Czy tylko dzieci i starsi ludzie potrafią dziś zaufać nieznajomym?

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
30 września 2017
Fot. iStock/shironosov
 

Stałam dzisiaj w kolejce, przy kasie w dużym sklepie. Takim, gdzie muzyka ma zachęcać klientów do robienia zakupów, promocje kuszą ich na każdym kroku obietnicą szczęścia, a rozpakowanych i zjedzonych przed zapłaceniem batonów już nikt nie liczy. Takim, w którym każdy się spieszy, a wizytę tam traktuje jak cotygodniowy obowiązek. Takim, którego nie lubię, bo jest w nim za tłoczno i za głośno.

Tuż przede mną, za zakupy płaciła starsza pani. Zgarbiona, malutka, dama – inaczej nazwać bym jej nie mogła. Kobieta o niezwykle niebieskich oczach, pięknych siwych włosach spiętych w kucyk. Ubrana skromnie, ale z elegancją, tą, którą ma się w sobie od urodzenia. Kasjerka podała sumę do uregulowania, starsza pani, nie słysząc dobrze, wyjęła banknoty. Wtedy zniecierpliwiona kasjerka upomniała się o drobne, a  „problemowa” klientka podała jej swój portfel i poprosiła z uśmiechem: „Proszę sobie wybrać, bo ja już nie widzę tak, jak dawniej”. Kasjerka, zakłopotana, opróżniła portfel z drobnych i zaczęła je głośno liczyć. Kolejka przestępowała z nogi na nogę, ale nie zaprotestowała. Jakimś cudem, tego dnia, w tej chwili, nie miała odwagi. Normalnie przecież natychmiast usłyszałabym komentarze, że jak się jest na emeryturze, to zakupy można robić rano i nie przeszkadzać innym (autentyk!).

Ale ja chciałam napisać dziś o czymś innym. Zaufanie. Czy i nasz, trzydziestolatków, czterdziestolatków stać by było na to, by pozwolić zajrzeć do portfela obcej osobie? Widziałam wiele razy podobne sytuacje, kiedy starsze osoby wysypywały zawartość portfela na sklepową ladę, prosząc o odliczenie potrzebnej sumy albo gdy prosiły przechodnia o pomoc przy włożeniu klucza do drzwi zamka, bo ręce już nie sprawne… Nie rozumiemy tego, bo w drugim, obcym człowieku widzimy zazwyczaj zagrożenie, a nie życzliwość i chęć pomocy.

A przecież kiedyś było inaczej. Pamiętam z dzieciństwa, że drzwi do mieszkania mojej babci zamykano na klucz jedynie na noc, tak, by każdy z sąsiadów mógł wejść, pożyczyć sól, czy cukier, a osiedlowy kot swobodnie otworzyć je sobie skacząc na klamkę.  Czy naprawdę byliśmy wtedy lepszymi ludźmi? Czy świat był mniej niebezpieczny, bardziej przyjazny?

Pamiętacie, jak jako dzieci biegaliśmy w wakacje po podwórku, całymi dniami z kluczem na szyi? Gdyby rodzice spóźniali się wracając z pracy, mogliśmy zaczekać u kolegi czy koleżanki, a jego mama zadbała o to, żebyśmy nie głodowali. To było naturalne.

Tydzień temu podeszła do mnie na ulicy mała dziewczynka, zapłakana, przerażona. Zgubiła się, jej mama weszła do któregoś ze sklepów, dziecko miało poczekać przed drzwiami, ale pobiegło za czymś, co je zaciekawiło.  Mała podbiegła do mnie z ufnością, prosząc, bym znalazła jej mamę. Wierzyła, że ze mną jest bezpieczna, bo jestem dorosła. Że uratuję ją z opresji i wszystko będzie dobrze. Była pewna, że jej pomogę. Więc uspokoiłam ją jak umiałam i wyruszyłyśmy na poszukiwania mamy. Ta na szczęście, znalazła się szybko i zdenerwowana prawie wyrwała mi rączkę swojej córki z dłoni. Nie usłyszałam słowa „dziękuję” za to, że zadbałam o spokój jej dziecka, o bezpieczeństwo. Byłam kimś podejrzanym, bo trzymałam JEJ córkę za rękę. Za to dziewczynka dała mi na pożegnanie buziaka i uśmiechnęła się do mnie promiennie.

Tak, rozczula mnie dziecięca naiwność, to przeświadczenie, że świat jest dobry, a dorośli są na nim po to, by pomagać. I wzrusza mnie nieustannie zaufanie starszych ludzi, mających za sobą trudne, nawet wojenne doświadczenia – ich wiara w życzliwość innych. Jakbym chciała, by się nie mylili.

P.S. Starsza pani, powoli, nieśpiesznie zapięła czerwony skórkowy portfel na złoty guziczek i trzęsącymi się dłońmi schowała go do torebki. A potem odwróciła się do nas, stojących za nią w kolejce, uśmiechnęła się najpiękniejszym uśmiechem i powiedziała „dziękuję państwu za cierpliwość, do widzenia”. Tak jakbyśmy stali się jej znajomymi.


Jeśli nie traktujesz mnie poważnie, nie marnuj dłużej mojego czasu – znikaj z mojego życia

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
2 października 2017
Fot. iStock/CoffeeAndMilk
 

Czego chce od związku kobieta, która ma już za sobą przynajmniej jedną, boleśnie zakończoną relację? Na pewno jest świadoma, co ją uszczęśliwi, z jakim partnerem może zbudować swoje życie, a z jakim to się nigdy nie uda. Ostrożniej podchodzi do miłości, traktuje ją poważniej… Czy nie zbyt poważnie?

Wyznanie kobiety zranionej

Nie jestem typem osoby, która ma problem z nawiązywaniem kontaktów. Myślę, że całkiem dobrze sobie z tym radzę. Przekonałeś się o tym, kiedy się poznaliśmy. Jeśli zdecydujesz się zagościć w moim życiu i poznać mnie lepiej, nie odtrącę cię, choć możesz mieć wrażenie, że trzymam cię na dystans. Nie dzieje się tak bez powodu.  Musisz jednak wiedzieć, że naprawdę nie mam zamiaru, po prostu nie marnować mojego czasu z osobą, która nie traktuje mnie poważnie.

Nie mam cierpliwości do „gierek”, podchodów. Nie chcę dawać z siebie wszystkiego, komuś, kto nie jest pewny, czego chce. Jestem teraz bardzo zajęta, wiesz? Buduję sobie nowe życie. Życie nareszcie  zgodne z moimi wartościami. Jedną z nich jest miłość. Ona ma dla mnie największe znaczenie. Przez nią też często cierpiałam. Jeśli dostrzegę między nami szansę na miłość, obiecuję ci, że poświęcę mnóstwo energii i czasu, by nam się udało. Ale potrzebuję tego samego od mojego partnera. Nigdy więcej nie poświęcę czasu komuś, kto igra z moimi uczuciami, więc proszę, odejdź, jeśli nie myślisz o mnie jak o kimś, z kim chcesz spędzić resztę życia.  Kobieta zraniona całe lata wykuwa swój pancerz. Nie da się go przebić, ot tak jednym udanym wieczorem, lampką wina, dobrym seksem. Ale można sprawić, że sama zechce go zdjąć. Zastanów się, czy to potrafisz?

Nie jestem dziewczyną, która dobrze odnajduje się w przypadkowych sytuacjach lub przygodach miłosnych na jedną noc. Sprawdziłam to. Potraktuj mnie „staromodnie”, a zwrócę na ciebie uwagę. Naprawdę nie interesuje mnie „seks po przyjacielsku”. Jeśli właśnie tego oczekujesz, nie licz na mnie. Nie jestem zwolenniczką dwuznaczności lub niejasności w relacjach (doświadczyłam jak to boli na własnej skórze), więc przyjdź do mnie tylko wtedy, gdy jesteś pewny, że chcesz zaproponować mi coś „na serio”.

Musisz mnie dobrze poznać, jeśli naprawdę traktujesz mnie poważnie. Nie patrz ciągle na moją twarz ani na moje ciało. Nie patrz na to, jak zarabiam na życie. Spójrz na mnie po to, by dowiedzieć się kim jestem. Zapytaj mnie o moje pasje. Poznaj mnie i moją historię. Zapytaj o rzeczy, które kocham i o te, których nienawidzę najbardziej na świecie. Dowiedz się jakie są moje największe marzenia i cele. Dopiero wtedy poczuję, że jesteś zdecydowany, by ze mną być.

Wiedz, że nie potrafię zaufać do końca, od razu. Że potrzebuję czasu, żeby się do ciebie przekonać. Jeśli nie możesz sobie z tym poradzić, nie akceptujesz tego, szukasz kogoś „na szybko”, nie trać cennych minut na rozmowę ze mną. To się nie uda, ja to wiem. Nie róbmy sobie nadziei.

Ale jeśli nadal chcesz ze mną rozmawiać, to naprawdę do mnie mów i naprawdę słuchaj. Bądź mnie ciekaw. Przestań pytać, jak się czuję lub co robiłam, kiedy do mnie zadzwoniłeś. Zapytaj mnie, jakie są moje plany na weekend, a gdy ci powiem, że nie wiem, zaplanuj coś. Przestań być taki pasywny na każdym polu. Zaproś mnie gdzieś, po prostu zrób ten „pierwszy krok”. A potem – następne.

I bardzo cię proszę – postaraj się poznać mnie naprawdę, twarzą w twarz. Nie trać czasu na rozmowy telefoniczne, SMS-y i czaty online. Zrób to w tradycyjny sposób. Jestem „starą duszą” i wierzę w siłę starej miłości. Będę szczera: jeśli chcesz być ZE MNĄ naprawdę, to bądź DLA MNIE naprawdę, także wtedy, gdy cię potrzebuję. Wiele razy się zawiodłam. Jestem juz zmęczona, bo zbyt długo uczyłam się dostrzegać, jak wiele jestem warta.

Wiem, czego chcę od życia. Wiem, czego chcę od relacji z przyjaciółmi i rodziną. Wiem też czego chcę od partnera. Pragnę być z kimś, kto jest świadomy, jaka kobieta go uszczęśliwi, jaki związek sprawi, że będzie chciał zrobić wszystko, by go utrzymać. Muszę wiedzieć, że ty także masz swoje oczekiwania, o których potrafisz szczerze rozmawiać. Nie potrafię czytać w myślach. Potrzebuję kogoś, kto umie się otworzyć i opowiedzieć mi o tym, jakie ma wobec mnie zamiary.

Jeśli zdołasz zdobyć moje zaufanie, zdobędziesz je na całe życie. Ale jestem lojalna i ufna jedynie wobec tych, którzy odpłacają mi się tym samym. Nie licz na moją lojalność, jeśli nie traktujesz mnie poważnie. Nie będę  z tobą flirtować, skoro widzisz we mnie jedynie chwilową zabawkę. Nie zwrócę na ciebie uwagi, jeśli poczuję, że twoje intencje nie są prawdziwe. Muszę wiedzieć, że twoje serce czuje to samo, co moje.

Wiem, jesteś teraz przerażony. Ale taka dla mnie powinna być miłość. Bezkompromisowa. Powinniśmy być w stanie stawić czoła swoim obawom. Jeśli za bardzo się boisz, by podążać dalej za mną, odejdź już teraz.

 

 

 


Warto czekać na to, co dobre. Ale nie całe życie

Rycząca Trzydziestka
Rycząca Trzydziestka
22 września 2017
Fot. istock/grinvalds

Czekanie. Na lepszy moment, lepszą pracę, lepsze okoliczności. Lepszą miłość. Życie przecieka nam przez palce, minuty, godziny, dni i miesiące tracimy na tym czekaniu. Ciągle coś nie tak, ciągle niewystarczająco, ciągle pozostaje niedosyt. Czy naprawdę wiemy, czego pragniemy? Czy kierunek, który obraliśmy, jest dobry? Czy warto czekać na to, co dobre?

Wyobraź sobie, że jesteś w związku. Niezbyt udanym, delikatnie mówiąc. Daleko ci do tego, by przyznać, że jesteś szczęśliwa. Ale życie ci się tak ułożyło, że nie potrafisz ruszyć do przodu, choć może w głębi serca szczerze tego pragniesz. Instynktownie, dla własnego dobra (czy rzeczywiście?) dusisz w sobie, tłumisz to pragnienie. Bo skoro nie potrafisz powiedzieć „stop”, nie będziesz zmuszona nic zmieniać, w żaden sposób kreować nowej rzeczywistości. Jest tylko jeden problem. Cierpisz. Męczysz się. Uciekasz w marzenia o innym życiu, innym partnerze. O miłości. Być może nawet wdajesz się w całkiem realny romans, sama nie rozumiejąc jak to możliwe, że oszukujesz osobę, której przysięgałaś wierność. Ale wszystko jest teraz relatywne. Twoje poczucie winy również. Potrafisz świetnie usprawiedliwić swoje zachowanie, wszystko co się wydarzyło. Coś ci mówi, że należy ci się szczęście, że los cię oszukał, ON cię oszukał. Jest inaczej niż miało być, więc MASZ PRAWO zadziałać. Czekasz dalej, czy sięgniesz wreszcie po to, o czym marzysz? O spokój duszy, o życie zgodne z własnym sumieniem? Niekoniecznie u boku nowego partnera, decyzje podejmowane pod wpływem długo tłumionych emocji rzadko kiedy są rozsądne. Ale żeby chociaż żyć tak, jak chcesz. Chęć do zmian już w tobie dojrzała – zrobiłaś pierwszy krok: zdradziłaś, choćby nawet w marzeniach. Jedno jest pewne – nic już nie będzie nigdy tak samo. Więc już nie czekaj dłużej. Po co czekać?

Wyobraź sobie, że od kilku, a może nawet kilkunastu lat tkwisz na tym samym stanowisku. Praca jest stabilna, daje ci stałą, całkiem niezłą pensję i pewność, że gdyby co, masz, dokąd wracać. Znajomi mówią, że złapałaś Pana Boga za nogi z tą pracą. Że każdy chętnie by się z tobą zamienił. Bo możliwości, bo pieniądze, bo doświadczenie. Tylko, że ty jej nienawidzisz. Coraz bardziej, coraz mocniej. W niedzielę wieczorem robi ci się niedobrze, bo wiesz, że zostało ci niewiele godzin do kolejnego, poniedziałkowego poranka. Że znowu usiądziesz przy biurku, żeby odruchowo, automatycznie wykonywać czynności, w których nie odnajdujesz żadnej radości, które nie są dla ciebie żadnym wyzwaniem. Że przygotowując sobie kolejną kawę i prowadząc zdawkowe rozmowy o niczym, poczujesz, że ani ci ludzie wokół ciebie, ani twoje raporty i starania nie wnoszą nic, dosłownie NIC, do twojego życia. Powoli umierasz, bo umiera w tobie ciekawość, ambicja, motywacja. Chęć do działania. Popadasz w depresję, masz stany lękowe, nic cię nie cieszy. Chciałabyć uciec, więc coraz częściej bierzesz wolne. Czekasz. No, nie do końca. Trochę uciekasz –  w świat marzeń. Kim w nim jesteś? Nieistotne. Ważne, że zawodowo znajdujesz się w zupełnie innym punkcie niż w rzeczywistości. Może w ogóle nie pracujesz, tylko wolna, z walizką wypchaną tym, co najbardziej potrzebne błąkasz się po świecie, żeby dowiedzieć się kim jesteś? Tak, wiem – marzeniami lodówki nie zapełnisz. Ale przecież chodzi o to, by nie pozostawać biernym.

Czy przestaniesz czekać?  Zamiast wziąć sprawy w swoje ręce, odwracasz wzrok. Może masz nadzieję, myślisz, że zjawi się ktoś, kto w magiczny sposób zabierze ten niepokój.  Wiesz, czego żałują ludzie, umierając? Tego, że czas popłynął szybciej niż się tego spodziewali. Tego, że nie zdążyli przeżyć go zgodnie ze sobą, że nie poświęcali odpowiedniej ilości dni, minut i sekund na to, by być SZCZĘŚLIWYMI. Spełnionymi. Dobre przyjdzie wtedy, gdy sami wyciągniemy po nie rękę.

Czekanie uczy wrażliwości na to, co mamy. Czekanie uświadamia nam, że jesteśmy większymi szczęściarzami niż myśleliśmy. Ale czekanie to jedynie stan przejściowy, droga od punktu A do punktu B lub C. Pozbądź się blokady, pozbądź się ograniczeń. Warto czekać na to, co dobre, zasługujemy na to. Ale nie warto czekać wiecznie.