„Czyjaś opinia na twój temat nie oznacza prawdy o tobie…” – czyli jak sobie radzić z krytyką

Gościnnie w Oh!me
Gościnnie w Oh!me
30 października 2017
Fot.  Materiały prasowe
Fot. Materiały prasowe
 

Na jednej z konferencji, Les Brown ze sceny wypowiedział takie słowa: „Czyjaś opinia na Twój temat nie oznacza prawdy o Tobie”

Nie da się ukryć, że nikt tak często, surowo i wielowątkowo nie jest poddawany ocenie, jak kobieta. Niemal na każdym polu, cokolwiek by nie zrobiła, może się spotkać z krytyką otoczenia.

Począwszy od wyglądu, na ocenie zachowania kończąc. Kiedy mężczyzna jest ledwie urodziwszy od diabła, mówi się o nim, że jest interesujący, ewentualnie, że może nie jest najprzystojniejszy, ale za to dobry z niego człowiek.

Chyba zgodzisz się ze mną, że niewielu panów przypomina amantów, których znamy z reklam markowych garniturów, prawda? Jednak mało kto pozwala sobie na komentarze pod ich adresem, które dotyczą rozmiaru ramion, klatki piersiowej, czy tego, ile tłuszczu mają w okolicy pasa.

Natomiast, kiedy kobieta swoją aparycją odbiega od tej pani widzianej i wyretuszowanej w reklamie bielizny, niemal od razu jest powód, aby ją o tym poinformować.

To biodra za szerokie, a to za wąskie, brzuch też nie jest wystarczająco płaski, pośladki obwisłe, piersi nie takie (za duże, za małe, za szeroko rozstawione, w złym kształcie lub nawet brodawki za duże, za ciemne, za małe). Palce koślawe, usta zbyt małe, powieki opadnięte, rzęsy za krótkie, włosy za puszyste, za cienkie… i można tak w nieskończoność.

Cokolwiek kobieta zrobi w kwestii wyglądu, zawsze znajdzie się grono ludzi, które poinformuje ją, że nie wygląda wystarczająco dobrze. Nie dziwi więc fakt, że kobiety bardzo często nie czują się zbyt atrakcyjne.

Według dostępnych badań, Polki w wieku 16-55 lat oceniają siebie średnio na 6 punktów na 10 możliwych.

Zawsze będzie ktoś, kto ma jakieś „ale”…

Trudno jest każdemu dogodzić i nawet nie warto próbować. Kobiety jednak podejmują tę próbę i wiele z nich wciąż czuje się winne, że nie wyglądają „idealnie”. Cokolwiek to słowo znaczy.

Równie często, jak wygląd, komentowana i oceniana jest rola kobiety jako żony oraz pani domu. Czy ciasto na przyjęciu podane to domowej roboty, czy może kupne? Jak kupne, to pewnie z tej kobiety jakieś kompletne beztalencie?

Czy w domu jest wysprzątane, wyprasowane i czy dzieci mają idealnie ułożone zabawki? Jeśli kobieta nie sprząta sama, to zapewne „leniwa kwoka”, która nie radzi sobie z prowadzeniem domu. To nieważne, że pracuje tyle samo godzin dziennie, ile jej mąż.

Statystyki ukazują, że kobiety zajmują się domem średnio 296 minut, czyli prawie pięć godzin dziennie. To o prawie 2,5 godziny dłużej niż mężczyźni.
W skali tygodnia daje to panom o 17 godzin więcej wolnego czasu.

Jednak, gdy dom nie będzie lśnił, to właśnie ona zostanie oceniona, bo jest złą żoną, gdyż facet „ciężko” pracuje i należy się mu wypoczynek. Nawet jeśli zdecyduje się zajmować domem, to wtedy znajdą się ci, którzy jej powiedzą, że jest „kurą domową”.

Niezależnie od tego, co wybierze, zawsze znajdzie się ten, który powie, że wybrała źle. Mężczyznę mało kto będzie rozliczał z tego, czy kładł kafelki w łazience samodzielnie, czy też zrobił to za niego wynajęty fachowiec.

Kobieta w biznesie – nie ma lekko

Jako szef lub przedsiębiorca będziesz oceniana równie często i surowo. Jeśli będziesz stanowcza i ukierunkowana w swoich działaniach na realizacje celu usłyszysz, że jesteś „babo-chłopem” albo „zimną suką”.

O mężczyźnie powie się natomiast, że jest charyzmatyczny i wymagający. Taki rasowy przedsiębiorca. Gdy kobieta będzie tolerancyjna dla współpracowników, uzna się ją za niezdolną do budowania swojego autorytetu, mężczyznę zaś za empatycznego o wyjątkowym poziomie inteligencji emocjonalnej.

Facet krzątający się po kuchni to zasługujący na podziw przypadek, reprezentujący męskość i zaradność jednocześnie. Mało tego! Zapewne potrawa, którą ugotuje, będzie pyszna, bo „mężczyzna gotuje z pasją, a nie dlatego, że musi”. Natomiast kobieta na motocyklu jest już wybrykiem natury, bo przecież jest to obszar zarezerwowany dla mężczyzn.

Kiedy kobieta będzie w ciąży, to niezależnie od tego, jaki będzie jej przebieg to i tak niedobrze. Jeśli będzie aktywna zawodowo, ponieważ dobrze się czuje i będzie podążała swoją ścieżką, znajdą się tacy, którzy powiedzą, że jest karierowiczką i nie zna umiaru.

Ta, która z braku sił położy się do łóżka i nie wróci do obowiązków zawodowych, będzie słyszała, że „miliony przed nią w ciąży były i jakoś przeżyły”, „ciąża to nie choroba, a sąsiadka to do ostatniego dnia pracowała, a w nocy jeszcze wieszała firanki”. Będzie podejrzewana, że wykorzystuje pracodawcę, „wiecznie” przynosząc L4.

Badania pokazują natomiast, że sytuacja kobiet w ciąży jest inna. Ponad połowa pracodawców pytanych o szanse kobiety w ciąży na znalezienie pracy w ich firmie odpowiada, że są one bliskie zeru.

Natomiast, gdy pytano kobiety o wymagania w zakresie sytuacji zawodowej, to tylko 10% z nich prosiłoby o poprawę warunków pracy, a 8% o skrócenie czasu pracy. Zdecydowana większość natomiast oczekuje jedynie przyjaznej atmosfery, zrozumienia i zachowania status quo.
Jak kobieta zdecyduje się na poród ze znieczuleniem, to znajdzie się taki, który skomentuje, że „to jakieś wymysły, bo przecież natura tak stworzyła kobietę, że może rodzić dzieci, więc po co to całe zamieszanie”.

Zawsze podczas takiej dyskusji o tym, do czego kobiety „natura stworzyła” zastanawia mnie, czemu od mężczyzn nie wymaga się, że o poranku pójdą do lasu i upolują niedźwiedzia. Oczywiście gołymi rękami, ewentualnie samodzielnie wykonanej włóczni?!

Niezależnie od tego, ile czasu po porodzie kobieta spędzi w domu z dzieckiem, będzie to również oceniane. Jeśli za krótko, to przypnie się jej łatkę karierowiczki. Za długo: znów kura domowa.

Jak będzie chodziła w dresie i bez makijażu, może usłyszeć, że się „zapuściła”. Natomiast jeśli ktoś ją zobaczy w spódniczce i szpilkach z wózkiem w kawiarni z koleżanką, może usłyszeć, że w ogóle nie zauważyła faktu, iż została matką. Powinna w domu siedzieć i pieluchy prasować, bo to już nie te czasy, kiedy się w szpileczkach chodziło.

Mężczyzna wystarczy, że zmieni pieluchę raz w tygodniu i po powrocie z pracy powie, że jest wykończony, nikt nie będzie rozważał tego, czy dojrzał do ojcostwa ani jakim jest mężem. Przecież chodzi do pracy, nie pije, nie awanturuje się, a i kanapkę sobie sam sobie potrafi zrobić.

Dostrzegasz patologię takich sytuacji?

Jak to jest „być prawdziwą kobietą”?

Kolejne stwierdzenie, obok którego trudno mi przejść obojętnie. Bo przecież: „prawdziwa kobieta lubi chodzić na zakupy”, „prawdziwa kobieta nigdy nie wie, czego chce”, „prawdziwa kobieta nigdy nie wychodzi z domu bez makijażu”, „prawdziwa kobieta nigdy to, zawsze tamto…”. Co to w ogóle za stwierdzenia?

Kobieta to zawsze kobieta!

Nie ma prawdziwych i nieprawdziwych kobiet.

Na pewno zastanawiasz się nad tym, po co ja Ci w ogóle to wszystko piszę?

Ponieważ wiem, że jest to dla kobiet bardzo trudne. Ludzie zawsze oceniali, oceniają i będą to wciąż robić. Mimo że nie pytani, to muszą się wypowiedzieć, bo przecież w ich przekonaniu na pewno powinnaś o tym wiedzieć.

Poświęć tyle czasu i uwagi na doskonalenie siebie, abyś nie miał czasu na poprawianie innych

Zdaje się, że ta maksyma jest im obca. Zaakceptuj fakt, że tak jest i niestety nic się z tym nie zrobi.

Decydując się na aktywność biznesową, będziesz oceniana częściej niż dotychczas. Klienci, kontrahenci, współpracownicy, konkurencja – oni wszyscy będą Cię oceniać.

Nie zawsze sprawiedliwie. Dlatego też potrzebujesz wewnętrznej siły, aby czuć, że to, co masz do zaoferowania, jest dobre i wartościowe. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.

Jeśli takową miałaś, to pozbądź się nadziei, że zadowolisz wszystkich i będziesz słuchała na swój temat tylko arie pochwalne. Nigdy nie spełnisz oczekiwań wszystkich wokół. Jednak, czy w ogóle o to Ci w życiu chodzi?

Pozostawiaj osąd własnej osoby we własnych rękach!

Zgodnie z własnymi wartościami analizuj swoje zachowania i wybory życiowe.

Pamiętaj, że nikt za Ciebie życia nie przeżyje. Nie warto zatem żyć pod dyktando utartych i mocno niesprawiedliwych schematów, które stawiają kobiety w roli…no właśnie, jakiej?

Naucz się sięgać po więcej!

Nie daj sobie wmówić, że powinnaś być taka czy inna, bo wpadniesz w błędne koło. Sama projektujesz swoje życie, mimo, że kobiety niewątpliwie nie mają pod tym względem łatwo.

Postanowiłam wykonać w tym kierunku działania. Wiem, że nie pomogę wszystkim, ale może właśnie Ty wyniesiesz z tego wartość, którą przyłożysz na poprawienie swojej kariery zawodowej, jak również sfery prywatnej.

Sama przeszłam długą drogę…

Przez 13 lat pracowałam w branży marketingu sieciowego, która w Polsce nie ma najlepszego PR. Jest tak z wielu powodów, na których teraz nie będę się koncentrować.

Jedno jest pewne, część z nich jest prawdą, część natomiast kompletną bzdurą. Faktem jest, że są osoby, które w ramach takiej działalności zarabiają po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie lub więcej. Są też tacy, którzy zarabiają kilka tysięcy lub kilkaset złotych.

Kiedy postanowiłam zająć się tego typu biznesem, musiałam mocno oprzeć się na sobie, swoich decyzjach i własnej intuicji. Byłam do tego wręcz zmuszona, ponieważ moje otoczenie było przekonane, że to najgłupszy i najbardziej uwłaczający biznes, jaki mogłam wybrać.

Przez kilkanaście kolejnych lat, nawet wtedy, gdy już miałam niezłe wyniki finansowe, znajdowały się osoby, oceniające moją działalność jako idiotyczną lub niedochodową.

W chwili, gdy piszę ten artykuł, mija kolejny rok od momentu zakończenia mojej aktywnej działalności w tym obszarze. Przez ostatnie lata cieszyłam i nadal cieszę się przychodem pasywnym, który regularnie wpływa na moje konto za to, co zbudowałam przez 13 lat pracy. Gdybym kiedyś uległa namowom otoczenia bądź oddała osąd swojej osoby w ich ręce, nigdy nie zdecydowałabym się na tą działalność.

Co Ty możesz zrobić w sytuacjach, w których Ty lub Twoje wybory są oceniane?

Możesz ich zaciekle bronić jak niepodległości, tłumaczyć się, argumentować, udowadniać swoją rację, kłócić się, obrażać, robić awantury, wytykać rozmówcy jego błędy życiowe bądź wycofywać się z podjętych decyzji pod wpływem presji otoczenia. Te sposoby odradzam.

Jeśli widzisz szansę na konstruktywną rozmowę, możesz ją podjąć. Tylko wtedy.

Wypisz teraz, proszę, 3 opinie na Twój temat lub Twojego sposobu działania, które często słyszysz i są dla Ciebie ograniczające bądź raniące.

  1. …………………………………………………………………………………
  2. …………………………………………………………………………………
  3. …………………………………………………………………………………

Zastanów się, czy Ty sama zgadzasz się z nimi, czy są tą prawdą, którą Ty również dostrzegasz, czy jest wręcz przeciwnie i to zwyczajny stek bzdur?

Jeśli po przemyśleniu dojdziesz do wniosku, że oceny bądź opinie otoczenia są zgodne z Twoim postrzeganiem siebie, natomiast Ty nie chcesz tego teraz zmieniać, wystarczy, że odpowiesz:

Też tak myślę o sobie

I tyle. Nie masz obowiązku tłumaczyć się komukolwiek ze swoich wyborów. Wyjątkiem jest oczywiście sytuacja, w której z premedytacją ranisz inne osoby.

Wielokrotnie w życiu zdarzyło mi się usłyszeć od kogoś, że „jestem wygodna”. Wiem, że wiele kobiet potraktowałoby to jako zaproszenie do tego, aby udowodnić, że jest inaczej.

Nawet jeśli taka opinia byłaby prawdziwa. Ja zapytałam samą siebie, co myślę o tym określeniu i jak bardzo jest ono faktycznie zgodne z tym, jaka jestem. I doszłam do wniosku, że faktycznie mogę o sobie powiedzieć, że jestem wygodna. Od tego czasu za każdym razem odpowiadam: „Też tak myślę o sobie”.

Natomiast jeśli słyszysz o sobie lub o swojej działalności opinie, o których po przemyśleniu możesz powiedzieć, że nie są zgodne z Twoim postrzeganiem siebie lub Twoich wyborów, to, zamiast wpadać w wir tłumaczenia się i dociekania, co miał rozmówca na myśli, po prostu odpowiedz:

Mam inne zdanie na ten temat.

lub

Myślę o sobie inaczej.

Zapisz te zdania, niech stanowią dla Ciebie tarczę, abyś nie wpadała w słowotok za każdym razem, gdy ktoś przedstawi swoją opinię na twój temat. Tak, dokładnie tyle wystarczy. Jeśli masz ochotę na konstruktywną rozmowę z autorem oceny i jest on partnerem do rozmowy, możesz ją podjąć, aby poznać jego punkt widzenia. Nie musisz jednak tego robić, zwłaszcza wtedy gdy nie prosiłaś o rady, informacje zwrotne, a ktoś zwyczajnie poczuł chęć oceny Ciebie lub Twoich zachowań.

Co zrobić, gdy ktoś przekroczy granicę?

Coraz częściej spotykane w internecie, mylone z konstruktywną krytyką, jest publiczne obrażanie innych osób i naruszanie dóbr osobistych.

Warto pamiętać o tym, że kiedy dochodzi do szkalowania Ciebie, Twojej działalności, bądź naruszania Twoich dóbr osobistych, możesz skorzystać z pomocy prawnej i rozwiązać taką sytuację na drodze przedsądowej, a w ostateczności nawet sądowej.

Jak najbardziej możesz żądać od sprawcy zaprzestania szkodliwej działalności i usunięcia sprzecznych z prawem wpisów lub hejterskich komentarzy. Poza tym masz prawo do przeprosin w takiej formie, która Cię usatysfakcjonuje (np. na Facebooku albo na portalu internetowym).

Bardzo często zarówno autor wiadomości, jak i otoczenie jest zaskoczone faktem, że decydujemy się na taki krok. Ludzie uważają, że każdy ma prawo do swojego zdania. Jest jednak granica pomiędzy „własnym zdaniem” a działaniami niezgodnymi z prawem.

Na czym polega ta różnica?

Jeżeli ktoś mnie krytykuje, ale robi to w sposób kulturalny, rzeczowy, wyważony i otwarty na dyskusję, to akceptuje takie zachowanie – nawet jeżeli mam inne zdanie.

Natomiast, kiedy pod adresem moim, zespołu RBC lub naszych klientów padają hejterskie wyzwiska, agresywne groźby albo obraźliwe i wyssane z palca twierdzenia – reaguję i to bardzo stanowczo.

W swojej karierze zdecydowałam się na taki krok w sytuacji, gdy został bezprawnie wykorzystany mój wizerunek, prawa autorskie i gdy naruszone zostały moje dobra osobiste.

Pamiętaj, że Ty też możesz dochodzić swoich praw

Na zakończenie mam dla Ciebie coś jeszcze – niezwykłe ćwiczenie coachingowe, dzięki któremu spojrzysz na swoje życie z lotu ptaka.

PrezentKamilaRowinska

kamilarowinska2017_1Kamila Rowińska – Trener, coach i autorka książek o tematyce coachingowej i biznesowej, m.in. bestsellera pt. „Kobieta Niezależna”. Prywatnie żona i mama dwójki dzieci.

Ukończyła kierunek Zarządzania Przedsiębiorstwem na Politechnice Śląskiej, kolejno udała się do Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie, które przy Wyższej Szkole Psychologii Społecznej utworzyło kierunek – Coaching.

Przez 13 lat ze spektakularnymi sukcesami budowała swój biznes zarządzając zespołem sprzedażowym 3500 osób. W 2010 r. zdecydowała się założyć Rowińska Business Coaching i skoncentrować na wspieraniu innych w zwiększaniu ich efektywności osobistej i biznesowej.

Od tego czasu przeprowadziła setki szkoleń i sesji coachingowych. Tysiącom osób pomogła uwolnić swój potencjał, odnaleźć motywację, zwiększyć pewność siebie, samodyscyplinę i wykształcić umiejętności przywódcze.


 

W artykule powołano się na badania:

„Poczucie atrakcyjności fizycznej kobiet” przeprowadzone przez GfK Polonia;

Raport PwC „Kobiety w Pracy 2017”;

Raport „Ciąża a praca zawodowa kobiet” wykonany przez Millward Brown SMG/KRC.

 


Pogrywa, szybko wyrzuca zepsute i lubi jak jest… Kim jest wieczny chłopiec?

Hanna Szczygieł
Hanna Szczygieł
30 października 2017
Fot. iStock / marcoventuriniautieri
Fot. iStock / marcoventuriniautieri
 

Jakiej kobiety szuka  wieczny chłopiec? Oczywiście „mamy” – i nie ma to zbyt wiele wspólnego ani z podobieństwem fizycznym, ani cechami charakteru… Ona po prostu powinna być wyrozumiała, jak mama… kochać ponad wszystko, nawet, gdy on trzaśnie głośno drzwiami i będzie miał gorszy dzień.

W końcu podobno kocha się pomimo, wieczny chłopiec lubi to zdanie. To jego zaklęcie na damskie wyrzuty.

Kim jest wieczny chłopiec?

1. Gra

I wcale nie mam tu na myśli jego gadżeciarskiej konsoli, niee, jego całe życie to jedna, wielka gierka. Lubi pogrywać sobie z ludźmi. Przychodzi mu to z łatwością, ponieważ nie traktuje innych z nadmiernym szacunkiem – jak to w grze, jak nie ten – to inny.

2. Nie dba

Gra solo. To o czym marzy, czego pragnie, i do czego dąży – to wszystko JEGO. Bardzo rzadko jego cele związane są z pragnieniami drugiej osoby. Pod tym względem przypomina osobowość narcystyczną.

3. Żyje tu i teraz

Wieczny chłopiec nie planuje życia, mówi , że bierze je takim, jakie jest. A co będzie jutro? A kogo by to obchodziło, hę?

4. Mieszka „u mamy”

Dlaczego? Bo przecież tak jest wygodniej. Może i ma ileśtam lat, i udało mu się odłożyć coś na własny kąt, ALE…

5. Nie szuka partnerki

Szuka mamy. Bardzo wyrozumiałej mamy. Takiej, która nie tylko zorganizuje mu wszystko, co niezbędne do życia. Ale i tej, która nie będzie z tym walczyła.

6. Jest wystraszonym kotkiem

Gdy nie jest w u siebie – po prostu ‚znika’. Poza swoim terytorium czuje się zagrożony, dlatego też nie jest zainteresowany poszerzaniem kręgu znajomych… szczególnie o jej przyjaciół.

7.  Jest samolubem w łóżku

To prawdziwy macho, wabik na kobiety. Niestety w łóżku okazuje się zwykłym samolubem. On uprawia seks dla swojej przyjemności. I tylko to się liczy.

8. Nie pamięta”pierdół”

Bo po co ma zaśmiecać pamięć rzeczami, które go nie obchodzą? A co go nie obchodzi? Lista jest całkiem długa, znajduje się na niej wszystko, co nie jest jego potrzebą. Tak, zgadłaś, to mogą być twoje urodziny albo ważne wydarzenie w życiu kogoś z jego rodziny.

9. Często zmienia pracę

Bo przecież to zawsze jest nie jego wina. Szef idiota, zbieg okoliczności, źli współpracownicy, nieważne. Pali za sobą mosty i obwinia o porażki cały świat, tylko nie siebie. Nie wyciąga żadnych wniosków i lekcji z tego, czego doświadcza. To świat jest zły. On jest niewinny.

10. Nie stoi za partnerką

Tu liczy się tylko jego interes. Nie istnieje  żadne „razem”, ustalenia, umowy.

11. Nigdy nie bierze na siebie winy

Bez względu na to, co wydarzyło się w jego życiu – to nie jest jego wina. Gdyby nie ty, on, ona, pogoda, karma lub cokolwiek innego – jego życie wyglądałoby inaczej. Jeszcze się tego nie nauczyłaś?

12.  Zawsze próbuje wygrać

On chce wygrać. Nawet, gdy chodzi o małą związkową kłótnię. Nie szuka porozumienia i sposobu na rozwiązanie konfliktu. Kompromis? Zapomnij! ON idzie na wojnę i wyznaje tylko jedną zasadę – liczy się tylko zwycięstwo. Nie jest skory do żadnych ustępstw.

13. Jest passywno-agresywny

Jeśli wieczny chłopiec nie dostanie tego, czego chce, może zrobić tylko dwie rzeczy: rozpłakać się lub tupnąć nogą. Jego reakcje są pewną huśtawką dwóch postaw. Pierwsza – „ojejku, jaki jestem biedny” i druga – „ja chcę!”. W przeciwieństwie do dojrzałych ludzi nie szuka rozwiązania swojego problemu, nie wkłada w to pracy. On ma dostać TO, albo się obrazi.

14. Jest arogancki

Ale tak naprawdę przejmuje się tym, co sądzą inni. Swoją niepewność maskuje arogancją i udawaną pewnością siebie.

15. Jest wiecznie ‚zbuntowany’

Naprawdę często przypomina nastolatka. Jest gotów angażować się w bezsensowne spory i stwarzać konflikty, tylko po to by zamanifestować swoją obecność. Na przekór, bo tak.

16. Łatwo rezygnuje, szybko wyrzuca i nie naprawia

Jeśli coś wymaga jego wysiłku, jest spisane na straty… To ona jest najwięcej wart.

17. Nie potrafi decydować

Bo decyzja oznacza odpowiedzialność za nią. Wieczny chłopiec ucieka przed nią najdalej, jak może.

18. Nie chce sobie „ubrudzić rąk”

Nie trzeba tego traktować dosłownie. Jak zwykło się mawiać, żeby zrobić omlet, trzeba rozbić jajka. Wieczny chłopiec będzie tego unikał. Zresztą po co? Niech ktoś inny rozbije, on poczeka aż „się zrobi”.

19.  Nie jest zainteresowany swoim rozwojem

Zawsze jest za dobry i w sam raz – to reszta winna się dopasować. On zrobił już i tak „za dużo”. Pora to docenić.

20. Manipuluje

Rozmowa? Niee, a co jeśli wymagałoby to od niego wysiłku i ustępstw? Lepiej nie ryzykować. W związku wieczny chłopiec lubi knuć intrygi, owijać i obchodzić problemy. Najważniejsze, żeby gra toczyła się według jego reguł. Szczególnie w związku.


„Jakby na złość tkwiłeś w naszym starym życiu, na przekór, żebym znów musiała na coś czekać”

Listy do redakcji
Listy do redakcji
29 października 2017
Fot. Unsplash /
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
 

Pamiętam, jaką miałeś na sobie koszulę, kiedy cedziłeś do mnie przez zęby te wszystkie słowa. Znam na pamięć rysy twojej twarzy, są jak maska, która wprawia mnie w obrzydzenie. Jak żywa ilustracja tego, od czego chciałabym uciec najdalej, jak to możliwe. A ja, jak w złym śnie, stoję i nie mogę się ruszyć. Związujesz mi ręce i nogi, chociaż nawet mnie  nie dotykasz. Czuję, jak twoja obojętność kopie mnie w kolana. Klęczę , a jakaś już obca część mnie powtarza, że przecież warto jeszcze zawalczyć. Że nie takiego życia chciałam, że dzieciaki tak za tobą szaleją. Powtarza to, co tak mocno sama ułożyłam w swojej głowie: a co, jeśli twoja słabość zabije tę miłość? Przecież gdyby nie ty, nie bylibyście dziś tutaj. To tobie babo się coś nie podoba…

– Nie wyprowadzę się, i co mi zrobisz…? Co?

Milczę i z całych sił powstrzymuję łzy. Ale się nie udaje. Nic ci nie zrobię, bo nie mam ani dokąd pójść, ani za co. Nie mam przecież odłożonych pieniędzy na kaucję, ani na ciężarówkę, która przewiezie piętrowe łóżko dzieci i resztkę ich dzieciństwa. Mam za to kota, którego nienawidzisz, bo przecież okazał się obowiązkiem, potem jeszcze się zestarzał, zrobił się kłopotliwy. A taki był niego słodki kociak kiedyś, kto by pomyślał, że tak się to skończy… Dopiero teraz rozumiem, co to znaczy życiowy „bagaż”, czasem tak bardzo dosłownie.

Cztery miesiące później siedzimy na beżowej kanapie u psychoterapeuty po raz pierwszy. Będziemy tam przychodzić bardzo długo. Naprawdę nie wiem po co (tak myślę dzisiaj, wtedy wierzę, że to najlepsze, co spotkało mnie od lat). Ty, jak się później okaże, chodzisz tam, „bo ci zależy” – choć nie wiadomo na czym, na kim i dlaczego.  Nic więcej przez te miesiące nie wypłynie z twoich ust, ani z serca. Raz powiesz, że mnie kochasz. Te słowa mają mi wystarczyć. Nie wystarczają. Bo te dziesięć lat nauczyło mnie widzieć.

Dzień po dniu, dorastałam to tego, by zrozumieć, że:

– sama miłość nie wystarczy

Kiedy nic nie stoi za tym słowem, nawet ono przestaje brzmieć, jak prawdziwe. Trzeba tylko czasu.

Zastanawiam się dzisiaj, dlaczego, gdy jesteśmy młodzi z taką łatwością przychodzi nam kochać. Jak wiele jesteśmy gotowi nie wiedzieć, odkładać na potem. Jak bardzo my, kobiety kochamy mydlić sobie oczy. Dopiero teraz widzę, że to nie ty się nagle zmieniłeś. Że zawsze w naszym domu było źle.

I że zmieniło się tylko jedno, ja już nie chciałam żyć źle. Dorosłam do tego, by nie nieść na plecach odpowiedzialności za twoje wybory.

– nie można pozwolić się krzywdzić,

nawet w imię miłości i nawet, gdy ta krzywda ukrywa się za maską.

– ty i tak nie zauważysz, jak płakałam w poduszkę,

a gdy ci o tym opowiem – nie przeprosisz mnie,  nie przytulisz, nie zmienisz niczego, bo nic nie czujesz. Choć nie umiesz tego przyznać chyba przed samym sobą. Terapeuci mówią, że nie powinno się mówić „zawsze” i „nigdy”. Ale kiedy przez dziesięć lat prosisz o coś i to się nie zdarza, nie sposób zapomnieć tych słów.

– nie chcę już kolejnych słów, które nic nie znaczą,

którymi rozpaczliwie się karmiłam. Które zaplatałam w zgrabne usprawiedliwienia.

Na końcu każdej obietnicy od zawsze czeka na mnie tylko rozczarowanie i kolejna obietnica. Każdy ma swoją granicę. Ja doszłam do swojej.

– nie chciałam mieć dzieci,

tylko rodzinę. Na pewno nie mam rodziny, od początku jesteśmy rodziną rozbitą, niekompletną. Jedyną pewną funkcją, jaką umiem w niej odnaleźć jest bycie matką. Byłam nią na długo przed tym, jak urodziły się dzieci. Wiem, że sama zbyt chętnie ją przyjęłam. Zupełnie jak nagrodę.

Wiesz, naprawdę tak bardzo chciałam stworzyć ci dom. I wiem, że to był mój błąd. Jednak mam do ciebie żal, że przez te wszystkie lata ani razu nie powiedziałeś, że nie tego chcesz w życiu.

Dziś czuje się jakbyś mnie oszukał. Choć przybierasz miejsce ofiary w naszym małżeńskim sądzie, choć mówisz o naszym życiu, jak o wielkim poświęceniu z twojej strony – ja czuję inaczej. Nie chcę byś znów wpędzał mnie w poczucie winy. Dziś myślę, że nie masz prawa, że przecież ja budowałam tyle lat swoje życie na iluzji, którą pod wpływem chwili stworzyłeś.

– nie da się budować na nowo, kiedy stoisz na olbrzymiej ruinie

Najpierw musi wjechać ciężki sprzęt, usunąć wszystko, co zrzucaliśmy tu oboje przez te wszystkie lata. I wiem, że nie wjedzie, przecież nie chcesz wziąć do ręki nawet łopaty.

Potem trzeba zaplanować, co zbudujemy. Ja nie chcę odbudowywać tego samego domu, który stał tu kiedyś. Tego, który runął. I musisz o tym wiedzieć.

Zanim przyszliśmy na tę kanapę, przez cztery miesiące topiłeś mnie w swojej złości. I wiesz co, dopiero wtedy zaczęłam myśleć o tobie źle. Dopiero wtedy, a nie przez te dziesięć lat, kiedy kazałeś mi prosić o uwagę, o sprzątniecie kubka czy o seks. Wtedy tak mocno wierzyłam, że sama udźwignę cały świat. I że tak bardzo mnie potrzebujesz.

Dobrze jest czuć się potrzebnym.

Ale nawet człowiek, którego godność czołga się po podłodze, mówi kiedyś dość. Zazwyczaj dzieje się to dopiero wtedy, gdy sam potrzebuje dłoni, która go uniesie. A kiedy leży tak zbyt długo i nic się nie dzieje, rozumie, że może na tej podłodze umrzeć albo po prostu wstać o własnych siłach.

I wiesz, czego się wtedy uczy? Że kiedy znowu upadnie, musi wstać od razu sam, bo nie ma na kogo czekać. I tego, żeby nie zbliżać do tych, którzy chcą go przewrócić. Po prostu.

Nie wiem, czy jutro usiądę na beżowej kanapie. Nie chcę już tam chodzić. A może po prostu nie chcę już tam chodzić z Tobą?

Przez te kilka miesięcy ani razu nie powiedziałeś, że mnie kochasz. Jakby na złość tkwiłeś w naszym starym życiu, na przekór, żebym znów musiała na coś czekać.

Nigdy nie chciałam cię takiego widzieć, jak wtedy, gdy powiedziałam: odchodzę. Pamiętam, że miałeś na sobie koszulę w kratkę, tę którą dałam ci na święta – granatowo-czerowną. Szlag trafił wielką miłość, przywiązanie i wszystkie bajki o miłości. Nie prosiłeś, nie przepraszałeś, nie chciałeś. Tylko nienawidziłeś, każdy mięsień twojej twarzy wypełniony był nienawiścią i żądzą zemsty. Mówisz mi, że to nieprawda – a potem dodajesz, że miałeś do tego prawo, że każdy by miał. Jezu, ile ja bym dała, żeby nie widzieć wtedy twojej twarzy, pustej, wyrachowanej.

Powiedziałeś rzeczy, których się nie zapomina – na żadnej terapii. Nie ma na świecie tylu kwiatów. I naprawdę nie wiem, czy są ludzie, którzy nawet ciężką pracą, potrafią od nich uwolnić głowę.

Nie umiem jeszcze odchodzić, chyba dopiero się tego uczę. Ale nauczyłam się pierwszego, najważniejszego – już nie oczekuję. Jutro nauczę się z tym żyć.

(Kiedyś) twoja M.


Zobacz także

Fot. iStock/sestovic

Wyznaj, jaki kolor lubisz, a powiem ci, jaki jesteś. Psychologia barw potrafi zaskakiwać

Screen z YouTube

Twoje „normalne” dla nich jest magiczne – zobaczcie ten wzruszający film pokazujący „zwykły” dzień widziany oczami matki i dziecka

Fot. iStock

10 sprawdzonych miejsc w Warszawie, czyli gdzie naprawdę warto zjeść!