Czy naprawdę 500 plus zachęca nas do rodzenia dzieci, czy jednak pieniądze to nie wszystko?

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
5 stycznia 2017
Fot. iStock / domin_domin
Fot. iStock / domin_domin
 

„Wolałabym zamiast 500 plus mieć zapewniony prawnie powrót do pracy, kiedy urodzę dziecko” mówi znajoma, gdy po raz kolejny toczy się dyskusja na temat polityki, która w ostatnim czasie weszła pod nasze strzechy i szczerze mówiąc nie pamiętam spotkania ze znajomymi, kiedy o polityce byśmy nie rozmawiali. Kiedyś? W ogóle nie było o tym mowy.

Często słychać: „Taka jesteś mądra, a 500 plus dostajesz?”, zwłaszcza gdy ścierają się dwa zupełnie odmiennie poglądy polityczne. W tym roku państwo wyda na politykę prorodzinną 51,5 miliarda złotych. Na tę kwotę składa się nie tylko 500 plus, ale też zasiłki i ulgi podatkowe.

Czy pieniądze to wystarczająca motywacja by chętniej rodzić dzieci? By dzietność naszego kraju wzrosła?

Według danych GUS w tym roku urodziło się 191 tysięcy dzieci, w 2015 roku 181 tysięcy. Zwiększenia liczby narodzin trudno tu wiązać z wprowadzeniem 500 plus, ponieważ ci, którzy decydowaliby się na dziecko ze względu na to świadczenie rodzicami raczej zostaną w tym roku. Zwolennicy polityki prorodzinnej prowadzonej przez obecny rząd z optymizmem patrzą w przyszłość wierząc, że w nowym roku narodzin będzie znacznie więcej.

Co z opiniami tych naprawdę zainteresowanych?

Ania, lat 32: „Mam jedno dziecko, nie zamierzam rodzić drugiego ze względu na 500 plus. Mamy kredyt, pracę, jakoś się układa, a narodziny dziecka mogą wszystko zmienić, bo nie wiem, czy po macierzyńskim będę miała gdzie wrócić do pracy. Koleżanki obok wracają na zdegradowane stanowiska, albo dostają na dzień dobry wypowiedzenie, bo pracodawca otwarcie mówi, że nie może sobie pozwolić na L4 pracownika, a wiadomo małe dzieci chorują…”.

Karolina, 29 lat: „Usłyszałam, że przez rok mojego macierzyńskiego w firmie zdążą kogoś przeszkolić na moje miejsce, a wiadomo, że nie ma ludzi niezastąpionych. Odechciało mi się drugiego dziecka, choć wypłakałam chyba morze łez, że to niesprawiedliwe. Że niech sobie w tyłek włożą te wszystkie zasiłki, świadczenia. Za nie nie utrzymam dziecka, rodziny. Chcę mieć dzieci, ale chcę pracować. W tym chorym kraju mam wrażenie, że rząd interesują tylko statystyki. My ci damy, tylko urodź, a później radź sobie sama. Jeszcze usłyszę: „chciałaś mieć dzieci, to masz”. Nie ma co, świetna perspektywa”.

Monika, mama bliźniaków: „Krew mnie zalewa, jak słyszę komentarz: „a się na 500 plus skusiliście”. Rzygam już tym, bo planowaliśmy dziecko od dwóch lat, wydaliśmy masę kasy na badania, na leki… Bliźniaki to dar okupiony naprawdę wielkim wysiłkiem – też finansowym. Co mi po 500 plus na jedno dziecko? Wolałabym, żeby państwo wspierało tych, którzy dzieci chcą mieć, a nie mogą…”.

Ania, lat 36: „Naszą rodzinę mierzy się ostatnio miarą tego, ile dostajemy kasę. Mamy czwórkę dzieci… Nie rodziłam ich z myślą o kasie od państwa. A tymczasem chwilami czuję się winna, gdy słyszę: „no teraz wam się polepszyło”. Wolałabym, żeby polepszyło się tym, którzy tych pieniędzy naprawdę potrzebują… Naprawdę. My jesteśmy zdrowi, zdecydowaliśmy się na dzieci z pełną świadomością tego, co musimy unieść, a co z samotnymi matkami, co z matkami dzieci niepełnosprawnych?”.

Opinie są podzielone, bo przeciwników pomysłu nie brakuje, a zwolennicy do znudzenia powtarzają znane: „ale kasę bierzesz”. Biorę, bo dostaję, to czemu mam nie brać, ale nie jest to argument by mieć więcej dzieci.

Mówi się o miejscach w żłobkach, przedszkolach o poprawę sytuacji w szkołach, ich wyposażenia, o bezpłatnych zajęciach dla dzieci, nauce języka dodatkowego w szkole – na to dzisiaj pieniędzy nie ma. Tak jak nie ma woli o zadbanie o bezpieczeństwo kobiet pracujących, zabezpieczenia opieki nad dzieckiem, kiedy matki chcą wrócić do pracy – to jest droga do zwiększenia dzietności, do tego, by kobiety miały komfort podjęcia decyzji o posiadaniu dziecka, a nie drżały z niepokoju, czy przyznać się szefowi, że jest w ciąży, czy jeszcze nie.

Inna sprawa, że 500 plus daje zastrzyk finansowym rodzinom, które te pieniądze otrzymują, ale są takie, które tych pieniędzy nie dostają. „Moje jedno dziecko skończyło 18 lat, drugie ma 11 i 500 plus mnie nie obejmuje, choć starsze się uczy, chce iść na studia, koszty dla nas wzrastają. A 11-latek jest dla państwa pierwszym dzieckiem, więc pieniędzy nie dostajemy”.

Co z samotnymi matkami, które wychowują jedno dziecko? „Mieszkając we Wrocławiu musiałabym zarabiać niewiele więcej niż 1500 złotych, by otrzymać świadczenie rodzinne. Jak miałabym się utrzymać za tę kwotę? Mam to szczęście, że pracuję, zarabiam dobrze, były mąż płaci alimenty i pomaga w opiece nad dzieckiem. Ale znam wiele kobiet w o wiele trudniejszej sytuacji. Na rodzinny się nie łapią, alimentów nie dostają, nawet z Funduszu, bo pracują, zarabiają, a 500 plus też im nie przysługuje. Jakie to jest dbanie o rodzinę. No tak, zapominam, że rodzina dla rządu to ona plus on i dziecko. Samotne matki nie są już rodziną.”.

Stabilność zarobków, umożliwienie kobietom powrotu do pracy – to najczęstsze głosy, które rozbrzmiewają przy okazji dyskusji o tym, co byłoby prawdziwym argumentem zachęcającym kobiety do rodzenia dzieci.

„Robią z nas inkubatory, nie myślą o przyszłości naszych dzieci. Jak ja mam rodzić, przecież nikt mi nie da gwarancji, że wrócę do pracy, że moje dziecko trafi do fajnego żłobka państwowego, a później dostanie się do przedszkola. Mieszkam w Warszawie, żeby pracować muszę płacić 800 złotych za prywatne przedszkole mojego dziecka. 500 plus nie dostaję… i ta kwota na pewno w perspektywie tego, co się dzieje, nie zachęci mnie urodzenia kolejnego”.

Ola, lat 36: „Czy nikt nie widzi, że czasy się zmieniły? Dla mnie to jakaś paranoja. Czy naprawdę tak trudno dostrzec, że my kobiety oprócz bycia matkami chcemy pracować rozwijać się zawodowo, że mamy dostęp do środków antykoncepcyjnych, możemy (przynajmniej na razie) regulować swoją płodność, że mamy do tego prawo, mamy prawo decydować o własnym ciele? Mam jedno dziecko, 500 plus nie dostaję, cieszę się, że mam córkę, bo gdyby ten rząd był kilka lat temu u władzy, to nawet jej bym nie miała, bo jest dzieckiem z in vitro”.

 


Może są takie miłości, których nikt ci nie zastąpi? Kiedy kończy się żałoba po tych, których kochaliśmy nad życie

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 stycznia 2017
Może są takie miłości, których nikt ci nie zastąpi? Kiedy kończy się żałoba po tych, których kochaliśmy nad życie
Fot.iStock/KristinaJovanovic
 

Odeszła zbyt szybko, zbyt nagle, nie zdążyli ze sobą przeżyć życia, jak inne pary. Nie zdążyli razem wychować córki, ani dowiedzieć się o sobie wszystkiego. Nie zdążyli się zestarzeć, ani obejrzeć razem wszystkich starych filmów, o których ciągle rozmawiali.

Śmierć przybiegła po nią i za chwilę już jej nie było. Trzy miesiące po porodzie, pękł tętniak, o którym nie wiedziała. To stało się w jednej chwili, nie zdążył nawet dojechać do szpitala z pracy. Nie zdążył się pożegnać, powiedzieć jak ją kocha. Nie zdążył zapytać, co on właściwie ma teraz robić, jak ma być bez niej. I co powiedzieć dziecku?

Posprzeczali się rano. Ot, zwykła, małżeńska sprzeczka – o jakąś koszulę, o to, że on wróci trochę później, a ona chciałaby wreszcie wyjść z domu, na godzinkę, bez niemowlęcego nosidełka. On tę sprzeczkę przywołuje w pamięci za każdym razem, gdy o niej myśli. Mógł przecież wtedy odpuścić, przytulić ją, uspokoić. Mógł. Może to być coś zmieniło?

Albo mógł być bardziej uważny. Bolała ją głowa, zbagatelizował – pewnie jest bardzo zmęczona, wiadomo, opieka nad maleńkim dzieckiem jest męcząca. Mógł dawać z siebie więcej wieczorami, w weekendy, może zaproponować kogoś jeszcze do pomocy? Mógł wstawać częściej w nocy do dziecka, zamiast zakrywać kołdrą głowę.

Urwało się, skończyło, jakby ktoś zawiesił głos w połowie zdania. Gdzie tam w połowie, na samym początku właściwie. Tyle było przed nimi. Plany, marzenia, ten dom zaczęty, ten wyjazd na kilka lat, kiedy on dostanie projekt. Tyle było przed nią. Egzamin z angielskiego, awans w pracy, książka, którą miała napisać, kiedyś, kiedy już będzie miała swój kąt do pracy w tym nowym domu…

I nagle cisza. Pustka. Tylko wielkie, niebieskie oczy ich córki, dokładnie takie same jak jej. Pogrzeb, zupełnie nierealny, dziwny. Powrót do domu, w którym nie brzmiał już jej głos. Został tylko zapach perfum na ubraniach, których nie potrafił spakować w kartonowe pudła, bo to by znaczyło zamknąć ten rozdział na zawsze. A on przecież ciągle jeszcze tam jest, na tej ostatniej stronie.

Przeorganizował sobie życie, dostosował pracę tak, żeby być jak najwięcej z dzieckiem. Mama, teściowa, znajomi – wszyscy pomagali. Trzy trudne, samotne lata minęły, rozpędzając się powoli, przeplatając jego tęsknotę za NIĄ, z radością, którą dawała mu córka.

Tuż po 30-tych urodzinach, zaczęło się. – „Mała musi mieć kogoś, kto zastąpi jej matkę – powiedziała teściowa. – My jej nie wystarczymy. Przeżyłeś żałobę, nacierpiałeś się, starczy. Pomyśl o sobie, o dziecku.”

Szok. Jak teraz nagle, do tego domu pełnego ich wspólnych zdjęć wprowadzić inną kobietę? Jak oddać jej prawo do kochania ich córki, do bycia z nią, kiedy rośnie, zmienia się, idzie do szkoły, poznaje nowych przyjaciół? Jak wpuścić do swojego serca kogoś nowego, kiedy ono ciągle jeszcze jest zajęte?

Odmówił, uciął tę rozmowę, kategorycznie, ostro. Dlaczego ktoś nagle decyduje, kiedy kończy się jego żałoba? Ale rodzice i teściowie nie dawali za wygraną.

Któregoś dnia wrócił do domu i nie zastał jej sukienek w szafie. Mama wywiozła je na strych do domu teściów. Wściekł się, krzyczał przez telefon. Nie był gotowy. Nie wolno jej tego było zrobić, bez pytania. Zabrała mu coś, co było mu takie bliskie – jej zapach.

– „Masz trzydzieści lat, jesteś młody, potrzebujesz być z kobietą. Pomyśl o córce, pomyśl, że życie ci ucieka” – powtarzała jego matka. Odsunął się, wyjechał na tydzień z dzieckiem, starał się o tym nie myśleć. Kiedy wrócił, poprosił by dali mu czas. – „Ile czasu jeszcze potrzebujesz? Dziewczynka potrzebuje matki” – mówili. Nie potrafił tego znieść, nie mógł zrozumieć, że już o niej zapomnieli. On nie zapomni.

Przyjaciele zaprosili go na spotkanie, przyprowadzili znajomą. Ładna dziewczyna, mądra, miła. Starał się jak mógł nie porównywać jej do żony. – „ I co? – pytali, wysyłali SMSy, dzwonili, czy może woli blondynki, bo w pracy pojawiła się nowa koleżanka, wydaje się bardzo w porządku, lubi dzieci. A on nie czuł nic, prócz chęci ucieczki, przerwania tych rozmów, pytań. Chciał tylko świętego spokoju. Postawił warunek – żadnej presji, żadnego swatania. Jeśli kogoś pozna, sam zdecyduje, czy wprowadzić tę znajomość do ich życia – swojego i córki. A teraz niech jeszcze zostanie tak, jak jest.Bo nie jest gotowy na nową miłość. I nie wie kiedy będzie – za rok, dwa, dziesięć. Może nigdy? Może są takie miłości, których się nie da zastąpić?


Manipulator, czy kochający partner? Z którym masz do czynienia?

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
5 stycznia 2017
Fot. iStock/yuryRumovsky
Fot. iStock/yuryRumovsky
 

Kiedy kochamy, szczerze, z głębi serca, czasem nie potrafimy racjonalnie ocenić zachowania naszego partnera. Ważne sygnały, które dostrzegają bez trudu nasi znajomi i członkowie rodziny, umykają nam niepostrzeżenie. Jesteśmy w związku z ukochaną osobą, powinniśmy być szczęśliwi, spełnieni, a jednak czujemy się coraz bardziej „zdołowani”. Warto wtedy spróbować stanąć trochę z boku i z dystansem spojrzeć na swoją relację.

Manipulator, czy kochający partner – podstawowe różnice

1. Kochający partner dostrzega i docenia wszystkie ważne rzeczy, które robisz. Manipulator dostrzeże w nich… głównie błędy i to, co trzeba poprawić.

via GIPHY

2. Kochający partner sprawia, że doceniasz swoją wartość. Manipulator działa w taki sposób, że ciągle czujesz sie winny.

via GIPHY

3. Kochający partner dostrzega twoje potrzeby i dba o równowagę w związku. Manipulator oczekuje, że się do niego dostosujesz.

via GIPHY

4. Kochający partner motywuje cię do osiągania twoich celów. Manipulator odciąga cię od tego, co dla ciebie dobre, jeżeli nie przynosi mu to korzyści.

via GIPHY

5. Kochający partner wie, że „czas tylko dla siebie” potrzebny jest wam obojgu. Manipulator wymaga, żebyś stale skupiał na nim swoją uwagę.

via GIPHY

6. Kochający partner dba o twoje uczucia. Manipulator lekceważy je i dba jedynie o siebie.

via GIPHY

7. Kochający partner pracuje razem z tobą nad problemami w waszym związku. Manipulator obwinia cię za swoje problemy, samopoczucie, niekontrolowane reakcje.

.

via GIPHY

8. Kochający partner jest z tobą szczery. Manipulator ukrywa swoje prawdziwe uczucia i myśli.

via GIPHY


Źródło: lifehack.org


Zobacz także

Fot. iStock /  Redrockschool

„Dzięki tobie umiem kochać i jestem silna”. A ty co zawdzięczasz swojej babci?

Fot. iStock / oprac. ohme.pl

15 motywujących myśli od 15 wspaniałych kobiet. Kiedy następnym razem, życie kopnie cię w kostkę, przeczytaj 💗

Fot. iStock/inhauscreative

Nastrój się filmowo na Boże Narodzenie! 12 świątecznych hitów