Dekalog współczesnej kobiety

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
13 marca 2017
 

Piękna, młoda, zabiegana… A może dojrzała i już wolna od odczekiwań innych. Obojętnie kim jesteś i dokąd w swoim życiu teraz zmierzasz, jest kilka zasad, które każda kobieta powinna wcielić w swoje życie.

Dekalog współczesnej kobiety, wskazówki, które nie pozwolą ci zgubić siebie.

Dekalog współczesnej kobiety1 Dekalog współczesnej kobiety2

Nie bój się przyznać sama przed sobą:

  • czego oczekujesz,
  • co sprawia ci przyjemność,
  • czego nie chcesz lub nie lubisz.

Być świadomym swoich potrzeb, to pierwszy krok do lepszego życia (dla siebie i dla twoich bliskich).

Dekalog współczesnej kobiety3

Nie odbieraj sobie przyjemności jedzenia. Zdrowe posiłki mogą przynieść wiele radości i smaku, gdy tylko pozwolisz im zagościć w twoim życiu. Znajdź czas na jedzenie, po prostu. Ono nie jest twoim wrogiem. Może ci bardzo pomagać.

Dekalog współczesnej kobiety6

Obojętnie czy to miłość świeża i szalona czy stałe, dojrzałe uczucie. Pamiętaj, że do miłości trzeba dwojga, twoje potrzeby i uczucia są tak samo ważne, jak jego.

Dekalog współczesnej kobiety4

Za modą, makijażem, grą pozorów. Nie rezygnuj z siebie dla drugiej osoby, prędzej czy później odkryjesz, jak wiele oboje na tym straciliście. Nie wierz nikomu, kto każe ci być kimś innym, bo uważa, że nie jesteś „dość dobra”. Znajdź dla siebie tyle podziwu i miłości, co dla reszty świata.

Dekalog współczesnej kobiety7

Nie po to, by nadążyć za fit-trendami, nie po to, by kobiety z zazdrością spoglądały na twoje zgrabne łydki (choć to oczywiście równie miłe), dbaj o ciało, bo bez niego nie możesz żyć. Doceń to, co dla ciebie robi, w czym codziennie ci pomaga, jakie możliwości przed tobą otwiera. Zamiast je nienawidzić, bądź mu wdzięczna. Jeśli macie ze sobą na pieńku – złość i brak akceptacji obróć w pomoc. Zrób wszystko dla swojego ciała, by żyło się wam wspólnie lepiej. Przecież robisz to tylko dla siebie.

Bo dziś samochód, to nie tylko przedmiot. Skoro robisz tak wiele dla swojego ciała i umysłu, przypomnij sobie również o swoim bezpieczeństwie. Dbasz o bezpieczną i zdrową żywność w twoim domu, o aktywność fizyczną, by uchronić się przed ryzykiem zachorowania na nowotwory, a czy jesteś bezpieczna w swoim samochodzie?

To najczęściej samochód pozwala ci realizować swoje marzenia, zdążyć na czas na urodziny babci czy odebrać dzieci z angielskiego. To w nim spędzasz wiele godzin jadąc do pracy, na wakacje. Często myślisz, że chciałabyś, żeby był lepszy, piękniejszy, nowszy… a czy bardziej bezpieczny?

Fiat 500 zatroszczył się o to. Ikona stylu, kobiecość, miejski szyk – to często o nim słyszymy, ale oprócz wyglądu i osiągów, może dać realne bezpieczeństwo swoim pasażerom.

Dekalog współczesnej kobiety10

Pamiętaj, że nic nie znaczą twoje największe sukcesy i wygrane, jeśli nie masz dość czasu, by się nimi cieszyć. Ciągle pędząc przed siebie, nie zawsze dotrzesz szczegóły, które są ważne.

Daj sobie przyzwolenie i przestrzeń na spokój, marzenia, patrzenie w niebo i grę w kółko i krzyżyk. Bądź dla siebie dobra.

Dekalog współczesnej kobiety9

Coraz częściej z nich rezygnujemy. Zasłaniamy się Internetem, bo przecież teraz tak wiele można zrobić bez wysiłku. Ale przyjaźń, ta prawdziwa, to zawsze wysiłek – wysiłek bycia gotowym. To też pewność, że po drugiej stronie czeka człowiek tak samo „gotowy” do niesienia pomocy, czy choćby poklepania po plecach, gdy nam źle.

Przyjaźń to wartość nie do przecenienia. To chusteczki, które ktoś ci poda, gdy płaczesz. I kartka na urodziny wysłana z końca świata.

I twój pies lub kot, który cierpliwie zawsze będzie cię przyjaźni uczył, nawet, gdy powinie ci się noga.

Dekalog współczesnej kobiety5

Bez oszukiwania. Pamiętaj, że siebie oszukiwać nie wolno! Co powinnaś wtedy robić?

Dokładnie to, na co masz ochotę. Dbasz o to, by twoje dzieci miały czas na prawdziwe dzieciństwo. Dbasz o to, by twój partner miał swoją odskocznię od codzienności. By twoi rodzice mogli godnie żyć i odpocząć, by twój zespół w pracy nie musiał działać ponad siły, by pani sprzedawczyni miała miły dzień i choć jeden powód do uśmiechu po waszej rozmowie.

A ty?

Zadbaj wreszcie o siebie. Wyznacz sobie swój czas na relaks. Obojętnie czy spędzisz go leżąc w wannie, czy pojedziesz na jeden dzień w góry. Ty też potrzebujesz momentów sam na sam.
Dekalog współczesnej kobiety11

Ostatni, dziesiąty punkt. Bardzo ważny.

Uwierz w siebie – jesteś warta tego, by żyć szczęśliwie, by być kochaną, by kochać samą siebie. Jesteś warta tego, by robić sobie małe i duże przyjemności.

By mieć czas dla siebie. By dbać o siebie. By kupić sobie czerwoną szminkę i wymarzony samochód.

Żeby zacząć sięgać po te wszystkie marzenia, zacznij właśnie tutaj – uwierz w siebie.


Artykuł powstał we współpracy z marką FIAT


Przecież to ciągle był mój syn… Przepraszał, a ja chciałam wierzyć, że to już naprawdę ostatni raz…

Anika Zadylak
Anika Zadylak
13 marca 2017
Fot. iStock/lolostock
 

– Nie miałam już gdzie uciec i wcisnęłam się w kąt, pomiędzy szafą a stoliki. Dopadł mnie, kopał i krzyczał, że tam jest moje miejsce, że nie wolno mi wyjść. Osłoniłam głowę rękoma i zamknęłam oczy. Starałam się myślami przenieść do czasów, gdy jeszcze byłam ukochaną mamą, a kat, który mnie okładał aż do krwi, był moim synem.

„Wiesz mamusiu, zawsze będę cię kochał, bo jesteś dobra…”

Ciągle to powtarzał, jak jeszcze był mniejszy i chodził do szkoły. Ojciec Dawida zmarł, kiedy syn miał trzy latka… nowotwór. Niestety, zbyt późno zdiagnozowany, żeby jeszcze coś poradzić. Sami byliśmy, bo moi rodzice już dawno odeszli, a z teściami kontakt był słaby, bo też oboje  schorowani. Żyło nam się skromnie, ale nie najgorzej, bo bardzo dużo pracowałam, żeby Dawidkowi niczego nie brakowało. Dobrze się chował, uczył nieźle, ambitny był. Może aż bardzo, bo go zawsze wyprowadzało z równowagi, gdy coś mu nie wyszło, kiedy słabszą ocenę dostał.

Nieraz go głaskałam i powtarzałam, że tak nie wolno, że trzeba spokojnie i cierpliwie, że na tym się świat nie kończy. Wybuchał dość często i krzyczał, ale zaraz potem przepraszał i się tulił. Może to brak ojca? A może ja już wtedy powinnam inaczej zareagować, zaprowadzić gdzieś na rozmowę. To trochę inne czasy jeszcze były, nie takie jak dziś, że psychologów, to nawet w szkołach mają. A może to jednak moje zaniedbanie? Sama już nie wiem, to się wszystko tak nagle zaczęło dziać. Mój syn był coraz bardziej jak dzikie zwierzę, a nie jak człowiek.

Miał 17 lat, gdy pierwszy raz wywrócił stół w jadalni i rzucił we mnie talerzem i szklanką, rozciął mi wtedy łuk brwiowy. Ubliżał i darł się, że zniszczyłam mu życie. Pytałam płacząc, czym mu zawiniłam?  I usłyszałam, że tym, że to akurat ja musiałam być jego matką, a mógł mieć lepszą. Wybiegł potem z domu, i wrócił po kilku godzinach. Przyniósł kwiaty i obiecał, że już nigdy więcej. A potem, wracał z tym bukietem coraz częściej. Bo coraz częściej bił i upokarzał.

„O co masz pretensje, jak to wszystko twoja wina szmato…?”

Ile razy to słyszałam z jego ust, gdy prosiłam, żeby się uspokoił i porozmawiał ze mną normalnie. Bo nie zawsze było źle, on tylko czasami dostawał tych ataków, jak coś bardzo go poirytowało lub gdy ja  zrobiłam coś nie tak. Raz, przez przypadek, zafarbowałam w praniu jedną z ulubionych koszulek Dawida. Myślałam, że zdążę kupić taką samą, nie chciałam prowokować, ale wrócił wcześniej. Był już na studiach, ale do domu przyjeżdżał codziennie, bo uczelnia była niedaleko naszego miasteczka. Powiedziałam mu dając pieniądze na nową koszulkę. Nie wystarczyło. Powiedział, że nigdy się nie nauczę rozumu i, że wychodzi brak męskiej ręki w domu. Że on to nadrobi i naprawi, skoro ojciec nie mógł mnie wychować. I uczył posłuszeństwa, pokory i dobrego zachowania – tak mówił, gdy wpadał w ten obłęd i lał mnie, gdzie popadło. Sąsiadki zaczepiały, widziały, że skrzętnie chowam siniaki i zadrapania, że chodzę w ciemnych okularach nawet w pochmurne dni. Ale milczałam lub wymyślałam kolejne bajki, w które one chciały wierzyć, bo tak wygodniej.

Tak, dziś tak to widzę, teraz, już po terapii i spokoju, jaki mam od trzech lat. Nie reagowały, bo lepiej się nie mieszać, nie wtrącać. Zresztą syn był lubiany, bo uczynny i miły. Nie raz na osiedlu mówili, że mam takie szczęście, bo taki rosły chłop z niego wyrósł i dzięki niemu nie muszę być sama. A mnie cieszyły tylko te chwile, gdy on był poza domem, bo nigdy nie wiedziałam, w jakim nastroju wróci. I bywały nawet długie tygodnie, kiedy było dobrze. Rozmawiał ze mną, jakby nigdy nic, pomagał w domu, zakupy robił. Nawet czasem przytulił i pogłaskał i wtedy wierzyłam, że wrócił mój Dawidek sprzed lat, ten, który kochał mamę i mówił, że jestem najważniejsza.

„Mamo to jest Iza, moja przyszła żona. Zamieszkamy razem z tobą…”

Wiedziałam, że kogoś ma, widziałam, jak się starał, żeby dobrze wyglądać i ładnie pachnieć. Mimo wszystko byłam z niego dumna, bo to mój syn. Wiem, jak to brzmi, bo on mnie szantażował, pomiatał mną i podnosił rękę ale ja ciągle wierzyłam. Że to minie, że przecież nie może trwać wiecznie. Byłam coraz starsza i słabsza, nie umiałam i nie mogłam się już bronić, dlatego myślałam, że on to widzi i przestanie. Ta Iza wydała mi się taka grzeczna i poukładana, od razu, jak tylko przyszli, to pomogła mi przygotować herbatę i pokroiła ciasto. Cieszyło mnie ich szczęście, marzyłam o wnuku i liczyłam, że jej obecność wszystko zmieni w naszym domu. Nie sądziłam, że przy niej odważy się mi coś zrobić czy nawet w podły sposób, zwrócićuwagę. Widziałam przecież, że mu zależało, że są zakochani. I było wręcz sielankowo, rok przed ślubem i kilka miesięcy po. Oboje, pracowali w takim biurze projektowym, wyjeżdżali rano, a wracali wieczorem. Miałam dla kogo ugotować i posprzątać, było na kogo czekać i z kim porozmawiać.

Pewnej nocy usłyszałam, jak kłócą się za ścianą. Wyszłam z pokoju, a Iza siedziała w kuchni, paliła papierosa. Patrzyła na mnie jakoś tak dziwnie, nie umiem tego opisać, tak jakby z pretensją. On wypadł zdyszany ze znanym mi obłędem w oczach. Złapał mnie za włosy i uderzył o ścianę. Potem jeszcze raz, aż się przewróciłam, skoczył na mnie, aż coś gruchnęło… Wtedy przestał, a ona mnie podniosła. Krzyczała, że jest psychopatą, zawsze to wiedziała ale nie sądziła, że aż takim. Pomogła mi  się ubrać i zabrała na pogotowie. W samochodzie dawała wskazówki, co mam powiedzieć, gdy lekarz będzie pytał. „Rozumiem, że to się nie powinno stać, ale to jednak twój syn, a mój mąż”. Nie wiem, dlaczego posłuchałam, choć doktor od razu zapytał, czy nie chcę obdukcji, że nikt nie musi wiedzieć, a może kiedyś się przyda. Miałam złamaną rękę.

Kiedy wróciłyśmy, jego nie było. Wrócił rano, z kwiatkiem dla niej i ogromnym bukietem dla mnie. – Ten większy dla mamy, bo znowu narozrabiałem. „Znowu ostatni raz?” – zapytałam. Popatrzył na mnie, rzucił kwiaty na stół: „Sama jesteś sobie winna” – warknął.

„Iza, błagam cię dziecko, zrób coś, bo on mnie zabije…”

Kopał mnie po brzuchu i głowie, związał ręce, żebym nie mogła się zasłonić. „Na nic nie zasługujesz, nic mi nie dałaś. Nawet to stare mieszkanie jest po ciotce” – krzyczał. „Nic nie miałem. Przez ciebie chodziłem w podartych butach, jeździłem autobusem, a nie samochodem. Jakbyś była normalna, to poszukałabyś kogoś, kto by się nami zajmował i zarabiał”. Płakałam i tłumaczyłam, że pracowałam, ile mogłam, po nocach sprzątałam, a w dzień w mleczarni. Dusił mnie i mówił : „I za mój wstyd teraz dostajesz, za to, że byłaś sprzątaczką i robolem, który sobą niczego nie reprezentuje”. Wołałam Izę, jego żonę, ale nigdy nie przychodziła, żeby go powstrzymać, a gdy w łazience, zmywałam z twarzy krew, udawała, że nie widzi.

Raz mi tylko odpowiedziała: „Tyle lat mu pozwalałaś, to czemu teraz ja mam ci pomóc”. Nie chciała mieć z nim na pieńku, żeby nie skończyć tak, jak ja. Nie wiedziałam, gdzie mam z tym iść, tym bardziej, że Dawid był szanowany i bardzo lubiany. Ludzie, poklepywali go po  plecach i mówili, że mimo złych warunków, na porządnego człowieka wyrósł. Bo o dom i matkę dba, i po lekarzach mnie wozi, a wszyscy wiedzą, jaka bywam niezdarna. Tak opowiadał, gdy kolejny raz złamał mi nogę albo nos.  Miał znajomości w przychodni, zawsze wszystko po cichu załatwiali. Raz mi tylko pielęgniarka dała karteczkę z numerem telefonu: „Tam pani pomogą, nim będzie za późno”. Jak mogłam skorzystać, przecież to mój syn!

„Pani Mario, proszę się obudzić, jest pani w szpitalu, teraz już będzie tylko lepiej…”

To był dzień po tych wszystkich „lepszych”, jakie się zdarzały. Wrócili z pracy wcześniej, oboje poddenerwowani, ale rozmawiali tylko ze sobą półszeptem. Usiedliśmy do kolacji, zapytałam czy mają jakieś problemy, czy mogę jakoś pomóc. Okazało się, że Dawida zwolnili i to dyscyplinarnie. Nie wypytywałam, wiedziałam, że nie powiedzą mi prawdy. „Nie ma sytuacji bez wyjścia, najważniejsze, że macie siebie” – powiedziałam łagodnie. I wtedy się zaczęło. Wyzwiska, że co ja im mogę dać, jak sama gówno mam, że nic nie wiem i lepiej jak się zamknę. Wstałam od stołu i chciałam iść do siebie. Zerwał się i chwycił za krzesło, uderzył z całych sił. Przewróciłam się i poczułam metaliczny posmak krwi w ustach. Powiedziałam tylko, żeby przestał, ale było już za późno. Tak strasznie bił, wszystkim, co mu wpadło w ręce. Doczołgałam się w kąt koło szafy, a on nie przestawał kopać. Charczałam.  Ostatnie co pamiętam to Izę, która krzyczała : „Dawid to twoja matka, zabijesz ją! „. Potem wydawało mi się, że w drzwiach salonu, widzę mojego męża, że uśmiechał się zatroskany. Odzyskałam przytomność w szpitalu. To tam dowiedziałam się, że pomoc wezwała córka sąsiadki.  Słyszała krzyki i huk, a potem widziała, że mój syn z żoną wyszli sami. Zaniepokoiła się, dlatego przyszła sprawdzić… Tak, zostawili mnie nieprzytomną w kałuży krwi. Lekarz sprowadził policję i psychologa. Nie mogłam mówić, miałam połamaną szczękę. Gdy policjantka zapytała, czy to mój syn, płakałam. Wiedziałam, że już dłużej nie wytrzymam, że jeśli stąd wyjdę, to sobie coś zrobię. Ze strachu przed własnym dzieckiem.

„Wyrokiem Sądu skazuję Dawida B. na 7 lat pozbawienia wolności…”

Nie chciałam tego, na cmentarz jeździłam i męża pytałam, czy to się godzi własnego syna, do więzienia posyłać? Co ludzie powiedzą, jak ja na siebie w lustrze spojrzę. Ale gdy jeszcze byłam w szpitalu, przychodziła do mnie taka młoda policjantka, dużo rozmawiałyśmy. Raz wzięła mnie na spacer, prowadziła wózek, na którym siedziałam, bo miałam uszkodzony kręgosłup. Gdy wracałyśmy, stanęła w holu, ktoś do niej zadzwonił. Zobaczyłam swoje odbicie w ogromnym, pięknym lustrze. Siedziała przede mną niepełnosprawna staruszka, z opuchniętą twarzą, kilkakrotnie złamanym nosem, szwami na głowie i policzku. Płakałam często, ale wtedy chyba pierwszy raz tak mocno. Bo nie poznałam własnego odbicia, rozumiesz? Ta policjantka, tylko ściskała moją dłoń i płakała razem ze mną. To wtedy zdecydowałam, że muszę coś z tym zrobić, bo tylko tak mogę sobie pomóc. Dostałam prawnika z fundacji, która pomaga takim kobietom jak ja i zaczął się proces.

Dawid się nie wypierał, siedział ze spuszczoną głową, zakuty w kajdanki. Odpowiadał za wielokrotne pobicie z narażeniem zdrowia i  życia. Moja synowa, broniła się tym, że sama się bała, dostała wyrok w zawieszeniu, za współudział. Nie widziałam jej później, nie wiem i nie chcę wiedzieć, gdzie jest, ani co się z nią dzieje. Z synem nie mam kontaktu, napisał do mnie list ale, przeczytałam tylko pierwsze zdanie, że przeprasza. I odetchnęłam z ulgą, że tym razem i już nigdy więcej nie przyniesie mi kwiatów.

Sprzedałam mieszkanie i się wyprowadziłam. Nikomu nie powiedziałam, gdzie mieszkam, bo chcę mieć spokój. Przychodzi do mnie pielęgniarka i opiekunka, mam z kim porozmawiać i do kogo nareszcie uśmiechnąć.  Ale nadal się boję, choć to wszystko już za mną.

To historia o matce i synu. O kacie i jego ofierze. O dramacie rozgrywanym w czterech ścianach, na przełomie długich lat. O matczynej miłości, która czasem każe być cicho i nikomu nic nie mówić, choć wie, że nie prowadzi to do niczego dobrego. To historia o kimś jeszcze. O drugim, cichym oprawcy, jakim była synowa pani Marii. Bo kiedy nie reagujesz na przemoc, pozwalasz na nią albo zbywasz wymownym milczeniem, stajesz się taki sam. Stajesz się takim samym potworem jak ten, który podnosi rękę na niewinnego człowieka.


Mój świat w moim aucie. Za co kobiety pokochały 500-tkę?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
13 marca 2017

Podobno mężczyźni są gadżeciarzami – prawda, ale my, kobiety jesteśmy królowymi w odkrywaniu gadżetów pięknych, użytecznych i przede wszystkim bardzo ułatwiających nam życie. Na przykład idealnego samochodu…

Być może w pierwszej kolejności nie zajrzymy pod maskę, ale jeśli wymarzymy sobie samochód, można mieć pewność, że będzie on naj…

Najładniejszy, najbardziej bezpieczny, najbardziej funkcjonalny, najzwinniejszy, najbardziej ekonomiczny i najwygodniejszy na świecie. Dlaczego?

To proste, bardzo często samochód w naszych rękach zamienia się w centrum sterowania wszechświatem, a przynajmniej naszym światem. I nie ma nic dziwnego w tym, że kobiety pokochały legendarną „Pięćsetkę”, bo gdy się jest kobietą, żoną, matką, przedsiębiorcą, rodzinnym zaopatrzeniowcem, szoferem i pielęgniarką – nie ma miejsca na kompromisy.

Dla nas samochód to  nie tylko cztery kółka i prędkościomierz, dla nas to często „drugi dom”.

Zobaczcie koniecznie, dlaczego „Pięćsetka” jest naszą dobrą przyjaciółką.

01-za co kobiety pokochaly 500tke03-za co kobiety pokochaly 500tke04-za co kobiety pokochaly 500tke05-za co kobiety pokochaly 500tke06-za co kobiety pokochaly 500tke

Bezpieczeństwo

Siedem poduszek powietrznych – bo możesz być najlepszym kierowcą świata, ale spotkać na drodze kogoś nieodpowiedzialnego. ABS + EBD – abyś zawsze mogła bezpiecznie się zatrzymać i nie utracić kontroli nad pojazdem. Nowoczesne przednie oświetlenie, by widzieć więcej. Usprawniony układ hamulcowy i aktywator świateł awaryjnych… Wszystko po to, byś dotarła bezpiecznie do biura i na angielski swoich dzieci, byś była bezpieczna w drodze na wasze pierwsze wspólne wakacje, i żebyś mogła złożyć babci życzenia. Nasze życie to chwile, często od nich zależy, jak potoczy się  nasza przyszłość. Zawsze wybieraj bezpieczny samochód!

Technologia

Uconnect™ to unikalny i nowoczesny system zarządzania multimediami w samochodzie. Od telefonu do przyjaciółki po nawigację ratującą nam skórę, gdy zapomnimy uzupełnić paliwo. Nowy system pozwala na pełną integrację ze smartfonem. Możecie nie tylko sterować samochodowym radiem, ale i posłuchać ulubionych utworów ze swojego Deezera, czy Tune-in.

Możecie uciec przed robotami drogowymi dzięki aplikacji TOM TOM Live. I poprawić jakość swojej jazdy – czyli doskonalić się w ekonomicznej jeździe, dzięki funkcji eco Drive™.

Jak zawsze łączymy przyjemne z pożytecznym 😉 .

Design

Ktoś powie, że wygląd wcale nie jest taki ważny, ale…

Ile razy doświadczałyście zawodu podczas zakupów (telefonu, ubrań itd.), wtedy, gdy chciałyście kupić wymarzony, upatrzony produkt i nagle okazywało się, że są tylko „podobne”, „ciut inne”. Owszem wygląd nie jest najważniejszy, ale nie ma absolutnie nic złego w tym, by nawet dokonując racjonalnych wyborów, sprawić sobie przyjemność. By kupić to, co naprawdę nam się podoba, a nie to, co akurat „jest”.

500-tka pozwala się ubrać od zderzaka po… hmm, pozwala ubrać się tak, jak sobie tego zażyczymy. Możliwość pełnej personalizacji nadwozia i wnętrza, to cudowna opcja. Każda z nas jest inna, każda szuka i potrzebuje czegoś innego, a jeśli do tego możemy pokolorować kawałek swojego świata, dlaczego nie skorzystać?!


Zobacz także

10 rzeczy, które robi (naprawdę) zakochany mężczyzna

7 sposobów na domowy relaks! Nie ma lepszego momentu na odprężenie niż środek tygodnia! Akcja #rodzINKA. Tydzień III, wyzwanie 18

Jak zrobić wosk cukrowy w domu

Jak domowym sposobem zrobić cukrową depilację?