Kilka dobrych powodów, by rozstać się z facetem, nawet jeśli tego nie chcesz

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
1 kwietnia 2018
Fot. iStock/Foremniakowski
Fot. iStock/Foremniakowski
 

Zrezygnować z miłości? Czy to nie szaleństwo? Jak można odejść, skoro się kocha? Czy to na pewno dobra decyzja? Przecież takie uczucie, taka relacja może się już więcej nie powtórzyć. Jeśli masz wątpliwości, słuchaj swojej intuicji. Ona pomoże ci dokonać trafnego wyboru. I tak, będziesz przez chwilę, może nawet dłuższą, cierpieć. Ale to minie. Lepiej być nieszczęśliwą przez chwilę niż przez całe życie, zastanawiając się „co by było, gdyby”.

Kiedy powinnaś odejść, mimo, że kochasz

1. Kiedy myśl o nim sprawia ci ból

Kiedy decydujesz się z kimś rozstać, nie dzieje się to raczej przypadkowo. Bez wątpienia dużo się nad tym zastanawiałaś, zanim to zrobiłeś, a jednak, gdzieś w głębi czujesz ulgę, że to już koniec. Zanim podjęłaś decyzję, męczyły cię trudne, smutne myśli, pętla pytań.

Oczywiście nie jest łatwo odejść od kogoś, z kim byłaś tak blisko, z kim przez jakiś moment dzieliłaś swoje życie. Ale musisz się zatrzymać na chwilę i uświadomić sobie, że te wszystkie męczące cię wątpliwości nie są dobre dla spokoju twojego umysłu. Jeśli każda myśl o nim sprawia ci ból, to znaczy, że to nie jest dobry związek. A może to nie jest dobry czas dla was, razem?

2. To, czego pragniesz, to miłość, ale to, co masz, jest czymś innym

Pamiętaj, że dla każdego miłość oznacza co innego. Jedno jest jednak pewne – miłość powinna być zdrowa i wypływać z człowieka naturalnie. Miłość wiąże się z troską o drugą osobę, o ciekawość jak minął jej dzień, o potrzebę zapewnienia jej poczucia bezpieczeństwa. To jest abdolutna podstawa relacji, którą można nazwać prawdziwym związkiem. Jeśli tego nie masz, czym jest wasza znajomość?

3. Bycie samotnym nie jest tak złe, jak ci się teraz wydaje

Czasami bylibyśmy skłonni cierpieć w złym związku, byle tylko nie żyć w pojedynkę.  Nawet jeśli z kimś się zerwiesz, strach przed samotnością może Cię wciąż do niego przyciągać. W takich momentach pomyśl o powodach, dla których z nim zerwałaś. Czy całe to nieszczęście, które w sobie niosłaś, żale i zły były tego warte?  Wolałabyś być samotna i szczęśliwa czy nadal być z kimś, kto sprawia, że ​​twoje życie staje się coraz trudniejsze każdego dnia?

4. Próbowałaś dbać jak najlepiej o wasz związek, ale on nie podejmował tego wysiłku

Kiedy byłaś z nim w związku i po raz pierwszy zauważyłaś jakieś niepokojące sygnały natychmiast próbowałaś postąpić właściwie. Powiedziałaś mu o rzeczach, które cię martwiły i oczekiwałaś, że zareaguje i podejmie wspólnie z tobą jakieś działania, spróbuje zaradzić nieporozumieniom.  Ale on nic z tym nie zrobił. Przez cały wasz związek był na to zbyt wygodny i nie chciało mu się podjąć dla ciebie tego wysiłku. Liczył, że weźmiesz ten obowiązek sama na siebie. Związek nie może być „jednostronny”, pamiętaj.

5. Nie mogłaś skupić się na pozytywnych rzeczach

Stale martwiłaś się o to, co z wami będzie, czy przetrwacie. I to nie dlatego, że taki masz charakter. Nie czułaś się spokojna, odczuwałaś niepokój, niepewność. Nie mogłaś powiedzieć i wiedzieć na pewno, że jesteś przez nieggo kochana, że on wiąże z tobą swoją przyszłość. Miałaś mnóstwo wątpliwości co do jego postępowania, uczuć, tego, co myśli. I nie mogłaś  się ich pozbyć, bo on ci w tym nie pomógł. Życie w takiej niepewności to jedna z najgorszych rzezczy w miłości. Szkoda na to twojego czasu.


 

Na podstawie: mindwaft.com

 


Każda matka wierzy w cud. Do samego końca, do ostatniego oddechu swojego dziecka. Śmierć może być początkiem nowego życia…

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
1 kwietnia 2018
Fot. iStock/Antonuk
Fot. iStock/Antonuk
 

Myślała, że pierwsze urodziny swojej córki spędzi wyjątkowo. Z tortem, balonami, wszystkimi różowymi dodatkami, które kochają dziewczynki, a na których punkcie tracą też głowę ich mamy. Miały być piski, śmiechy, mnóstwo zabawy i radości. Tymczasem był szpital i strach. – Pytałam lekarzy, czy moja córka w dorosłym życiu będzie mogła normalnie żyć, a oni walczyli o każdy jej dzień… Nie przyjmowałam do wiadomości, co tak naprawdę się dzieje.

Jadzia nie miała mieć dzieci. Wiele lat temu usłyszała, że szanse, by kiedyś zaszła w ciążę są właściwie żadne. – Moje życie było beztroskie. Studia, praca, kredyt na mieszkanie, kredyt na samochód. Pensja w takiej wysokości, że wystarczała na normalne życie. Tylko nieustannie szukałam czegoś, czym mogłabym się zająć – wspomina. Zajmowała się zwierzętami, kończyła różne kursy, szkolenia, ale nadal nie wiedziała, czego tak naprawdę od życia chce. Jakby pustka, którą gdzieś w głębi duszy odczuwała, była nie do wypełnienia.

– Dzień, w którym zobaczyłam na teście ciążowym dwie kreski, był najszczęśliwszym dniem w moim życiu. Płakałam z niedowierzania, a wypełniała mnie tak ogromna radość, że myślałam, że nie jestem w stanie jej w sobie pomieścić. Miała 38 lat. Wiek, w którym warto zadbać o badania, sprawdzić, czy ciąża przebiega prawidłowo. Jadzia miał idealne wyniki. Aniela rosła książkowo, nic nie zapowiadało, że może wydarzyć się coś złego. W końcu była wymarzonym, wymodlonym dzieckiem. Teraz już mieli żyć w trójkę, w harmonijnej pełni. Pustka, którą tak trudno było wypełnić, w końcu miała zniknąć, bo przecież na świecie pojawić się miała Aniela.

– Nie ma dnia, żebym nie pytała: „Dlaczego?”, „Dlaczego ona, dlaczego my?”, „Dlaczego była na tym świecie tylko na chwilę, na zbyt krótką chwilę?”…

Aniela była piękna. Kiedy Jadzia wychodziła z nią na spacer niosąc ją w chuście, na warszawskiej Pradze jej stali mieszkańcy zawsze zwracali na nie uwagę. „Śliczna ta dziewczynka” – mówili panowie wystający w bramach…

Zaczęło się od kaszlu. – Aniela nigdy nie chorowała, nie miała nawet kataru. Byłam taka dumna, że jako mama w sekundę wyczuwałam jej nastroje i potrzeby. Zawsze wiedziałam, czego jej potrzeba, jak się nią zaopiekować. To była taka wyjątkowa więź… Kaszel, SOR, szpital. Aniela miała dziesięć miesięcy, gdy jej rodzice usłyszeli: „Przykro nam, wada serca”.

To nie mogła być prawda. Po tylu latach, kiedy w końcu zdarzył się cud, kiedy Aniela pojawiła się na świecie, mieli im ją odebrać? To absurd. Przecież nikt nie zabiera takich małych dzieci, przecież życie nie może być tak okrutne. Nie mogło tak zadrwić z kobiety, która wierzyła, że właśnie teraz odnalazła istotę swojego bycia. Bycia z Anielą, przy niej, obok niej, kochając ją miłością największą, bo matczyną.

Która matka jest w stanie wyobrazić sobie, że jej dziecko umiera? Że odchodzi w ogromnym cierpieniu pozbawione szans na jakąkolwiek pomoc? Żadna. Nie znam kobiety, która pogodziłaby się z wyrokiem, choćby był najgorszy i bezlitosny. Żadna matka nie da sobie odebrać nadziei. Każda będzie walczyć do utraty tchu, do ostatku sił. Upokorzy się, poniży, będzie żebrać, zrobi wszystko, by uratować swoje dziecko. Będzie myślała nie raz: „Mnie zabierz, a je zostaw. Ono ma przed sobą całe życie, mi już wystarczy”. Każda matka wierzy w cud. Do samego końca, do ostatniego oddechu swojego dziecka. Wierzy, że cud się zdarzy.

– Może jestem za małej wiary? Może nie umiałam tak mocno wierzyć, tak gorąco się modlić o to, by moja córka ocalała… Serduszko rosło jak szalone, rozpychało klatkę piersiową. – Patrzyłam i nie chciałam uwierzyć, że choroba tak szybko postępuje. Szłam do lekarza i pytałam, czy serce naprawdę tak zniekształca wygląd mojej córki, czy to tylko moje paranoje. W odpowiedzi widziałam rozłożone ręce i potakującą głowę.

Aniela nie trafiła do komory, w której często przebywają dzieci kwalifikujące się do przeszczepu. Spędzają w nich nawet kilka lat, na koniec żegnając się ze swoimi rodzicami, bo dla nich nie było nadziei. Dopóki dziecko żyje, dopóki rodzic wierzy, można zrobić wszystko. Aniela wróciła do domu, wyszła ze szpitala. – Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, jak wygląda życie rodziców przewlekle chorych dzieci. Z dnia na dzień musiałam rzucić pracę, zasiłek wystarczał tylko na leki. A gdzie reszta? Rurki, sprzęt, wizyty u specjalistów, podróże do lekarzy? Nie mogłam nawet wyjść z Anielą sama na spacer, zawsze były potrzebne dodatkowe ręce do pomocy.

Postanowili walczyć, nie poddawać się. Poruszyli niebo i ziemię. Polska nie ma podpisanych umów międzynarodowych dotyczących przeszczepów. Wszędzie słyszeli odmowę: „Przykro nam, nie możemy. Nie jesteście państwo rezydentami naszego państwa. Nie mamy umowy z waszym krajem”. – Dzisiaj, gdy rodzice proszą mnie o pomoc, mówię otwarcie: „Wasze dziecko potrzebuje przeszczepu? Starajcie się jak najszybciej uzyskać prawa rezydenta w kraju, gdzie statystki dotycząc transplantacji są lepsze niż u nas”. U nas nie przeszczepia się organów u małych dzieci… A przecież one też umierają. W Polsce są białe plamy, gdzie najbliższych umierającej osoby, nawet się nie pyta o możliwość przekazania organów! Najmłodsze dzieci nie mają szans, inne czekają latami, tylko po to, by na końcu przekonać się, że ich nadzieja była płonna…

W końcu się udało. Niemcy zaproponowali pomoc dla Anieli. Zaczęło się błyskawiczne zbieranie środków na jej leczenie. I znowu – jej rodzice byli w stanie poruszyć niebo i ziemię, byleby uzyskać potrzebną kwotę. Nie zdążyli… Aniela nie zdążyła. – Ona wiedziała od początku, że to się nie uda. Kiedy tylko zaczynałam jej opowiadać, że wyjedziemy na leczenie, że wszystko się ułoży, że czeka nas podróż, odwracała się do mnie plecami. Jakby chciała mi powiedzieć: „Mamo, daj spokój. To się nie wydarzy”… Przegrali wyścig z czasem, z rosnącym serduszkiem, z biurokracją. Jadzi nie udało się uratować jej malutkiej córeczki. – Płaczę każdego dnia. Ta rana, którą w sobie noszę chyba nie jest w stanie się zabliźnić… Wszystko miało być inaczej. Przecież mieliśmy być w trójkę, mieć fajne wspólne życie. Nie zdążyłam Anieli zabrać w góry, pokazać jej morza… Nic nie zdążyła zobaczyć…

Jadzia nie miała czasu na żałobę. – Chciałam rozpaczać, chciałam krzyczeć, pytać każdego dnia po tysiące razy „dlaczego” nie mogąc uzyskać żadnej odpowiedzi. Ale wiedziałam, że tam są inne dzieci. Dzieci takie, jak Aniela. Są ich rodzice, którzy jeszcze wierzą w cud, których nadzieja nie gaśnie, którzy słysząc: „Państwa dziecko może uratować jedynie przeszczep” myślą, że to proste, że to się zdarzy. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Nie ma nawet statystyk dotyczących przeszczepów wśród małych dzieci. Brak edukacji. Wiesz, że jeśli już ktoś spyta rodzinę, czy odda organy do przeszczepu, tylko 12% odmawia? Tyle, że nikt nie pyta, nikt o tym nie mówi, nikt nie podejmuje trudnego tematu śmierci, która może dać życie komuś innemu. Także czekającemu na organy dziecku i jego rodzicom.

Postanowiła walczyć. Aniela kilka tygodni obchodziłaby drugie rodziny. Jej mama chce dać świadectwo jej istnienia. Chce przekuć to życie i tę śmierć, która okrutnie odebrała jej córkę, w coś, co nada sens temu, co się wydarzyło. Bo Jadzia nadal nie znajduje odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego”. Dzisiaj o transplantacji wie bardzo dużo, puka wszędzie, gdzie to możliwe, żeby temat zaczął być publicznie omawiany. Otrzymuje wsparcie wielu osób. – Tak bardzo bym chciała, żeby Aniela była ze mnie dumna…

P.S.Chcecie wiedzieć więcej o Jadzi, Anieli, o ciągu dalszym tej historii, której nie zakończyła śmierć? Zaglądajcie na Serce dla Anieli. Pamiętajcie, że śmierć nie zawsze musi oznaczać koniec, bywa też początkiem. Początkiem czyjegoś nowego życia.


Odmień swoje życie. 5 rzeczy, które ludzie sukcesu robią w weekend

Ewelina Celejewska
Ewelina Celejewska
1 kwietnia 2018
Następny

Pewnie wydaje ci się, że ludzie sukcesu harują 24/h na dobę? Że trudno ich oderwać od komputera, non stop biegają ze słuchawką bluetooth, zawieszoną na uchu i mają zszargane nerwy. Nie mają życia osobistego, nigdy nie ma ich na rodzinnych uroczystościach, a w weekendy siedzą nad papierami lub chodzą na nudne, biznesowe kolacje? Jesteś w błędzie.

Ludzie, którzy osiągają sukcesy doskonale wiedzą, jak ważny jest spokój ducha i dobra kondycja psychiczna. Żeby osiągnąć ten stan, trzeba odpoczywać. Tylko tak można mieć trzeźwy umysł, by podejmować trudne, często ryzykowne decyzje i pracować na wysokich obrotach. Kluczowe jest więc nie to ILE pracujemy, a JAK pracujemy. Chodzi o to, żeby robić to maksymalnie efektywnie. Bardzo ważne jest więc umiejętne gospodarowanie czasem. Doba ludzi sukcesu trwa dokładnie tyle samo, co innych osób – 24 godziny. Tydzień również trwa tyle samo – 7 dni. Dni roboczych jest 5, a wolnych 2. Te ostatnie na różnych etapach życia mogą się lekko zmieniać – weekendy mogą trwać dłużej. Nawet jeśli ty możesz pozwolić sobie wyłącznie na 1 dzień wolny, musisz wiedzieć, jak go zaplanować, by wrócić później do swoich codziennych obowiązków pełna energii.

Oto 5 rzeczy, które ludzie sukcesu robią w weekend:

Wyłączają telefon

Naprawdę świat się nie zawali, jeśli to zrobisz. Szczególnie, jeśli najbliższe ci osoby spędzają ten czas razem z tobą. Nie musisz się obawiać, że ktoś będzie próbował się do ciebie dobić, a ty go zawiedziesz. Spróbuj najpierw wyłączyć telefon chociaż na 1 dzień. Co się stanie? Zauważysz, jak wiele masz czasu dla swoich bliskich, a także dla rozwijania swoich pasji i zainteresowań. Zniknie potrzeba ciągłego sprawdzania powiadomień, dzwonek nie będzie cię rozpraszał. Uwierz, to wspaniały, błogi stan.

Korzystają z różnych atrakcji

Myśląc o wymarzonym weekendzie, masz przed oczami kanapę, koc i telewizor? Wyobrażasz sobie, że zalegasz w tym barłogu przez dwa dni i w ten sposób odpoczywasz? Taka wizja może być kusząca, jednak ma ukryte wady. Prowadzi o złego samopoczucia. Możesz mieć wrażenie, że zmarnowałaś czas, nie zrobiłaś nic sensownego i w poniedziałek ruszysz do pracy jeszcze bardziej zmęczona i przytłoczona. Weź przykład z ludzi sukcesu i wyjdź z domu. Możesz pojechać na wycieczkę, wyjść na rower, pójść do teatru, kawiarni, na siłownię. Zrób coś dla siebie, przeżyj coś, doświadcz czegoś.

strona 1 z 2
druga część artykułu na następnej stronie

Zobacz także

Fot. iStock/Mkovalevskaya

Dla kobiety przy wyborze mężczyzny liczy się jedna istotna rzecz. I nie jest to charakter

Fot. Pexels/Bruno Ramos / CCO

Kto w życie wierzy i życie wybiera… Dobrych Świąt

Fot. iStock/Pierre Desrosiers

Nie oddalasz się ode mnie, tylko od samej siebie. Nie opuszczę cię, aż do zapomnienia