś źle, dlatego się nie odzywa.”, „Jeśli im nie pomogę na pewno sobie nie poradzą.”

Minimalizowanie

Znane powszechnie, jako „fałszywa skromność”. Wydaje nam się, że osoba skromna powinna pomniejszać swoje zasługi. Gdy ktoś mówi nam komplement, albo gratuluje zdanego egzaminu, mówimy: „Tak, ale egzaminator od początku był życzliwy i chciał żebym zdała”. Kiedy w rzeczywistości skromność polega na umiejętności trafnej oceny wartości swoich dokonań i zdolności przyjmowania komplementów. Charakterystyczne dla tego błędu jest to, że zawsze znajdzie się jakieś „ale”.

Podstawowy błąd atrybucji

Czyli coś co zdarza się praktycznie wszystkim. Załóżmy, że jedziemy samochodem na bardzo ważne spotkanie. Jesteśmy już spóźnione więc „przez przypadek” przejechałyśmy na czerwonym. Nie jesteśmy przecież złymi ludzi, zazwyczaj przecież grzecznie stajemy na wyznaczonej linii. A dzisiaj to po prostu „taka sytuacja”. Gdyby jednak to samo zdarzyło się innemu kierowcy, natychmiast wyzwałybyśmy go od piratów drogowych i uznałybyśmy, że takich ludzi powinno się tępić.

Za taki tok myślenia odpowiedzialny jest właśnie podstawowy błąd atrybucji, czyli tendencja do

wyjaśniania własnych „niepoprawnych” czynnikami sytuacyjnymi (zewnętrznymi), za to mówiąc o innych znacznie większą wagę przypisujemy ich cechom osobowościowym (wewnętrznym).

Czytanie w myślach

To pewność, że wiesz co dana osoba myśli, czuje i przeżywa. „Magda myśli, że jest tu najważniejsza.”, „Kasia może się nie odzywać, ale ja i tak wiem, że mój pomysł jej się nie podoba.” Czytanie w myślach powoduje zmianę naszego nastawienia wobec osoby, której myśli właśnie „odczytałyśmy” i reagowanie na to co mówi, według własnych przewidywań. Nie trzeba chyba dodawać, jak fatalne skutki w komunikacji, niesie ze sobą.

Heurystyka dostępności

Wszyscy chcielibyśmy wierzyć, że podejmując decyzję obiektywnie oceniamy prawdopodobieństwo występowania pewnych zdarzeń. Niestety, heurystyka dostępności mówi nam o tym, że jeżeli na przykład zostaliśmy oszukani kilka razy w życiu, będziemy wierzyć, że mamy duże szanse, że znowu nas to spotka (niezależnie od tego w jakiej znajdziemy się sytuacji). Nie oznacza to jednak, że mamy rację – takie rozwiązanie zwyczajnie łatwiej przychodzi nam do głowy.

Efekt ślepej plamki

W kulturze katolickiej można by to przyrównać do widzenia igły w cudzym oku i niedostrzegania belki w swoim. Odnosząc to do naszych błędów poznawczych (myślowych) najczęściej wygląda to tak, iż mimo że zdajemy sobie sprawę z tego ich istnienia i dość wyraźnie widzimy je u innych, sami jesteśmy przekonani, że one nas nie dotyczą. Zanim więc podejmiemy ostatnią decyzję, powinniśmy prześledzić jaki tok rozumowania nas do niej doprowadził. Może się bowiem okazać, że nieświadomie wpadliśmy w sidła tych błędów.


Źródło: takmiedzynami.combrief.pl


„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. A wy? Nie macie żadnych tajemnic przed swoimi przyjaciółmi?

Redakcja
Redakcja
10 stycznia 2017
"Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie"
Mat. prasowe

Pomyślałam: „Czy moi przyjaciele zdecydowaliby się na taką grę”. Cóż we włoskim filmowym hicie:  „Dobrze się kłamie w miły towarzystwie” zabawa w brak tajemnic przybrała dość dramatyczny obrót, choć chyba trudno się nie zgodzić, że nie mogło to być zaskoczeniem.

Ale od początku. U Rocco, który jest chirurgiem plastycznym i jego żony Evy – terapeutki (doskonała w tej roli polska aktorka Kasia Smutniak) na kolacji spotykają się przyjaciele – dwie inne pary i samotny przyjaciel. Kolacja toczy się w sielskiej i jak na zgraną paczkę ludzi, którzy znają się od dawna, w przyjacielskiej atmosferze. Do czasu, gdy Eva – gospodyni kolacji, proponuje, żeby na stole położyć swoje telefony i dzielić się z pozostałymi wszystkimi wiadomościami, telefonami z innymi…

Mat. prasowe

Mat. prasowe

W końcu są przyjaciółmi, wiedzą o sobie wszystko i raczej nie mają przed sobą tajemnic, którymi nie mogliby się podzielić. Czy aby na pewno?

Doskonały film, który w zabawny sposób, a jednak na poważnie rozkłada na części pierwsze nasze relacje, związki, przyjaźnie. To śmiech przez łzy, gdzie reżyser Paolo Genovese pokazuje nam świat, jakim jest naprawdę. Z naszymi kłamstwami, hipokryzją, z przyklejonym do twarzy uśmiechem i założoną maską, z przedstawianiem siebie zawsze w lepszym świetle, niż jesteśmy naprawdę. Gramy role, w których chcielibyśmy, żeby widzieli nas inni, a całą prawdę o nas samych znają tylko nasze smartfony…

00171_PMM1621

Doskonała tragikomedia, z której trudno nie wyjść z refleksją na swój temat, na temat swoich relacji z innymi. Spytaj siebie, czy odważyłabyś się na taką grę wśród swoich przyjaciół? I szczerze odpowiedz sobie na to pytanie. Wnioski najlepiej wyciągnąć samemu.

„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” to we Włoszech filmowy hit 2016 roku, wielokrotnie nagradzany, który możemy zobaczyć już w naszych kinach.

Serdecznie zapraszamy! Może warto się wybrać z paczką przyjaciół?

Mat prasowe

Mat prasowe

 


Zobacz także

Fot. iStock /  Rich Legg

10 filmów, które powinna zobaczyć każda kobieta

Wszyscy chcielibyśmy być bardziej zdyscyplinowani. Badania pokazują, że osobom z wysoką samokontrolą częściej udaje się osiągać sukces w różnych dziedzinach życia.

Jak w zegarku. Czyli problem ze zbyt wysoką samokontrolą

Fot. iStock / Tempura

Narzeczony w wieku ojca. Miłość, której nie jest w stanie poróżnić kwestia wieku ani różnica pokoleń