Gdybyśmy wiedziały dzisiaj to, co wiedzieć będziemy za 30 lat… Pięć podstawowych zmian, których warto dokonać w życiu

Michalina Grzesiak
Michalina Grzesiak
2 listopada 2016
Fot. iStock / Tverdohlib
 

Mam młode ciało i jędrną twarz. Względnie. Mam włosy jeszcze w jednym kolorze i większość zębów. Nie potrzebuję asysty przy wychodzeniu z domu i na pewno nie zgubię się w rodzinnym mieście. Nie zapytam przypadkowych ludzi jak się nazywam i gdzie szłam, czy wiedzą. Dzieci własne mnie szanują. W grach słownych nadal wiem, o czym mówią i rozeznaję się w slangu. Mniej więcej, ale nie błądzę. Jednak starość, która czeka na mnie na końcu z ciepłym obiadem i pościelonym w świeżą poszwę łóżkiem do spania na zawsze, jest jedną z rzeczy, której boję się jak totalnego zapomnienia. Że byłam, że na tym przystanku wsiadałam, tam wysiadałam, tutaj kupowałam gazetę, lubiłam piosenki Maanamu. Jestem teraz tu, jutro tam. Dzisiaj młoda, jutro wspomnę osiągnięcia.

Jest jednak w przemijaniu magia. Wyrównuje wszystkie mankamenty starzenia i uzupełnia braki jak dobrze zbilansowana dieta. Nie można przecież umrzeć nie wiedząc o życiu nic. Nie można odejść w jesień i nie wspomnieć, że co jak co, ale ta kobieta była mądra, cwana, pyskata, rezolutna, głupia jak but, bezczelna. Obgryzała paznokcie, dziwnie wypowiadała słowa, hodowała piękne paprocie, miała zdolność rozszyfrowywania intencji. Że była jakaś. Gdybym miała szansę na miesiąc cudu i w trzydziestoletnie ciało mogła wpakować kilka cech staruszki, wypchać głowę poglądami i reakcjami, nie zapomniałabym o kilku najważniejszych.

Priorytety

Chciałabym zmienić priorytety. Teraz, nie później, kiedy zrozumiem, że szacunek do rodzinnych kolacji był  ważniejszy niż służbowy wyjazd. Nie później, kiedy za późno. Nadałabym rzeczom ważnym ważność i zeszła z tego pieprzonego piedestału trzydziestolatków, pań i panów świata. Zdjęła z głowy diadem władców idealnego czasu na życie, jedynie słusznych żartów, wysublimowanego języka. Już nigdy nie powiedziałabym do matki, że nic nie rozumie tak, że ona czuje się po tym jak zero. Jakby nie miała prawa zdania innego niż moje.

Przestałabym się bać o doczesne wyzwania

Gdybym mogła wybrać chciałabym przestać się martwić. Uwolnić łeb od ustaleń, kalkulacji, wywoływania małych armagedonów. Co z pracą, co ze zdrowiem, czy jutro też będziemy mieli pieniądze. Dam radę wychować dzieci na dobrych ludzi? Czy wybrana droga prowadzi mnie do czegoś dobrego? Starość oczyszcza uświnione półki w głowach i doskonale zna wartość każdej myśli, której nie marnuje na bezsensowne dywagacje. Nie ma na nie czasu. Starość otwiera oczy i na podstawie przebytego życia zestawia wydarzenia tak, że nagle nic nie ma żadnego znaczenia stojąc obok wyższych  uniesień. Obok samotności. Obok przemijania. Obok intensywności przekazywania rodzinie, że jest najważniejsza na świecie. Na końcu wszystkie problemy dostają status „przeczytane”. Jak maile w spamie, do wyrzucenia. Nieważne będą błahe gdybania, gdy postawi się je obok najsilniejszego przeciwnika – śmierci. Gdybym mogła na chwilę wyczyścić mózg z lęku i nareszcie zacząć oddychać…

Wdzięczność

Nauczyłabym się dziękować za małe dary. Nie ma drugiej takiej mocy jak wdzięczność w oku prababć siedzących w pierwszych ławach na chrzcie prawnucząt. Nie ma innej, większej radości niż ta, że doczekały ich ślubu, że poczuły jeszcze zapach dzieci tychże dzieci. To są ułamki sekund, kiedy powinniśmy dziękować, a których nie dostrzegamy bez bardzo grubych szkieł w opuszczonych na nosie okularach zakładanych na starość. Kiedy widzę prababcię moich dzieci, która ledwo utrzymuje je na rękach, to przeszywa mnie niewytłumaczalny rodzicielski obowiązek wsadzenia syna i córki w te dwie pomarszczone dłonie. Z każdym „przyjedźcie jeszcze kiedyś do babci” przeszywa dreszcz tajemnicy ważności zdarzeń, którą ona posiadła, a ja jeszcze nie. Może coś przeczuwa. Może już wie. Gdybym mogła chciałabym być wdzięczna. Bardziej wdzięczna.

Odejścia

Przydałoby się w ciele młodej kobiety posiąść też dar zrozumienia umierania i większą siłę godzenia się z nieuchronnym. Teraz, nadal w tym niepotrzebnym diademie, nadal nadmuchana dumą trzydziestolatki myślę sobie NIESPRAWIEDLIWE. Wrzeszczę NIE ODCHODŹ. Błagam NIE UMIERAJ. A gdyby się zatrzymać i zastanowić, pogodzić patrząc na systematycznie znikające z ulic koleżanki babci, kolegów ze szkoły i partnerki do sobotniego koniaku, to o ile łatwiej byłoby spakować swoje torby i zamknąć za sobą drzwi. Chciałabym osiągnąć ten stan radości wynikającej z wypełnienia misji, a nie rozpaczy po utracie sternika.

Świadomość

Finalnie chciałabym zachłysnąć się świadomością w każdej dziedzinie. Nie tytułem, nie nadprogramowymi umiejętnościami, nie nieokiełznaną wiedzą. Świadomością, która pomogłaby przeskoczyć niektóre etapy życia w bardziej przemyślany sposób. Zrobiłaby z dorosłej dziewczynki dorosłą kobietę.

Z szacunkiem do mijania i pochylona nad grobem dziadków zostawiam was z burzą myśli, mam nadzieję planem działania od teraz, myślę sobie… z szerzej otwartymi oczami. Warto szanować starość i doceniać jej umiejętności. Bądźcie szczęśliwi.


Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiada na artykuł o alimentach: „Pani redaktor, nasze propozycje są konkretne i skuteczne”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
2 listopada 2016
Fot. iStock/AleksandarNakic
 

Uderz w stół a nożyce się odezwą. I dobrze. Powiedziałabym nawet, że bardzo dobrze, ponieważ na artykuł o zmianach rządu w prawie alimentacyjnym, które wyglądają na zmiany jedynie kosmetyczne zareagowało Ministerstwo Sprawiedliwości zwracając się z prośbą o umieszczenie ich komentarza do artykułu. Niniejszym to czynimy, bo każdy głos w ważnej i dotyczącej wielu osób – tych po jednej stronie, czyli dzieci i tych po drugiej – czyli dłużników alimentacyjnych, jest niezwykle istotny.

 

„Szanowna Pani Redaktor,

Tak samo Pani, jak ja, kochamy dzieci i chcemy dla nich jak najlepiej, to nie ulega najmniejszej wątpliwości, prawda? Dobrze jednak wiemy, że zdarzają się sytuacje, w których rodzice muszą się rozstać. W takich momentach powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że jeśli kochamy nasze dzieci, to  musimy zapewnić im byt. By miały co jeść i w co się ubrać.

Publikując tekst „Alimentacyjny absurd goni absurd, a rząd myśli, że dokonuje przełomu. Śmiech na sali, proszę Państwa” (Oh!me.pl, 20 października 2016 r.) z pewnością kierowała się  Pani szlachetną troską o dobro najmłodszych, a także oburzeniem wobec postawy tych, którzy zaniedbują podstawowe obowiązki wobec własnych dzieci.

Nam w Ministerstwie Sprawiedliwości również towarzyszą takie odczucia. Płacenie na własne dzieci to powinność nie tylko matki i ojca, ale także konstytucyjny obowiązek państwa. I państwo chce chronić i otaczać opieką nasze pociechy. Dlatego powstał projekt ustawy, który umożliwi skuteczne egzekwowanie alimentów.

W pierwszym zdaniu pisze Pani: „Polska to raj dla tych, co nie mają zamiaru płacić alimentów”. To zawstydzająca dla polskiego państwa prawda. Nie może być dłużej tak, że skuteczność ściągalności alimentów wynosi obecnie w Polsce około 20 proc., a blisko połowa postępowań wszczętych wobec rodziców uporczywie uchylających się od ich płacenia została umorzona. Chcemy to zmienić. Właśnie w trosce o dzieci, które są naszym najcenniejszym wspólnym dobrem.

Pani redaktor, nasze propozycje są konkretne i skuteczne.  Nie możemy więc zgodzić się twierdzeniem, że „to co się dzieje wokół prawa alimentacyjnego tchnie nadzieją w tych wszystkich, co płacić nie chcą i nie zamierzają”.

Nie mamy najmniejszych wątpliwości, co do Pani dobrych intencji. Jesteśmy jednak przekonani, że jedyną przyczyną nieuzasadnionej krytyki może być niepełna znajomość naszych propozycji.

A więc po kolei. Pisze Pani: „Załóżmy – dziecko nie dostaje alimentów przez trzy miesiące. Pełnomocnik dziecka, czyli drugi z rodziców zgłasza ten fakt i… czeka. Na co? Na pewno nie na pieniądze. Bo, by podjąć jakiekolwiek czynności zgodnie z proponowanymi zmianami, najpierw prokurator musi się zorientować, czy są zaspokojone podstawowe potrzeby dziecka. Dopiero, gdy okaże się, że dziecko chodzi głodne, nie ma gdzie mieszkać i w co się ubrać, prokurator podejmie działania.”

Tak nie będzie. Prokurator wcale nie będzie musiał stwierdzać, czy są zaspokajane podstawowe potrzeby dziecka. Wystarczy samo to, że dług alimentacyjny przekroczy sumę trzech należnych świadczeń okresowych (najczęściej miesięcznych). Wtedy taki dłużnik „z automatu” stanie przed obliczem prokuratora i będzie mu grozić rok więzienia.

Stwierdzenie zaś dodatkowych okoliczności, świadczących o ciężkim położeniu dziecka, będzie miało znaczenie jedynie dla ewentualnego wymierzenia wyższej kary – do dwóch lat więzienia.

Jeśli chodzi o pieniądze, to właśnie dzięki proponowanemu przez Ministerstwo Sprawiedliwości rozwiązaniu, mogą one szybko trafić na zaspokojenie potrzeb dziecka. Wezwany przez prokuratora dłużnik dostanie bowiem swoistą „propozycję nie do odrzucenia” – jeśli w całości ureguluje alimentacyjną zaległość, dopiero wtedy uniknie odpowiedzialności karnej. Pisze Pani o takich typach, którym „nie brak cwaniactwa, sprytu i ironicznego uśmiechu, którym śmieją się byłym żonom, dzieciom i państwu w nos”. Co zrobi teraz tego rodzaju cwaniak, który do tej pory ukrywał dochody, by nie płacić alimentów? Gdy stanie przed groźbą trafienia za kratki, uśmiech raczej zniknie mu z twarzy i „spod ziemi” wyciągnie pieniądze na alimenty.

Niepokoi się Pani również tym, że spraw alimentacyjnych będą „setki tysięcy”, że nasz system prawny tego nie udźwignie, a gdy „delikwent” trafi do więzienia, nie będzie miał kto dać dziecku alimentów. Są to obawy grubo na wyrost. Spraw alimentacyjnych wcale nie musi być więcej niż obecnie. Nowe przepisy obejmą tylko te sytuacje, które będą miały miejsce po wejściu w życie ustawy. Nie uderzą też w tych, którzy nie płacą alimentów, ponieważ sami są w prawdziwej biedzie, spowodowanej np. bezrobociem. Sądy mogą zostać wręcz odciążone, bo dłużnicy korzystać będą z przedstawianej im przez prokuratora możliwości uniknięcia kary, jeśli spłacą zaległości.

Proponowane przez nas rozwiązania dotyczą tylko tych rodziców, których stać na płacenie alimentów, ale uchylają się od tego obowiązku z przyczyn nie dających się zaakceptować moralnie ani społecznie. Kara sprawiedliwa – to kara nieuchronna. I tak będzie, gdy przepisy wejdą w życie. Dłużnicy nie będą mogli oszukiwać swoich dzieci i bezczelnie unikać płacenia świadczeń alimentacyjnych.

Nie ma przy tym niebezpieczeństwa, że osoby skazane za niepłacenie alimentów trafią od razu do zakładów karnych i zapełnią więzienia. Skazani na karę pozbawienia wolności nie muszą przecież odbywać kary w więzieniu. Będą podlegać dozorowi elektronicznemu i normalnie pracować. Wdrażamy też program pracy więźniów, w którym w pierwszej kolejności uczestniczyć mają osoby z obowiązkiem alimentacyjnym. Nie będzie więc tak, jak Pani przypuszcza, że matka martwi się za co kupić dziecku buty na zimę, „za to ojciec – ciepło, w więzieniu, najedzony, oprany, książki sobie w więziennej bibliotece poczytać może w ciszy i spokoju”. Tacy ojcowie będą pracować i płacić na dzieci, choć nieco w innych okolicznościach.

Twierdzi Pani, iż nic nie zrobiliśmy z sytuacją, że wystarczy zapłacić na dziecko 10 zł miesięcznie, by – w mocy prawa – uchodzić za rodzica, który nie uchyla się od obowiązku alimentacyjnego. Eliminujemy takie cwaniactwo! Będzie wręcz przeciwnie. Nie wystarczy zapłacić na odczepnego 10 zł miesięcznie, gdy należność wynosi – załóżmy – 2 tys. zł. Bo gdy dług przekroczy 6 tys. zł (suma trzech należnych świadczeń), o dłużnika natychmiast upomni się prokurator.

Apeluje Pani, by wreszcie ktoś wysłuchał, z czym zmagają się matki (bo to one zazwyczaj zostają z dziećmi), gdy ojciec unika płacenia alimentów. Żeby wreszcie głos tych kobiet potraktować poważnie, otworzyć szerzej oczy i zobaczyć, że „ w tej sprawie najważniejsze jest dziecko, a nie dorosły i o dobro tego dziecka zacznie się w końcu dbać, a nie złodziei i dłużników”. My odpowiadamy na ten apel, Pani redaktor. Słyszymy każdy głos. I kobiety, i mężczyzny, którzy zostali sami z dziećmi, a ich partnerzy nie chcą płacić alimentów. Każdy z tych głosów  jest tak samo ważny. Jednak najważniejsze są dzieci.

Mamy nadzieję, że publikacja naszych uwag na internetowych łamach Oh!me.pl rozwieje wszelkie wątpliwości i przekonana Państwa Czytelników do proponowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmian. Dla dobra dzieci. Bo jeśli je kochamy, to dbajmy o nie, przede wszystkim w sytuacjach, gdy rodzice nie mogą być już razem. Wykażmy się przy tym  dojrzałością. Proponowane zaś przez Ministerstwo Sprawiedliwości przepisy spowodują, że ci, którzy nie płacą alimentów nie będą się już śmiali państwu w twarz i uciekali od rodzicielskiej powinności.

 

Z wyrazami szacunku,

Wioletta Olszewska

Naczelnik
Wydział Komunikacji Społecznej i Promocji
Ministerstwo Sprawiedliwości”

 

P.S. Pozostaje nam liczyć na to, że faktycznie sytuacja na dziś dość wygoda dłużników alimentacyjnych naprawdę zacznie się zmieniać na korzyść ich dzieci…


#poswojemu, kobiety wiedzą to od dawna! Najlepsze designerskie triki z rzeczy kupionych w IKEA

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
2 listopada 2016
Fot. Materiały prasowe

Kto nie ma w swoim domu chociaż jednego (a raczej dziesięciu 😉 ) przedmiotów z Ikea? A kto nigdy nie siedział na nieśmiertelnej Beddinge…? No właśnie! I bardzo dobrze. Bo Ikea znamy i kochamy od dawna. I guzik prawda, że oklepane, że taśmowe, bla bla bla. O nie, kochani, bo to, co kupujesz to jedno, a jak to wykorzystasz, to drugie!

Ikea właśnie postanowiła połechtać swoich kreatywnych klientów i akcją #poswojemu podbiła nasze serca. Bo od dawna krzyczymy, że design wcale nie musi być niedostępny, i że design nie zaczyna się w żadnym katalogu czy projekcie – tylko w naszych rękach.

Ja osobiście jestem fanką majsterkowania i ochoczo podbieram do swojego „M” triki podpatrzone lub znalezione w sieci, a zastosowanie rzeczy w zupełnie innym, „zakazanym” miejscu, niż to, do którego zostały stworzone – to moja słabość. Dlatego dzisiaj podglądamy, co Ikea proponuje tym, którzy nie boją się meblować trochę inaczej. I co można „ukręcić” z rzeczy, z popularnego szwedzkiego marketu. Będzie się działo – od banalnej szklanki po ścienny design dla odważnych!

Zobaczcie!

Szklanka

Ot co. Zwykła szklanka. Można pić z niej wodę, albo…

px331066_i

 – Używać zamiast nudnych plastikowych kubków na przybory piśmiennicze czy rysunkowe…

px331067_i

– Serwować w niej desery, po co komu pucharki, które zajmują miejsce, kiedy są szklanki?

px331065_i

– Używać zamiast wazonu… albo postawić do góry dnem i zrobić sobie z niej mini szklarnię na zioła lub małe kaktusy. Można o wiele więcej, z pewnością znajdziecie własne zastosowanie szklanki w swoim domowym designie.

Skrzynka

Rzecz piękna i niedoceniona! Bo skrzynki już dawno pokochaliśmy, ale była to miłość ślepa! Pora na szersze zastosowanie.

ph136489_i

– Do sortowania odpadów w kuchni

ph134939_i

– Jako stolik kawowy? Dlaczego nie.

px031063_i

 

– Regał.
ph129196_i

– Do wykonania wózka kuchennego albo mini baru.

ph132600_i

– Do przechowywania, zamiast plastikowych pojemników.

ph127198_i

– Jako uroczy bagażnik rowerowy w stylu Vintage!

Regał

Najprostszy. Drewniany. Dokładnie taki, który jako ten „najtańszy” ląduje w piwnicy i gości na sobie słoiki z kiszonymi ogórkami na zimę. A co jeszcze taki regał potrafi?

px131063_i px131061_i

– Może zamienić się w garderobę…

Sztuczne rośliny

Nie w doniczce, nie na balkonie, ani wazonie. Jakoś mamy w sobie wstręt do tzw. sztucznych kwiatków. Ale gdyby nie były to kwiatki, tylko rośliny. Do tego naprawdę przypominające do złudzenia te prawdziwe (nawet w dotyku jakieś takie „nieplastikowe”) i…

pe293492_i

… obrosły ścianę? Robi wrażenie prawda?

px131067_i px131064_i

Lampa biurkowa albo z klipsem

Tu naprawdę można zaszaleć. Bo takie lampki z uchwytem (choć przeznaczone na biurka) doskonale wypełniają przestrzeń w nietypowy sposób!

15-06-16 Please Clean Up and Crop like PE614866. // Gustav

– Zamiast nudnych „ledów” i „halogenów”, których namiętnie używamy nad/pod/i w szafkach, półkach i półeczkach.

pe618773_i

– Nie do biura, a do sypialni!

px031066_i

Jeśli też nie możesz znależć idealnego żyrandolu, nie szukaj – zrób go sobie! A skoro o żyrandolu mowa, to…

Żyrandol

Pozwól mu zabłysnąć w nieco innej formie. Niech zostanie dekoracją, np. przy oknie.

px231068_i px231069_i

Kuchenne meble

Nie muszą być w kuchni. Mogą być w salonie. Prawda, że efektownie?

px231061_i

Fronty szafek

To kolejna propozycja dla odważnych. Bo takie fronty genialnie zastąpią obraz, panele ścienne, czy posłużą jako rama na rysunek.

px231067_i ph135541_i

Słoik

Prawie każdy miłośnik idei DIY kocha słoiki. Można w nich zamykać, przechowywać; można je malować, posypywać i obklejać, ale można też zrobić z nich…

px031068_i ph136311_i

…lampkę. Wystarczy żarówka i mała oprawka z kablem. Voila.

px131069_i

Stojak na ręczniki papierowe

Niezastąpiony jako stojak na peruki…

px331064_i px331063_i

albo kapelusze.

Zaskoczeni? Do Ikea marsz! Po więcej ;).


Artykuł powstał we współpracy z Ikea


Zobacz także

Przyjrzyj się tym obrazkom. Potrafisz dostrzec różnice? Udaje się to tylko geniuszom

„To nie te Święta, co kiedyś”. Ludzie, litości! Czy nawet Święta muszą być powodem do narzekań

Jak się malować, żeby wyglądać młodziej? Poznaj podstawowe zasady