Dlaczego sama sobie to robisz? 5 zachowań, które przyciągają toksycznych partnerów (i jak ich unikać)

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
27 stycznia 2017
Fot. iStock/AtnoYdur
Fot. iStock/AtnoYdur

Miłość, zwłaszcza ta dobra, rzadko kiedy bywa beztroską idyllą, częściej jest wyzwaniem na całe, wspólne życie. Miłość toksyczna, zła – niszczy i podkopuje naszą wiarę w siebie i w to, że zasługujemy na pozytywne, szczere uczucie i dobre traktowanie. A jednak zdarza się, że lgniemy do tych toksycznych, złych miłości jak ćma do światła. A nawet – sami je przyciągamy. Dlaczego? I jak sobie z tym poradzić?

5 zachowań, które przyciągają toksycznych partnerów (i jak ich unikać)

1. Przyjmujesz na siebie odpowiedzialność za innych, w każdej sytuacji

Jesteś odpowiedzialny jedynie za swoje własne zachowanie.  Niestety, żyjemy w ciągłym lęku o to, co pomyślą o nas i o naszym partnerze inni. „Zamiatamy pod dywan”. Przyjmujemy na siebie winę za jego błędy, byleby „było dobrze”. Nie będzie. Samoistnie przyciągamy ten dramat. Dajesz sobie wmówić, że ona ma zły dzień przez ciebie, nieustannie ratujesz go z opresji, w które sam się wpakował, bo nie uczy się na błędach. Nie masz na to wpływu. Związek to dwie osoby. Na każdą z nich wpływa codziennie mnóstwo czynników: praca, dzieci, osobiste lęki, relacje rodzinne… Dlatego też, gdy on / ona ma zły dzień, nie bierz tego do siebie. Jeśli ciągle ponosisz koszty (emocjonalne, finansowe, zdrowotne) –  nadszedł czas, aby rozpoznać, co jest twoim obowiązkiem, co powinnością twojego partnera.

2. Jesteś chorobliwie zazdrosny

Przyczyną tej jednej z najbardziej zabójczych emocji w związku jest najczęściej niepewność. W głowie tworzysz skomplikowane scenariusze, bo ciągle chowasz gdzieś w głębi urazy i żale z dzieciństwa, wcześniejszych relacji, stare przekonania, które blokują wiarę w to, że zasługujesz na miłość. Jesteś niepewny, więc wyobrażasz sobie dramat, którego tak naprawdę nie ma. Zazdrość jest reakcją na zagrożenie, również to wyimaginowane. Jeśli masz powody, aby czuć się niepewnie, nadszedł czas, aby stawić im czoła. Relacje oparte na wątpliwościach, nieufności, zaborczości nie są warte naszego zdrowia i emocji. Przeanalizuj przyczyny swojej zazdrości, zacznij myśleć racjonalnie i analizować rzeczywistość, nie obrazy, które podpowiada ci wyobraźnia.

3.  Żyjesz bolesną przeszłością

 Wcześniejsze traumy, obciążające, bolesne wydarzenia, mają negatywny wpływ na wszystkie aspekty naszego życia (jeśli tylko na to pozwolimy). Analizujesz, rozdrapujesz stare rany, w nowym związku szukasz tego, co już dobrze z nasz, bo w jakimś stopniu daje ci to poczucie bezpieczeństwa – znowu więc wchodzisz w relację, w której jesteś z góry na straconej pozycji. Kręcisz się w kółko.

Poszukaj pomocy, wsparcia psychicznego i emocjonalnego. Znajdź kogoś, kto pomoże ci zauważyć błędy, które wciąż powtarzasz, nie wchodź w relacje „na siłę”.

4. Źle o sobie myślisz

Negatywna osoba przyciąga „negatywnego” partnera. Jedno przyjmuje rolę kata, drugie – ofiary. Uważasz, że jesteś do niczego, że niewiele jesteś wart, wybierasz kogoś, kto potwierdzi twoje przekonania. Dajesz się źle traktować, bo uważasz, że na to zasługujesz. Twoja miłość jest nieszczęśliwa, bo na to pozwalasz.

Jak przełamać negatywny wzorzec? Zacznij nagradzać się pozytywnymi wzmocnieniami. Pracuj nad przejęciem kontroli nad swoim życiem i swoją przyszłością – ona nie jest jeszcze zdefiniowana, to ty ją kształtujesz. Podkreślaj swoje mocne strony, wybaczaj sobie swoje niedoskonałości.

5. Osądzasz i krytykujesz lub jesteś osądzany i krytykowany

W idealnym świecie, miłość jest bezwarunkowa. Niestety, w „normalnym” życiu, często warunkuje ją rzeczywistość i nasze oczekiwania. Ocenianie drugiej osoby może być dla relacji konstruktywne tylko do pewnego stopnia, o ile uprawiamy „zdrową” krytykę. Wtedy pomagamy sobie wzajemnie się rozwijać, wzmacniać pozytywne cechy, zmieniać na lepsze. Ale stała, dokuczliwa krytyka, etykietowanie, wyrzuty – to wszystko jest szkodliwe i destrukcyjne. Związek napędzany udawadnianiem drugiej osobie, że jest „do niczego” to związek, w którym dopuszczamy się przemocy emocjonalnej. Łatwo manipulować osobą o niskiej samoocenie, prawda? W związku nikt nie powinien mieć władzy nad drugą osobą. Kto był w takiej relacji, ten najczęściej potrzebuje długiej terapii, by odbudować swoją wiarę w siebie, by znaleźć odpowiedź na pytanie: „kim i jaki jestem?”.


źródło: powerofpositivity.com

 


Cztery powody, dla których błonnik jest przyjacielem kobiety

Agnieszka Dyniakowska
Agnieszka Dyniakowska
27 stycznia 2017
Cztery powody, dla których błonnik jest przyjacielem kobiety
fot. iStock/ CentralITAlliance

Dieta bogata w błonnik i produkty z jego dużą zawartością od pewnego czasu są bardzo popularnymi hasłami, które dobrze znają osoby dbające o swój sposób odżywiania się. Dawniej błonnik pokarmowy uznawano za substancję bez znaczenia i większych wartości – ot, niepotrzebne nam włókna roślinne, zbędny element, którego ludzki organizm nie jest w stanie nawet strawić. Jednak nic bardziej mylnego, bo włókna te są przyjacielem zdrowia każdej kobiety z przynajmniej czterech powodów.

Czym jest błonnik?

Błonnik pokarmowy, czyli inaczej włókna pokarmowe, to roślinne substancje, które nie ulegają trawieniu przez człowieka. Składa się on z roślinnych wielocukrów i ligniny oraz skrobi opornej (powstaje podczas ogrzewania produktów skrobiowych w niedostatecznej ilości wody i staje się oporna na działanie naszych enzymów trawiennych). Dzielimy go zwyczajowo na dwa rodzaje – rozpuszczalny w wodzie i nierozpuszczalny. Ten pierwszy zwiększa gęstość pokarmów, wpływa znacząco na skład mikroflory jelitowej, zmniejsza poziom cholesterolu i obniża poziom glukozy we krwi. Drugi zaś daje nam uczucie sytości, zwiększa wydzielanie soków trawiennych i pobudza nasze jelita do pracy.

Pomaga w utrzymaniu zdrowej wagi

Zwyczajowo przyjęło się, że nadwaga i otyłość to problem zbyt dużej ilości przyjmowanych kalorii. Najnowsze badania pokazują jednak, że równie ważna jest równowaga bakteryjna w naszych jelitach, która wpływa na to, jak owymi kaloriami zarządzamy. Jeśli w jelitach dobrych bakterii jest więcej niż złych, to trawienie odbywa się prawidłowo. Niebagatelną rolę odgrywa w tym procesie właśnie błonnik – badania pokazują, że stosowanie diety bogatą w ten składnik pokarmowy wpływa na lepsze działanie układu trawiennego i zapobiega przed odkładaniem się tłuszczu.   U osób, które spożywały więcej błonnika wykazano utratę wagi, niższy poziom ciśnienia krwi i zwiększoną odporność na insulinę.

Cztery powody, dla których błonnik jest przyjacielem kobiety

Fot. iStock / Creativeye99

Błonnik rozpuszczalny może pomóc uniknąć osteoporozy

Kobiety po 50 roku życia są nawet czterokrotnie bardziej narażone na ryzyko osteoporozy niż mężczyźni! Wiemy, co  zaraz pomyślicie – że potrzeba nam odpowiedniej ilości wapnia w diecie. I słusznie, ale bez błonnika jego wchłanianie nie będzie na prawidłowym poziomie. Ważny jest zwłaszcza ten rozpuszczalny, którego źródłem są m.in. zielone warzywa, produkty owsiane, awokado, niektóre owoce (np. jeżyny, figi, pomarańcze, grejpfruty, pomelo) czy też nasiona roślin strączkowych. Unikać należy za to błonnika nierozpuszczalnego, który może zwiększyć wydalanie wapnia przez organizm, a zatem powinno się ograniczyć spożycie pszenicy i produktów pszennych, niełuskanego ryżu, pełnoziarnistego pieczywa. Badania z 2016 wykazały, że suplementacja błonnika rozpuszczalnego w czasie dojrzewania i po okresie menopauzy może pomagać w zbudowaniu i utrzymaniu wapnia w kościach.

Przyspiesza perystaltykę jelit i zapobiega zaparciom

Błonnik pokarmowy ułatwia nam wydalanie niestrawionych resztek i poprawia trawienie zjedzonych produktów, zwiększa wydzielanie i aktywność enzymu trzustki, który rozkłada węglowodany, zapobiega przyswajaniu przez organizm metali ciężkich. Badania pokazały, że może też zapobiegać nowotworom jelita grubego – w 2003 roku analiza wyników ponad 500 tysięcy przebadanych uczestników pozwoliła na stwierdzenie, że osoby z najwyższą ilością błonnika w swojej diecie miały aż 40 procent niższe ryzyko zachorowania na raka jelita grubego niż te o najniższym spożyciu błonnika.

Zmniejsza ryzyko chorób serca

Błonnik kojarzy nam się raczej z trawieniem, a nie z sercem, prawda? Jednak naukowcy uważają, że i na nasz układ krążenia ma on wielki wpływ, ponieważ może obniżyć poziom złego cholesterolu, pomaga utrzymać prawidłowy poziom cukru we krwi, zmniejsza stany zapalne wewnątrz organizmu oraz pomaga w utrzymaniu prawidłowej wagi ciała. Wszystkie te czynniki razem pomagają zachować nam układ sercowo-naczyniowy w dobrej kondycji.

Błonnik jednak nie dla każdego i z umiarem!

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca osobom dorosłym spożycie błonnika pokarmowego w granicach 25 – 40 gram dziennie. Jednak jak wiele innych składników pokarmowych, błonnik może wywierać i negatywny wpływ na nasze zdrowie. W pewnych schorzeniach i chorobach należy szczególnie uważać na jego spożycie – dotyczy to zwłaszcza osób ze stanami zapalnymi żołądka, jelit, trzustki i dróg żółciowych, wrzodami żołądka i dwunastnicy, zaburzeniami spowodowanymi niedoborem składników mineralnych oraz niektórymi chorobami zakaźnymi.


Źródła: www.womenshealth.com, www.cojesc.net

Zapisz

Zapisz


Wybaczyłam mu, ale nigdy nie zapomnę tego, co mi zrobił. Piętno ofiary przemocy zawsze będę nosić w sobie

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
26 stycznia 2017
Wybaczyłam mu, ale nigdy nie zapomnę tego, co mi zrobił. Piętno ofiary przemocy zawsze będę nosić w sobie
Fot. iStock / Elisabetta Stoinich

– Siedziałam w łazience i patrzyłam na swoje ciało…  Było posiniaczone, zobaczyłam siniaki na nogach, na rękach… A myślałam, że on mnie tylko popycha, bo się na mnie denerwuje, bo nie chce, żebym była w tym momencie blisko niego. Większy ode mnie, mocniejszy. Jak mnie popchnął, to leciałam przez cały korytarz, na ścianę…

Agnieszka ma 36 lat, jest mamą dwóch chłopców 13-letniego Patryka i 9- letniego Damiana. Drobna, ładna bardzo. Z szerokim uśmiechem otwiera drzwi swojego mieszkania. – Przepraszam, jeszcze lampy nie mam – tłumaczy, że jeszcze się urządza. – Mieszkamy rok, ale tak naprawdę dopiero od miesiąca czuję się tu dobrze, bezpiecznie.

– No nie udało mi się jakoś to życie. Nie udało w relacjach z facetami. Pierwszy okazał się nieodpowiedzialny, drugi – uciekał z domu, właściwie go nie było, miał matkę alkoholiczkę, a w efekcie dzisiaj sam nie radzi sobie z alkoholem. Byłam przyzwyczajona, że jestem sama, że muszę sobie radzić. Na wszystko musiałam sama zapracować. Pochodzę z małego miasteczka, rodzicom nigdy się nie przelewało, na studiach pracowałam, żeby się utrzymać. Śmiali się ze mnie, że mam motorek w tyłku, bo wszędzie mnie pełno – i towarzysko i zawodowo.

Rafała poznałam pięć lat temu. Zobacz, jeszcze uśmiecham się na to wspomnienie… Mieliśmy wspólne zainteresowania, trochę się uzupełnialiśmy – on z tych spokojnych domatorów, a ja wiecznie idąca do przodu. Dobrze było mieć koło siebie kogoś, kto cię wyhamowywał, zabierał na spacer, do kina. Nie mieszkaliśmy razem. Ja po przejściach z dwójką dzieci, on w trakcie rozwodu, chyba nie chcieliśmy na początku sobie bardziej komplikować życia. Dzisiaj – patrząc z perspektywy czasu, jednego żałuję, że nie posłuchałam swojej intuicji. To ona podpowiadała, że coś jest nie tak, że to nie ten facet. Kiedy chciałam się z nim rozstać, wystawał pod moim mieszkaniem, sprawdzał czy jest moje auto, czy maska jest ciepła, by dowiedzieć się, czy wyjeżdżałam. Wydzwaniał, błagał, żebym do niego wróciła. Uległam, tyle lat byłam sama, też potrzebowałam męskiego ramienia, kogoś na kim mogłabym się wesprzeć, kto by mnie przytulił, pogłaskał po głowie mówiąc, że będzie dobrze, kiedy miałam wszystkiego dość.

Ludzie mówią: „Przecież każda kobieta ma wybór, wyrzucić go z domu, wymienić zamki i po kłopocie”. Nie wiem, czy tak kiedyś myślałam, ale dziś wiem jedno: to tak nie działa. Uwierz, ja go pakowałam, wystawiałam mu rzeczy na korytarz, za drzwi, ale to nigdy nic nie dało. Jak nie chciałam go wpuścić do mieszkania, to od szóstej rano przez godzinę walił w drzwi, kopał, a mi było wstyd przed sąsiadami… Kiedy go wpuściłam, wykręcił górny zamek, żebym nie mogła się od środka zamykać.

Narasta w tobie strach. Boisz się, że cokolwiek zrobisz, on wróci i cię zabije. Ta myśl towarzyszy ci cały czas. Niezmiennie. Boisz się zasnąć, boisz się wstać. Nie wiesz, co cię tego dnia czeka.

Wprowadził się, kiedy kupiłam mieszkanie. Nie pomagał w remoncie. Pytał tylko, kiedy to się skończy? Ile może trwać? On właściwie tylko leżał. Leżał grał w gry i wychodził do pracy. Ja byłam od sprzątania, gotowania i prania plus praca i dzieci. „Ty to masz tu zapie*dalać na szmacie, tylko do tego się nadajesz” – dziś wiem, że słyszy to każda ofiara przemocy. W wyremontowanym pokoju, w którym jeszcze nie było mebli, wstawił swoje biurko, telewizor, fotel, rozłożył sobie śpiwór: „To jest mój pokój” – powiedział. Nie wiedziałam, co się dzieje, nie wiedziałam, jak zareagować. Kiedy mówiłam: nie szanujesz nas, pomóż mi – zaczynała się awantura. Krzyczał, szarpał mnie.

Myślałam: „Może to ja jestem winna, może to ze mną coś jest nie tak, skoro już dwa związki mi nie wyszły i w tym też jest nie jest dobrze”. Tymczasem synowie spali ze mną, bo się bali. Starszemu groził, że utopi go w wannie. Młodszemu robił karczemną awanturę za to, że wziął jego długopis do szkoły. Wpadał w szał z najmniejszego powodu. Wydzielił w lodówce półki. Dawał mi 500 złotych na życie – z tego miałam go nakarmić, wyprać i utrzymać mieszkanie.

Rzucił się na mnie z rękami. Bałam się, bo w jego oczach było tyle nienawiści… Zaczął mnie dusić. Wyrwałam się i wezwałam policję. To jest śmiech na sali. Jesteś przerażoną kobietą, przyjeżdża policja, wpuszcza do twojego domu rodziców oprawcy, którzy jeszcze cię obrażają. Jego mama, która wcześniej podziwiała, jaka jestem pracowita, jaka zaradna, przy policji powiedziała: „Ona to jest leń śmierdzący! Wziął sobie mój syn taką z dwójką dzieci i musi na nich harować…”. Świat mi wirował przed oczami.

Jasne, że przepraszał. Teraz już widzę ten schemat: poniża, upokarza, zastrasza, bije i… przeprasza. Że się zmieni, że on tak nie chce, że od teraz wszystko będzie inaczej. Tyle tylko, że nic się nie zmienia. Każda ofiara przemocy powinna zrozumieć: NIC SIĘ NIE ZMIENI.

Nadeszły wakacje, a ja uciekałam z domu z dziećmi – na basen, nad jezioro, byleby tylko nie być w domu. Kiedy wracał do domu po nocce, budziłam się godzinę wcześniej z kołataniem serca, ze strachem za co tym razem wytarga mnie z łóżka… Płakałam, kiedy zabrałam chłopców nad morze i gdy zdałam sobie sprawę, że czuję się bezpiecznie w obcym domu, w obcym łóżku, że tam na wakacjach mogłam spać spokojnie.

Nikt nie wiedział. Nosisz w sobie taki głęboki wstyd, wstyd, który nie pozwala ci się najbliższym przyjaciółkom przyznać do tego, co dzieje się w twoim domu. Notorycznie odwoływałam spotkania, bo nie wiedziałam, co się wydarzy w moim domu. Jeśli już odważyłam się z kimś spotkać, to zawsze w mieście… Dom to było miejsce, gdzie pachniało strachem, gdzie unosił się zapach lęku i niepokoju.

Wiedziałam, że muszę to zakończyć, że muszę zrobić wszystko, by on zniknął z naszego życia. Musiałam to zrobić dla moich synów: „Mamo, boję się o ciebie”, „Mamo, chodź, nie dyskutuj z nim, nie kłóć się, chodź mamo, daj spokój…” – mówili, a w ich oczu trudno było dostrzec radość. Młodszy zaczął moczyć się w nocy, starszy coraz częściej zostawał u babci po szkole. Wiedziałam, że ich tracę…

Kopnął mnie w brzuch tak mocno, że poleciałam na drugi koniec pokoju. Obudziłam się z mokrą twarzą oblaną wodą, a on klepał mnie po twarzy, żebym odzyskała przytomność. Uciekł. Niewiele pamiętam. Na brzuchu miałam odcisk jego stopy. Dotarłam do sklepu przyjaciółki, zawiozła mnie na policję, zgłosiłam popełnienie przestępstwa, złożyłam zeznania, przyjaciółka była potrzebnym w sprawie na wtedy świadkiem. Do domu wróciłam z policją. Schowałam się do piwnicy, kiedy go wyprowadzali. „Co się stało?” – spytał sąsiad. Podniosłam koszulkę, pokazałam posiniaczoną twarz… Mówił, że słyszał czasami krzyki, ale nie wiedział…, że jak trzeba wymienić zamki, to on pomoże.

Całą noc spędziłam siedząc do drzwiami, płacząc i trzęsąc się ze strachu, że on wróci, że mnie zabije. Wtedy żałowałam, że poszłam na policję, że powiedziałam głośno, co on robił mi, co robił nam przez te miesiące, gdy mieszkał. To wszystko, co jest wtedy w tobie, emocje, myśli… To cię paraliżuje, nie pozwala myśleć racjonalnie.

Ciało zdradza Agnieszkę – kuli się i trzęsie na kanapie, nie jest w stanie nad tym zapanować. Pyta, czy mi nie zimno tłumacząc, że tak reaguje na silny stres.

– Dostał zakaz zbliżania się do mnie. Trafiłam do psychologa. Powoli docierało do mnie, że to nie moja wina, że niczym nie zasłużyłam na takie traktowanie. Na grupie terapeutycznej obok mnie siedziała kobieta, przez 20 lat żyła ze swoim oprawcą. Na jej twarzy widziałam każdy mięsień reagujący na wszystko to, co opowiadała. Miałam wrażenie, że mówi tylko do mnie… Wtedy zrozumiałam, że ona opowiada, jak moje życie wyglądałoby za 20 lat, gdybym z nim została… Ofiara przemocy nie dźwignie się bez pomocy specjalistów. Dla mnie najbliższymi osobami wtedy były kobiety z grupy terapeutycznej, rozumiałyśmy się, nie oceniałyśmy, wspierałyśmy.

Dzisiaj mogę już siedzieć w pokoju, który on nazwał „swoim”. Bywa, że wieczorami mimowolnie płyną mi łzy…

Jeszcze nie jestem zdrowa, jeszcze czasami za nim tęsknię, idealizuję go, bo chciałabym mieć obok siebie mężczyznę, a przecież między nami też były dobre chwile, było ich dużo. Ale jest we mnie głębokie przekonanie, że już nie pozwolę mu wrócić, że powoli odzyskuję siebie. Buduję na nowo siebie, choć już nigdy nie będę tą Agnieszką, co kiedyś. Można wybaczyć, ale nie da się zapomnieć. Wybaczyłam sobie, wybaczyłam jemu, ale piętno ofiary przemocy będę w sobie nosić do końca życia.

Przerwałam to koło, podniosłam się. Patrzę na moje dzieci, jak się uśmiechają, jak są spokojne. Zasypiają w swoich łóżkach, ja śpię coraz lepiej, mniej we mnie niepokoju i lęków.

Nie opowiadam o tym, co się wydarzyło w moim życiu. Ogólniki zna kilka osób. O wszystkim powiedziałam mojej przyjaciółce, kiedy przyleciała do Polski. Siedziałyśmy i płakałyśmy. „Dlaczego nie powiedziałaś mi tego wszystkiego wcześniej?” – spytała, a ja nie potrafiłam, nie mogłam, wstydziłam się.

Kilka tygodni temu spotkałam jego matkę, która patrząc mi głęboko w oczy powiedziała tylko: „Mówiłam ci, żebyś się nigdy z nim nie wiązała…”.


Zobacz także

Screen Facebook Julie Apicella

„Wyobraź sobie, że szkolne zdjęcie, które właśnie robisz swojemu dziecku jest tym ostatnim, które będziesz mogła zachować w pamięci…”

baba sama w podróży

Baba sama w podróży – bo chcemy i możemy!

Fot. Pixabay/biancamentil / CCO

Moja pierwsza miłość była jak uderzenie pioruna, jak wygrana w Lotto, czy kupno najpiękniejszych szpilek na świecie!