Faceci też rozpaczliwie pragną związku. Bywa, że kobiety się nimi bawią potrzebując dowartościowania, jak Krzyśkiem

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
1 października 2018
Fot. iStock / OcusFocus
 

Poznałam Krzyśka w specjalistycznej przychodni lekarskiej. Należeliśmy do grupy przypadków trudnych. Spędzaliśmy wiele czasu na badaniach i siłą rzeczy, rozmawialiśmy. Nie lubię o chorobach, stąd przeszliśmy na inne tematy. Bardzo szybko się otworzył. Byłam w szoku jak mężczyzna obcej kobiecie opowiada o swoim życiu. Trochę mnie nawet to męczyło, ale słuchałam, bo co robić w poczekalni pełnej ludzi czekających na swoje badania?

Mówił dużo, ze szczegółami. Wykształcony, trochę narzucający własne zdanie. Uprzejmy, kulturalny. Bardzo szczupły, niewysoki. Koło czterdziestki. Samotny. Akurat nie mój typ. Po prostu znajomy.

Były marynarz, który żonę ponoć zastał w łóżku z innym wracając szybciej z rejsu. Uniósł się honorem. Rozwiódł się. Od tej pory zaczął poszukiwać. Namiętnie. I ciągle nie może znaleźć tej jedynej. Nawet mnie to zastanawiało, gdzie co nie gra, skoro uczciwy facet nie może spotkać drugiej połówki.

Mnie też próbował delikatnie podrywać. Absolutnie nie w sposób wulgarny. Jednak propozycja wspólnego rejsu totalnie mnie zaskoczyła. Jestem dość szalona w życiu, ale żeby z obcym facetem na tydzień gdzieś wyjechać tak o? No opcji nie ma! Pomysłów miał wiele. Kawa, kina, wypad w góry, rolki, basen. Chciał razem spędzać czas, ja jednak, mimo problemów osobistych, nie wyobrażałam sobie, żeby ruszyć w nieznane z kimś, kogo ledwo znam. Owszem, sporo o nim wiem. Szczególnie pod względem zdrowia, ale nie na tyle dużo, by tak ponieść się beztroskiej fantazji. Ten jego entuzjazm nawet mnie męczył.

Krzysztof więc zaloty wobec mnie odpuścił. Zaczął traktować jak powiernika i psychologa zarazem. Nadziwić się nie mogłam, że nawiązując znajomości przez internet sporo o sobie mówi. Praktycznie od razu wszystko. O pracy, samotności, byłej żonie i chorobie. I każdą z  nich traktuje jak potencjalną partnerkę.

Pisze z tymi kobietami, wita rano, żegna wieczorem, cały dzień podtrzymując kontakt. Wysyła zdjęcia kawy, którą by z nią wypił. Obiadu, jaki by z nią zjadł. Kwiatów, jakie by jej rzucił do stóp. Ponoć z nim piszą, otwierają się, a gdy ma dojść do spotkania zaraz znikają, zmieniają zdanie, nie mają czasu, chorują, odwiedzają ciotkę albo ciotka je, jadą do lekarza, na fitness, do biblioteki i supermarketu. Albo po prostu nie odbierają telefonu. No co za pech.

Takich akcji Krzysztof miał kilkanaście i zaczynam się zastanawiać, gdzie on popełnia błąd. To raczej uczciwy facet, nie babiarz. Ma dom, pracuje. Dba o zdrowie. Nałogów brak. No kurczę, niezła partia. Koszykarzem nie zostanie. Strongmanem też nie, ale przecież nie każdy musi. A te baby wciąż od niego uciekają.

Najbardziej mi go żal, gdy na Whatsapp ustawia status, że samotność zabija, że brak ludzi to brak powietrza itp. i zastanawiam się, co czują te, które z nim piszą, robią mu nadzieję, a potem nagle czasu nie mają. Pewnie się śmieją, że taki naiwny. Nawet mu zakazałam tych statusów, żeby się nie ośmieszał.  Z drugiej strony to po prostu uczuciowy mężczyzna, szybko się angażujący, rozpaczliwie pragnący związku. I tak sobie myślę, czego nam kobietom cholera brakuje? Jak drań to płaczemy. Jak do rany przyłóż, to mówimy, że baba nie chłop. Jak nie pokazuje emocji to bez serca, a jak jednak pokaże to cienias.

Te kobiety z nim piszą. Nie komunikują, że nie są zainteresowane związkiem. Póki je adoruje na odległość, dowartościuje, to jest dobrze. Jak chce bliżej poznać, robi się problem. I pytam się dlaczego. Dlatego, że on od razu sprawę traktuje poważnie (to chyba dobrze?), że podtrzymuje kontakt i dąży do spotkania. Taka chyba kolej rzeczy. A jednak ta jego adoracja, ciągła obecność i dostępność odpycha. I fakt, że on coś czuje. I stąd też zastanawiam się naprawdę czego my kobiety chcemy.

Krzysztof dziś znów niestety zmienił status zamieszczając ckliwy cytat wierząc, że może ją to ruszy. Potem pewnie ona wymyśli wymówkę, typu moja świnka morska ma grypę. Krzysztof wybaczy i uwierzy, że ta, z którą pisze od kilku tygodni w końcu znajdzie czas.

Życzę mu dobrze, ale nie wiem czemu czuję, że niedługo znów mi napisze, że ponownie się nie udało. Pytanie tylko dlaczego?

Poli-Ann


Sesja zdjęciowa, za którą kryje się wyjątkowa historia

Redakcja
Redakcja
1 października 2018
Fot. Facebook /This Life With Levi
 

Czasami za jednym zdjęciem kryje się niesamowita historia, z której nie zdajemy sobie sprawy. Na stronie Facebooka This Life With Levi  czytamy:

„Zostałam mamą w wieku 18 lat. Odkąd Levi skończył sześć miesięcy wychowywałam go sama. Odeszłam z toksycznego związku, wsiadłam w samolot z półrocznym dzieckiem i marynarskim workiem i czekałam na to, co przyniesie mi życie. Byliśmy bezdomni przez dobre osiem miesięcy. Ale później znalazłam pracę, dom. Wszystko zaczęło się dobrze układać.

W miarę upływu czasu, kiedy Levi zaczął chodzić do przedszkola, zauważyłam, że coś jest nie tak. Był inny. Stawał się agresywny, nie panował nad emocjami. Szukałam specjalistów, chciałam, żeby postawili nam jakąś diagnozę. amiętam, że jego przedszkolanka mówiła, że mój syn zachowuje się w ten sposób, kiedy nie dostaje tego, czego chce, tymczasem on tkwił w skrajnym emocjonalnym i psychicznym niepokoju. Poranki spędzałam razem z nim na podłodze, kiedy on płakał i błagał, żeby nie wysyłała go do przedszkola, a później szkoły. W końcu psycholodzy zajęli się moim synem. Chodziliśmy do różnych szkół, ale nie pozwalano mojemu synowi normalnie uczestniczyć w zajęciach.

Codzienne walki ze szkołą i lekarzami nie pozwoliły mi skoncentrować się na pracy. Znalazłam fotografię. Zakochałam się w niej, ale przez lata zmagałam się z diagnozą syna, nie podobała mi się. Modliłam się o normalny dzień, normalne życie.

Kilka tygodni temu w naszym życiu pojawił się trudny czas. Ja potrzebowałam operacji kręgosłupa, a mój syn zmagał się z problemami emocjonalnymi po rozpoczęciu nowego roku szkolnego. Kiedy siedziałam i płakałam z bezsilności, mój syn usiadł obok mnie i powiedział, że jestem dobrym człowiekiem, dobrą mamą. I wtedy zdałam sobie sprawę, że wszystko, czego on potrzebuje, to akceptacja tego, kim jest. Płaczę, gdy to piszę, zawiodłam jako matka. Włożyłam masę energii w urazę do tego, co powiedzieli mi lekarze, ale przecież nie przestałam kochać tego genialnego, małego człowieka, który przy mnie siedział. Tak pojawiła się potrzeba pokazania, jak niesamowity on jest w jedyny znany mi sposób – przez fotografię.

Lola, 5-letnia dziewczynka ze zdjęć jest najlepszym przyjacielem mojego syna, jego kuzynką. Od lat są nierozłączni. Uwielbia go bezwarunkowo i kocha tak, jak chciałbym, żeby wszyscy mogli go pokochać. Oboje zawsze uwielbiali się przebierać, szczególnie Levi. Za każdym razem, gdy widzi nową postać, tworzy kostium. Od Ghostbusters, przez funkcjonariuszy policji, szefów kuchni i prawników. Jeśli nie jest w jakimś kostiumie, prawie zawsze można go zobaczyć w garniturze i krawacie. Ubrania zawsze były jego obsesją, często wyniszczającą codzienne życie i funkcje. Zauważy, co kto nosi, i zapamiętuje wszystkie szczegóły.

Tak więc, podczas gdy wiele osób nie rozumie, dlaczego jego autyzm lub inne szczególne potrzeby mają coś wspólnego z tą sesją, to chciałam wam powiedzieć, że on jest tutaj w swoim żywiole. Nie ma wymuszonych uśmiechów, przekupstwa, udawania szczęścia. Jest zabawny, serdeczny chłopak, który jest moim synem”.

Tym razem w roli dinozaura. Zobaczcie tę niezwykłą sesję.


Komu może zaszkodzić aspiryna

Redakcja
Redakcja
1 października 2018
Fot. iStock/GMint

Aspiryna na ból głowy, na przeziębienie. Przecież to lek, który zaszkodzić nie powinien. A jednak.

Naukowcy z Uniwersytetu Monash w Australii zarejestrowali przebadali niemal 20 tysięcy osób w wieku  65 lat i starszych losowo podając im dzienną dawkę aspiryny zawierającej kwas acetylosalicylowy lub placebo. Okazało się, że wśród tych, którzy przyjmowali aspirynę nieznacznie podwyższyło się ryzyko zgonu w porównaniu z drugą grupą.

Kwas acetylosalicylowy zalecany jest dla osób, które przeszły zawał serca lub uda mózgu, ponieważ rozrzedza krew i minimalizuje ryzyko powstawania jej zakrzepów. Przepisywany jest chorym po zawale serca i niedokrwiennym udarze mózgu.  Prawdopodobnie zmniejsza również ryzyko niektórych nowotworów złośliwych, w tym raka jelita grubego.

Warto pamiętać, że aspiryna rozrzedza krew, dlatego lekarze rodzinni nie zalecają brania tego leku starszym osobom, którzy wcześniej nie miały problemów sercowo-naczyniowych. Okazało się jednak, że dostępna bez recepty aspiryna jest często wykorzystywana do radzenia sobie z różnymi dolegliwościami. Badania pokazują i przestrzegają – zażywanie aspiryny może przynieść więcej szkody niż pożytku.


źródło: telegraph


Zobacz także

Jak odzyskać kontrolę nad swoim życiem. 5 kroków do lepszej samoświadomości i działania

10 najbardziej destrukcyjnych zachowań

10 kłamstw na temat zdrowia, w które wierzymy