Zrób sobie Święta! Najlepsze dodatki świąteczne do domu

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
1 grudnia 2017
Następny

Uwielbiam przygotowania do Świąt! Jedni utyskują, jak to źle, że tyle roboty, a ja utyskuje z uśmiechem na ustach. Bo kiedy klnąc pod nosem wyszarpuję z szafy nieco już fikuśną kształtem choinkę, myślę sobie: zrobię sobie Święta. To również czas, kiedy pozwalam sobie na rozluźnienie finansowego reżimu. Popuszczam pasa i robię wszystko, żeby móc choć przez te kilka wieczorów: popłakać się ze szczęścia, napić gorącej (i okropnie kalorycznej) czekolady z wymarzonego kubka i pomyśleć: widzę, czuję i wiem, że są Święta. Warto było!

I wiecie co mnie najbardziej motywuje do tego, żeby na ten okres udekorować dom? Wspomnienia. Moje wspomnienia z dzieciństwa, które tak często związane są z przedmiotami – rzeczami, które były namacalnym potwierdzeniem, polisą, że Święta nadejdą bardzo, bardzo niedługo.

Pamiętam pierwsze lampki na choince, a właściwie ich oprawki. Poduszkę, którą co roku wyjmowała moja babcia. Metalową tacę „z Rajchu” z reniferem, na której mama układała cukierki. A dziś sama wiję swoje świąteczne gniazdko i kompletuję te drobiazgi, które „robią” nam Święta.

I nie mówcie, że to tylko przedmioty. Guzik z pętelką. Właśnie dlatego postanowiłyśmy zrobić przegląd najfajniejszych, najpiękniejszych i w ogóle „naj” – dodatków, które Święta potrafią zrobić od ręki! Zobaczcie :) .

„Aaaa, no co mnie podkusiło?”. Nie zasłaniajcie oczu, sprawdziłyśmy, o co chodzi z podpaskami wielorazowymi!

Redakcja
Redakcja
1 grudnia 2017
Fot. Archiwum prywatne
Fot. Archiwum prywatne
 

Wiedziałam, że tak będzie… To znaczy nie wiedziałam,  ale mogłam to przewidzieć. Gdy raz podkusi cię, żeby wypróbować coś dziwnego, na pewno na tym się nie skończy… i tak po teście kubeczka menstruacyjnego, stałam się dumną posiadaczką… podpasek wielorazowych.

Ale jak to? – podrapała się głowie moja mama i przetarła oczy ze zdumienia, zaczynając snuć swoją opowieść o swoich czasach i nieśmiertelnej ligninie… Więc spieszę uprzedzić, że „wielorazówki” nie mają z ligniną nic wspólnego.

Będzie do bólu obiektywnie. Bez zbędnej histerii (ojej, ojej, fuj to brudne) i nadmiernych zachwytów. Na wieść o teście nie wpadałam w panikę, choć sama bym pewnie sobie podpasek wielorazowych nie kupiła. Nie przerażała mnie również wizja prania, bo mam na swoim koncie bardzo udany eksperyment z pieluchami wielorazowymi dla dzieci.

Wyposażona w dumne przeświadczenie, że jestem już bogatsza o doświadczenie pieluchowe, podjęłam rzucone przez Drogeria Ekologiczna wyzwanie. Ale zanim opowiem wam o wielorazowych odczuciach, garść wiedzy.

Jeśli uważasz, że pranie jest fuj – przeczytaj

Sama wielokrotnie odtwarzałam ten argument w głowie, dopóki nie uświadomiłam sobie jednego… ile razy w trakcie miesiączki piorę i przepieram brudną bieliznę, piżamę, plamy z prześcieradła itepe, itede. Wszystkie to robimy (no chyba, że jesteśmy szczęściarami, które całą swoją miesiączkę „przelecą na wkładce higienicznej…). Poplamionej bielizny nie wyrzucamy przecież z założenia do kosza… i w przepieraniu podpaski wielorazowej również nie czyhają na nas gorsze doznania. Ale o tym później…

Wielorazowa, czyli jaka?

Okazuje się, że w podpaskach wielorazowych można dosłownie przebierać – i nie  mam tu na myśli wyboru najładniejszego obrazka.

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Oprócz wyboru producenta, wzoru trafiamy na wybory bardziej pragmatyczne – rozmiar i materiał, z którego została wykonana warstwa chłonna podpaski. Tutaj nie ma jednego słusznego wyboru, a jedynym sposobem, by wybrać najlepszy dla siebie typ, to wypróbować. Dlatego przy pierwszym zakupie „na próbę” najlepiej zdecydować się na jedną z każdego rodzaju.

Muszę przyznać, że podpaski mają naprawdę zaskakująco dobrą chłonność, jednak wierzchnia tkanina sprawia, że „odczucia” są zdecydowanie inne.

Do wyboru są trzy rodzaje wierzchnich tkanin: mikropolar, bambus oraz coolmax. Ja zostałam zdecydowana fanką mikropolaru i coolmaxa.

Mikropolar nieco dłużej wchłania wilgoć, natomiast lepiej ją izoluje. Najmniejsze uczucie suchości miałam w przypadku bambusa – ten wariant polecałabym na drobne plamienia i tzw. ostatnie dni okresu. Coolmax uplasował się w pośrodku – dość szybko absorbuje wilgoć i nie wypuszcza jej jak bambus – można więc uznać, że to wariant najbardziej bezpieczny 😉 .

W środku znajdują się dwie warstwy chłonne. Zewnętrzna część podpaski wykonana jest z specjalnie laminowanej tkaniny – dzięki czemu nie przemaka i pozwala na dostęp świeżego powietrza.

Tkaniny:

Mikropolarek

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Coolmax

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Bambus

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Rozmiary:

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

Jak wyglądają podpaski?

Zobaczcie kilka modeli, które testowałam (wszystkie modele i rozmiary to podpaski marki Soft Moon).

IMG_4019IMG_4018
IMG_4022IMG_4021
IMG_4017IMG_4016
IMG_4025IMG_4024

Nie daj się zaskoczyć, czyli chwila grozy

Na pewno musicie przyzwyczaić się do dwóch rzeczy: TEGO, pierwszego momentu (jak to nazwała z uciechą moja zaprawiona w boju koleżanka) i faktu, że (stety lub niestety) wielorazowe podpaski nie mają kleju. Dobrze trzymają się na bieliźnie, natomiast wiele zależy również od tego czy same majtki są zwyczajnie dobrze dopasowane do naszego ciała.

PRANIE

Według instrukcji, zużytą podpaskę należy przepłukać zimną wodą i wrzucić do wiaderka z wodą, gdzie razem z innymi przyjaciółkami poczeka na pranie. Ja jednak, akurat to tego zalecenia się nie stosowałam – podobnie jak w przypadku pieluch. Nie mam miejsca na wiaderka, ani na tyle dużego zapasu podpasek, by organizować specjalnie dla nich „domową” procedurę.

Wystarczy dokładnie wypłukać podpaskę (przeprać ręcznie), pozwolić jej wyschnąć (lub nie, jeśli akurat szykuje się nam pranie) i dorzucić do automatu razem z innymi ubraniami. Możecie zakupić specjalny antybakteryjny dodatek do prania (koszt nieduży, bo ok. 20 zł, a preparat jest bardzo wydajny). Dalsze losy podpaski są oczywiste – pierzemy, z resztą prania. I już.

Schną szybko – u mnie na zwykłej suszarce wyschły przez noc. Bardzo ważne, żeby nie układać podpasek na grzejnikach! Ponieważ może to spowodować roztopienie i zniszczenie laminatu –  wtedy produkt straci swoje właściwości, czyli: nieprzemakalność i odpowiednią cyrkulację powietrza.

Co z zużytą podpaską, gdy jesteś poza domem?

Spokojnie, choć perspektywa noszenia jej przy sobie nie napawa optymizmem, to w rzeczywistości, wcale nie jest źle. Można zakupić specjalny nieprzemakalny woreczek, a po zwinięciu podpaska jest malutka i dość dobrze zabezpieczona. Można ją zawinąć korzystając z napów. O tak:

IMG_4007IMG_4008IMG_4009

Używać czy nie?

Po dwóch cyklach testowania mam kilka cennych (a jakże) wniosków i spostrzeżeń.

Czy podpaski wielorazowe są dla każdego – i tak, i nie. Z pewnością lepiej je oswoić, zamiast robić ogromną rewolucję, ale do rzeczy:

– pranie, którego najbardziej się bałam (pewnie nie tylko ja) – nie jest żadnym problemem, to bardziej kwestia uprzedzeń, które hodujemy w głowie na wszelki wypadek,

– podpaski są bardzo eko – EKOlogiczne i EKOnomiczne,

– genialne dla kobiet o skąpych miesiączkach i na koniec okresu (tu nie odczujecie żadnej różnicy),

– bardzo komfortowe – o niebo przyjemniejsze w kontakcie od klasycznych jednorazówek,

– „suchość” – wiele zależy od tego czy miesiączki mamy skąpe czy obfite, dla mnie różnica jest niewielka w porównaniu z klasyczną podpaską jednorazową (uprzedzam, że nie korzystam ze środków z siateczką typu „dry” tylko z bawełnianą powłoczką – to dla mnie zło wcielone i gwarancja infekcji intymnej).

– wygląd – jupi! Nie zostają żadne plamy, nie miałam problemu z dopraniem podpasek

– pożegnania – tak, musicie pożegnać swoje „straszne gacie” – czyli te, które już dawno trudno nazwać chociażby majtkami. Też mam takie, zostawione na te dni, wyciągnięte, przyduże, nienadające się do niczego innego, jak do dobicia okresową plamą. Przy wielorazówka bielizna musi być dobrze dopasowana. Kropka.

Czy u mnie zostaną?

Zastanawiam się nad zakupem małych wkładek. Podpaski zostają, jednak nie na cały okres. W moim przypadku, przy dość bogatych miesiączkach, największym wyzwaniem była logistyka (czasem w ciągu pierwszych 2-3 dni biegam co 30 minut do toalety), z jednorazówką jest ciut mniej zachodu. Natomiast na pewno zostają jako zabezpieczenie do kubeczka menstruacyjnego i do używania „po 3. dniu”. Sprawdziły się całkiem dobrze i kiedy pokonałam już wewnętrzny opór, nie odczuwałam żadnego dyskomfortu. Więc jeśli można bardziej naturalnie, przyjaźnie dla środowiska i taniej – to dlaczego nie?

Fajny gadżet, warto wypróbować!


Kochajcie się! Bezpiecznie!

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
1 grudnia 2017
Fot. iStock/franckreporter
Fot. iStock/franckreporter
 

Kobiety moje! Dziewczyny wszystkich wieków! Dziewczęta, babeczki, mateczki, a czy Wy miałyście dobrą i rzetelną edukację seksualną w szkole? Pewnie nie. Ja też nie miałam, ale miałam świetnych rodziców, którzy nie uznawali tematów tabu i dlatego też zostałam edukatorką seksualną. Wiedza, którą zdobyłam i zdobywam nadal, (bo uczymy się całe życie), jest wiedzą, którą pragnę się z Wami dzielić w cyklu artykułów poświęconych życiu i zdrowiu seskualnemu.
Czy czujecie już świąteczny nastrój? Dekoracje na sklepowych wystawach i świecidełka na latarniach miejskich sprawiają, że nasze głowy powoli odpływają w rozkoszny nastrój bożonarodzeniowy. W natłoku świątecznych akcentów możecie zauważyć coś jeszcze – pojawienie się kampanii edukacyjnych na temat wirusa HIV czy to na tyłach autobusów, czy to w sieci, bo grudzień to nie tylko Mikołajki, Święta Łucja i Boże Narodzenie, grudzień rozpoczyna bardzo istotna datą – 1 grudnia obchodzimy Światowy Dzień AIDS, ustanowiony przez Światową Organizację Zdrowia w roku 1988. Jeśli 1 grudnia zauważycie na Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie czerwoną wstążkę, to właśnie dlatego – w akcie solidaryzowania się z osobami chorymi na AIDS, bo w ferworze świątecznych przygotowań temat zdrowia seksualnego jest tematem bardzo ważnym!

Niestety, jest to również temat, którego lubimy unikać, wierząc równie mocno w mitologiczne metody profilaktyki przed chorobami przenoszonymi drogą płciową jak i w gadające renifery Świętego Mikołaja. Udawanie, że ten problem nie istnieje jest drogą donikąd, szczególnie, że pod świątecznym drzewkiem będziemy sobie życzyć znów zdrowia, a o to zdrowie należy się zatroszczyć chociażby regularnie się testując i uprawiając bezpieczniejszy seks!

Elementarz bezpieczniejszego seksu Niebezpieczna strona seksu to nie tylko wirus HIV, który doczekał się własnego dnia walki, to również cały szereg infekcji bakteryjnych, wirusowych, grzybiczych, które omówię dokładniej przy kolejnym artykule. To, co jest istotne, to wiedza jak je rozpoznawać i jak się przed nimi chronić. I proszę, nie zamykajcie w tej chwili strony, uznając, że Was to nie dotyczy. Jeśli jesteście aktywne/i seksualnie – dotyczy.

Niestety. Ale przy zachowaniu pewnych środków ostrożności przed niebezpieczną stroną seksu można się łatwo uchronić.

Naga broń 

Pamiętacie tę kultową scenę z Nagiej broni, gdzie ona i on decydują się iść do łóżka w prezerwatywach po kostki? Ona mówi do niego: „chcę, żebyś wiedział, że praktykuję bezpieczny seks”, „ja też” – odpowiada on. W latach 80. i 90. w wyniku pandemii HIV/AIDS bezpieczny seks przeniknął do kultury masowej. Dziś nie mówi się już na ten temat tak głośno, jak wtedy, ale to nie znaczy, że problem został wyeliminowany. Problem nadal istnieje i ma się dobrze, bo ciągła tabuizacja związana z chorobami przenoszonymi drogą płciową nie pozwala przejść nam do porządku dziennego z ich istnieniem, praktykowaniem bezpieczniejszego seksu jako jednej z zasad higieny osobistej i traktowaniem badań na STI jako badań profilaktycznych. Choroby przenoszone drogą płciową dotyczą każdego bez względu na jego pozycję, status społeczny, majętność, wykształcenie i wiek. Jeśli jesteś seksowną babcią, która na nowo odkrywa seks, ten artykuł jest również dla Ciebie!

Nowy kanon higieny osobistej

Moim personalnym marzeniem jest to, by prezerwatywa do każdego stosunku seksualnego z osobą, której statusu serologicznego nie znamy, była jak codzienny prysznic i mycie zębów po każdym posiłku. To są jednak nawyki, które warto wyrabiać już w okresie nastoletnim – najpierw poprzez kodowanie w młodej głowie, jak istotny jest bezpieczniejszy seks, a potem poprzez jego praktykę. Jeśli posiadacie pociechy, które ukończyły lat 15. (wiek przyzwolenia w Polsce) warto wręczyć im opakowanie prezerwatyw, albo poinformować, że znajdą je w domowej apteczce.

Jeśli Wasze dzieci są młodsze, naprawdę warto wcześniej porozmawiać z nimi na temat seksu, przyjemności i niebezpieczeństw w nim związanych. Ważne, by dzieci chowane w pozytywnym podejściu do seksualności miały świadomość, że seks w dorosłym życiu jest zbyt fantastyczny, by od niego stronić, jednak uprawianie bezpieczniejszego seksu to podstawa, jeśli chce się zachować dobre zdrowie.

Przeprosić się z prezerwatywą

Nie lubię. Partner nie lubi. Jestem uczulona na lateks. Partner twierdzi jest za duży do gumy! Gratuluję rozmiaru, ale to są tylko wymówki, plus, jeśli jest za duży do gumki, to najprawdopodobniej jest za duży i dla Ciebie! Obecne na polskim rynku dostępne są prezerwatywy w rozmiarówce od 47 do 69 mm średnicy (uwierzcie mi, te 2,2 cm naprawdę robią różnicę) i nie ma najmniejszego problemu, żeby dopasować prezerwatywę dokładnie do obwodu i długości członka. Alergię na lateks rozwiążą prezerwatywy z polimeru nitrylu lub poliizoprenowe. Na kontaktową utratę erekcji
odpowiedzą prezerwatywy dla kobiet. A jeśli będzie zbyt ciemno, by włożyć prezerwatywę na szczęście są jeszcze te świecące w ciemności! Który facet nie chciałby, żeby jego miecz świetlny znajdował drogę do bazy nawet w najczarniejszą noc? Do prezerwatywy naprawdę można się przekonać. Do tego wreszcie-nareszcie odkryjecie w dorosłym życiu, w jakim celu uczyłyście się w szkole wzoru na obwód koła 😉 Wiecie, co mam na myśli dziewczęta, prawda, że wiecie?

W szkole nie przypuszczałyście, że dzielenie przez π może być takie seksowne! A dobieranie garnituru szytego na jego miarę może być całkiem seksowną grą wstępną. Penis u krawcowej… Założę się, że na to jeszcze nie wpadłyście! Prawidłowo dobrana i prawidłowo założona prezerwatywa zapewnia ochronę przed ciążą i infekcjami, choć należy pamiętać, że stuprocentową pewność daje jedynie abstynencja seksualna. W tym miejscu przypominam również, że antykoncepcja hormonalna nie chroni przed infekcjami intymnymi, także combo odpowiedzialnej dziewczyny to zarówno
zabezpieczenie się przed niechcianą ciążą, jak i przed chorobami przenoszonymi drogą płciową.

Jak ugryźć ten wstydliwy temat?

Choroby przenoszoną drogą płciową na pewno nie są tematem, który chciałybyście poruszać podczas pierwszych namiętnych randek, ale nie jest to dobra praktyka. Szczególnie jeśli decydujecie się uprawiać seks bez zabezpieczenia z partnerem lub partnerką do której przeszłości nie macie pewności, a zasadniczo jest to każda osoba (nawet Wasz ukochany partner), z którą nie porozmawiałyście otwarcie na temat Waszej seksualnej historii.

Jeśli jesteście ze sobą wystarczająco blisko, by glans penis poznał cervix uteri, dlaczego nie porozmawiacie o swoich zwyczajach seksualnych? Czy żadne z Was nie podjęło zachowań ryzykownych po drinku? Czy gumka do seksu oralnego jest rozumiana jako zwyczaj panujący w królestwie jamy ustnej? Czy seks analny z założenia odbywa się w prezerwatywie, wzmocnionej, bo ze wszystkich kontaktów seksualnych bierny seks analny jest obarczony największym ryzykiem zakażenia chorobą przenoszoną drogą płciową.
Jedna z moich ulubionych scen filmowych odnośnie świadomości i odpowiedzialności za siebie i partnera w temacie chorób przenoszonych drogą płciową pojawiła się w serialu Prywatna praktyka. Urolożka i pediatra spotykają się na BDSM’owym forum, relacja kwitnie, decydują się na związek, pada sakramentalne „rezygnujemy z gumki” i co robią najpierw? Robią testy. I dopiero upewniwszy się, że obydwoje są zdrowi, idą do łóżka bez zabezpieczenia. Metodę tę sama praktykuję i polecam szczerze.

Tymczasem jak to się odbywa w rzeczywistości? Zakochujecie się w sobie i rezygnujecie z prezerwatywy. Tak po prostu. Bez testów, bo sobie ufacie. Ale zaufanie, wbrew obiegowej opinii, nie jest metodą zapobiegania STI…

Mitologia

Pół żartem (bo nie działają), pół serio (bo ludzie mimo to je stosują) powrócę do tych mitycznych metod profilaktyki, o których wspominałam na początku tekstu. Kilka z nich cieszy się dużą popularnością i ku mej całkowitej rozpaczy i edukatorskiej porażce praktykowane są nawet przez moje prywatne przyjaciółki… Oczywiście zaklinanie rzeczywistości, zawołanie Szamana i okadzenie genitaliów białą szałwią jest równie pomocne, co utrwalanie sobie i otoczeniu poniższych wzorców myślowych: Beginners luck – słyszeliście o tym, że za pierwszym razem nie można zarazić się chorobą przenoszoną drogą płciową? Podobny mit dotyczy zajścia w ciążę za pierwszym razem. Bez zabezpieczenia można zajść w ciążę i zakazić się STI. Łut szczęścia – niektórzy mają szczęście w życiu, np. znajdą na ulicy dychę, niektórzy są w czepku urodzeni albo pod szczęśliwą gwiazdą, niektórzy nazywają go rosyjską ruletką. Ja bym jednak nie wywoływała wilka z lasu i użyła prezerwatywy.

Zaufanie – jesteśmy razem, kochamy się, ufamy sobie. Ufamy, że jesteśmy zdrowi. Ufamy, że nasi partnerzy zawsze byli zdrowi, i nasze partnerki i ich partnerki i partnerzy i ich partnerzy i partnerki… I partnerki, i partnerzy. Na pewno wszyscy byli zdrowi i sobie bardzo ufali. Ufamy, że ten Titanic nie zatonie. Uf, uf! Ale lepiej ufajmy już po testach albo w prezerwatywie.

Mnie to nie dotyczy – po prostu mnie to nie dotyczy – to jest zdecydowanie jeden z moich faworytów. Nie dotyczy tylko i wyłącznie pod warunkiem, że praktykujesz abstynencję seksualną. Zawsze. Wszędzie i z każdym/każdą. Czy mówiłam już, że zawsze?

Na włożenie pod koniec – preejakulat i wydzielina z pochwy są potencjalnymi płynami zakaźnymi. Jeśli mamy kontakt z powłokami skóry/wydzielinami ciała, nie mając pewności czy partner/partnerka jest zdrowy/a – warto włożyć prezerwatywę na początku. I do seksu oralnego też! I nie zdejmować tej prezerwatywy w połowie! Na pewno wszystko będzie dobrze – na pewno – jeśli pójdziesz zrobić testy po niezabezpieczonym kontakcie i zaczniesz przyjmować leki antyretrowirusowe w przypadku infekcji HIV, antybiotyk w przypadku kiły, rzeżączki, chlamydii. Będzie
dobrze, ale najpierw do lekarza!

Jeśli nie chcesz mojej zguby, testuj się na HIV mój luby!

Często bywa tak, że testami legitymuje się tylko jedno z partnerów. „Kiedy zalecam test drugiemu z partnerów, testowany się dziwi i mówi, że przecież mu/jej ufa.” – donosi zaprzyjaźniona doradczyni z PKD przy Jagiellońskiej 34 w Warszawie. Zaufanie jest jedną z najczęściej praktykowanych mitycznych metod profilaktyki, natomiast jeśli jesteśmy naprawdę odpowiedzialni za siebie i za partnera,
wykonujemy badania po każdym niebezpiecznym kontakcie lub profilaktycznie przed zrezygnowaniem z prezerwatyw w stałym związku. Jak to wygląda i gdzie się testować? Punkty Konsultacyjno-Diagnostyczny dostępne są w większych miastach w Polsce. Konsultant lub konsultantka zadaje szereg intymnych pytań, na które warto
odpowiadać szczerze w celu lepszego oszacowania ryzyka, następnie zaleca badanie krwi, informuje o bezpieczniejszym seksie i proponuje darmowe prezerwatywy. Wynik, w zależności od zaleconego testu dostępny jest następnego dnia lub po pół godziny. Bezpłatnie i anonimowo można wykonać test na HIV, czasem również na HCV oraz kiłę. W tym roku w ramach grudniowej kampanii na
pewno znajdziecie dostępny PKD w swoim mieście.

Dlaczego się nie testujemy?

Przyczyn może być wiele. Lęk przed stygmatyzacją z powodu choroby, chęć niewiedzy o stanie swojego zdrowia, ale najpoważniejszym problemem jest brak odpowiedzialności za zdrowie swoje i partnera. Trochę wynikający ze strachu, trochę z ignorancji i braku odpowiedniej edukacji seksualnej. Obawiamy się poważnych, głębokich relacji, chcemy bawić się bez zobowiązań. Zatem unikamy
odpowiedzialności, a testowanie chcąc nie chcąc przenosi związek na poważniejszy poziom. Stres związany z badaniem towarzyszy wszystkim. Pojawia się pierwszy poważny temat, kończy się zabawa i robi się poważnie. Co prowadzi do konkluzji, że poszukujemy zasadniczo seksu, a nie intymności. Nie jest to złe, ale gumka jest koniecznością. Koniecznością jest również podniesienie świadomości, że warto bawić się odpowiedzialnie. Kolejnym progiem utrudniającym wykonywanie badań jest ich cena. Panel na choroby przenoszone drogą płciową w prywatnej przychodni kosztuje nawet do 700 złotych.

Oczywiście można wykonać anonimowe i bezpłatne badania w większości Punktów Konsultacyjno Diagnostycznych, ale jeśli chcemy się przebadać dokładnie, musimy za to zapłacić. Wierność i monogamiczność nie są zatem decyzją moralną tylko czysto ekonomiczną. Wstyd i lęk związany z badaniami wzmaga ciągle silna tabuizacja sfery seksualnej. Zupełnie niepotrzebnie, bo zacieśnia ona tylko błędne koło.

Światowy Dzień Walki z AIDS

Od odkrycia wirusa HIV minęło ponad 30 lat. Na AIDS już dziś się nie umiera – pod  warunkiem, że wie się o swoim zakażeniu i przyjmuje się leki antyretrowirusowe. Dziś, będąc osobą żyjącą z HIV, można umrzeć dopiero ze starości. Szacuje się, że połowa ludzi zakażanych wirusem HIV nie wie o swoim zakażeniu, tym ważniejsza jest edukacja seksualna, dialog na temat chorób przenoszonych drogą płciową i świadomość, że dziś, przy obecnym stanie medycyny można żyć normalnie będąc zakażonym, trzeba jedynie wiedzieć o zakażeniu i w tym celu warto zrobić testy.

Z okazji Światowego Dnia Walki z AIDS zachęcam Was do odpowiedzialności za zdrowie seksualne swoje i partnera/partnerki oraz wspólnego odwiedzenia najbliższego Punktu Konsultacyjno-Diagnostycznego i zrobienia testów.

Zatem kujka i lody w nagrodę, i kochajcie się! Bezpiecznie!

 

beata-bia-sadowska-awatarAnna Bia Sadowska – rzeźbiarka słów na buduarrozkoszy.pl, muzyczka, politolożka, edukatorka seksualna na frywolnie.pl, aktywistka antyprzemocowa, rzeczniczka pozytywnej seksualności, aktorka Teatru Forum. Zaczęła pisać 20 lat temu i tak jej już zostało. Pasjonatka profesjonalnej astrologii, kuchni roślinnej, tatuaży i niebieskich oczu. W wolnych chwilach śpiewa, gotuje i edukuje. Czego nie podpowie jej intuicja, to znajdzie w Google. Kiedyś w końcu nauczy się wychodzić z pracy, a jak na razie pisząc dla Oh!me, znajduje kolejną.


Zobacz także

Fot. iStock/RelaxFoto.de

Kiedy rozpada się twoje małżeństwo, gdy życie rzuca ci kłody pod nogi, uwierz – jesteś w stanie udźwignąć więcej, niż ci się wydaje

Fot. Pako Film

Niezależność, szybkość i realizacja marzeń – mobilność w oczach Polek [VIDEO]

Fot. iStock / Pinkypills

„Joga na stres”. Międzynarodowy Dzień Jogi już w ten weekend!