Dzisiaj naprawdę prosty pomysł, jak być dobrą dla siebie. Tydzień drugi, dzień #2

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
18 listopada 2015
Fot. Pixabay/ PublicDomainPictures /
Fot. Pixabay/ PublicDomainPictures / CC0 Public Domain

I jak mija wam listopad? Widzimy, jak walczycie, jak się staracie, by nie zapaść się w jesienną aurę. Wierzymy, że nam wszystkim się to uda i w dobrych nastrojach dotrwamy do momentu, kiedy w oknach pojawią się świąteczne lampki.

Dzisiaj w drugim dniu drugiego tygodnia proponujemy wam naprawdę banalną rzecz, która, mamy nadzieję, ostatecznie okaże się dla was bardzo łatwa.

Otóż znajdźcie dziś pięć minut dla siebie, weźcie kartkę papieru i wypiszcie wszystkie dobre rzeczy, które o sobie myślicie. Bez korygowania się. Nikt tego nie będzie oceniał, wartościował. Masz piękne włosy – napisz. Cudowny uśmiech – koniecznie. Można tobie zaufać, świetnie bawić się w twoim towarzystwie? Jesteś fantastyczną przyjaciółką? Rewelacyjnie gotujesz? Wszystko jest ważne. Wypiszcie to, co wam przyjdzie do głowy. Od najbardziej błahych rzeczy, do dla was najważniejszych. I nie korygujcie się. Bądźcie dla siebie dobre i wypiszcie wszystkie dobre rzeczy, które o sobie myślicie. Ważne, by znalazły się one na kartce papieru – namacalnie, a nie tylko w głowie.

Tę kartkę, gdy będzie gotowa, schowajcie i zaglądajcie do niej raz na jakiś czas. A jeśli poczujecie pewnego dnia, że jeszcze coś trzeba do tej listy dopisać – zróbcie to.

Pamiętaj #Bądźdobradlasiebie


 

Akcja „Bądź dobra dla… siebie”

Dołącz do nas i codziennie zrób coś dobrego dla siebie! To może być drobiazg albo marzenie życia. Godzinna w domowej wannie, 5 minut na wypicie kawy bez pośpiechu, czy zapisanie się na siłownię, a może kupno książki dla siebie na wieczór? To zależy tylko od ciebie.

ZASADY:

  1. Redakcja Oh!me codziennie opublikuje wpis pod hasłem akcji „Bądź dobra dla… siebie”.
  2. Aby wziąć udział w akcji, należy w komentarzu do wpisu opublikowanego na stronie ohme.pl dodać odpowiedź na zadanie konkursowe: „Co dobrego dziś dla siebie zrobiłaś?”
  3. Wśród osób, które będą regularnie zamieszczały komentarze z odpowiedziami, wybierzemy odpowiedzi, które najbardziej się spodobają się Jury i nagrodzimy je!
  4. Akcja będzie odbywała się w cyklach tygodniowych (Drugi tydzień: 17-23.11.2015). Po każdym zakończonym tygodniu, Jury wybierze Laureatki.
  5. Jedna osoba może wygrać jedną nagrodę.
  6. Nagrody – tydzień drugi:
    2 x  Voucher na zabiegi, ufundowany przez gabinet kosmetyczny S&B 
    1 x zestaw kosmetyków ufundowany przez markę Sesderma

Każdego dnia należy umieszczać komentarze pod aktualnym wpisem – nie przegap naszej zabawy i śledź nas na Facebooku. Zacznij już dzisiaj i napisz w komentarzu do tego tekstu – co dobrego zrobiłaś dziś dla siebie.

Tydzień drugi – zobacz wszystkie zadania


Pułapki perfekcjonizmu i beztroski. Jak być NIEdoskonałą – przewodnik dla zwykłych kobiet

Magdalena Jóźwik
18 listopada 2015
Równowaga zamiast beztroski lub perfekcjonizmu
Fot. Pixabay/ PublicDomainArchive / CC0 Public Domain

Kasia jest pełna pasji. Żyje z dnia na dzień. Nie przejmuje się przyszłością. O przeszłości zapomina. Liczy się dla niej tylko tu i teraz.

Ela to kobieta sukcesu. Stawia sobie ambitne cele i skrupulatnie je realizuje. Nie pozwala sobie na słabość. We wszystkim musi być najlepsza.– Ela to cała ja! – myślisz. A może bliżej Ci do Kasi? Każda z nas, jeśli sama nie jest reprezentantką jednej z powyżej opisanych osobowości, ma w swoim otoczeniu osoby takie jak Kasia i Ela. Oczywiście zarówno jeden jak i drugi typ charakteru to skrajności. Tymczasem równowaga to klucz do sukcesu we wszystkich dziedzinach życia. Jeśli za dużo w Tobie Eli, zapewne jesteś zmęczona i z zazdrością patrzysz na tańczące w deszczu Kasie (choć absolutnie się do tego nie przyznasz, przecież to dziecinada!). Będąc Kasią, możesz natomiast doświadczać poczucia braku kontroli nad własnym życiem i podziwiać zdyscyplinowane Elżbiety. Spróbuj zatem być po trochu każdą z nich.

„Tańcz głupia, tańcz, swoim życiem się baw!”

Słowa piosenki zespołu Lady Pank mogłyby być świetną radą dla każdej kobiety zmęczonej własnym perfekcjonizmem. Wiele z nas, nie zdaje sobie sprawy z tego, że została dotknięta obsesją idealności. W naszych czasach walka o bycie najlepszym rozprzestrzenia się po świecie jak wirus. Szybko i niepostrzeżenie. Media kreują jedyny słuszny wizerunek kobiety pięknej – liczy się tylko chudość, młodość i botoks. Najlepiej jeśli masz nie więcej niż trzydzieści lat, jesteś obiektem westchnień wszystkich mężczyzn, masz doktorat (magister to przeżytek), pracujesz w międzynarodowej korporacji na stanowisku dyrektorskim i zarabiasz co najmniej tyle co europoseł. Wtedy jesteś kimś. Przyznaj jednak, że bycie doskonałą potrafi wykończyć najtwardszą z nas. To dobrze, że masz swoje cele i że potrafisz skutecznie je realizować. Skoro jednak, we wszystkim jesteś perfekcyjna, naucz się też być perfekcyjnie NIEdoskonała.

1. Kontroluj kontrolowalne

Jeżeli jesteś kobietą taką, jak opisana we wstępie Elżbieta, na pewno uwielbiasz mieć wszystko (i wszystkich) pod kontrolą. Skrupulatnie planujesz swoje cele i zadania, a potem realizujesz punkt po punkcie, nie dając sobie miejsca na odstępstwa. Za pewne nie jest ci obce uczucie frustracji towarzyszące sytuacjom, w których z przyczyn niezależnych od ciebie nie możesz swoich planów zrealizować. Pytasz wówczas siebie samą co zrobiłaś źle i gdzie nie byłaś dość dokładna. Tymczasem odpowiedź na to pytanie brzmi: Nigdzie! Wszystko zrobiłaś dokładnie tak jak powinnaś.

Prawdopodobnie nie chcesz albo nie możesz przyjąć do wiadomości, że nie wszystko da się zaplanować. Nie chcesz, bo pogodzenie się z tym, że są sfery życia które nie podlegają naszej kontroli może kosztować cię mnóstwo pracy nad sobą. W ten sposób musisz opuścić swoją strefę komfortu, którą tworzy złudne poczucie, że wszystko co dzieje się w twoim życiu zależy tylko od Ciebie. Niestety, elementem twojego życia są również inni ludzie, którzy mają własną wolę, plany i poglądy. Zderzenie waszych światów prowadzi często do tego, że ktoś musi choć częściowo modyfikować swoje założenia. A to wymaga pokory i zaakceptowania faktu, że czasami zmiana planów jest niezbędna byśmy mogły dalej się rozwijać.

2. Zaplanuj brak planów

Dobrze jest mieć plany. Dobrze jest mieć cele. Warto działać i spełniać swoje marzenia. Warto też pamiętać o sobie i nauczyć się zostawiać puste kartki w wypełnionych zapiskami kalendarzach. Jeśli cały tydzień spędzasz będąc na najwyższych obrotach, zmiana programu działania na nic-nie-robienie może być dla Ciebie wyzwaniem większym niż kolejny ambitny cel. Zaplanuj dzień bez planów. Żadnych. Wstań wtedy, gdy się wyśpisz i rób tylko to na co przyjdzie ci ochota.

Spacer? Proszę bardzo. Kieliszek wina w południe zamiast przed północą? Dlaczego nie. Samotna wycieczka do kina? A może nawet klubu? Idź na całość! Pozwól sobie na przyjemności. Kto wie, może taka forma oderwania się od kontrolowania każdego kroku jaki podejmiesz wejdzie ci w nawyk i zamiast jednego dnia w miesiącu, wygospodarujesz dla siebie cotygodniowy urlop od planowania.

3. Tańcz głupia tańcz!

Zachowanie Kasi, która tańczyła w deszczu, wydawało ci się dziecinne? To typowe dla kobiet, które mają potrzebę sprawowania kontroli nad własnym życiem. Niestety, wiele z nich koncentruje się na przyszłości tak bardzo, że zupełnie zapomina o teraźniejszości. A będąc wiecznie w przyszłości, nie dajemy sobie prawa to radości z tego co już udało nam się zrealizować. Tworzymy kolejne plany i postanowienia, dzielnie walczymy o to by zdobyć wszystko co sobie założyłyśmy, a gdy już to mamy angażujemy się w dalsze projekty ulepszania siebie zapominając zupełnie, że dopiero co odniosłyśmy sukces. Daj sobie chwilę na świętowanie. Choć raz na jakiś czas, spróbuj zapomnieć o tym co musisz zrobić i ciesz się tym co już zrobiłaś. Bądź tu i teraz. Zauważ piękno świata który cię otacza i ciesz się, że dane ci jest widzieć, czuć i słyszeć to, czego wielu z nas nie może doświadczyć.

„Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”

 Jestem nieco sceptycznie nastawiona do słów piosenki Marka Grechuty pt. „Dni, których nie znamy”. Chodzi mi oczywiście o fragment będący tytułem. Naturalnie, jeżeli spotyka nas coś złego dobrze jest patrzeć optymistycznie w przyszłość i wierzyć w to, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jeżeli jednak, należysz do kategorii beztroskich Kaś, ten fragment utworu, może posłużyć Ci jako bezwzględny środek motywacyjny. Umiesz żyć tu i teraz i bez wątpienia daje ci to wiele radości. Czy nie zdarza ci się jednak patrzeć z odrobiną zazdrości na kobiety, które wzbijają się na wyżyny swoich możliwości i osiągają wszystko co sobie postanowią?

Musisz wiedzieć, że beztroska radość życia, choć jest niewątpliwie cenną cechą, rzadko kiedy mobilizuje nas do poszerzania własnych horyzontów. Żeby zyskać poczucie kontroli nad własnym życiem, musisz rozważyć fakt, że przyszłość, która wydaje ci się tak odległa, będzie wkrótce twoją teraźniejszością. Aby móc się nią kiedyś cieszyć równie mocno, co tańcem w deszczu, spróbuj nauczyć się czegoś od koleżanki Elżbiety.

1. Hedonistyczna pułapka prokrastynacji

Prokrastynacja, to cecha szczególnie często spotykana w środowisku studentów. Oznacza tendencję do odkładania na później wszystkiego co mamy do zrobienia. Będąc Kasią na pewno wiesz, o czym mowa. Po co martwić się egzaminami, skoro na dworze tak ciepło i można iść poleżakować na trawie w parku. „Carpe diem!” czyli „Chwytaj dzień” – mawiał Horacy, rzymski poeta będący pionierem filozofii życia tu i teraz. Takie myślenie ma jednak swoją ciemną stronę.  Aby żyło nam się dobrze, musimy przynajmniej od czasu do czasu sprostać obowiązkom, których się podejmujemy. Nieustanne odkładanie zadań na później, powoduje ich nawarstwianie się i z czasem może prowadzić do wzrostu odczuwanego niepokoju – będziemy musieli ponieść konsekwencje niewypełnionych zobowiązań. A wówczas tak ceniona przez nas radość z przeżywania teraźniejszości, zmniejszy się znacząco.

2. Odraczanie gratyfikacji

Wyobraź sobie, że masz pięć lat. Siedzisz w pokoju, a miły Pan, który prowadzi z tobą rozmowę, mówi Ci, że ma dla Ciebie cukierka. Zostawi Ci go i wyjdzie na chwilę z pokoju. Jeżeli jednak nie zjesz go i poczekasz aż Pan wróci – dostaniesz drugiego. Co zrobisz w takiej sytuacji?

Z perspektywy osoby dorosłej odpowiesz za pewne, że poczekasz na powrót mężczyzny. Więcej wówczas zyskasz. Analogiczne badanie prof. Waltera Mischela z Uniwersytetu Stanfordzkiego pokazało jednak, że dzieci do mniej więcej ósmego roku życia, nie potrafią na tyle dobrze kontrolować własnych popędów, by wytrzymać do powrotu badacza. Będąc naszą metaforyczną Kasią możesz mieć podobny problem. Ciężko ci poczekać na nagrodę, bo ważne jest dla ciebie to co przeżywasz w danej chwili. W ten sposób pozbawiasz się możliwości uzyskania większej nagrody w przyszłości na rzecz małej ale dostępnej od razu. Jeżeli czujesz się z tym dobrze, to wszystko jest ok. Jeżeli jednak po raz kolejny decydujesz się przejść na dietę, ale perspektywa sylwetki modelki przegrywa z kawałkiem ciasta, które możesz pochłonąć od razu, warto podjąć wysiłki żeby nauczyć się odraczania gratyfikacji. Badanie profesora Mischela wykazało bowiem, że dzieci które potrafiły poczekać na drugi smakołyk, w przyszłości odnosiły większe sukcesy, niż dzieci które od razu zjadały zaoferowany produkt. Więc jak, poczekasz na drugiego cukierka?

3. SMART (i nie chodzi mi o samochód)

Jeżeli zdecydowałaś się podjąć próbę wprowadzenia nieco większej kontroli do własnego życia, przyda ci się metoda stosowana przez menadżerów i liderów na całym świecie. Jest to metoda SMART (z ang. mądry) czyli skrót od pięciu cech charakteryzujących dobrze sformułowany cel. Aby twoje postanowienie nie było jedynie życzeniem rzuconym na wiatr powinnaś określić je tak by było Skonkretyzowane, Mierzalne, Osiągalne, Realne i Określone w czasie. Rozpracowując zatem nasze nieszczęsne odchudzanie, warto abyś wiedziała, że nie wystarczy powiedzieć sobie, że chce się być chudym. Tak sformułowany cel nigdy nie wyda ci się bardziej atrakcyjny niż nagroda dostępna od zaraz czyli np. wspomniany tort. Właściwie zbudowana treść postanowienia powinna brzmieć następująco: Do dnia 18 kwietnia 2016 roku osiągam wagę 64kg, ważąc się bez ubrania. W ten sposób nie dajesz sobie możliwości luźnej interpretacji postanowienia, dokładnie wiesz ile chcesz ważyć, w jakich okolicznościach i ile masz czasu na realizację celu. Naucz się formułować w ten sposób wszystkie swoje założenia, a będzie Ci o wiele łatwiej pokonać zarówno pokusy prokrastynacji jak i niezdolność odroczenia nagrody.

Yin i Yang

Bez względu na to czy bliżej ci do Kasi czy do Eli, zawsze miej na uwadze, że każda skrajność prowadzi do zaburzeń. Równowaga jest pojęciem uniwersalnym, cenionym w niemal każdej kulturze, odwzorowanym w symbolach takich jak np. yin i yang.

Zachowanie odpowiednich proporcji jest warunkiem powstania atrakcyjnego obrazu, udanego eksperymentu chemicznego, smacznej potrawy czy nawet dobrej relacji między dwojgiem ludzi. Abyś mogła mieć poczucie kontroli nad własnym życiem a jednocześnie potrafiła cieszyć się każdą przeżywaną chwilą musisz odnaleźć swoje miejsce na wymiarze perfekcjonizmu i beztroski. W którąkolwiek ze stron akurat się przechylisz, zawsze szukaj złotego środka korzystając z powyższych rad. Powodzenia!


„Chyba wezmę cię na 7 piętro onkologii, żebyś zobaczyła jak dzieci żegnają się z matkami. Zrozumiesz, co to są prawdziwe problemy”. Ania Szubert – życie po raku

Katarzyna Troszczyńska
Katarzyna Troszczyńska
17 listopada 2015
Fot. Archiwum prywatne
Fot. Archiwum prywatne

Kilka lat temu Ania Szubert siedziała z koleżanką po mastektomii w znanym w stolicy lokalu Warszawa Wschodnia. Koleżanka, mimo przebytej choroby piękna, zadbana. Ania zwierzała się jej z problemów z facetami. „Chyba wezmę cię na siódme piętro oddziału onkologii, żebyś zobaczyła jak dzieci żegnają się z matkami. Zrozumiesz, co to są prawdziwe problemy” powiedziała przyjaciółka. „Nie zniosłabym tego chyba” pomyślała Ania.

Pomagaj i ostrzegaj innych

Ania Szubert. 31 lat. Fotografka. 24 kwietnia 2015 roku dowiedziała się, że ma w klatce piersiowej guza wielkości głowy niemowlaka. Że to chłoniak. Mówiła o tym już kilka razy. Dla Rzeczpospolitej zrobiła sobie sesję na 12 centymetrowych szpilach. Wspólnie z przyjaciółką, Anastazją, która wspierała ją podczas choroby. Piękne, szczupłe, zadowolone. Mało osób wie, że Ania nie potrafiła ustać w tych szpilkach – tak miała osłabione mięśnie. Wesoła była też, gdy robiono z nią materiał w TVN. „Wspaniale znosisz chorobę” mówiła dziennikarka. Tak, Ania rzadko płacze. Nawet psycholog na oddziale onkologii w Warszawie mówiła jej: – Ty musisz płakać!

Ale Ania czuje przede wszystkim misje. Żeby wspierać inne dziewczyny, które dowiadują się, że są chore. Żeby namawiać każdą z nich, żeby się badała.

Wczoraj na jej publicznym profilu na Facebooku artystyczne, pół nagie, zdjęcie. „Rosnę” podpis. I dziękuję. Ania na nim z mocnym makijażem, bez peruki. Choć kilka razy powtarzała, że ta utrata włosów była dla niej najtrudniejsza. Że jest artystką, więc część estetyczna życia jest ważna. „Szkoda będzie tych włosów” powiedziała do niej lekarka. „A może się uda, może tylko się przerzedzą?” spytała Ania. „Nie” głos lekarki był stanowczy. „Przy tak mocnej chemii na pewno je stracisz”. Chemia była czerwona, w nowotworowym żargonie nazywa się ją: „fryzjerka”, bo zawsze się po niej traci włosy. I Ania też je straciła.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Była wtedy w szpitalu, wstała rano, poszła się myć. Gdy się czesała spora kępka została na szczotce. „Ala, to już” zadzwoniła do przyjaciółki. Przyjaciółka chwilę później przyjechała z maszynką. Wcześniej to ustaliły. Psychoonkolog, która pracowała z Anią wcześniej powiedziała: nie dawkuj sobie stresu, nie obcinaj włosów po trochu. Przeżyj jeden szok. – I przeżyłam– wspomina Ania. – Choć potem, gdy już byłam łysa nabrałam dystansu.

„Najbardziej boję się o włosy” zwierzył się Ani jeden z pacjentów. To już było dużo później. Ona była w szpitalu długo, on krótko.

„Nie bój się” powiedziała. I zdjęła perukę.

„No fajnie wyglądasz” zaśmiał się.

Ale nie mówcie znajomym i bliskim chorym na raka, że włosy odrosną. Oni to wiedzą. Ale tu i teraz czują się z tym źle.

Zrozum, że świat może zmienić się w sekundę

Był 24 kwietnia. Ania:  – Zwyczajny dzień, robiłam klientce zdjęcia. „Jakie ty masz sine usta, natychmiast idź do lekarza” powiedziała tamta. Próbowałam jeszcze pracować. Ale musiałam przerwać sesję, tak było mi słabo. Nawet nie skupiłam się na tym, co mówi klientka. Miewałam już sine usta. Ale jestem odporna na ból. To czasem plus, czasem minus w życiu. W przypadku choroby minus, bo zniesiesz więcej niż inni. Dopóki egzystujesz, pracujesz, oddychasz to znaczy, że żyjesz.

Ani spuchła twarz. Zaczęła mieć duszności, swędziało ją ciało. „Co za cholerna woda” myślała. Była pewna, że to alergia, organizm reaguje na to, że ona wiecznie w drodze. Między Warszawą, gdzie pracowała, a Poznaniem, w którym mieszkała.Ileś godzin na nogach.  Męczący kaszel, przemęczenie, chudnięcie. – W pewnym momencie nawet nie spałam na wznak. Po chwili leżenia na plecach zaczynałam się dusić.

24 kwietnia, tego samego dnia, gdy klientka powiedziała: „Zbadaj się, masz sine usta” Ania wylądowała w szpitalu.

– Pojechałam z moim chłopakiem do kolegi. Miał mi podać odżywkę w kroplówce, dla sportowców. Powiedział: „Jedź na SOR, masz taką arytmię, nigdy takiej nie słyszałem”. Wylądowałam na Izbie Przyjęć, kolejka. Pełno starszych ludzi, dzieci z urazami. Na początku stałam o własnych siłach, w końcu osunęłam się na fotel. Zauważył to któryś z lekarzy. „Proszę tyłem, zaprowadzę panią do internisty, nie mogę pani wpuścić ot tak, zaraz będzie bunt wszystkich czekających”.

Szpitalne kuriozum. Niby. Potem RTG, USG jamy brzusznej. Lekarz Pierwszy: „Nie jestem upoważniony, ale jest pani ciężko chora. Ma pani guza. Jakie rokowania? Trudno powiedzieć. Do badania histopatologicznego”. Lekarz Drugi: „Albo potworniak albo chłoniak. Czeka panią ciężka chemia”.

Bój się i walcz

Ania: – Wylądowałam na IOM–ie. Pełno rurek, kabli. Większość ludzi zaintubowanych. Pamiętam krzyk chłopaka po wypadku wybudzonego ze śpiączki. Miał rozszczepiony kręgosłup, odleżyny. Wył z bólu tak, że nigdy nie zapomnę.

Ania wtedy słyszy: „Trzeba uspokoić serce”. Dostaje morfinę. Anastazja pisze SMS–y: to nie wyrok, to tylko diagnoza, jak podda się twoja głowa, podda się ciało. Jeśli masz zamiar zrezygnować z walki, od razu zamawiaj trumnę. To mogłyby być żarty, ale nie są.

Ania dzisiaj: – Od dwóch lat mówiłam: będę miała raka, że czuję to.

Anastazja: – Ona sobie to wywołała. Miała ciężki rok. Zginął jej dziadek, który był jak ojciec, okazało się, że zdradza ją facet. Rak bierze się ze stresu, napięcia, szczególnie chłoniak, który nazywany jest chorobą arystokratów, chorobą ludzi wrażliwych.

Ania pamięta taką scenę. Ląduje na 6 piętrze w szpitalu onkologicznym w Warszawie. Ma mieszkać w jednym pokoju z Kamilą. Kamila nie ma rzęs, brwi, włosów. Wygląda jak typowy pacjent onkologiczny: „Jestem poddana takiemu programowi leczenia, osiemnaście tygodni”. Ania myśli: Pół roku w szpitalu? Nie wierzę. Straszne. Ona jeszcze wygląda jak osoba z Właściwego świata. Makijaż, zrobione włosy, świeżość.  Chwilę później do pokoju przychodzi lekarka: „Mam dla pani program, osiemnaście tygodni. – Siedziałam tyłem do drzwi, patrzyłam w okno. Był 4 maja, zachodziło słońce. Zrobiłam zdjęcie. „Mój nowy świat. Na pół roku” napisałam na Facebooku.

Potem Ania pamięta: podawanie prefazy (czyli tzw. przed chemia, której celem jest sprawdzenie jak organizm zniesie chemię właściwą). Maleńkie próbki po których podaniu dostawała drgawek tak silnych, że odbijała się od łóżka z powodu tych drgań, ból kości tak mocny, że nie wiedziała, że w ogóle coś tak boli.

A przecież była odporna na ból. I dzielna, i silna, mocna. I tak dalej.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Nie oceniaj, pozbądź się złych emocji

Pół roku w szpitalu. Uczysz się, że

– centrum świata to jest 17.00, spotkania na balkonie, śmiech, wspólne oglądanie kabaretów, zamawianie pizzy, dowcipu. Pani Ela, która już miała cztery nawroty i wszyscy nazywają ją królowa Elżbieta I, bo pokonała zespół Richtera. Jurek, który wyszedł ze śpiączki, Kuba, który wciąż się śmieje.

– tu toczy się twój świat. Jest najpiękniejszy, bo chłoniak rokuje, ludzie łatwiej się otwierają, jest wesoło, piętro wyżej kobiety walczą z rakiem piersi, a dwa piętra wyżej jest oddział nowotworów twarzy i szyi. Jest tam cicho i smutno. Zupełnie tak jakbyś wylądowała na innej planecie.

– masz zakaz wyjścia, bo wszędzie są zarazki. Ale kiedyś uciekasz do Lidla i czujesz, że to jest magiczna wyspa. Pięknie, kolorowo. Ale jesteś zmęczona tak, że gdy kucasz przy półce już nie możesz podnieść się sama. Ale masz poczucie, że wyrwałaś się do życia, bo TAM to jest nadzieja na życie, ale codzienność w celach bez krat, a rytm twojego życia to badania, chemie, spadki i wzrosty parametrów krwi. Radość i płacz w niedzielę, bo twój ukochany synek,  Natan tak daleko.

„Mamo, zostanę lekarzem i cię wyleczę” mówi on – przez telefon.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Wspiera cię były partner, rodzina.

– płaczesz w każdą niedzielę. Bo jesteś daleko. Od syna. I wszystkiego co kochasz. A na oddziale mówią: „Słoneczko płacze…”

– przewartościowujesz swój świat. Naprawdę płakałaś z powodu facetów? Dziś podają ci chemię. Tak silną, że gdy pielęgniarki zmieniają ci wenflon, a kropla płynu, który podają ci do krwi, spada na linoleum– wypala podłogę. „Żyły człowieka zniosą wszystko” pociesza jedna z pracownic szpitala.

Człowiek zniesie wszystko. By żyć.

17 listopada. Guz Ani ma 11 cm. Lekarka mówi: „on jest już martwy, trup, ale musimy go naświetlać”

Ania Szubert mówi: „Kopię leżącego”.

Niedawno przeszła zapalenie nerwu serca. Radioterapia trwa.

Ale Ania będzie żyła.

Zaczyna znów robić zdjęcia, przytyła 18 kg, pięknieje.

Badajcie się.


Zobacz także

Fot. iStock /Veleri

Plotka wiecznie żywa? Nie, jeśli wypowiesz to jedno zdanie

Fot. Screen z YoutubeHuawei Mobile Poland

Najpiękniejsze świąteczne reklamy tego roku

Fot. iStock / Dekalog człowieka radosnego

Dekalog człowieka radosnego. 10 rzeczy, których naprawdę nie musisz