Gorące trendy we wnętrzach na 2016 rok. Czyli jak ubrać nasz dom, by cieszył i był „na czasie”

Sylwia Smotarska
Sylwia Smotarska
30 października 2015
 

Gorące trendy nie w modzie czy makijażu. Tym razem podpowiadamy jak „ubrać” dom, aby nadal cieszył i był azylem, ale by był też „na czasie”.  Gorące trendy 2016 start.

Eco

Od ładnych paru lat wiedzie prym wśród wnętrzarskich trendów. Coraz chętniej zamieniamy laminowane podłogi na te prawdziwie ciepłe, drewniane. Więcej drewna też w dodatkach, w zabawkach. Tu szczególnie ten fakt cieszy, bo wszechobecny plastikowy kicz kłuje mnie w oczy już od dekady, czyli od czasu, kiedy zostałam mamą.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Danni Murray (@elkandmaple)

  Ekologiczne motywy pokazują się też coraz częściej na ścianach. To na przykład papierowe tapety z czarno białymi brzozami, motyw drewnianych pęknięć czy widocznych sęków. Nikt już nie wmówi nam, że drewniany blat w kuchni czy łazience jest rozwiązaniem mało praktycznym.  Szeroka gama wosków i olejów skutecznie chroni drewno przed wilgocią, pozwala nam długo cieszyć się jego pięknem, ciepłem, energią.  

Eco trend to też kolory. Sporo żółci, brązów, przygaszonych zieleni. Tak, jak by nasz salon, kuchnia czy hol był częścią otaczającego nas ogrodu. Jak gdyby wychodziły na zewnątrz nie tylko za sprawą otaczających nas materiałów, ale też kolorystyki. Nieśmiertelna wciąż pozostaje biel, która została okrzyknięta nawet kolorem roku 2016,  szarość i czerń. Kocham takie kontrastowe zestawienia. Prostota stylu, funkcjonalność, brak przesady.

Loft

Obecny „na salonach” od dawna wciąż jednak będzie się rozwijał i raczył nas oswojonym chłodem. Loft to oswojenie przestrzeni przemysłowych, odrobina surowości czy nawet kontrolowanej „brzydoty”.  Nie bójmy się eksperymentować z tym stylem. Oczywiście na miarę naszych umiejętności i wyczucia. Dla mnie loftowe wnętrze to piękne, skręcane kable nieprzykryte tynkiem, stare, ceramiczne, przekręcane włączniki, miedziane rury i podłączenia z premedytacją widoczne. To także stara, surowa cegła w swym naturalnym kolorze, czysty beton pod stopami i lampy z hydraulicznych złączek oraz spore pole do popisu dla domowych majsterkowiczów i miłośników wszystkiego, co industrialne.

Vintage

Wciąż bardzo modny, więc w przyszłym sezonie nie ma prawa być inaczej. Nadal miło jest pochwalić się przed znajomymi, że stary kredens znalazło się w piwnicy babci lub prababci, postawić w sypialni krawieckiego manekina po ciotce krawcowej, czy zrobić stolik kawowy z 50 letniej maszyny Singer. Im większa kreatywność w odzyskiwaniu materiału i darowaniu drugiego życia, tym piękniej, oryginalniej, lepiej.  

Odkupić można cegły z rozbiórki domu, podkłady kolejowe, deski ze starych stodół (uwaga na azbest! Haha) . Osobiście, jak zawsze, namawiam do zachowania umiaru w szaleństwie. Dużo lepiej wygląda wnętrze łączące w sobie elementy vintage z nowoczesnością niż przearanżowana starymi gratami sypialnia z siennikiem zamiast materaca ☺

Wzory prosto od projektantów

Sporym zaskoczeniem może być nadchodząca różnorodność deseni. Niemal geometryczne wzory wejdą szturmem do naszych wnętrz. Architekci zainspirowali się modą prosto ze światowych wybiegów. Charakterystyczne kratki, kraty, grochy czy pepitki znajdziemy już nie tylko na szalach, podszewkach płaszczy czy spódnicach. Teraz drobna, ceramiczna mozaika może układać się w biało czarną, klasyczną pepitkę w naszej łazience czy holu, a słynna szkocka krata pokrywać ściany w gabinecie czy bibliotece.

 

Wracają też „wałki”, pamiętacie co to? To gumowy pomocnik przy malowaniu ścian, z odpowiednio wytłoczonym wzorem, relikt rodem z czasów PRL-u znów wraca do łask. Dla mnie osobiście to hit i taki lekko sentymentalny powrót do dzieciństwa, pamiętam calutką kuchnię babci w takich właśnie kwiatowych „stemplach z wałka” 😉

Funkcjonalność

Tak moi drodzy, znana sieciówka nie może się mylić, jeśli chodzi o trendy na nadchodzący rok. Meble, którymi najchętniej będziemy się otaczać, będę proste w formie, często ekologiczne, z naturalnych materiałów i przede wszystkim będą pełnić w domach różne funkcje. Kuchenny pomocnik stanie się szybko śniadaniowym stolikiem, kanapa sofą dla gości a pufa podstawką na kwiaty czy „gazetownikiem”. Wszechstronność zastosowań jest na czasie, ma być nie tylko piękna, ale też jak najwszechstronniej użytkowa.  

Splot i aksamit

Kojarzące się z ciepłem i przytulnością, welur i robótki ręczne. Welurowe będą obicia mebli, dywany, pokrowce i narzuty… plecione i oplecione zostaną pufy, abażury, koce. Wszystko po to aby wydobyć z naszych wnętrz ciepło, otulić nas w zimny, jesienny wieczór. Aby dom kojarzył się z kominkiem i gorącą herbatą, z kotem na kolanach i pięknem, aby pozostawał naszym największym azylem.

Nieśmiertelni

Nieprzemijalni i zawsze na czasie: biel, pastele i wszystko co JEST stylem skandynawskim.


Podobno wraca moda na dywany. Hm… chyba nie miałabym nic ciekawego w tym temacie do napisania, nie potrafię też polecić tego typu ozdób na podłogi, bo osobiście jestem ich absolutnym przeciwnikiem. Nie lubię dywanów, jedyne ich zastosowanie jakie mi się w głowie roi to „koci pomocnik w ostrzeniu pazurów”. Nie napiszę też pod powyższym zestawieniem „MUST HAVE”, bo we wnętrzarstwie nic nie jest MUST. Z każdej ramy można wyjść, każde ograniczenie przeskoczyć. MUST być kreatywnie! MUST być tak, jak lubicie.

 


Czekolada, koc i beznadziejność. Uwaga, nadchodzi listopad!

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 października 2015
 

To chyba jeden z najbardziej znienawidzonych miesięcy. Właściwie po co znajduje się w naszym kalendarzu? Czy po październiku nie mógłby od razu przyjść pachnący Świętami grudzień? A te 30 listopadowych dni można by rozdzielić na inne miesiące?

Bo przecież maj mógłby trwać o pięć dni dłużej. I nikt by się nie obraził, gdyby wydłużono lipiec i sierpień. Święta można by było przedłużyć dzięki likwidacji listopadowych dni. Tak, nie cierpię tego miesiąca. I poważnie zaczęłam się zastanawiać nad obywatelskim projektem: „Wykreślmy listopad z kalendarza”. Pewnie problemów z zebraniem podpisów by nie było… No nic, ale to nie w tym roku. Bo listopad tuż tuż i na myśl o nim najchętniej schowałabym się pod kocem. Nic mi się nie chce. Bieganie – bleee, książka – fuj, chętniej sięgnęłabym po grzane wino. I nie dosyć, że wkurza mnie listopad, to jeszcze ja wkurzam samą siebie ulegając jego nastrojowi.

Przyjaciel napisał do mnie ostatnio: „Przewalcz to”. Jasne, łatwo mówić, zwłaszcza jak z zewsząd rozbrzmiewają głosy podobne do tych w mojej głowie: „Mam chu**owy dzień”, „Szkoda, że słońce tylko za oknem” (choć i tak chwała, że jeszcze się pokazuje w ogóle), „Jakoś tak do d**py się czuję”. Słowem beznadzieja i bylejakość.

A gdyby tak raz inaczej? Gdyby podjąć próbę przezwyciężenia listopadowego smęcenia? Czytam, że to miesiąc, w którym zwalniamy, bo tak jak każdy sportowiec, tak my również potrzebujemy czasu na odpoczynek. Ma to sens. W końcu nie możemy cały rok biegać maratonów… Ale jak odpocząć nie popadając w jesienną depresję? Wypisałam sobie listę rzeczy, które pozwolą mi się zrelaksować, ale nie zdołować. Mam zamiar wprowadzić je w życie.

Będę oglądać komedie romantyczne

To w końcu filmy, które nie zmuszają naszego mózgu do specjalnego wysiłku. Lekki i przyjemny – to jest nam potrzebne w listopadzie. Pewnie każdy ma swoją listę takich filmów. Po raz setny można obejrzeć Brigitte Jones, „Lejdis”, „Cztery wesela i pogrzeb”. Albo odgrzać wszystkie sezony „Przyjaciół” – to chyba nawet bezpieczniejsze. Bo przy „Przyjaciołach” nie będziemy płakać nad swoim losem: „Dlaczego mnie taka piękna miłość nie spotkała”, „Może popełniłam błąd zrywając z Wojtkiem/Tomkiem/Krzysiem w podstawówce. Może to on był miłością mojego życia?”. Tak, listopad to czasem zbieranina absurdalnych myśli.

Zamierzam słuchać pozytywnej muzyki

Żadnych tam starych smutków Kasi Kowalskiej, że on mnie traktował jak rzecz, czy o innych nieszczęśliwych miłościach, rozstaniach i cierpieniu. Basta. Pan Jutjub nie sprzyja walce z listopadowym nastrojem, bo zawsze natkniemy się na coś, przy czym zaczniemy ryczeć w poduszkę. I nikogo nie będzie dziwić, że akurat przy Irenie Santor i jej „Kawiarenkach”. W końcu to listopad. Więc poszukam lepiej płyty z pozytywną muzyką. O może ścieżka dźwiękowa do filmu „Mamma Mia”. „You are the dancing queen” i tego się w listopadzie będę trzymać! Tanecznym krokiem w grudzień!

Fot. Pixabay / kaboompics / CC0 Public Domain

Fot. Pixabay / kaboompics / CC0 Public Domain

Wyciągnę z szafy kolorowe ciuchy

Obojętnie czy to szale, chustki, bluzki, buty. Ważne, żeby było kolorowe. Trochę mam z tym problem, bo u mnie króluje jednak szarość, ale czego się nie robi dla poprawy nastroju. Kolorowe apaszki wiszą na pierwszym wieszaku. A zielone, fioletowe i czerwone rajstopy znalazły specjalne, widoczne miejsce w mojej szafie. Co z tego, że szaro buro i ciemno. A ja właśnie tupnę nogą w kolorowym bucie i nie dam się szarości! Nie wiedziałam, że to aż tak zmienia humor na lepszy

Przeczytam książki, która mnie rozśmieszą

Ciężko tu coś polecać, bo każdego śmieszy coś innego. Jednak w listopadzie nie mam najmniejszego zamiaru sięgać po ciężary, które mają mnie uduchowić, zwrócić uwagę na jakiś problem, zmusić do refleksji. Co to, to nie! W listopadzie mam się śmiać. Choćbym miała to robić nad książką kucharską!

Jedzenie wprawi mnie w dobry humor

Mam to szczęście, że dla mnie dobre jedzenie, to nie słodycze. Uff. Bo wiecie, niby czekolada poprawia nastrój, ale może skutecznie go popsuć wiosną, kiedy będziemy się wciskać w ulubioną sukienkę sprzed roku… Szukałam i znalazłam. Czekolada zalecana jest, bo zawiera magnez. Ale na szczęście ma go także szpinak (hmmm tarta ze szpinakiem), fasolka (na szczęście można kupić mrożoną), ryby (mniami) i orzechy, które przecież najlepsze są jesienią. Robię listę zakupów, żeby te rzeczy mieć zawsze w lodówce i móc ugotować sobie pyszny makaron ze szpinakiem. No i żeby się nie frustrować, że w ten beznadziejny listopad nie mam co zjeść. Każdy powód do narzekania, jest przecież dobry.

Mam zamiar spać, ile się da

Jak ja zazdroszczę niedźwiedziom, a w listopadzie zazdroszczę im potrójnie zimowego snu. Bo ja też chciałabym przespać 30 dni, nie wychodzić z łóżka, popijać ciepłą herbatę z cytryną i miodem i nic nie robić. Marzenie ściętej głowy, która w listopadzie syczy: „Widzisz, jak fatalnie, nie możesz nawet pospać”. Każdy argument na pogłębienie doła jest dobry. Więc w tym roku postanawiam uroczyście spać w listopadzie. Nie siedzieć do późna, nie prasować o północy, nie myć podłogi po 23-ej. Odkładam to na lepsze czasy, a teraz idę spać. Wyspać się. Wyleżeć. Człowiek wyspany, to człowiek szczęśliwszy, a szczęście w listopadzie to towar deficytowy.

Muszę się jeszcze zmusić do ruszenia tyłka. Dla mnie ruch to przyjemność, ale ta niemoc… Przełamanie się do założenia butów do biegania i dresu w listopadzie graniczy z cudem. Obiecuję sobie małe nagrody. „Jak pójdziesz pobiegać, to masz lody w zamrażalce do zjedzenia”. W końcu to listopad, miesiąc kiedy nie można odmawiać sobie przyjemności. O i właśnie był listonosz z przesyłką od przyjaciółki, w której znalazłam magiczny krem pod oczy. I cudownie pachnące perfumy. Tak, w tym roku zamienię listopad w przyjemnościopad. A wy? Macie sprawdzone sposoby na jesienną beznadzieję? Podpowiedzcie, z chęcią wprowadzę w listopadowe życie!


„Jestem bezpłodna? Przecież mam już dziecko?”. Jak długo można starać się o ciążę?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
30 października 2015
Dlaczego nie mogę zajść w ciążę?
Fot. iStock / Willie B. Thomas

Ilu macie znajomych, którzy długo starają się o dziecko? A może wy po długim oczekiwaniu zobaczyliście dwie kreski na teście? Pół roku, dwa lata, dłużej? Ile może trwać niepłodność, która nazywana jest czasową? Jak sobie z nią radzić?

Moja kuzynka (pozdrawiam!) podczas swoich 30-tych urodzin rwała włosy z głowy i płakała: „Ja już nigdy nie zajdę w ciążę, nie mam już siły, jak długo można się starać!”.

Znajoma po trzech latach starań, wizyt u różnych specjalistów zdecydowała się z mężem na in vitro.

Przyjaciele ze studiów chcieli drugie dziecko, po półtora roku stwierdzili, że trudno, być może nie jest im pisane.

A jednak każdej z par urodziło się dziecko, naturalnie. Znajoma przed umówionym zabiegiem zrobiła test, okazało się, że jest w ciąży. Dzisiaj ma trójkę dzieci. Podobnie jak wspomniani przyjaciele z czasów studiów. Kuzynka, kiedy jej córka nie miała jeszcze roku zaszła w drugą ciążę – było to dla niej dość zaskakujące biorąc pod uwagę wcześniejsze ponad dwuletnie starania.

Czasowa niepłodność to dzisiaj fachowo nazywany problem z zajściem w ciążę. Jest czymś zupełnie innym niż bezpłodność, co często bywa mylone. Niepłodność można wyleczyć.

Zacznijmy od mózgu

„Kobiety tak boją się ciąży, że potrafią zatrzymać miesiączkę”, mówił mój ginekolog. I dotyczyło to właśnie tych kobiet, które przychodziły do niego płacząc, że nie mogą zajść w ciążę. Gdzie te czasy, kiedy kobiety rodziły po pięcioro, ba ośmioro dzieci? Dlaczego teraz tak bardzo chcemy dziecka i tak bardzo nie możemy go mieć? „Wyłącz głowę, to zajdziesz w ciążę”, mówią. Chyba nic tak nie wkurza kobiety starającej się o dziecko, jak to zdanie. Bo jak to wyłączyć głowę? Nie myśleć? Zwłaszcza, gdy w staraniach zapętlamy się, sprowadzamy seks do czystej prokreacji, a jego częstotliwość wyznaczamy dniami płodnymi. Wiecie, kiedy kobiety najczęściej zachodzą w ciążę? Kiedy z partnerem kupują mieszkanie, budują dom, wyjeżdżają na jakieś fascynujące wakacje. To jest ten moment, kiedy skupiają uwagę na czymś innym niż dziecko i wtedy się udaje. Co dla wielu bywa ogromnym zaskoczeniem. „Trzy lata starań. Kiedy się poddałam, skupiłam na remoncie domu, bach, udało się”, usłyszałam kiedyś od koleżanki.

Pomyślmy o stresie

Według badań TNS* Polacy uważają, że najlepiej zostać rodzicem w wieku 20 – 25 lat. Tyle w teorii. Bo kto z młodych ludzi odważy się na dziecko, kiedy jeszcze studiuje, zaczyna pracę, liczy na awans, podwyżkę. Poświęca wolny czas na nadgodziny w pracy? Oczywiście, że idealnym rozwiązaniem byłoby skończyć studia z trzyletnim dzieckiem. Ono idzie do przedszkola, a my poświęcamy się zawodowej karierze. Z moich znajomych na taki krok świadomie zdecydowały się jedynie dwie pary. Fakt, później im zazdrościłam. Stres, który towarzyszy nam w pracy, gdzie trwa wyścig szczurów, a my musimy udowadniać, że jesteśmy najlepsi, to podstawowy czynniki wpływający dzisiaj na niepłodność.

Specjaliści mówią, że czasową niepłodność można stwierdzić dopiero po roku starań o dziecko. Wcześniej to wypadkowa różnych czynników, częstotliwości seksu, regularności cyklu, a także poziomu stresu. Wiecie, że szansa zajścia w ciążę podczas jednego cyklu wynosi zaledwie 25%. Niedużo prawda? A jednak już przed pierwszą miesiączką biegniemy po test. Czasami warto dać sobie trochę więcej czasu.

Co ze sposobem życia?

Niepłodność czasowa to choroba cywilizacyjna. Chyba mało kto, oczywiście nie licząc specjalistów, zdaje sobie sprawę, że to, jak żyjemy, wpływa na naszą płodność. Siedzący tryb życia, niezdrowa żywność odbijają się na nas długimi staraniami o dziecko. Dziś nie wystarczy powiedzieć: „Chcę mieć dziecko”, do zajścia w ciążę trzeba się przygotować. Przesada? Powiedzcie to tym, którzy starają się kilkanaście miesięcy o dziecko. Na niepłodność ma wpływ nawet to, co jemy, dlatego lekarz mówią,  by zadbać o dietę. Rozszerzyć ją o owoce, warzywa, ryby. Ograniczyć to, co przetworzone. Równie ważna jest aktywność fizyczna, która nie dość, że korzystnie wpływa na nasz organizm, to daje odprężenie, pomaga walczyć ze stresem.

Kto jest winien bardziej: kobieta czy mężczyzna?

Winą za przedłużające się starania o dziecko najczęściej obarczają się kobiety. Być może dlatego, że to w nich budzi się instynkt macierzyński się. „Jestem jakaś wybrakowana. Co jest ze mną nie tak?”, mówią. A czy wiecie, że 40% mężczyzn cierpi na czasową bezpłodność, dokładnie tyle samo co kobiet (20% stanowią nieokreślone medycznie przypadki). Niestety tylko one rozpoczynając starania o dziecko, wykonują badania, zaczynają bardziej o siebie dbać. Panom się wydaje, że oddadzą swoje drogocenne plemniki i reszta sama się zadzieje. A tu klops. Okazuje się, że polskie plemniki ledwo mieszczą się w normie Światowej Organizacji Zdrowia. W jednym wytrysku powinno znaleźć się minimalnie 39 milionów plemników, Polacy mają ich tylko od 40 do 50 milionów, blisko dolnej granicy. Co więcej, młodsze pokolenie w wieku 20 – 40 lat ma o 1/3 mniej plemników niż starsze. I nie chodzi o to, żeby piętnować panów, ale by w staraniach zwrócić uwagę na ich płodność. Mężczyźni powinni również o siebie zadbać. Ich tryb życia ma wpływ na jakość plemników, a tym samym na płodność. Jeśli chcą zostać ojcami, tak jak kobiety powinni zmienić swoje przyzwyczajenia. Pobudzić organizm przez sport, zdrowe jedzenie, ograniczenie alkoholu i pozwolić sobie na odpoczynek.

Problem czasowej niepłodności dotyka obecnie co piątą parę, która stara się o dziecko. I choć 70% Polaków twierdzi, że wie, jak sobie z nią radzić, to nadal słyszymy o nogach trzymanych w górze po seksie, czy piciu syropu na kaszel, który poprawia ph śluzu. Specjaliści podkreślają, że dopiero po roku starań powinniśmy zgłosić się do lekarza. Czy jesteśmy w stanie przez ten czas spokojnie, co miesiąc sprawdzać test wypatrując dwóch kresek? Nie wiem. Jedno jest pewne, niepłodność nie jest wieczna, możemy z nią walczyć, ważne, żeby wiedzieć w jaki sposób.


*badania TNS dla marki dr Bocian


Zobacz także

Jedz, śmiej się, pij alkohol, baw się i żyj. Poznaj receptę na długowieczność złożoną z 53 punktów

„Obyś cudze dzieci uczył”, czyli byśmy we wrześniu bardziej wyrozumiali dla nauczycieli byli

Obóz kitesurfingowy dla mojego dziecka?