Dlaczego nie zdradziłam i dlaczego uważam, że to była zła decyzja

Karolina Krause
Karolina Krause
4 grudnia 2016
Dlaczego nie zdradziłam i dlaczego uważam, że to była zła decyzja
Fot. iStock / lolostock

Większość z nas, myśląc o zdradzie, zastanawia się nad tym, dlaczego ludzie to robią. Część z nas prawdopodobnie przynajmniej raz w życiu znalazła się w sytuacji, w której musiała podjąć decyzję. Zostaję czy zdradzam? Czy choć przez sekundę zastanawiałyście się wtedy, co was do tego motywuje? Co was popycha ku zdradzie? Szanse na to, że w ogóle pomyśleliście w ten sposób, są znikome. Bo w takim momencie człowiek nie myśli. On to po prostu czuje. Ten przypływ gorąca, który pojawia się znikąd. Irracjonalną falę, która pokrywa cię od stóp do głów zmywając przy tym resztki rozumu. Kuszący zapach zakazanego owocu, który niesie z sobą obietnicę niepowtarzalnego smaku…

Rzecz nie tkwi więc w tym, dlaczego zdradzamy, ale co nas przed tym powstrzymuje. Co sprawia, że robimy ten krok wstecz i będąc już o krok od zdrady, podciągamy jednak bieliznę z powrotem i grzecznie wracamy do domu?

Strach przed tym, co możemy stracić, a w czym jesteśmy bezpieczni

Czasami może to być po prostu strach. Lęk przed tym, że stracimy naszą „bazę”. Faceta, który daje ci poczucie bezpieczeństwa. Myślisz wtedy –„ Może jednak lepszy ten mój… W prawdzie nie jest aż tak ekscytująco jak mogłoby być, a on nie do końca doskonały, ale za to bezpieczny i kochający. Zna mnie i moje dziwactwa.”

Prawdziwa miłość

Kochasz go i ta miłość ci na to nie pozwala. To dla ciebie świętość, najwyższa wartość, z którą nie można igrać. Nie ważne, czy akurat się pokłóciliście i najchętniej wystawiłabyś go za drzwi. Ta niewidzialna nić trzyma cię za rękę i nie dopuści do tego, byś zrobiła coś, czego później będziesz mogła żałować.

Obawa przed konfrontacją

Chcemy czy nie, prawda prędzej czy później zawsze wyjdzie na jaw. A wtedy trzeba będzie stawić jej czoła. Podświadomie zdajemy sobie z tego sprawę i dlatego często nie posuwamy się do pewnych czynów wyłącznie przez wzgląd na obawę przed konfrontacją. To powód, który najczęściej powstrzymuje facetów. U kobiet wywodzi się to raczej z niepowodzeń doznanych w dzieciństwie i nie ma zbyt dużego związku z miłością.

Nie chcemy nikogo krzywdzić

Niedochowanie zasady wierności w związku za każdym razem będzie wiązało się z cierpieniem tej drugiej osoby. Nawet jeśli między wami od dawna się nie układa, to sam fakt bycia zdradzonym wywoła w nim ogromny ból. Ból na, który on nie zasługuje. Wiesz o tym i ten przebłysk empatii każe ci się z tego wycofać.

Szacunek do samej siebie

Zdradzając kogoś kogo kochamy, w pewien sposób zdradzamy też samą siebie. Własnymi oczami zaczynamy postrzegać się wtedy jako tą złą, niewierną, bezwartościową. Taki obraz siebie boli. Za wszelką cenę staramy się więc do tego nie dopuścić, zachować pozytywną wizję własnej osoby. Zostawiamy więc pokusę za drzwiami i grzecznie wracamy do ukochanego.

 Odpowiedź na pytanie, czy warto

Ostateczna walka rozgrywa się jednak w naszym sumieniu, które w takiej sytuacji najczęściej staramy się ogłuszyć alkoholem (czasami nawet z niezłym skutkiem). To tam dokonujemy bilansu zysku i strat bezpośrednio przed dokonaniem decyzji. Staramy się wówczas znaleźć odpowiedź na jedno krótkie pytanie – czy warto? Wyobrażamy więc sobie nasze życie po zdradzie. Jak wstajemy następnego dnia z największym moralnym kacem w życiu. Przychodzimy do domu, gdzie za chwilę (a może dopiero za jakiś czas) ma się rozegrać piekło. Wszystko to co masz, to co macie razem, do czego doszliście przez te wspólne lata, stracone dla tej jednej chwili.

Albo drugi scenariusz, w którym w ostatnim momencie się pohamowujesz, ale w zamian ogarnia cię to cholerne poczucie żalu, że czegoś nie zrobiłaś, a czego bardzo chciałaś. Potrząsasz głową. Wycofujesz się, bo czy ten żal, będzie towarzyszył ci do końca życia? Poczucie winy na pewno.

To dlaczego nie zdradzamy jest równie ważne, jak to co pcha nas w sidła namiętności. Może się bowiem okazać, że nie robimy tego z niewłaściwych powodów. Na przykład tylko dlatego, że chcemy postrzegać siebie, jako „tą, która nie zdradza”. Za wszelką cenę będziemy więc próbowały dowieść pozytywnego obrazu siebie. Nie zważywszy na to, czy jest on prawdziwy czy nie. To może zakrawać o hipokryzję, fałszywą moralność. Podstawową barierą, która powinna powstrzymywać nas przed skrzywdzeniem drugiego człowieka jest miłość do tej osoby. Jeśli tak nie jest, powinnaś odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego.

Jeśli też zdarzyło nam się zdradzić, nie możemy piętnować tego bez końca. Zdrada jest czymś złym, jest tragedią dla obydwu stron. Ale to także błąd, który czegoś uczy. Jedni muszą go popełnić, aby coś zrozumieć, a inni wiedzą to z góry. To, że zrobiliśmy coś złego nie czyni z nas złego człowieka. Wszyscy popełniamy błędy. W końcu jesteśmy tylko ludźmi.


„Patrzę na nas i nadal widzę zakochanych nastolatków”. 💗 Akcja „List do męża”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
5 grudnia 2016
Fot. Flickr / EMILIE RHAUPP / CC BY
Fot. Flickr / EMILIE RHAUPP / CC BY

Mężu-Przyjacielu!

Nasze listy związane wstążką leżą sobie spokojnie w bezpiecznym miejscu, dbałam o nie tyle lat, żeby  nie zawieruszyły się  przy kolejnych  przeprowadzkach! Właśnie mija 44 lata  od czasu, kiedy pisaliśmy je do siebie niemal codziennie!

Dziś znów chcę napisać do Ciebie  list, boję się, że nie potrafię, bo nie pamiętam, kiedy pisałam list? Co napisać, żeby nie zabrzmiało banalnie?

Może podziękować Ci, że jesteś przy mnie zawsze, kiedy Cię potrzebuję, że wysłuchujesz przez 44 lata i nie oceniasz?

Tyle się wydarzyło, ale dziś, kiedy wyraźnie dostrzegam linię horyzontu, pamiętam tylko te dobre, piękne chwile! To co niedobre wyrzuciłam z ,,dysku’’ haha.

Patrzę na nas  i nadal widzę zakochanych nastolatków. Wiem, wiem, przecież czas nie oszczędza nas szczególnie, ale  w Twoich oczach widzę tę samą, młodzieńczą miłość do mnie. Czy Ty też potrafisz ją dostrzec w moich? To właśnie jest szczęście, prawda?

Dziś ciągle  czekam na Twoje powroty z pracy, jak kiedyś, na nasze spotkania! Byliśmy od siebie daleko, stąd te cudowne listy. Wtedy też, przyrzekliśmy sobie, że resztę życia  spędzimy razem, bez rozstań, chyba się udało. Szkoda tylko, że czas tak szybko mija. Coraz częściej  myślę, że on  już depcze nam po piętach i  ta chwila, kiedy jedno z nas odejdzie, jest blisko, za blisko. A my jeszcze  ciągle  niegotowi, wciąż nienasyceni sobą, tęsknimy za odchodzącą młodością!

Wszystko wskazywało, że nasza wakacyjna miłość ma małe szanse, nasz bardzo młody wiek, różnice środowiskowe i osobowościowe. My jednak od pierwszych chwil nie wyobrażaliśmy sobie, że możemy się rozstać. Nigdy   tak nie myślałam. Mam nadzieję ,że TY też nie!?

Nasze wspólne życie nie jest sielanką, o nie. Ciągle docieramy się, jak młode małżeństwo!!! Jesteśmy jak ogień i woda, a jednak potrafiliśmy przetrwać ze sobą tyle lat. Pamiętam, jak na pierwszych spotkaniach zapewniałeś, że będziesz mnie zawsze chronił, dotrzymałeś słowa, w naszych bardzo trudnych chwilach ściągałeś na siebie ,,ciężar zła’’, aby dać szansę naszej córce i mnie!  Nie wiem, czy wiesz co mam na myśli, ale pamiętam co mówili  ludzie, którzy widzieli nas wtedy na tej zaśnieżonej drodze!

Pamiętaj, że Cię kocham i zawsze tak będzie!

PS: Pięknie jest napisać do Ciebie, po tylu latach. Nie wiem czy wyślę ten list, czy wydrukują?

Jeżeli wydrukują, może rozpoznasz mój list, bo przecież czasem dajesz namówić się  na fajny artykuł na portalu Oh!me.

Żona


AKCJA „LIST DO MĘŻA”

ZADANIE KONKURSOWE: Napisz list do swojego męża partnera o tym, jak bardzo go kochasz i wyślij na adres kontakt@ohme.pl dołaczając oświadczenie:

Oświadczam, że jestem autorem nadesłanej pracy konkursowej oraz wyrażam zgodę na jej publikację przez portal Oh!me.
Wyrażam zgodę na wykorzystanie i przetwarzanie przez Organizatora swoich danych osobowych uzyskanych w związku z organizacją Konkursu, wyłącznie na potrzeby organizowanego Konkursu, zgodnie z przepisami Ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 926 z późn. zm.).

NAGRODY:

5 autorów najpiękniejszych listów nagrodzimy świątecznymi zestawami kosmetyków „Dla niego” i „Dla niej” marki Eveline.

5 x zestaw „Dla niej” składający się z:

SKIN ACTION BOOSTER Serum – koncentrat 12% bioaktywna witamina C

P_piel_sab_serum

SKIN ACTION BOOSTER – Lekki hydro-krem intensywnie nawilżający 30+

P_piel_sab_krem 30

Oils of Nature – LUKSUSOWY SUCHY OLEJEK + SERUM ODMŁADZAJĄCE DO TWARZY I CIAŁA

P_piel_OILS-OF-NATURE_suchy-olejek_serum_odmladzajace

 5x zestaw „Dla niego” składający się z:

MEN X-TREME  – MULTIFUNKCYJNY KREM EKSTRAMALNIE NAWILŻAJĄCY

P_piel_mxt_krem nawilzajacy_200 ml

MEN X-TREME – NAWILŻAJĄCY ŻEL PO GOLENIU

P_piel_mxt_zel po goleniu

MEN X-TREME – ŻEL POD OCZY ROLL-ON

P_piel_mxt_roll-on

Konkurs potrwa od 23.11.2016 do 07.12.2016 roku, a wyniki ogłosimy do 17. 12. 2016 roku.

Regulamin konkursu znajdziesz TUTAJ.


„Kiedy za pracą wyjeżdża hydraulik, nikt nie ma z tym problemu. Kiedy wyjeżdża lekarz, na pewno uderzyła mu sodówa do głowy”

Agnieszka Sierotnik
Agnieszka Sierotnik
4 grudnia 2016
Screen Instagram /  drandrushenko
Screen Instagram / drandrushenko

W sierpniu prawie cały kraj stanął po stronie lekarzy. Po czwartej dobie nieprzerwanego dyżuru, w szpitalu w Białogardzie zmarła lekarka-anestezjolog. Nie była zatrudniona na umowę o pracę, mogła pracować nawet 300 godzin bez przerwy. Do głosów „jeśli nawet lekarze umierają w tych szpitalach, to co dopiero pacjencji”, dołączył jeszcze jeden, ten subiektywnie mądrzejszy. Lekarz to też człowiek, potrzebuje odpoczynku. Superbohaterem czy bogiem jest tylko wtedy, gdy jest wypoczęty. „Taki dyżur to norma, dlatego co drugi młody lekarz chce uciec z tego kraju.” – stwierdza stanowczo Gabrysia*, studentka ostatniego roku medycy. Czy naprawdę jest aż tak źle?

Byle dostać dyplom

Rok akademicki 2016/17 na kierunku lekarskim rozpoczęło 4188 młodych adeptów medycyny, marzących o dyplomie i pracy w tym wymagającym zawodzie. Choć to o 599 miejsc więcej niż roku temu, niewiele z nich zostanie w Polsce. – Nie tylko ja, ale wiele moich kolegów i koleżanek myśli o wyjeździe z kraju. Naprawdę poważnie rozważamy oferty pochodzące z przeróżnych krajów – od Skandynawii po Nową Zelandię. Jedni chcieli wyjechać od zawsze, ale są też tacy, którzy za Wałęsą powtarzają: „nie chcem, ale muszem”. – Gabrysia jest studentką ostatniego roku medycyny. Od samego początku studiów wiedziała, że jako specjalizację wybierze ortopedię i medycynę sportową. Taki miała cel, zostać w kraju i pracować ze sportowcami. A dziś? Wie, że będzie pracować ze sportowcami, ale niekoniecznie tymi rodzimymi. -Deliberujemy czy lepiej uciec zaraz po stażu, czy może jednak najpierw zacząć rezydenturę. W większości przypadków jest jeszcze pytanie, co na to druga połówka, a ta zazwyczaj jest chętna do wyjazdu. Choćby tylko z miłości.

Ci źli lekarze!

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, tylko w 2014 roku z Polski wyjechało aż 2,3 miliona Polaków. I choć emigrujący hydraulik nikogo nie dziwi, do lekarzy pretensje ma co drugi rodak. – Z kraju wyjeżdżają wszyscy, zaczynając od mechaników i polonistek, na pielęgniarkach i lekarzach kończąc. Tylko jeśli taki stolarz wyjedzie, to jedzie „za chlebem”, a jeśli wyjechać chce lekarz to „niewdzięcznikowi w dupie się powywracało”. Wszyscy zapominają, że my też jesteśmy ludźmi i nasze marzenia od marzeń naszych rówieśników z innych branży bardzo się nie różnią. Chcemy mieć własne miejsce, rodzinę, żyć na jakimś konkretnym poziomie, a do tego pomóc rodzicom czy rodzeństwu. – W Polsce o zarobkach lekarzy myśli się w kategoriach ‚tych lepszych’. Tymczasem realia są bardzo polskie. -Stażowe wynagrodzenie to 1600, a rezydenckie 2000 z hakiem. Mój tata łożył na mnie przez 24 lata i jest świadomy, że pewnie będzie musiał mi dokładać przez kolejne 2 lata po studiach. A mnie jest po prostu wstyd, bo ileż można! Niestety to wszystko, co oferuje nam państwo.

Studentów w trzy i trochę, a potem?

Od dawna mówi się, że w Polsce liczba ludzi z wyższym wykształceniem zdecydowanie przewyższa zapotrzebowanie rynku pracy. Choć mogłoby się wydawać, że lekarz zawsze będzie potrzebny, bo przecież społeczeństwo choruje coraz bardziej, nie ma w tym wiele prawdy. -Wiele miejsc na studiach, ale mało miejsc rezydenckich. Pewnie przeciętny Kowalski rzuci, że to przecież normalne i po co nam specjalizacja! Ano po to, że dzisiaj lekarz bez specjalizacji tak naprawę nie za bardzo ma co robić. Większość z nas czuje misje, chce pomagać, leczyć, ratować ludzkie życia. I to jest piękne! Jednak z czasem okazuje się, że te marzenia muszą sięgać poza obszar naszego kraju. – Zaciekawiona, ale przede wszystkim zaniepokojona pytam Gabrysi co takiego oferują poza granicami Polski, że wszystkich tam ciągnie? Odpowiedź brzmi standardowo, choć dla przeciętnego przyszłego pacjenta może być po prostu bolesna. – Lepsze warunki pracy, dużo bardziej zaawansowane metody leczenie w większości szpitali, a nie tylko wybranych ośrodkach w kraju. No i wyższe płace przy takiej samej liczbie godzin pracy. Znajomi pracujący w Niemczech, Szwecji czy Norwegii nie żyją jakoś bardzo wystawnie, ale żyją normalnie i są w stanie odłożyć całkiem sporą kwotę każdego miesiąca. Sporo czyli około tysiąca złotych, dla mnie to wystarczająco.

Szewc bez butów chodzi

– Żeby zarobić 5000 zł miesięcznie młody lekarz musi pracować w szpitalu, poradni i mieć jeszcze kilka dyżurów w szpitalu. Wychodzi na to, że musimy pracować 300 godzin miesięcznie, czyli dziesięć dziennie przez 7 dni w tygodniu. – Gabrysia często słyszy, że to zbyt duże roszczenia jak na początek kariery. Bo przecież na początku nie trzeba martwić się o nic! A już na pewno nie o brak czasu dla rodziny czy bliskich. Tu po raz kolejny pojawia się obraz lekarza-cyborga, który człowiekiem do końca nie jest, bo najważniejsze, żeby leczył innych. – Skoro nie o rodzinę, to zapytam o coś ważniejszego: gdzie NASZE zdrowie?! – Gabrysia nie kryje zdenerwowania. Po aferze w Białogardzie o godzinach pracy lekarzy było głośno przez tydzień, dziś już nikt się tym nie przejmuje. – A przecież żeby leczyć innych, najpierw sami musimy być w formie. Nie każdy ma ochotę na ciężki zapieprz kosztem zdrowia albo ‚kombinacje alpejskie’, czyli pracę w pięciu przychodniach jednocześnie. To zawsze źle się kończy, a ja wolę uczyć się na błędach starszych kolegów i koleżanek.

Wysokie ryzyko

W lekarzach pokładamy ogromne nadzieje. Gdy choruje ktoś bliski, wymagamy największego skupienia i najlepiej gwarancji, że kochana przez nas osoba wyjdzie z choroby bez szwanku. Schemat jest prosty i typowo polski. Kiedy lekarzom się uda, są bogami. Gdy coś nie wyjdzie, zawsze winni są oni. Bo na pewno popełnili błąd, choć przecież każdego z nas czeka ostateczność. – To naprawdę stresująca praca. I coraz mniej w niej satysfakcji. Pacjenci i ich rodziny stają się coraz bardziej roszczeniowi, a szczególnie do nas, młodych, nie mają żadnego szacunku. – Gabrysia nie owija w bawełnę. Doskonale zna realia szpitalne, bo jako jedna z najlepszych studentek na roku bardzo szybko zaczęła bywać na sympozjach, konferencjach i innych lekarskich zjazdach. Wszystko to, żeby mieć pełną wiedzę i pomagać w najtrudniejszych przypadkach. – Mam wrażenie, że to wszystko idzie na marne. Bardzo często spotykam się ze stwierdzeniem, że jak tylko można, lekarza trzeba pozwać. Najlepiej przy tym na grube pieniądze. Gdyby jeszcze większość je miała! Kiedyś sąd mądrze zadecydował, ze odszkodowanie wyniesie równowartość 4 pensji lekarza. Zgadnij, ile ta kwota wyniosła. – Patrzę zdezorientowana. Trochę już wiem o całej sprawie, ale i tak mnie, jako pacjentce czekającej miesiące na wizytę u specjalisty trudno wyobrazić sobie, że będzie to mała kwota. Strzelam, 25 tysięcy. – Dobre sobie! – Uśmiech się ironicznie Gabrysia. – 10 tysięcy. Tak, lekarz na etacie, w dodatku taki z doktoratem zarabia 2,5 tys złotych. Jeśli weźmie na siebie jeszcze przychodnię i dyżury dociągnie do 6-7 tysięcy. Ma wtedy wolne jedno popołudnie. Dla porównania, tyle samo w osiem godzin dziennie zarabia urzędnik państwowy na kierowniczym stanowisku. A jaka jest odpowiedzialność pana urzędnika?

Ani chirurg, ani baba

Poza problemami prawnymi, nowymi przepisami i zarobkami nieporównywalnymi z tymi zachodnimi, jest jeszcze jeden czynnik, który przemawia za wyjazdem za granicę. Szczególnie wśród młodych lekarek, które wybierają chirurgię czy ortopedię. Bo przecież w Polsce ciągle lekarka to na pewno pediatra albo internistka. Ten mit utrzymuje się także w środowisku. – Mitów jest cała masa! Najzabawniejszy jest ten o śwince morskiej. – Patrzę pytająco. – Nie słyszałaś tego? ‚Baba chirurg jest jak świnka morska, ani świnka ani morska.’ – Faktycznie, słyszałam. Ale w trochę innej odmianie. Baba chirurg to ani baba, ani chirurg. – Jest jeszcze ten, że baba ortopeda jest niezbyt seksowna i nikt się z nią nie będzie umawiał. – Gabrysia kilka dni wcześniej opowiadała mi, jak trudno kobietom dostać się na specjalizacje takie jak chirurgia czy ortopedia, a już na pewno trudno o pracę w medycynie sportowej. – Historie o babach w typowo męskich specjalizacjach są, były i będą. Jednak obecnie na medycynie jest więcej dziewcząt, zazwyczaj około 60-70%. Siłą rzeczy, w tych ‚męskich’ dziedzinach medycyny będzie nas coraz więcej. – Pytam Gabrysi, czy cokolwiek zmienia się przynajmniej w tej dziedzinie. – No wiesz… Ile lekarzy, tyle podejść. Najbardziej liberalnie podchodzą do tego ci najmłodsi. Starsi często wyznają zasadę „baba to ma się domem zająć, mężowi zupę ugotować i dziećmi się zajmować”. Niestety, dziś tak się nie da. Dziewczyny nie zawsze widzą się w takiej roli.

Pacjencie, bądź wyrozumiały!

Gabrysia pakuje swoją wielką torbę. Stetoskop, białe trampki, kosmetyczka, typowo lekarski strój i kolorowy czepek. Zwracam na niego uwagę. – No wiesz,  jakoś trzeba przemycać optymizm do polskich szpitali. Poza uśmiechem i dobrym słowem, zostaje nam jeszcze ubiór. Gdyby tak jeszcze pacjenci byli bardziej wyrozumiali… – Pytam się, czego młodzi lekarze oczekują od pacjentów. Uśmiecha się pod nosem. – Wyrozumiałości. My też jesteśmy zestresowani! Wiesz, bardzo często, to nasze pierwsze ‚takie’ przypadki. Ciągle się uczymy, zresztą tak samo jak starsi lekarze. A kiedy ktoś się uśmiecha, jest po prostu łatwiej. Chcemy pomagać, w końcu po to wybraliśmy taki kierunek. Lekarze naprawdę chcą dobrze dla pacjentów. Leczymy jak możemy, naginamy wszelkie przepisy… Ale jeżeli nie zmieni się system, za kilka lat leczyć będą tylko przyjezdni i profesorowie zaraz przed emeryturą. Naprawdę nie chcę wyjeżdżać z Polski, ale tutaj czas jakby się zatrzymał. A my, tak jak medycyna, musimy iść dalej…


*Imię bohaterki zostało zmienione na jej prośbę.


Zobacz także

Nie, nigdy nie zdradziła swojego męża, nigdy.

Fot. iStock

Zrób pierwszy krok, by pozbyć się wady wzroku – tylko dla naszych czytelniczek mamy zaproszenia na bezpłatne konsultacje okulistyczne

Fot. Pixabay/kaboompics / CCO

Boskie święta Baby. Pozwól sobie odpocząć