Hygge w domu, czyli 5 rzeczy, których o urządzaniu mieszkań możemy się nauczyć od Duńczyków

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
10 września 2017
Fot. iStock / SanneBerg
Fot. iStock / SanneBerg

„Szczęśliwy jak Duńczyk” – czy to działa?

Ostatnie miesiące upłynęły nam pod znakiem hygge, duńskiego stylu szczęścia. Co rusz media przekonywały nas, że szczęśliwy – znaczy Duńczyk. I mimo tego przesytu, trudno się nie zgodzić z faktami. Bo w Duńczykach jest wiele cech, których mogą im pozazdrościć inne narody. Swoje szczęście misternie tkają przez całe życie. Zaczynając od filozofii, a kończąc na zakupie krzesła do kuchni. Przeczytajcie koniecznie, czego łatwo możemy się od nich nauczyć, szczególnie w komponowaniu swojej życiowej przestrzeni – i dlaczego. Bo czy jest łatwiejszy sposób na szczęśliwe życie niż stworzenie sobie szczęśliwego świata?

Hygge w domu

Świat zaczyna się w domu. Podczas, gdy my coraz częściej ze swoich domów uciekamy, Duńczycy spędzają w nich naprawdę dużo czasu. Dlaczego?

Po pierwsze duńska pogoda nie napawa optymizmem, i nie zachęca do spacerów. Po drugie – dom jest oczywistym miejscem spotkań z ludźmi. Zaskoczeni? Zastanawiacie się dlaczego naród dość bogaty nie rozbija się po restauracjach i klubach? No cóż, być może dlatego właśnie jest bogaty, bo duńskie kawiarnie i restauracje są bardzo kosztowne, no i oczywiście ta pogoda… To właśnie dlatego zamiast z domu uciekać, Duńczycy postanowili swój dom wypieścić – tak, aby nikt  z niego wychodzić nie chciał i nie musiał.

Jeśli chwilę się nad tym zastanowić, ich życie towarzyskie przypomina życie naszych rodziców.Czasy, gdy wpadanie do znajomych i regularne spotkania czy domówki były tak naturalne, jak dzisiejsze korzystanie z Facebooka. Różnica jest tylko jedna – w przypadku po PRL-owskiej rzeczywistości, nasi rodzice nie mieli zbyt wielu alternatyw. Ale czy nie odnosicie wrażenia, że mimo wielu trudności, właśnie wtedy liczyli się najbardziej… ludzie?

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Szczęście zaczyna się przy stole

Choć mówimy o domu, wnętrzach i tych wszystkich dodatkach, które urządzają przestrzeń, wciąż najważniejszym elementem każdego duńskiego wnętrza jest człowiek! Tak. Bo to właśnie dla niego są stworzone. Wnętrze ma poprawiać nastrój, dawać spokój, bezpieczeństwo i siłę. Pokój nie ma tylko wyglądać, ma pomagać być z ludźmi, z rodziną, z przyjaciółmi. Z tych powodów jednym z najważniejszych punktów duńskich wnętrz jest stół!

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Nie kanapa czy designerska lampa. Porządny i piękny stół. Taki, przy którym całe lata można można śmiać się, kłócić, grać w chińczyka i pić wino. Ten, który będzie pamiętał wszystkie urodzinowe torty i rozlaną zupę, i każdą poranną gazetę.

Swoją drogą wybór tego mebla, to wybór na lada. Jeśli pozostaniemy wierni pozostałym zasadom duńskiego stylu urządzania, decyzja jest oczywista – stół musi być drewniany! Nie tylko ze względu na modę czy solidność.

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Dom musi żyć

A metal, szkło, sterylna biel – nie są życiem. Życie to ciepło, drzewa, natura. Własnie dlatego duńskie wnętrza stawiają na naturalne materiały takie jak drewno, wełna i skóra. Komponując wyposażenie domu, powinniśmy tworzyć miejsce, w którym będziemy się czuli dobrze, które nie będzie nas męczyć.

Naturalne materiały to jakość, ale i pewna świadomość wyborów. Bo wybierając elementy na lata, wybieramy większy szacunek do środowiska.

Życie, jakie czuć w domu, to również kolory. Choć Polacy są bardziej odważni w doborze kolorów, stonowane duńskie salony są ponadczasowe i szybko się nie nudzą. Mają w sobie tę magię. Choć nowoczesne, często zamknięte w odważnych formach, w całości tworzą spójny, elegancki, prosty efekt. Wystrój, który tak jak salony naszych prababek po prostu zawsze wydawał się pasujący, na miejscu, w swoim klimacie. To właśnie wierność jednej linii wyborów sprawia, że zawsze wszystko ze sobą współgra.

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Oszczędny jak Duńczyk?

Czy skandynawska oszczędność kojarzy się wam z meblami z kartonu i popularną sieciówką? Od dziś pora na zmianę podejścia do urządzania!

Meik Wiking, autor bestselleru „Hygge. Klucz do szczęścia”, dyrektor Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze, w jednym z wywiadów powiedział: „Lubię zaoszczędzić na mebel, który będzie mi służył przez długi czas i będzie mi sprawiało przyjemność używanie go i patrzenie na niego. Również próbuję wiązać wspomnienia z poszczególnymi meblami, np. gdy napisałem moją pierwszą książkę kupiłem krzesło, na które oszczędzałem bardzo długo. Teraz przypomina mi ono o osiągnięciu, jakim było napisanie pierwszej książki”. I w tych słowach zawarł to, co prze ostatnich kilka lat uciekło nam przez palce.

Zamiast dużo, tanio i pozornie sprytnie, lepiej kupić raz a dobrze. Wybieranie mebli i dodatków wysokiej jakości pozwala zadbać o wolne miejsce w domu. Lekką ręką wydajemy pieniądze na niepotrzebne lub brzydkie przedmioty, tylko dlatego, że ich zakup jest niezauważalny dla naszego budżetu. To kolejny powód, by jednak postawić na jakość.

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Czego musimy się wyrzec?

Czy wiecie, co najbardziej różni Polaków i Duńczyków podczas urządzania mieszkania czy domu? My,Polacy, popadamy w schemat pościgu. Wciąż chcemy coś dokładać, ulepszać, kupić więcej, żeby było lepiej i piękniej. Duńczycy natomiast swoje szczęście opierają po raz kolejny na oszczędzaniu… Wiecie, co oszczędzają, żeby w domu czuć się dobrze? PRZESTRZEŃ. To ona ma służyć i tworzyć możliwości. Nie ścigają się po jeszcze więcej designerskich lamp, nie zagracają przestrzeni.

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Dzięki temu zawsze zmieści się niej nowy gość :) , a dom nie przytłacza nikogo z domowników. Ta odrobina minimalizmu nie opiera się na złudnej skromności, a na bardzo świadomych wyborach. Jeśli Duńczyk marzy o pięknym, ale bardzo drogim fotelu, oszczędza na niego. I co ważne, zanim go zakupi, nie zaśmieci salonu dwoma imitacjami, na które go stać (których potem żal będzie wyrzucić, bo przecież jeszcze dobry, i może był tani, ale jednak pieniądz, to pieniądz… – znacie to?), zaczeka na to, co dobre.

Skąd się bierze duński design w Polsce?

Z Danii! A jak znaleźć właściwe miejsce? Podpowiadamy, ponieważ my znamy takie miejsce. Wszystkie piękne zdjęcia pochodzą z zaprzyjaźnionego sklepu Belbaazar. Miejsca wyjątkowego. Kochamy ten sklep za jego prawdziwość, tu naprawdę pracuje Duńczyk i sprzedaje to, co lubi. Odwiedźcie ich koniecznie, na pewno poczujecie wspaniały klimat. A może i zamarzy się wam mała Dania w waszym salonie albo sypialni?

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Fot. Belbazaar | Materiały prasowe

Dziękujemy sklepowi Belbazaar za współpracę przy tworzeniu artykułu.


 

*Wywiad z Meikiem Wikingiem, autorem książki „Hygge. Klucz do szczęścia”.


Ogrodnicze ZRÓB TO SAM na lato, jesień i zimę!

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
10 września 2017
Fot. iStock / LeoPatrizi
Fot. iStock / LeoPatrizi

DIY to jeden z najbardziej popularnych trendów, który nie ominął także ogrodów. Kreatywne metamorfozy przydomowej przestrzeni czy balkonu to dowód, że Polki mają nieograniczoną wyobraźnię – wystarczy dobry pomysł, chęci i odpowiednie przygotowanie. Jak pokazują badania ponad 60% właścicielek ogrodów dekoruje i maluje stare, zniszczone rzeczy, nadając im drugie życie. Jak sprawić, aby ogród, taras lub balkon kusił kolorami nawet przez cały rok? Mamy na to kilka sprawdzonych porad.

Badania przeprowadzone przez IQS na zlecenie Altax [1] potwierdzają, że prawie połowa Polek chce tchnąć w swoje ogrody i balkony nowe życie. Z tych samych badań wynika, że panie w poszukiwaniu ogrodniczych inspiracji najczęściej zaglądają do internetu (64%). Jednak aż 50% respondentek ma także bogatą wyobraźnię i zmiany, które wprowadza do ogrodu, na balkonie lub tarasie, są ich autorskimi pomysłami.

Ogrodnicze ZRÓB TO SAM na lato, jesień i zimę!

Kolorowe kwietniki na lato ze starych opon, skrzynek po owocach lub puszek

Latem kwitną już prawie wszystkie ogrodowe kwiaty: surfinie, bratki, begonie bulwiaste, róże czy wielokolorowe hortensje i cyklameny. Każde z nich można wyeksponować inaczej. To szansa, aby wykorzystać stare opony i przerobić je na piękny kwietnik. Widoczne na nich wzory i faktury aż proszą się, żeby podkreślić je kolorowymi farbami.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Zwykłe skrzynki po owocach, znalezione w piwnicy lub na targowisku, także można przekształcić w ciekawy kwietnik, który będzie wyraźnym barwnym akcentem w ogrodzie lub na balkonie. Natomiast tradycyjne doniczki możemy zastąpić starymi puszkami z metalu, które wystarczy pomalować farbą ogrodową.

 

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

Poduszka bez szycia na taras lub balkon w jesiennym wydaniu

Jesienią ogród jest przytulny i nieformalny. Bazuje na naturalności materiałów i kolorów, które pozytywnie wpływają na samopoczucie. Każda przydomowa przestrzeń o tej porze roku zachęca do spędzania w niej czasu – relaksu pod kocem, z miękką poduszką i kubkiem dobrej herbaty lub kawy.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

W szybki i prosty sposób, bez użycia igły i nitki, można stworzyć poduszkę lub materac do ogrodu lub na taras. Wystarczy zakupić kolorowe tkaniny np. w second-handzie i wyciąć z nich dwa równe prostokąty. Następnie należy owinąć nimi wybrane poduszki, tak aby końcówki materiałów móc ponacinać robiąc tzw. frędzle, które służą do związania całości. Jest to doskonały sposób, aby stworzyć poduszki pod wymiar na jesienny taras i to bez pomocy krawcowej.

Karmnik dla ptaków w odważnym, żywym kolorze ożywi zimowy ogród

W ogrodzie pokrytym śniegową pierzynką często możemy spotkać wróble, sikorki, kawki, gawrony czy kosy. Dokarmianie ptaków pomaga im przetrwać zimę. W tym celu można samodzielnie zrobić drewniany karmnik, który po przemalowaniu farbą ogrodową na jaskrawy kolor, będzie oryginalną ozdobą ogrodu i balkonu.

Fot. Materiały prasowe

Fot. Materiały prasowe

– Coraz częściej oglądam w Polsce ogrody, które są kolorowe nawet jesienią i zimą. Dzieję się tak dzięki małym i dużym dekoracjom, które są odręcznie urozmaicane, w każdym sezonie inną barwą lub wzorem. Taki ogród będzie kolorowy przez cały rok! Ponad połowa Polek (65%) potwierdza, że wprowadzanie koloru do ogrodu, na działkę, taras lub balkon jest dla nich bardzo ważne. Odrębną sprawą jest odwaga i umiejętności w tworzeniu wielobarwnych stylizacji. Stąd moja misja – inspiruję i przekonuję do ożywiania ogrodów. Dzięki takim produktom jak farby Viva Garden! można tworzyć własne, ulubione zestawienia kolorystyczne, malując zarówno meble jak i dekoracje, wykonane z drewna, metalu czy nawet terakoty – mówi Martyna Kaczmarek projektantka i miłośniczka ogrodów.


 

Farby ogrodowe Altax Viva Garden!, które zostały stworzone w odpowiedzi na potrzeby kobiet, to aż 29 barw, które można ze sobą łączyć. Idealnie sprawdzą się przy mniejszych i większych metamorfozach ogrodu i pozwolą na przemalowywanie go w rytmie zmieniających się pór roku. Stosować je można do drewna, metalu, betonu, kamienia a nawet terakoty i ceramiki. Cena za 250 ml to ok. 17 zł.

[1] Badanie wielokrotnego wyboru przeprowadzone przez IQS metodą CAWI w styczniu 2017, n=200, próba reprezentatywna użytkowników Internetu, kobiety w wieku 25-60.


źródło: infowire


„Pieprz*na córunia mamuni” – usłyszała od męża. Gdy toksyczna relacja z matką niszczy związek

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
9 września 2017
Fot. iStock/g-stockstudio
Fot. iStock/g-stockstudio

– „Jesteś moją kochaną córunią” tak bardzo często zwracała się do mnie moja mama. Pamiętam, że powtarzała to, gdy wieczorem czytała mi bajki. Powtarzała to również wtedy, gdy z wyróżnieniem skończyłam liceum i dostałam się na dobre studia. Nigdy nie sądziłam, że tego zwrotu użyje kiedyś w kłótni mój mąż, tylko nieco zmieni kontekst. Powiedział: „pieprz*na córunia mamuni” i z jedną walizką wyszedł z mieszkania – wtedy jeszcze Agnieszka nie wiedziała, o co mu chodzi. Oczy otworzył jej dopiero psychoterapeuta.

Jest jedynaczką, zawsze więc była oczkiem w głowie rodziców. Bardziej matki, bo to ona głównie ją wychowywała. Często z resztą powtarzała, że poświęciła dla Agnieszki swoją karierę zawodową. Długo starali się o dziecko, a gdy już na świecie pojawiła się ona, stała się sensem jej życia. – Mama zawsze poświęcała mi bardzo dużo czasu. Byłam dumna, bo uczestniczyła w szkolnych wydarzeniach, szyła dla mnie stroje na przedstawienia i zawsze piekła ciasto, gdy miały odwiedzić mnie koleżanki – opowiada.

Gdy zaczęła dojrzewać, matka stała się jej najlepszą przyjaciółką. Tłumaczyła, że kobieta musi mieć do siebie szacunek, że na chłopaków przyjdzie jeszcze czas, że najważniejsza jest nauka. Dobre oceny zawsze były wynagradzane. No i zawsze padało też: „moja kochana córunia”. Taka zdolna, taka mądra.

Intryga i manipulacja

Na ostatnim roku studiów Agnieszka poznała o 10 lat starszego Adama. To był jej pierwszy, poważny związek. Matka od początku kręciła nosem. Przede wszystkim dlatego, że wybranek jej córki miał już nieślubne dziecko. Gdy dowiedziała się o wpadce, jej świat niemal runął w gruzach. A właściwie świat jej kochanej córuni. No bo kto to widział, żeby tak sobie życie marnować.

– Matka liczyła, że związek z Adamem się rozpadnie. Chciała, żebym miała dobrą pracę i zrobiła karierę, o jakiej ona zawsze marzyła. Nie ucieszyła się więc, że zostanie babcią, a tym bardziej, że chcemy wziąć ślub. Bardzo mi jednak pomagała, gdy urodziła się Madzia – opowiada.

„Pomagała” to mało powiedziane. Była w ich domu od świtu do nocy. Oprócz opieki nad wnuczką, w każdej wolnej chwili krytykowała Adama lub wytykała jego wady w rozmowie z córką. – Kiedyś zasugerowała, że Adam kogoś ma, bo całe dnie nie ma go w domu, a wieczorami też gdzieś znika. Posłuchałam jej, bo przecież wie o życiu więcej niż ja – wspomina. Zaczęła więc regularnie sprawdzać męża, dopytywać. Wszystko relacjonowała matce i z nią też konsultowała dalsze kroki. Dopiero po 4 miesiącach szpiegowania zdecydowała się na rozmowę z mężem. Skończyło się awanturą. – Wykrzyczał, że wszystkiemu winna jest moja matka. Że to właściwie z nią wychowuję nasze wspólne dziecko, że z nią wszystko ustalam, a jego tylko informuję, że to dlatego on ucieka z domu. Powiedział wtedy, że mam ograniczyć do minimum kontakty z matką. Nie była zachwycona, gdy jej o tym powiedziałam.

Wyrzuty sumienia

Najpierw się obraziła, co spowodowało u Agnieszki ogromne wyrzuty sumienia, z którymi nie dawała sobie rady. – To moja mama, która przecież zawsze chciała dla mnie jak najlepiej. Serce mi pękało, gdy nie odbierała ode mnie telefonów. Czułam, że ją zawiodłam jako córka i jako kobieta – opowiada. Załagodzić sytuację udało jej się dopiero po miesiącu. – Matka wciąż mi powtarzała, że wyrządziłam jej ogromną przykrość, tracąc wiarę w jej dobre intencje. Przepraszałam ją chyba bez końca, a gdy się udało, znów wróciła do naszego życia i to z jeszcze większym impetem. Nie przyjeżdżała już tak często jak kiedyś, ale kilka razy dziennie do mnie dzwoniła i wypytywała o wszystko. Teraz dopiero widzę, jak bardzo ingerowała w nasze życie.

Kłótnie z Adamem wybuchały niemal każdego dnia. Ciągle powtarzał, że matka nią steruje. Że ma wrażenie jakby to właśnie z nią się ożenił. Kiedyś nawet wytknął, że w rozmowie używa słów, charakterystycznych dla swojej rodzicielki. Twierdzi, że zdawała sobie sprawę, że jej relacje z matką są nieco specyficzne, ale tak wiele razy jej pomogła, dobrze doradziła i wsparła, że nie potrafiła postawić jej w innej roli, jak tylko życiowej mentorki.

– Nie wiedziałam, że nasze małżeństwo wisi na włosku. Zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, jak czuje się w tym wszystkim Adam. Decyzja o rozwodzie spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Spakował wszystkie swoje najpotrzebniejsze rzeczy, gdy po jednej z kłótni wyszłam z córką na plac zabaw. Wróciłam do domu, a on już stał z walizką. Powiedział tylko „pieprz*na córunia mamuni” i wyszedł – wspomina. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko.

Przebudzenie

Jak zawsze, mama otoczyła ją opieką. Oczywiście nie omieszkała też powiedzieć, że tak właśnie musiało się to skończyć. Że to nie był partner dla Agnieszki i ona zawsze to powtarzała. I gdyby ta jej posłuchała, tego wszystkiego by nie było. Mama przecież od początku nie akceptowała Adama. A co jak co, ale intuicję to ona ma i swojej córuni skrzywdzić nie da.

– Bardzo mną manipulowała. Uświadomił mi to dopiero terapeuta, do którego zaczęłam chodzić po rozwodzie, bo nie radziłam sobie z uczuciem pustki. Powiedział, że moja matka nie pozwalała mi się usamodzielnić. W jej mniemaniu należałam tylko do niej i wciąż czuła się odpowiedzialna za moje życie. Myślę, że moje małżeństwo mogłoby przetrwać, gdybym w porę się ocknęła.

Terapia, na którą chodzi, trwa już rok. Agnieszka twierdzi, że w dużym stopniu udało jej się odseparować od matki. Nie ingeruje już tak mocno w jej prywatność, nie podejmuje za nią żadnych decyzji. Były mąż powoli układa sobie życie na nowo, ona dopiero uczy się samodzielności.

– Najbardziej boję się, że będę taka sama dla mojej córki. Że powtórzę błędy matki. A może, co gorsze, wpadnę w inną skrajność? Nie bez powodu nigdy jeszcze nie nazwałam Madzi „moją kochaną córeczką”… Wiesz, dużo mówi się o tym, jak ciężkie jest życie z maminsynkiem. Ja jestem dowodem na to, że damska wersja też istnieje.


Zobacz także

Fot. Gratisography/RYAN MCGUIRE / /  CC0 Public Domain

Trzymaj się zdrowej diety bez wysiłku, dzięki tym sześciu trikom

Fot. Screen Instagram/ kingarusin

Kinga Rusin założyła najmodniejszą spódnicę tej wiosny. Wygląda romantycznie, uroczo i dziewczęco

siebie

Być jeszcze kimś oprócz siebie