Facet się rodzi i dostaje miłość. Kobieta się rodzi i dostaje niekończącą się listę obowiązków…

Agata Sliwowski
Agata Sliwowski
12 października 2016
Fot. iStock/tatyana_tomsickova
 

Facet się rodzi i dostaje miłość. Kobieta się rodzi i dostaje niekończącą się listę obowiązków. Od dziewczynki przez kobietkę po dojrzałą kobietę, pierze jej rodzina mózg. Chłopczyk tymczasem sobie hasa po sąsiedztwie, wdaje się we wszelakie towarzystwa, mamusia mu prasuje, układa w szafeczkach, skarpeteczki do koloru, buciki na sznurówki w rzędzie. Za wzór ma tatusia, a mamusia kocha go bezgranicznie, bez względu na wzgląd. Sobie więc młody panicz rośnie, życiowe plany snuje, czasem zrobi komuś dzieciaka przedwcześnie, czasem w prawdziwy biznes pójdzie i na milionera się wyklaruje, innym razem do polityki się zaprzęgnie bo ma taką fantazję, że teraz to on będzie jeszcze bardziej tworzył świat. Życie płata mu rzecz jasna różne figle, bywa że i surowo doświadcza, ale cóż …. takie jest życie. Jak w komunie, wszystkim po równo, chłopak czy dziewczynka. Grunt, że jeśli chodzi o mamusię to synuś najczęściej albo kochany jest nadmiernie albo przynajmniej matka mu się nie wtrąca w życie z receptą na każdy krok. To wystarcza do tego, by młody chłopak, już wkrótce mężczyzna, żył życie jakby bardziej od siebie zależne, samosprawcze i mniej na łańcuchu.

Dziewczynka tymczasem…. No pożal się nad nią Boże. Litanię oczekiwań słyszy od dziecka, wieczne rozkazy, nakazy, zakazy i inne „azy” przy pomocy których musztrowana jest na kobietę z wariackim wręcz zapałem przez matkę i wszystkie inne babki, które napatoczą się dziewczynce w życiu. Bo kobiety w życiu dziewczynki to mocarzowe. Z reguły. Choć bywa pewnie i tak, że nie mają żadnego impaktu bo same są niewidzialne i muślinowe takie. I tak źle i tak niedobrze, bo silna kobieta i słaba kobieta w życiu dorastającej, kształtującej się kobietki to katastrofa na każdym z biegunów. Jej efekt, jakże opłakany, to kobieta pogubiona, niezbalansowana, a do tego nierozumiejąca dlaczego w życiu nieustannie na różnorakie przeszkody trafia.

No bo właśnie… Kobieta w życiu kobiety. Jakże wiele kryje się w tym związku. Z jednej strony solidarność jajników, z drugiej wredota i złośliwość o jakiej nie śniło się filozofom (tym płci męskiej rzecz jasna). Kobieta bowiem potrafi. W każdym departamencie, czy to w tym wspierającym inne dziewuchy czy to w tym wykańczającym konkurentki. Jak się solidaryzujemy, to ustawy w sejmie nie przechodzą. Babska potęga straszną jest nawet dla posłów, którzy przecież żyją przekonani, że rozumy pozjadali. Nie na tyle jednak by opór stawić kobiecie z wieszakiem. Tu sprawy, nawet faceci mają prawidłowo poukładane, że jak te baby tak się skrzykną to lepiej nie stawiać oporu i potulnie wycofać się z pola bitwy (mamusia bowiem jakby nie kochała, tak na tyle rzeczywistość dobrze widziała, żeby tę jedną, zachowującą notabene przy życiu informację, synkowi w oprogramowaniu przekazać). Girls’ power to jest bowiem power i świat powoli zaczyna rozumieć, że tak właśnie jest.

Potem jest departament „konkurencja” i jej różnorakie odmiany zawierające zazdrość, zawiść, złośliwość, ogólną niechęć, czy czystą, meduzowatą, obślizgłą wredotę. Tutaj kobietki nie mają sobie równych. Zwłaszcza jeśli poruszają się czy to na polu zawodowym, czy też związkowym. Oj zdarzają się w tych kategoriach mistrzynie takie, że gdyby nie motywacja, która jest napędzającym je paliwem, to człowiek w głębokim ukłonie uznania by się z  lubością przed nimi pogrążył.

O ile jednak solidarność jajników to koncept jakże wzniosły, piękny i z idealnej miłości chyba wypływający o tyle ta druga dyscyplina, w której się specjalizujemy, wynika najwyraźniej z jakiegoś poważnego błędu wychowawczego. Ktoś nas bowiem konkurowania nauczyć kiedyś musiał, zwłaszcza jeżeli majstersztyk potrafimy odstawić w tym temacie taki o jakim świat nie słyszał. Niemożliwe to przecież by dziewczę urodziło się z takim talentem, tenże jak bowiem wszyscy wiemy, talentem jest nabytym, wyuczonym, wyszlifowanym na pięć plus. A więc kto? Matki, babki, mocarzowe? To one wstrzyknęły nam wirusa współzawodnictwa w makiawelistycznym stylu? Paluchem wskazywać nie będę, ale ktoś nam musiał zaszczepić bakcyla wredoty. Ten ktoś, co więcej, sztukę ową sam znać dobrze musiał, bo jak wiadomo uczeń z reguły jakiegoś tam mistrza ma.

Jest jeszcze jedna sfera, trochę taka jakby szarawa, ale też ma całkiem spory wydźwięk. Przyjaciółki. Ach! Jakże szczególny to związek, bo przecież oparty na więzi, na sympatii, na sprawach wspólnych, milionach godzin przegadanych, chichocie i radości, wylanych łzach wsparcia i zrozumienia i tym wszystkim czym przyjaźń się pisze. No w ogień nic tylko skakać, tak jedna drugiej deklaruje. Na co dzień. Od święta jednak, bywa że przyjaciółka przyjaciółce do oczu z pazurami skoczy. W otwartym geście i bez owijania w bawełnę. Wtedy przyjaźń się najczęściej kończy i nie ma szans na odbudowę tak spalonego mostu. Kiedy indziej bywa jeszcze ciekawiej. Sprawy bowiem nie są takie bezpośrednio oczywiste, lecz na subtelnym, niewidzialnym dla oka poziomie, rozgrywają kobiety akcję, która morderczy podtekst niesie. Tutaj nie tak łatwo jest się zorientować o co chodzi, bo wszystko jest tak doskonale niedopowiedziane, tak delikatne w swej formie i postaci, tak profesjonalne, że Hitchcock z tym swoim filmowo kreowanym rozwojem wypadków może się spokojnie schować. Tutaj bowiem napięcie jest tak mistrzowsko sterowane, i tak wyśrubowywane, że jak dochodzi do szczytu to iskry idą. A wszystko na subtelnym poziomie, dla oka niewidocznym.

Przyznać muszę, że wszystkie te intrygantki, konkurentki, kobiety niszczycielki od zawsze mnie niezmiernie zastanawiały. Czemuż bowiem ma służyć ta nieustająca destrukcja, ta złość, bo chyba złość to być musi, na inne kobiety. Ten brak akceptacji i zgody na to, że ona też może być w czymś dobra, ona też zasługuje na miłość, na uwagę,  na szacunek tych samych i innych ludzi. Czemuż służyć ma ta zawiść, zazdrość, to szpil wbijanie? Czemu kobiety nie lubią kobiet i co gorsza za nic w świecie nie chcą się do tego przyznać. Gdzie tu poza tym logika, skoro życie dowodzi raczej, że dostajemy to czego chcemy wtedy właśnie kiedy jesteśmy solidarne, a nie wtedy gdy tę rzepkę każda sobie skrobie kopiąc dołki pod kim się da byle to kobieta była. Jakby bowiem nie patrzeć, te wszystkie kobiece akty destrukcji to guzik dobrego wnoszą. Choć może się mylę….Może one jednak czemuś służą, może  mocarzowe zaszczepiły nam bakcyla wredoty z jakiegoś całkiem istotnego powodu? Demaskuje on przecież nasze słabości, brak poczucia własnej wartości, lęk przed tym, że ktoś może być lepszy od nas, strach, że nie zasługujemy na miłość i na szacunek. Demaskuje, jakby nie było brak miłości własnej. Tylko czy intrygantki, konkurentki i niszczycielki o tym wiedzą skoro mocarzowe bakcyla przekazały, robotę wykonały, ale instrukcji obsługi to niestety, przyjdzie nam po próżnicy szukać…

 


„Taka przyjaźń, to nie przyjaźń, to zaciągnięty kredyt”. Jak zdemaskować fałszywego przyjaciela

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
12 października 2016
Jak zdemaskować fałszywego przyjaciela
fot. iStock/pixdeluxe
 

Paczka przyjaciół, która będzie z nami na dobre i na złe. Niezależnie od tego, co wydarzy się za kilka chwil. Przyjaźń to tak na dobrą sprawę związek, bez podłoża erotycznego. Choć ponoć i tak przyjaźnimy się z ludźmi, którzy są dla nas atrakcyjni fizycznie. Bywa, że trafiamy na tych, którzy przyjaźń traktują jak transakcję, a ich intencje nie są zbyt szczere. Życie jest pełne szans, które czasami niestety kończą się porażką.

Troska o ciebie czy o swoje interesy?

Przyjaźń to wzajemne wsparcie i dbanie o interesy drugiej osoby, nie tylko swoje. Prędzej czy później niestety wyjdzie na jaw, że najważniejsze jest to, co dotyczy twojego „przyjaciela”. To taki jednostronny związek, w którym wszystko powinno skupiać się na zachciankach kogoś, kto dla ciebie jest ogromnym wsparciem. Najłatwiej zobaczyć to na przykładzie dzieci. Łatwiej trzymać się z kimś, kto zawsze ma odrobione zadanie, jest popularny i pomoże na kolejnej klasówce, niż z kimś kogo naprawdę dzieciak lubi, ale po prostu nie opłaca mu się ta przyjaźń. Schemat jest prosty; najpierw zdobywa się zaufanie, kilka dni nawet udaje się troskę o drugą osobę, ale chwilę później to zaufanie wykorzystuje się do własnych celów. Każda z nas spotkała lub spotka taką osobę choć raz w swoim życiu. Nie może to jednak sprawić, że przestaniemy ufać wszystkim.

Ty jesteś zawsze, a on?

„Taka przyjaźń, to nie przyjaźń, to zaciągnięty kredyt, którego nigdy nie ma zamiaru się spłacić.” Na twarzy Moniki widać złość, która miesza się z wielkim żalem. Swoją ‚przyjaciółkę’ kochała jak siostrę, poświęciła dla niej prawie wszystko. „Znałyśmy się od dziecka. Nigdy jakoś specjalnie za sobą nie przepadałyśmy. Spotkałyśmy się po latach, w kawiarni. Ola siedziała zapłakana, trzęsły się jej ręce, a jej kawa była rozlana na stoliku.” Okazało się, że Ola wróciła po dwóch latach z Australii. „Zostawiła tam męża. Oficjalnie odeszła od niego, bo zaczął brać narkotyki. Uwierzyłam jej, zaprosiłam do własnego domu. Nie miała niczego poza małą walizką i tysiącem dolców. Mieszkała u mnie pół roku. Zaprzyjaźniłyśmy się, ja wiele razy zostawałam w domu, żeby się nią zająć, zamiast iść na randkę czy spotkać się ze znajomymi. Po kilku miesiącach zaczęły znikać mi z konta pieniądze. Byłam przerażona. Nerwowo dzwoniłam do banku, sprawdzałam transakcje. Było kilka wypłat, o których nie pamiętałam. Akurat w tym czasie byłam na imprezach, więc myślałam, że to moja wina, że byłam tak pijana…” Prawda była niestety brutalniejsza. „Monika wróciła do Polski, bo mąż wyrzucił ją z domu i pozbawił środków do życia. Była narkomanką. Zapamiętała mój pin, kiedy prosiłam ją o zrobienie zakupów. Z konta ukradła mi osiem tysięcy. Bardziej od kradzieży pieniędzy boli mnie jednak kradzież mojego zaufania i serca…”.

Pozorna kruchość 

Wszystko rozbija się o pozory. Bo pozornie twój przyjaciel jest kruchy jak tafla lodu, pozornie potrzebuje twojej pomocy, pozornie jest twoim największym wsparciem. Niestety ta empatia wynika z manipulacji. W końcu żeby kogoś zmanipulować, najpierw trzeba sprawić, żeby zaufał, pochylił się nad tobą.  Zanim się obejrzysz, twoje potrzeby będą warte tyle, co zeszłoroczny śnieg. Może i dostaniesz elementy przyjaźni takie, jak wspólny wypad do kina czy kolacja w ulubionej knajpie. To wszystko jednak ma jeden cel – wykorzystanie twojego dobrego serca. ‚Przyjaciel’ jest centrum świata, jego pępkiem i wszystko musi kręcić się wokół niego. A przecież gdy ktoś jest dla ciebie ważny, dzieje się u niego coś złego – zawsze rzucisz wszystko i pójdziesz go ratować.

Znawca twojego życia

Jesteś szczęśliwa, bo w końcu odnalazłaś faceta swojego życia; odniosłaś ogromny sukces w pracy; chcesz się przeprowadzić do mieszkania, które jakimś cudem dostałaś w spadku? Pewnie myślisz, że twoja przyjaciółka będzie skakać z radości razem z tobą. Nic bardziej mylnego! Kiedy jesteś szczęśliwa lub silniejsza niż zawsze, możesz być pewna, że nie spotka się to z aprobatą jednej z najbliższej ci osób. Wymykasz się spod kontroli, zaczynasz dbać o siebie, o kogoś innego… To właśnie wtedy powinna zaświecić ci się czerwona lampka. Nikt nie chce być kontrolowany przez kogoś innego, a do tego wszystko się sprowadza.

Wszystko, czego (nie) chcesz

Kiedy przyzwyczaisz się do kogoś, trudno jest odpuścić. Nawet te najbardziej toksyczne relacje trudno zakończyć, a może właśnie najtrudniej? W pewien sposób jesteś uzależniona. Odcięcie się będzie bolało, ale czy na pewno warto brnąć w coś, co i tak skupia się na kimś innym? Okej, może być tak, że akurat twój przyjaciel potrzebuje wsparcia. Pomimo wszystko, czasem czerwone flagi, które pojawiają się na horyzoncie nie są warte kolejnych dni pozornej przyjaźni. Ważna jesteś ty, a przyjaźń zawsze powinna być obustronna. W każdej kwestii. Zamiast obwiniać się za zakończenie takiej relacji, pomyśl sobie, że to doskonała lekcja na przyszłość. Bo kolejnym razem będziesz bardziej uważna.


Panowie, to czyny, nie czcze gadanie, czynią z was prawdziwych mężczyzn

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 października 2016
Fot. Screen z YouTube / kampania społeczna Falvit" / Falvitmama

Od kilku dni na portalach społecznościowych krąży zdjęcie, a na nim taka sytuacja: wagon metra, trzech panów zajmujących wygodnie miejsca siedzące, tuż obok stoi pani w zaawansowanej ciąży. Wygląda znajomo?

Nieistotne jest dla mnie, czy to zdjęcie zostało wykonane w Polsce albo czy to tylko prowokacja. Ja takie obrazki widuję w warszawskim metrze, o dowolnej porze dnia. Rano panowie poprzebierani za dżentelmenów, w odprasowanych koszulach i dobrych garniturach, prawie wbiegają do pociągu byle szybciej zająć miejsce. Po trupach do celu. A potem to już tylko gazeta, albo – częściej nawet – telefon, byle nie widzieć: kobiet w ciąży, matek z zaspanymi jeszcze przedszkolakami, starszych osób… Wzrok utkwiony w ekranie najnowszego aparatu albo w świeżo zapastowanych butach pozwala im „nie zauważać”.

Nie twierdzę, że tacy są „wszyscy” moi współpasażerowie. Ale niestety sytuacja, w której ktoś osobie potrzebującej ustępuje w komunikacji publicznej miejsca, staje się bardziej wyjątkiem niż oczywistością.

A, i jeszcze babcie (przepraszam wszystkie babcie, które tego nie robią) odbierające ze szkoły wnuków, (często jedynie niewiele niższych od siebie i raczej w pełni sił) i dźwigające za nimi plecaki albo usadzające ich wygodnie w metrze czy autobusie: Leć, siadaj, ja postoję.

Drodzy panowie! Tak jak broda nie świadczy o waszej męskości, tak czcze gadanie nie czyni was dżentelmenami. O tym, czy jest się prawdziwym mężczyzną świadczą czyny, ot co. Drogie panie i drodzy panowie! Uczmy chłopców od najmłodszych lat czym jest życzliwość, empatia i … dobre wychowanie.


Zobacz także

Ela Hübner: „Stereotyp kobiety 50- letniej, o której niektórzy myślą w kategoriach „próchna wyżartego przez korniki” trochę runął”

Domowy samoopalacz – zobacz, jakie to proste!

5 rzeczy, które musisz przestać sobie wmawiać, jeśli chcesz poprawić swoje zdrowie psychiczne