Dzisiaj, w kolejną rocznicę śmierci Ani Przybylskiej, wzruszający wpis partnerki Jarosława Bieniuka. Zobaczcie koniecznie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 października 2017
By Ja Fryta [CC BY-SA 2.0], via Wikimedia Commons
 

Mijają trzy lata od śmierci Ani Przybylskiej… Pamiętam ten dzień i telefon, że nie żyje… Smutno. Smutno i dziś, choć wiemy, że życie jej dzieci i partnera toczy się dalej. Tak jak życie wielu z nas po stracie kogoś bliskiego.

Była cudownym człowiekiem, kochała życie i nie sposób sobie wyobrazić, co czuła wiedząc, że zostawia tutaj trójkę swoich dzieci i ukochanego. Dzisiaj wiemy, że może być spokojna. Choć na Jarosława Bieniuka spłynęła fala krytyki, kiedy na jaw wyszedł jego nowy związek z Martyną Gliwińską, to on z pewnością wiedział, co robi, z kim się wiąże i komu może zawierzyć w wychowaniu swoich dzieci.

Dzisiaj na swoim Instagramie Martyna Gliwińska zamieściła wzruszający wpis… Co więcej można powiedzieć?

Trzy lata temu świat Twoich najbliższych wywrócił się do góry nogami… Twoje trzy kopie codziennie zaszczepiają cząstkę Ciebie w ludziach, których spotykają. Nie ma Cię ale dzięki najukochańszym dzieciakom wciąż jesteś. Zawsze mi obca a jednak bliska. Żałuje, że nie możemy sobie po prostu pogadać… Odpoczywaj


Ojciec nie wybaczy jej, że uciekła z zakonu, że żyje z mężczyzną bez ślubu. Ale ona jest silna, jak nigdy wcześniej

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 października 2017
Fot. iStock/AlekZotoff
 

Mała wieś za Ostrołęką. Kilkanaście domów, krajobraz popegeerowski. Pola, lasy, kilka przystanków – widmo. Jeden sklep spożywczy, stara remiza, kilka zabudowań, które popadają w ruinę. Cisza i spokój. Tu urodziła się Ola, jako najstarsza z czwórki rodzeństwa. Prócz niej, w domu były jeszcze dwie siostry i brat – oczko w głowie rodziców. Tata i mama pracowali całe życie na gospodarstwie. Porządna rodzina, żadnej patologii, biedy też u nich nie było. Co niedziela do kościoła, potem obiad podany na białym obrusie i koniecznie domowe ciasto. Żeby wiedzieli, że Olka im taki numer wykręci, że trzeba się będzie za nią wstydzić przed całą wsią… inaczej by z nią rozmawiali. Nikt by jej nie popuścił. Kto to widział, żeby z zakonu do miasta uciec, studia skończyć, a jeszcze – co najgorsze – z chłopem bez ślubu pod jednym dachem zamieszkać?

Dzieciństwo przecież miała dobre. Nie mogła się skarżyć.  Do szkoły Ola chodziła do sąsiedniej wsi, tam poznała swoją najlepszą przyjaciółkę. Razem się zakochały, beznadziejnie zresztą, w tym nauczycielu, co do nich z miasteczka na angielski przyjeżdżał. Angielskiego się nauczyła najlepiej w szkole. Z tej miłości.

Jak widzieli Oli przyszłość jej rodzice? Za mąż, jak najszybciej, potem dzieci, a nawet jakby się już zdarzyło z brzuchem do ołtarza, to też nie szkodzi. Byle gdzieś niedaleko osiadła, bo jako najstarsza miała gospodarstwo, po ich śmierci, odziedziczyć. Hektary można połączyć, gospodarsto powiększyć. Żeby cała praca, całe życie na marne nie poszło.

Tylko, że ona zawsze była „inna”. Lubiła książki, lubiła się uczyć. Nic z tym nie mogli zrobić. Kiedy żyła babcia, miała jeszcze w niej wsparcie. To babcia mówiła: „ucz się, wyjedź stąd, ty tu dziecko szczęścia nie zaznasz, ty jeszcze na studia pójdziesz”. A tata powtarzał, że po jego trupie takie herezje i wykręcał żarówki, żeby Olka nie mogła wieczorem czytać. Poradziła sobie. Za pieniądze, które dostała od babci, kupiła po kryjomu latarkę i czytała pod kołdrą. Siostry, z którymi dzieliła pokój, zazwyczaj już spały. Raz tylko młodsza poskarżyła się ojcu na Olkę, że po nocach świeci i spać nie daje. Piekło się rozpętało. Awantura była, że pościel spali, że cały dom z dymem pójdzie. Musiała latarkę oddać. Ale czytanie „przewalczyła”. Tak długo chodziła za ojcem, tak długo prosiła, aż oddał. Wściekł się, ale oddał.

Nie, rodzice nigdy jej nie bili. Oni tylko… narzucali jej swoje zdanie. Całe dzieciństwo przeżyła pod ich dyktando. Równo dyktowali, głośno, wyraźnie, tylko… jej nic dobrze nie szło z tego, co powinna umieć. Nie szło jej gotowanie, a sprzątając wędrowała gdzieś daleko w świat wyobraźni. Przy zwierzętach nie umiała opanować emocji, w pole nie ciągnęło jej w ogóle. Chyba, że na łąkę. I nad rzeką. Tam pisała opowiadania, piękne. Pani w szkole chwaliła Olę. Że tyle zna ładnych słów, że umie ich używać. Mama była nawet chwilę dumna, ale ojciec zarządził, żeby lepiej się do matematyki przyłożyła, niech się nauczyć dobrze pieniądze liczyć. Z polskiego to wystarczy, że umie czytać, głupia nie jest.

Pierwszy raz zbuntowała się, kiedy potajemnie złożyła papiery do liceum, a nie do technikum gastronomicznego jak chcieli rodzice. – „Zawód masz mieć, a nie o studiach myśleć! U nas w rodzinie studentów nie było i wyszliśmy na ludzi” – krzyczał ojciec. Ale ona się uparła, jak z tą latarką. Pójdzie do liceum i koniec. Skąd w niej tyle zaciętości? Nie potrafili tego zrozumieć. Przecież to dobre dziecko, posłuszne było. Że dwie lewe ręce do gospodarstwa, to inna sprawa. Ale łagodna dotąd dziewczyna, uparła się i nie było rady. Wymusili na niej tylko jedno – po liceum ma się „uspokoić”, wyjść za mąż. Albo – nowicjat. Może w zakonie wybiją jej z głowy te romantyczne bzdury, to całe pisanie, te studia i miasto.

Ola zgodziła się, na „odczep się”. Pomyślała, że jakoś to będzie. Że dopnie swego, a do zakonu na pewno nie pójdzie. Za mąż tym bardziej. Za kogo? Chłopaka nie miała, w sercu ciągle jeszcze tliło się platoniczne uczucie do anglisty z podstawówki. W szkole szło jej świetnie – z polskiego, historii, z języków. Gorzej z przedmiotów ścisłych, ale tragedii nigdy nie było.

Skończyła liceum, maturę z polskiego napisała jako jedna z najlepszych. Ojciec postanowił – koniec tych wygłupów. Kandydatów na męża zabrakło, Olka pójdzie do sióstr. Tam się uspokoi, przyda się na coś, znajdzie swoje miejsce. A raczej, ktoś jej powie, gdzie ono jest. Nie będzie sobie sama decydować o własnym życiu, bo tylko głupot narobi. Gotować się wreszcie nauczy. Ola w płacz. Nie pójdzie. Za dużo się dowiedziała, o życiu, o świecie. Chce na studia. Z domu ucieknie, zabije się, potnie. Ojciec zamknął ją na strychu, na klucz. Niech siedzi, póki rozum jej nie wróci, a nie będzie się cięła. Wrócił.

Złamała się. Przestraszyła. Jak miała z nim walczyć? Babcia umarła, znikad wsparcia. W domu wszyscy pod dyktando ojca. Poszła za kratę, do klasztoru. Zawsze była wierząca, Rodzice szczęśliwi. Nigdy nie zapomni tych łez szczęścia w oczach taty, kiedy odwoził ją do sióstr na rozmowę. Na pytania odpowiadała jak maszyna, ale posłusznie, spokojnie. Ten jej spokój spodobał się siostrom. Uznano, że będzie się nadawała. W domu zapanował spokój. Ola miała w głowie totalną pustkę. Jej przyjaciółka wyjechała do miasta, szła na studia. Teraz miały stracić kontakt. Rozpacz z powodu utraty przyjaciółki mieszała się z lękiem o przyszłość. Poddała się lękowi. Przegrała tę bitwę.

W nowicjacie wytrzymała cztery miesiące. Cztery, długie, nieznośne miesiące, podczas których dowiedziała się, że właściwie jest nikim, a jej zdanie, jej pogląd na świat, na życie, na wiarę nikogo nie obchodzi. Bo jej zadaniem jest nie myśleć, tylko służyć innym.

Do dziś śni jej się, jak siostra przełożona wyjmuje z jej torby Dzienniki Anny Frank, a potem wyrywa z książki kartka po kartce, patrząc jej się surowo i ironicznie prosto w oczy.  Od tego dnia wiedziała już na pewno, że to jest miejsce, w którym może tylko zwariować. Że się tu nie odnajdzie nigdy. I to dało jej siłę. Niezwykłą siłę. Ten bunt i jeszcze – paradoksalnie – wiara w Boga. Bo jej Bóg był inny niż ten zakonny. Jej Bóg ją kochał i chciał, by była szczęśliwa. Uknuła plan, przez kilka tygodni udawała pokorę. Pewnego dnia po prostu wyszła i nie wróciła. Uciekła. Wiedziała, że w domu nie ma czego szukać. Pojechała do miasta, w tych ciuchach nowicjuszki. Pomogła jej przyjaciółka, zorganizowała ubranie, dała dach nad głową, pomogła znaleźć pracę. Do domu Ola dała tylko znak, że żyje, że mieszka w mieście. Ojciec powiedział wyraźnie: w domu nie ma już czego szukać.

Minęło siedem lat. Ola jest szczęśliwa. Oddycha. Skończyła studia, polonistykę. Uczy w szkole, co było jej marzeniem. Pisze też artykuły do portalu internetowego i opowiadania, do szuflady. Zakochała się, mieszka z narzeczonym. Na razie nie planują ślubu, ale to dobra miłość, jasna. Pełna szacunku.

Czasem Ola chciałaby odwiedzić rodzinny dom. Ale tam jej już nie chcą. Wyrzekli się jej. Ojciec wie, że Olka mieszka jak bezwstydnica z mężczyzną. To, że skończyła studia jeszcze by jej wybaczył. Ale, że uciekła z zakonu i żyje z chłopakiem bez ślubu – nigdy. Powiedział raz nawet, że bardziej by się śmierci spodziewał niż „tego”.

Piotrek, najmłodszy z rodzeństwa – idzie na księdza.  Siostry – Ala i Kaśka wyszły za mąż. Ola podejrzewa, że Kaśka nie jest szczęśliwa w małżeństwie. Właśnie urodziła drugie dziecko, jest zmęczona, opuchnięta, a Waldek (mąż) trzeci tydzień opija pępkowe. Ola wie o tym od Alki, bo z nią, po kryjomu, utrzymuje kontakt. Co z tego, że Waldek ma hektary, że dom zbudował, jak do bitki się bierze? Ola martwi się o siostrę. I tęskni. Za rodzeństwem, za wsią. Za rodzicami też. Tylko, że wie, rozumie – oni jej nie wybaczą. Więc musi iść dalej tą swoją drogą. Dobrze, że jest ktoś, kto ją rozumie. I kocha taką, jaka jest naprawdę.

Ola jest silna, jak nigdy wcześniej. Zawalczyła o siebie, o swoje szczęście, o przyszłość. Ta walka ją zbudowała, stworzyła. Bo nic już człowieka nie złamie, jeśli odwrócili się od niego rodzice. Nic już nie będzie gorsze, trudniejsze. Nic tak nie zahartuje „na życie”.


Na myśl o kolejnych urodzinach robi ci się smutno? Zobacz, ile wraz z wiekiem zyskujesz

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
5 października 2017
Fot. iStock/AzmanL

Zapewne pamiętasz jeszcze, jak bardzo czekałaś na swoje 18. urodziny. Pełnoletność wydawała ci się wówczas taka fascynująca. Euforia z okazji każdych kolejnych urodzin trwała jeszcze pewnie jakieś 12 lat. Wszystko zmieniło się w okolicy 30-tki. Teraz liczba świeczek na torcie zamiast cieszyć, dołuje. Kiedy zalewałaś się łzami z powodu pierwszych zmarszczek wokół oczu i pojedynczych siwych włosów, zastanowiłaś się choć przez moment, jak bardzo zmieniłaś się wraz z wiekiem? Co z twoją psychiką i osobowością zrobiły zdobyte doświadczenia?

Cofnij się na chwilę do czasów, gdy miałaś 20, 25 lat. Pamiętasz, jak wtedy pochodziłaś do życia? Jakim byłaś człowiekiem? Jak reagowałaś w sytuacjach stresujących i co było wówczas na szczycie twoich priorytetów. Uśmiechnęłaś się teraz pod nosem, prawda? Nie powinnaś tęsknić za tym wszystkim, a jedynie wspominać ze świadomością, że dzięki tym wszystkim doświadczeniom jesteś dziś mądrą, dojrzałą kobietą. Wiesz, co dzieje się z tobą wraz z wiekiem?

Przestajesz się tak przejmować

Z biegiem lat coraz mniej interesuje cię, co myślą o tobie inni. Nie analizujesz tego, czy twój ubiór wzbudzi na ulicy zainteresowanie przechodniów i co powie twoja znajoma na wieść o tym, że znów wydałaś całą premię na buty. Zaczynasz po prostu żyć w zgodzie ze sobą.

Zaczynasz odnajdywać wewnętrzny spokój

W młodości chcemy otaczać się ludźmi, rozmawiać, bywać i eksplorować, ponieważ zewnętrzne bodźce dodają nam energii. Wraz z wiekiem coraz bardziej doceniamy samotność. Te momenty, gdy można skupić się na sobie i zajrzeć do własnego wnętrza.

Wzmacnia się twój system wartości

Najprawdopodobniej nie zmieni się on znacznie. Będzie za to bardziej zakorzeniony. Doświadczenia życiowe powodują, że łatwiej uświadamiamy sobie, czego od życia chcemy, co jest dla nas ważne i potrafimy w końcu to nazwać, choć zawsze gdzieś tam myśli te nam towarzyszyły.

Zaczynasz lubić niektóre swoje cechy

Wcześniej irytowało cię, że jesteś taką perfekcjonistką? Prawdopodobnie z wiekiem polubisz to i zaakceptujesz. Co więcej, będziesz potrafiła wykorzystać cechy, które do tej pory cię irytowały. Teraz już nie obawiasz się osądzenia ze strony innych ludzi więc łatwiej jest ci pokazać swoją prawdziwą twarz.

Potrafisz spojrzeć szerzej

To, co kiedyś wydawało ci się problem nie do przeskoczenia, dziś najprawdopodobniej uznałabyś to za drobiazg. Pamiętasz, jak wtedy rozpaczałaś? Z biegiem lat łatwiej nam ocenić, czy coś jest ważne czy nie.

Jesteś pewna siebie

Jako młoda dziewczyna bałaś się głośno wyrażać swoje zdanie? A może wydawało ci się, że nie masz racji lub to, co chcesz powiedzieć, nikogo nie zainteresuje? Spokojnie, wraz z wiekiem wszystko się zmieni. Im jesteś starsza, tym chętniej mówisz to, co myślisz i umiesz walczyć o swoje.

Nie zależy ci na popularności

Kiedy mamy dwadzieścia kilka lat, chcemy być lubiane. Zależy nam, by ludzie nas kojarzyli, a często też i doceniali. Dopiero po latach widzimy, co tak naprawdę się liczy. Że czasem lepiej nie być na świeczniku.

Przestajesz zdobywać za wszelką cenę

Cele, plany i marzenia nadal są dla ciebie ważne, ale już wiesz, kiedy lepiej po prostu odpuścić.

Jesteś otwarta na świat i zmiany

Doświadczenia życiowe, te osobiste i zawodowe, powodują, że łatwiej przystosowujemy się do nowych warunków. Już nie otwieramy tak szeroko oczu ze zdumienia jak kiedyś. Co więcej – chcemy poznawać i uczyć się nowych umiejętności.

Potrafisz panować nad emocjami

Znasz siebie już na tyle dobrze, że potrafisz przewidzieć swoje reakcje i w porę nad nimi zapanować. Nauczyłaś się już na chłodno oceniać i kalkulować. Dzięki temu znacznie lżej przechodzisz trudne momenty w życiu.

Radzisz sobie ze stresem

Już po prostu wiesz, że stres wpływa na twój organizm destrukcyjnie i potrafisz nad nim zapanować. Choć pewnych sytuacji nie da się uniknąć, potrafisz się odciąć i zrelaksować. Niestety, znalezienie odpowiedniej dla siebie metody musiało zająć kilka lat…

Masz więcej empatii

Wraz z wiekiem zaczynasz inaczej oceniać innych ludzi i stajesz się bardziej tolerancyjna. Potrafisz postawić się w czyjejś sytuacji, spojrzeć na problem pod różnymi kątami. Już tak łatwo nie osądzasz i nie skreślasz. Co ciekawe, chcesz też bezinteresownie uszczęśliwiać innych.

Zaczynasz czerpać z życia

Po prostu uświadamiasz sobie, że życie jest za krótkie, by zadowalać się nagrodami pocieszenia. Przestajesz robić rzeczy, które cię denerwują i zrywasz kontakty z ludźmi, których nie lubisz. Zaczynasz oddychać pełną piersią.

No i seks jest lepszy. Chyba sama przyznasz?


 

Źródło: Bustle


Zobacz także

Pary – bumerangi. Nie mogą żyć bez siebie, nie potrafią być razem

Trzymasz dietę, ćwiczysz, ale wciąż nie chudniesz? Być może za mało śpisz

Trzymasz dietę, ćwiczysz, ale wciąż nie chudniesz? Być może za mało śpisz

Plastyka uszu - terapia czy fanaberia?

Plastyka uszu – terapia czy fanaberia?