Dlaczego ktoś nieproszony mówi nam, jak mamy żyć? Jest przynajmniej 9 powodów…

Redakcja
Redakcja
13 lutego 2018
1 z 1

Dlaczego ktoś nieproszony mówi nam, jak mamy żyć? Jest przynajmniej 9 powodów

Fot. iStock/lechatnoir

6. Chęć poczucia się lepszym

To już mniej sympatyczna przyczyna dawania dobrych rad. Pewne osoby są narcyzami, którzy czerpią satysfakcję z tego, że komuś może się gorzej powodzić. Człowiek o osobowości narcystycznej poprawia sobie humor świadomością, że może podkreślić własną wyższość dyktując, co mamy robić. W ten sposób upewnia się, że dobrze wie, czego każdemu potrzeba i od razu czuje się ważniejszy, nieomylny, a my z kolei nieporadni, gorsi.

7. Chęć cichej krytyki

Czasem rady bywają pretekstem, by w sposób utajony, z uśmiechem na ustach wbić nam szpilkę pod żebra. Rady mogą brzmieć przyjaźnie i pomocnie, ale jednak jest pod nimi ukryty wyczuwalny brak akceptacji i niechęć. W komunikacie pojawia się „ja, na twoim miejscu” czy też „dobrze będzie, jeśli” oraz zarys konsekwencji, które mogą pojawić się, jeśli nie zrobimy tego tak, jak ktoś chce.

8. Chęć uzyskania przewagi

Radzenie komuś może stać się narzędziem zaznaczania dominacji. Nawet rady, które powinny być podyktowane dobrymi intencjami, mogą wskazywać na wyższość osoby w jej mniemaniu mądrzejszej, bardziej doświadczonej. Są ludzie, którzy czują się najlepiej w roli doradcy, czy nauczyciela, który zawsze wie co robić i potrafi opanować sytuację.

9. Chęć rozpętania konfliktu

Niekiedy poczciwa rada może stać się punktem zapalnym, iskrą, która spowoduje wybuch. Szczególnie gdy podszyta jest złośliwością i ma na celu wprowadzenie w błąd, spowodowanie kłopotów. Ten szczególny stan napięcia oraz buzujące emocje to prosta droga do rozpętania otwartego konfliktu.

Jeśli masz po dziurki w nosie dobrych rad dawanych bez wyraźnej prośby, nie czekaj, bo milczenie staje się w wielu przypadkach niewypowiedzianą zachętą. Zamiast zaciskać zęby mamrocząc „dziękuję”, w sposób grzeczny, lecz stanowczy zaznacz swoje granice. Odmowa nie musi spowodować, że ktoś się obrazi, jeśli docenisz czyjeś zaangażowanie, ale zaznaczysz, że ostatecznie to ty podejmujesz decyzję.


 

źródło: www.kroliczekdoswiadczalny.pl

PoprzedniNastępny

„Drunk Yoga”. Ćwiczenia z lampką wina!

Redakcja
Redakcja
13 lutego 2018
Fot. iStock / NatashaPhoto
 

Jest wielu miłośników jogi, dla których dzień bez niej jest dniem straconym. Przekonują, że joga daje niezwykłe rezultaty — zmniejsza poziomu stresu, poprawia elastyczność ciała, wysmukla sylwetkę, łagodzi dolegliwości bólowe kręgosłupa. Dzięki tej aktywności wiele osób żyje lepiej i zdrowiej. 

Jogę można dopasować do swoich potrzeb i samopoczucia. Nawet miłośnicy czerwonego wina mogą ćwiczyć asany (odpowiednie pozycje) z kieliszkiem w ręku. Właśnie na ten pomysł wpadła Eli Walker, która prowadzi zajęcia „Drunk Yogi” w Nowym Yorku.

Joga z winem w tle

Zazwyczaj obecność alkoholu nie pomaga w aktywności fizycznej. Rozluźnione ciało i umysł nie zawsze umożliwiają właściwą koordynację, a wręcz zwiększają ryzyko nabawienia się kontuzji. Tymczasem joga połączona z wypijaniem lampki wina podczas zajęć ma ułatwić i uprzyjemnić to zadanie. Trening „Drunk Yogi” trwa 90-minut. Przez pierwsze 45 minut uczestnicy poznają asany i uczą się oddechu przy kieliszku wina. Przez następne 45 minut odbywa się vinyasa jogi — zorganizowanej płynnej sekwencji asan, dla początkujących. Wino ma spełnić kilka zadań — rozluźnieni uczestnicy łatwiej i chętniej poddają się nowym pozycjom, odrzucając zawstydzenie, przełamując bariery. Poza tym wino ma wiele innych zalet, dzięki bogactwu antyoksydantów dba o cerę, włosy, hamuje procesy starzenia i pomaga w odchudzaniu.

Miłośnicy „Drunk Yogi” chętnie podnoszą jej zalety, natomiast przeciwnicy podkreślają, że to nic innego, jak ćwiczenie w stanie nietrzeźwości, do czego nie powinno się zachęcać.

A wy co o tym myślicie?

Fot. iStock/Pinkypills

Fot. iStock/Pinkypills


 

źródło: www.elle.pl


Jedzenie szparagów zwiększa ryzyko raka piersi? Czy to przełomowe badania?

Redakcja
Redakcja
12 lutego 2018
Fot. iStock

Od ponad czterech lat prowadzone są badania, które sprawdzają, jakie produkty obecne w naszej codziennej diecie mogą zwiększać ryzyko zachorowania na raka piersi. Okazuje się, że ryby, pełnoziarniste produkty, a także szparagi – wszystkie te, które są reklamowane, jako zdrowa żywność zawierają specyficzny aminokwas zwany asparaginą, który może sprzyjać rozwojowi raka piersi. 

Naukowcy przyznają, że badania mogą okazać się przełomowe, gdyż pokazują, że nowotwory karmią się różnymi składnikami naszej diety. Ich rozpoznanie może ułatwić leczenie, wyeliminowanie tych najbardziej szkodliwych w momencie zachorowania lub w przypadku genetycznego obciążenia. Modyfikowanie diety pacjenta ma szansę zoptymalizować reakcję na terapię.

Dr Charles Shapiro, ekspert od badań nad rakiem piersi w szpitalu Mount Sinai, przyznaje jednak, że badania nadal dalekie są od praktycznego zastosowania. „Nie przestawajcie jeść szparagów” – apelował podkreślając, że na poprawę stanu zdrowia wpływa przede wszystkim zwiększenie aktywności fizycznej i dobrze zbilansowana, rozsądna dieta.

„Mniej czerwonego mięso, więcej zieleni” – powiedział Shapiro. „Gotujcie jedzenie, zamiast kupować przetworzoną żywność”.


źródło: newyork.cbslocal.com

 


Zobacz także

Co się dzieje z nami po śmierci według buddyzmu?

Jak porzuca kochanek

„Było fajnie, ale mamy rodziny”. Jak porzuca kochanek

Idź na wrotki

Dzień #13. Zadbaj o siebie naprawdę. #SlimemGO