Kto powinien dbać o dobrą atmosferę w domu i jak to robić?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
6 czerwca 2018
Fot. istock/vgajic
 

Utrzymanie dobrej atmosfery emocjonalnej w domu nie jest łatwym zadaniem, szczególnie gdy pod jednym dachem spotka się kilka silnych osobowości, a okoliczności są skomplikowane. Jednak wysiłek jest często wart zachodu, ponieważ rodzina jest najbardziej bezwarunkowym kręgiem wsparcia dla większości z nas.

Co ciekawe, większość problemów rodzinnych ujawniają się podczas konsultacji psychologicznych. Dzień w dzień żyjemy dusząc się we własnym sosie, dopóki nie uzyskamy możliwości spojrzenia na wszystko z boku.

Mówi się, że kontakt generuje uczucie. Prawdą jest jednak, że im więcej czasu spędzamy razem, tym więcej mamy okazji do konfrontacji i kłótni. Klimat emocjonalny w domu jest wspólną odpowiedzialnością wszystkich domowników. Jeśli mówimy o rodzinie, najważniejsze starania, w tej kwestii powinny być oczywiście podejmowane przez rodziców. Są oni ostatecznie odpowiedzialni za to, co dzieje się w domu. Dzieci, które dorastają również „wskakują” na wyższy poziom odpowiedzialności. Klimat domu to przepis, do którego każdy dokłada się zgodnie ze swoim wiekiem i możliwościami.

Rola rodziców nie jest łatwym zadaniem, wykracza poza zaspokajanie podstawowych potrzeb, takich jak dostarczenie żywności i dachu nad głową. Oni muszą również zapewnić swoim dzieciom możliwość nauki w emocjonalnym klimacie sympatii, wsparcia i szacunku. Ułatwi to rozwój bezpiecznych relacji między domownikami, ustalanie norm i dyscyplinę. Będzie również promować nauczanie zdrowych nawyków i stylu życia, przekazywanie wartości lub umiejętności podejmowania ważnych decyzji.

Jak możemy poprawić klimat emocjonalny w domu?

Najpierw powinniśmy ocenić problemy w rodzinie, źródła wszelkich nieporozumień i potencjalnych konfliktów czy punktów zapalnych. Dopiero potem można opracować jakiś plan działania lub wprowadzać potrzebne zmiany. Na pewno jednak niezbędne jest promowanie „dobrych praktyk” wśród członków rodziny. Rodziny o dobrym klimacie emocjonalnym to rodziny, które traktują się wzajemnie z szacunkiem i troską. Ustalmy na przykład, że nie powinniśmy używać wobec siebie agresywnego lub obraźliwego języka.

Członkowie rodziny powinni witać się nawzajem po przyjeździe do domu i pożegnać się przed wyjściem. Nie powinno zabraknąć oznak uczucia, jeśli chcemy poprawić klimat emocjonalny w domu. Każdy członek rodziny ma określoną rolę, oznacz to mniej więcej tyle, że rodzice powinni zachowywać się jak rodzice, a dzieci jak dzieci… Zamiana ról, moment, w którym dzieci przejmują kontrolę nad życiem domowym będzie skutkował emocjonalnym obciążeniem najmłodszych i chaosem.


Na podstawie: nospensees.fr


Najmodniejsza roślina doniczkowa tego sezonu. Musisz ją mieć w swoim domu

Redakcja
Redakcja
6 czerwca 2018
Fot. iSrock/patnowa
 

To niezwykłe, jak moda przychodzi i odchodzi. I nie dzieje się tak tylko w przypadku ubrań, jedzenia, muzyki czy stylu w jakim się nosimy. Okazuje się, że dotyczy to także… roślin doniczkowych. 

Jeszcze jakiś czas temu popularna w wielu domach była roślina, której liście kształtem przypominały monety. Później zniknęła z naszych mieszkań, by w ostatnim czasie powrócić w wielkim stylu. Pilea – popularnie zwana u nas pieniążkiem – bo to o niej mowa, to roślina, która przyszła do nas Europy z Chin i Wietnamu. Na początku wygląda niepozornie – drobne listki na długich łodygach przyczepiony do brązowego pieńka raczej nie zachwycają. Jednak pilea rośnie do 30 a nawet 40 centymetrów, gubi liście rosnące nisko na pniu, a te, które zostają na górze układają się w piękną koronę. W swojej dojrzałej formie pilea przypomina małą palmę, co nadaje jej niezwykłej oryginalności.

I choć to najnowszy doniczkowy trend nie szukajcie jej w sklepach ogrodniczych. Cała tajemnica pieniążka polega na tym, że trudno dostać sadzonki tej rośliny. Naprawdę trzeba się dobrze nachodzić i naszukać, by zdobyć to cudo, które tak naprawdę niewiele kosztuje. Co więcej – pilea jest niezwykle łatwa w utrzymaniu. Potrzebuje jasnego miejsca, ale uwaga nie stawiajcie jej na parapecie – nie lubi ostrych promieni słonecznych. Przyjmie się właściwie w każdym podłożu, wystarczy ją podlewać raz na kilka dni. I… gotowe. Nie ma tu żadnego haczyka.

Czy ktoś pamięta ze swojego dzieciństwa pieniążka stojącego w doniczce? A może obecnie jesteście fanami tej rośliny? Jedno jest pewne – jeśli macie w domu kwiaty, pilei na pewno w waszych doniczkach nie powinno zabraknąć.

Fot. iStock/patnowa

Fot. iStock/patnowa


źródło: bezogordek.pl

 

 


Mąż nie powiedział mi, że kocha mężczyzn, ale nie kobiety. Żałuję, że z „pierwszym razem” czekaliśmy do ślubu

Listy do redakcji
Listy do redakcji
6 czerwca 2018
Fot. iStock/Prochkailo

Mam 24 lata i rozwiodłam się po 4 miesiącach małżeństwa z homoseksualnym mężem. I tak, może trudno w to uwierzyć, ale znamy się długo. Bardzo długo. Na tyle długo, że powinnam się zorientować. To doświadczenie zmieniło moje życie do góry nogami, sprawiło, że wszystkie moje marzenia legły w gruzach. Wydaje mi się, że już nigdy nie zaufam, nikomu. Przez jakiś czas miałam problem z moimi przekonaniami i moralnością. Jestem wierząca, mam dość konserwatywne podejścia do życia, ale wydaje mi się, że jestem również otwarta, nie oceniam. Lubię ludzi. Ale nie potrafię w tej chwili odnaleźć sensu w tym, co się stało.

Wszystko przez człowieka, który codziennie sprawiał, że czułam się najważniejsza. Kochałam go, głęboko. Właściwie nadal kocham. Jedyne, czego chciałam, to czuć się bezpiecznie. I tak było. Może kilka razy w okresie naszego narzeczeństwa czułam, że coś może być nie tak, ale zawsze odsuwałam od siebie tę myśl. Kochałam. Ufałam. Chciałam spędzić z nim resztę życia, założyć rodzinę, mieć z nim dzieci.

Jak to możliwe, że nic nie zauważyłam? Mieliśmy miłość bez seksu. Przyjazń, przywiązanie, ciepło, opiekuńczość, troskę. Nie znałam innej relacji, wydawało mi się, że tak właśnie powinno wyglądać wspólne życie przed ślubem. Byliśmy blisko, ale nie na tyle (myślę tu o sferze intymnej), żebym mogła się zorientować, że z jego strony jest to uczucie czysto platoniczne. Kiedy mnie obejmował, czułam miłość, zastanawiałam się, czy mnie pragnie, ale zaraz myślałam, że to oczywiste, skoro chętnie mnie całuje, skoro planuje ze mną swoją przyszłość, skoro mówi o dzieciach. Raz, na ekranie jego laptopa zobaczyłam witrynę gejowskiego portalu. Byłam zszokowana, ale wytłumaczył mi, że jakaś reklama otworzyła tę witrynę przez przypadek. Uwierzyłam. Dlaczego miałabym nie uwierzyć mężczyźnie, który zadeklarował, że chce spędzić ze mną swoje całe życie?

Ślub był piękny, romantyczny, wymarzony. Otaczali nas najbliżsi i nie wyczuwałam wtedy jeszcze, że ten związek zakończy się katastrofą. Z ufnością wchodziłam z ukochanym w kolejny etap naszej relacji.

Z „pierwszym razem” czekaliśmy do samej poślubnej nocy. To była wspólna decyzja, dla mnie to bardzo ważna. Cieszyłam się, że on myśli tak, jak ja. Cieszyłam się, że czujemy podobnie, że mnie szanuje. Że mamy coś wyjątkowego. Ale prawda wyglądała inaczej. On mnie po prostu nie chciał, nie pragnął.

 

Tamta pierwsza noc była pospieszna, nieczuła, obca. Byle szybciej, byle jak najmniej dotykania się. Tak, jakby brzydził się moim ciałem. Nigdy nie zapomnę tego doświadczenia. Leżałam po tym w ciemności tak bardzo sama. I myślałam o tym, że seks jest okropny. Smutny.

Zawsze potem, za każdym razem, gdy szliśmy do łóżka czułam, że mnie nie chce, a każde zbliżenie między nami było „drętwe”, wymuszone, sztuczne. Po miesiącu od ślubu zaczęliśmy się kłócić. O głupstwa – o nieodstawioną na miejsce solniczkę, o krzywo położoną kapę na łóżku… Łóżko. To, co dzieliło nas najbardziej.

Z czasem, po każdej kłótni zaczął wychodzić z domu na noc. Tydzień później powiedział mi, że chce się rozwieść, bo się nie dogadujemy. Nie dałam za wygraną. Spytałam wprost, czy chodzi o seks. Załamał się. Zaczął płakać, powiedział, że ma z „tym” problem, że zapisze się do psychiatry. Że „coś” mu przeszkadza i nie umie tego określić, że nienawidzi się za to.

Przystałam w milczeniu na wizytę u seksuologa, ale nie podejrzewałam wtedy jeszcze, że mój mąż jest homoseksualistą. „To” wyszło podczas trzeciej, czy czwartej wizyty. Terapeuta zapytał wprost: „Nigdy nie myśłał pan o tym, że być może pociągają pana fizycznie mężczyzni?”. Zadrżałam. Spojrzałam na niego. I zobaczyłam, że on wie. Że zawsze wiedział. Siedział przede mną człowiek, który otwarcie mówił o tym, że jest gejem i że miał nadzieje, że związek z kobietą go z tego „wyleczy”.

W milczeniu wróciliśmy do domu, w milczeniu spakowałam walizki. W milczeniu otworzyłam i zamknęłam za sobą drzwi. Od tamtej pory jest między nami właśnie milczenie.

Brak doświadczenia w sferze seksu nie pozwolił mi domyślić się przed ślubem. Żałuję, że czekaliśmy z intymnością tak długo. Czuję się oszukana, okłamana. Okradziona z zaufania. Nie rozumiem jak można kogoś skrzywdzić świadomie, potraktować jak „przykrywkę” dla swojej prawdziwej orienrtacji. Nie rozumiem, jak można zawiązać tak komuś życie, z premendytacją. Wierzę, że kiedyś mu wybaczę. Teraz, dziś, jest jeszcze na to za wcześnie.

 


Zobacz także

3 zachowania niewerbalne, którymi nieświadomie niszczysz związek

Powiedz, czego chcesz, o czym marzysz, co chciałabyś zmienić. Weź udział w naszej akcji #MiesiącKobiet

pielęgnacja paznokci po zimie

ABC pielęgnacji paznokci po zimie