Dlaczego matka dwóch chłopców popiera prawo do aborcji?

MamaM&M
MamaM&M
17 stycznia 2018
pixabay.pl/sbtlneet
pixabay.pl/sbtlneet
 

Jestem za wolnym dostępem do aborcji, do tego, żeby kobieta mogła bez skrępowania, zażenowania i przede wszystkim bez strachu powiedzieć swojemu ginekologowi, że nie chce urodzić dziecka, które zostało poczęte. Żeby kobieta mogła pójść do lekarza i w ludzkich warunkach mogła wykonać zabieg, nie bojąc się o swoje zdrowie.

7 tygodni. Dokładnie tyle spóźniła mi się ostatnia miesiączka. 7- dokładnie tyle testów ciążowych zrobiłam. Nie zdążyłam z wizytą do lekarza, bo na dzień przed wyjazdem do SPA dostałam okres (taka sprawiedliwość dziejowa).

 

Przez te 7 tygodni zastanawiałam się, jaką decyzję podjąć, jeśli test pokaże dwie kreski, a finalnie ginekolog potwierdzi, że jestem w ciąży. Nie chcę w tej chwili kolejnego dziecka. Jestem mamą dwóch cudownych chłopców, ale padam na pysk niemal każdego dnia. 20 miesięcy przerwy między pierwszym i drugim porodem to zbyt mało, aby starszak urósł na tyle, by pochłaniać mniej czasu i dał możliwość skupienia się na drugim dziecku. Mamy w domu istny rozgardiasz emocjonalny. Staramy się żyć w miarę normalnie, ale chorujący młodszy syn absorbuje tyle energii i mojej, i TatyM&M, że nie tylko dniami, ale tygodniami nie mamy czasu, ochoty, a nawet możliwości być mężem i żoną, synem i córką, kolegą i koleżanką.

 

Na co dzień „normalna” rodzina. Dzieci w żłobku i przedszkolu. My pracujemy (ja zrezygnowałam ostatnio z głównego zlecenia, żeby odpocząć po wyczerpującej jesieni i początku zimy – tydzień później Mariusz złapał ostre zapalenie oskrzeli i … „odpoczywamy” razem w kolejce od lekarza do lekarza, w oczekiwaniu na powrót pozostałych domowników, pomiędzy inhalacjami, podawaniem leków, wymiotowaniem, przewijaniem – odpoczywam w chuj, aż mi ręce opadły z drugiego piętra do piwnicy naszej kamienicy), wiedzie nam się całkiem dobrze, nie musimy oszczędzać i sprawdzać, ile kosztuje cukier, mleko owsiane i mąka gryczana (młodszy jest uczulony na pszenicę, jajko, soję, mleko). Jeździmy na wakacje, możemy sobie pozwolić na posiadanie dwóch samochodów, remont mieszkania co kilka lat, budowę garażu, a ja na RoboJeta i budżet domowy tego specjalnie nie odczuwa, a nawet zostaje tyle, żeby innym pomóc, gdy potrzebują.

 

Kiedy jednak okazało się, że mogę być w kolejnej ciąży, pomyślałam, że ja tego trzeciego dziecka nie chcę urodzić. Nie chcę teraz być w ciąży, nie chcę zmieniać swoich zawodowych planów trzeci raz w ciągu 4 lat. Biorę odpowiedzialność za to, co robię,także za uprawiany seks (na szczęście uprawiam go tylko z mężem, więc mogę czuć się bardzo bezpiecznie i tak też się czuję), ale nie chciałam, aby jedna chwila spowodowała, że kolejny raz cały świat wywróci mi się do góry nogami.

 

Nie namawiam i nikogo nie zmuszam do tego, aby popierał moje poglądy. Ja nie oceniam innych i nawet nie próbuję wpływać na podejmowane decyzje, tym bardziej te dotyczące rodzicielstwa, bo są w cholerę trudne, nieodwracalne, rzutujące na całe życie – rodziców, dzieci, często też dziadków, rodzeństwa. Szanuję decyzję kobiet, które wiedzą, że płód jest poważnie uszkodzony, a mimo wszystko decydują się urodzić. Ale też rozumiem Natalię Przybysz, która dowiedziała się, że jest w ciąży i postanowiła tę ciążę przerwać. Prawdopodobnie zrobiłabym w obecnej sytuacji tak samo.

 

Chcę mieć wybór, chcę żyć w kraju, który daje mi wolność decydowania o sobie, chcę, aby między moje nogi zaglądał wyłącznie mój mąż i mój ginekolog. Szanuję światopogląd każdego człowieka i uważam, że siłę czyjeś wiary, czyichś przekonań, czyjąś silną wolę można poznać po tym, że nawet jak coś jest dozwolone, ale sprzeczne z tą wiarą, przekonaniami, postanowieniami, to ta osoba po prostu tego nie robi. I nie są potrzebne żadne zakazy, aby ktoś mocny swoją wiarą i posiadający silną wolę trwał przy swoim.

 

A nam po prostu dajcie robić ze swoim ciałem, co chcemy. I nie każcie mi rodzić dziecka, nawet jeśli jest w 100% zdrowe, bo to ja mam w tej ciąży chodzić, rzygać, źle się czuć, tyć, rezygnować z pracy na co najmniej kilka miesięcy (licząc wyłącznie końcówkę ciąży i połóg) i tylko ja wiem, czy te 9 miesięcy ciąży i połóg nie rozwalają mi życia na następnych kilka lat.

 

Zajrzyj na mój profil na Facebooku i zostaw ślad po sobie, skomentuj artykuł, zdjęcie, wpis. Jeśli się ze mną nie zgadzasz, też zajrzyj 😉


Nie bądź służącą swojego męża

MamaM&M
MamaM&M
18 stycznia 2018
Fot. iStock/DGLimages
Fot. iStock/DGLimages
 

Mój idealny Pan Mąż pewnie nie byłby idealny, gdym mu na to pozwoliła. Facet pozwala sobie na tyle, na ile pozwala mu tak naprawdę kobieta. Tak sądzę i zdania nie zmienię. 

Coraz więcej obserwuję i coraz częściej pozwalam sobie na mówienie innym kobietom wprost, co myślę. Coraz częściej muszę więc robić unik, żeby nie dostać z półobrotu. Nie przestanę jednak, ponieważ tylko głośne piętnowanie patriarchatu może spowodować, że kobiety wokół mnie będą po prostu szczęśliwe i będą lubiły swoje życie. A często niestety żyją tak, jak nie chcą, ale inaczej nie umieją.

– To wstyd, że w naszym kraju potrzebne są takie instytucje jak BABA (stowarzyszenie pomagające kobietom-ofiarom przemocy domowej) – mówiła Anita Kucharska-Dziedzic, odbierając nagrodę Polskiej Rady Biznesu im. Jana Wejcherta za swoją działalność w Babie właśnie. Pomyślałam wtedy, że to najlepszy komentarz, jaki mogła w tym momencie puścić w obieg. I wszyscy jej bili brawo. A ilu na tej wielkiej sali było mężczyzn, których żony i partnerki do Baby chciałyby pójść, ale się boją, wstydzą lub nie zdają sobie sprawy, że pomoc jest im potrzebna?

Chyba najbardziej na świecie oprócz głupoty, denerwuje mnie, wręcz działa uczulająco, wykorzystywanie słabszego od siebie. To zapewne doświadczenia z domu rodzinnego sprawiły, że dziś jestem naprawdę silną, wiedzącą czego chcę, spełnioną i szczęśliwą, lubiącą swoje życie kobietą. Kocham mojego męża, powtarzam mu to często, szanuję jego, jego oczekiwania, cele, pragnienia, ale też od początku sygnalizowałam, że dla mnie związek to dwie idące ramię w ramię osoby. Partnerstwo jak w biznesie. Bez ściśle wyznaczonych ról, ale z wzajemnym uzupełnianiem się i wsparciem, zwłaszcza w gorszych momentach.

Kobiety, z którymi na co dzień się spotykam w pracy, w rodzinie, w gronie znajomych, patrzą na mnie jak na kosmitkę. Kiedy mówię im, że od swoich mężczyzn muszą wymagać przede wszystkim szacunku, słyszę: on nie zrozumie. Kiedy powtarzam, że trzeba mówić o swoich oczekiwaniach jasno, wyraźnie, a najlepiej z podaniem przykładu, słyszę: ale on pyta, o co mi chodzi. Kiedy mówię, że trzeba w życiu równać w górę, a nie pozwalać, żeby ktoś nas ściągał na dno, od którego sam się odbić nie może, słyszę, że łatwo mi mówić, bo mój mąż już się przyzwyczaił, że mnie wszędzie pełno i że ciągle się rozwijam.

Nie każę nikomu spędzać poza domem całych dni, pracować na 1,5 etatu, działać w stowarzyszeniu, a w „wolnej chwili” biegać na fitness, uczyć się angielskiego, a po powrocie do domu gotować słoików dla dziecka do żłobka i pisać tekstów na blog, bo i ja sama czasami nie mam siły się zatrzymać, jak rozpędzę swoją maszynę na maksimum mocy. Ja tak chce żyć, bo to mnie nakręca. Nakręca mnie też mój mąż mówiący po angielsku, robiący prawo jazdy na motocykl, grający w gry komputerowe. Lubię to, że jest w czymś ode mnie lepszy, że umie więcej ode mnie, że mogę się od niego czegoś nauczyć, ale też mam satysfakcję, kiedy mogę mu zaimponować choćby sposobem zarządzania ludźmi podczas organizacji jednej, drugiej, piątej imprezy, pozyskiwaniem kolejnych sponsorów, zdolnością do kompromisu podczas podejmowania decyzji ważnych dla stowarzyszenia.

Mój mąż poważnie zachorował. Miał operację. Siedziałam pod salą operacyjną, ponieważ i on dwukrotnie czekał na mnie na korytarzu podczas cesarskiego cięcia i wiem, jak miło jest zobaczyć tę najbliższą osobę zaraz po zabiegu. Po powrocie ze szpitala zajmował się mną i dziećmi jak rasowa położna, miałam czas, żeby leżeć i karmić piersią, na oddziale pilnował kroplówek, przywoził jedzenie, zajmował się synami. Kiedy więc on potrzebował mojej pomocy, a przynajmniej potrzebował wiedzieć, że może na mnie liczyć, ja chciałam stanąć na wysokości zadania.

Tymczasem mężczyźni często gęsto nie pomagają matkom swoich dzieci po powrocie ze szpitala. Nawet jeśli są na dwutygodniowym urlopie, niewiele ten czas ma wspólnego z opieką nad noworodkiem. Kobiety po porodach naturalnych, cięciach cesarskich, czasami różnych komplikacjach wracają do swoich obowiązków domowych na pełen etat plus w gratisie dostają dziecko. Kiedy jednak ich życiowy partner zachoruje, niańczą go, chuchają, dmuchają, a jak przytrafi się poważniejsza sytuacja, matkują i robią z domu szpital, zapominając, że same nie były traktowane „wyjątkowo”, nawet gdy chodziły po ścianach.

pixabay.com/3dman_eu

pixabay.com/3dman_eu

 

Podobnie rzecz się ma z wychodzeniem z domu. Nie za bardzo rozumiem stwierdzenia: „mąż mi nie pozwolił” i „mąż mnie nie puścił”, ale wiem, że są powszechnie używane. Mężczyźni spotykają się ze znajomymi przy piwie często. Kobiety częściej „nie mogą”, bo muszą coś zrobić w domu, dzieci do szkoły wyprawić, posprzątać, poprasować, nagotować na kolejne dni, bo będą w pracy dłużej i domownicy z głodu popadają. Łapię się na tym,że dostaję telefon i po prostu informuję, że wychodzę, choćbym była w połowie robienia sałatki. TataM&m podobnie, choć jemu częściej się nie che ruszać z domu (co ja wykorzystuję chętnie).

Kobiety same zrobiły z siebie niewolnice, a jak widzą jedną wolną, krytykują ją i próbują przeciągnąć na swoją stronę, żeby tylko nie miała lepiej od nich. Trzeba równać w górę i brać przykład z tych, które właśnie mają lepiej od nas… Idź  wieczorem sama na zakupy, idź na siłownie, na fitness, spotkaj się z koleżanką z liceum, z sąsiadką, odwiedź kuzynkę i zostaw męża z dziećmi, zostaw niepozmywane gary, zostaw pranie w pralce. Twój mąż jest często w delegacjach, całe dni spędza w pracy i oczekuje, że ty, mimo swoich służbowych obowiązków, utrzymasz dom na najwyższym poziomie, a dzieci będą jak z obrazka? Spakuj walizkę, nie gotuj obiadu, nie zmywaj, nie sprzątaj, miń się z mężem w drzwiach i powiedz, że wrócisz pojutrze. Spędź te dwie noce choćby w hotelu w tym samym mieście. Ty odpoczniesz, on doceni, kogo ma w domu i jaką prace wykonujesz na co dzień… Telefon zostaw na stole… przypadkiem…


Legoland z 3-latkiem i roczniakiem. Czy warto?

MamaM&M
MamaM&M
15 listopada 2017
© MamaM&M
© MamaM&M

Tak się szczęśliwie złożyło, że w środku tegorocznej jesieni po raz drugi w tym roku mieliśmy szansę pojechać w Alpy. Jako, że i ja i Pan Mąż kochamy góry miłością  bezbrzeżną, nie mogliśmy z tej okazji nie skorzystać.

 

Zrobiłam małe rozpoznanie w terenie i sprawdziłam, co, oprócz lodowca, warto zobaczyć w tej części Bawarii, w którą się wybieraliśmy, a czego jeszcze nie widzieliśmy. Docelowo mieliśmy spędzić tydzień w Penzbergu niedaleko znanego ze skoków narciarskich Garmisch-Partenkirchen.

 

Na listę wpisaliśmy więc obowiązkową przejażdżkę pociągiem na Zugspitze, most Highline 179 w Tyrolu i początkowo Mozartowski Salzburg. Pomyślałam jednak, że skoro jedziemy samochodem z dwójką dzieci, to teoretycznie mamy jedno wolne miejsce. Postanowiliśmy to miejsce zapełnić 9-letnią bratanicą Pana Męża.

 

Skoro oprócz naszych synów, w wycieczce miało wziąć udział jeszcze jedno dziecko, warto było rozejrzeć się za atrakcjami stricte dziecięcymi. I tak wpadłam na Legoland Deutschland. Sprawdziłam. 1,5 godziny jazdy. Wszystko w założonej normie. Ceny. Powyżej normy, ale do ogarnięcia. Salzburg został skreślony (do nadrobienia w przyszłości), musiał niestety ustąpić miejsca najpopularniejszym klockom na świecie.

 

legoland001

 

Należy podać w tym miejscu kilka informacji dotyczących tego konkretnego parku rozrywki. Tak więc jest to jeden z 8 na świecie i 3 w Europie parków tematycznych sieci Legoland. Powstał dokładnie 15 lat temu, zużyto w tym celu 55 milionów klocków. Mieści się w bawarskim Günzburgu – miasteczku położonym ok. 100 km od Monachium. Park, jak zapewne każdy inny, jest podzielony na strefy tematyczne, między innymi: LEGO X-treme, Kingdom of Pharaons,  Adventure Land, LEGO City. Legoland jest nieczynny późną jesienią i zimą (w tym sezonie dokładnie od 6 listopada 2017 do 23 marca 2018).

 

Ile to kosztuje?

Zdecydowanie warto kupować bilety wcześniej. Oczywiście w momencie pisania tego tekstu Legoland jest zamknięty i nie mogę sprawdzić, jak ceny wyglądały w roku 2017, a dokładnych kwot już nie pamiętam, ale pamiętam doskonale, że, kupując bilety przez stronę Legolandu na minimum 6 dni przed wizytą, można zaoszczędzić nawet ponad 40 euro (jeśli kupujemy bilety dla dwóch osób dorosłych i jednego dziecka). My za trzy bilety zapłaciliśmy 112,50 EUR (dzieci do 3 r.ż. wchodzą bez biletu, więc Marek na tydzień przed urodzinami jeszcze się załapał na darmową wejściówkę). Kupowaliśmy je dzień przed wyjazdem, więc było około 20 euro taniej niż w kasie, ale też około 20 euro drożej niż 6 dni przed wizytą w parku. Posiadam konto w Banku BZ WBK i płaciłam za bilety kartą. Bank przeliczył euro po kursie 1EUR=4,3915PLN, co dało 494,04 zł. Do tego trzeba dorzucić opłatę za przewalutowanie w wysokości 13,83 zł. Łącznie wstęp do Legolandu kosztował nas więc 507,87 zł.

 

Zapomniałabym o bilecie parkingowym. To koszt 6 euro. Można zapłacić przez internet, ale nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądało sprawdzanie tych biletów i czy mi przypadkiem telefon nie padnie (co często w takich sytuacjach się zdarza), więc postanowiliśmy to załatwić na miejscu. Bez problemu przed wyjściem z parku można w okienku kupić bilet parkingowy i skasować przy wyjeździe. Kupując przez internet, trzeba zeskanować lub okazać ochronie (zależy chyba od natężenia ruchu) bilet elektroniczny. Przy wyjeździe miałam 3% baterii w telefonie, więc jednak w naszym przypadku lepiej jest kupić kartę parkingową na miejscu – choć w drodze do samochodu TataM&M ową kartę zgubił i musieliśmy jej szukać, więc nie wiem już, kto jest w naszej paczce większą gapą…

 

Co zastaliśmy na miejscu?

– W życiu nie widziałem tylu samochodów – powiedział TataM&M, kiedy dojechaliśmy do Günzburga. To mogło zwiastować wyłącznie kłopoty. – Viele Leute – powiedziała moja koleżanka na ustnej maturze z niemieckiego, kiedy zobaczyła obrazek, który musiała za chwilę opisać. I tak można ocenić w skrócie to, co zastaliśmy w Legolandzie. Potężne tłumy. Tłok, kolejki, hałas, ale przy tym wesoła atmosfera, masa atrakcji, piękne budowle, ciekawe dekoracje. My trafiliśmy na okres Halloween, więc wszystko było „potwornie” ładne.

 

legoland007

 

Do każdej atrakcji kolejki chętnych i tablice informujące, że czas oczekiwania waha się od 30 do ponad 60 minut (można ten czas skrócić, kupując takie „przyspieszacze w specjalnym okienku, ale nie korzystaliśmy z tego, więc nie wiemy, ile kosztują – pozwalają one jednak wejść bocznym wejściem na każda atrakcję). Tata M&M oraz Marek poszli na piracki statek-karuzelę. Przed samym wejściem, po 30 minutach oczekiwania, Marek stwierdził, że on na ten statek już nie chce iść. Ostatecznie poszedł, ale i tak najchętniej bawił się w krainie Lego Duplo, czyli tak naprawdę na zwyczajnym placu zabaw z domkami i zjeżdżalniami dostosowanymi rozmiarami do dzieci, które mają mniej niż metr wzrostu.

 

Za to, że mógł się pobawić na zjeżdżalni i pokręcić kierownicą w zabawkowej karetce zapłaciliśmy 5 stów. To tak w największym skrócie odpowiedź, czy opłaca się jechać do Legolandu z 3-latkiem…

 

legoland009

 

Czy warto zabierać na taką wyprawę roczniaka?

Ponieważ jechaliśmy do Niemiec odwiedzić moją mamę, mieliśmy możliwość zostawić Mariusza pod opieką babci. Zabraliśmy go jednak, ponieważ dwa wcześniejsze dni spędził bez nas. Tłum naszego Mniejszego Zła nie przeraził, hałas tez nie męczył go na tyle, żeby to sygnalizował. W krainie Lego Duplo jest budynek pod patronatem marki HIPP, gdzie można takiego bajtla nakarmić. Są krzesełka, można kupić dania w słoiku, przynieść swoje jedzenie, podgrzać wodę, umyć butelkę. cuda na kiju.

 

Dodatkowo jest kącik dla mam karmiących piersią, gdzie we względnej ciszy mogą spędzić czas ze swoimi pociechami. Jest też dywanik i kilkanaście małych i wielkich klocków, którymi dość chętnie bawią się niemowlęta. Moja odpowiedź brzmi więc: roczniaka warto ze sobą zabrać, ponieważ są warunki do tego, aby w spokoju i bez przeszkód się nim na miejscu zaopiekować. Są też wózki do wypożyczenia. My mieliśmy swój, więc nie wiem, ile wypożyczenie wózka, czy też takiej dość praktycznej „przyczepki” na zabawki kosztuje.

 

legoland006

 

 

Kiedy najlepiej pojechać do Legolandu?

Moja odpowiedź brzmi: kiedy dziecko jest na tyle duże, że może samo poczekać w kolejce, kiedy ma świadomość, że ludzie wokół mówią w obcym języku i nie rozumieją polskiego: „szukam mamy i taty” lub kiedykolwiek, jeśli do Legolandu chcą pojechać rodzice, bo zawsze marzyli, żeby zobaczyć świat zbudowany z klocków Lego. Na zwiedzanie parku najlepiej zarezerwować sobie cały dzień (bramki otwierają się o 10:00, park zamykany jest o 18:00). Nie polecam zwiedzania w dzień dla Niemców wolny oraz w weekendy, ponieważ są tam naprawdę tłumy.

 

Warto uzbroić się w cierpliwość, przed lustrem powiedzieć sobie, że po prostu trzeba odstać swoje w kolejce. Jeśli nasi rodzice mogli stać po kawę, to nam się nic nie stanie, jak posłuchamy języka niemieckiego w oczekiwaniu na rollercoaster…

 

legoland003

 

Sama wyprawa do Legoland Deutschland to wydatek dość drogi. I nawet nie chodzi o same bilety, które dla 4-osobowej rodziny będą kosztowały około 140 euro, czyli jakieś 600 złotówek. Do tego trzeba doliczyć przejazd lub przelot, nocleg (a Bawaria kosztuje) oraz posiłki. W parku punktów gastronomicznych jest więcej niż w moim Świebodzinie. My zdecydowaliśmy się na pizzę i deser. Samo oczekiwanie w kolejce zajęło pewnie grubo ponad pół godziny, plus czas na posiłek, plus toaleta po wyjściu z pizzerii i byliśmy ponad godzinę w plecy. Zauważyłam, że wiele rodzin miało swój suchy prowiant. I jest to świetne rozwiązanie, bo nie zabiera jakże cennego w tym miejscu czasu, a do tego można zjeść wtedy, kiedy się jest głodnym i nie trzeba ustawiać się w kolejce, kiedy jeszcze nie burczy w brzuchu.

 

legoland004

 

Ponieważ jest to dla mnie bardzo ważne, podkreślę, że toalety, z których korzystaliśmy (rodzinne-tak wszystkim było wygodniej i hurtem załatwialiśmy nasze potrzeby bez czekania w dwóch kolejkach i bez wymieniania się torbą z artykułami dla dzieci), były naprawdę bardzo czyste, zadbane i wszystkie sprzęty miały sprawne, co nie jest tak oczywiste w miejscach tak eksploatowanych każdego dnia.

 

Nasz wyjazd oceniam na duży plus, bratanica Pana Męża była bardzo zadowolona, oczy jej się świeciły przez cały pobyt, sprawdzała, czy aby na pewno wszystko jest zbudowane z klocków i do dziś chyba w niektóre rzeczy nie może uwierzyć 😉

 

legoland002

 

Jeśli wpadniemy na pomysł, aby jeszcze kiedyś odwiedzić Legoland, a z dużym prawdopodobieństwem tak właśnie się stanie, będziemy już o tyle mądrzejsi, żeby wizyty nie planować na niemieckie Święto Reformacji ani inny długi weekend, ale zwykły roboczy dzień. I naszą wizytę rozpoczniemy o 10:00, a nie po późnym śniadaniu i wizycie na stadionie Bayernu Monachium 😉

 

Moje rady:

– jedź w środę rano, w dzień roboczy,

– weź swoje jedzenie i napoje (nakarm dzieci przed wyjazdem, a najlepiej w samochodzie żeby od razu nie chciały lizaków, gofrów i innych przekąsek), bo wydasz fortunę,

– tydzień przed wyjazdem zacznij pić melisę i tłumacz sobie, że te kolejki to forma atrakcji,

– jedź, kiedy dzieci umieją się rozpychać łokciami, wpychać w kolejkę i same poczekają 40 minut na wejście na karuzelę,

– nie jedź, jeśli nie lubisz tłumów, kolejek, dzieci, rodziców, jesteś rasistą, ksenofobem, a tolerancja to Twój wróg, bo to bardzo „międzynarodowe” miejsce na mapie Niemiec.

 

 

Zajrzyj na mój profil na Facebooku i zostaw ślad po sobie, skomentuj artykuł, zdjęcie, wpis. Jeśli się ze mną nie zgadzasz, też zajrzyj 😉