Genialne! Zobaczcie, jak zawiązać brzuch na supeł

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
10 kwietnia 2016
Fot. Screen/You Tube
 

Jody Steel jest prawdziwą artystką, na ciele człowieka potrafi namalować właściwie wszystko. To naprawdę dzieła sztuki. A wszystko zaczęło się od tego, że pewnego dnia zabrakło jej papieru do rysowania i w trakcie zajęć wykonała rysunek na swoim udzie. Jej prace obiegły cały świat, Jody zabiera głos w wielu ważnych sprawach, swoimi rysunkami komentuje rzeczywistość.

Ale dzisiaj nie chcemy na poważnie. Jody postanowiła pomalować trochę siebie. Zobaczcie niesamowity efekt jej pracy. Po co nam diety i ćwiczenia. Wystarczy trochę farby, talentu i talia osy gotowa 🙂

Zachęcam was do obejrzenia także innych filmików, w których krok po kroku widać, jak powstają prace Jody Steel. A to dam wam jeszcze jeden przykład, bo naprawdę warto to zobaczyć.


Zjawiała się i odchodziła, gdy zmieniał się kierunek wiatru. Kto dziś nie marzy o takiej niani jak Mary Poppins

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
10 kwietnia 2016
Fot. Screen z Youtube / Full Audiobook
 

Zjawiała się i odchodziła wtedy, gdy zmieniał się kierunek wiatru. Miała parasolkę z rączką w kształcie papugi, a w jej dywanikowej torebce można było znaleźć wszystkie najbardziej potrzebne w danym momencie rzeczy. Na zawsze zmieniła życie Michasia i Janeczki z ulicy Czereśniowej. I ich rodziców także… Jeśli stanęliście właśnie przed wyborem niani, wspomnijcie Mary Poppins, opiekunkę doskonałą, która i dziś przydałaby się w niejednym domu.

Pamiętacie jak zaczyna się ta historia, wymyślona i spisana przez P.L. Travers, dziennikarkę i pisarkę? Chmury pojawiają się na horyzoncie, barometr wskazuje spadek ciśnienia, a admirał Broom ostrzega pana Banksa przed zbliżającą się burzą. Ale to nie burza, to nadchodzi Mary Poppins. Postać, która od osiemdziesięciu lat włada wyobraźnią dzieci. Mimo surowego charakteru i emocjonalnego dystansu na jaki trzyma swoich podopiecznych. To dość niezwykłe, bo jeśli przyjrzycie się tej postaci teraz na nowo, z perspektywy swojej dorosłości, jeszcze wyraźniej zauważycie, że wcale nie jest to miła, dobra wróżka z idyllicznej bajki na dobranoc. A jednak mali czytelnicy ją uwielbiają i marzą o takiej właśnie niani… W czym tkwi fenomen Mary Poppins?

Szczerość w kontaktach z dziećmi

Fot. Screen z Youtube / American Nanny & Parenting Institute Inc.

Fot. Screen z Youtube / American Nanny & Parenting Institute Inc.

Choć w kontaktach z dorosłymi bywa frywolna i nierzadko mija się z prawdą,  Mary traktuje dzieci z najwyższą powagą, bardzo serio. Oczywiście skutkuje to tym, że nieraz jest w stosunku do Janeczki i Michasia szalenie krytyczna. Bez skrupułów powie im, jeśli z otwartymi ustami wyglądają głupio, albo jeśli ich maniery pozostawiają wiele do życzenia. Mary Poppins mówi wprost, ale dzięki temu dzieci ją doskonale rozumieją. Jest też próżna, kiedy oznajmia, że jest „praktycznie doskonała pod każdym względem”, jednak takie wyznania tylko umacniają jej pozycję w ich sercach. Mary nie ukrywa również, że kiedyś odejdzie i powoli przyzwyczaja do tej myśli dzieci.

Zasady

Prawdopodobnie nigdy wcześniej nie wprowadzono ich do domu Janeczki i Michasia. Wraz z pojawieniem się Mary, ich świat zaczyna być uporządkowany. Dyscyplina, zawsze uzasadniona, służy nauczeniu dzieci samodzielności, uprzejmości i odpowiedzialności za podejmowane przez nie decyzje. Pod wpływem Mary, Michaś i Janeczka zaczynają zachowywać się odpowiednio w towarzystwie i odczuwać potrzebę opiekowania się słabszymi, w tym własnym młodszym rodzeństwem.

Charyzma

Fot. Screen z Youtube / DisneyMusicVEVO

Fot. Screen z Youtube / DisneyMusicVEVO

Mimo tego, że bywa oschła i nieuprzejma, dzieci zabiegają o jej uwagę, a nawet ją uwielbiają. Mary Poppins staje się z czasem dla nich tak ważna, że z obawą oczekują jej odejścia. Jest przy tym tak zdroworozsądkowa i przekonana o słuszności swojego postępowania, że nawet państwo Banks nie mają odwagi się jej sprzeciwić. To zabawne z jakim lekceważeniem i arogancją Mary traktuje nie tylko swoich pracodawców, ale także urzędników czy przedstawicieli prawa, wzbudzając tym szacunek i uznanie. Prawdopodobnie dziś z takim podejściem trudno byłoby jej utrzymać posadę…

Magia nie do końca oczywista

via GIPHY

Choć Mary przychodzi „z góry”, z nieba, jej wrażliwość jest mocno „przyziemna”. Od samego początku zmagamy się z dylematem na ile to postać z krwi i kości, realna, prawdziwa osoba, która ma jakieś marzenia, uczucia albo przeszłość, a na ile nie dająca się zamknąć w żadnych schematach czarodziejka.

Jedyną jej cechą ludzką zdaje się jednak tylko próżność. Mary nie jest sentymentalna, nie chce niczego, bo ma już wszystko, czego zapragnie. Zjawia się w konkretnej rodzinie, gdy ma zadanie do wykonania, a potem znika pozostawiając po sobie pustkę. Ma magiczną parasolkę, która przenosi ją tam, gdzie niania chce się znaleźć i wygląda dziwacznie: jest chuda i koścista, ma lśniące, czarne włosy, duże ręce i nogi oraz małe, lekko wytrzeszczone niebieskie oczy. Nieustannie pociąga nosem, potrafi wjechać na piętro po poręczy schodów, odlecieć na parasolce i spaść prosto z nieba. Pytana przez dzieci o swoje magiczne zdolności zawsze zaprzecza. A jednak zwykła codzienność przy niej nie istnieje, bo każdą, nawet najbardziej prozaiczną czynność Mary potrafi zmienić  w niezwykłą przygodę.

Być może nieco dziwna, wyniosła postać Mary Poppins powstała po to, by zasugerować nam, że miłość i wyrozumiałość to dwie różne rzeczy? Lub, że czasem miłość kryje się pod pozorami chłodu i obojętności? Czy zasady tej nieco dziwnej niani sprzed prawie 100 lat sprawdziłyby się w naszych domach…?

P.S. Dla mnie Mary Poppins to jedno z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa. Najpierw poznałam książkę P.L. Travers, którą czytała mi mama zawsze, gdy byłam chora. Początkowo Mary była tą troszkę przerażającą, surową damą z książkowych ilustracji. A potem już na na zawsze zyskała śliczną twarz Julie Andrews z musicalu wyprodukowanego przez Walta Disneya. Całą historię powstania tej kultowej produkcji (oraz motywy stojące za napisaniem książki) możecie poznać w filmie „Ratując pana Banksa”. Oficjalny zwiastun możecie obejrzeć tutaj.


“Nie narzekaj, wstań i zrób coś więcej. Ja zdobyłam Kilimandżaro” O sile kobiety, która rodzi się po walce

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
10 kwietnia 2016
Fot. Stowarzyszenie Kilimandżaro/Arch. prywatne

Wyobraź sobie taką sytuację, myślisz, że już nic cię w życiu nie czeka. Że jest nudno, smutno, męcząco. Albo zwyczajnie. Nie musisz przeżywać dramatów. Po prostu czujesz brak. To jedna opcja. Jest też druga– jesteś szczęśliwa, ale czujesz, że chciałabyś zrobić więcej. Niezależnie od tego, że masz partnera i fajną pracę, może dzieci.

Ale życie nie ma za bardzo sensu, gdy nie stawiasz sobie wyzwań. I twoje wyzwanie to nie może być (wciąż) nauczenie dziecka matematyki, jazdy na nartach, posprzątanie domu, kolejny szczebel w karierze. W końcu oszalejesz. Wiem co mówię.  Kilka lat temu byłam na takim etapie. Wtedy możesz się zapaść i pogrążyć albo wreszcie zrobić coś dla siebie. To od ciebie zależy, która drogę wybierzesz. Gdyby ktoś mi kilka lat temu powiedział: będziesz podróżować i spać w hostelach, w metalowym łóżku za 7 dolarów za noc, i to będzie luksus– nie uwierzyłabym. Nie uwierzyłabym, że będę spać w namiotach, bez łazienek– z dziesięcioma innymi kobietami, które jak ja postanowiły zdobyć Kilimandżaro, Ararat czy inny wulkan. Więc nie myśl, że życie nie jest zaskakujące – ono jest cholernie zaskakujące. Ale czasem musisz przestać czekać i po prostu zrobić coś sama.

Szukaj swojej góry do zdobycia

To naczelne hasło naszego Stowarzyszenia Kilimandżaro. Nie musisz od razu się wspinać. Dla jednej góra to Demavend w Iranie, dla innej nurkowanie nad Pacyfikiem, dla trzeciej psychoterapia, nauka języka czy szydełkowanie. Nie mów, że nie masz warunków. Jedna z nas, ofiara przemocy domowej, zapisała się na karate, wyprowadziła z domu.  Chociaż przez lata  mąż decydował czy może wyjść, pracować, których używać kosmetyków. Miała dość płaczu dzieci przez całą dobę. Powiedziała: moje dzieci będą miały silną matkę. Podniosła się.

Fot. Stowarzyszenie Kilimandżaro/ Arch. prywatne

Fot. Stowarzyszenie Kilimandżaro/ Arch. prywatne

Nie mów, że nie masz pieniędzy. Znam kobiety, które biorą dodatkowe zlecenia, kredyty, zapożyczają się, żeby zdobyć tę swoją „górę”. To nie kaprys. Jest motywacja– znajduje się reszta. Jedna z moich koleżanek, która ma gospodarstwo chodziła od domu do domu i sprzedawała jajka, żeby uzbierać na wyprawę. Tak bardzo jej zależało, żeby z nami iść.

Czasem pytają się nas? Dlaczego akurat wulkany? Po co na nie wchodzimy? Śmiejemy się: bo wulkan jest jak kobieta.

Ale przecież nie zaczęło się od gór. Spotkałyśmy się na szkoleniach aktywizujących kobiety 50 plus. Wiele z nas miało pracę, przez lata dobrze funkcjonowałyśmy, a potem katastrofa. Zwolnienia, upadające firmy. W w tym kraju kobiety po pięćdziesiątce nie mają możliwości. Może inaczej: rynek nie daje im możliwości. Musimy same je sobie znajdować. Ta „góra” to dla wielu z nas było na początku poszukanie dla siebie nowej drogi zawodowej, uniezależnienie się od męża, wyjście z domu, poczucia, że możemy.

W końcu prezeska i założycielka stowarzyszenia, Ewa, rzuciła: „A może tak naprawdę Kilimandżaro?”. Któraś zaoponowała: „Bądźmy racjonalne”. „Całe życie byłam racjonalna. Dość”. Więc zobacz, możesz wymyślić sobie co tylko chcesz. My tak zrobiłyśmy. W 2009 roku weszłyśmy na Kilimandżaro.

Wcześniej zaczęłyśmy regularnie ćwiczyć, biegać. Co czwartek spotykałyśmy się w klubie fitness, co weekend w warszawskim Kampinosie gdzie chodziłyśmy z kijkami. Zaczęłyśmy coś robić. Może ty też musisz coś zacząć?

Fot. Stowarzyszenie Kilimadżaro/ Arch. prywatne

Fot. Stowarzyszenie Kilimadżaro/ Arch. prywatne

Szukaj innych kobiet

W grupie raźniej. Inne kobiety są motywacją, inspiracją. Kiedyś kobiety spotykały się na wspólne szydełkowanie, pranie, cokolwiek. Nieświadomie stawały się dla siebie grupą wsparcia. Kobiety bez tego są uboższe. My nie tylko się razem wspinamy. Niedawno jedna z nas miała urodziny, zorganizowałyśmy jej  imprezę, kupiłyśmy piękną bieliznę, „przerabiałyśmy” ją. „No taka jesteś piękna, wydobądź to” przekonywałyśmy ją.

Cytat z naszej strony: „Zrzeszyłyśmy się na początku, by wspierać się w drodze na „własne życiowe Kilimandżaro”. Z kobiet prowadzących domu i wychowujących dzieci stałyśmy się osobami aktywnymi  zawodowo”. Nie wiem czy zrobiłybyśmy to bez siebie.

To wsparcie ważne jest też w górach. Uczysz się na czym polega prawdziwe poleganie na sobie. Nie tylko wtedy, gdy jest wygodnie, pasuje, ale gdy któraś jest w kryzysie. A w górach to normalność. Wschodu słońca nie widać, idziemy którąś godzinę, na wysokości nie możesz oddychać, dusisz się. Jedne znoszą to lepiej, drugie gorzej. Zdarzają się omdlenia, normalne jest to, że się wymiotuje, boli brzuch, głowa. Często te najsilniejsze okazują się na wysokości najsłabsze. Czarno na białym widzisz co ty potrafisz zrobić dla kogoś. Czy będziesz szła wolniej, męcząc się bardziej, by wspierać inną kobietę? Czy postawisz tylko na siebie, żeby wygrać? Wieczorem wymasujesz koleżance nogi, czy pójdziesz sama na kolację, bo umierasz z głodu.

Zawsze masz coś do dania  

Tego się tu uczymy. Koleżanka Agnieszka zna doskonale hiszpański. Podczas ostatniej wyprawy na Orizabę w Meksyku była naszym przewodnikiem. Ta wyprawa nie udałaby się gdyby nie ona.

Fot. Stowarzyszenie Kilimadżaro/ Arch. prywatne

Fot. Stowarzyszenie Kilimandżaro/ Arch. prywatne

Zawsze, gdy nowa kobieta trafia do naszego stowarzyszenia pytamy: co możesz nam dać. Nic wstydliwego i niestosownego w tym. Poznajesz swoją wartość, czujesz się potrzebna i nagle rozumiesz, że ty masz coś do dania– bo właśnie znasz języki, bo jesteś obrotna i znajdziesz sponsora, bo robisz piękne projekty graficzne. Czujesz moc.

Poznaj swoje ograniczenia

Wszystkie je mamy. Nie idziemy do przodu jeśli nie widzimy tych swoich ograniczeń, nie pracujemy nad nimi. Góry obnażają ograniczenia ciała, ale nie tylko przecież. Na początku jest jeden krok, jeden oddech, potem jeden krok, dwa oddechy, a potem robisz jeden krok i oddychasz osiem razy. A raczej próbujesz złapać powietrze. Zimno do szpiku kości. Pewnie, że chcesz się poddać. Ja, gdy wchodziłyśmy na Kilimandżaro, na wysokości 5600 metrów zaczęłam do siebie kląć: „czy ja, k…., zwariowałam? Czy ja tak lubię te góry, żeby tu włazić?”. Walczysz ze swoim ciałem.

Potem rozumiesz, że w życiu nieustannie natykasz się na swoje ograniczenia. Co z nimi robisz? Jak się zachowujesz?

Pokonaj ograniczenia 

Czy wiesz, że z kilkunasty tysięcy turystów, którzy co roku próbują wejść na Kilimandżaro szczyt zdobywa co szósty? Droga jest pokryta wulkanicznym płynem, dlatego idzie się w nocy, gdy pył jest jeszcze zamarznięty. Na Orizabę też dochodzą nie wszyscy. Dzień przed atakiem szczytowym siedziałyśmy w schronie ( taka baza). Widzę młodych, silnych mężczyzn. Oni już są dzień po wejściu. Myślę: Rany, jacy mocni faceci. Od przewodnika słyszę: ten nie wszedł, ten nie wszedł, ten też. Łapię się za głowę: to jak my mamy wejść?

Fot. Stowarzyszenie Kilimadżaro/ Arch. prywatne

Fot. Stowarzyszenie Kilimadżaro/ Arch. prywatne

Ale weszłam. Już wiedziałam: nie wolno patrzeć w górę. Szczyt wydaje się tak blisko, ale to tylko złudzenie. Patrzysz w górę– jesteś skończona. Patrz w ziemię, skupiaj się na każdym kroku. Masz drgawki, trzęsiesz się, czujesz każdy mięsień. Jedna z moich koleżanek na około 1000 metrów przed szczytem powiedziała: nie dam rady, idź. Wymiotowała, wcześniej zemdlała. „Zejdę z tobą, obiecałam” mówię. Choć widzę szczyt, mam tyle mocy. „Idź” mówi mocno ona. Sama się podnosi i powoli stawia kolejne kroki. Ostatnie kilka metrów wczołguje się. Na górze płaczemy, łzy lecą ciurkiem, choć gówno widać, odpoczywamy w jakiś ciemnościach. Ale ten wschód, który zobaczymy jest warty wszystkiego. „Boże, udało się”.

Uczysz się też czegoś o życiu: nie możesz się poddawać, czasem lepiej iść wolniej, ale dojść do celu, to normalne, że boli. Robisz wszystko dla tego wschodu. I satysfakcji. Czujesz moc. Ty nie dasz rady?


Tekst powstał na podstawie rozmowy z Elą Kosim ze Stowarzyszenia Kilimandżaro


Zobacz także

„Każdy koniec jest początkiem czegoś nowego”

Chcesz zresetować zegar biologiczny? Spróbuj jeść w innej porze dnia

Lista osób, którymi warto się otaczać. Czy masz je blisko siebie?