Facet, który chodzi w szpilkach. „Kobiety zawsze czekają, aż założę buty na obcasach i czuję, jak pochłaniają mnie wzrokiem”

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 listopada 2015
facet na obcasach
 

Organizuje warsztaty, zakłada szpilki i pokazuje, jak się w nich poruszać. Z Pawłem Bednarskim – specjalistą od chodzenia w butach na obcasie rozmawiamy, jak się poruszać w szpilkach, jak dobrać buty i sprawić, by pięknie, a nie pokracznie w nich wyglądać.

Paweł Bednarski trenował zawodowo zapasy. Silny mężczyzna. Sportowiec. Dziś jest fizjoterapeutą. I pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że od czasu do czasu zakłada szpilki, by uczyć kobiety jak prawidłowo poruszać się w butach na obcasie.

Ewa Raczyńska: Skąd pomysł na uczenie kobiet chodzenia w butach na obcasie?

Paweł Bednarski: Studiowałem na akademii medycznej i właściwie już wtedy jakoś blisko mi było do problemów zdrowotnych kobiet. Tą drogą poszedłem, bo pierwsza moja praca po studiach to rehabilitacja kobiet po zabiegach ginekologicznych. Zresztą zacząłem nawet pisać pracę doktorancką w tym temacie. Czeka na skończenie (śmiech). Także pomysł „obcasowy” nie jest pierwszym dotyczącym kobiet, choć teraz wysunął się na plan pierwszy.

A skąd się wziął? Z potrzeby moich pacjentek, z którymi prowadziłem rehabilitację po urazach kolan, a także z tymi, które skarżyły się na bóle kręgosłupa. Urazy uniemożliwiały im chodzenie w butach na obcasie.                                                              

Ale, żeby od razu zakładać buty na obcasie?

 Nie tak od razu. Na początku analizowaliśmy, poprawialiśmy i ćwiczyliśmy z całkiem niezłym skutkiem. Ale miałem cały czas niedosyt. Jestem praktykiem. Jakoś trudno mi uczyć czystej teorii, czegoś czego sam nie doświadczyłem. I w końcu zamówiłem sobie pierwsze buty.

Rozmiar?

42. Nie jest łatwo dostać damskie buty na męską stopę, muszę kupować na zamówienie. W sklepie rzadko mogę takie dostać. Raz znalazłem w ciuszku na wagę, ale jeden mi spadał.

Fot. Screen z TVP INFO

Fot. Screen z TVP INFO

Jak długo uczyłeś się chodzić na obcasach?

Regularnie ćwiczę już dwa lata. Na początku nagrywałem siebie, żeby wyłapać błędy, zobaczyć, co robię źle. Cały czas coś poprawiam. Właściwie na każdych warsztatach, które prowadzę, widzę coś nowego, co warto poprawić, wypróbować. Tak zdobywam wiedzę, jak pomóc dziewczynom. Przygotowywałem się do tego projektu ponad sześć lat praktycznie i merytorycznie. Myślę, że mam wiele do pokazania i powiedzenia na ten temat, ale wciąż pozostaję pokorny wobec tego czego jeszcze nie wiem i nie umiem. Jak we wszystkim.

Jak kobiety reagują, kiedy zakładasz buty na obcasie?

Zawsze czekają aż założę buty na początku zajęć i czuję, jak pochłaniają mnie wzrokiem (śmiech). Ale kiedy zaczynam mówić i pokazywać konkretne rzeczy to wtedy mam poczucie, że już to, że jestem facetem, nie jest dla nich najważniejsze.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Uczysz chodzić tylko swoje pacjentki?

Tak było na początku. Dzisiaj uczę chodzenia także kobiety biznesu, dyplomacji, modelki, studentki, a nawet młode dziewczyny przygotowujące się do studniówki.

Kobiety nie potrafią chodzić na obcasach?

Duża grupa kobiet niestety nie potrafi. Ne umie też zapanować nad obcasami. Najczęściej powodem są źle dobrane buty – nie adekwatnie do umiejętności poruszania się w nich. Ale żeby je dobrać, trzeba coś wiedzieć o chodzeniu w szpilkach. Kobieta, która zakłada wysokie obcasy chce wyglądać atrakcyjnie. Moim zdaniem kobiety w szpilkach wyglądają bardziej elegancko i sexy pod warunkiem, że idzie za tym odpowiedni sposób chodzenia.

A jeśli nie idzie?

Cóż, jeśli chodzi się źle w obcasach nie dbając o higienę poruszania się, higienę mięśni, wygodę stóp, to poniesiemy zdrowotne konsekwencje, cierpią stopy, kolana i kręgosłup. Dodatkowo nabywa się złych nawyków oraz zniekształcenia sylwetki.

Widzisz kobietę i myślisz: „Ona nigdy nie powinna zakładać butów”?

Tak, zdarza się. Obcasów nie powinny nosić kobiety, które kompletnie nie potrafią zapanować nad swoim ciałem. Często robią wielkie kroki, są pochylone w pasie i idą jak w zwykłych butach.

Nie ma dla nich żadnej nadziei?

Te kobiety powinny zacząć uczyć się chodzenia od początku niezależnie od stażu chodzenia w obcasach. Można dużo zmienić i ułatwić chodzenie tak, żeby stało się po prostu przyjemne. Ale na to trzeba pracy, jak we wszystkim. Trzeba pamiętać, że ucząc się chodzić w obcasach walczymy o zdrowie na przyszłość.

No dobrze. Idę do sklepu. Chcę kupić buty na obcasie i dobrze w nich wyglądać. Jakie wybrać?

But musi trzymać stopę i musi być wygodny. Dobiera się buty tak, żeby podczas chodzenia po sklepie nie zmieniały nas pod swoje dyktando. Jeśli czuję, że chodzenie jest uzależnione od butów i nie potrafię nad tym zapanować idąc dłuższym i szybszym krokiem, że gubię sylwetkę, to muszę je zmienić albo zejść na niższy obcas. Jeśli buty przeznaczamy do chodzenia i są to wysokie szpilki to powinniśmy zostawić sobie możliwość oderwania obcasów od ziemi na choćby dwa centymetry przy wspięciu się na palce. Jeśli to się nie udaje, to buty będą służyły tylko do „wyglądania”, a nie chodzenia.

Istnieje idealny obcas?

Choćbym nie wiem, jak obcas był idealnie dobrany, to nie będzie za nas chodził. Im wyższy tym bardziej trzeba się do niego ustawić panując nad sylwetką. Oczywiście nie wszystkie kobiety mogą chodzić w wysokich szpilkach. Są takie uwarunkowania, które przemawiają za stosowaniem niższych lub szerszych obcasów.

Jak chodzić w butach na obcasie i dobrze w nich wyglądać?

Najlepiej chodzić jak najczęściej, ale nie tylko wychodzić, ale też ćwiczyć poruszanie się na nich. Trzeba tych butów po prostu doświadczać i szukać sposobu wygodnego poruszania się na obcasie. To ma być fajne narzędzie do pokazywania swojej urody w ruchu, więc trzeba tym narzędziem nauczyć się posługiwać. To mit, że kobiety urodziły sie z umiejętnością chodzenia na obcasach. Wszystko trzeba ćwiczyć. Tyle że jak we wszystkim – jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej.

W jaki sposób dać odpocząć nogom po całym dniu w szpilkach?

Rozciągać mięśnie łydek i pleców w odcinku lędźwiowym. Najlepiej w pozycji skulonej na plecach albo na boku. Warto też pójść na masaż stóp, albo położyć nogi wysoko i wygodnie tak, żeby krew spływała do dołu, po czym zginać i prostować palce. Dobrze robi przygłaskiwanie łydek kostkami lodu w kierunku do kolana, kiedy leżymy z podniesioną do góry nogą.

Paweł Bednarski – fizjoterapeuta, trener przygotowania motorycznego, biegania. Prowadzi warsztaty, na których uczy kobiety poruszania się na obcasach. Właściciel Rehmedis – centrum rehabilitacji w Gdańsku.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

 


O czym marzą Polki? Częściej, niż kiedykolwiek marzenia inwestujemy w siebie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
18 listopada 2015
Fot. Pixabay/ ThePixelman /
Fot. Pixabay/ ThePixelman / CC0 Public Domain
 

O czym marzycie? Czy odpowiedź na to pytanie pojawiła się w waszej głowie szybko, czy też zajęło wam chwilę, zanim zdecydowałyście czego pragniecie, tak w głębi serca? A może macie gdzieś, obłożony w miękki, miły w dotyku papier zeszyt, w którym spisujecie wasze marzenia?

Czy nasze marzenia umierają?

Wiecie, że według najnowszych badań, marzymy znacznie rzadziej niż nasze babcie i prababcie? Jesteśmy też zdecydowanie większymi realistkami niż one. Prawdopodobnie wynika to z tego, że mamy nieporównywalnie więcej możliwości. Dziś, często to, o czym nasze prababcie mogły tylko pomarzyć, my mamy na wyciągnięcię ręki. No i zmieniłyśmy się. My, współczesne Polki, statystycznie podchodząc do sprawy, wolimy „żyć tu i teraz” niż bujać w obłokach. A jeśli już o czymś skrycie marzymy, to marzenia te o wiele częściej dotyczą spraw materialnych niż pojęć tak abstrakcyjnych jak szczęście, spokój, czy nawet miłość. Czyżbyśmy powoli zatracały nasz romantyzm?…

Jako młode dziewczyny nadal marzymy o wielkiej miłości, ale uwaga – już nie na pierwszym miejscu! Na pierwszym miejscu są u nas marzenia dotyczące rozwoju osobistego i wszelkie inne, „zdrowo egoistyczne” dotyczące edukacji czy zdobywania nowych, oryginalnych umiejętności.

Marzymy również o tym, by móc zaimponować innym. – Moim marzeniem jest nagrać świetną płytę z jazzowymi coverami. Żeby moim znajomym i mojemu ojcu pokazać, na co mnie stać – mówi 19 letnia Ola, studentka Akademii Muzycznej w Katowicach – Jasne, że chciałabym spotkać idealnego faceta, zakochać się i być w szczęśliwym związku. Ale marzenia kojarzą mi się z czymś, co graniczy z cudem, a bycie w związku to nie cud, to ciężka praca. Marzenie to na przykład poznać Travisa Fimella i sprawić, by dla mnie zwariował.

Z wiekiem nasze marzenia „systematyzują się”, dotyczą coraz rzadziej nas osobiście, a częściej osób nam najbliższych i naszej rodziny, co wydaje się naturalne. Pragniemy by nasze dzieci rozwijały swoje pasje, dostały się na „dobre” kierunki studiów, by nasi rodzice byli zdrowi i jak najdłużej w dobrej formie. Chcąc zapewnić swojej rodzinie odpowiednią przestrzeń, marzymy o wygodnym domu, większym mieszkaniu. Ale dla siebie, tak osobiście chcemy najczęściej tylko tyle, by starczyło nam sił na naszą codzienną rzeczywistość.

Marzenia dojrzewają

Beata, 34 letnia księgowa, żona i mama trójki córek opowiada – Przy pierwszym dziecku marzyłam o tym, by choć na kilka dni gdzieś wyjechać, odpocząć. Nie udało mi się. Przy trzecim już w ogóle przestałam myśleć w ten sposób, po prostu nie było na to czasu. Teraz powoli wracam do marzeń z wczesnej młodości, ale one wydają mi się strasznie przyziemne: kurs zrobić, zapisać się na lekcje włoskiego… Muszę chyba je zrewidować – śmieje się. Im więcej „mamy na głowie”, tym częściej zapominamy w naszych marzeniach o sobie i to jest coś, co warto sobie uświadomić i nad czym warto pracować.

Basia, samotna mama wychowująca dwunastoletniego syna, ma dobrą, stabilną sytuację finansową i satysfakcjonującą pracę. Ale marzy o tym, by pewnego dnia otworzyć własną, małą działalność. Basia projektuje i szyje oryginalne kapy i poduszki, które wśród jej znajomych cieszą się sporą popularnością. Mogłaby tylko wygrać w totolotka, to by ułatwiło realizację tego przedsięwzięcia. No i jest jeszcze jedno, ciągle niespełnione, intymne marzenie. O wielkiej miłości. – Na wszystko co mam, zapracowałam. Zdobyłam to dzięki wiedzy, umiejętnościom, sile charakteru. Ale prawdziwa, romantyczna miłość jeszcze nie przyszła. I to właśnie o niej marzę w tych chwilach „sam na sam” ze sobą, z kubkiem herbaty, ulubionym filmem. Marzy mi się cudowny, ciepły, inteligentny mężczyzna, z którym będę mogła się tym wszystkim dzielić. Wyobrażam sobie jak ten facet łapie dobry kontakt z moim synem, jak spędzamy razem czas. I jak się kiedyś razem starzejemy. Marzenia dla mojego syna? Myślę, że o wszystko co, może osiągnąć, może zawalczyć sam.

Agata, która ma 49 lat marzy o tym, by zanurkować na Wielkiej Rafie Koralowej. To marzenie nie zmienia się od trzydziestu lat i do tej pory nie udało się go zrealizować. – A to nie miałam pieniędzy, a to poważnie zachorowałam i marzyłam, żeby znów chodzić, a to dzieci były małe… Zawsze coś. Odkładałam na później. Ale w tym roku podjęłam decyzję i konsekwentnie dąże do spełnienia mojego marzenia. Kurs nurkowania już zrobiłam. Teraz planuję wyjazd.

Jej córki, 15-letnie bliźniaczki Ala i Helena, też marzą, ale ich myśli wędrują w zupełnie innych kierunkach… Ala byłaby w siódmym niebie, gdyby udało jej się dostać do prestiżowej szkoły baletowej w Nowym Jorku. Wie, że tu cudów nie ma, aby to marzenie się spełniło, trzeba ciężko pracować. Więc Ala pracuje, zaciska zęby i uśmiecha się do swojego marzenia. Wierzy, ba, nawet wie, że uda jej się je zrealizować. Jej siostra interesuje się badaniami nad wszechświatem i chciałaby pracować w NASA. Szlifuje więc angielski i w każdą sobotę uczestniczy w specjalnych, ponad trzygodzinnych zajęciach z fizyki i astronomii na Uniwersytecie w swoim mieście.

Bo współczesne Polki częściej, niż kiedyś i coraz wcześniej budują swoje marzenia wokół konkretnych sukcesów i życiowych celów. Z drugiej strony, częściej również odważają się wracać do niezrealizowanych marzeń z wczesnej młodości czy nawet dzieciństwa. Nie można generalizować. Marzenia, to sfera tak intymna i indywidualna, że trudno analizując ją, wyciągnąć jakieś jednoznaczne wnioski.

Więc o czym marzycie? I czy sięgacie po wasze marzenia?


Pułapki perfekcjonizmu i beztroski. Jak być NIEdoskonałą – przewodnik dla zwykłych kobiet

Magdalena Jóźwik
18 listopada 2015
Równowaga zamiast beztroski lub perfekcjonizmu
Fot. Pixabay/ PublicDomainArchive / CC0 Public Domain

Kasia jest pełna pasji. Żyje z dnia na dzień. Nie przejmuje się przyszłością. O przeszłości zapomina. Liczy się dla niej tylko tu i teraz.

Ela to kobieta sukcesu. Stawia sobie ambitne cele i skrupulatnie je realizuje. Nie pozwala sobie na słabość. We wszystkim musi być najlepsza.– Ela to cała ja! – myślisz. A może bliżej Ci do Kasi? Każda z nas, jeśli sama nie jest reprezentantką jednej z powyżej opisanych osobowości, ma w swoim otoczeniu osoby takie jak Kasia i Ela. Oczywiście zarówno jeden jak i drugi typ charakteru to skrajności. Tymczasem równowaga to klucz do sukcesu we wszystkich dziedzinach życia. Jeśli za dużo w Tobie Eli, zapewne jesteś zmęczona i z zazdrością patrzysz na tańczące w deszczu Kasie (choć absolutnie się do tego nie przyznasz, przecież to dziecinada!). Będąc Kasią, możesz natomiast doświadczać poczucia braku kontroli nad własnym życiem i podziwiać zdyscyplinowane Elżbiety. Spróbuj zatem być po trochu każdą z nich.

„Tańcz głupia, tańcz, swoim życiem się baw!”

Słowa piosenki zespołu Lady Pank mogłyby być świetną radą dla każdej kobiety zmęczonej własnym perfekcjonizmem. Wiele z nas, nie zdaje sobie sprawy z tego, że została dotknięta obsesją idealności. W naszych czasach walka o bycie najlepszym rozprzestrzenia się po świecie jak wirus. Szybko i niepostrzeżenie. Media kreują jedyny słuszny wizerunek kobiety pięknej – liczy się tylko chudość, młodość i botoks. Najlepiej jeśli masz nie więcej niż trzydzieści lat, jesteś obiektem westchnień wszystkich mężczyzn, masz doktorat (magister to przeżytek), pracujesz w międzynarodowej korporacji na stanowisku dyrektorskim i zarabiasz co najmniej tyle co europoseł. Wtedy jesteś kimś. Przyznaj jednak, że bycie doskonałą potrafi wykończyć najtwardszą z nas. To dobrze, że masz swoje cele i że potrafisz skutecznie je realizować. Skoro jednak, we wszystkim jesteś perfekcyjna, naucz się też być perfekcyjnie NIEdoskonała.

1. Kontroluj kontrolowalne

Jeżeli jesteś kobietą taką, jak opisana we wstępie Elżbieta, na pewno uwielbiasz mieć wszystko (i wszystkich) pod kontrolą. Skrupulatnie planujesz swoje cele i zadania, a potem realizujesz punkt po punkcie, nie dając sobie miejsca na odstępstwa. Za pewne nie jest ci obce uczucie frustracji towarzyszące sytuacjom, w których z przyczyn niezależnych od ciebie nie możesz swoich planów zrealizować. Pytasz wówczas siebie samą co zrobiłaś źle i gdzie nie byłaś dość dokładna. Tymczasem odpowiedź na to pytanie brzmi: Nigdzie! Wszystko zrobiłaś dokładnie tak jak powinnaś.

Prawdopodobnie nie chcesz albo nie możesz przyjąć do wiadomości, że nie wszystko da się zaplanować. Nie chcesz, bo pogodzenie się z tym, że są sfery życia które nie podlegają naszej kontroli może kosztować cię mnóstwo pracy nad sobą. W ten sposób musisz opuścić swoją strefę komfortu, którą tworzy złudne poczucie, że wszystko co dzieje się w twoim życiu zależy tylko od Ciebie. Niestety, elementem twojego życia są również inni ludzie, którzy mają własną wolę, plany i poglądy. Zderzenie waszych światów prowadzi często do tego, że ktoś musi choć częściowo modyfikować swoje założenia. A to wymaga pokory i zaakceptowania faktu, że czasami zmiana planów jest niezbędna byśmy mogły dalej się rozwijać.

2. Zaplanuj brak planów

Dobrze jest mieć plany. Dobrze jest mieć cele. Warto działać i spełniać swoje marzenia. Warto też pamiętać o sobie i nauczyć się zostawiać puste kartki w wypełnionych zapiskami kalendarzach. Jeśli cały tydzień spędzasz będąc na najwyższych obrotach, zmiana programu działania na nic-nie-robienie może być dla Ciebie wyzwaniem większym niż kolejny ambitny cel. Zaplanuj dzień bez planów. Żadnych. Wstań wtedy, gdy się wyśpisz i rób tylko to na co przyjdzie ci ochota.

Spacer? Proszę bardzo. Kieliszek wina w południe zamiast przed północą? Dlaczego nie. Samotna wycieczka do kina? A może nawet klubu? Idź na całość! Pozwól sobie na przyjemności. Kto wie, może taka forma oderwania się od kontrolowania każdego kroku jaki podejmiesz wejdzie ci w nawyk i zamiast jednego dnia w miesiącu, wygospodarujesz dla siebie cotygodniowy urlop od planowania.

3. Tańcz głupia tańcz!

Zachowanie Kasi, która tańczyła w deszczu, wydawało ci się dziecinne? To typowe dla kobiet, które mają potrzebę sprawowania kontroli nad własnym życiem. Niestety, wiele z nich koncentruje się na przyszłości tak bardzo, że zupełnie zapomina o teraźniejszości. A będąc wiecznie w przyszłości, nie dajemy sobie prawa to radości z tego co już udało nam się zrealizować. Tworzymy kolejne plany i postanowienia, dzielnie walczymy o to by zdobyć wszystko co sobie założyłyśmy, a gdy już to mamy angażujemy się w dalsze projekty ulepszania siebie zapominając zupełnie, że dopiero co odniosłyśmy sukces. Daj sobie chwilę na świętowanie. Choć raz na jakiś czas, spróbuj zapomnieć o tym co musisz zrobić i ciesz się tym co już zrobiłaś. Bądź tu i teraz. Zauważ piękno świata który cię otacza i ciesz się, że dane ci jest widzieć, czuć i słyszeć to, czego wielu z nas nie może doświadczyć.

„Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”

 Jestem nieco sceptycznie nastawiona do słów piosenki Marka Grechuty pt. „Dni, których nie znamy”. Chodzi mi oczywiście o fragment będący tytułem. Naturalnie, jeżeli spotyka nas coś złego dobrze jest patrzeć optymistycznie w przyszłość i wierzyć w to, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jeżeli jednak, należysz do kategorii beztroskich Kaś, ten fragment utworu, może posłużyć Ci jako bezwzględny środek motywacyjny. Umiesz żyć tu i teraz i bez wątpienia daje ci to wiele radości. Czy nie zdarza ci się jednak patrzeć z odrobiną zazdrości na kobiety, które wzbijają się na wyżyny swoich możliwości i osiągają wszystko co sobie postanowią?

Musisz wiedzieć, że beztroska radość życia, choć jest niewątpliwie cenną cechą, rzadko kiedy mobilizuje nas do poszerzania własnych horyzontów. Żeby zyskać poczucie kontroli nad własnym życiem, musisz rozważyć fakt, że przyszłość, która wydaje ci się tak odległa, będzie wkrótce twoją teraźniejszością. Aby móc się nią kiedyś cieszyć równie mocno, co tańcem w deszczu, spróbuj nauczyć się czegoś od koleżanki Elżbiety.

1. Hedonistyczna pułapka prokrastynacji

Prokrastynacja, to cecha szczególnie często spotykana w środowisku studentów. Oznacza tendencję do odkładania na później wszystkiego co mamy do zrobienia. Będąc Kasią na pewno wiesz, o czym mowa. Po co martwić się egzaminami, skoro na dworze tak ciepło i można iść poleżakować na trawie w parku. „Carpe diem!” czyli „Chwytaj dzień” – mawiał Horacy, rzymski poeta będący pionierem filozofii życia tu i teraz. Takie myślenie ma jednak swoją ciemną stronę.  Aby żyło nam się dobrze, musimy przynajmniej od czasu do czasu sprostać obowiązkom, których się podejmujemy. Nieustanne odkładanie zadań na później, powoduje ich nawarstwianie się i z czasem może prowadzić do wzrostu odczuwanego niepokoju – będziemy musieli ponieść konsekwencje niewypełnionych zobowiązań. A wówczas tak ceniona przez nas radość z przeżywania teraźniejszości, zmniejszy się znacząco.

2. Odraczanie gratyfikacji

Wyobraź sobie, że masz pięć lat. Siedzisz w pokoju, a miły Pan, który prowadzi z tobą rozmowę, mówi Ci, że ma dla Ciebie cukierka. Zostawi Ci go i wyjdzie na chwilę z pokoju. Jeżeli jednak nie zjesz go i poczekasz aż Pan wróci – dostaniesz drugiego. Co zrobisz w takiej sytuacji?

Z perspektywy osoby dorosłej odpowiesz za pewne, że poczekasz na powrót mężczyzny. Więcej wówczas zyskasz. Analogiczne badanie prof. Waltera Mischela z Uniwersytetu Stanfordzkiego pokazało jednak, że dzieci do mniej więcej ósmego roku życia, nie potrafią na tyle dobrze kontrolować własnych popędów, by wytrzymać do powrotu badacza. Będąc naszą metaforyczną Kasią możesz mieć podobny problem. Ciężko ci poczekać na nagrodę, bo ważne jest dla ciebie to co przeżywasz w danej chwili. W ten sposób pozbawiasz się możliwości uzyskania większej nagrody w przyszłości na rzecz małej ale dostępnej od razu. Jeżeli czujesz się z tym dobrze, to wszystko jest ok. Jeżeli jednak po raz kolejny decydujesz się przejść na dietę, ale perspektywa sylwetki modelki przegrywa z kawałkiem ciasta, które możesz pochłonąć od razu, warto podjąć wysiłki żeby nauczyć się odraczania gratyfikacji. Badanie profesora Mischela wykazało bowiem, że dzieci które potrafiły poczekać na drugi smakołyk, w przyszłości odnosiły większe sukcesy, niż dzieci które od razu zjadały zaoferowany produkt. Więc jak, poczekasz na drugiego cukierka?

3. SMART (i nie chodzi mi o samochód)

Jeżeli zdecydowałaś się podjąć próbę wprowadzenia nieco większej kontroli do własnego życia, przyda ci się metoda stosowana przez menadżerów i liderów na całym świecie. Jest to metoda SMART (z ang. mądry) czyli skrót od pięciu cech charakteryzujących dobrze sformułowany cel. Aby twoje postanowienie nie było jedynie życzeniem rzuconym na wiatr powinnaś określić je tak by było Skonkretyzowane, Mierzalne, Osiągalne, Realne i Określone w czasie. Rozpracowując zatem nasze nieszczęsne odchudzanie, warto abyś wiedziała, że nie wystarczy powiedzieć sobie, że chce się być chudym. Tak sformułowany cel nigdy nie wyda ci się bardziej atrakcyjny niż nagroda dostępna od zaraz czyli np. wspomniany tort. Właściwie zbudowana treść postanowienia powinna brzmieć następująco: Do dnia 18 kwietnia 2016 roku osiągam wagę 64kg, ważąc się bez ubrania. W ten sposób nie dajesz sobie możliwości luźnej interpretacji postanowienia, dokładnie wiesz ile chcesz ważyć, w jakich okolicznościach i ile masz czasu na realizację celu. Naucz się formułować w ten sposób wszystkie swoje założenia, a będzie Ci o wiele łatwiej pokonać zarówno pokusy prokrastynacji jak i niezdolność odroczenia nagrody.

Yin i Yang

Bez względu na to czy bliżej ci do Kasi czy do Eli, zawsze miej na uwadze, że każda skrajność prowadzi do zaburzeń. Równowaga jest pojęciem uniwersalnym, cenionym w niemal każdej kulturze, odwzorowanym w symbolach takich jak np. yin i yang.

Zachowanie odpowiednich proporcji jest warunkiem powstania atrakcyjnego obrazu, udanego eksperymentu chemicznego, smacznej potrawy czy nawet dobrej relacji między dwojgiem ludzi. Abyś mogła mieć poczucie kontroli nad własnym życiem a jednocześnie potrafiła cieszyć się każdą przeżywaną chwilą musisz odnaleźć swoje miejsce na wymiarze perfekcjonizmu i beztroski. W którąkolwiek ze stron akurat się przechylisz, zawsze szukaj złotego środka korzystając z powyższych rad. Powodzenia!


Zobacz także

Fot. udostępniona ze stony Ofeminin.pl

Polka stworzyła nowy test ciążowy bez bobasa na opakowaniu. Jest znacznie prostszy w użyciu niż tradycyjne

Fot. iStock /  prudkov

Auto w garażu, własne mieszkanie, a w lodówce… pasztet. Tak się żyje z kredytem w obcej walucie

_F4A1070

„Chcę uświadomić Polkom, że mają dobre sylwetki, tylko nie potrafią dobrać do nich odpowiednich rzeczy”. Stylistka kobiet o stylu, swojej pracy i szafach Polek