Czy jesteś pewna, że nie gubisz swoich wartości w pośpiechu? Znajdź i nazwij, to co jest dla ciebie ważne w życiu

Ewa Raczyńska
Ewa Raczyńska
12 stycznia 2016
Fot. Unsplash / CC0 Public Domain
Fot. Unsplash / Greg Rakozy / CC0 Public Domain
 

Przyjaciółka wróciła z warsztatów. W mieszkaniu bałagan, pranie na kanapie, mąż odkurza. Ona siada i mówi: „Nie będę sprzątać, porządek nie jest moją najważniejszą wartością”. Mąż spojrzał na nią zaskoczony, westchnął: „No i zginiemy teraz w syfie”.

Uśmiałam się z tej historii. Ale sprowokowała ona rozmowę o tym, co faktycznie jest dla nas w życiu ważne. – Bo zobacz – mówi przyjaciółka: – Jeśli weźmiesz kartkę i wypiszesz ważne dla ciebie w życiu rzeczy, to luz. Nie stanowi to żadnego problemu. Ktoś napisze: rodzina, dzieci, szczęście, bezpieczeństwo finansowe, małżeństwo. Ktoś inny wymieni: wolność, pasja, niezależność, rodzina, zdrowie – psychiczne i fizyczne. Ktoś jeszcze: miłość, podróże, poznawanie nowego, ryzyko.

Nie ma wspólnego zbioru wartości…

Każdego z nas kształtują inne doświadczenia, wychowanie, wzorce wyniesione z domu, a nawet temperament.

– I ja tak zrobiłam, dumna pisałam, co dla mnie w życiu jest najważniejsze. Co stanowi największą wartość, jest dla mnie największym skarbem. Patrzyłam na tę kartkę i myślałam: „O rety, ty to jesteś jednak mądra i dobra” – kontynuuje przyjaciółka. – Tylko później przyszło kolejne zadanie. Na drugiej kartce mieliśmy napisać, na co poświęcamy najwięcej czasu. Co robimy przez większość dnia, co nas zajmuje, absorbuje. I tu już nie było tak miło.

Na tych warsztatach na koniec uczestnicy zestawiali dwie kartki – tę „co ważne” i tę, gdzie spisali, czemu się poświęcają każdego dnia. Niby oczywiste, niby nic trudnego, wszystko wiemy, rozumiemy, ale jak ktoś nam czarno na białym poda, ba – jak my sami rozliczymy się ze sobą, to wynik może zaskoczyć każdego.

– Nagle zobaczyłam, że podaję za wartość czas spędzany z rodziną, dziećmi, a tymczasem wracam z pracy do domu (często później niż planowałam) i wpadam w szał sprzątania. Pranie, naczynia, podłoga. Robię awanturę, że bliźniaki nie pościeliły swoich łóżek, a córka nie opróżniła zmywarki. Otworzyły mi się oczy. Wróciłam z warsztatów, wyciągnęłam planszówkę i w końcu przestałam nerwowo sprzątać wiedząc, że ty do mnie wpadniesz na kawę. W końcu pranie mogę składać rozmawiając z tobą.

Wróciłyśmy do różnych wspomnień. Przypomniałam sobie, jak mówiłam do mojego wtedy jeszcze małego syna: „Kochanie, poczekaj, tylko pomyję naczynia”. „Za chwilę, tylko pościeram kurze”. Pewnego dnia trzasnęłam tymi kubkami w zlewie, ubrałam się i wyszłam z nim na spacer. Jego mina – bezcenna. I nie, nie chodziło o to, że też mogliśmy od teraz zginąć w syfie. Jak wróciliśmy po godzinie wspólnej zabawy myłam te naczynia bez poczucia winy, bez pośpiechu, bez spoglądania na syna, czy nie jest mu przypadkiem smutno. A on nie zaczepiał, miał w sobie spokój ze spędzonego wspólnie czasu.

Tyle się mówi o samoświadomości, samorozwoju…

„Kluczem do sukcesu jest poznanie siebie, nazwanie swych potrzeb” – usłyszałam wczoraj po raz kolejny podczas wywiadu. Za każdym razem wiem, że to prawdziwe, że to słuszny kierunek, że to co daje nam siłę i zrozumienie tego, co nas spotyka, to uważność na samych siebie. A tymczasem nie potrafimy powiedzieć na czym naprawdę nam zależy, co jest istotne dla nas samych. Zasłaniamy się obawą przed zbytnim egoizmem, potrzebami innych, zamknięciem się na zmiany, by nie krzywdzić najbliższych. A przecież nie chodzi o to, że teraz nagle mamy swój świat przewracać do góry nogami. Stwierdzić: „chcę podróżować” i rzucić wszystko, co dotychczas.

Znajomość swoich potrzeb, pozwala nam żyć szczęśliwiej i radośniej. Kiedy wiemy, co czyni nas szczęśliwymi, kiedy słuchamy siebie i dajemy sobie prawo do realizowania tego, co dla nas ważne, to zaczynamy uśmiechać się do siebie, do swojego życia. Zauważmy, że coraz mniej w nim frustracji i stresu, zniecierpliwienia. Odkrywasz, że to co daje ci radość to podróże? Zaplanuj taką, jedną w roku. Poszukaj miejsca, które chciałabyś odwiedzić, z partnerem, sama, z dziećmi? Powiedz najbliższym, że potrzebujesz takiej przygody. Bo ona sprawi, że będziesz szczęśliwsza. Bo to spełnianie marzeń, A przecież marzenia po to właśnie są – by je spełniać.

A może najwyższą wartość dla ciebie stanowi czas spędzany z dziećmi? Masz go ciągle za mało, bo praca (sic!), bo dom, bo pranie, sprzątanie, bo jeszcze chcesz wyjść na jakąś zumbę? To może znajdź zajęcia, gdzie możesz zabrać dzieci. Myślisz, że nudziłyby się na zumbie? A może wystarczy podzielić obowiązki. Dzieciom rozpisać, co mogłyby zrobić w domu, gdy ciebie nie ma w ten sposób tobie pomagając. Nagrodą będzie wspólne pogranie w kości, obejrzenie razem filmu. Uwierz, dla takiej nagrody są w stanie dużo zrobić. Naprawdę.

Nie trzeba od razy rezygnować z pracy, czy doprowadzać mieszkanie do ruiny. Nie trzeba też rezygnować z jednych przyjemności kosztem innych. Ale by znaleźć swoją drogą do szczęścia, trzeba spokojnie usiąść i pomyśleć o sobie. Czujesz w sercu niepokój? Czujesz, że coś ucieka ci przez palce? Nazwij to. Wyłącz wieczorem telewizor, odłóż książkę i spędź czas sama ze sobą.

A może skorzystasz z prostego ćwiczenia, które znalazłam w ostatnim numerze Charakterów*. To sposób na stworzenie mapy swoich wartości. Nazwij je, znajdź.

Wartości jest 60. Wykreśl najpierw 40 najmniej dla ciebie ważnych. Następnie kolejne 10. Te, które zostaną, spisz sobie na kartce. Pomyśl, czy to co robisz w swoim życiu jest z nimi tożsame? Powieś je na lodówce i pamiętaj o nich. Zawsze. Spróbujesz?

*Aktywność *autentyczność *autonomia *bezpieczeństwo *biegłość *bliskość *ciepło *ciekawość *cierpliwość *czułość *czystość *delikatność *dobre relacje z ludźmi *dobrobyt (dostatnie życie) *doskonałość *duma *dyskrecja *efektywność *ekspresja (twórcze wyrażanie siebie) *elastyczność *empatia *entuzjazm *estetyka *godność *harmonia *honor *konsekwencja *kompetencja *kreatywność *lojalność *ład *mądrość *miłość *nadzieja *natura (środowisko naturalne) *niespieszność *niezależność *odpowiedzialność *odwaga *otwartość *pasja *perfekcja *piękno *pobożność *poczucie humoru *poczucie przynależności *pogoda ducha *pokora *pokój na świecie *pomaganie ludziom *poznawanie nowego *prawda *prawość *prestiż *prostota *przyjaźń *przyjemność *radość *relacje intymne *rodzina *rozum *racjonalność *rozwój *równość *ryzyko *rzetelność *skromność *sława *splendor (atrakcyjne życie, światowość) *spokój wewnętrzny *spontaniczność *sprawiedliwość *sprawność *stanowczość *szacunek *szczerość *szczęście *szczodrość *szlachetność *tolerancja *tradycja *troskliwość *twórczość *uczciwość *umiarkowanie *wiarygodność *wierność *władza *wolność *wolny czas *wrażliwość *wspólnota *współczucie *wygoda *wyjątkowość (bycie kimś wyjątkowym) *wyrozumiałość *zaangażowanie *zaradność *zaufanie *zdrowie

Udało się? A teraz pomyśl, czy żyjesz w zgodzie ze swoimi wartościami? One są dla ciebie ważne, ale czy ty masz czas o ich ważności pamiętać?


*Charaktery, NR 1 (228), styczeń 2016


Matki, które nie potrafią kochać swojego dziecka. Czy jesteś w stanie zrozumieć?

Małgorzata Ohme
Małgorzata Ohme
13 stycznia 2016
Fot. iStock / SolStock
Fot. iStock / SolStock
 

Miała wtedy tylko oczy. Pamiętam je, wielkie ciemne przestraszone oczy. – Dlaczego nie umiem jej kochać? – pytała, a ja szukałam powodu w jej przeszłości, relacji z matką, mężczyznach, traumach. Z jej życia można było utkać dowolną historię. Zranionego dziecka alkoholika, osoby z pogranicza (borderline), kobiety na dwóch biegunach (maniakalno-depresyjnych), odrzuconą córkę psychopatycznego ojca, toksyczną partnerkę, niedojrzałą emocjonalnie małą dziewczynkę. I tak dalej i tak dalej. Ale przecież wielu z nas miało podobne doświadczenia, a kochać potrafi. Zwłaszcza, że dzieci kocha się tak łatwo (przynajmniej tak nam się wmawia).

I co? I ona nie umie. Choć inni mówią jej, że nie chce, nie stara się. A ja jestem świadkiem jej starania. Bardzo chce, ale nie czuje nic. Depresja poporodowa – diagnoza pada szybko. Oczywista przecież. Jak matka nie kocha dziecka, to ma depresję. Nie jestem pewna, ale cieszę się, że zacznie brać leki, lęk się zmniejszy, może pojawi się miłość. I co? I nic. Jest spokojna, mniej płacze, obojętnieje na to, co mówią inni, ale nadal nie czuje nic do swojej malutkiej córki. Proszę, aby przyniosła zdjęcie, widzę śliczne niemowlę o wielkich oczach jak ona i robi mi się smutno. Wybryk natury? Wada genetyczna? Jak można jej nie kochać?

Jej mama wyjeżdża, zostaje sama (ojciec dziecka bez kontaktu). Na forum ktoś pisze „Gdy zostałam z nią sama i pierwszy raz musiałam ją wykąpać, coś drgnęło”. A więc i u niej prawdopodobnie drgnie. I co?

I nic.

Jak robot wykonuje czynności, aż do chwili gdy wychodzi z domu i zostawia ją samą. Zła matka. Potwór. Psychopatka. Tak mówi o sobie i płacze. Idzie na długi spacer z papierosem i marzy, aby nie wrócić. Czyta, że musi ją dotykać, masować, być blisko fizycznie. To jest najgorsze, mówi mi, sztywnieje mi ciało, gdy się do niej zbliżam.

Przypomniałam sobie o niej, czytając o mamie, która oddała 1,5 roczną córką do okna życia. Odważna? Mądra? Bezradna? Egoistyczna? Rozmawiałyśmy o tym wtedy. Byłam bardzo młoda, dopiero co skończyłam studia i robiłam staż kliniczny. Bałam się jej tak samo jak ona mnie. Była mamą niemowlęcia, którego nie umiała kochać, a ja mamą rocznego malucha. Trudne. Zrozumieć brak miłości, która w tym danym momencie przepełniała mnie całą. Myślała o tym, aby ją oddać, ale bała się innych. Słusznie. Musiałaby chyba zmienić tożsamość, aby dali jej spokój.

Dziś piszą o tamtej, że „powinna być wyposażona w pompę, a nie macicę, hydrauliczną pompę do wszelakich gwintów”, „zwyrodniała”, „sterylizować takie”, o tej matce, która nie dała rady. Dlaczego? Nie wiemy. Czy była chora? Nie wiemy. Czy dostała wystarczające wsparcie? Nie wiemy. Czy wykorzystała wszystkie inne wyjścia? Nie wiemy. Nic nie wiemy. Tylko to, że podjęła taką decyzję. A sędziów co nie miara. Tych nie przebierających w słowa.

Ona też. Uciekła w końcu, zostawiając córkę u dziadków. Wyjechała i już więcej nic nie wiem. To było 12 lat temu i wtedy w Polsce panowało absolutne milczenie na temat braku instynktu macierzyńskiego. A przecież to się dzieje. Są kobiety wśród nas, które nie kochają swoich dzieci. To podziemie. Czarne brudne piwnice kobiecych dramatów.

Czy mężczyznę ktoś o to pyta? Raczej nie. Dajemy im czas, bo miłość do dziecka to przecież proces. Dlaczego nie dajemy go kobietom? U niektórych z nich podobnie, miłość musi pokonać wiele barier. Przede wszystkich strachu. Nie mamy pojęcia, jak to jest bać się miłości mimo pragnienia. Tak czują te, których miłość w życiu bardzo bolała. Dziecko jest niewinne, jak porównywać ją do relacji z dorosłym? Niestety to znacznie trudniejsze niż nam się wydaje. Miłość to matryca. Podświadomość. Kolekcja wczesnych doświadczeń. Umiejętność kochania lub jego brak – to ta sama kompetencja. Pojawia się w twoim życiu ktoś na zawsze, a ty masz kochać na zawołanie. Szczęśliwe my, na które spłynęło to wraz z pierwszym usłyszanym uderzeniem serca, kopnięciem małej nóżki, czy obrazem USG albo też tą chwilą niezapomnianą, gdy ktoś położył ci je na piersi po raz pierwszy. Szczęśliwe my.

Są jednak kobiety, które tego nie doświadczają. Czekają, czekają i nic. One bardzo potrzebują naszego wsparcia. Zrozumienia. Tylko wtedy spróbują zrobić wszystkiego, aby nie korzystać z okna życia. Czytam fora tych, które nie kochają. Piszą ukradkiem zamknięte w toalecie, z której muszą wyjść z uśmiechem na ustach. Rozczarowujące innych, ale przede wszystkich rozczarowujące siebie. Przerażone. Strach największy. Obcość, która wkrada się między tym, co wiedzą o sobie, a tym, co się dzieje. Jak można nie kochać swojego dziecka?

Psychologowie mówią, że musi zaistnieć kilka warunków, by pojawiła się miłość macierzyńska: kobieta musi dziecko akceptować, dostrzegać sens istnienia w jego życiu, mieć wsparcie. Co jeśli tego brak? Gdy nie ma podstawowych warunków fizycznych, a tym bardziej emocjonalnych? Gdy budzi się ona w szpitalu w nowej rzeczywistości, do której nie została w żaden sposób przygotowana. Wtedy zaczyna się problem. Na drodze do miłości jest wiele do pokonania. Niektórym się nie udaje. Po prostu.

Znam matki, które odeszły od swoich dzieci na parę lat. Oddały ojcu, swojej mamie – pojawiały się tylko w listach albo „w paczce z Ameryki”. Uznały, że tak będzie lepiej. Czy zrobiły wszystko? Nie wiem. Ale dzieci mimo braku miały zaspokojone potrzeby, miały kogoś do kochania i miały warunki do rozwoju. Fakt, nie było tam matki. Czy gdyby została, odrzucająca, obojętna, zimna, załamana – byłoby to lepsze dla dziecka? Nie pokusiłabym się dać temu odpowiedź. Ale samo „nie wiem” jest wystarczającą odpowiedzią, by nie oceniać. Nie karać i nie osądzać. One i tak żyją z ogromnym poczuciem winy do końca życia.

Ktoś napisał mądry komentarz pod informacją o matce, która oddała 1,5 roczną dziewczynkę: „ stały się dwie rzeczy, jedna zła, druga dobra”. Zła, że dziecko straciło biologiczną rodzinę, dobra, że ma jeszcze szansę trafić do rodziny, gdzie czeka na niego miłość. Może paradoks polega na tym, że to nie egoizm, ale jego brak popchnęły ją do takiej decyzji?


Urodziłeś się w latach 80-tych? Sprawdź, czy pamiętasz coś z tych rzeczy!

Anna Frydrychewicz
Anna Frydrychewicz
12 stycznia 2016
Fot. iStock / Jason_V
Fot. iStock / Jason_V
 

Smak gumy balonowej Donald, a potem Turbo… Gra w gumę, sklep Baltona i pierwsze, przekomiczne z dzisiejszej perspektywy reklamy telewizyjne (STOP! Kup TOP!). Jeśli twoje dzieciństwo przypadło na lata 80-te i początek lat 90-tych, z pewnością to pamiętasz. Dziś przywołujemy z łezką wzruszenia kilka wspomnień z okresu, w którym mimo kryzysów wokół, wszystko wydawało się prostsze. Bo byliśmy dziećmi.

1. Kultowe komiksy

Fot. Screen z YouTube/margolcia90

Fot. Fot. Screen z YouTube / margolcia90

Dobre, nie tylko dlatego, że polskie :). A z moich ulubionych oczywiście „Tytus, Romek i A’Tomek” Papcia Chmiela. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, że autor „Tytusa” obchodził w zeszłym roku dziewięćdziesiąte drugie urodziny? A sam Tytus de Zoo liczy sobie już prawie sześćdziesiąt wiosen… Pamiętacie cudowne pojazdy (wannolot, prasolot) profesora T. Alenta? I charakterystyczny format książeczki, kupowanej w kioskach Ruchu?

No i jeszcze „Kajko i Kokosz”. Zabawne, pięknie narysowane przez Janusza Christę przygody dwojga wojów. Nasz słowiański „Asteriks”. Urocze, mądre opowieści o przyjaźni, uczciwości i … obyczajach z początków państwa polskiego:).

Ostatnio nad komiksem o Tytusie zastałam moją córkę. – Podobają ci się? – spytałam zdziwiona, że współczesne dzieci chcą po te książeczki sięgać. – To jest fantastyczne! – powiedziało moje dziecko. I poprosiło o jeszcze.

2. „Radio dzieciom”

Fot. Archiwum prywatne

Fot. Archiwum prywatne

O 19:30 siadałam przy radiu i przenosiłam się w magiczny świat audycji dla dzieci. Namiastkę tego świata mają dziś nasze dzieci słuchając audiobooków. Dlaczego namiastkę? Bo audiobooki są powszechnie dostępne. Włączasz kiedy masz ochotę. My na nasze audycje czekaliśmy niecierpliwie, zwłaszcza jeśli była to powieść w odcinkach, jak na przykład „Opowieści z Narnii” albo „Momo”. Perełki literatury dziecięcej czytane przez wybitnych aktorów. Całe pół godziny szczęścia.

3. „Dynastia”

Fot. Screen z YouTube/berniak79

Fot. Screen z YouTube / berniak79

Oglądana ukradkiem, przez uchylone do pokoju rodziców drzwi. Albo, jeśli uznana przez nich za „nieszkodliwą” dla dzieci, legalnie, wprost z ich wersalki. Serial z charakterystyczną czołówką. Przedziwna bajka dla dorosłych, saga rodziny Carringtonów. Opowieść, w której nic nie jest oczywiste, a każdy może okazać się czyjąś matką. Kicz, przepych i abstrakcyjne problemy w scenerii, która dla PRLowskiej i post PRLowskiej widowni była czystą egzotyką. Jak przygody kosmitów na Marsie. Porody, pobicia, porwania, strzelaniny, prywatne samoloty, pierwsze telefony bezprzewodowe, walka o jednego, bogatego, choć podstarzałego faceta. „Moda na sukces” to przy „Dynastii” pikuś.

4. Kultowe programy telewizyjne

https://youtu.be/aGoNG_QP0ng

Fot. Screen z YouTube / MaszynyPancerne

„Magda, pocałuj pana” – powtarzaliśmy za naszymi rodzicami chichocząc. Prowadzący teleturniej „Koło fortuny”, Wojciech Pijanowski magnetyzował głębokim głosem, a Polonez Caro kusił uczestników jako główna wygrana. Na bazie tego teleturnieju powstały nawet proste gry komputerowe!

Przypominacie sobie na pewno siostrę Irenkę, czyli Krzysztofa Maternę, z niesamowitym wdziękiem odgrywającego rolę lojalnej i niezbyt urodziwej pielęgniarki, dzielnie asystującej Doktorowi (Wojciech Mann). „Za chwilę dalszy ciąg programu” ze swoim abstrakcyjnym humorem bawi do łez również dziś.

No i jeszcze: „krajowa, czy zagraniczna?”! Czyli emocje związane z jedną kopertą… Jaką wycieczkę wylosują uczestnicy „Randki w ciemno”? prowadzonej przez Jacka Kawalca (mi najbardziej kojarzącym się z głosem Muminka).

A kto pamięta program „Pieprz i wanilia” albo „Z kamerą wśród zwierząt?”

5. Polskie filmy dla dzieci

Fot. Screen z YouTube/ polskifilmfabularny

Fot. Screen z YouTube / polskifilmfabularny

Na przykład urocza ekranizacja „Akademii Pana Kleksa” z Piotrem Fronczewskim w roli tytułowej. Efekty specjalne? Takie, na jakie było wtedy nasze kino stać. Ale wrażenia niesamowite, a scena napaści wilków na królestwo szpaka Mateusza wywołuje efekt taki sam jak 25 lat temu – sprawdzone na współczesnych dzieciach, które przecież „już wszystko widziały”… Do tego zabawne, rytmiczne melodie skomponowane do wierszy Brzechwy (mam je na winylowej płycie). „Dzik jest dziki, dzik jest zły…” – nucę sobie razem z córką.

A pamiętacie „Jankę” z Agnieszką Krukówną, jej cudowny pierścień i dwa, wrogie obozy – Orły i Wilki? Samolot, który budował zakochany w matce Janki stryj Julka? Oglądaliście „Szaleństwa panny Ewy”? No i – to mój absolutny faworyt – serial „Siedem życzeń”?

6. Podwórko

Fot. Screen z YouTube/MXs90s

Fot. Screen z YouTube / MXs90s

Nasze mamy nie bały się tak, jak my dzisiaj i pozwalały nam spędzać na podwórku bardzo dużo czasu. W wakacje do domu wracało się właściwie tylko na obiad, kolację i spanie…

A podwórkowe zabawy? „Król skoczek”, czyli przeskakiwanie piłki odbijanej od ściany, gra w gumę (zaczepianą o słupy – ograniczniki jeżeli brakowało trzeciej uczestniczki) i, czy wreszcie „podchody”. Malowanie kredą na chodniku strzałek i zadań, wyszukiwanie kryjówek… Albo w ogóle malowanie kredą na chodniku przed blokiem. Czy dziś to jest w ogóle dozwolone?

Kiedy dziś przeglądamy materiały z lat 80-tych i 90-tych, śmieszą nas puszyste fryzury pań, wąsy u panów, dziwaczna moda…  Ale przede wszystkim, z rozrzewnieniem wspominamy beztroskie chwile naszego dzieciństwa. Oby i nasze dzieci wspominały ten czas jak najlepiej!


Zobacz także

Fot. istock/LuckyBusiness

7 świątecznych hitów filmowych, które obejrzycie z przyjemnością kolejny raz. I poczujecie się lepiej

Fot. iStock

60 sposobów na uspokojenie, kiedy życie się za ciebie bierze

fot. iStock/ bowie15

Plotkowanie zbliża i daje nam… radość. Zaskoczeni?